Dodaj do ulubionych

Co o tym myślicie?

11.03.08, 22:13
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=76792151
Przepraszam za linkowanie wprost ale omawianie tematu zajęłoby za
dużo miejsca i czasu. Przyznaję, że bardzo nieprzyjemnie rusza mnie
postawa autora, zresztą precyzyjnie przez niego opisana i
uzasadniona.
Osobiście nie widzę możliwości mieszkania pod jednym dachem z
własnym dzieckiem i z kimś kto dzieci z zasady nie lubi, nie
interesują go i nie widzi w kontakcie z nimi nic ciekawego. Tu pan
fizycznie jest obecny ale codzienny kontakt z pasierbiem męczy go,
irytuje i nudzi. Sorry ale ciśnie się pod klawiaturę wyświechtane
ludowe "widziały gały co brały".
Obserwuj wątek
    • 13monique_n Re: Co o tym myślicie? 11.03.08, 22:37
      Rzeczywiście, nieprzyjemny dreszcz przeleciał mi po plecach, kiedy czytałam
      precyzyjny opis sytuacji i uczuć tego pana.
      Ja dla siebie nie widziałabym możliwości kontynuowania związku z kimś, kto
      nie akceptuje moich dzieci. Wybór jest jasny - dzieci są częścią mnie i częścią
      mojego życia. Albo mnie się akceptuje w "trójpaku", albo wypad, czy też
      kulturalnymi słowy "pożegnanie".
      Nie po to wychodziłam z toksycznego związku, by po raz drugi wiązać się z
      satrapą i dyktatorem.
      Nie wiem, nie rozumiem (a chciałabym wiedzieć), co kierowało matką tego chłopca,
      kiedy wychodziła za tego mężczyznę. Jak długo go znała? Jak długo mieszkali razem?
      • mrs_ka Re: Co o tym myślicie? 12.03.08, 01:42
        chyba nic nie myslicie. Znaczy się, że ja nic nie myślę wink

        zauwazyłam za to przy okazji, że narodziła się nowa kategoria
        wirtualnego podziwu. Do tej pory na przykład podziwialismy kogoś, bo
        świetnie pisał. Lub pisał z sensem. Czy też pisał zabawnie. Albo
        dawał przemyslane rady. W niektorych przypadkach podziwiało się też
        autorów za horyzonty, bo trudno było uwierzyć, że można mieć aż tak
        wąskiewink
        A tu niespodzianka: szczerośc sama w sobie może być również powodem,
        dla którego się kogoś podziwia.
        Ktoś wyznaje, że daje w dupsko aż furczy i podziwiamy go za to, że
        się do tego odwaznie przyznaje. Może więc zaczniemy podziwiać
        Trzpjotkę za smiałe opisy wizualizacji trzaskania po pysku
        pasierbicy? Ciekawa myśl, nieprawdaż.

        A druga rzecz, która mnie zainteresowała, to tłuczenie schematu "ok,
        mam jajka, mam patelnię, mam masło i mam pierdylion ksiązek
        kucharskich oraz pięc kursów kulinarnych za sobą plus praktyczne
        porady internautów, no to jak mam zrobić tę jajecznicę, bo nie
        wiem?".
        Pół wątku zajmuje chalupnicza analiza sajko autora, drugie pół
        zajmują rady (lepsze lub gorsze, ale zawsze JAKIEŚ). A pan cały czas
        powtarza rozbrajająco "no ale podpowiedzcie mi coś, co ja mogę z tym
        fantem zrobić?".

        Kurczę, a idź wyrzeźbić rzodkiewki z masła, przynajmniej będzie
        twórczo.

        a.
        • 13monique_n Mrs_ka - wyrazy wirtualnego podziwu :) 12.03.08, 08:26
          smile)) No, nie mogę się oprzeć. nawet, kiedy różnie patrzymy na pewne
          sytuacje, to Twój "giętki język" pisany budzi mój nieodparty, jak
          najbardziej realny, podziw. smile)) <normalny akt lizusostwa tu
          odwalam, sorry>
    • artemisia_gentileschi Re: Co o tym myślicie? 12.03.08, 08:36
      Dziwie sie matce tego nieszczesnego dziecka, ze miala az takie
      parcie na chlopa ze zwiazala sie z palantem. Palantowi sie dziwie,
      ze chociaz dzieci nie lubi, a nawet nie jest w stanie tolerowac,
      zwiazal sie z dzieciata kobieta. Dziecku wspolczuje.
      • konstancja16 Re: Co o tym myślicie? 12.03.08, 10:33
        widzialam ten watek i rozumiem sytuacje (czasem tez bywam na
        krawedzi). nie rozumiem i nie akceptuje szczeniackiej bezradnosci i
        biernosci.

        wiadomo, ze na poczatku jest milosc i wydaje sie ze ona gory
        przenosi i ze przez wszystkie trudnosci przebrniemy razem, ramie w
        ramie.
        a potem jest szara rzeczywistosc i ten dzieciak z ktorym juz nie
        mozna wytrzymac.

        sa jednak dwie rzeczy (ktore jak sadze sa przymiotami homo
        sapiens) :
        1. zdroworozsadkowe, powaznie myslene o przyszlosci. nie hajtac sie
        pochopnie, szczegolnie w takiej sytuacji (partner z
        przyleglosciami).
        2. odpowiedzialnosc. raz podjeta powazna decyzja, ponosimy jej
        konsekwencje jak dorosly czlowiek.

        nie zazdroszcze temu panu jego zapetlenia. czasem boje sie, ze sama
        sie w to samo pakuje i jeszcze nie wiem co z tego wyniknie. ale
        mysle, ze jedynym rozwiazaniem jest powazna rozmowa z partnerem,
        psychologiem, lektura, refleksja, proba konstruktywnej zmiany
        sytuacji. w ostatecznosci rozstanie, jesli wszystko zawiedzie. nie
        ma co liczyc, ze 'jakos tam bedzie' bo dalej jest tylko gorzej.

        samo skamlanie na forum niewiele pomoze, ale w koncu te wszystkie
        fora w rownym stopniu sluza wymadrzaniu sie co skamlaniu.
    • kicia031 Re: Co o tym myślicie? 12.03.08, 11:15
      Wiesz co - nie wiem, co o tym myslec.

      Facet jest w sposob oczywisty egoista skupionym wylacznie na sobie.
      Ale jak z tego wybrnac - nie wiem. Ciezko dziecku zyc ze
      swiadomoscia, ze bylo powodem rozwodu...
    • magdmaz Re: Co o tym myślicie? 12.03.08, 12:14
      Dokładnie tak to widzę jak Kicia - moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu tego
      wątku - stuprocentowy egoista...
      Każdego z nas czasami ktoś wkurza aż do wymiotów - a to szef, a to pracownik,
      albo dziecko sąsiada. Mnie pasierby akurat nie wkurzają, bo miłe są
      (smile)))))))))))))))), ale gdybym akurat miała na któreś alergię - to niestety,
      nie dopuściłabym do "utrwalenia" związku, a już szczególnie małżeństwa!
      I wiem, co mówię - choć jakby od drugiej strony. Ja jestem tą matką, która - z
      bólem złamanego serca, a jakże - wywaliła faceta, który się męczył z problemem
      niechęci do pasierbicy. I sam niczego nie umiał wykombinować. A ja - zupełnie
      jak żona autora postu - starałam się izolować, odgradzać, niczego nie
      narzucać... Do czasu. Z perspektywy minionych lat widzę, ze mogłam być mniej
      zaślepiona i wywalić go wcześniej. Ale właśnie BYŁAM zaślepiona. I chwała Bogu,
      że nie wyszłam za mąż! Pewnie dlatego, ze nie było takiej możliwości, he he sad
      A teraz - wręcz przeciwnie. Wciskam facetowi moje dzieci (zabranie na ognisko
      kiedy MNIE głowa boli, odebranie z przedszkola, zabranie do swojego domu, kiedy
      JA chcę mieć 5 minut dla siebie) ZANIM się tak naprawdę zdecyduję stworzyć z nim
      wspólny dom dla naszej całej gromady. Ktoś może mi zarzucić, że robię dzieciom
      wodę z mózgu - przyzwyczają się, przywiążą, a ja potem powiem, ze to jednak nie
      ten... Być może, nie twierdzę, że rozwiązanie jest idealne. Ale nawet moja
      najszczersza miłość i idealne dopasowanie do faceta nie gwarantuje, ze moim
      dzieciom będzie z nim dobrze i vice versa. Oni muszą dotrzeć się sami.

      Autor postu idiotycznie utknął. Wpiął się w niepasujacy mu układ. Nie mam
      pojęcia, co mu radzić. Chyba jedynie, żeby trochę mniej myślał o sobie, a więcej
      o innych - przede wszystkim o tym chłopcu i jego sytuacji?
      Jednak nie napiszę mu tego, to bez sensu.
    • lilith76 Re: Co o tym myślicie? 12.03.08, 14:28
      A doczytałyście, że na cztery pytania:

      1. czy jeśli chłopaka nie ma w domu dłużej (np. wyjechał na wakacje) to jest Ci
      w tym domu pusto? Chociaż chwilami?
      2. czy jeśli jest chory to jest Ci go żal, że cierpi bo np. nie może jeść przy
      zapaleniu gardła?
      3. czy jeśli się czegoś boi to masz odruch, żeby go uspokoić?
      4. wreszcie - czy jeśli ktoś go krzywdzi to jest Ci to obojętne, czy masz odruch
      żeby go bronić?

      Odpowiedział TAK

      Kurde, ja jeśli chodzi o pasierbiątka nie jestem pewna, czy dałabym 4 x TAK (no, ok, 2 x to by się znalazło), więc to muszę być potworem straszliwym.


      Ja tu widzę chłodnego, nieco aleksytymicznego, mózgowca, który jak 80% facetów liczy, że w życiu da się znaleźć algorytm, kod dostępu i będzie ok. Szuka rozwiązania. Gdyby był dupkiem i egoistą, to by brak sympatii olał i zaprowadził "Ordnung" w domu, ale coś chce z tym zrobić.

      Chciałam też zwrócić uwagę, że sam autor jest dzieckiem z rozbitej rodziny, być może jego zamknięcie się emocjonalne ma korzenie w dzieciństwie, więc nigdy nie wiadomo, czy któryś z waszych synów nie założy kiedyś podobnego wątku.
      • mrs_ka Re: Co o tym myślicie? 12.03.08, 15:34

        Tak samo, jak równie prawdopodobne jest założenie analogicznego
        wątku przez Twojego syna, syna sąsiadki czy pani z warzywniaka.
        Przepraszam, ale co ma piernik do wiatraka? I co ta obserwacja
        konkretnie wnosi? Nie rzucajcie kamieniem, bo może będzie on kiedyś
        pochodzić z Waszego obejscia?
        Ludzie mają przeróżne traumy na ogól przezyte w dzieciństwie. Część
        ludzi z tym pracuje z fachowcem, częśc pracuje samodzielnie, część
        jest na tyle odporna, że jakoś się to rozlazi po kościach.
        Jest też pokaźna część, ktora nic z tym nie robi.
        Napisalam już, jak odbieram pisanie o tym, ze ma się problem no i ma
        się problem, jak również ma się problem. A połowa pań zachwycona, ze
        tak szczerze i w ogóle, bo pisanie wprost o tym, że się sobie nie
        radzi z tematem ma być jakoby wartością samą w sobie. Klasyczny
        powidok psychologicznego bzdetu: zobaczyć problem to polowa sukcesu.
        Jasne. Przy czym dla znakomitej większości praca nad problemem
        konczy się własnie na zobaczeniu problemu.

        Mnie to nie poraża ani na kolana nie powala niezaleznie od tego, kto
        jest autorem takich wypowiedzi (szalenie nużacych w perspektywie
        calego wątku). Gdyby autorem był mój syn to również by mnie to nie
        powaliło, a raczej podłamało, bo po doroslym facecie spodziewam się
        minimum refleksji nad życiem i przyszłością własną oraz przyszłej
        zony i wspólnej rodziny. I to ZANIM powiozą ich windą do nieba.

        A skoro już się tak idiotycznie władował w układ zupełnie mu
        nieodpowiadający to oczekiwałabym, że wymyśli coś ponad powtarzanie
        tych samych zdań i grę w "tak, ale".
        Bo generalnie Pan nie spodziewa się konkretnej rady (poza wklepaniem
        własciwego kodu dostępu, jak już zauwazyłaś)- sugestie udania sie do
        psychologa kwituje "w sumie można by tak zrobić" i na tym
        poprzestaje, sugestie wspólnych gier na komputerze opatruje
        komentarzem, że nie ma ochoty bo to odmóżdża (słusznie); sugestie
        zaangazowania się w życie dziecka ripostuje "ale mnie się nie chce".
        Dlatego też uwazam, że rzeźbienie w maśle wydaje się
        najsensowniejsze w tej sytuacji. Nic się od tego nie zmieni, ale
        przynajmniej zostanie zaspokojona potrzeba artystyczna, a to zawsze
        miłe.

        A teraz powiem Ci coś jeszcze: mam od roku sukę, szalenie
        wkurzającą, ale ogólnie kochanego futrzaka.
        Jak nie ma mnie dłużej w domu to też za nią tęsknię. Żal mi, kiedy
        przyniesie kleszcza. Podczas burzy z piorunami, kiedy spyla
        przerazona pod stół uspokajam ją łagodnie. I nie podoba mi się,
        kiedy obcy człowiek ma odruch kopnięcia mojej suki.

        Zaiste, wielce budujące jest, ze podstawowe odruchy opieki nad
        slabszym mamy identyczne- ja i bohater klasy pracującej. Jest
        jeszcze jedna różnica, może mało znacząca dla wielu: miedzy suką a
        pasierbem jest przepaść paru ewolucyjnych szczebli.
        Może jestem nieczułym na niuanse ludzkiej wrazliwości potworem, ale
        mnie nie zachwyca wykazywanie się podstawowymi odruchami empatii
        wobec drugiego człowieka, co Ty opisujesz jako bógwico. Ja mam te
        odruchy wobec domowego psa i jeszcze nie wpadłam na pomysł opisania
        tego celem zrobienia z tego wielkiego halo, ale może faktycznie
        warto rozważyć taki pomysł, skoro podstawowe odruchy są aż taką
        rzadkością i perłą wśród pereł.

        a.
        • lilith76 Re: Co o tym myślicie? 12.03.08, 16:19
          Będzie krótko, by nie robić ci konkurencji:
          - facet być może nie wyniósł z domu umiejętności głębszego emocjonalnego zaangażowania się (biję w piersi, że podejrzewałam waszych synów o takie problemy)
          - dzieciak go irytuje, co nie oznacza że nie ma wobec niego jakichkolwiek ciepłych uczuć, czy emocji, ale dla matki to za mało, za mało, za mało (twój przykład z psem jest bardzo celny - dla niektórych ludzi zwierzęta są istotami równie kochanymi, obdarzanymi czułością i jak dla innych ich/cudze dzieci, czy są gorszym typem człowieka? nie wiem)
          - sugestie wybrania się do psychologa przyjął z zainteresowaniem i kto wie, czy takie spotkania nie pomogą w ułatwieniu wspólnego życia całej trójki
          - takich ojców - biologicznych - jest na pęczki; taki był dominujący wzór ojca do połowy XX wieku - miał zarobić na dom i wychować smarka na praworządnego obywatela; od kochania była matka i to też nie zawsze (Elisabeth Badinter się kłania)
          - wchodząc w ten związek popełnił błąd, bo jak na tak chłodny i analityczny mysł zaskakuje, że nie przewidział skutków życia w takim układzie

          No nie udało się krótko.
          • lilith76 Re: Co o tym myślicie? 12.03.08, 16:25
            Moje wpisy nie miały na celu wybielanie faceta, głaskanie po główce, ale stwierdzenie, że też taki straszny potwór to z niego nie jest.
    • damiri Re: Co o tym myślicie? 13.03.08, 00:04
      mialam zalozyc nieco podobny watek co ten pan ale po przeczytaniu
      waszych komentarzy sie powstrzymam. Do moich dylematow wlasnie
      doszlo poczucie winy ze w ogole cos podobnego mam czelnosc czuc.
      • chalsia Re: Co o tym myślicie? 13.03.08, 00:18
        > doszlo poczucie winy ze w ogole cos podobnego mam czelnosc czuc.

        napiszę tak - mozna znaleźć coś fajnego/satysfakcję/pozytywne
        odczucia, jesli się tego chce. Przykład - nie lubię sprzątać, ale
        lubię uporządkowaną przestrzeń. Więc w czynnościach sprzątania
        dopatruję się tego, co prowadzi do uporzadkowania przestrzeni. Nie
        powoduje to polubienia sprzatania jako takiego, ale w trakcie
        sprzatania sa chwile radości/satysfakcji a także zmniejsza to moją
        niechęć do trywilanej i rutynowej czynności jaką jest sprzatanie.
      • mrs_ka Re: Co o tym myślicie? 13.03.08, 02:44
        alez zakładaj, zakładaj.
        Za to ja zakładam, że nie Bedziesz na kazdą podpowiedzianą Ci radę
        odpowiadać "no dobra, ale co ja mam własciwie zrobić, bo nie
        wiem?" wink

        Tak se mysle, czy wszystkie dyskusje na podobne tematy muszą się w
        koncu sprowadzić do nieuchronnego "widziały gały co brały"?
        Nie zawsze te gały widzą, a i nie zawsze to, co biorą jest tym, czym
        stanie się dopiero po ślubie czy paru latach wspólnego zycia.
        Życie z drugim człowiekiem- czy dużym, czy małym- jest przygodą
        dziejącą się cały czas tu i teraz.
        Co oznacza, że słodki pięciolatek moze nie byc słodkim
        piętnastolatkiem, więc i problemy mogą przyjść z czasem.
        Wazna jest za to otwartośc i chęć towarzyszenia w tym procesie, czy
        nie do tego sprowadza się wiekszość problemów rodzin
        rekonstruowanych? To znaczy do braku tych dwóch czynników?
        A brak ich czasem również biologicznym rodzicom, więc co dopiero
        mowić o niebiologicznych.

        Kolejną nieprzyjemną sprawą jest ten aspekt dojrzałości, który
        nakazuje dorosłemu być jednak zawsze mądrzejszym, dojrzalszym,
        bardziej doświadczonym od dziecka, co często naprawdę bywa trudne.
        Do własnych dzieci czasem brak cierpliwości, do cudzych tym bardziej.

        nie wiem, tak sobie po nocy dywaguję. Napisz coś więcej i bez
        poczucia winy, proszę, bo wspomniany pan zostal - jak sądzę-
        zjechany przez część dyskutantów nie za swoje emocje, a za
        rozbrajającą (przynajmniej mnie) bierność w tym wszystkim i otwarte
        wyznanie, że jemu zasadniczo od początku nie pasował ten układ.
        Czyli jego gały akurat wszystko widziały, tylko mózg nie zanalizował.

        a.
    • m-jak-magi a ja w kontrze do wiekszosci przedmowczyn.... 13.03.08, 10:08
      na swoj sposob rozumiem faceta, mimo ze moje uczucia do pasierbicy
      sa na przeciwleglym biegunie.
      nie podziwiam go, bo i nie ma za co, ale tez nie pietnuje.

      zadal sobie trud, co w przypadku facetow jest juz nie lada
      osiagnieciem zeby przeanalizowac swoj problem.
      w moim bliskim otoczeniu jest podobna konfiguracja rodzinna i
      mezczyzna wlasciwie nie robi sobie sprawy z tego ze jego relacje z
      pasierbem sa bardziej niz oschle, ma w glebokim powazaniu cierpienie
      swojej zony i jej rozdacie.

      podziwiam w nim zatem jedno - ze dla ukochanej kobiety probuje jakos
      ten problem rozwiazac. skoro dziecko jest mu wysoce obojetne uwazam
      ze bardzo wazne i mimo wszystko budujace dla zwiazku jest to ze dla
      swoje zony stara sie jednak.

      zauwazcie fakt ze on caly czas podkresla, ze atmosfera w ich domu
      jest bardzo porawna, nie ma klotni, nie ma podniesionych glosow jest
      dialog. to niezwykle wazne.

      zapominacie ponadto ze dziecko z ADHD jest niezwykle trudne, czasem
      rodzicom trudno jest wytrzymac ze swoim ( ukochanym skad inad
      potomkiem ) a co dopiero czlowiekowi ktory nic do dziecka nie czuje -
      i nikt nie ma prawa tego od niego oczekiwac.

      postawa faceta daleka od postawy trzpjotek i innych chociaz korzenie
      takie samie ( niechec do obcego dziecka - tutaj slowo obce jak
      najbardziej adekwatne ) facet dostrzega potrzebe zmiany postawy,
      moze nie umie tego wyartykulowac - ale chce niewazne z jakich
      powodow - chce.

      pietnujmy trzpjotki i inne monglowate zadna z tych pan na 4
      postawione pytania nie odpowiedzialaby TAK ale miejmy odrobine
      empatii dla faceta ktoremu sie chce.
      • lilith76 Re: a ja w kontrze do wiekszosci przedmowczyn.... 13.03.08, 10:21
        magi, napisałaś ładnie, to co mi chodziło po głowie, ale nie udało się sklecić logicznie.

        Gdyby mangolda i jej pochodne, choć na chwilę zdobyły się na taką autorefleksję jak tamten facet, to byłabym dość zadowolona.
        • to.ja.kas Re: a ja w kontrze do wiekszosci przedmowczyn.... 13.03.08, 13:44
          O ile sobie przypominam to facet napisał, że na początku małżeństwa
          (czyli na etapie dochodzenia do tego związku) nie czuł takiej
          niechęci do dziecka. To zmianiło się z czasem.
          Więc trudno faceta nazwać bezmózgim idiotą jak i matke bezmyślna
          babą, że związała się z kimś kto nie akceptuje jej dziecka.
          Po drugie chyba nie ma w wiekszości sytuacji bardziej głupiego
          powiedzenia jak "widziały gały co brały". Po pierwsze gały były
          zakochane, po drugie mi tez wydawało się , że jestem przygotowana
          do roli matki a potem urodzenie córki pokazało, że guzik, nic z
          tego. Tak samo wierzyłam jak cholera w słowa "kocham Cie i chce byc
          z Toba zawsze" jak je wydobywałam do narzeczonego - a potem
          odeszłam. wiec pitolenie, że wiedział w co wchodzi jest do dupy, bo
          mozna by powiedzieć, ze ja wiedziałam iz biorę sobie za męża
          psychopate, to czego potem płacz...ano nie wiedziałam....jak sie
          dowiedziałam to był juz moim mężem i "mądry Polak po szkodzie".

          A teraz...co facet ma zrobic teraz???? Na ten moment????
          Porównanie go do trzpjotek to obraza nie tylko faceta ale równiez
          tych którzy myślą i potrafią po czytaniu dodać 2 do 2...bo to nie ta
          klasa.

          Poniżej watek o tym czy podzielić się wygraną z
          pasierbami...wiekszość mówie "nie"...bo to zrozumiałe (rozdzielność
          majatkowa, brak obowiążków wobec pasierbów)...ba padaja
          stwierdzenia, że aby zbudowac relacje dobre to wystarczy zyczliwa
          obojętność, bo macocha to dodatek do ojca i wystarczy jak nie
          przeszkadza...no to tu mamy tego przykład...podziwiajmy Pana bo nie
          przeszkadza mamie w kontaktach z synem.


          A mi sie wydaje, ze od faceta sie wymaga, wymaga żona, jej rodzina,
          on sam od siebie...im wiekszy nacisk na to, ze musi tym wiekszy
          opór....rozumiem, u mnie ten mechanizm jest identyczny....i dlatego
          myślę iż albo powinni się rozstac (wg niektórych Pań zona powinna
          natychmiast podac o rozwód z takim potworem co nie kocha jej
          dziecka, albo (i tej opcji ja sie trzymam), ze jak facet sam sobie i
          środowisko mu odpuści to jest szansa , ze stosunki wrócą do normy...)
          • lilith76 Re: a ja w kontrze do wiekszosci przedmowczyn.... 13.03.08, 16:50
            Wydaje mi się, że to jego partnerce przeszkadza ta "życzliwa obojętność". Nie jestem matką, nie wiem, być może gdy ogarnia cię miłość macierzyńska chcesz by cały świat kochał to dziecko tak samo, a jak jest "życzliwie obojętny", to boli.

            Druga sprawa to sam chłopiec - on garnie się do męskiego towarzystwa, wzorca i obija się o ścianę. Jak to rozwiązać? Opowiedzieć mu historię o "życzliwej obojętności"? Autor nic nie pisał o biologicznym ojcu dziecka - jeśli jest kompletnie nieobecny, to ciężka sprawa, ojczym jest najbliższym męskim wzorcem dla dziecka.
          • artemisia_gentileschi Re: a ja w kontrze do wiekszosci przedmowczyn.... 13.03.08, 19:24
            to.ja.kas napisała:

            > O ile sobie przypominam to facet napisał, że na początku
            małżeństwa
            > (czyli na etapie dochodzenia do tego związku) nie czuł takiej
            > niechęci do dziecka. To zmianiło się z czasem.
            > Więc trudno faceta nazwać bezmózgim idiotą jak i matke bezmyślna
            > babą, że związała się z kimś kto nie akceptuje jej dziecka.
            > Po drugie chyba nie ma w wiekszości sytuacji bardziej głupiego
            > powiedzenia jak "widziały gały co brały". Po pierwsze gały były
            > zakochane,

            Sorry, ale to jest usprawiedliwienie dla malolatow przezywajacych
            pierwsza wielka milosc, a nie dla ludzi doroslych i majacych juz
            pewnien bagaz zyciowych doswiadczen i kopy w d. od zycia za soba. W
            pewnym wieku podejmowanie zyciowych decyzji typu slub tylko pod
            wplywem emocji swiadczy o glupocie i niedojrzalosci.

            po drugie mi tez wydawało się , że jestem przygotowana
            > do roli matki a potem urodzenie córki pokazało, że guzik, nic z
            > tego. Tak samo wierzyłam jak cholera w słowa "kocham Cie i chce
            byc
            > z Toba zawsze" jak je wydobywałam do narzeczonego - a potem
            > odeszłam. wiec pitolenie, że wiedział w co wchodzi jest do dupy,
            bo
            > mozna by powiedzieć, ze ja wiedziałam iz biorę sobie za męża
            > psychopate, to czego potem płacz...ano nie wiedziałam....jak sie
            > dowiedziałam to był juz moim mężem i "mądry Polak po szkodzie".

            Roznica jest taka, ze ani Ty, ani ja nie wiedzialysmy ze wychodzimy
            za damskich bokserow i psycholi. Prawda wyszla na jaw kiedy juz
            klamka zapadla (chociaz ja i tak codziennie dlugo i soczyscie
            wyklinam swoja glupote). Tutaj facet doskonale wiedzial, ze zeni sie
            z kobieta dzieciata, ze bedzie wspolnie z dzieckiem mieszkal i ze
            maja razem tworzyc rodzine, wiec niech teraz nie udaje pierwszej
            naiwnej w burdelu, bo sam jest sobie winien. Zreszta pies kochal
            jego, najbardziej w tym ukladzie poszkodowane jest dziecko, ktore
            musi ponosic konsekwencje blednych wyborow doroslych.
            • to.ja.kas Re: a ja w kontrze do wiekszosci przedmowczyn.... 13.03.08, 19:34
              Szczerze? Wszystkie symptomy tego ze mój eks był psycholem były
              tylko ja byłam slepa...
              Facet jakby nie był odpowiedzialny puscił by zonę w trabę, albo miał
              w tyłku co czuje jego żona i jej syn...a skoro szuka (mniej lub
              bardziej umiejetnie) pomocy tzn ze jest odpowiedzialny.
              Znam mase mniej refleksyjnych biologicznych ojców....micha ma sie
              dymic jak przyjda i spokój byc, co tam uczucia dziecka....tu jest
              refleksja.

              Co do bajki o zyczliwej obojetnosci - to nie moja bajka, to bajka
              Pań z wątku niżej...trza byc konsekwentnym, skoro zyczliwa
              obojetnosc do pasierbów wystarcza to powinna wystarczac i dla dzieci
              z pierwszych związków pań jak i panów...a ten przykład pokazuje, ze
              bajkę te o kant tyłka potłuc.
              • magdmaz Re: a ja w kontrze do wiekszosci przedmowczyn.... 13.03.08, 20:03
                Ja jestem pierwsza przeciwna "życzliwej obojętności" - przerabiałam to już i
                wiem, że taka "życzliwie obojętną rodzinę" to można sobie o kant d... potłuc.
                Mój facet i moje dzieciaki LUBIĄ się, po prostu. Ja lubię jego dzieci, ale jeśli
                z czasem uznam, ze to lubienie jest naciągane, nieszczere, okupione zaciskaniem
                zębów - to się rozstaniemy w miłej, mam nadzieję atmosferze, bo już sprawdziłam
                w życiu, czego chcę, a czego nie akceptuję - i moje dzieci już sprawdziły, i
                jego dzieci też.

                W żadnym wypadku nie zamierzam potępiać faceta. Ma problem, a ja mu nie umiem
                nic poradzić. Tyle.
    • burza4 Re: Co o tym myślicie? 15.03.08, 13:36
      chyba nie będę poprawna politycznie, ale powiem szczerze - nie widzę
      żadnego powodu do piętnowania faceta. Związał się z kobietą
      dzieciatą świadomie. Natomiast nie był świadomy tego, że z czasem
      jej dziecko będzie go coraz bardziej wkurzać.

      i sorry - nie ma to nic wspólnego z infantylizmem i naiwnością.
      Wychodząc za mąż wiedziałam że mój maż ma dorosłe dziecko, świadomie
      przyjęłam ten fakt do wiadomości, biorąc pod uwagę jego wiek i
      szacując potencjalne reperkusje dla mnie. Nie wyglądały one groźnie,
      WÓWCZAS jego ojcostwo mnie nie dotyczyło, nie odczuwałam jego
      skutków, mimo że ojcem był takim samym jak teraz. Teraz odczuwam,
      nie wchodząc w szczegóły - i to bardzo. Nie przewidziałam takiego
      rozwoju sytuacji, że wbrew wszelkiej logice z czasem wpływ jego
      ojcostwa na nasze życie będzie rósł, a nie malał.

      facet z wątku jest w stosunku do pasierba ciepło-poprawny, dziecko
      jest z gatunku upiornych dzieci które otoczenie doprowadzają do
      obłędu, jest już przy tym kilkunastoletnim, ukształtowanym
      nastolatkiem.

      Czego na miłość boską powinna oczekiwać matka w takim wypadku?
      Entuzjazmu? sorry, ale przydałoby się trochę samoktytyki. Moja
      przyjaciółka ma bardzo podobnego z opisu syna i bogu dziękuję, że
      wyrósł z wieku, kiedy jeździ się z rodzicami, bo całe towarzystwo w
      jego obecności dostawało skrętu kiszek. A z tego co piszecie, jej
      facet powinien pałać do niego życzliwością, mimo tego, że reszta
      świata ma na sam jego widok alergiczną wysypkę. Jemu nie wolno. A
      jeśli ma - to nie powinien się wiązać z jego matką. Tylko że moja
      koleżanka jest o tyle rozsądna, że znając "uroki" swojego dziecka
      nie oczekuje od swojego faceta emocjonalnego zaangażowania. Wie przy
      tym, że jej dziecko stanowi problem DLA KAŻDEGO, poza najbliższą
      rodziną. Nie przeszkadza jej że jej facet się nie garnie do
      przyjaźni z jej dzieckiem, wystarczają jej poprawne układy - i od
      lat funkcjonuje to bez zgrzytów. Nie wrzeszczą na siebie, nie kłócą,
      toczą normalne rozmowy, oglądają telewizję, jedzą obiady. Czyli - z
      boku patrząc - prowadzą dokładnie takie samo życie jak tysiące
      pełnych rodzin.

      Facet pisze wyraźnie, że ten układ funkcjonuje dobrze, bez
      ujawniania złych emocji. Tak naprawdę największy problem w tym
      układzie ma facet - w postaci wyrzutów sumienia, że powinien być
      bardziej zaangażowany. Matka nie ciosa mu z tego powodu kołków na
      głowie, ale facet czuje presję. Bo mu naopowiadali jakież to
      rodzicielstwo jest fantastyczne, jakież pokłady radości dostarcza.
      NA TEJ PODSTAWIE doszedł do wniosku, że coś z nim nie tak.

      o co się go oskarża? że napisał szczerze, że zajmowanie się 14-
      letnim pasierbem nudzi go i irytuje? cholera - mnie tez zajmowanie
      się WŁASNĄ 14 latnią córką nudziło. Zaiste pasjami lubiłam
      wysłuchiwanie godzinnej historii o tym, że Kasia powiedziała Basi że
      Julka ma pryszcze, a Julka na to że Kasia jest głupia, a jej brat
      jeszcze bardziej... to wiek gdzie dzieci się już nie bawią, dorosłe
      tematy je nudzą, a ich tematy z kolei są śmiertelnie nudne dla
      dorosłych. Ktoś ma frajdę z odrabiania lekcji? nie wierzę.
      Moja córka jest prawie dorosła, a od czasów jej wczesnego
      dzieciństwa nawet jako matka nie doświadczałam takich uczuć, których
      próżno w sobie szuka ten facet - do niedawna dziecku obcy.
      • derena33 Re: Co o tym myślicie? 17.03.08, 12:12
        Jakie 14 lat? zaledwie 10 lat.
    • kicia031 Re: Co o tym myślicie? 17.03.08, 16:06
      Dlugo myslalam o tym watku - i wymyslilam, w czym tkwi problem. Otoz
      pisalyscie - negatywnie, pozytywnie - o zyczliwej obojetnosci. Dla
      mnie to jest koncept, ktory traktuje z aprobata - jako takie
      minimum, bez ktorego trudno funkcjonowac.

      Otoz tutaj nie ma mowy o zyczliwej obojetnosci. Facet dzieciaka nie
      trawi, choc podobno - jak sam twierdzi, tego nie okazuje.

      Jest zasadnicza roznica miedzy lubieniem / nielubieniem czlowieka
      lub co poniektorych jego zachowan. Niektore zachowania moich synow
      doprowadzaja mnie do szalu, co nie zmienia faktu, ze dalabym sie za
      nich posiekac i kocham ich dzika, namietna miloscia.

      Tutaj, moim zdaniem, jest brak sympatii do dziecka jako do osoby.
      calosciowo.
      Szkoda mi bardzo tego chlopca.
      • konstancja16 Re: Co o tym myślicie? 17.03.08, 17:40
        latwo jest traktowac z 'zyczliwa obojetnosc' a nawet sympatia
        dzieciaka, ktorego sie widuje dwa razy do roku. prezenty, wspolny
        posilek, rowerek, kino i do widzenia, caluj mocno mamusie i wujka
        Kazia. do zobaczenia znow za pol roku. w takim wymiarze to i
        znienawidzona ciotke mozna zniesc dyplomatycznie przytakujac, ze
        tak, przed wojna bylo lepiej. troche gorzej z ta sympatia jak
        dzieciak jest we wszystkie weekendy na przyklad. i nie mozna miec
        zadnych 'normalnych' (bezdzieciecych) planow. posilki wygladaja
        inaczej niz normalnie (nie lubie, nie chce, to chce, tamtego nie),
        ich przygotowywanie (ja ci chce pomoc, nie, ja pomoge tatusiowi, nie
        ja chce pomoc tobie). nie ma ciszy i spokoju (pisze z pozycji
        macochy weekendowej czterolatka, ktory non stop gada, pyta albo
        spiewa. no zesz, nie wyrabiam czasem).

        wreszcie zamieszkanie na stale z kims z dzieckiem na pelen etat to
        moim zdaniem bohaterstwo. ale chyba to dziecko bylo od zawsze.
        bylo wczesniej niz bohater watku sie ochajtal. wiec swiadomie w to
        wdepnal... chociaz pewnie na poczatku wyobrazal sobie ze jakos to
        bedzie.

        pat totalny. pisze to z w poniedzialek po kolejnym upiornym
        weekendzie.... z cala swiadomoscia, ze moja 'zyczliwa obojetnosc'
        sprzed roku maleje z kazdym weekendem.... sa ludzie, ktorzy w
        naturalny sposob dogaduja sie z dziecmi. traktuja je jako normalna
        czesc rzeczywistosci i nie robia z tego afery. sa tez ludzie,
        ktorzy chcieliby przezyc zycie z dala od dzieci. i chyba lepiej
        zeby takie osoby nie probowaly na sile... trudno jest polubic
        dziecko, szczegolnie jesli podswiadomie myslimy sobie 'jakiz to nasz
        zwiazek bylby idealny gdyby nie to nieszczesne stworzenie'. inna
        sprawa, ze przyczyna klopotow, nieporozumien i klotni zawsze sie
        znajdzie... jak nie dziecko to kot, telewizor, komputer.... eeech.
        nie wiem. tak napisalam. bez konkluzji zadnej.
        • chalsia Re: Co o tym myślicie? 17.03.08, 18:18
          > ja chce pomoc tobie). nie ma ciszy i spokoju (pisze z pozycji
          > macochy weekendowej czterolatka, ktory non stop gada, pyta albo
          > spiewa. no zesz, nie wyrabiam czasem).

          Kobieto, Ty się ciesz, bo masz go tylko co weekend a jego matka przez pozostałą
          część roku codziennie. Ty myślisz, że rodzic "zawsze wyrabia" wink)) Ja tam się
          cieszę, jak moje dziecko jedzie do ojca, nexi i siostry przyrodniej na weekend -
          mam LUUUUZZZZZZZZ smile)))
          • konstancja16 Re: Co o tym myślicie? 17.03.08, 18:59
            dzieki... smile
            jassne, ze sie ciesze, ze nie codziennie.

            ale fakt faktem, ze to mnie dodatkowo wkurza, ze matka go 'ma' jak
            jest w przedzszkolu. a jak tylko jakies swieto, choroba albo co, to
            zabieraj go tatus. to juz ich sprawa oczywiscie (chociaz niestety w
            efekcie moja tez), ale przede wszystkim dziwi mnie niepomiernie, ze
            (przynajmniej odkad wdepnelam w to bagno) mamusia nie ma ochoty
            spedzac z synkiem ani Bozego Narodzenia ani Nowego Roku ani Wielkiej
            Nocy ani zadnego dlugiego weekendu. w zeszlym roku wyrwalismy jeden
            weekend majowy i dwa latem to do dzis wypomina ze NM powinien byc
            jej wdzieczny....

            ale oczywiscie ogromnie sie ciesze ze nie codziennie.
            • 13monique_n Re: Co o tym myślicie? 17.03.08, 21:46
              KOnstancja, nie martw się - mam większe dzieci. Tata "wyrywa" z bogatego
              kalendarza swojego i nexi (nota bene niani moich dzieci - tak tak big_grin) weekend
              raz w miesiącu ostatnio. W Boże Narodzenie "aż" Wigilię (po naszej Wigilii), na
              którą siłą wysłałam dzieci do dziadków i tatusia. I pierwszy dzień Świąt. Potem
              raz w styczniu, i na siłę 4 dni ferii w lutym. I dopiero teraz.
              Aaaaaa, moi gadają, gadają, gadają - ze sobą, z otoczenieniem, pytają o wszystko
              od astronomii i archeologii przez historię, po matematykę i fizykę. Non stop kolor.
              • konstancja16 Re: Co o tym myślicie? 17.03.08, 22:02
                o dzizus. to mnie optymistycznie nie nastraja do przyszlosci. nie
                znam sie na astronomii, to sie wkrotce wyda... wink)

                nic to, siadam zeby sie podszkolic i zeby nie bylo siary jak malolat
                zacznie sie w gwiazdy gapic.
                • lilith76 Re: Co o tym myślicie? 18.03.08, 11:42
                  konstancja16, pociesz się, że chłopcy rosną i zaczynają ich kusić inne rozrywki, trochę oddalają się od opiekunów. Aż w końcu odwiedzi was taki pryszczaty nastolatek, z kapturem od bluzy naciągniętym na głowę i milcząco łypiącym okiem. I wtedy będziesz chciała żeby się odzywał ;D
            • chalsia Re: Co o tym myślicie? 17.03.08, 23:50
              > efekcie moja tez), ale przede wszystkim dziwi mnie niepomiernie, ze
              > (przynajmniej odkad wdepnelam w to bagno) mamusia nie ma ochoty
              > spedzac z synkiem ani Bozego Narodzenia ani Nowego Roku ani Wielkiej
              > Nocy ani zadnego dlugiego weekendu.

              no mnie to też dziwi
              • magdmaz Re: Co o tym myślicie? 19.03.08, 07:30
                Mnie nie dziwi ani troszeczkę smilesmilesmile

                Nawet też bym tak chciała.
        • kicia031 Konstancjo 18.03.08, 11:46
          Ale jednego nie rozumiem - nie zrozum mnie zle, nie krytykuje cie,
          podziwiam cie, ze sie tak starasz, bo ja bym szczerze mowiac chyba
          nie dala rady.

          Po co - skoro nie lubisz dzieci, i cie nie kreca, zwiazalas sie z
          dzieciatym facetem. Ja wiem, milosc i tak dalej, ale jestes osoba
          dojrzala i rozsadna - po co sie tak umartwiac?
          • konstancja16 Re: Konstancjo 18.03.08, 12:06
            nikt inny mnie nie chcial...
            • to.ja.kas Re: Konstancjo 19.03.08, 09:41
              Kiciu z tego co ja przeczytałam to na poczatku u Konstancji stosunki
              były pozytywne.
              Ja mam wrazenie, ze ludzie oczekuja od innych ze mają dar
              jasnowidzenie od wróżek....nie da rady, nie przewidzi sie, ze
              dziecko które nie przeszkadzało, lub które nawet sie lubiło za kilka
              lat bedzie powodowało u nas alergiczną wysypkę.
              Jakby to takie proste było, że wystarczy przemyslec, poobserwowac i
              wyciagnac wnioski to po rozwodach dzisiaj bysmy nie były.

              Takie gadanie bawi mnie takl samo jak pewnosc niektórych zon "on
              nigdy mnie nie zdradzi(ł)" ja jestem jego pewna....tyle sie wie ile
              sie doswiadczyło, przed faktem to mozna sobie jedynie zyczyć i
              pogdybać.
              • triss_merigold6 Re: Konstancjo 19.03.08, 12:14
                Powiem tak: rozumiem Konstancję, że czterolatek swoją gadatliwością
                i aktywnościa ją męczy, mnie osobiste trzyipółletnie dziecko nieraz
                też męczy. Zakładam, że nastolatek w ramach buntu będzie mnie
                doprowadzał do szału jakieś trzydzieści razy dziennie z przerwą na
                pobyt w szkole.

                Zasadniczo chodziło mi o postawę wyjścią - jeśli ktoś dzieci a
                priori nie lubi i nie widzi w nich nic fajnego/ciekawego/zabawnego
                to nie powinen się całodobowo wiązać z osobą, która już dziecko
                posiada. Życzliwa obojętnością to można darzyć chomiki u koleżanki u
                której spędza się weekend. Życzliwa obojętność to "popatrzę chwilę,
                krzywdy nie zrobię, kijem nie tknę".
                Ja oczekuję sympatii i wyrozumiałości dla dziecka. Nie widzę
                możliwości przebywania pod jednym dachem z kimś kto by moje dziecko
                traktował obojętnie. Gamę uczuć typu znużenie, zmęczenie, irytację,
                złość, znudzenie etc. dopuszczam, bo w relacjach z każdym jest
                sporadycznie normalna. Sporadycznie.
                Aktualny ma ten gigantyczny plus, że dzieci lubi. Lubi, potrafi się
                bawić z przyjemnością, przytulić dziecko, pocieszyć, porozmawiać i
                jest tolerancyjny na dziecięce wahania humorów. Jakby było na co
                dzien nie wiem, tym bardziej, że ojciec potomka jest bardzo i
                pozytywnie obecny w życiu syna.
              • kicia031 Re: Konstancjo 19.03.08, 15:58
                No coz, ja sie zgadzam, ze Konstancja bardzo sie stara. Tego z cala
                pewnoscia nie zaneguje.
                Chodzi mi o to, ze nawet taki czlowiek jak ja, ktory dzieci
                generalnie lubi, a swoje wrecz uwielbia, ma czasami ich dosc. I
                zastanawiam sie, jak sobie z tym radzi osoba, ktora za dziecmi nie
                przepada... I czy naprawde facet wart jest takiej meki...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka