zdziwiona.2
14.03.08, 10:20
Dałam się sprowokować, a myślałam ze jestem opanowana. Czym? jego
milczeniem, totalną ignorancją mojej osoby, groźbami dotyczącymi
alimentów i pomocy przy dzieciach, ze strony jego rodziny. Wiem
błąd....gadałam 3 godziny, ale go zdenerwowałam. My chyba
rzeczywiście nie możemy już przebywać razem, tym bardziej rozmawiać.
No, normalnie ja się męczę. A on...nie wie jak powiedzieć mi o tym
kiedy się wyprowadzi....a ja nie pytam, niech się pomęczy. Tylko nie
wiem co zrobić, żebym ja się nie męczyła.