Dokladnie rok temu dowiedziałam się, że mój mąż miał romans.
Przepłakałam całą noc paląc, pijąc alkhol, wyjąc do słuchawki
kuzynce i krzycząc na męża. To co nastąpiło potem było chyba jeszcze
gorsze. Uświadomiłam sobie, że nasze małżeństwo przeżywało kryzys.
Że to mąż się zmienił i ze ja podjerzewałam romans, ale odrzucałam
wszystkie przesłanki. To byl rok złudnej nadziei i wybaczania
rzeczy, których wybaczyć nie powinnam była. Dlaczego wybaczalam
wszystko - bo nie wyobrażałam sobie bez niego życia. Ale pewne
rzeczy nas przerastają, każdy musi sięgnąć swojego dna. Dla mnie tym
dnem było, gdy dowiedziałam się w styczniu tego roku, ze mąż potem
spotkał sie jeszcze z tą "panią", mimo, że mówił mi, że nie ma
kontaktu z nią. Zero płaczu, paniki z mojej strony. Po prostu nic.
Już wiedziałam, że to nie jest człowiek, ktorego poślubiłam i i nie
może być już moim mężem. Pod koniec lutego byliśmy już po rozwodzie.
Ten rok kosztował mnie dużo nerwów. Ale widocznie taki był koszt
abym dojrzała i zrozumiala pewne rzeczy. Nie pisałam tu na początku,
ale czytałam Was i bardzo mi to pomagało. I za to dziękuję

Czy
jestem szczęśliwa? Chyba tak. A na pewno szczęśliwsza i
spokojniejsza niż w małżeństwie, które tak naprawdę rozpadło się
dawno temu.
To taka moja reflleksja po roku. Z wraku człowieka jakim byłam rok
temu stałam się uśmiechniętą, wierzącą w siebie, atrakcyjną i
inteligentną młodą

kobietą. A co - trzeba w siebie wierzyć

)
A dołki małe zdarzają się, ale wtedy szybciutko je zakopuje.