Dodaj do ulubionych

Po roku...

17.03.08, 08:37
Dokladnie rok temu dowiedziałam się, że mój mąż miał romans.
Przepłakałam całą noc paląc, pijąc alkhol, wyjąc do słuchawki
kuzynce i krzycząc na męża. To co nastąpiło potem było chyba jeszcze
gorsze. Uświadomiłam sobie, że nasze małżeństwo przeżywało kryzys.
Że to mąż się zmienił i ze ja podjerzewałam romans, ale odrzucałam
wszystkie przesłanki. To byl rok złudnej nadziei i wybaczania
rzeczy, których wybaczyć nie powinnam była. Dlaczego wybaczalam
wszystko - bo nie wyobrażałam sobie bez niego życia. Ale pewne
rzeczy nas przerastają, każdy musi sięgnąć swojego dna. Dla mnie tym
dnem było, gdy dowiedziałam się w styczniu tego roku, ze mąż potem
spotkał sie jeszcze z tą "panią", mimo, że mówił mi, że nie ma
kontaktu z nią. Zero płaczu, paniki z mojej strony. Po prostu nic.
Już wiedziałam, że to nie jest człowiek, ktorego poślubiłam i i nie
może być już moim mężem. Pod koniec lutego byliśmy już po rozwodzie.
Ten rok kosztował mnie dużo nerwów. Ale widocznie taki był koszt
abym dojrzała i zrozumiala pewne rzeczy. Nie pisałam tu na początku,
ale czytałam Was i bardzo mi to pomagało. I za to dziękuję smile Czy
jestem szczęśliwa? Chyba tak. A na pewno szczęśliwsza i
spokojniejsza niż w małżeństwie, które tak naprawdę rozpadło się
dawno temu.
To taka moja reflleksja po roku. Z wraku człowieka jakim byłam rok
temu stałam się uśmiechniętą, wierzącą w siebie, atrakcyjną i
inteligentną młodą big_grin kobietą. A co - trzeba w siebie wierzyć smile)

A dołki małe zdarzają się, ale wtedy szybciutko je zakopuje.
Obserwuj wątek
    • krolowazla Re: Po roku... 17.03.08, 09:11
      zastanawiam sie, czy za rok tez bede mogła powiedzieć, że jestem szczęśliwa
      kobietą?
    • cathy_bum Re: Po roku... 17.03.08, 09:24
      Mary, trzymam kciuki, żeby było już tylko lepiejsmile) A dla wielu
      osób Twój post to dowód, że wszelkie złe chwile da się przetrzymać i
      wyjść na prostą. Szczęśliwie czas sprawia, że zwykle z największego
      nawet doła wdrapujemy się z powrotem na powierzchnię.
      Sama jestem rok na tym forum (choć właściwie ostatnio raczej bywam
      sporadycznie) i widzę, jak długą drogę przeszłam. Ale o tym może
      napiszę w osobnym wątku (jak się zbiorę).
    • kjl2004 Re: Po roku... 17.03.08, 09:24
      witam, czytając Twój post, poczułam się tak jakbym czytała o swoich
      przezyciach, podobnie jak Ty w nocy kiedy dowiedziałam się mąż mnie
      zdradza, byłam nie sobą, płakałam, wyłam, krzyczałam...a on nawet
      nie miał cywilnej odwagi przyznać się do zdrady, mówił tylko, że to
      były tylko meile i smsy, że kocha tylko mnie i dziecko i że z nami
      chce być...po tygodniu dowiedziałam się, że to nie były tylko meile
      i smsy, i cała lawina negatywnych uczuć znowu się na mnie skupiła,
      później trzy miesiące zapewnień że mnie tylko kocha, że ja i syn to
      jedyna wartość w jego życiu...do czasu, kiedy to pewnego pieknego
      wieczoru, stwierdził, że jednak za nią tęskni, za rozmowami i
      spotkaniami z nią, kazałam sie mu wynosić ale nie został i dręczył
      mnie swoim widokiem dalej..i tak zleciały kolejne miesiące, kiedy
      mnie miał głeboko w pewnej części ciała, ja już psychicznie
      wysiadałam, a on zafundował mi kolejną informację, że tylko ją
      kocha, ale nie odejdzie od nas ze względu na syna, i wtedy
      powiedziała, że w takim razie to ja się wyprowadzę z dzieckiem, ale
      tatuś stwierdził że dziecko musi mieć stabilizację i w końcu sie
      wyniósł...od momentu jego wyprowadzki mineło 8 miesięcy, na pewno
      jestem spokojniejsza, choć doły mnie łapią dość często, teraz
      zbieram siły do rozwodu i wtedy już mam nadzieję odzyskam zupełny
      spokój...
      • mary171 Re: Po roku... 17.03.08, 09:31
        Chyba tez w tym celu napisałam. Aby osoby nowe, które nie wyobrażają
        sobie żyvcia bez męża zobaczyły, że my też tak myśleliśmy. U mnie
        rozwód to świerza sprawa, ale to już była końcówka. Pewnie pomogło
        mi zachowanie ex na samym końcu. I to, że teraz dogadujemy się jak
        normalni ludzie. A drogę przeszlam przez ten rok bardzo długą i
        cholernie wyboistą. Nie raz złamałam siobie serce i prawie psychikę.
        Ale wyszlam bogatsza o doświadczenia. Żal mi, że nam się nie udało.
        Ale lepsze to niż na siłę tkić w związku gdzie są kłótnie, nerwy i
        brak zaufania. Ale ile musialam przejść aby tę oczywistą prawdę
        zrozumieć smile
        • kjl2004 Re: Po roku... 17.03.08, 09:56
          własnie, tak jak napisałaś, najgorszy jest ten żal i ból, żal za
          normalnym domem i rodziną, żal że dziecko nie może być wychowywane w
          pełnej rodzinie...ale lepiej, że ma spokój i nie widzi widoku
          rodziców nie potrafiących się dogadać...pozdrawiam
    • bolutiebolutie Re: Po roku... 17.03.08, 10:12
      Czytam Twój post i jestem przerazona. U mnie cała historia ma dopiero miesiąc i
      przeraża mnie jak długa i wyboista droga mnie jeszcze czeka, zanim będe na tym
      etapie, który Ty osiagnęłas po roku sad W tej chwili jakoś trudno mi uwierzyc,
      że kiedys będzie lepiej, i że dam rade zyć bez niego, bo on był/jest całym moim
      zyciem...
      • mary171 Boulti 17.03.08, 10:25
        ale ja się z ex rozstałam tak naprawdę pod konie stycznia twego
        roku. Po Sylwestrze jeszcze byłam przekonana, że nam się ułoży, że
        mie kocha a moja miłość w końcu sprawi, że się odnajdzie - bo się
        pogubił. Więc nasze rozstanie ostateczne jest świerze. Fakt, że w
        ciągu roku rozstawaliśmy się 3 razy, bo ja nie dopuszczałam myśli,
        że możemy nie być razem. I nagle ktoś, a raczej ktoś otworzył mi
        oczy, że mój mąż mnie kłamał na każdej płaszczyźnie. Wtedy dopiero
        nastąpił prawdziwy koniec. Taka terapia wstrząsowa.
        • bolutiebolutie Re: Boulti 17.03.08, 10:45
          Oj, to ja teraz też się tak łudze, że jeszcze wszystko sie ułoży, że on
          zatęskni, że będzie mu mnie brakowało... Jestem żałosna...
          • mini_me Re: Boulti 17.03.08, 11:38
            Nie jesteś żałosna smile - tak Tobie (i sobie) tłumaczę bo inaczej musiałabym
            przyznać że tez jestem żałosna a nie chcę wink
            ja tez niby jestem pół roku po a tak naprawdę od 2 stycznia czyli krótko oj
            krótko i boli nadal ale już się wyleczyłam z tego że chciałabym spróbować bo juz
            nie chcę - taka chora zraniona duma wink
            • bolutiebolutie Re: Boulti 17.03.08, 11:44
              Nie jestem żałosna...? Uwierz mi, że jestem... Wczoraj pół dnia przesiedziałam
              na kanapie w jego szlafroku, gdzie czułam jego zapach i wiesz co robiłam...?
              Oglądałam mecze piłkarskie, tak jak to uwielbiał robić mój M... sad I cały czas
              sie łudze, że wróci...
              • mary171 Re: Boulti 17.03.08, 11:50
                Gdybyś wiedziała co ja robiłam big_grin Nie blagalam o miłość co prawda,
                ale też ryczalam, oglądałam zdjęcia, wyłam z bólu. Darłam i całowała
                jego zdjęcia big_grinbig_grin Mówię CI - jazd, że hej. Ale widocnie tego
                potrzebowałam. Jedne szybciej się podnoszą inne poźniej. Kazdy musi
                pzrejśc swoją drogę smile A potem będzie już tylko lepiej. Zonaczysz.
                Ja też nie wierzyłam, że można. A naprawdę można. 3 maj się
                cieplutko smile
              • mini_me Re: Boulti 17.03.08, 12:03
                Chyba każdy z nas ma coś podobnego za sobą! Żałosne to nie jest moim zdaniem
                tylko normalne...
                ja mam to za soba ale jak juz kiedyś pisałam pani psycholog powiedziała mi że
                albo mam bardzo silny charakter albo dobrze się maskuję i jak w końcu moja
                wytrzymałość się skończy to wyląduje w szpitalu sad
                więc nie martw się tez to przeżywałam - tak wyglądał mój wrzesień pażdziernik i
                kawałek listopada więc wiem co czujesz i żałosna nie jesteś!!!!!!!
                trzymaj się ciepło
                • bolutiebolutie Re: Boulti 17.03.08, 12:19
                  Wiesz, myślałam, że najgorsze juz za mną... A tu Święta za pasem. Nie mam
                  nastroju na żadne wyjazdy do rodziny, ani na moją Mamę, któa działa na mnie jak
                  płąchta na byka, bez przerwy mnie przytula i powtarza: kocham cię córeczko...
                  Jak chcę, żeby mój mąż mnie przytulał i mówił mi, że mnie kocha, a nie Mama!
                  Kuźwa, ja mam 33 lata!! Pewnie skończe jako samotna, stara dewota, wysyłająca
                  wszystkie oszczędności do pewnej toruńskiej rozgłośni... Niezła perspektywa...
                  A jeszcze "wysledziłam", że mój M ostatnio dość często przebywa w Poznaniu...
                  Zrobił tam zakupy w Ikei, w Media Markt, wypłaca tam kase z bankomatu... Albo
                  więc wyprowadził się z Wawki, albo mości sobie takie dojazdowe, weekendowe
                  gniazdko u jakiejs pani... Nie wiem, i ta niewiedza tez mnie dobija. Wiem, że
                  powinnam przestać o nim myslec, co robi, z kim, gdzie jest, itp., ale to po
                  prostu silniejsze ode mnie. I to tez mnie wykańcza. Oj, czuje, że mój
                  okres "żałoby" dłuuuugo potrwa sad
                  • mini_me Re: Boulti 17.03.08, 12:26
                    Nie martw się tez śledziłam sprawdzałam czytałam wink sama się tym dobijając!
                    to wszystko znam i wiem co czujesz! Boli okropnie boli!
                    Ale mija wierz mi! oczywiście u jednych szybciej u innych wolniej ale mija!
                    Ja do tej pory niby pogodzona, pozbierana nie chce wyjeżdżać do rodziny nie
                    przepadam za spotkaniami ze znajomymi itd itp łatwo nie jest!
                    Mi się na początku wydawało że moja żałoba nigdy nie minie że już do końca zycia
                    będę zrozpaczoną samotną babą! ale skończyła się są gorsze dni, dołki ale co z
                    tego skoro życie leci dalej!!!
                    Wiem że to dla Ciebie abstrakcja teraz bo tez mi się to nie realne wydawało parę
                    miesięcy temu! Ale zobaczysz za jakis czas będzie dobrze wink
              • a.niech.to Re: Boulti 17.03.08, 14:08
                Nie użyłabym w odniesieniu do Ciebie wyrazu "żałosna", Twoje
                zachowanie wydaje mi się chore.sad((
                • bolutiebolutie Re: Boulti 17.03.08, 14:24
                  Chora? żałosna? nędzna? głupia? naiwna? żenująca? nieszczęsna? śmieszna?
                  pożałowania godna? nienormalna? Nieważne jak to nazwać...
                  • kjl2004 Re: Boulti 17.03.08, 14:26
                    nie pisz tak o sobie, dlaczego to robisz? kiedyś zobaczysz inna
                    stronę całej tej sytuacji...ja powoli, malutkimi kroczkami, ale
                    zaczynam widzieć wszystko w innych kolorach..pozdrawiam
                  • mini_me Re: Boulti 17.03.08, 14:27
                    ...ważne żeby przeszło jak najszybciej wink
                  • mary171 Ale to jest choroba uleczalna ;))) 17.03.08, 14:28
                    Jasię uleczyłam i wiele z nas. Więc i Ty dasz radę.
                  • bozenadwa Re: Boulti 17.03.08, 15:12
                    Bolutie pisze do ciebie bolutiebolutie napisała:

                    > Chora? żałosna? nędzna? głupia? naiwna? żenująca? nieszczęsna?
                    śmieszna?
                    > pożałowania godna? nienormalna? Nieważne jak to nazwać...
                    Mysle ze to jest wazne aby sobie uswiadomic w jakim stanie jestesmy
                    i dlaczego.To jest tak jak z choroba .Dokupi nie wiemy co nam
                    dolega ,tzn. wiemy ze nas boli ale nie wiemy dlaczego.Wlasciwa
                    diagnoza jest podstawa wyleczenia.Mysle ze aniechto piszac chora nie
                    miala na mysli ze to jest to samo co zalosna itd.bolutie pisze juz
                    ktorys raz chora to znaczy uzalezniona i mozesz ztym cos zrobic
                    tylko uwierz ze sie da i zacznij.Potem poleci juz z gorki.Nie bedzie
                    latwo ale pewnego dnia poczujesz sama siebie .Pozdrawiam
                    • bozenadwa Re: Boulti 17.03.08, 15:18
                      Mampomylone literki na klawiaturze i czesto wychodza.. ma byc
                      dopoki.Bulitie pisalam ci ze tez tak rozpaczalam,A teraz smiac mi
                      sie chce jak czytam poje pomylone pisanie.CZyli wracam do
                      siebie.Tobie tez tego zycze .Postaraj sie moze gdzies wyjechac na
                      troche zmienic otoczenie .zmienic mysli .
                  • a.niech.to Re: Boulti 17.03.08, 15:55
                    Wyraz "chora" nie wnosi wartościowania.
                    • bolutiebolutie Re: Boulti 17.03.08, 15:59
                      Nawet jeśli nie wartościuje - to ja i tak czuje sie jak kompletne
                      zero. I jeszcze mój M zapowiedział sie, że za godzine przyjedzie po
                      resztę swoich rzeczy... To jak wyrywanie zeba na raty sad Musze być
                      silna, ale łzy same cisna mi sie do oczu. Żeby się tylko przy nim
                      nie rozpłakac. Ale co robić? prosić? Błagać? Upodlić sie jeszcze
                      bardziej? Nic juz nie wiem...
                      • bozenadwa Re: Boulti 17.03.08, 16:06
                        Bolutie a jak TY uwazasz czy to proszenie cos da ?
                        • bolutiebolutie Re: Boulti 17.03.08, 16:13
                          Nie wiem... Pewnie zakrawałoby to na desperacje, ale... mam
                          wrażenie, że on na to czeka, jak będe go prosić, błagać, walczyć...
                          Tylko czy nie byłaby to walka z wiatrakami...? sad
                          • drugiezycie Re: Boulti 17.03.08, 16:22
                            Droga Bolu, im bardziej prosisz, tym bardziej nic z tego. Nie płacz, rób dobrą
                            minę do męża gry. A najlepiej, nie patrz mu na ręce, wyjdź do drugiego pokoju.
                            Nie daj mu po raz kolejny satysfakcji, bo fakt on tylko na to czeka, zebyś się
                            rozkleiła, ale bynajmniej nie po to, żeby wrócić tylko się dowartościować..
                            Niech zobaczy Twoją klasę!! Trzymaj się dzielnie.
                          • bozenadwa Re: Boulti 17.03.08, 16:24
                            bolutiebolutie napisała:

                            > Nie wiem... Pewnie zakrawałoby to na desperacje, ale... mam
                            > wrażenie, że on na to czeka, jak będe go prosić, błagać,
                            walczyć...
                            > Tylko czy nie byłaby to walka z wiatrakami...? sad
                            bolutie Ty to sama musisz wiedziec !!!
                            • bozenadwa Re: Boulti 17.03.08, 16:29
                              Dlaczego masz wrazwenie ze on czeka abys go prosila ? Myslisz ze on
                              che wrocic ? potym co juz zrobil ,powiedzial ,zadzialal ?
                              • bolutiebolutie Re: Boulti 17.03.08, 16:34
                                nie wiem, może tylko sobie wmawiam, to, że staje nade mna, zawiesza
                                głos, robi "spaniela", patrzy na mnie i nic nie mówi... Potem zadaje
                                pytanie - dlaczego tak szybko złozyłam pozew skoro chciałam walczyć
                                o małżeństwo, potem, że gdybym ja nie złozyła, to on by złozył, a
                                znowu za chwile dodaje, że żadne z nas nie wie co będzie za miesiąc,
                                dwa, pięć, może okaże sie, że nie możemy bez siebie zyć, i tak w
                                kółko... i oczywiście, że zawsze będe w jego sercu, że zawsze będe
                                mogła na niego liczyć i że tak naprawde jestem i będę jego jedyna
                                prawdziwą zona, bo to ze mna ma slub kościelny... Ot, taka
                                chorągiewka na wietrze...
                                • sadaga Re: Boulti 17.03.08, 17:17
                                  bolutie dopóki nie pozwolisz mu odejść, nie dasz sobie szansy. tak
                                  długo jak będziesz się łudziła tak długo będziesz trwała w
                                  zawieszeniu.
                                  wiem ze na złapanie równowagi potrzeba czasu, daj sobie czas na
                                  żałobę. tyle ile potrzebujesz. ale nie nakręcaj się, nie nastawiaj
                                  ze on wróci. bo on juz wybrał. Tobie nie pozostało nic innego jak
                                  pogodzic sie z tym. im szybiej dopuścisz tę myśl do siebie, tym
                                  szybciej zaczniesz sie prostowac.
                                  • bolutiebolutie Re: Boulti 17.03.08, 17:22
                                    Wiem, że masz racje, wszystkie macie racje. Rozum mówi - daj mu
                                    odejść, zacznij zyć własnym zyciem, skup sie na sobie... ale
                                    serce... sad
                              • bozenadwa Re: Boulti 17.03.08, 16:35
                                Mysle ze jemu wlasnie chodzi o to co napisala drugie zycie.Najlepiej
                                jakbys wogole nie zwracala na niego uwagi.Przynajmniej zeby on tak
                                myslal.Moze CI sie uda .Powodzenia trzymaj sie.
                                • bozenadwa Re: Boulti 17.03.08, 16:41
                                  Moje spostrzezenie TO on nie chce z toba byc.A jak widzi ze ty
                                  skladasz pozew o rozwod,to zarzuca CI ze tak szybko sie poddalas.Nie
                                  gniewaj sie dorosly czlowiek...To jest chore .
    • bozenadwa Re: Po roku... 17.03.08, 16:48
      musze sie pozegnac zajecia wzywaja. Bolutie ratuj siebie
      dziewczyno.Ty juz znasz moje i innych zdanie jak to zrobic ,nie bede
      sie powtarzac.Trzymam za Ciebie kciuki .
      • kasiekgo Re: Po roku... 17.03.08, 17:41
        Mery cieszę się, że z takim optymizmem patrzysz w przyszłość i tak
        trzymaj.
        • mary171 :)) 17.03.08, 22:53
          I tak trzymam. Ale żal mi Bouli, ze tak cierpi. Ja naprawdę
          przeszłam swoje przez ten rok. Ale wtedy raczej czytałam forum niż
          pisałam. Ten rok to była sinusoida. Smutne jest to, że tak potrafimy
          uzależniać nasze szczęście od bycia z kimś kto nas nie chce. Ale
          wiem, że to cholernie długa droga aby dojrzeć do akceptacji siebie i
          nie uzaleniać swojego istnienia od mężczyzny kórego się kocha.
          • aron95 Dziewczyny 18.03.08, 00:15
            na siłę nikogo nie zatrzymacie .
            Jak nie mysleć i zaakceptować rozstanie?
            Najlepiej by Wam moja Ex wytłumaczyła
            • bolutiebolutie Re: Dziewczyny 18.03.08, 09:56
              Jak jeste na to jakiś cudowny sposób - to ja byłabym szczerze zainteresowana...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka