24.03.08, 19:59
Pisałam Wam, że mój mąż jutro się wyprowadza, definitywny koniec. łączą nas
tylko i wyłącznie dzieci. Ja wracam z pracy o 17 i on się wyprowadza, zabiera
swoje rzeczy i siebie. Jak nie zwariować bo przecież wiem, że to koniec, jak
nie dać się nerwom i nie poryczeć się jak debilka. Na uspokojenie nic brać nie
mogę bo ciąża. ech...
Obserwuj wątek
    • kajda28 Re: Jutro... 24.03.08, 20:54
      najlepiej byłoby powiedzieć komuś co czujesz i co byś chciała mu powiedzieć, o
      co masz żal. To naprawdę skutkuje. Poryczysz się przy koleżance, przyjaciółce,
      mamie- ja mam psychologa, ważne aby określić i wypowiedzieć swoje uczucia.
      Najtrudniej (chociaż się wydaje że najłatwiej) dusić nasze emocje w sobie.
      Trzymaj się. Przytulam wirtualnie ...
      • dsz27 Re: Jutro... 24.03.08, 21:06
        Witaj,
        O tym co czuję powiedziałam kilku bliższym mi osobą i samemu zainteresowanemu.
        Mam przynajmniej trzy osoby, z którymi jestem w stałym kontakcie i mam się komu
        szczerze wygadać. Mój obecny jeszcze Mąż wie co czuję i o co mam żal, wie, że
        mogłabym "pluć" jadem na lewo i prawo jeśli chodzi o jego osobę, bo dał mi ku
        temu powody a zranił mnie strasznie. A jednocześnie wie, że moje uczucie do
        niego nie wygasło całkowicie.
        Chciałabym zachować spokój w dniu jutrzejszym i dla synka i dla siebie. Ale boję
        się, że emocje wezmą gorę i nie wytrzymam...


        kajda28 napisała:

        > najlepiej byłoby powiedzieć komuś co czujesz i co byś chciała mu powiedzieć, o
        > co masz żal. To naprawdę skutkuje. Poryczysz się przy koleżance, przyjaciółce,
        > mamie- ja mam psychologa, ważne aby określić i wypowiedzieć swoje uczucia.
        > Najtrudniej (chociaż się wydaje że najłatwiej) dusić nasze emocje w sobie.
        > Trzymaj się. Przytulam wirtualnie ...
        • bolutiebolutie Re: Jutro... 24.03.08, 21:13
          Wiem, że to bardzo trudne, bo sama jeszcze 2 tygodnie temu przez to
          przechodziłam, ale musisz... Po prostu MUSISZ być silna i nie okazac
          mężowi słabości, cierpienia, łez, lamentu, próś, błagań, krzyków,
          itp. Nie daj mu tej satysfakcji, bądź obojętna. Popłaczesz jak juz
          wyjdzie z domu. Bądź silna, nie wdawaj sie w zbędne dyskusje, zajmij
          sie zabawą z dzieckiem, czytaniem książki (choć i tak pewnie ani
          slowa nie przyswoisz z nerwów i stresu), albo oglądaniem serialu w
          TV, czymkolwiek byle nie siedzieć i nie wpatrywac sie smutnymi
          oczami jak on pakuje swoje manatki. Trzymam kciuki, dasz radę!!
          Wbrew pozorom kobieta jest baaardzo silną istotą...
    • inseg Re: Jutro... 24.03.08, 22:16
      Co jutro? Jutro będzie taki sam dzień jak każdy inny i tyle. Do tej pory
      radziłś sobie nienajgorzej. Jeśli wyobraźić sobie w cyrku pewną piramidę ułożoną
      przez "siłaczy", to Twoja rodzina była dzwigana w domu przez kogo?
      Codzienne czynności,pranie,sprzątanie,rachunki,urzędy.
      Przyznaj się przed samą sobą ,że dzwigasz to do tej pory.Prawda jest taka ,że
      Twojego męża wiekszość czasu w domu nie ma. Na Twojej głowie właściwie jest
      wszystko.
      Co stanie się jeśli na samym dole piramidy odskoczy jedna osoba(mąż) czy tak
      naprawdę podtrzymywała rodzinę? Jakie były więzy skoro się rozpadły ?Ile
      dostałaś ciepła, a ile pragnęłaś go otrzymać? Zadaj sobie parę takich pytań.Jaka
      rolę pełniłaś do tej pory,co wpłynęło że taką rolę musiałaś pełnić?Pomyśl o
      zyskach jakie daje Ci zmiana tej roli?
      Ja ze swojego doświadczenia wiem ,że związek utorzony jedynie na więzi
      erotycznej, bez innych więzi rozpadnie się prędzej czy później.Takich
      beznadziejnych ,małowartościowych związków nie należy żałować.Najważniejsze
      dobro dopiero może Cię spotkać -nic nie dzieje się przez przyczyny.
      Zadbaj o to by w tym czasie kiedy będzie się pakował wziął rzeczy osobiste.I
      wyłacznie osobiste.Przerobić trzeba Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy, zwłaszcza
      działy dotyczące wspólności majątkowej.Nie ma prawa pakować rzeczy należących do
      majątku wspólnego, a które by obniżyły zwykłe potrzeby rodziny.Urządzenia domowe
      stanowią majątek wspólny-nawet jeśli większość czasu nie pracowałaś i nie
      przyczyniałaś się do powiększania kapitału rodziny, a poświęcałaś się wychowaniu
      dziecka art 35: "W czasie trwania wspólności ustawowej żaden z małżonków nie
      może żądać podziału majątku wspólnego".Nie moze nim równiez rozporządzać ani
      zobowiazywać się do rozporządzenia udziałem bez zgody drugiego małżonka, art
      36.2 :" do dokonania czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu potrzebna
      jest zgoda drugiego,wyrażona w formie wymaganej dla danej czynnosci
      prawnej(jesli więc nie ma tego na pismie nie ma zgody.art
      37).art.37.3"jednostronna czynność prawna dokonana bez wymaganej zgody drugiego
      małżonka jest nieważna".Jeśli jeden z małżonków nie zgadza się na dokonanie
      czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu majątkiem wspólnym albo
      porozumienie z nim napotyka na przeszkody,sąd może udzielić zezwolenia ale tylko
      wtedy jeżeli wymagane będzie dobro rodziny. Przedmioty służące do użytku obojga
      są objęte wspólnością ustawową (także w wypadku,gdy zostały nabyte przez
      dziedziczenie,zapis lub darowiznę,chyba ,że spadkodawca albo darczyńca inaczej
      postanowił).
      Jeśli masz wątpliwości nie działaj pochopnie nawet podczas wizyty u notarjusza.
      Co nie podpisane to nie darowane.Masz prawo mieć czas na zastanwoiwnie i
      przeanalizowanie sprawy.
      Sprawa podziałów łupów nie jest łatwa.
      Rozstania ..żal o niewywiązanie się z solidarnej umowy co do trwania związku.
      Nie jest to proste tym bardziej ,że tak jak piszesz jesteś w ciąży.To tym
      bardziej wznieca dodatkowe emocje i działa na Ciebie ze zwielokrotnioną
      siłą.Swoje myśli musisz podzielić na to co z Tobą się dzieje ( z Twoim ciałem,
      nowym członkiem rozpadającej się rodziny,przyszłym porodem,dniami po
      porodzie)dzieckiem które juz jest i któremu, trudno będzie mu zrozumieć cała
      sytuację.
      Zachowaj jednak zimną krew i dumę.Na łzy i upinanie u meskich kolan nie
      wzbudzisz współczucia.Nie czyń więc tego dla zachowania własnej do siebie
      godności. Jesteś kobietą,a to daje Ci dużo możliwości....wszystko zależy jak
      teraz w nowej szybko zmieniajacej sie sytuacji potrafisz się zorganizować.Zrób
      sobie spis najwaznieszych rzeczy które musisz a które w nowej sytacji robic nie
      będziesz musiała . Poukładaj od najważniejszych do najmniej istotnych -zobacz co
      jest najważniejsze to tak jakbyś wkłada rzeczy do słoika : najpierw zdrowie -
      twoje własne i dziecka, to jest najważniejsza rzecz pod słoncem -zapisz się do
      jakieś szkoły rodzenia(gdzie spotkasz kobiety o podobnych problemach).Wypożycz
      albo kup sobie książki, które warto przeczytać,zorganizuj spotkanie osób z
      którymi swobodnie będziesz się czuła,zapisz się na kurs języka.Zrób plan który
      konsekwentnie bedziesz realizować.
      Przykładowo:
      1.Zadbać o siebie i dziecko ,przygotować się do porodu -tak czy siak zadanie
      rodzenia i tak spada na baby.
      2.Zorganizować sie w pierwszych dniach po porodzie-co będzie Ci
      potrzebne-skrzyknij przyjaciół,rodzinę.
      3Czas wolny inwestować w siebie (kursy,nauka)-Zastnów się co właściwie
      chciałabyś osiągnąć w życiu -w sytuacji kiedy nie będziesz się rozpraszać
      facetem.Zobacz ile czasu będziesz miała dla siebie i zabawe z dzieckiem.To co w
      nie wpoisz ile zainwestujesz miłosci będzie procentowało dziesięciokrotnie.
      Każdy dzień będzie dla Ciebie słoneczny, kiedy uśmiecha się dziecko.Kiedy
      zobaczą Ciebie dzieci uśmiechnietą, one też będą radosne.To zadanie jest
      naistotniejsze.Przy tym też człowiek się rozwija.Gdzie wykorzystasz swoje
      doświadczenia?
    • anmaja1 Re: Jutro... 24.03.08, 22:53
      Trzymaj się, musi być dobrze.
      Ja też jutro miałam zabrać resztę rzeczy z naszego mieszkania, ale
      nie mam siły.. właśnie się zbieram żeby mu na pisać że się z nim nie
      spotkam, ale na to pisanie też nie mam siły...
    • sbelatka Re: Jutro... 25.03.08, 00:20
      Dsz... no nie wyobrażam sobie jak musisz sie czuc bywszy w ciązy i
      rozstając sie.. Ale jednego jestem pewna - rób to co Tobie pomoze.
      Wiesz, tak czasem czytam tutaj - nie rob tego czy tamtego bo
      przyszly ex bedzie miala satysfakcje.. Niech ma w cholere co chce!
      Jesli sie zastanawiam nad popadaniem w lament to nie ze wzgledu na
      faceta tylko dziecko.
      Z domu wyjdź albo wypraw mlode. I wtedy popadaj w stany histeryczne
      czy w co tam będziesz potzrebowac. A co z tym zrobi pzryszly ex.. to
      juz naprawde nie Twoja sprawa. Tylko i wyłacznie jego. Ty masz swoje
      uczcia i emocje do pzrezycia i nimi sie zajmij.
      i bywszy dojrzała kobieta i juz doświadczona rozwódka zniechęcam
      wszystkich wszem i wobec do udawania czegokoliwek pzred bylymi
      męzami. Obojetności czy żalu czy radości. W ostatecznym rozrachunku
      TO naprawde nie ma żadnego znaczenia - a ile trzeba energii na takie
      falszywki poświecic.. zmarnowanej! Bo ta energie można zainwestowac
      w sobie i juz.
      ale pomijając wszystko ja sugeruje opuszczenie domu. Nie ma powodu
      żebys miala miec ten obraz miesiącami przed oczami.
      Strasznie mi przykro kiedy czytam ze to wszytsko spotyka kobiete w
      czasie gdy powinna miec szanse skupoic sie na swoim pzryszlym
      macierzynstwie, wsluchiwac w odglosy mlodego czlowieczka ..
      Mam nadzieje, ze masz wsparcie - realne i emocjonalne.
      Trzymam kciuki i pamietaj tylko o sobie i o mlodych.
      A tak na marginesie - żaloba po związku musi zostac oblana łzami. Im
      wczesniej i im wiekszymi wiadarami wylewanymi - tym szybciej uda Ci
      sie ja odpracować.
    • plujeczka Re: Jutro... 25.03.08, 09:04
      to ,ze się akurat jutro wyprowadza to dobrze jezeli miałby się
      platać po mieszkaniu i denerwować Ciebie w sytuacji kiedy
      spodziewasz się dziecka to niech znika i nie mysl ,ze będzie Ci
      cieżej bez niego przeciez tak naprawdę od dawna nie mogłaś liczyć na
      jego pomoc.To ,że mężczyzna zostawia kobietę w ciazy pozostawiam bez
      komentarza bo i cóż tutaj komentować ,szkoda słów a Ty dasz sobie
      radę, jesteś dzielna nawet jesli jeszcze nie jesteś tego pewna, skup
      się na swoich potrzebach i potrzebach dzieci,teraz zadbaj o siebie a
      On -niech sie pakuje i niech się nie odwazy wszystkiego zabierać,
      któraś z dziewczyn dokładnie opisała Ci co wolno zabrać a co powinno
      pozostać w mieszkaniu do momentu podziału majatku. Trzymaj się
      ciepło, wsparcie masz w nas i zapewne w swojej rodzinie i tego sie
      trzymaj.
      • dsz27 Re: Jutro... 25.03.08, 09:30
        Witajcie,
        To już dzisiajwink
        Tak więc jak wrócę z pracy do domu on się wyprowadzi. Nie zabiera niczego czego
        się dorobiliśmy wspólnie czyli pralka, telewizor, lodówka i takie tam. Zabierze
        swoje osobiste rzeczy, jakiś komplet pościeli i to wszystko. Z resztą od
        początku twierdził, że niczego z domu nie weźmie. Może pod tym kątem mogę czuć
        się bezpiecznie. Cały czas podkreśla że chce przychodzić do synka w każdej
        wolnej chwili a po urodzeniu drugiego dziecka i z nim chce spędzać czas.
        Oczywiście mam świadomość, że to wszystko w praktyce może wyglądać inaczej ale
        jak widzę jaki ma kontakt z synkiem, jak on do niego lgnie modlę się, żeby w tej
        kwestii było tak jak to ustaliliśmy. Bo chodzi tu o dzieci, które nie są winne
        całej tej sytuacji między nami.
        A jeśli chodzi o techniczne sprawy opieki nad domem, to faktycznie w 80% były
        one na mojej głowie, kiedyś więcej udzielał się w domu a potem nowa praca,
        delegacja i i tak wszystko robiłam sama. Więc póki będę na chodzie dam sobie
        radę, gorzej będzie pod koniec ciąży (lipiec - wrzesień) i przez pierwsze
        miesiące po urodzeniu drugiego dziecka. Ale o tym pomyślę później.

        Na razie nie czuję się źle. Czasami zbiera mi się na płacz ale staram się zawsze
        pamiętać, że nie warto po takim mężczyźnie płakać. Swoje chyba już wypłakałam w
        styczniu.

        W rodzinie wsparcie mam i będę miała ale czysto techniczne. Innej formy pomocy
        nie chce. Z Matką się nie dogaduję i raczej się nie dogadam. Za dużo między nami
        się złego wydarzyło, nie umiem chyba zapomnieć. Będę zdrowsza psychicznie jeśli
        nasze kontakty ograniczą się do pewnych tylko sytuacji. Ale mam kilka osób wokół
        siebie i może oni psychicznie będą mnie wspieraćsmile No i dziękuję Wam za
        wsparcie, bardzo dziękuję!
        Dominika
        • zdziwiona.2 Re: Jutro... 25.03.08, 12:55
          A mnie się w głowie nie mieści jakim człowiekiem trzeba być, aby
          zostawiać żonę z małym dzieckiem i jeszcze w ciąży. Przecież Tobie
          potrzebny jest spokój, nosisz dzieciątko pod sercem. Drań z tego
          twojego męża. Z drugiej strony dobrze,że się wyprowadza, niech
          idzie..a Ty z czasem ułożysz sobie życie, swoje-bez niego, z kimś
          kto tego wart. Przytulam mocno.
          • dsz27 Re: Jutro... 25.03.08, 13:01
            Wiem, normalnemu człowiekowi to się w głowie nie mieści. Tym bardziej, że
            naprawdę nasze małżeństwo nie było jakimś horrorem, jeszcze do 1 stycznia tego
            roku nie wiedziałam, że mój mąż potrafi być takim człowiekiem, nie wiedziałam,
            że z jego punktu widzenia jest aż tak źle. Kłótnie i sprzeczki były jak w każdym
            małżeństwie ale on łatwo z nas zrezygnował. Powiedział nie kocham, jestem
            nieszczęśliwy i po kwiatkach... Nie wiem jak można tak o po prostu przestać
            kochać...
            • bolutiebolutie Re: Jutro... 25.03.08, 13:42
              Ja tez się nad tym zastanawiam... Mój mi oświadczył w Walentynki,
              zemnie chyba juz nie kocha, nie czuje bliskości, że jest
              nieszczęśliwy od dłuższego czasu (co dziwne, bo jeszcze tydzień
              wcześniej smarował mi miłosne mail'e i smsmy) i chce sie wynieść.
              Tak z dnia na dzień przekreslił 5 wspólnych lat. Łatwiej przeciez
              zacząć wszystko od nowa, niż się wysilić i być głową rodziny. Nigdy
              się nie dowiesz co tak naprawde siedzi w głowie Twojego M. A im
              szybciej przestaniesz się nad tym zastanawiać i zajmiesz się sobą -
              dzieckiem i maleństwem pod sercem - tym lepiej. Będzie Ci bardzo
              ciężko, przyjdzie niejedno załamanie, rozpacz, czarne myśli, itp.,
              ale zawsze będziesz miała wsparcie tu na tym forum. Ściskam Cię
              mocno!!
              • dsz27 Re: Jutro... 25.03.08, 13:55
                Właśnie to jest chyba najbardziej bolesne w tym wszystkim. Jest dobrze a potem
                nagle lipa, koniec, dramat. Mój wyjechał na 3 miesiące do Niemiec na szkolenie.
                Wcześniej było ok, potrafiliśmy rozmawiać o naszych sprawach, sex był cudowny,
                on kochający i czuły.... Potem były tel., sms'y, piękne słowa, kocham, tęsknie,
                w dniu powrotu przyjechał do mnie do pracy z bukietem kwiatów... zrobił mi
                niespodziankę i przyjechał wcześniej...
                A potem to już dramat. 1 stycznia przekreślił nasze wspólne 7 lat. Podobieństwo
                mojej i Twojej historii jest pod tym kątem uderzające

                Nigdy się nie dowiem co siedzi w jego głowie, mogę mieć podejrzenia, że ktoś był
                lub jeszcze jest. Ale jakie to ma teraz znaczenie?
            • keytie Re: Jutro... 25.03.08, 13:51
              Rozumiem doskonale Twoje uczucia. Jestem w bardzo podobnej sytuacji.
              Mój mąż zostawił mnie z nowonarodzonym dzieckiem. Okazało się, że
              zdradzał mnie gdy byłam w ciąży i nowa dupa tak mu zawróciła w
              głowie, że zapomniał o żonie i synku. Mały urodził się w Sylwestra.
              Mąż olał mnie już przed porodem a po...szkoda gadać. Widać trafili
              nam się podobni dranie. Słuchaj, musimy być silne! Dasz radę! Mi
              dużo siły dodaje synek. Dla niego staram się trzymać. Moment
              wyprowadzki męża był dla mnie bardzo trudny, ale i to da się
              przeżyć. Wypij sobie meliskę (to maluszkowi na pewno nie zaszkodzi).
              Ja karmię piersią i piję ją hektolitrami wink Pozdrawiam Cię i życzę
              dużo siły. Choć do tego jeszcze daleko, pomyśl o kimś kto Ci pomoże
              w pierwszych tygodniach po porodzie. Ja mogłam liczyć na duże
              wsparcie rodziców i przyjaciół. Nie wstydź się prosić o pomoc. Z
              pewnością wiele osób bez mrugnięcia okiem Ci jej udzieli.
              • ewa-751 Re: Jutro... 25.03.08, 21:01
                Czekam na wieści od Ciebie-jak poszło?
                Jutro Ja mam Ten dzień... i się Bardzo denerwuję.
                • dsz27 Re: Jutro... 25.03.08, 21:48
                  Witajcie,

                  Mój jeszcze obecny mąż zaserwował mi obiad przed swoim wyjściemsmile Normalnie bez
                  kitu zjedliśmy go razem a potem jeszcze wyrzucił śmieci i pożegnał się z synkiem
                  i ... poszedł.
                  Nie płakałam, nie robiłam scen, wszystko odbyło się bez nerwówki. Nie wiem czy
                  to dobrze czy źle. Jutro po 17-ej przychodzi do synka.

                  Po jego wyjściu było mi bardzo smutno, odwiedzili mnie Rodzice i tak w sumie to
                  po zakomunikowaniu im pewnych faktów (rozumiem, że sie martwią) ten czas do
                  bajki Kubusia minął mi szybko. Teraz już nie wiem co czuje, wiem natomiast że
                  między nami to koniec.
                  Rozmawiałam z koleżanką, która jest prawnikiem, zasugerowała odczekać i zobaczyć
                  jak się sytuacja rozwinie. Oczywiście nie chodzi tu o jego ewentualny powrót bo
                  na to nie ma szans, ale na to, żeby ostudzić emocje i dać mu szanse na płacenie
                  i wywiązywanie się z obietnic. Jak cokolwiek będzie się działo po nie mojej
                  myśli, będziemy w kontakcie.

                  Więc na razie odpuszczam, co ma być to będzie. Będę zbierać rachunki itd. to mi
                  ponoć nie zaszkodziwink
                  • inseg Re: Bochen chleba na droge mu daj 25.03.08, 21:56
                    Bochen chleba na drogę mu daj i słowa "bądz szcześliwy" - przecież o to w życiu
                    chodzi.
                    Życz mu dużo szczęścia,a Wy kobietki nie poddawać się, NIGDY W ŻYCIU
                    • dsz27 Wstałam i jakoś żyję:-) 26.03.08, 09:18
                      Witajcie,

                      Rano wstałam, noc przespałam, rano ogarnęłam siebie i dziecko, teraz jestem w
                      pracy i jakoś żyję. I mam nadzieję, że jego dzisiejsza wizyta u dziecka nie
                      rozstroi mnie nerwowo bo bardzo bym chciała, żeby synek miał tatę kiedy tylko
                      będzie to możliwe.

                      Boję się, że jego obietnice są gówno warte ale na dobrą sprawę nie mam
                      kompletnie wpływu na to czy tak się stanie czy będzie w miarę ok. I ten strach i
                      poczucie braku kontroli nad własnym bytem martwi mnie najbardziej. Ale co mi
                      tam, umartwię się jak będzie czym...a na razie powolutku oswajam się z myślą, że
                      nie ma go w moim życiu i sercu.
                      Miłego dnia i jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję.
                      Na pewno sie niebawem odezwęwink
                      Donia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka