marieta_makieta
08.05.08, 16:37
Piszę mniej więcej po roku od mojego pierwszego postu. Byłam wtedy
mniej więcej w takiej sytuacji: mój maż złożył pozew o rozwód, do
rozprawy juz niedługo a ja właśnie uświadomiłam sobie, przy wydatnej
pomocy siostry, że rozpad małżenstwa to moja wina, bo mojego męża
zadręczałam, poniżałam, awanturowalam się z byle powodu i głupstwa.
Trudno było ze mną wytrzymać. jak prawda do mnie dotarla, to nie
wiedzałam co robic, nawet posta na forum napisałam bojąc się, że
mnie zlinczujecie. Dostałam wiele cennych rad. Zastosowałam się,
uderzyłam w piersi, poprosiłam męża o jeszcze jedną sznasę. Dalej
była terapia, wiele nocy przepłakanych, wstyd-bo nieźle
narozrabiałam i lęk, że jednak się nie uda. Na dziś mogę powiedzieć-
udało się. Dziękuję Wam wszytskim za wsparcie, zwłaszcza Ivonce7.
Warto było. Właśnie się pobeczałam, ale to zupełnie inne łzy niż te,
które lałam rok temu. Dziękuję.