Dodaj do ulubionych

Piszę po roku

08.05.08, 16:37
Piszę mniej więcej po roku od mojego pierwszego postu. Byłam wtedy
mniej więcej w takiej sytuacji: mój maż złożył pozew o rozwód, do
rozprawy juz niedługo a ja właśnie uświadomiłam sobie, przy wydatnej
pomocy siostry, że rozpad małżenstwa to moja wina, bo mojego męża
zadręczałam, poniżałam, awanturowalam się z byle powodu i głupstwa.
Trudno było ze mną wytrzymać. jak prawda do mnie dotarla, to nie
wiedzałam co robic, nawet posta na forum napisałam bojąc się, że
mnie zlinczujecie. Dostałam wiele cennych rad. Zastosowałam się,
uderzyłam w piersi, poprosiłam męża o jeszcze jedną sznasę. Dalej
była terapia, wiele nocy przepłakanych, wstyd-bo nieźle
narozrabiałam i lęk, że jednak się nie uda. Na dziś mogę powiedzieć-
udało się. Dziękuję Wam wszytskim za wsparcie, zwłaszcza Ivonce7.
Warto było. Właśnie się pobeczałam, ale to zupełnie inne łzy niż te,
które lałam rok temu. Dziękuję.
Obserwuj wątek
    • manderla To szczęściarą jesteś :) 08.05.08, 17:12
      marieta_makieta napisała:

      > Piszę mniej więcej po roku od mojego pierwszego postu. Byłam wtedy
      >

      Przyjemnie sie czyta takie posty,a i pogratulować tez trzeba
      rozsądku, odpowiedzialności i umiejętności uderzenia sie we własna
      pierś smile
      powodzenia!
    • danagr Re: Piszę po roku 08.05.08, 17:17
      nie bij sie za mocno bo piers ci wklesniewink
      wielkie gratulacje i oby dalej dobrze sie ukladalo.
      • manderla Re: Piszę po roku 08.05.08, 17:21
        danagr napisała:

        > nie bij sie za mocno bo piers ci wklesniewink

        - No mam nadzieje ze teraz juz się nie bije smile,bo to przeszlość. A
        pierś napęcznieć zdążyła z dumy z siebie i swojego uratowanego, mam
        nadzieję, szczęśliwego tym razem związku smile
        I o to chodzi!
        • aron95 Re: Piszę po roku 08.05.08, 17:34
          Super . Chyba Ci nawtykałem .
          • zuza145 Re: Piszę po roku 08.05.08, 18:14
            A ja cię nie czytałam ale bardzo ci gratuluję i cieszę się razem z
            tobą.
            Bo jest powód do radości.
            • mary171 Re: Piszę po roku 08.05.08, 18:38
              Gratulacje i pamietam Twoje posty smile)
          • marieta_makieta Re: Piszę po roku 08.05.08, 21:13
            No, Aron, trochę mi wtedy nawtykałeś smile))). Zupełnie zasłużenie. Nie
            obraziłam się smile))).
            • aron95 Re: Piszę po roku 08.05.08, 22:27
              marieta_makieta napisała:

              > No, Aron, trochę mi wtedy nawtykałeś smile))). Zupełnie zasłużenie.
              Nie
              > obraziłam się smile))).


              Z radości za Twoje zdrowie wypijam lampkę koniaku .
              Oby Wam się dażyło
      • marieta_makieta Re: Piszę po roku 08.05.08, 21:21
        Moja pierś tak szybko nie wklęśnie. Za duża smile))).
    • cathy_bum Re: Piszę po roku 08.05.08, 19:31
      Marieto, baaardzo się cieszę. smile) Pamiętam Twoje pierwsze posty
      (sama wtedy tu debiutowałam) i pierwsze nieśmiałe oznaki, że to ma
      szanse wyjść na prostą. Cenię ogromnie ludzi, którzy potrafią się
      przyznać, że zawalili sprawę. Ty to umiałaś. Ogromny szacun.
      Cieszę się, że po roku możesz powiedzieć: "Było warto". Mam
      nadzieję, ze to samo powiesz za 5 lat, za 10... Mocno w to wierzę. :-
      ))

      A tak przy okazji chciałam powiedzieć coś forumowym debiutantom,
      ludziom na początku kamienistej okołorozwodowej ścieżki. Osobom w
      kompletnej rozsypce, którym wydaje się, że życie straciło wszelki
      sens. Zobaczcie, jednak czas przynosi spokój i ukojenie. I
      szczęście.smile) To szczęście może mieć różne imię: jednym udaje się
      pokleić to, co w rozsypce (jak Mariecie). Innym udaje się zamknąć
      stare sprawy i stworzyć coś nowego. Jeszcze inni po prostu odnajdują
      swoje Szczęście, bez żadnych nowych czy starych związków. To zalezy
      tylko od nas, czy zdołamy pójść dalej w życiu i odnaleźć na nowo
      jego sens. Każdy radosny post zamykający pewien etap piszą osoby,
      które wchodziły na to forum rozbite i poranione... Jak choćby jasmile)
      Tako rzekła Cathy, która chwilowo dorabia sobie jako wieszczkatongue_outPP
      • marieta_makieta Re: Piszę po roku 08.05.08, 21:20
        Uch, Cathy, dzięki, znowu się poryczałam. Ostatnio w ogóle ciagle
        się rozklejam. Chyba ta "rocznica" tak na mnie wpływa smile)).
        No i Cathy masz rację co do jednego-czas leczy wszytskie rany,
        prędzej czy później. Prędzej czy później wszystko się układa, pod
        warunkiem, że dana osoba robi cokolwiek, żeby się ułożyło. Najgorzej
        jest czekać i nie robić nic, pogrążać się w niemożności, lamentować,
        że się nie uda. Haha, teraz się mądrzę, a jakiś rok temu dygotałam
        siedząc przy telefonie i zastanawiajac się-dzwonić do męża, nie
        dzwonić? Może, eeee, samo się ułoży?
      • ivone7 Re: Piszę po roku 08.05.08, 22:17
        no cathy..trafilas w samo sedno...
    • ivone7 Re: Piszę po roku 08.05.08, 22:21
      jezuuu to juz minal rok...jak ten czas szybko leci..
      bardzo sie ciesze, ze starczylo wam sily i odwagi, zeby ponaprawiac
      to co bylo do naprawienia..
      zreszta ja od poczatku wierzylam w Ciebie, ze dasz rade..fajnie ze
      napisalas..gratuluje, bo to Wielka Sprawa..
      duzooo milosci Wam zycze..
      • marieta_makieta Re: Piszę po roku 08.05.08, 23:09
        Iwonko-jeszcze raz dziękuję.
    • panda_zielona Re: Piszę po roku 08.05.08, 22:39
      Szczerze Ci gratuluję i mam nadzieję,że zmieniłaś swoje zachowanie
      wobec męża/Mąż też człowiek i może mieć dość mimo,że kocha/

      marieta_makieta napisała:
      a ja właśnie uświadomiłam sobie, przy wydatnej
      > pomocy siostry, że rozpad małżenstwa to moja wina, bo mojego męża
      > zadręczałam, poniżałam, awanturowalam się z byle powodu i
      głupstwa. Powodzenia smile
      • marieta_makieta Re: Piszę po roku 08.05.08, 23:12
        Pando, jakbym nie zmieniła swojego zachowania wobec męża, to na
        pewno bym niniejszego wątku nie zakłądała smile). Nie byłoby takiej
        potzreby-bo od roku bylibyśmy juz rozwiedzeni w imieniu
        Najjaśniejszej smile))).
        • nangaparbat3 Marieta 08.05.08, 23:18
          dobrze Cie czytac.
          Wpadaj częściej, mow ludziom, ze mozna uratowac, choc czasem, ze mozna naprawic.
          To wielka sprawa.
          • marieta_makieta Re: Marieta 08.05.08, 23:53
            Nango, to znaczy, mam głosić dobrą nowinę?wink)). Na ewangelistę to
            mało mam zadatków smile)))).
            • ivone7 Re: Marieta 09.05.08, 11:45
              hihi Ty jeszcze sama nie wiesz co w Tobie drzemie....
              • marieta_makieta Re: Marieta 09.05.08, 15:34
                ivone7 napisała:

                > hihi Ty jeszcze sama nie wiesz co w Tobie drzemie....
                Oj nie wiem, nie wiem smile). Gdyby ktoś mi rok temu powiedział, że
                dzięki pracy nad sobą uda mi sie okiełznać mój awanturniczy
                charakter, to bym go odesłała do wariatkowa. Nie oznacza to
                bynajmniej, że stałam się uosobieniem łagodności, ale nauczyłam się
                panować nad swoimi wybuchami. Jak się staram (a staram się,
                naprawdę), to zanim eksploduję, zawsze przez ułamek sekundy
                zastanowię się czy warto i czy okoliczności odpowiednie. Z reguły
                nie warto.
    • plujeczka Re: czytam z przyjemnoscia 09.05.08, 11:26
      naraszcie czytam coś z przyjemnością a pewnie trudno było -jak widać
      warto czasamo posłuchać dobrych rad , obniżyc skrzydła i schylic
      głowę przed własną ułomnością --serdecznie Wam obojgu gratuluje, tak
      trzymajcie .
      • marieta_makieta Re: czytam z przyjemnoscia 09.05.08, 15:35
        Oj, łatwo nie było. Wstyd, strach, duma-cała gama odczuć, które
        sprawę utrudniały.
        • dzimi_dzimi Re: czytam z przyjemnoscia 09.05.08, 20:07
          Najtrudniej walczyć z sobą samym.
          Ale Ty odniosłaś zwycięstwo.
          Gratuluję.
          smile
          • aron95 Re: czytam z przyjemnoscia 11.05.08, 07:16
            właśnie z samym sobą
    • misbaskerwill Gratulacje! 11.05.08, 13:20
      Trzymam kciuki!

      A ja jeszcze miewam w stopce cytat Twojego gorzkiego, nieco poetyckiego przemyślenia sprzed roku:
      "W dniu ślubu jest miłość po grób, a
      po kilku latach zostaje z tego grób miłości."

      Bardzo się cieszę, że mimo takich ostrych słów reanimacja się udałasmile
      Mam nadzieję, że się Wam uda. Związek to stała praca obojga partnerów, więc mam nadzieję, że nie jesteś w tym sama, a razem z mężem dążycie do poprawy. Bo w to, że to była wyłącznie Twoja wina raczej nie uwierzę, zawsze ten 1% winy męża się znajdziewink.

      Ale co ja tam wiem, pod tym względem to będę jeszcze długo bezrobotny, chyba całkiem się rozleniwiłemwink.
      • aron95 Re: Gratulacje! 12.05.08, 00:00
        misbaskerwill napisał:

        > Trzymam kciuki!
        >
        >
        > "W dniu ślubu jest miłość po grób, a
        > po kilku latach zostaje z tego grób miłości."
        >
        >Dobre
      • marieta_makieta Re: Gratulacje! 12.05.08, 13:05
        misbaskerwill napisał:

        > A ja jeszcze miewam w stopce cytat Twojego gorzkiego, nieco
        poetyckiego przemyś
        > lenia sprzed roku:
        > "W dniu ślubu jest miłość po grób, a
        > po kilku latach zostaje z tego grób miłości."
        Misiu, pisałam to w czasach, kiedy psychicznie nie za bardzo nawet
        mogłam uczestniczyć w ślubach znajomych par, bo mimowolnie
        zaczynałam się zastanawiać, kiedy sobie wzajmenie zaczną życie
        zatruwać smile))Miło mi, że ktoś mnie cytuje smile)))).

        Bo w t
        > o, że to była wyłącznie Twoja wina raczej nie uwierzę, zawsze ten
        1% winy męża
        > się znajdziewink.
        >
        Mój mąż twierdzi, że w tym wszytskim było także sporo jego
        winy.Niech mu będzie smile))).
        • opprrrssss Re: Gratulacje! 14.05.08, 10:56
          Gratulcje.
          Przyznaję, że Twoja historia daje mi uśmiech.
          Jestem w tej chwili w sytuacji, w której Ty byłaś rok temu. Broiłam
          strasznie. Na pewno raniłam. Nie zdradziłam, ale mówiłam rzeczy,
          których teraz się bardzo wstydzę. Kilka wspólnych lat, wcale nie
          najgorszych, może szlag trafić. Mamy dzieci.
          Mąż wie, że doceniłam wszystko, co robił do tej pory. Że mam
          świadomosć, że jestem nie najłatwiejszym partnerem. Wie, że mam
          wielką wolę zmiany. Nie wierzy, że może się nam udać. W sumie,
          jakbym miała jego doświadczenia ze mną, też bym nie uwierzyła.
          Zrzędząca jędza to ja. Z jednym plusem: zawsze uważałam, że jego
          pasje są ważne, i przede wszystkim jestem jego kobietą a dopiero
          potem matką. Wspierałam w rozwoju zawodowym, zapewniałąm, że
          wystarczy nam pieniędzy, jak ich będzie mniej, to też będzie
          normalnie, zwłaszcza, że mamy za sobą okres, gdy żyliśmy bardzo
          skromnie. Nie wyszłam za mąż ze względów materialnych.
          Czekam na decyzję męża. Niestety nie dopuszcza on możliwości terapii
          małżeńskiej. Tego jednak mogłam się spodziewać - od zawsze jest b.
          skryty i trudno mu mówić o uczuciach. To pierwsza nasza tak szczera
          wimiana zdań. Z udziałem obu stron.
          Jest mi trudno.
          Drodzy Doświadczeni,
          proszę was o wparcie. Nie o głaskanie po głowie.
          Czytając wasze wypowiedzi bardzo uważnie, wiem, że istnieje
          zycie "po".
          Tylko tak trudno mi je sobie wyobrazić. Wciąż wierzę w miłość. No i
          kocham. Mąż twierdzi, że jedne argumenty przemawiają za tym, że mnie
          nie kocha, inne, że jednak kocha.
          Pat. I brak cierpliwości z mej strony.
          Jeśli kogoś zanudziłąm przepraszam. Nie bardzo jeszcze umiem
          odnaleźć się forach internetowych.
          Ania
    • aron95 Re: Piszę po roku 12.05.08, 00:03
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka