Dodaj do ulubionych

Byłam u mądrej głowy...

21.05.08, 09:01
Wczoraj...
Godzinka rozmowy, wylałam się kompletnie, opowiedziałam w skrócie oczywiście o
wszystkim.
Czy mi ulżyło, chyba tak.
Upewniłam się tylko, że jestem normalna, że to co usłyszałam od ex to za mało,
że powinnam teraz odpuścić i zająć się sobą. że mój tok rozumowania jest
wyjątkowo racjonalny idę w dobrym kierunku.
Może pójdę tam znowu.

To był dobry pomysł.

Miłego dnia wszystkim życzę i dużooooo siły.
Dominika
Obserwuj wątek
    • teuta1 Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 09:06
      Moja psycholog powiedziała, ze po rozstaniu najważniejsze jest
      stworzenie sobie nowej mapy rodziny i życia, bez exa. Trudne, ale
      życzę powodzenia, sobie teżwink.
      • akacjax Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 09:45
        Gdy są dzieci nowa mapa siłą rzeczy zawiera jaokś exa.
        Za to powtórzę takie coś: gdybysmy wchodzili w związek będąc pewnymi, że on poprawia jakość naszego życia, a nie jest jego filarem-wyjście ze związku nie byłoby załamaniem konstrukcji.

        Na szczęście istnieją dowody, że można zastapić(wypełnić-lepsze słowo) ów filar(nie mylić tego z faktem zastapienia exa kimś innym, ani zastąpienia jednego związku drugim)
    • catalina26 Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 09:42
      Co to znaczy - to co usłyszłam od ex to za mało? za mało czego? do
      czego?

      A w ogóle to super, że byłas ja też chodziłam - dzięki temu układa
      mi się w głowie.
      • to.ja.kas Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 09:46
        Taką terapia poza psychologiem może byc rozmowa z kimś zaufanym
        (polecam - taniej i nie trzeba streszczać się w godzinę) lub pisanie
        (listów, bloga, pamietnika, na forum - cokolwiek smile ).
        Ale wiem, że rady specjalisty czasem ważą więcej.
        Trzymaj sie i poszukaj takich nisz w których nikt nie będzie Ci
        mówił, ze z Tobą coś nie tak.....a że eksowie mają tak jak
        mają...taka rola bycia eksem. smile))))
        • aron95 Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 09:53
          to.ja.kas napisała:


          o rzesz - wystarczyło by ,że pogoda dziś do dupy
        • akacjax Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 09:55
          Rada specjalisty ma taka wyższość nad radą kogoś innego, że z założenia zakładamy, że ten ktoś się zna, rozumie nasze zachowania i dajemy duży kredyt przyzwolenia na wydawanie opinii i łatwiej je akceptujemy. Jeżeli do tego płacimy-to już na pewno słuszność tych spotkań musi być!

          Absolutnie nie kwestionuję konieczności porady u profesjonalisty. Tylko z przymróżeniem oka piszę o tym, bo tak mnie naszło po przeczytaniu postu powyższegosmile
          • z_mazur Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:07
            Tak na dobrą sprawę, to dobry fachowiec, jak ognia wystrzega się
            opinii. Ja po w sumie kilkunastomiesięcznej terapii nie przypominam
            sobie zbyt wielu sytuacji (o ile w ogóle jakąkolwiek) w których moja
            terapeutka wyrażałaby opinię. Czasem pomagała mi ubrać w słowa
            własne przemyślenia zadając pytania.
            • akacjax Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:23
              Tak-"opinia"- źle użyłam słowa.
              Sprytny specjalista wydaje się nic nie mówi, najwyżej rzuci pytanie naprowadzające...sami musimy dojść do wniosków.
              Jednak czasem nawet nie wiemy, co mamy pomyśleć i takie prawdy uniwersalne rzuca profesjonalista.
              Sa też takie terapie, które zawierają część edukacyjną, tam przedstawiany jest temat najpierw, a potem dopiero nastepują ćwiczenia, czy samo rozwiązywanie wyłuskanych problemów.

              A opinia? Ja usłyszałam kiedyś, ze odwaliłam kawał dobrej roboty-nieźle to brzmiało w ustach terapeuty.
      • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 09:59
        Po 8 latach związku i prawie 3 małżeństwa, po tym jak było dobrze i bez słowa
        nastąpił krach, stwierdzenie, że byłem nieszczęśliwy to za mało. To jest powód
        do tego, żeby usiąść i porozmawiać o tym co jest nie tak. A nie powód do
        stwierdzenia, że wyprowadzam się z domu...dzisiaj.
        Bo dodam, że przez trzy m-ce jego pobytu w Niemczech były non stop tel., sms'y,
        o tym jak tęskni, jak kocha, był wcześniejszy powrót, kwiaty...ani słowa o tym,
        że coś mu nie pasuje. Dlatego uważam, że powody były inne albo gabarytowo
        większe. Dlatego też uważam, że po tym wszystkim stwierdzenie "byłem
        nieszczęśliwy" to zdecydowanie za mało.
        • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:02
          Pani psycholog była kompletnie darmowa, płaci jej urząd miasta. Polecona jako
          godna zaufania.
          Rozmowa mi pomogła bo utwierdziła mnie w pewnych wnioskach, no i zawsze to miło
          od czasu do czasu pogadać z kimś nie związanym emocjonalnie z tym wszystkim.
        • to.ja.kas Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:03
          Dsz czasem na prawdziwe powody trzeba zaczekać. Jak intuicja Ci
          mówi, że sa inne niz przedstawia je mąż to pewnie takie sa.
          Zazwyczaj stwierdzenie "byłem nieszczesliwy" to za mało....bo zaraz
          nasuwa się pytanie DLACZEGO?
          • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:13
            Dokładnie! Ale nie będę się już zastanawiać dlaczego, przynajmniej będę się
            starała o tym nie myśleć. Może się kiedyś dowiem.
            • to.ja.kas Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:26
              Eks partnerzy mają w zwyczaju opowiadac o swoim związkach i powodach
              dla jakiego odeszli w czarnych barwach. Swoich partnerów opisuja jak
              najgorsze potwory a jesli nie to chociaz jak osoby bezduszne i
              wyprane z empatii.
              To naturalne. To forma obrony i chęć usprawiedliwienia tego, że się
              odeszło.
              Czasem trzeba czasu by ktoś sam sobie powiedział "odeszłam/odeszłem
              bo...." Dlatego czasem gdy szaleją emocje lepiej niewiedziec, a
              napewno załozyc filtr i nie łykac każdej winy jaką na nas zrzuca ten
              kto odchodzi. Bo można sobie wielka krzywdę wyrządzić.
              Postaraj się zachować dystans do rewelacji jakie usłyszysz. Wiem, że
              to niełatwe ale przy odrobinie wysiłku i wsparciu kogoś bliskiego
              napewno Ci się uda.
              • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:39
                Właśnie mój ex nie mówi o naszym związku w złych "barwach", sam twierdzi, ze
                było dobrze, przeżyliśmy wiele cudownych chwil..., nie mówi o mnie źle a wręcz
                przeciwniewink Usłyszałam, ze jestem wspaniała i że na pewno dam sobie radę i
                szybko kogoś znajdęwink Pięknie!
                A fakt, że nikomu nie powiedział ani słowa, że na zewnątrz wszystko jest po
                staremu, ze przychodzi, pomaga, sprząta itd. świadczy o ogromnym poczuciu winy.
                Ostatnio spotkaliśmy wspólnego znajomego, to ex pochwalił się, że będziemy mieli
                drugie dziecko... no coments.

                A rewelacje na bank mnie czekają. Tego jestem pewna.

                Bożenko staram się jednak nie zastanawiać dlaczego. Dużo o tym myślałam i swoje
                wiem. O byłym też mam już zdanie wyrobione. Jest ciężko ale chyba daje radę. Na
                razie. Planuję jak to będzie po urodzeniu drugiego dziecka. Jak dam sobie rade.
                A co do przyjemności to jest różnie. W miarę możliwości czasowych coś tam sobie
                organizuje. Jakaś książka czeka na przeczytanie, maseczka, może kino w
                najbliższym czasie. Kuba daje mi ostatnio popalić - bunt dwulatka na tapecie.
                Swoją drogą wczoraj widziałam jak mąż ewidentnie nie radzi sobie z "humorami"
                synka, który testuje granice wyznaczane przez rodziców. łatwo nie jest.

                Dobrze, ze mam WAS! Wszystkich bardzo cenię!
                • to.ja.kas Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:44
                  To chociaż to zostało Ci oszczędzone, że nie słyszysz jaka niedobra
                  byłas . Zastanawiający jest ten fakt udawania iz się rozstaliście.

                  POkochanie siebie to cos co procentuje chyba najbardziej w życiu.
                  Wtedy bez względu na to czy mąż jest czy nie, czy jesteśmy sami czy
                  z kimś potrafimy czerpać z tego olbrzymia radość. Dobrze, że nie
                  zamknęłaś się sama w mieszkaniu próbując udawać, że wraz ze
                  związkiem skończył się świat za drzwiami.

                  Powodzenia z ujarzmianiem dwulatka...potem tylko bunt czterolatka,
                  nastolatka i z górki smile)))
                  • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 11:12
                    Bunt czterolatka, nastolatka...czyli wszystko przede mnąwink

                    Twarda ze mnie sztuka, nie dam się! Najwyżej młody spędzi osiemnaście lat w
                    kącie hihismile

                    A co udawania, ze na zewnątrz jest po staremu to faktycznie zastanawiające. Mam
                    swoją teorię! Zobaczymy co będzie jak urodzi sie drugie dziecko.
                    • akacjax Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 11:29
                      Piszesz jakby ojciec miał zniknąć z życia syna.
                      • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 11:32
                        nie przyszło mi to nawet do głowy! Skąd takie wrażenie?
                        Tak czy inaczej mam nadzieję, że skoro mężem okazał się kiepskim to ojcem będzie
                        dobrym, nadal.
                        • akacjax Re: Byłam u mądrej głowy... 22.05.08, 16:29
                          A czy tak nie potwierdza się po poście, który dziś pisałaś?
                          • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 22.05.08, 16:37
                            akacjax możesz jasniej? chetnie odpowiem
                            • akacjax Re: Byłam u mądrej głowy... 22.05.08, 20:18
                              fragment:
                              Re: Byłam u mądrej głowy...
                              dsz27 22.05.08, 15:07 Odpowiedz


                              Ex ma dziś wolne jak większość ludzi. My siedzimy z Kubusiem sami w domu. Nie
                              nudzimy się, zawsze coś porobimy. Ale on za każdym razem powtarza, że cały wolny
                              czas spędza z synem. Dodam, że Kuba wyjątkowo często (matko...) pyta o niego. A
                              on nawet nie raczy odp. na sms'a...
                              Wiem, że ma z kim spędzać swój wolny czas ale jak pomyślę jakimi bajkami mnie
                              karmi a ja to łykam jak młody delfin, to aż wyć mi się chce.


                              Być może nie widzisz informacji spomiędzy linijeksmile Ale dla zewnętzrnego czytacza pewne wersy brzmią inaczej.
                              Może boisz się, że ojciec po trochu zniknie, a może to się dzieie, a jeszcze nie przyznałaś tego przed sobą, stąd wyłazi to jakoś.

                              Czy w ogóle możesz rozmawiaćo sposobie wychowywania syna z m. czy ten temat nie istnieje na poważnie między Wami?
                              • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 22.05.08, 21:47
                                Hej,

                                Być może masz rację, boję się, że ojciec prędzej czy później zniknie z życia
                                dzieci albo jego obecność będzie bardzo niewielka a wiem jak Kuba za nim tęskni...
                                Tak z reguły bywa i pomimo jego zapewnień, ze tak nie będzie boję się. Wiele już
                                obiecał i nie raz nie dotrzymał słowa, stąd moje obawy.
                                Temat wychowania syna miedzy nami istnieje, widzę, że czasami stara się abyśmy
                                grali w jednej drużynie jeśli o to chodzi. Oczywiście praktycznie cały ciężar
                                wychowania dziecka spada na mnie bo tata jest teraz tatą dochodzącym i to ja
                                muszę tłumaczyć dziecku dlaczego taty nie ma w domu. Ale w takie dni jak
                                dzisiaj, kiedy wiem, ze przedłożył swoje nowe życie nad chwile, które mógł
                                spędzić z synem, jestem zła. Bo jego zapewnienia to jedno a czyny to zupełnie
                                inna bajka. Denerwuje mnie to i tyle. Stąd moje obawy...
                                • akacjax Re: Byłam u mądrej głowy... 23.05.08, 10:47
                                  Masz prawo mieć takie obawy i wszelką złość gdy chodzi o jego traktowanie obowiązków ojcowskich.
                                  Bardzo rzadko jest tak, że ojciec po rozwodzie jest dostepny dla dziecka wg potrzeb. A ciężko się pogodzić, gdy wyraźnie unika wypełniania tych obowiązków.
                                  Warto byś opracowała sobie szczegółowy plan oczekiwań od ojca, no i pomyslała jak to wyegzekwować.

                                  Jednym z wyjść na przyszłość jest zdecydowanie się na kolejny związek, problem w tym, by trafić na osobę, która będzie świadoma sytuacji, a nie zamiesza i po chwili powie, to nie dla mnie...

                                  • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 23.05.08, 14:16
                                    akacjax wiesz czasami boję się, ze zniknie z życia syna a czasami marze o tym,
                                    żeby zniknął i żebym nie musiała go więcej oglądać...taka ze mnie egoistka.

                                    Ale to akurat norma więc z czasem mam nadzieję, że facet będzie mi zwisał i
                                    powiewał.

                                    O kolejnym związku pomyślę jak wyliże się z ran, czyli za jakieś...kilka latek.
                                    Ale i tak trudno mi to sobie nawet teraz wyobrazić. Ryzyko jest za duże.
                                    • sadaga Re: Byłam u mądrej głowy... 23.05.08, 14:35
                                      czasami boję się, ze zniknie z życia syna a czasami marze o tym,
                                      > żeby zniknął i żebym nie musiała go więcej oglądać...taka ze mnie
                                      egoistka.
                                      >
                                      > Ale to akurat norma więc z czasem mam nadzieję, że facet będzie mi
                                      zwisał i
                                      > powiewał.

                                      Dominika przez to przechodzi chyba każda zdradzona kobieta. ja mam
                                      tak samo jeśli Cię to pocieszy. choć ex jest mi juz w duzej mierze
                                      zupełnie obojętny. nie chcialabym z nim być. nie kocham go. tylko
                                      niestety musze widywac, więc staram sie jak najlepiej ułozyc
                                      kontakty. a ze to proste nie jest wie kazdy. trzymaj się. pozdrawiam
        • bozenadwa Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:20
          Doniu moze sie myle ,ale wydaje mi sie,ze Ty chcesz w tej chwili
          zrozumiec dlaczego sie tak stalo,dlaczego ??? Cierpisz bardzo i
          rownie bardzo chcesz sobie pomoc.Chcesz od niego uslyszec odpowiedz
          na to pytanie dlaczego? Kazdy z nas zaklada w tym cierpieniu ,ze jak
          juz zrozumie dlaczego ,to bedzie mniej cierpial.I mysle .ze tez tak
          po trochu jest.Ale moze tak byc ,ze On sam nie wie dlaczego i moze
          taz tak byc ,ze jest slabym czlowiekiem i nie chce przyjac
          odpowiedzialnosci.za to co zrobil,No i mysle tez ,ze moze chodzi o
          to ,co napisala Ci wczoraj pewna lampka.Wazne teraz jest to ,co
          TY ,z tym fatnem zrobisz ,A TY idziesz we wlasciwym kierunku ,jestes
          madra i bardzo dzielna.I nie rezygnuj .z psychologa ,On jest jednym
          z elementow ,ktore pomoga Ci sie pozbierac ,psycholog moze pokazac
          nam droge ,ktora mozemy isc,ale to MY wybieramy i to MY idziemy,A od
          poczatku idziesz we wlasciwym kierunku.Sciskam Cie mocno.Pamietaj
          wiesz o czym .....przyjemnosci.
        • akacjax Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 10:38
          Szukamy powodów, uważamy, że należy nam się prawda. Założenia niby słuszne, tylko, czy warto? Czy warto usłyszeć coś, co powali nas całkowicie?
          Może lepiej pytać-czy na pewno nie ma szans na dalszą przyszłość?
          Albo szukać metody na pogodzenie się z rzeczywistością i nad własną przyszłością?
    • niutka Re: Byłam u mądrej głowy... 21.05.08, 19:45
      Ja tez chodze do psychologa. Bardzo mi pomaga. Zrozumiec siebie, swoje
      postepowanie i.... postepowanie dzieci w tej sytuacji. Ostatni sie jej spytalam,
      co sadzi o moim jeszcze mezu w swietle moich opowiadan o nim. Babka stwierdzila
      (pisze to w wielkim sktocie), ze jest on niedojrzaly emocjonalnie.
      • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 22.05.08, 15:07
        Wiesz jedno z pierwszych pytań jakie zadała mi pani doktor to to czy w rodzinie
        męża były jakieś przypadki choroby psychicznej...

        Szkoda słów. Wczoraj byłam mocna dziś znowu słaba jak dziecko. Słaba w
        podejmowaniu decyzji, w konsekwencji, słaba tak strasznie słaba.
        Ex ma dziś wolne jak większość ludzi. My siedzimy z Kubusiem sami w domu. Nie
        nudzimy się, zawsze coś porobimy. Ale on za każdym razem powtarza, że cały wolny
        czas spędza z synem. Dodam, że Kuba wyjątkowo często (matko...) pyta o niego. A
        on nawet nie raczy odp. na sms'a...
        Wiem, że ma z kim spędzać swój wolny czas ale jak pomyślę jakimi bajkami mnie
        karmi a ja to łykam jak młody delfin, to aż wyć mi się chce.
        • rene15 Re: Byłam u mądrej głowy... 22.05.08, 15:55
          dsz27

          U mnie to samo było, jest i robi się coraz gorzej. Dzieci dla mojego
          m to już tylko zabawki. W maju nie spędził jeszcze z nimi żadnego
          wekendu, ani święta. Zaplanował tylko jeden wekend ze swoimi
          dziećmi. W maju jest aż 12 dni wolnych od pracy. Także wszystkim
          opowiada, że każdą wolną chwilę spędza z dziećmi. Napisał tak w
          pozwie rozwodowym, a dokładnie, że spędza z dziećmi każdy wolny
          weekend, mimo, że ja utrudniam mu kontakty. Tak posunął się do już
          do takich słów, chociaż nie ma do tego żadnych podstaw. Ale niestety
          nic nie da się z tym zrobić.
          Pozdarwiam Cię gorąco
          • dsz27 Re: Byłam u mądrej głowy... 22.05.08, 16:08
            Mój natomiast częściej na razie widuje się z synem ale drażni mnie to, że zawsze
            podkreśla jak to KAżDą wolną chwilę spędza z dzieckiem a ja wiem, że jest
            inaczej. Dostosowuję się do jego terminów pod każdym względem ale on tego nie
            docenia. Mam ostatnio niesamowitą ochotę mu dowalić ale nie kosztem dzieci, tego
            nie chcę robić. Wszyscy wiem jak to się kończy i kto na tym najwięcej traci.
            Ale ta dwulicowość mnie dobija i nic na to nie mogę poradzić.

            Bożenko byliśmy już na spacerze teraz młody zalicza drzemkę po obiedzie. Jak
            wstanie to mi się poprawi bo będę miała zajęcie.
        • bozenadwa Re: Byłam u mądrej głowy... 22.05.08, 15:56
          Doniu ,ja tez mam dzisiaj taki slabszy dzien ,Moze ta pogoda??? Jaka
          jest u Ciebie??? ale mysle ,ze tez nie zaciekawa.Juz niedlugo
          zaswieci slonce Zobaczysz.A moze nie leje i wyjdzcie gdzies z
          Kubusiem.Tam gdzie, nie czulabys sie sama.Sciskam Cie mocno ,mocno
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka