chodzić, czy nie

15.06.08, 12:26
Sama już się pogubiłam w tym wszystkim co dzieje sie wokół mnie.
Rodzina mojego prawie ex. m. zaprasza mnie na różne takie swoje
imprezy: urodziny, imieniny i czasami tak poprostu, by pogadać.
Dziwi mnie to, choc może nie powinno, bo znamy się od lat prawie 20
i chyba zawsze się lubiliśmy. I sama już nie wiem, chodzić, czy nie.
Oczywiście m. zapowiedział, że jak ja będę do nich chodzić, no to on
nie bedzie. Jego rodzina o tym wie, bo po 10-tej z kolei odmowie z
mojej strony pękłam i powiedziałam dlaczego ich unikam. Oni jednak
nie rezygnują i dalej zapraszają, proszą itd. A ja nie wiem co
robić, bo w końcu to jego rodzina.
    • anula36 Re: chodzić, czy nie 15.06.08, 12:37
      zazdroszcze ci, serio.
      Zawsze chcialam sie wkupic w fajna rodzine partnera z braku wlasnej, niestety okolicznosci naszego rozstania przekreslily mozliwosci dalszych kontaktow. Korzystalabym pewnie, na twoim miejscu, z tych mniej "okazjonalnych" spotkan.Noi z tego co kojarze masz dzieci - dlaczego mialaby byc pozbawione kontaktu z rodzina ojca? Tym bardziej podtrzymywalabym kontakty. Nie do konca kojarze jakie amsz na tem moment uklady z eksem i nie jestem oczywiscie w twojej skorze,ale mnie by takie kontakty autentycznie cieszyly.
    • akacjax Re: chodzić, czy nie 15.06.08, 12:44
      Nie chcesz iść, bo ich nie lubisz, czy nie masz ochoty spotkać prawie-ex, czy chcesz go ochronic przed koniecznością spełnienia swojej obietnicy?
      A może oni wolą przebywać z Tobą niż z nim?
      • zdziwiona.2 Re: chodzić, czy nie 15.06.08, 13:10
        Lubię ich i oni mnie chyba też. Nic mi nie zrobili i ja też nic im
        nie zrobiłam. Jest mi obojętne, czy prawie ex. m. tam będzie, czy
        też nie. Jeżeli już to chcę ICH chronić przed spełnieniem groźby i
        przed dokonywaniem jakichkolwiek wyborów, a sytuacja niezręczna.
    • maza15 Re: chodzić, czy nie 15.06.08, 13:06
      Zdziwiona,u mnie sytuacja podobna,z tym,że ex nie ma nic przeciwko
      temu byśmy się spotykali na tych imprezach.
      Z tego też powodu ja się wycofałam,zawożę dzieci,albo on jedzie z
      dziecmi sam.
      W tej chwili ograniczyłam się do sporadycznych odwiedzin i kontaktu
      telefonicznego z jego rodziną.
      Nadal jednak zapraszają,choć już 1,5roku od rozwodu.
      • dakota32 Re: chodzić, czy nie 15.06.08, 17:21
        A mnie sie wydaje, że to nie jest dobre odwozić dzieci a samej nie iść jak masz
        dobre stosunki z byłymi teściami. No bo co dzieci z tego zrozumieją? Czy nie
        będą się z czasem czuły niezręcznie chcąc się np. solidaryzować z mamą, która
        nie uczestniczy w fajnej zabawie? A tak miałyby sygnał, że ok, mama i tata nie
        są razem ale to nie przeszkadza, żeby razem sie dobrze bawić w swoim
        towarzystwie. Mnie jest głupio jak ex zabiera dziecko do dziadków ale ja tam nie
        mam wstępu. I nie dlatego , żeby mi jakoś tych teściów brakowało. Uważam, że
        czasem trzeba wejść w jakąś rolę i nawet spędzić godzinę z kimś za kim się nie
        przepada, żeby niepotrzebnie nie obciążać animozjami rodzinnymi następnego
        pokolenia.
        z własnego doświadczenia wiem, jakie to trudne dla dziecka wejść w dobre relacje
        z babcią gdy babcia i mama się nienawidzą. Ja strasznie to przeżywałam, bo
        chciałam do babci a jednocześnie nie chciałam zrobić przykrości mamie.
        • maza15 Re: dakota 15.06.08, 17:29
          To nie animozje.
          Nie lubię grac,poswiecać się i stwarzać złudnych pozorów.
          Lubię jasne i czyste sytuacje.
          A moim dzieciom wychodzi to na dobre.
          Zresztą mnie i bylym tesciom również.Czas już to pokazał.
          Nie będę grała jego żony,nie jestem nią!
          Jak chodziłam,wszyscy mieli nadzieję,że się zejdziemy.
          To było bardzo męczące.
          Dla dzieci również.
          • dakota32 Re: dakota 15.06.08, 17:48
            To skoro wszystkim to wychodzi na dobre i czas pokazał, że dobrze że nie
            chodzisz to skąd pytanie"chodzić czy nie?" Mnie nie chodziło o udawanie czegoś
            czego nie ma (bycie żoną) ale raczej pokazanie dzieciom, że koniec między
            rodzicami nie musi oznaczać końca z resztą rodziny i że dwoje dorosłych ludzi
            może mieć pozytywne relacje z innymi i ze sobą. O pokazanie, że do babci i
            dziadka nie idziemy z tatusiem, bo mama z tatą nie chodzą razem na imprezki i
            chodzić nie będą ale mogą mieć wspólnych znajomych i że rozwód nie rodzi
            dodatkowych skutków ubocznych z postaci rezygnacji z tego co mama ( w tym
            wypadku) lubi.
            Pozdrawiam
            • maza15 Re: dakota 15.06.08, 18:13
              A czy ja pytam "chodzić,czy nie"?
              Przecież ja nie mam wątpliwości.
              Radż lepiej autorce wątku.
              • aniani3 Re: dakota 15.06.08, 20:08
                dla mnie sytuacja prosta, jak nie chcesz spotkać byłego, to powiedz
                o tym rodzinie otwarcie, idź, jak jego nie bedzie. Jak zapraszają
                tzn., że są porządnymi ludźmi i nie mają do ciebie pretensji, że
                stało się, jak sie stało. Takich ludzi dzisiaj jak na lekarstwo.
                • sbelatka za glosem chcenia 15.06.08, 22:13
                  ja myśle sobie, ze warto w takiej sytaucji robić to z czym czujemy
                  sie dobrze. Jesli czujesz sie DOBRZE w ich towarzystwie - to chodź.
                  Sa dorosli i sobie zapewne z humorami exa poradzą. Znaczy dałabym im
                  prawo WYBORU.
                  Ty też możesz wybierac. Każdy z "graczy" może. zapraszać lub nie,
                  chodzic lub nie, obrażac sie lub nie.
                  Ja osobiscie do teściów nie latam - choc nadal mnie zapraszaja np. w
                  czasie świąt wszelakich. Ale ich zapraszam, zresztą jak i exa - w
                  waznych momentach dziecięcych. Urodziny, komunie i takie tam.
                  Niestety mieszkamy o rzut beretką i baaardzo mi to teraz nie na
                  rekę. Co wystawię łeb do ogroda to widzę exa jak leci do mamusi lub
                  nową lady ... brrr. Ale to tylko tak na marginesie.
Pełna wersja