Dodaj do ulubionych

Jak rozmawiać? Nie mam już siły...

16.06.08, 22:03
Chciałam porozmawiać z moim m. o kłopotach dziecka, szczególnie, że dotąd było wszystko w porządku, ale ostatnie relacje ze szkoły nie napawają optymizmem. Najgorsze, że dziecko powtarza zachowania jakie wiem, że zdarzały się mojemu m. w dziecinstwie i bardzo go skrzywdziły: chodzi o relacje z kolegami. Ledwie zaczełam temat i poruszyłam sprawę korelacji między zachowaniem m. (jego łatwością wpadania w złość), a takim samym zachowaniem dziecka, zamiast rzeczowej rozmowy usłyszalam, że "zaraz powiesz, że to moja wina, że lepiej będzie jak się wyprowadzisz, że nie jestem winien tylko plamom na słońcu" itd w stylu: "bo Ty zawsze, bo Ty wciąż...". Czy on choc raz mógłby nie myślec o sobie? Jak rozmawialiśmy o tym, że dziecko jak ja jest czasami zbyt powolne i nie potrafi się skupić - zwróciłam uwagę na moje zachowanie z pokorą i abstrahując od naszych relacji potrafiłam skupić sie na dziecku i jego wychowaniu. Dlaczego on nie może? Co robię nie tak? Nie mam już siły...Czy on nie może zrozumieć, że to że ja nie chcę być z nim nie oznacza, że dziecko ma ganiać sobie samopas? Że wielkie słowa o ojcostwie nie wystarczą. Że trzeba umieć wyciągnąć wnioski ze swojego życia, a nie odcinać się od rzeczywistości i uważać że wszscy dookoła są winni, a on biedny i pokrzywdzony, bo się go czepiają...

Ja już naprawdę nie mam siły, być ciągle tą złą. Która na każdym kroku czeka by go skrzywdzić.
Obserwuj wątek
    • tricolour Nie ma żony... 16.06.08, 22:07
      ... nie ma dziecka.

      Zależność brutalna w swej prostocie.
      • useless00 Re: Nie ma żony... 16.06.08, 22:49
        No i świeczka zgasła...

        Przepraszam.
        • sylwiamich Re: Nie ma żony... 16.06.08, 22:54
          Może za dużo tu myślenia że wszyscy mamy tak samo.To że Ty potrafisz
          nie reagować alergicznie na takie porównania, nie znaczy że on
          potrafi.A co do dzieci i podobieństw do ojca, matki...pozwólmy żyć
          im swoim życiem, mieć swoje cechy i popełniać swoje błędy.Bo dzi\wny
          jest ten twój post.Wygląda jakby mniej Cię interesowały problemy
          dziecka niż mężowska reakcja.
    • panda_zielona Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 16.06.08, 23:00
      useless00 napisała:

      > Chciałam porozmawiać z moim m. o kłopotach dziecka, szczególnie,
      że dotąd było
      > wszystko w porządku, ale ostatnie relacje ze szkoły nie napawają
      optymizmem. Na
      > jgorsze, że dziecko powtarza zachowania jakie wiem, że zdarzały
      się mojemu m. w
      > dziecinstwie i bardzo go skrzywdziły: chodzi o relacje z kolegami.
      Ledwie zacz
      > ełam temat i poruszyłam sprawę korelacji między zachowaniem m.
      (jego łatwością
      > wpadania w złość), a takim samym zachowaniem dziecka, zamiast
      rzeczowej rozmowy
      > usłyszalam, że


      Hm,jeśli zaczęłaś rozmowę od zarzutu,to nie dziw sie reakcji.Faceci
      też potrafią być przewrażliwieni.
      • maza15 Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 16.06.08, 23:04
        panda_zielona napisała:
        > Hm,jeśli zaczęłaś rozmowę od zarzutu,to nie dziw sie
        reakcji.Faceci
        > też potrafią być przewrażliwieni.

        Tak,szczegolnie jak nie mają nic mądrego do powiedzenia.Wtedy są
        bardzo wrażliwi...
        • useless00 Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 16.06.08, 23:27
          Ostatnio mam wrażenie, że pisze same dziwne posty. Może ja już sama mam schizofrenię wynikającą z poczucia winy, czy to urojonego, czy wpojonego, czy rzeczywistego. Smuci mnie, że moj m. nie chce porozmawiać o czymś co wydawało mi się takie oczywiste, jednoczesnie tyle mowiąc o dobru dziecka, krzywdzie jaką mu robię i odebraniu mi dziecka, jak tylko spróbuje odejść. Wiem o jego przewrażliwieniu i wpadaniu w złość z byle powodu (nie mogę nawet powiedzieć mu, że ma źle zapiętą koszulę, bo uważa to za nietakt z mojej strony) i kilka godzin zastanawialam się jak z nim porozmawiać. Jestem bardziej delikatna i taktowna niż w stosunku do królowej angielskiej. [Wam podałam tylko streszczenie z rozmowy, a nie cytowałam całego wywodu, jak powiedziec coś niemiłego, tak żeby tego nie powiedzieć wprost.] Ale coż, widać nie umiem. Nie wiem...

          Nie oczekuję, ze powiecie, że jestem "cacy" a on "be". Bo wiem, że w mojej sytacji i tak zawsze będę na spalonym. To ja chce odejść i musze pić to piwo. Trudno...To forum wydawało mi się odpowiednie do rozmów właśnie o związkach i nie-związkach dwojga dorosłych ludzi i ich relacjach, bez zakładania, że wszyscy mają tak samo. Bo w tym, jest właśnie siła forum, że wśród ludzi o różnych doświadczeniach, zawsze może znaleźć się ktoś, kto spojrzy na to z dystansu i wskaże słabe bądź mocne strony, bez uprzedzeń do danej osoby.

          Jestem kompletnie zagubiona. Może nie umiem tego przekazać. Tak jemu jak i Wam. Wyjaśnić o co mi chodzi.

          Przepraszam za zamieszanie.

          ps. Niedługo zacznę przepraszać, że żyję. Chyba czas.
          • panda_zielona Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 00:40
            Nie denerwuj się,ale pierwszy post zrozumiałam może inaczej niż byś
            chciała.Znasz swojego m.Ja wiem natomiast,że z niektórymi trza się
            obchodzić delikatnie /czytaj: jak ze śmierdzacym jajem/.
            • aron95 Rozumię to tak 17.06.08, 07:11
              Moje dziecko pierdzi w szkole bo za młodu pierdział jego ojciec .
              Więc , by pierdzeniu było-stop , ojciec ma się cofnąć do przeszłości
              dupę kołkiem zatkać by syn w przyszłości nie smrodził .

              Nie ma tu mowy o leczeniu przypadłości syna tylko genów przejetych od
              ojca .A genów wyleczyć się nie da , przypadłość tak .
              Pretensjonalnie traktujesz swego ex i się nie dziw iż się burzy
              • sbelatka Aron 17.06.08, 12:37
                Mozliwe, ze jestem niedojrzala emocjonalnie ( bzdura..) ale ubawiła
                mnie do łez pierwsza częśc twojego postu.
                Na dodatek zgadzam sie z tym co napisałes - to juz tak poważnie.

                Lubie się pośmiać.. dzięki..
          • sylwiamich Re: Useless.. 17.06.08, 08:16
            ...Nie rób scenwink)
            Pisz konkretnie o co chodzi, to będzie można o tym pogadać.A Ty
            jakies uogólnienia, jakieś pomieszanie myśli.To z całą pewnością
            trudny okres dla Ciebie.Ale ja mam dużą niechęć do wyrokowania gdy
            brak szczegółow.Pamiętam siebie w tamtym okresie...gdy na siłę
            szukałam potwierdzenia że mam rację.Mój mąż też.Wiele niepotrzebnych
            awantur z tego wyszło.
            Knkretnie chodzi Ci o co?
            1.Mąż jest nadwrażliwy?
            2.Masz kłopoty z dzieckiem?
            3.Mąż straszy się zabraniem dziecka, a Ty się tego obawiasz?
            4.Inaczej rozumiecie dobro dziecka?
            I dalej żeby spojrzewć na coś z dystansem to trzeba znać konkret.A
            jak Tobie zwróciłam uwagę na ich brak, to przepraszasz że
            oddychasz.Powiedz o co chodzi....
    • z_mazur Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 07:37
      Ja rozmiem Twoje rozgoryczenie i zniechęcenie, problemy dzieci,
      których nie możemy rozwiązać, są dla nas bardziej frustrujące bo
      czujemy sie bezradni niż w przypadku własnych problemów.

      Ja się tylko zastanawiam, jakiej reakcji oczekiwałaś od męża?
    • a.niech.to Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 08:20
      Spróbowałabym sformułować komunikat krótkimi żołnierskimi słowy. Co
      on uczyni z tak zapodanym problemem, to już inna broszka. Jeśli nic,
      zostaniesz ze zgryzem sama i tak też sobie z nim poradzisz najlepiej
      jak potrafisz.

      Kobiety i mężczyźni posługują się różnymi językami i sposobami
      atakowania problemów. My musimy się wyjęzyczyć do ostatniej
      wątpliwości. Za załatwione uznajemy to, co wygadane. Błędnie
      uznajemy, że jeśli nas zechciał wysłuchać, to także zrozumiał.smile
      Boleśnie odczuwamy, gdy facet zostawia nas same w środku szalejącej
      burzy emocji...a przecież tyle jeszcze mamy mu do powiedzenia,
      oczywiście w najsłuszniejszej sprawie!!!
      Facet dobrze reaguje na krótkie komunikaty, które wbrew naszym
      wyobrażeniom potrafi zrozumieć, zapamiętać, czasami przemyśleć i
      (też czasami) przełożyć na działanie. I właśnie ono jest
      sprawdzianem zrozumienia, przemyślenia, podjęcia kierunkowych
      posunięć. Czasem trzeba na efekty czekać bardzo długo, czasem można
      się nie doczekać, a czasem pojawiają się nagle, w chwili, gdy my już
      zdążyłyśmy zapomnieć, o jakiejś w miarę zięźle przekazanej perełce
      mądrości. Dane jest wtedy przeżyć drobną satysfakcję - cholera! -
      wysłuchał, zrozumiał, zapamiętał, i jeszcze coś z tym zrobił.

      Zawsze warto zwrócić uwagę na odmienność sposobu komunikacji,
      szczególnie tam, gdzie matki pozostawiono samotnie z synami.
      Bożenko, będzie dobrze.smile
      • sylwiamich Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 08:28
        Bożena...podaj adres mailowy do egzaminatora...wyślemy maila że
        jesteśmy za piątką.I że jest nas dużo.I że na zakręcie.I że
        zdesperowane i że zdolne do wszystkiegosmile)
    • drugiezycie Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 08:53
      A ja sadze, że wiem o co Ci chodzi. Mam podobnie i podobnie jestem bezradna w
      tej sytuacji.
      Obchodzę się jak z przysłowiowym jajkiem a i tak jestem zła i ciągle
      ochrzaniana.M neguje wszystko co powiem odnośnie dziecka, nawet pomimo tego, że
      jest to wsparte fachowymi opiniami osób z "zewnątrz".On nie widzi w niczym
      problemu-choć problem zauważam ja i obcy ludzie.Dziecko dostaje sprzeczne
      sygnały i nijak nie może do m dotrzeć, że to dla niego złe.Zakazy i reguły
      domowe nie są respektowane u m."Mój m" po prostu wie wszystko najlepiej i ma we
      wszystkim rację sad(. I wg niego działa dla dobra dziecka...i też ma pełne usta
      słów o miłości do pociechy. I uważa, że jest świetnym ojcem, bo zapewnia
      rozrywkę, prezenty i przyjemności. A ja się jak zwykle czepiam, bo przecież my
      już nic nie musimy ustalać!
      Nie wierzę, że kiedykolwiek uda nam się ustalić wspólną linię i tylko szkoda
      dziecka sad(
      • sylwiamich Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 09:00
        Mój były małżonek nie widział problemu gdzy maluchy rzucały płytami
        CD za kilkadziesiąt złote, wkładały kanapki do video.Czepiałam się i
        nie potrafiłam wyluzować.W końcu tata kupi drugiesmile)
        Przyprowadził sobie nówkę autko z salonu, przeszczęśliwy zasiadł
        przed telewizorem czasami wyglądając z błogością na podjazd pod
        dom.W między czasie mój synek nasypał na autko liści i potem z
        zapałem grabiami metalowymi drapakami zaczął grabić tacie
        samochód.Skończyło się niemalże atakiem sercasmile)))
        • sylwiamich Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 09:02
          Boszz...ile ja miałam wtedy rozrywek....
          • drugiezycie Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 09:07
            Popłakałam sięsmile) Muszę zetrzeć kawę z monitorasmile
        • drugiezycie Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 09:05
          smile))) masz cudowne dziecismile)
        • nicol.lublin Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 09:10
          Sylwia, mam nadzieję, że zdążyłaś pobiec po kamerę????

          a do autorki wątku: źle swormułowałaś wypowiedź. bo jakie znaczenie
          ma to, że mąż też tak ma? widocznie jak tak ma, to nie umie sobie z
          tym poradzić. to jest coś w stylu jak: nasz synek jest agresywny
          zupełnie jak ty. i co mąż może na to odpowiedzieć oprócz "odwal się
          kobieto!"?
          oczywiście to jest uproszczenie. ja tylko mówię o faktach do mojego
          m, i w sprawach dzieckowych zazwyczaj się zgadzamy. nie porównuję i
          nie obwiniam. ja powiedziałabym raczej: nasz synek ma kłopoty w
          szkole, jest tak i tak. jak myslisz cop powinniśmy z tym zrobić? bez
          domyslania sie przyczyn i obwiniania. spróbój byc bardziej konkretna.
          • sylwiamich Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 09:16
            nicol.lublin napisała:

            > Sylwia, mam nadzieję, że zdążyłaś pobiec po kamerę????
            >


            Coś Ty....nie chciałam uronić z tego nawet kropelkismile)
          • drugiezycie Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 09:20
            Tylko, że czasem nawet to nie działa, bo te kłopoty są lekceważone i mimo
            ewidentnych sygnałów negowane. A jakakolwiek próba mojego działania podważana, a
            ja ochrzaniana, za przesadę i działanie przeciw m (bez żadnej refleksji, że to
            dla dobra dziecka).A jeśli ja podejmę jakieś kroki m podejmuje działania
            odwrotne do moich!
            I jak tu wychowywać dziecko??
            Nie oceniam w rozmowach m, mówię tylko o suchych faktach dotyczących dziecka,
            nie wdaję się w żadne dyskusje z m coby go przypadkiem nie dotknąć i nie urazić,
            a i tak d..a
            • sylwiamich Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 09:28
              Powiem Ci tak...sytauacja wygląda na patową.Ale nie do końca
              jest.Rób swoje.Tylko tyle.Stawiaj dziecku granice i
              wymagania.Ustalaj i normuj SWOJE relacje z dzieckiem.
              Mój były musiał nosić córę na swoich plecach, ilekroć wyszli na
              powietrze.Na swoich marynarkach za kilka tysięcy.Bo wtedy był
              garniturowy, teraz koralikowysmile)Ze mną szła za rękę.Nadziwić sie nie
              mógł.
              Męża nie zmienisz...zwłaszcza gdy dzieci są ostatnim przyczółkiem w
              który może uderzyć.Po prostu nie reagój zbyt emocjonalnie...nie
              bedzie reakcji...znudzi się mu.Rób swoje.Zaprocentuje.
              • sylwiamich Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 09:29
                reaguj..tadamsmile)
              • drugiezycie Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 10:14
                Tak, próbuję. Tylko boję się, że dziecko oddali się ode mnie.Pociecha jest w
                takim wieku, że nie analizuje naszej sytuacji ( i dobrze, bo jest dzieckiem),
                zapomina co było złe (w gruncie rzeczy też dobrze) a ja już parę razy
                usłyszałam, że u t jest fajnie bo np. cały dzień ogląda telewizję lub gra na
                komp. i nic nie musi, bo t kupuje fajne rzeczy, daje kasę...I szlag mnie
                trafia!! Czuję, że tracę w oczach dziecka. Do tego dochodzą autentyczne problemy
                wychowawcze, podsycane jeszcze przez m.
                Tak wiem, że mam robić swoje, tylko jaki będzie tego skutek?
                • sylwiamich Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 10:24
                  Mam to samo.Ostatnio mój syn przechodzi kryzys wieku 11-
                  letniego.Uprawia kreatywną księgowość, jeśli chodzi o oceny w
                  szkole.Fochuje na każdym kroku.No i zaczął kłamać.Zresztą jak tata
                  teraz, a mama w dzieciństwiesmile)))
                  U mamy generalnie jest niezbyt fajnie...bo nie pozwala komórki mieć,
                  grać na kompie ciągle, jeść tylko śmieciuchów.A u taty
                  zarąbiaście.No wiec syn wpadł na pomysł że on sobie pójdzie do taty,
                  bo my się nie bardzo dogadujemy.
                  Jego pomysły warte są przedyskutowania, jednakże to ja podejmuję
                  decyzję.Staram się nie mieć z tego tytułu schizów.
    • sbelatka Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 12:31
      Useless.. nie czytałam wcześniejszych odpowiedzi na twoj post -
      totez nie wiem.. możeliwe, ze to co napiszę będzie powtórzeniem.
      Pytasz co takiego robisz nie tak? Ano robisz. No sorry... ale PO
      CO ?????wytykasz exowi jaki był w dzieciństwie? Rozumiem, ze z
      jakiegos powodu może byc wazne posiadanie wiedzy, ze tatus tez taki
      był.
      ale TERAZ to Twoj syn ma konkretne zachowania - które zapewne mozna
      korygować .. I Rozmawiaj raczej w duchu :co możemy zrobić żeby
      zmienil zachowanie niż Ty taki byłeś... Bo to jedzie pretensjami na
      kilometr a to z definicji uturnia porozumienie.
      Tobie nie przeszkadza pzrywoływanie Twojej powolności czy czegoś - i
      ok. Tobie nie pzreszkadza a jemu przeszkadza i skoro nie mozesz tego
      zmienic to nie wchodz w takie porównywania. Szczegolnie, ze tak
      naprawde i TAK nic z tego nie wynika...

      Co do podejmowania roli ocjowskiej pzrez twojego exa - zreszta jak i
      wielu innych. Na siłe niczego sie nie zmieni. Ani pretensjami, ani
      wrzaskiem ani stawianiem żadan i pokazywaniem jak sprawę zawalają.
      Ubolewam nad tym - ale sądzę, ze to fakt z gatunku mało
      dyskutowalnych.
      Mozliwe, ze praca na pozytywach _ w stylu -"jak z nim pogadales o
      tym to mu sie zmienilo na lepsze" moga cos zmienic, poprawic... Ale
      tez nie mam pewności...

      A z tego wszystkiego wniosek nasuwa mi sie sam - jak juz musisz na
      kogoś liczyć - to licz na siebie.Choćiaz cie to wkurza i budzi twoj
      opór zapewne. jak i mój...
      Zrobi twoj ex w sprawie dziecka tyle ile może, potrfai i chce.
      najczęsciej jest to niestey niewiele. Z całym szacunkiem
      dla "tatów", którzy realnie i autentycznie włączają sie w
      wychowywanie swoich dzieci pozostawionych z byłymi żonami..

      • a.niech.to Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 21:52
        sbelatka napisała:

        > Zrobi twoj ex w sprawie dziecka tyle ile może, potrfai i chce.
        > najczęsciej jest to niestey niewiele.
        Moi synowie zaakceptowali fakt, że nie mają ojca. Jakim kosztem
        osiągnęli bolesny spokój i równowagę emocjonalną, łatwo sobie
        wyobrazić. To dorośli ludzie zostali zdradzeni przez ojca. Czasem
        wydaje mi się, że łatwiejsze są rozwody w rodzinach z małymi
        dziećmi.
    • useless00 Re: Jak rozmawiać? Nie mam już siły... 17.06.08, 16:11
      Dlaczego nie można tak od razu? Bez kopania, dołowania. Każdy z nas jest tu przed, po lub w trakcie tzw. przejść. Nie każdy potrafi sobie radzić, czasami jak ja jest całkowicie skołowaciały. Żeby nie powiedzieć zidiociały. Nie ma doświadczenia, nie umie spojrzeć inaczej, z dystansu. A tu zamiast dopytać się jak coś niezrozumiałe, gaszony jest na wstępie i od razu z grubej rury. Ja na przykład nie mam "pancerza" i to boli. Wadą wiekszości forów jest to, że z czasem stają się hermetycznym forum wzajemnej adoracji stałych bywalców. Tutaj widziałam, że nawet jeśli ktoś niezbyt mądrze pyta, zawsze otrzymywał odpowiedź albo odesłanie do odpowiedniego wątku. Tutaj widziałam, że wszelkiego rodzaju fałsze i "prowokacje" są demaskowane. Szukam pomocy, nawet jeśli jestem tą porzucającą. Bo to tak łatwo z góry skazać, nie wnikając w cudze życie. Proszę Was - czasami przywalenie z grubej rury jest zabawne, zalezy tylko dla kogo.

      Ja zrozumiałam swój błąd: powołując się na dzieciństwo męża usprawiedliwiałam dziecko, nie mając nawet na uwadze, że jego to zaboli. Bo mnie np. nie. (Zasada nr 1 mojej Babci: Kazdy sądzi według siebie.) Chciałam dobrze - wyszło jak zwykle. Teraz wiem co zrobialm źle. A o to przecież w poście pytałam. Tylko, że niepotrzebnie ktoś przypadkiem kopnął leżącego, pomagając mu wstać.

      Dziekuję tym którzy mi pomogli.
      • manderla Useless 17.06.08, 16:29
        Jedni się hartują w walce, problemach i potrafia narościć sobie
        pancerz, inni po raz n-ty będą wyważać dawno otwarte drzwi w swietym
        przekonaniu, że rację mają, i że śa uczciwi przede wszystkim wobec
        siebie i własnych zasad. Ale. Całe zycie będą poobijani i dadzą się
        bić i deptać innym.
        Może nie jestem najlepszym typem, aby dawać rady, ale mimo to radzę:
        wyhoduj pancerz. Jesli potrafisz oczywiscie. Będzie Ci po prostu
        łatwiej, lżej, prościej.
        Ja tak nie umiem, i każdy dzień jest jedną wielką mordęgą.
        Jeśli masz siły, to walcz o siebie. By byc, by żyć, by być
        szczęśliwą.
        Nie oglądaj sie za siebie.

        Zyczę dużo siły.
      • tricolour Trochę przesadzasz... 17.06.08, 17:27
        ... z tą wrażliwością i oczekiwaniami czegoś od męża.

        Gdy mnie zostawiała żona czułem się zwolniony ze wszelkich naszych ustaleń, a
        także obowiązków względem dziecka szczególnie gdy czegoś ode mnie wymagała
        odchodząca żona: jakichś wizyt, opieki, troski itp. To wszystko miała w domu,
        ale z tego rezygnowała więc papa.

        Gdy się zostawia małżeństwo, to nie można niczego wymagać od drugiej strony.
        • useless00 Re: Trochę przesadzasz... 17.06.08, 21:38
          tricolour napisał:

          > ... z tą wrażliwością i oczekiwaniami czegoś od męża.

          Jestem wrażliwa - trudno, ten typ tak ma. A oczekiwania wynikają z rozróżnienia opcji: mężczyzna - ojciec, mężczyna - mąż. Zawsze chciałam byc ok wobec wszystkich zapominajac o sobie. Czas chyba rzeczywiście zadbać o własne interesy.

          > To wszystko miała w domu,
          > ale z tego rezygnowała więc papa.

          Tego nie mam w domu.

          Na drugi dzień po operacji kolana musiałam sama wracać o kulach w godzinę po wyjęciu drenów, busem 150 km do domu. Szkoda, że nie słyszeliście lekarza jak się o tym dowiedział na oddziale. Pomogli mi dobrzy ludzie, którzy kupili kule, zawieźli na przystanek, a potem odebrali na dworcu w mojej miejscowości. Gdzie był mój małżonek? Ano (ponieważ nie było wiadomo kiedy wyjdę ze szpitala), po moim telefonie, że to już - oddzwonił w kilka minut, że nie dostał urlopu. I że muszę sobie radzic sama. Nie poprosił brata swojego, nikogo znajomego, nie wziął urlopu na żądanie. Były różne możliwości, nawet taka, że chciałam poczekać na oddziale choćby i do nocy...ale na co...sad
          Wcześniej sypał deklaracjami miłości, a kiedy przyszło do wyrażenia jej w zwykły sposób - dał sobie spokój. Zacisnełam zęby. Potem na zastrzyki i inne cuda przez 3 miesiące o kulach jeździłam autobusem, nie pomógł mi, nawet nie proponował. On nie widzi problemu. Skoro nie mam nogi pokoślawionej, to znaczy nic mi sie nie stało.

          A to była tylko kropla, która przepełniła czarę.

          Nie wymagałam w małżeństwie. I zapłaciłam za to. Od tego czasu przestałam walczyć o nasz związek. A kochałam go kiedys szaleńczo. Wbrew wszystkim i wszystkiemu. Odchodząc zachowuję resztki honoru i godności. Nie jest to moja fanaberia, kaprys, czy działanie pod wpływem emocji. Przemyślalam wszystko, walczyłam, prosiłam, błagałam, rozmawiałam - bez skutku. Teraz za późno. Czuję się rozgrzeszona. Ale mimo to chcę byc na ile się da wporządku wobec siebie i w pewnym zakresie wobec niego. Ot durna, głupia. Czas skonczyc z sentymentami. Czas walczyc o siebie.

          > Gdy się zostawia małżeństwo, to nie można niczego wymagać od drugiej strony.

          Gdy się nie szanuje drugiej strony, to nie można niczego wymagać od małżenstwa.
          • sbelatka Re: Trochę przesadzasz... 17.06.08, 22:46
            Jak by tu rzec żeby nie skłamać... Skoro to taki typ - to DLACZEGO
            czegoś DoBREGO od niego oczekujesz?
            zweryfikuj oczekiwania. Potem jest juz tylko łatwiej.

            Ale juz o tym pisalam i moge to jedynie potwierdzić. Tlustym drukiem.

            Tri wali czym i gdzie popadnie więc sie nie przejmuj smileChociaz
            czasem mnie bawi to co pisze. Albo sie z nim czasem nawet zgadzam.
            Tylko styl ma chlop chropowaty.
            • useless00 Re: Trochę przesadzasz... 18.06.08, 00:10
              Amen smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka