useless00
16.06.08, 22:03
Chciałam porozmawiać z moim m. o kłopotach dziecka, szczególnie, że dotąd było wszystko w porządku, ale ostatnie relacje ze szkoły nie napawają optymizmem. Najgorsze, że dziecko powtarza zachowania jakie wiem, że zdarzały się mojemu m. w dziecinstwie i bardzo go skrzywdziły: chodzi o relacje z kolegami. Ledwie zaczełam temat i poruszyłam sprawę korelacji między zachowaniem m. (jego łatwością wpadania w złość), a takim samym zachowaniem dziecka, zamiast rzeczowej rozmowy usłyszalam, że "zaraz powiesz, że to moja wina, że lepiej będzie jak się wyprowadzisz, że nie jestem winien tylko plamom na słońcu" itd w stylu: "bo Ty zawsze, bo Ty wciąż...". Czy on choc raz mógłby nie myślec o sobie? Jak rozmawialiśmy o tym, że dziecko jak ja jest czasami zbyt powolne i nie potrafi się skupić - zwróciłam uwagę na moje zachowanie z pokorą i abstrahując od naszych relacji potrafiłam skupić sie na dziecku i jego wychowaniu. Dlaczego on nie może? Co robię nie tak? Nie mam już siły...Czy on nie może zrozumieć, że to że ja nie chcę być z nim nie oznacza, że dziecko ma ganiać sobie samopas? Że wielkie słowa o ojcostwie nie wystarczą. Że trzeba umieć wyciągnąć wnioski ze swojego życia, a nie odcinać się od rzeczywistości i uważać że wszscy dookoła są winni, a on biedny i pokrzywdzony, bo się go czepiają...
Ja już naprawdę nie mam siły, być ciągle tą złą. Która na każdym kroku czeka by go skrzywdzić.