sktokroteczkam
18.07.08, 11:40
Witajcie jestem tu nowa. Może kiedyś opiszę swoja historię, choś
ona taka normalna mi się wydaje. Sytuacja okołorozwodowa, ja matka
trójki małych dzieci, rozchwiana emocjonalnie z pwodu całej tej
sytuacji, bez pomocy czyjejkolwiek, przy dzieciach oczywiscie. Mąż
odwiedza dzieci, jak należy według ustalonych terminów, płaci
alimenty z ciężkim sercem, ale płaci. Rozwodu nie mamy,bo zadne z
nas o to nie wystąpiło. Mąż grozi odebraniem dzieci. Powiedział, że
zrobi to wtedy, gdy, bedę się z nim kontaktować poza ustalonymi
terminami, gdy coś od niego będę chciała, gdy bedzie widział, ze
dzieci sa nieszczęśliwe. Więc nie chce, nie dzwonię, nie angazuję,
nie narzekam, ale dzieci sa nieszczęśliwe, bo miały ojca i go nie
mają. Groźby jednak nie ustały, bo przeciż wystąpiłam o alimenty, a
nie powinnam. Jestem bardzo zmęczona całą tą sytuacją i okropnie się
boję. Patrząc realnie, z nim dzieci małyby lepiej, bo on ma super
pracę, super zarobki i żyłyby na naprwadę wysokim poziomie. Ja, też
pracuję, zarobki niskie i w dodatku obecnie na urlopie wychowawczym,
jedynie co mam to alimenty. Zaczynam robić ze zwykłego strachu, to
co on chce. O rozwód nie śmiem wystąpić, bo się boję, groźby, na
pewno się nasilą. Cały czas nasuwa mi sie na myśl, ze jak nie widomo
o co chodzi, to...w tym przypadku o te nieszczęsne alimenty