Dodaj do ulubionych

To już jest koniec, nie ma już nic...

30.07.08, 13:20
Po 24 latach wspólnego życia nadchodzi jego kres…
Wczoraj rozmawiałam z mężem i wstępnie ustaliliśmy zasady podziału
majątku i że nie będzie orzekania o winie. Niby powinnam poczuć
ulgę, że pierwszy krok mam za sobą, a tu wręcz przeciwnie, coraz
bardziej się boję. Do niedawna byłam pewna, że tego chcę, pewna
przede wszystkim tego, że nie chcę marnować życia, że jeszcze trochę
lat mam przed sobą, że jestem silna i dam radę…..a teraz
zwyczajnie „wymiękam”. Nie obchodzi mnie co ludzie powiedzą, i tak
wiadomo, że jestem wredną, ciągle niezadowoloną babą, która nie wie
czego chce, a ma takiego fajnego chłopa, którego „do rany przyłóż”.
Boję się….. o wiele spraw, między innymi o to, że to się jednak nie
uda załatwić w miarę kulturalnie i bezboleśnie……no i o to, że może
podjęłam złą decyzję.
Wiem, że nikt za mnie nie zdecyduje, ale musiałam się wygadać.
Obserwuj wątek
    • a.b1 Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 30.07.08, 13:22
      a dlaczego jesteś tak postrzegana?
      • minaapll Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 30.07.08, 13:47
        no bo nistety taka się stałam przez te lata, zgorzkniała, wybuchowa,
        niezadowolona, stale wymagajaca, a raczej wywrzaskująca sobie to, co
        musi być zrobione.
        Ostatnio poznałam nowy termin.......współuzależnienie, może to to, a
        może sama próbuję siebie usprawiedliwić.
        • a.b1 Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 30.07.08, 14:05
          no to masz sukces za sobą, przynajmniej nie oszukujesz się, że byłaś
          idealna a tu zonk...mąż chce rozwodu
          wielu osobą dużo czasu to zajmuje
          decyzja o rozwodzie już ostatecznie zapadła?
    • plujeczka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 30.07.08, 13:37
      nie piszesz o powodach podjecia takiej decyzji - po tylu latach
      pozycia nie jest to chyba kaprys?
      • to.my.kas Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 30.07.08, 13:43
        Jeśli to przemyślana decyzja to zrób wszystko wg planu.
        Jeśli nie, siądź i spokojnie pomyśl.
        • sbelatka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 30.07.08, 18:53
          w sprawie spokojnie i kulturalnie - zapewniam cie, ze sie da.
          wiele z nas mialo kulturalne rozwody.. czemu nie.
          szczegolnie jeśli nie chodzi o dramatyczne sparwy uczciowe,
          pzremocowe. jeśli dogadujecie sie w domu nt. kasy i rozwodu..
          W takiej sytuacji rozwod to formalnosc - czesto zalatwiana na 1
          rozprawie..(czy sprawie? nie wiem )
          wiec tego akurat nie masz sie co obawiac smile

          wszystkiego innego... tez nie...
          szczegolnie, ze rozumiem, ze to ty zdecydowalas o odejsciu.

          jeżli JUZ czujesz sie silna i zdecydowana - to tak jest. Chwilowe
          wahania sa wpisane w nasz zywot..
          Przy tak poważnych decyzjach to wręcz obowiązek..

          • jarkoni Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 30.07.08, 19:01
            A mogłabyś tak w ogóle powiedzieć skąd ten rozwód? Dlaczego? I dlaczego siebie
            obwiniasz?
            • minaapll Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 30.07.08, 21:35
              to nie tak, że wyłącznie siebie obwiniam. Wiem, że obydwoje się do
              tego przyczyniliśmy. Z mojego punktu widzenia wychodzi nwet na to,
              że wina męża jest większa.
              Stopniowo się od siebie oddalaliśmy. Z mojej strony rósł gniew, żal
              i inne złe emocje. Dlaczego? Bo nie potrafiłam konkurować z piwem,
              które tak bardzo "kocha". Obserwatorzy zewnętrzni do dzisiaj
              twierdzą, że przesadzam. Bo skoro mąż codziennie chodzi do pracy i
              nie zatacza się na ulicy, to przecież pare piwek dziennie to żaden
              problem. Ale dla mnie i dla naszych dzieci to był i jest problem,
              coraz większy problem, który na nas wszystkich wywarł zły wpływ.
              Tak jakoś minęło ostatnie 10 lat. Teraz dzieci są dorosłe. Odpadł
              element szantażu typu "zrobię z ciebie wariatkę i nie dostaniesz
              dzieci".
              Jeszcze jakiś czas temu proponowaliśmy wspólną terapię i pomoc, ale
              mój mąż nie widzi problemu, bo przecież zarabia.....i pensje oddaje
              itp.
              Ostatnio chyba kogoś ma....
              Boję się, że mimo wspólnych ustaleń jednak coś pójdzie nie tak i to
              mnie właśnie dobija. Chciałabym już mieć to za sobą.

              ale się rozgadalam
              • wmiedzyczasie Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 02.08.08, 23:39
                nawet jesli tam "miłość do piwa" wg niego jest niewielka a wg ciebie
                to problem to nie daj sobie wmówic,że masz fanaberie. Życie jest
                zbyt krótkie,żeby marnować je na frustracje "on lubi a ja nie
                znoszę".
                • sbelatka Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 03.08.08, 11:13
                  i jeszcze jedno - słuchaj SIEBIE a nie innych... to sztuka - ale
                  mysle, ze warto sie jej nauczyć..
                  • gramala Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 03.09.08, 01:43
                    nie martw sie życie dopiero sie dla Ciebie zaczyna ja rozwodzę sie
                    po 30 latach małżeństwa,żona mi powiedziała ż niekocha mnie od 12
                    lat, zapisz się na naszą klasę ja odnalazłem tam swoją pierwszą
                    milość jesteśmy teraz razem i żyjemy wspaniale.Pozdrawiam nie martw
                    się.
                    • minaapll Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 03.09.08, 06:07
                    • minaapll Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 03.09.08, 06:13
                      gramala napisał:

                      > nie martw sie życie dopiero sie dla Ciebie zaczyna

                      decyzja już zapadła. Sprawy majątkowe już mamy załatwione
                      notarialnie. Minął miesiąc odkąd mąż się wyprowadził. Wczoraj
                      złożyłam pozew, gdyż nie ma sensu tego odkładać.....teraz będę
                      czekała na termin. Ale jest mi ciężko, bardzo

                      > zapisz się na naszą klasę

                      o nie, za to jednak dziękuję.....byłam tam przez jakiś czas i
                      zlikwidowałam konto.

                      pozdrawiam i przepraszam za tą pustą odpowiedź
                      • nangaparbat3 cos Ci opowiem 03.09.08, 07:31
                        Pojechałam na urlop do jednego z krajow osciennych, z córką. Poza jednym jedynym
                        kolegą wszyscy mnie straszyli: rozwalisz samochod, ukradną ci go, drogi źle
                        oznakowane, jeżdżą po wariacku, milicja wymusza mandaty na Polakach, nie
                        poradzisz sobie.
                        Pojechałam, chociaż troche sie balam, zrobilam 1.5 tys. km, przezylam
                        najwspanialsze wakacje w zyciu, choc wcześniej tu i owdzie bywalam. Ale tym
                        razem, oprócz normalnych wakacyjnych atrakcji, była ta moze najważniejsza -
                        poradzilam sobie, przekonałam sie, ile potrafię - a moze tez ze los mi sprzyja?
                        Pomyslałam, ze gdyby maż mnie nie zostawil, wakacje wygladalyby tak: on by
                        prowadził auto, ja bym siedziala obok, nawet gdybym miala prawo jazdy (zrobiłam
                        po rozwodzie) slyszalabym: nie, bo rozwalisz na tych dziurach, no popatrz, jak
                        oni jeżdzą, nie mozesz tu prowadzic - etc. On by wszystko załatwial, znajdował
                        drogę - a ja nigdy nie dowiedzialabym się, ile potrafie.
                        Faktem jest, gdyby nasze malzeństwo nie zalamalo się, gdyby było w nim tyle
                        ciepła,czułosci, zaufania co w pierwszych latach, uznalabym, że mi sie to
                        opłaca. Ale nikt sie nie rozstaje, kiedy jest dobrze.
    • a.niech.to Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 03.09.08, 12:37
      Odbierz pocztę.
      • a.niech.to Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 03.09.08, 16:46
        Nie wiem, dlaczego mail wrócił do mnie.
        Powodzeniasmile
    • marlena_mill Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 03.09.08, 13:57
      Jesteś bardzo dzielną kobietą, myślę że jeżeli jesteś tego pewna że
      samej będzie Ci lepiej niz z nim to dobrze zrobiłaś.
      Rozumiem ten strach, rozumiem ten lęk i sciskanie w dołku, ja tez to
      tak odczuwam...
      Jeśli do tego oczym piszesz dochodzi jeszcze kwestia zdrad to wcale
      Ci sie nie dziwię i trzymam za Ciebie kciuki!
      Szkoda żebyś zmarnował sobie jeszcze kolejne lata zycia.
      pozdr
      • lampka_witoszowska Re: To już jest koniec, nie ma już nic... 03.09.08, 21:40
        u mnie ex złozył pozew, ja nie miałam odwagi

        teraz jest mi lżej
        lepiej
        jaśniej

        choc tyle zmian przede mną, że czasem trzęsę portkami
        i jeszcze mi do głowy przyłazi - a może on myśli, że zapędził się
        niepotrzebnie w tę sytuację? moze nei chce?
        ale to już chyba zostanie tak jak jest, bo nie mam też odwagi zaufac
        i czekac na kolejne wariacje - a i on nie wygląda jak ktos, kto
        pokieruje się teraz czyms innym niż zapiekłosc

        --
        Człowiek jest całością, chyba że bliźni postanowią inaczej.
        (sygnaturka kradziona)
        • minaapll Re: Mam termin 05.09.08, 11:46
          Sąd w moim mieście działa błyskawicznie. 2 września złożyłam pozew,
          a wczoraj otrzymałam polecony z wyznaczonym terminem rozprawy.
          Znowu ścisk w żołądku czuję. Pewnie tak już będzie do rozprawy sad
          W mojej sytuacji pewnie 10-15 minut wystarczy.
          28 października skończy się moje małżeństwo

          • ak70 Re: Mam termin 10.09.08, 10:39
            Szczęściara...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka