Dodaj do ulubionych

Nie planowałam ...

30.09.08, 16:07
... tego Wyszło Stało się Życie zaskakuje Nigdy nie myślałam, że mnie aż tak
Poznałam faceta Zafascynował mnie swoją odmiennością To co tak zabawne w życiu
codziennym straciło na uroku Fakt tkwiłam przez jakiś czas w stanie ,, martwy
za życia '' Wykonywałam czynności dnia codziennego Praca, jedzenie, zmywanie,
spanie, ... Trochę jak automat Ten mężczyzna obudził mnie do życia, nadał
trochę magii Jednocześnie jego pojawienie się spowodowało to, że mój mąż
również obudził się na nowo Zaczął walczyć o nasz związek To świetny facet
Dobry człowiek i przyjaciel Razem wytrwaliśmy wiele lat Teraz jestem w
zawieszeniu Czasem czuję się jak przedpokój Między tym co moralnie poprawne i
dobre a tym co niewiadomą i bólem może być Nie mogę zrobić ostatecznego kroku
Paraliżują mnie wyrzuty sumienia i strach To nie jest tak, że ten kto odchodzi
lub poznaje kogoś innego robi to od tak i z łatwością mu się żyje z tym Nie
wiem już co ze sobą zrobić Nie mogę być wiecznie tym przedpokojem Nie mogę
wiecznie krzywdzić wszystkich nas trzymając wszystko w takim pomiędzy Czy
któreś z was czuło i tak zanim uruchomiliście te słowo ,, rozwód '' lub
stwierdziliście trzeba walczyć bo warto zawsze bezwzględu na wszystko ???
Obserwuj wątek
    • plujeczka Re: Nie planowałam ... 01.10.08, 08:36
      Jesli chodzi o mnie to ja nie walczyłam i z tego tytułu nie mam
      zadnych wyrzutów sumienia, tkwiłam w zwiazku bo-tak wypada, bo nnie
      było rozwódów w mojej rodzinie, bo jego zawód powodował ,ze mozna
      było " złapać chwilę odechu", bo bałam się ,ze po rozwodzie bedzie "
      umilał " nam zycie mieszkając z nami tak jak miał to w zwyczaju
      dotychczas----dzisiaj ciesze ,ze być może po kilku latach " państwo"
      czyli sąd nas raz na zawsze rozłączy.I jeszcze jedno nigdy nie był
      moim przyjacielem, nie moge przypomnieć sobie dorych chwili poza
      agresja, wyzwiskami moze gdyby były myslałabym podobnie jak Ty---
      wybory maja to do siebie ,ze są trudne i nigdy nie wiemy czy okaża
      sie słuszne ale tego Ci zytcze z całego serca.Poza ty, nie wchodzi
      sie dwa razy do tej samej rzeki ja tak zrobiłam i bardzo tego załuję
      • oliwka.1976 Nie planowałam ... 01.10.08, 11:47
        Cóż pewnie jest łatwiej kiedy to zły facet Kiedy pije lub bije Kiedy używa
        przemocy słownej Mój mąż taki nie jest To dobry człowiek i na prawdę wspaniały
        facet Nie zasługuję na niego Dręczą mnie wyrzuty sumienia Wiesz co bym nie
        zrobiła kogoś krzywdzę Mawiają, że w życiu trzeba myśleć o sobie Bo jak tobie
        dobrze to innym którzy ciebie otaczają też Mawiają to fakt Trudniej mi to
        wcielić w życie Pozdrawiam
        • kasiula_28 Re: Nie planowałam ... 01.10.08, 12:34
          Oliwka,mogę zapytać czy masz dzieci?
          • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 01.10.08, 12:39
            Nie, nie mam.
    • kasiula_28 Re: Nie planowałam ... 01.10.08, 12:56
      Oliwka, napiszę do Ciebie na maila jeśli mogę,tylko nie teraz bo zaraz muszę
      wyjść, pozdrawiam i trzymaj się ciepło smile
      • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 01.10.08, 13:08
        Jasne
      • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 01.10.08, 13:22
        oliwka.1976@gazeta.pl
        • to.ja.kas Re: Nie planowałam ... 01.10.08, 14:28
          Kiedy moja siostra odchodziła od męża była jedną wielką rozterką i
          bólem spowodowanym faktem, że jej mąż jest cudownym facetem...ale
          ona go nie kocha i nie pasują do siebie. Rozstali sie w koncu.

          Wiem, że nie tylko porzucony czuje ból . Wiem, że tego który
          odchodzi też boli. Zwłaszcza jak czuje, że rani a ranic nie chce.
          Ale litosc i poczucie winy to nie jest najlepszy grunt do budowania
          związku.
          • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 02.10.08, 08:39
            Litość To nie ona mną powoduje Patrzę w jego oczy Widzę ten ból Wiem, że ja
            byłam i jestem jego przyczyną Patrzę na to jak się stara i nienawidzę siebie za
            to, że ja staram się mniej Może tak nie jest Tak czuję Staram się to sobie
            tłumaczyć Zadaje sobie mnóstwo pytań Może za dużo analizuję Może Zawsze byłam
            twardą babeczką Walka była wyzwaniem W tej kwestii jestem całkowicie bezbronna
            Nie radzę sobie z tym Wiem najprostsza zasada Wybrać i po prostu iść tą drogą To
            prawda Nie wszyscy jednak jesteśmy tak skonstruowani Nie wszyscy jesteśmy
            pozbawieni sumienia Poczucie winy przeszkadza mi żyć i iść dalej Pływam w nim
            Oddycham nim Dostrzegam,że to autodestrukcja dla każdego z nas a równocześnie
            nie jestem w stanie wykonać żadnego ruchu.
            • to.ja.kas Re: Nie planowałam ... 02.10.08, 08:54
              Oliwka ale masz tylko dwa wyjścia...zostac albo odejśc.
              Pływac w poczuciu winy i na tym zbudowac Twój i męza świat albo
              odejść.
              Może za jakiś czas wyłoni się jakaś inna alternatywa. Póki co masz
              tylko te.

              Nie prawda jest to, że sis nie była pozbawiona sumienia i dlatego
              odeszła. Bardzo to spłyciłaś. ba, mysle, że gdyby to czytała to by
              się zachnęła i powiedziała "a co ty kurde wiesz o wyrzutach
              sumienia?". Bo ona je miała naprawde wielkie. Odeszła po 4 latach.
              Kolejne prawie 3 po których złozyła pozew o rozwód. Bo ciagle nie
              miała sumienia tego zrobić. Bo żal jej było męża, z którym ciągle
              miała wspaniały, przyjacielski kontakt (i ma do tej pory).
              Ale ja uważam po tym jak obserwowałam jej walkę, że na poczuciu winy
              nie da sie zbudowac związku. Do budowania związku potrzebne sa
              chceci i marchewka a nie tylko bat.

              Pozdrawiam.
              • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 02.10.08, 13:34
                Jestem daleka od oceny postępowania twojej siostry Wiesz ja należę do kręgu ,,
                rada to odpowiedzialność '' raczej słucham Nie radzę i nie oceniam Życie
                nauczyło mnie, że nie wszystko da się przewidzieć i czasem oceniasz kogoś zbyt
                pochopnie A życie zaskakuje Sama w takiej sytuacji możesz być Cóż generalnie
                umysł spowija mi czarna myśl a kiedy ciemność króluje w głowie to i złe
                podszepty też Dziękuję ci za te słowa Dużo dla mnie znaczą To fenomen, że kiedy
                ktoś obcy powie ci oczywiste prawdy nagle do ciebie dociera ,, o kurcze to
                prawda, to działa '' i zaczynasz inaczej żyć Może dlatego moja obecność tu
                Proste prawdy które wiele znaczą Powiem ci jeszcze, że nie ufam ludziom którzy
                nie szukają rady. Są zawsze na happy i generalnie super dobrze.Mają opanowaną
                pozę szczęścia i nieodłączny uśmiech. Wiem świat nie lubi słabeuszy.To taki
                trochę labirynt uczuć. Dziękuję za nić Ariadny którą podałaś mi dziś ty.
                Pozdrawiam
    • zuzka712 Daj mu sznasę 02.10.08, 10:48
      Ja to widzę inaczej. Zostając z nim, bez miłości zabierasz mu szansę
      na prawdziwy związek. Z kobietą, która go będzie potrafiła kochać.
      Tyle, że to strasznie boli. Jak operacja...
      Może separacja na próbę? Zobaczycie jak Wam jest bez siebie?
      Ale jest ryzyko, że jemu się spodoba, a Tobie nie.
      Ale jest też i do wygrania spokój i szczęście Dla Ciebie i dla
      niego. I tylko o tym myśl, podejmując decyzję. Zostając z poczucia
      winy tylko krzywdzisz jego i siebie.
    • kasiula_28 Re: Nie planowałam ... 02.10.08, 16:09
      Oliwko,wysłałam Ci maila, pozdrawiamsmile
    • mindsailor ja tak miałam 03.10.08, 08:23
      niestety poddałam się czarowi. i żałowałam. trzeba było dac szansę
      związkowi.
      dopiero teraz, po kilku latach widze,że mój były juz mąż jest bardzo
      szczęśliwy, poznał super kobietę i widzę, że mu się bardzo dobrze
      układa. ale to dopiero teraz, wczesniej było koszmarnie i u mnie i u
      niego.
      myslę, że gdybym jeszcze raz miała wybierac, dałabym nam szansę.
      wtedy bylismy gówniarzami i wszystko wydawało się inaczej. teraz
      dopiero widzę, jak szybko mozna zrobić głupotę.
      daj męzowi szanse i walczo związek!
    • queen_elizabeth Re: Nie planowałam ... 03.10.08, 13:26
      Oliwko,
      Byłam w takiej sytuacji parę lat temu. To był koszmar. CAŁY rok.
      Nidgy tego nie zapomnę. Codziennie budziłam się i zasypiałam z
      płaczem z powodu bólu jaki zadawałam mężowi. Nie ważne, co ja.
      Łapałam się każdej szasy, każdej pomocy - psycholog, ksiądz, mama,
      przyjaciele. Ale to tylko JA mogłąm wiedzieć czego chcę. Mój mąż był
      właśnie takim dobrym człowiekiem. Ja byłam tą złą i wrakiem
      człowieka. Nie mieliśmy dzieci. Jak neptyk chodziłam do pracy i
      funkcjonowałam, przestałam jeść, skończyło się szpitalem i
      karmieniem dożylnym. I ciągle martwiłam się o niego. Bałam się też
      trochę "co ludzie powiedzą". I tego burzenia, zerwania wszystkiego -
      wspólni znajomi, rodzina. W końcu podjęłam decyzję. Pomogła mi też
      mama, która zapewniała, że bez względu na to, co rozbię i jak
      postąpię, ona zawsze będzie po mojej stronie. Zrobiliśmy podział
      majątku, oddałam mu wszystko, bo "on przeciez taki biedny, a ja taka
      zła". Po paru miesiącach miał juz nową żonę. Chyba jest szczęśliwy,
      mają dziecko. Życzę mu jak najlepiej. Chociaż teraz widzę wiele
      rzeczy, róniez siebie i byłego męża, w innym świetle. Ale do tego
      była potrzebna długa terapia u psychologa - to wyzwolenie się
      OGROMNEGO poczucia winy, (jak się okazało wcale nie takiej
      bezwzglęnie mojej) i zaakceptowania siebie. A ja? Dziś jestem b.
      szczęśliwa u boku człowieka, którego ogromnie kocham i który WIEM,
      że jest moją bratnią duszą. Mamy cudowną, prawie roczną córeczkę. W
      grudniu bierzemy ślub. Dziś wiem, że podjęłam wtedy słuszną decyzję,
      ale co przeszłam, to moje.
      • mindsailor Re: Nie planowałam ... 03.10.08, 14:41
        historia podobna do mojej.
        tyle, że ja niestety nie miałam po swojej stronie rodzinysad
        • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 03.10.08, 15:27
          Dziękuję wam za te słowa dużo dla mnie znaczą Nie chcę działać pochopnie Nie
          chcę też nikogo skrzywdzić Pewnie tak się nie da Pewnie tak Nie szukam tu kogoś
          kto mnie rozgrzeszy czy powie o sobie i pomyślę ta lub ten to dopiero No ja to
          mam dobrze To bezradność przywiodła mnie tu i potrzeba pomocy o którą nie
          wstydzę się poprosić Dziękuję wam za tych kilka prawd
          PS Kasiula masz e-mail
          • wylot11 Re: Nie planowałam ... 03.10.08, 17:50
            Witaj
            To jestem taki podobny gość który jest na wylocie jak Twój...
            Mówiąc to że lepiej będzie rozstać się ranicie niesamowicie...ja
            teraz odchodzę od zmysłów , po info od żony że chce rozwodu( mamy
            staż 18 lat) ona nie ma nikogo, ale twierdzi że nic już niema że
            jestem ....niepotrzebny ,że mnie nie kocha..,to dla mnie największ
            porażka życiowa..,była moją szczenięcą miłością a ja jej....i
            dzisiaj...co..?
            Boli........
            Ja ...a już nic..
            • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 03.10.08, 18:07
              Przykro mi Nie wiem co powiedzieć To nie są jednoznaczne sytuacje Ludzie na
              forum piszą różne rzeczy i na różne tematy Ostatecznie z wyborem zostajemy sami
              To nasze życie Nikt go za nas nie przeżyje Wiesz powiem ci, że ucieszył mnie
              dziś ten jeden głos żeby próbować Choć jeden Próbuję każdego dnia Ja nie
              wybieram pomiędzy nim a tamtym facetem To co magiczne w życiu codziennym traci
              Ten magiczny Pan też Po prostu poczucie winy nie pozwala mi cieszyć się nami
              Podsuwa myśli ,, odejdź, jesteś mu kulą u nogi, etc '' Staram się temu nie
              poddawać Walczę z tym każdego dnia
              Przykro mi Nie ma takich słów które ciebie teraz pocieszą Nie przytoczę tu
              życiowych prawd Znasz je Nie wiem jak będzie Szukam rozwiązania Rozumiesz
              Możliwie najlepszego dla każdego z nas
              • wylot11 Re: Nie planowałam ... 03.10.08, 18:25
                Wiem, że nie tylko porzucony czuje ból . Wiem, że tego który
                odchodzi też boli. Zwłaszcza jak czuje, że rani a ranic nie chce.
                Skorzystałem z tego...i wiesz co odpisała?
                cyt. Tak właśnie czuję...dobrze zauwarzyłeś..
                ale co mi z tego rozumiesz...?
              • zuza145 próbowanie 03.10.08, 18:42
                jest ważne- pozwala nabrać przekonania że decyzja była "nieco"
                słuszna, w miarę- bardziej lub mniej.
                Ludzie mają uczucia- nawet osoby traktowane jak"blond laski".
                Trzeba sprawdzić - czy się da.Czemu żyć z przeświadczeniem- że nie
                wiemy- nie lubię jak moje dzieci mówią- nie lubię kalafiora- a nie
                próbowały.
                Rozumiesz?
                MaSZ WIEDZIEĆ NA TYLE - NA ILE BYŁO TO MOŻLIWE- ŻE NIE MOŻESZ/ BO
                BRAK SPRÓBOWANIA WYKLUCZA PEWNOŚĆ/
                jESTEM ŻONĄ ZDRADZACA- BO ZOBACZYŁ INNY ŚIWAT- TEN ŚWIAT ISTNIAŁ
                ZAWSZE, BYŁ- TYLKO ON BYŁ NAJŚŁABSZYM OGNIWEM.
                rOZUMIEM ROZTERKI- NIE TOLERUJĘ BRAKU STARAŃ.
                mAŁŻEŃSTWO BEDĄCE W KRYZYSIE - ROZUMIEM JAKO OBOWIĄZEK SPRAWDZENIA-
                CZY SIĘ DA.
                pRZYZWOITOŚC NAKZUJE SPRAWDZIĆ- a piszę to dlatego że moje było
                super i fakt potknięcia nie jest związany z patologią żadną- bo było
                super.

                hm- teraz nawet nie mogę znieśc jego zapachu- jak odwiedza dzieci.
                Ale z uśmiechem( czasami) podaję herbatę.
                I nic ponad.
                Sprawdż- dobrze?
                Co wyjdzie- to wyjdzie- ale sprawdż- niebądż bierna bo będziesz mieć
                problem kiedyś.
                Proszę.

                Inaczej pozostanie osad na umyśle- bo ie będzie się wiedzieć - czy
                nie było można.
                Odnośnie odczuć zostawionego-
                • oliwka.1976 Re: próbowanie 03.10.08, 20:23
                  Nie ma złotego środka Ilu ludzi tyle prawd Wszyscy tu obecni jesteśmy
                  skrzywdzeni w jakiś sposób Ale to nie koło wzajemnej adoracji i umartwiania
                  Czasem tak się dzieje Nie da się nic na silę Wierzę w to, że któregoś dnia
                  poczuję to znów na nowo i życzę tego każdemu z was
                  • wylot11 Re: próbowanie 03.10.08, 20:34
                    Zajrzyj na swoją pocztę proszę...
                    • oliwka.1976 Re: próbowanie 04.10.08, 09:13
                      ty również tam zajrzyj smile
                    • oliwka.1976 Re: próbowanie 04.10.08, 14:41
                      Dziękuję ci za tą rozmowę Wiesz tak sobie myślę może to dlatego, że nigdy nie
                      odeszłam pewnie dlatego nigdy tak do końca nie wróciłam
                      • kasper254 Re: Czy ty jetes prawdziwa, oliwko? 04.10.08, 16:28
                        Czy też może tak na w-pół w bycie i nie-bycie, chciejstwie i
                        zamierzeniach? Jak cię czytam - i chór głosów, to tak myślę, że
                        uczestniczę w zwierzenieniach i nie-zwierzeniach, sacrum i profanum.
                        Co tu jest prawdą? Mówisz, Oliwko, i nic nie mówisz, chociaż możesz
                        milczeć - owszem.Ale mówisz: na okrągło, słowami, w których nie ma
                        treści. Ale jest forma. Jak w dyplomacji, jak w dżwięku porcelany,
                        zastawionej na stole ambasadora lub wójta. To magiel. A gdzie życie?
                        Dajesz uzasadnienie fikcji i tak naprawde niczego nie nazywasz. I
                        ten chór - jak chorał grecki. Czy gdy człowiek kilka razy skłamie,
                        to zamieni to w prawdę? Wielu się to udaje. Kłania się Gentile i
                        Kowalski spod budki z piwem. Ale to sztuka mówić i nic nie
                        powiedzieć. Sentencja, Oliwko: opuszczonemu wali sie niebo na głowę.
                        Cała reszta jest milczeniem. I ideał sięga bruku. Tu miejsce na
                        chór. Może na skrzynkę internetową...
                        • oliwka.1976 Re: Czy ty jetes prawdziwa, oliwko? 04.10.08, 17:11
                          Możliwe, że i tak jest Postrzegasz mnie na swój sposób Fakt nakładam maskę i
                          żyję w niej dla świata Nie otwieram się w pełni Nie szukam tu usprawiedliwienia
                          czy spokoju ducha Wiem o tym Każde z nas ma swoją historię i swój pogląd na
                          fakt Wiem co chcesz mi powiedzieć Czuję to wyraźnie w każdej sekundzie dnia Ta
                          ,, fikcja '' jak ją nazywasz to moje jestestwo Żyję w niej To mój świat realny
                          Nie ma tu wymyślonych uczuć czy postaci Nie gloryfikuję się Nie szukam poklasku
                          Nie poczuje się uleczona słysząc chór : dobrze zrobiłaś, odejdź, bądź silna etc
                          Wiem Brzemię decyzji lub braku wyboru dźwigam ja
                          Nie nazywam tych ludzi chórem Wszyscy tu zaglądamy nie ze szczęścia Wszyscy
                          chcemy szczęśliwi być
                          • mayflower_1 ... 04.10.08, 22:56
                            W takiej sytauacji nie ma mądrych. Ale, proszę Cie, nie pisz, że nie
                            zasługujesz na swojego męża. Nigdy nie jest tak, że winna jest tylko
                            jedna strona. Gdybyś czuła z jego strony te wszystkie uczucia,
                            których Ci zabrakło, a znalazłaś u innego, to myślę, że byś sie nie
                            zaangażowała. Przyczyna rodzi skutek. Po świecie chodzą atrakcyjne
                            osoby i mi też nie raz w czasie trwania małżeństwa zadrgało serce,
                            nie spałam parę nocy, bo pojawił się ktoś atrakcyjniejszy, bardziej
                            mną zainteresowany niż własny mąż. I tylko dlatego, że czułam miłość
                            mojego męża szybko zapominałam o kimś tam innym. W waszym związku
                            czegoś zabrakło i są tego konsekwencje.
                            Z drugiej strony, przypomnij sobie jak to było na początku miedzy
                            Tobą a mężem, podejrzewam,że podobnie jak w nowym związku - wielka
                            fascynacja, zauroczenie i magia, która przesłania cały świat.
                            Decyzja jest trudna, nie wiem ile czasu trwa cała ta sytauacja, ale
                            może czas pokaże Ci rozwiązanie. A może zarezerwuj sobie chwile dla
                            siebie, wyjedz na kilka dni sama, wyłącz komórkę, przemyśl wszystko.
                            Decyzja nie jest łatwa, bo łatwa być nie może, ale nie spiesz się,
                            nie działaj pochopnie.
                            I odpocznij, Oliwko, nie nakręcaj się poczuciem winy, a wtedy wiele
                            spraw będzie prostszych.
                            pozdrawiam
    • soledad_28_09 Re: Nie planowałam ... 05.10.08, 11:03
      Oliwko, rozwijajac troche sugestie Mayflower, mysle ze dobrze byloby
      gdybys mogla oderwac sie, wyjechac na weekend, spokojnie przemyslec,
      cokolwiek, ale pobyc uczciwie sama ze soba i zastanowic sie bez
      pospiechu. Stoisz na rozdrozu i taka malenka inwestycja czasu dla
      siebie jest niezbedna.

      Jesli potrafisz cofnij sie wlasnie wstecz i przypomnij sobie jak to
      bylo na poczatku Twojej znajomosci z mezem. Czy fascynacja, motylki,
      rózowe okulary i to ze swiat stal sie nagle taki ciekawy i mienil
      sie tyloma barwami, czy to bylo tak diametralnie rózne od obecnej
      fascynacji? Porównaj oba stany i zastanów sie uczciwie nad
      róznicami Twojego szczescia wtedy i teraz.

      Z drugiej strony postaraj sie spojrzec na Twojego nowego,
      fascynujacego znajomego za pare lat w zyciu codziennym. To jest
      bardzo trudne, wiem, ale trzeba spróbowac. Trzeba spróbowac odrzec
      obiekt marzen z tej aureolki fascynacji i wdrozyc w codziennosc. Czy
      zda egzamin? Czy potrafi byc codziennym wspierajacym przyjacielem
      takim jakim jest maz?

      Rzecz w tym, ze zycie sklada sie z codziennosci. Fascynacje sa
      piekne ale szybko mijaja jak miraze. Maja jednak duza moc i czasami
      zbyt szybko im ulegamy. Jezeli zas fascynacja przeradza sie w
      milosc, wzajemne wsparcie, przyjazn, to trzeba o nia walczyc.
      I tylko Ty Oliwko, po glebokim rozwazeniu, nawet po rozpisaniu na
      kartce wszystkich za i przeciw bedziesz wiedziala w która strone
      ruszyc.

      Cokolwiek postanowisz, zycze powodzenia wink
      • wylot11 Re: Nie planowałam ... 05.10.08, 12:14
        Popieram w całej rozciągłości....,aleTy Oliwko znasz moje zdanie na
        ten temat..
        • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 06.10.08, 18:23
          Wszysko jest sztuką wyboru Niemoc powoduje stan zawieszenia Nie jest
          prawdą fakt, że wybieram miedzy jednym i drugim mężczyzną
          Przekonałam się już, że zafascynował mnie obraz człowieka którym ten
          magiczny pan nie jest w rzeczywistości Życie weryfikuje Szybko To
          fakt Ten stan zawieszenia powodują moje poczucie winy, odwieczna
          sromota Może to wpajany katolicki kręgosłup Wiem jedno Nigdy nie
          będę już głazem Milczącym głazem Wracającym do domu robotem Pranie,
          spanie, etc Zakupy, kino,buty a w domu cisza Dwie oddzielne
          jednostki Dwa światy Postanowiłam posłużyć się swoim aparatem mowy
          Zrobić ten wysiłek i po prostu porozmawiać Lżej mi Nie mamy
          pewności, ale mamy silne postanowienie iść dalej ze sobą Po raz
          pierwszy od dawna poszłam spokojnie spać
          Pozdrawiam Panie Wylot Czasem trzeba odejść by wrócić tak do końca
          Rozumiesz prawda?smile
          • wylot11 Re: Nie planowałam ... 06.10.08, 18:59
            Cieszę się że drgnęło,że coś ruszyło...ciemni...
            Odejście i powrót ...? może to będzie ten lek..? np. dla mnie?
            Rozumiem..i trzymam kciuki.
            • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 08.10.08, 08:30
              To nasze życie to trochę jak bieg maratoński. Czy wytrwałość jest
              zawsze zaletą? W życiu jak w biegu nie zawodzi wytrwałość. Czasem
              świat zadziwia. My siebie sami też. Człowiek zaczyna wątpić w
              normalność.Ludzie lubią gdy życie piękne i wygłaskane ale my wiemy,
              że życie nie składa się z takich filmowych iluzji świata ludzi
              sukcesu. Skłoniliście mnie do dialogu. Rozmowy z sobą i o sobie z
              mężem. Łatwiej mi teraz patrzeć na siebie. Patrzeć na to odbicie, w
              twarz. I choć wszystko jeszcze świeże, to wyrwałam się z tego
              marazmu. I wiem, że lepiej lub gorzej ale będzie. Pewnie to potrwa
              jeszcze jakiś czas zanim wydobędę się z tego pomieszczenia z
              napisem ,, poczucie winy '', ale od kilku dni wiem,że taka możliwość
              jest. Zaczęłam tak myśleć i czuć, że uda się. To też dzięki wam.
              Może to dla niektórych trąci banałem. Nie dbam o to.
              PS Wylot co u ciebie ? Tel albo e-mail ?
              • wylot11 Re: Nie planowałam ... 08.10.08, 11:23
                mail oki?
              • wylot11 Re: Nie planowałam ... 08.10.08, 13:29
                Dzięki za maila i no cóż życzę powodzenia..
                • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 04.11.08, 15:59
                  Zaglądam tu często. Poruszył mnie tekst krezzzz100. Myślę o nas wszystkich. O
                  tym dlaczego tu zaglądamy, jesteśmy. Miewam lepsze i gorsze dni. Kiedy podjęłam
                  decyzję było mi lżej. Nie jest łatwo. Poczucie winy idzie ze mną krok w krok.
                  Taki oddech przy uchu, trzyma za dłoń. Taka przyjaciółka, ale pomaga mi rozmowa.
                  Mówię mężowi o tych moich lękach. O strachu jaki mnie dławi. O tym co powoduje,
                  że zapadam się w ten głupi stan samo destrukcji. Tyle w nim zrozumienia i chęci
                  zrozumienia. Prawdziwym oparciem w tych stanach mi jest mój mąż. Często kiedy
                  nie sypiałam oglądałam telewizję. Noc to czas ludzi samotnych, czas ludzi
                  których coś dręczy. Wiecie na pewnym programie w tv w godzinach porano - nocnych
                  działają panie tarocistki. Dzwonią ludzie. Podają pytania i daty urodzenia.
                  Ludzie różni. Status społeczny różny. Majątki różne. etc. A pytania te same.
                  Kocha nie kocha ? Zdradza nie zdradza? Tak naprawdę wszyscy potrzebujemy
                  pewników których nie ma. Tak naprawdę większość z nas trawi ,, Przyjaciółka
                  Anhedonia ''. Wierzę w to, że przyjdzie taki czas kiedy zerwę tą swoistą
                  przyjaźń. Życzę tego sobie. Życzę tego i wam.
                  • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 04.11.08, 16:03
                    PS Drogi Panie wylot11 z tego co czytam udało się Cieszę się, że odnalazłeś
                    spokój Cieszę się bo to daje wiarę wszystkim nam smile Powodzenia
                    Oliwka
                    • wylot11 Re: Nie planowałam ... 05.11.08, 08:57
                      Witaj Oliwko
                      Cieszę się że u Ciebie jest lepiej ,że masz chęć sklejać i naprawiać,że Twój mąż
                      pomaga Ci w tym,pamiętaj nie utwierdzaj się w swojej winie bo jej po prostu
                      brak,oboje byliście winni tego co nastąpiło ,problemy zostawić ,żyć tym co dziś
                      jest ważne i pielęgnować to co powoli u was się odradza.
                      U mnie niestety rozwód ,pozew napisany pozostaje go tylko złożyć,mojej zonie
                      zabrakło cierpliwości ciągnąć czy tez brnąć dalej w tym naszym
                      związku(chorym)jak ona to ujmuje....
                      Pozdrawiam i życzę duzo wytrwałości..
                  • krezzzz100 Re: Nie planowałam ... 05.11.08, 10:02
                    Oliwko,
                    wygląda na to, że złapaliście dobry azymut. To coś najważniejszego-że można
                    ciemną godziną powiedzieć nawet najstraszniejsze. Wtedy chyba wiele jest możliwe.
                    Ja to mam dopiero teraz, ale co się stało, się stało. Dla mnie najgorsze było to
                    właśnie, że do najbliższego (?) człowieka nie można było trafić. Czasem jest
                    tak, że najbliżsi nie są najbliższymi. Kiedy sie to zrozumie (to, lub inną
                    tragedię, jaką jest załamanie relacji), wtedy świat się wali i STAJE SIĘ NIEMOŻLIWE.
                    Może Tobie trochę pomoże to, co mnie, kiedy znalazłam opis tego stanu WYKONANIA
                    NIEMOŻLIWEGO. To transgresja: stan wewnętrzny, kiedy łamiemy swój najgłębszy
                    zakaz- tkwiący w nas- nie obalając go (nie znosząc go). Przekraczamy siebie w
                    taki właśnie sposób, że nie odmawiamy racji temu, co złamaliśmy. To jest
                    rozdarcie najgłębsze, spopielające światło, które pali, i palić będzie, bo zakaz
                    - nasz najwierniejszy, najgłębszy, najintymniejszy zakaz- sami podtrzymujemy.
                    Transgresja nie jest bowiem zanegowaniem zakazu, ale jego przekroczeniem i
                    zarazem dopełnieniem. Nie jest tak, że po tym akcie jesteśmy gorsi- coś się w
                    nas stało, co utrwala sens zakazu- dlatego poczucie winy- i dlatego pogłębione
                    rozumienie: popełnione przez nas przekroczenie nie wyklucza sensu tego, co
                    przekroczyliśmy, ale to POGŁĘBIA. Jakkolwiek później nasze losy się toczą (jak
                    Twoje,kiedy powraca się do dawnego czy moje, kiedy idzie się ku nowemu), mamy to
                    z sobą: to POGŁĘBIENIE.
                    Pozdrawiam Cię serdecznie.
                    Mnie ta świadomość wiele daje.

                    • krezzzz100 Re: Nie planowałam ... 05.11.08, 10:12
                      Jeszcze tylko dopowiem, że nie miałam na myśli tego, iż Twój powrót do dawnego,
                      jest powrotem do TYLKO dawnego. Zapewne, i to jest sedno i sukces zarazem- do
                      odnowionego (lepszego) dawnego.
              • z_mazur Re: Nie planowałam ... 05.11.08, 10:54
                Nie chcę siać defetyzmu, ale jestem bardzo sceptyczny jeśli chodzi o
                takie sytuacje w jakiej się znalazłaś Oliwko, a doświadczenie
                pokazuje, że zdecydowana większość związków po takim epizodzie jak
                przytrafił się Tobie i tak się wcześniej czy później rozpada.
                • kaja-p Re: Nie planowałam ... 05.11.08, 11:37
                  niestety jestem tego przykładem...u mnie sielanka trwała 3 miesiące,
                  a później usłyszałam, że jednak to nie ja tylko tamta jest
                  ważniejszą osoba w jego życiu i, że ją własnie kocha bezgranicznie,
                  a uświadomił to sobie w momencie kiedy niby naprawialiśmy nasze
                  małżeństwo...
                • krezzzz100 Re: Nie planowałam ... 05.11.08, 11:40
                  To prawda, że jest to sytuacja ogromnego ryzyka. Ogromnego.
                  Ale są dwa punkty warte zastanowienia(jeśli zaszły): 1. dokonana transgresja u
                  Oliwki, 2. dokonany wewnętrzny wstrząs u męża Oliwki. Transgresja Oliwki
                  pogłębia sens trwania, a wstrząs u Jej męża rokuje jego zasadniczą przemianę.
                  To nie są zwyczajne okoliczności. Oczywiście, gdybologią jest, w jakim stopniu
                  się one powiodą- może się okazać bowiem, że samo rozpoznanie sytuacji (a ją
                  chyba właśnie rozpoznają) pokazać, że życie wspólne jest niemożliwe.Jednakże
                  nawet życie osobne, ale ROZPOZNANE, jest lepsze niż osobne NIEROZPOZNANE,
                  prawda? W każdym razie kierunek wydaje mi się dobry.
                  • krezzzz100 Re: Nie planowałam ... 05.11.08, 11:42
                    Trzecie zdanie od końca- nie "pokazać", ale "pokaże", pardon.
    • sbelatka Re: Nie planowałam ... 05.11.08, 00:14
      moj maż tak czul.. dzis juz exem mym jest...
      mozliwe bardzo, ze zrobil to co sluszne - i odszedl... bo mozliwe,ze
      teraz to ja zyjac z facetem, ktory kochal inna.. stalbym sie
      zgorzknilym trupem...

      ja walczylam, on probowal...

      inna sprawa, ze domnimywam, ze ta zamiana szarego na kolorowe... nie
      jest tak radosna jak myslal... i jak widac na zdjeciacj na NK
      zamieszczanych przez nowa oblubienice...

      ale ... niech mu ziemia letka bedzie....

      ty rob co czujesz, ze chcesz....
      tak czy siak.. juz teraz to kaszanka.... no, sorry....
      moze o nieco odmiennym bukiecie....smakow...
    • kami_hope Re: Nie planowałam ... 05.11.08, 21:17
      Z Twojego opisu wynika prosta konkluzja: Problem jest w Tobie i
      zmiana partnera niczego nie poprawi. Owszem, poczułaś się na
      moment "ożywiona", bo to jakieś nowum w życiu. Z czasem owo nowum
      przybierze szary odcień... I co? Będziesz wyglądać
      następnego "ożywienia"?
      Przeanalizuj, jak to się stało, że zapędziłaś się do "martwego
      punktu". I tylko odnajdując przyczynę tego stanu rzeczy,
      wywnioskujesz rozwiązanie problemów (podkreślam, które są do
      rozwiązania w Tobie!).
      • oliwka.1976 Re: Nie planowałam ... 06.11.08, 14:40
        Dziękuję wam za słowa. Czytam was. Słowa otuchy i słowa sprowadzające na
        ziemię.Dziękuję za każde z tych słów. Fakt wina jest we mnie. Nie mam zamiaru
        się usprawiedliwiać.Publicznej chłosty sobie wymierzać. To co spowodowało ten
        stan ,, ciszy '' między nami, życia razem, ale osobno każde swoim życiem to ja i
        mój mąż. Wiem to. Tu wina jest wspólna. Natomiast ja zdecydowałam co z tym
        zrobię. Tu winę ponoszę tylko Ja. To prawda, że nowe ożywia i z założenia
        lepsze. Czyjaś praca atrakcyjniejsza, dvd nowsze, auto czerwieńsze itp. itd. Mam
        ten etap za sobą. Poszukiwałam w tamtym mężczyźnie, w tym drugim mężczyźnie tak
        naprawdę mojego męża którym kiedyś był. Mnie się zdawało, że już nim nie jest.
        On w nim jest wiem to. Zawsze był tylko ja o tym zapomniałam. Wiele razy mówię
        sobie ,,nie zasługujesz na niego '' . Staram się nie ulegać tym podszeptom. Nie
        zakładam koszulki lidera i nie gnam obecnie przez życie. To etap analizy
        dlaczego i co mną powodowało. Czy wytrwałość jest zawsze zaletą ? Jestem
        amatorem życia. Takim ,, fotopstrykaczem '' scen z dnia codziennego. Daleko mi
        do fotografa.Codzienność taki bank fotografii. Chcemy być inni. Nie ulegać
        banałom. A tak naprawdę to otacza nas lawina tandety. Dziś wiem dobrze jedno.
        Trzeba rozmawiać.Dialog, rozmowa, dyskusja którą ja nazywam ,, chłostą słowną ''
        jest najważniejszym elementem związku, przyjaźni , etc. Tego co między ludźmi.
        Dziś też wiem, że nadmierna analiza szkodzi. Prowadzi do labiryntu uczuć. Czasem
        warto zapytać a nie trwać w sferze domysłów. Nie wiem jak nasza historia się
        zakończy. Wiem jak chcę by się zakończyła. Kiedy zamykam się w
        myślach,wyrzutach, poczuciu winy przywołuje sobie pewną przypowieść jaką
        czytałam. Dzwonię wtedy lub piszę, rozmawiam z mężem. I choć to co mówię może go
        ranić to wolę by zabrzmiało niż wisiało niedopowiedziane.
        Przypowieść o starym małżeństwie :
        Mąż i żona obchodzili pięćdziesiątą rocznicę ślubu. Kobieta posmarowała masłem
        suchy kawałek chleba i wręczyła go mężowi. Sama zjadła kromkę świeżego chleba.
        ,, Oddawałam ci zawsze miękkie kawałki chleba ''pomyślała. ,, Kocham cię,
        dlatego przez ostatnich pięćdziesiąt lat odmawiałam sobie tego co lubię
        najbardziej. Ale dziś chciałam zaspokoić swoje pragnienie ''
        Ku jej zdumieniu mąż rozpromienił się.
        ,, Dziękuję ci za ten dar - powiedział - Przez pięćdziesiąt lat marzyłem o tym,
        żeby zjeść suchy kawałek chleba, ale nie śmiałem cię o to prosić, bo wiem, że
        uwielbiasz suche pieczywo ''

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka