jarkoni
01.10.08, 19:03
Najpierw link:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=85235652
Komentarz: nie napisałem tam nic.
Ale temat znam doskonale z autopsji- po urodzeniu drugiej córki zasnąłem na
ponad 5 lat w tzw. salonie na rozkładanej kanapie. Nie przeczę, szerokiej i
wygodnej, jednak od wspólnego spania odseparowany zostałem skutecznie. A w
konsekwencji od generalnie i tzw. współżycia i innych miłych rzeczy będących
następstwem wspólnego spania.
Nie mówcie, że takie coś to nie jest duży krok do...
No do czego? Na pewno do jakiejś słabszej więzi, zmniejszenia emocjonalnej i
fizycznej bliskości.
Jest tak, czy nie jest?
Nawet myślałem, żeby autora cytowanego wątku zaprosić do dyskusji do nas, ale
się wystraszyłem. Może biedny pomyśli, że już ma rozwód na głowie...