Dodaj do ulubionych

Ci co się kłócą

27.12.08, 21:01
wczoraj jak zwykle pokłóciłam się z mężem, te kłótnie są bardzo
bolące i zero kreatywne. Nigdy po nich nie ma żadnych postanowień.
Już nawet nauczyłam się bluźnic bo i on to robi. Bardzo mi smutno,
że tutaj trafiłam, ale myślę o rozwodzie i o rozsaniu. Nie wiem co
ze sobą począc. Po kłótniach boli mnie głowa i dwa dni dochodzę do
siebie, bo tak mocno się kaleczymy. Ja nie chcę go ranic, on też
tego nie chce ale i tak to czynimy.
Moi rodzice rozwiedli się kiedy byłam mała, więc rozwód wydaje mi
się jedyną alternatywą. Nie znam innego rozwiązania. Oczywiście
proszę męża o zgodę na terapię małżeńską już około pół roku, ale jak
twierdzi "się nie wybiera". Ja sama też byłam u psychologa z naszym
problemem lecz to niewiele mi dało. Zrezygnowałam, ponieważ terepia
wymaga wspólnego zaangażowania. Zdaję się, że sami nie poradzimy
sobie z problemami. Nasze kłótnie są o bzdury o nic poważnego, to
jest jak walka emocji bez żadnych wątków. Tylko nerwy i
bluźnierstwa. Dlaczego dwoje ludzi to spotyka?
Po prostu nie radzę sobie, a przyjaciółkom nie mogę sie stale żalic.
Mamie też nie chcę sprawic przykrości. Myślę, że odpoczynkiem i
oddechem będzie rozstanie, tylko kiedy się na to zdecyduję?
Obserwuj wątek
    • kami_hope Re: Ci co się kłócą 27.12.08, 21:35
      Dlaczego się kłócisz?
      Dlaczego dwa dni dochodzisz do siebie?

      Skup się na sobie. Zadbaj o poczucie wewnętrznej harmonii. Tego nie
      osiąga się w tydzień... To ciężka praca (nas sobą) wymagająca
      determinacji i konsekwencji, jednak przynosząca zdumiewające efekty.
      Kiedy jednak osiągniesz ten stan, wszelkie sytuacje zewnętrzne o
      sile destabilizującej będą odbijały się od Ciebie jak od szklanej
      kuli, a wówczas same będą zmuszone do pracy nad budowaniem
      wewnętrznej harmonii (by z Tobą żyć harmonijnie) lub do odwrotu
      (ponieważ próby "ataków" będą na Tobie nieskuteczne).
      I tu nie chodzi tylko o budowanie relacji z mężem, a w ogóle
      kreowania najwyższej jakości własnego życia (szczęścia - jak ktoś
      woli to określenie).

      Dodam, że sama się czasem kłócę, z tym, że nie burzy to mojego
      wewnętrznego poczucia harmonii i spokoju. Nawet jeśli zdarzy się
      unieść emocją, nie może ona przynosić konsekwencji w kolejnych
      dniach... (tego się trzeba nauczyć! bo nawet osobowość flegmatyczna
      nie jest gwarantem spokoju)
      • lady513 Re: Ci co się kłócą 27.12.08, 22:23
        Kami HOPE...wewnętrzną harmonię posiadam kiedy jest spokój w domu
        (około pięc dni, góra dwa tygodnie). Nasze kłótnie faktycznie
        destabilizują normalne życie. Bardzo przeżywam to, że po raz kolejny
        poszły bluźnierstwa i że się kłócimy. Dlaczego się kłócę? - ponieważ
        nie rozumiemy się, on mnie irytuje, nie mogę wytrzymac i często, za
        często mąż zachowuje się nie tak jakbym chciała. (Próbowałam
        odtworzyc wczorajszą scenkę, ale to za długie). Dlaczego dochodzę do
        siebie dwa dni? Ponieważ jest to tak silne przeżycie emocjonalne,
        ktore bardzo mnie boli i jestem na niego zła, że znów się kłócimy.
        Poza tym nie mam siły wyciągnąc pierwsza ręki. Oczywiście chcę byc
        utulona i ucałowana na zgodę, co nie ma miejsca. On może mi podac
        rękę, dac buzi i po problemie. Nie potrafię się zmienic tak, aby
        moje zachowanie wpłynęło na niego i dało nam wspólną "harmonię".
        Właściwie mam poczucie, ŻE Z POWODU ZWIĄZKU Z MĘŻEM MAM BARDZO SŁABĄ
        JAKOŚC ŻYCIA. Ja chcę szacunku i miłości, a częściej słyszę
        bluźnierstwa niż słowo: "Kocham Cię". Ja nie mam go za co kochac,
        ponieważ zbyt często sprawia mi przykrośc. W sumie nasze sceny z
        zycia malzenskiego to psychiczna przemoc i agresja,(tak mi sie
        wydaje i tak sie czuje). Dziekuje za odpowiedz i poprosze o jeszcze.
        • kicia031 Re: Ci co się kłócą 27.12.08, 23:14
          laczego się kłócę? - ponieważ
          > nie rozumiemy się, on mnie irytuje, nie mogę wytrzymac i często, za
          > często mąż zachowuje się nie tak jakbym chciała.

          Jesli oczekujesz, ze twoj partner bedzie sie zachowywac tak, jak ty bedziesz
          chciala, to musisz sie przygotowac na rozczarowanie. Oczekiwanie nie jest ani
          realistyczne, ani moralne, bo on ma prawo dzialac zgodnie ze swoimi a nie twoimi
          checiami. Przeciez to czlowiek nie robot i ma prawo miec wlasne pragnienia i
          dazenia.
          Nie piszesz, czym cie maz irytuje, a nie co robi wbrew twoim chceciom, byc moze
          masz racje wsciekajac sie (picie, zdrada, unikanie obowiazkow domowych) ale
          zastanawia mnie twoj dobor slow...
        • kami_hope Re: Ci co się kłócą 30.12.08, 23:52
          Po Twoim opisie wnioskuję, że pojęcie „wewnętrznej harmonii” jest Ci
          zupełnie obce.
          Zwróć uwagę na to, że Twoje samopoczucie, reakcje są uwarunkowane
          czynnikami zewnętrznymi. Nie jestem Ci w stanie ukazać na forum w
          czym rzecz, ale idąc za głosem innych, proponuję postarać się o
          terapię (przede wszystkim dla siebie!).
          Ktoś wspomniał, że żyjesz wyobrażeniami. I ja mam podobne odczucia.
          Masz zakodowany jakiś „szablon” w który chciałabyś wpasować swój
          związek. Mniejsza teraz o to w jaki sposób wbiłaś to sobie do głowy,
          wiedz jednak, że tak się nie da! Nie da się wpasować drugiego
          człowieka (każdy ma wolną wolę!) w ramy, bez żadnego uszczerbku.
          Takie działanie zawsze niszczy! Nie dziwi mnie, że mąż się broni…
          choć oczywiście nie pochwalam sposobu w jaki to robi, myślę, że po
          prostu broni się jak umie.
          Jeśli Twój mąż, nie odpowiada Twoim „standardom” – daj mu wolność i
          nie wciskaj go w za ciasne buty. Znajdź sobie takiego, na którego ów
          rozmiar będzie bardziej pasował.
          I zadaj tu sobie pytanie… dlaczego ktoś chciałby wkładać na siebie
          takie buty?
          Wątpię czy dojrzały mężczyzna chciałby bawić się w realizację marzeń
          z czyjejś bajki, tym bardziej, że księżniczka z owej bajki – w
          rzeczywistości nią nie jest.
          Dobrze Tri napisał… - jeśli nie podoba Ci się sposób w jakim zwraca
          się do Ciebie Twój mąż, powiedz mu o tym (po prostu: „nie podoba mi
          się sposób w jakim do mnie mówisz”, „jest mi przykro, kiedy zwracasz
          się do mnie w ordynarny sposób”, „zmień proszę ton, bo ja w ten
          sposób nie chcę rozmawiać”, itp.), jeśli mimo wszystko będzie
          zachowywał swój „styl”, odmawiaj prowadzenia rozmowy, lub/i (w
          poważnych sytuacjach) kontaktu (wyjdź z pokoju, z domu, wyjedź na
          kilka dni…wink. I bądź konsekwentna, tzn. nie łam zasad, które sama
          chcesz wprowadzić.
          Chciałaś wyjść za mąż, ok – wyszłaś. To teraz ucz się żyć w
          małżeństwie, albo spakuj zabawki i wracaj do swojej piaskownicy. Jak
          dojrzejesz, spróbujesz kolejny raz.

          P.S. Kiedy pacjent nie zgłasza lekarzowi dolegliwości, ten nie
          stawia diagnozy, więc nie ma czego leczyć. Tymczasem choroba może
          rozwijać się w najlepsze.
          Zwróć uwagę na własne „dolegliwości”, bo jeśli ich nie zauważysz,
          nie będzie czego naprawiać, a wypieranie problemów i zrzucanie
          odpowiedzialności na innych tylko pogłębia problemy, prowadząc w
          prostej linii do katastrofy.
    • mmilky11 Re: Ci co się kłócą 27.12.08, 23:26
      rozstanie tak bardzo boli..
      • taka_se_jedna Re: Ci co się kłócą 28.12.08, 08:27
        wydaje się, że doszłaś do takiego miejsca, kiedy m. denerwuje Cię
        bez względu na to co robi i mówi. Tak bywa, przecież wszyscy to znają
        , że jakaś osoba ( i nie koniecznie mąż czy partner..np. koleżanka z
        którą pracujesz w jednym pokoju) denerwuje człowieka jeszcze za nim
        cokolwiek powie, czy zrobi. Wydaje się, że robi coś specjalnie, na
        złość. NIe tak jak by się chciało. Ale to problem jest tej osoby
        która się irytuje. Tylko o ile w przypadku koleżanki czy kogoś mniej
        bliskiego człowiek się powstrzymuje..to komuś bliskiemu mówi,lub
        wykrzyczy co myśli a czasami,nie koniecznie chyba z pełną
        premedytacją, sam robi na złośc w tzw. duperelach i już jest powód do
        awantury i wyciągania cięzkiej artylerii
        • lady513 Re: Ci co się kłócą 28.12.08, 10:40
          cześc Wam,w sumie to spodziewałam się, że powiecie mi " droga
          Lady513 zmień forum na takie są maltretowane kobiety, bo jesteś w
          miejscu, gdzie mówi się o rozwodach... ale ja sie czuje ponizana w
          slowach.
          Jesteśmy małżeństwem sześc miesięcy, moze to jest docieranie się,
          ale boje się, że nie. Mąż wczoraj powiedział, że okaleczmy się i on
          też jest w szoku. O co są kłótnie...? Zaraz powiem, lecz najpierw
          dodam..., że nie chodzi o zdradę - jest pięknie wierny i oddany,
          zajmowanie się domem - też mu to ładnie idzie. Chodzi o brak
          szacunku w słowach. Która kobieta chce słyszec kiedy o coś
          cisnie "idź już spac bo mnie k... męczysz", innym razem "...
          odpiepsz się ode mnie", jeszcze innym, "to jak Ci jest tak źle to
          najlepiej się rozstańmy" do czego oczywiście nie dochodzi, ponieważ
          mąż raczej jest daleko od rozstania. Te nie do zniesienia słowa
          słyszę w chwili kłótni, jednak jeśli je często słyszę to zaczynam w
          to wierzyc. Przed wigilią poszło o pakowanie prezentów - błachostka,
          a ostatnio o kichanie. Ale EMOCJE z piekła zagrały. Moje też zagrały
          i zaczęłam krzyczec i bluźnic (ja zawrzałam pierwsza) (na niego też
          bliźniłam) ponieważ mam dośc tego wszystkiego (dwa lata sluchania w
          sumie wyzwisk i zlych slow pod swoim adresem to za duzo. To on
          najpierw z 50 razy wczesniej powiedzial spier..). Oczywiście któraś
          z forumowiczek powie mi, że nie chcę awantur a sama też je tworzę.
          NO WŁAŚNIE tylko jak tego uniknąc??? Nie potrafię i myślę, że to
          jest jakaś patologia. Czy małżonkowie się tak nie szanują. Nikomu
          nie powiedziałam tylu smutnych słów co jemu, bo tak mnie boli to co
          on mówi. Częściej słyszałam wyraz na "k", niż Kocham Cię. Ja w ogle
          nie slszalam jak ludzie sie tak mocno kloca. Moze na filmach.
          Pozniej cierpie wlasnie ze dwa dni. Czyli... sprawa wynikla w
          piatek, wczoraj sie powiedzmy pogodzilismy. Czy jestem zadowolona?
          Średnio, poniewaz wiem, iz niebawem stanie sie po raz kolejny to
          samo. Zawsze sie tak dzieje to dlaczego ma byc inaczej?
          Postanowienia sa takie, ze w momencie sytuacji stresowej powiemy
          sobie "Porozmawiamy o tym jutro". Nie wierzę w to! bo jak ma wyjsc
          slonce "tu i teraz", kiedy akurat jestesmy zli na siebie? Rozchodzi
          sie o bluznierstwa i brak wzajemnego szacunku. Ja sie mecze, a on
          mam wrazenie ze czuje sie jak ryba w wodze. No moze czasami pomysli,
          ze nie ladnie do mnie mowi, jednak i tak to robi. Dlatego mysle o
          rozstaniu.
          • serendepity Re: Ci co się kłócą 28.12.08, 10:58
            Jestescie malzenstwem od 6 miesiecy, slyszysz wyzwiska od 2 lat. Co Cie sklonilo
            do wyjscia za maz? Nie przeszkadzalo Ci, ze jestes tak traktowana przez poltora
            roku i chcialas zwiazac sie z nim na stale/zawsze?
            • lady513 Re: Ci co się kłócą 28.12.08, 11:19
              okej, slucham dalej...
              • tricolour To było bardzo dobre pytanie... 28.12.08, 11:39
                ... dlaczego chcesz odejść od faceta, który wyzywał Cie przed ślubem i to wtedy
                nie przeszkadzało, a teraz nagle przeszkadza? Dlaczego chcesz zmian u faceta,
                dla którego brak szacunku, agresja, poniżanie, przemoc fizyczna, są standardem?
                • jarkoni Re:To aż nie do wiary... 28.12.08, 12:11
                  Czytałem kiedyś, że największą naiwnością kobiety przed ślubem jest to, że ONA
                  osobiście go po ślubie zmieni... Jakby ten ŚLUB miał być jakąś magiczną granicą,
                  cudownym punktem w życiu, kiedy to on przestanie robić awantury, kląć, pić, bić,
                  zdradzać, kraść itp.itd.
                  Aż mnie przeraża kobiece przekonanie, że Ona Go zmieni.
                  Nie masz czarodziejskiej różdżki podejrzewam.
                  Terapia na pewno, a i to nie gwarantuje, ze nagle się ułoży idealnie.
                  Ale może poziom wzajemnych zachowań spadnie do okolic normalności- bo kłótnie
                  zdarzają się w każdym małżeństwie..
                  Powtarzam: "zdarzają", a nie są na porządku dziennym ze stekiem wyzwisk, bo
                  zostaje już malutki kroczek do rękoczynów..
                  Dobrze, że dzieci nie macie
                  • tricolour A może facet jest w porządku... 28.12.08, 12:17
                    ... przyjrzyj się cytatom:

                    "idź już spac bo mnie k... męczysz", innym razem "... odpiepsz się ode mnie",
                    jeszcze innym, "to jak Ci jest tak źle to najlepiej się rozstańmy" do czego
                    oczywiście nie dochodzi, ponieważ mąż raczej jest daleko od rozstania.

                    Może Lady zatruwa życie i świętego szlag by trafił. O swoim facecie wszak pisze
                    "jest pięknie wierny i oddany, zajmowanie się domem - też mu to ładnie idzie".
                    Może facet nie chce chodzić na smyczy i stąd awantury? W każdym razie nie
                    zachowuje się tak, jak Lady chce, a na rozwiewanie takich wątpliwości był czas
                    przed ślubem.
                  • welcometopoland Re:To aż nie do wiary... 08.01.09, 16:23
                    Moja stara mysli tak samo..

                    Najpierw slub mial wszystko zmienic (na lepsze), potem dziecko, potem willa
                    G. prawda ! Zycie tylko spietrza problemy a ludzi po 30-35 lat nie da sie
                    zmienic jesli sami sie nie zmienia.
                    Przed slubem godzimy sie na jakis kompromis bo nie chcemy dalej szukac a po
                    slubie niektore zaczynaja marzyc o ksieciu z bajki.
                    Bo sasiadka, kolezanka ma lepiej (tyle ze moze jest aktorka lub modelka).

                    Smutne i dziwne ale przysiega malzenska idzie do kibla.
          • ronja.r Klasyka... 28.12.08, 15:22
            To jest klasyczny problem i nie rozumiem ze Twoj terapeuta Ci tego nie
            wytlumaczyl. Sprawa jest prosta: takiego zachowania nauczyl sie w domu i to dla
            niego normalne. Tak ojciec zwracal sie do matki, tak matka odpowiadala, tak sie
            zwracano do dzieci i wszystko w rodzinie wiec tylko machnac na to reka. Tam tak
            funkcjonowalo i on nie zna czegos innego, nie widzi w tym nic zlego, nie rozumie
            Twoich reakcji.
            Twoj problem uswiadomic mu ze to nie jest normalne zachowanie.
            Nie pomoze Twoj krzyk, Twoje bluzgi na niego. To tylko prowadzi do wiekszej
            klotni. Naucz sie reagowac asertywnie...gdy on jest zly i niesympatyczny,
            krzyczy postaw granice, powiedz ze w takim tonie Ty nie chcesz rozmawiac. Musisz
            mu uswiadomic jak TY czujesz gdy on sie w taki sposob do Ciebie zwraca a
            uswiadomic mu mozesz jedynie gdy jest spokoj i harmonia. Gdy Ty jestes spokojna,
            gdy jest wlasnie ta mila chwila miedzy Wami wtedy jest czas aby o tym
            porozmawiac a nie gdy jestescie zli na siebie.
            Wydaje mi sie ze powinnas jeszcze raz isc do jakiegos terapeuty aby nauczyl
            Ciebie asertwnego zachowania a mozesz Ty sama przakazac to swojemu mezowi.
            Jeszcze nie jest za pozno.
            Pozdrawiam
            • blenkitny Masz racje Ronju 29.12.08, 09:37
              zdecydowanie asertywne zachowanie i raz jeszcze nie pozwalanie
              na takie traktowanie.

              To jest nie normalne zachowanie-takie bluzganie.
              To jest wynaturzenie malzenskiej komukacji i my to potepiemy
              i my nie szukamy akceptacji dla takiej formy wyrazania swoich pogladow.

              • tricolour Potępiamy nie tylko bluzganie... 29.12.08, 10:16
                ... w rodzinie.

                Potepiamy także bluzganie na forum pod osłoną nocy lub w porze
                niskiej oglądalności - czyli potepiamy tchórzostwo. Potepiamy także
                kłamstwa i intrygi, potepiamy wazeliniarstwo wobec nowych i jeszcze
                nieświadomych koleżanek. Potepiamy język wciskający się między
                kolana, który prowadzi (i słusznie) do jawnego ostracyzmu. Potępiamy
                niechęć do dyskusji, a chęć do pokrzykiwania zza monitora.

                Zalecamy asertywność, zalecamy dzielenie sie swoimi doświadczeniami.

                smile
              • lady513 dalej od lady513 29.12.08, 10:53
                Serendepity, Tricolour, Jarkoni... Gdybym czytała podobne wypowiedzi
                jakie jak moje, też bym tak powiedziała. Czy ja nie widziałam tego
                przed ślubem - tak widziałam, czy ja się nie bałam - owszem bałam
                się! Czy ja nie myślałam że źle robię? - Tak też myślałam.
                Ale czasami też myślałam inaczej, chociaż tutaj każde argumenty
                wydadzą Wam się śmieszne i może takie są.
                I dalej... próbowałam nauczyc się asertywnego zachowania - do tej
                pory jak widac nie wyszlo mi.

                Przecież nie bez przyczyny znalazłam się na forum o rozwodach. Tak -
                właśnie zaczęło mi to bardziej przeszkadzac, albo nie miałam komu o
                o tym opowiedziec, poniewaz nie chce płakac przyjaciolkom w rękaw.
                Kto lubi słuchac o smutnych sprawach? Poza tym wszyscy myslą, że
                jest miedzy nami super. (poza sąsiadami, których się już wstydzę)
                Mam taką wojnę domową.
                Prawdopodobnie się rozejdziemy. ps. podobno mamy isc do psychologa,
                wczoraj pomiędzy gazetą a telewizorem (wcale nie napiszę że udało mi
                się) mąż powiedział - dobrze, jeśli to jest ważne dla Ciebie to
                pójdziemy na terapię. Ale wiecie co? Myślę, że kiedy wrócimy z
                sylwestra, sprawa ucichnie i nic się takiego nie stanie. Przecież
                nie zaprowadzę go na siłę, jesli on tego nie czuje.
                Wspaniały chłopak z kulturalnej rodziny... mało mogę dotrzec do tego
                co bylo miedzy jego rodzicami i mysle, że odbywalo się to "w białych
                rękawiczkach". Proszę Państwa - chciałam wyjsc za mąż - ot co!
                dlatego to zrobiłam. Chciałam zaspokoic pragnienia innych i moje
                wyobrażenie o sobie jako przyszłej trzydziestolatki. Ot co. Chciałam
                byc mężatką. A teraz jestem bliska rozstaniu. I wcale nie czekam na
                złośliwe odpowiedzi. Złośliwości i kłótni w życiu MAM DOŚĆ.
                • blenkitny dalej do lady piecset trzynastej 29.12.08, 11:17
                  No to jesli nie bylo milosci, tylko przymus srodowiskowy
                  bez zaru i ognia w Twoim zwiazku, to ciezko bedzie rozpalic
                  to psychologowi
                  • lady513 Re: dalej do lady piecset trzynastej 29.12.08, 11:54
                    Miłośc też jest i była. Ale gdybym tylko pisała, że zrobiłam to z
                    miłości to też będzie naiwne. Wiesz co błękitny, zauważyłam że
                    Miłośc nie zawsze jest bezinteresowna, kocha się kogoś za dobre
                    serce i wszystko inne co wspaniałe. A kiedy od ukochanego serca
                    otrzymuje się ból, to miłośc tak już nie płonie. Gotowa jestem
                    pokochac bardziej, a nawet tego chcę i pragnę.
                    • blenkitny dalej do lady piecset trzynastej 29.12.08, 12:11
                      Milosc to uczucie czyste w sobie, bardzo altruistyczne,
                      malzenstwo moze, ale byc nie musi-bywa dla ochlody

                      biore lyk zimnej wody i biore sie do pracy

                      pozdrawiam Ciebie serdecznie

                      • lady513 Re: dalej od lady piecset trzynastej 29.12.08, 14:09
                        smile ja Ciebie też błękitny, L.
                        I chyba do jutra nic nie napiszę, nie mam żadnych nowości, wręcz
                        przeciwnie czuję to samo. Mam akurat wolne w pracy co tym bardziej
                        jak widzę sprzyja powstawaniu konfliktów. Zapytałam męża (bo coś tam
                        znów zaczęło się dziac), czy Ty mnie w ogole kochasz?, a on na
                        to "nie i chyba w ogóle mi z Tobą nie po drodze..." A za chwilę
                        rozmawiamy, czy pójdę do lekarza, on mi chce pomóc i że ja się
                        dziwnie zachowuję. Szkoda gadac. Smutno mi bardzo.
                        • blenkitny Re: dalej od lady piecset trzynastej 29.12.08, 17:36
                          No to fajnie. To jestesmy umowieni na kolejna rozmowa.

                          Myslę, ze czuj się po prostu swobodnie. Nie ma przymusu wypowiedzi.
                          Swobodna dyskusja bez nadmiaru zwierzen.
                        • blenkitny 30 godzin do końca roku 30.12.08, 18:07
                          Więc pomyślałem sobie, że trzeba skończyć tą niedokończoną rozmowę.

                          Przeczytałem jeszcze raz na spokojnie Twoje wszystkie słowa.
                          Dochodzę do wniosku, że podlegasz pod hasło;
                          kryzys nie pod rozwód jeszcze.
                          Oczywiście to będzie wymagało również Twojej pracy,
                          bo chyba jednak troszkę lubisz marzyć a nie chodzić po ziemi.

                          Dalszego zapału Tobie życzę.
                          Serdecznie pozdrawiam
                          Trzymaj się.
            • lady513 Re: Klasyka... 29.12.08, 11:02
              dziękuję Ronja za Twoją wypowiedź. Wiem co masz na mysli, nie za
              bardzo wiem jak było pomiędzy jego rodzicami (mamy już nie ma) A
              kiedy pytam się męża - mówi, żebym zapytała się jego taty. Jak mam
              mu to uświadomic? Jak? Czy to możliwe?
              • jarkoni Re: Klasyka? 29.12.08, 18:38
                A gdyby zmienić zasady tej klasyki? Gdyby nie odpowiadać "bluzgami na
                bluzgi"(ależ to okropne określenie).
                Ja miałem zawsze odpowiedź na obraźliwe słowa lub podniesiony ton - że w taki
                sposób rozmawiał nie będę. Jeśli nie pomagało - wychodziłem, obiecując, że
                wracam za parę minut, kiedy już interlokutor ewentualny ochłonie i się uspokoi.
                Albo merytoryczna rozmowa/wymiana zdań, albo nic- jak w reklamie Suzuki.
                Albośmy dorośli i rozmowa na poziomie, bez bluźnierstw, albo takiej rozmowy nie
                będzie.
                Jeśli potrzebuje więcej czasu na ochłonięcie, proszę bardzo, wracam za 3 dni..
                • welcometopoland musiales sporo wydawac na hotele :) 08.01.09, 16:33
            • welcometopoland Grubo sie mylisz ronja ! 08.01.09, 16:27
              Ja mialem kochajacych sie rodzicow i bylem b. spokojnym czlowiekiem do czasu gdy
              zaczalem szukac tej JEDYNEJ i zamieszkalem w nerwowej Wawie z nerwowa praca za
              kupe kasy i doloczylem do rzeszy szczurow !

              10 nieudanych zwiazkow od miesiaca do 1,5 roku - trafianie na glupie lub
              neurotyczne laski no i potem zwiazanie sie z krypto-spokojna zona z rozbitej
              rodziny (co wyszlo PO slubie) i BACH !!!
              Potem zycie ponad stan bo ona chciala wszystko miec, frustracja spadkiem
              aktywnosci seks. po porodzie i po slubie, mniej kontaktow z kolegami i ...
              mieszanka wybuchowa gotowa.

              Ostatnio przestalem ogladac polskie dzienniki TV - nieco pomaga smile
          • septemberro Jakbym widział siebie i swoją żonę 19.01.09, 09:39
            Zamiast skupiac sie na nim jak na przyczynie kłótni o nic (o
            pkowanie prezentów?????), skup sie na sobie. Jakbym widział siebie,
            mi tez po kilku latach pusciły nerwy, jak w kółko moja żona się
            czepiała, o jakieś drobiazgi typu pakowanie prezentów, wyjście WTEJ
            SEKUNDZIE do sklepu, a nie za 15 minut, itd. To nie jest tak, ze on
            jest zły. albo że ty jestes zła. Po prostu do siebie nie pasujecie,
            tak jak czerwona i niebieska skarpeta. Znajdź sobie kogoś z takimi
            samymi wartościami, charakterem i podejściem do życia jak ty i albo
            będzie ci razem z tym kimś dobrze albo się zagryziecie (w zalezności
            od charakteru). I pozwój swojemu mężowi znaleźć inna kobietę, z
            którą też dopasuje się charakterem i będzie czuł się dobrze albo się
            zagruyzą.

            Czy mogłabys bliżej opisac tę sytuację z pakowaniem praezentów? Czy
            jest to takie czepianie się o nic, że aż wstyd opisać?
            • septemberro I jeszcze jedno 19.01.09, 09:46
              Może masz w sobie coś denerwującego, że mąż w końcu nie wytrzymuje?
              Mnie na przykłąd w twoich postach drażni, że nie piszesz po kolei:
              co się stało tylko od razu piszesz o swoich reakcjach na to co się
              stało, typu: "poszło o pakowanie prezentów (opisze tę sytuację
              później) i się pokłóciliśmy, on powiedział to i to". Może najpierw
              podałabys przyczyne a potem opisałabyś skutek? Tak samo wygląda
              rozmowa z moją żoną, w ogóle nie na temat albo jakieś wnioski
              wysnute z sufitu.
          • zbyta Re: Ci co się kłócą 19.01.09, 11:00
            Witam Cię, moi przyjaciele mieli podobne małżeństwo, jak było dobrze, to było
            dobrze, a jak zaczynali się kłócić, to wyzywali się od najgorszych, potem
            przyszedł czas na rzucanie w siebie przedmiotami, on szarpał ją, ona kiedyś
            rozbiła mu kubek na głowie. Potem on powiedział "mam tego dość", ona
            przepraszała, płakała i prosiła by został, że ona się zmieni, on odpowiadał że
            już miała się zmienić i nic z tego nie wychodziło. W końcu on poszukał sobie
            kochanki i co za tym idzie kogoś, do kogo będzie mógł odejść. Nie są razem od
            lipca, a jutro mają sprawę rozwodową. Ona się uspokoiła, układa sobie życie w
            pojedynkę, on cieszy się na nowo zdobytym kawalerstwem i szaleje co miesiąc z
            inną "ukochaną". Niestety, jak nie pójdziecie na terapię, to u was scenariusz
            będzie podobny. Zastanów się więc czego chcesz, bo z twoich listów odnoszę
            wrażenie, że ty decyzję już podjęłaś, szukasz teraz kogoś, kto pogładzi się po
            głowie i powie, że dobrze zrobiłaś. Ale nie sądzę, byś znalazła tu zrozumienie,
            jeśli sama nie robisz nic, by małżeństwo naprawić. Pozdrawiam i życzę, by udało
            się poskładać Ci życie do kupy.
    • kicia031 Juz chcialam ci napisac 29.12.08, 19:03
      Chcialam napisac, ze jak ci facet mowil odpieprz sie, to powinnas sie zastosowac
      do tego zyczenia, a nie brac z nim slub.
      po namysle jednak: teraz jest tak, ze wulgaryzmy stracily na znaczeniu, bo
      wszyscy ich uzywaja, nawet najkulturalniejsi (ja na przyklad wink))

      mam dla ciebie inna propozycje: zacznij i skup sie na sobie. Zwiazek to system i
      zmiana w jednym elemencie systemu pociaga za sobia zmiany w innych jego
      elementach. Dla mnie koncepcja, ktora warto zglebic to terapia dla ciebie -
      jesli maz nie chce terapii dla zwiazku. Zmienisz sie ty, zmieni sie i wasz zwiazek.
      A jakich zniam IMHO powinnas dokonac? Dla mnie kluczowe sa tu2 sprawy - jedna
      absolutnie zasadnicza. Musisz przestac uczestniczyc w tych awanturach. Nie
      reaguj kiedy maz bluzga, jesli mu odpowiadasz tym samym to ma podstawy sadzic,
      ze akceptujesz ten rodzaj komunikacji. Pozwol mu wygrac, zgodz sie znim od czasu
      do czasu ( i rob dalej po swojemu) i przede wszystkim nie krzycz i nie bluzgaj.
      2. Musisz zaczac sie uczyc stawiania granic. Nie wychodzi ci asertywnosc - to
      zacznij od jakiegos kursu, treningu, pocwicz a kolezanka. Ale jesli wdrazysz
      punkt pierwszy, to raczej nie bedziesz nawet musiala stawiac tych granic. Uwierz mi.
    • welcometopoland to typowe toksyczne malzenstwo 08.01.09, 16:16
      ..mam tak od 5 lat.
      Przed slubem bylo tez srednio ale dzieki lozku sie dogadywalismy smile
      Byly naciski rozeirdzionych tesciow by coreczke wydac za maz i wydali.
      Potem proba nr 1 - dziecko, potem proba nr 2 - bezrobocie 1,5 roku, potem
      dostatek ale proba nr 3 - budowa domu (bo zonka MUSI miec wille).
      No i w tej chwili jest willa, cudowny chlopak 5 lat a po milosci niewiele
      zostalo - sex raz na miesiac (okres) lub rzadziej.

      Ja zmeczony zalotami daje se pomalu spokoj (tzn, TV i raczka poki co), wycieczek
      i wieczorow nie organizuje, po 4 latach przestalem proponowac poradnie bo zonka
      jest OK i cool i tylko mnie wysyla do psych. i straszy od 4 lat rozwodem (bo
      modny dzieki netowi i pisemkom)
      Klotnie zwykle o g.. mamy co 2 tyg i przed swietami, wakacjami.

      Chyba najlepiej byloby poznac Twego meza z moja stara - pewnie by pasowali do
      siebie smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka