lady513
27.12.08, 21:01
wczoraj jak zwykle pokłóciłam się z mężem, te kłótnie są bardzo
bolące i zero kreatywne. Nigdy po nich nie ma żadnych postanowień.
Już nawet nauczyłam się bluźnic bo i on to robi. Bardzo mi smutno,
że tutaj trafiłam, ale myślę o rozwodzie i o rozsaniu. Nie wiem co
ze sobą począc. Po kłótniach boli mnie głowa i dwa dni dochodzę do
siebie, bo tak mocno się kaleczymy. Ja nie chcę go ranic, on też
tego nie chce ale i tak to czynimy.
Moi rodzice rozwiedli się kiedy byłam mała, więc rozwód wydaje mi
się jedyną alternatywą. Nie znam innego rozwiązania. Oczywiście
proszę męża o zgodę na terapię małżeńską już około pół roku, ale jak
twierdzi "się nie wybiera". Ja sama też byłam u psychologa z naszym
problemem lecz to niewiele mi dało. Zrezygnowałam, ponieważ terepia
wymaga wspólnego zaangażowania. Zdaję się, że sami nie poradzimy
sobie z problemami. Nasze kłótnie są o bzdury o nic poważnego, to
jest jak walka emocji bez żadnych wątków. Tylko nerwy i
bluźnierstwa. Dlaczego dwoje ludzi to spotyka?
Po prostu nie radzę sobie, a przyjaciółkom nie mogę sie stale żalic.
Mamie też nie chcę sprawic przykrości. Myślę, że odpoczynkiem i
oddechem będzie rozstanie, tylko kiedy się na to zdecyduję?