powód rozwodu

20.01.09, 13:41
Witam
chciałam się dowiedziec, jak to jest z powodami złożenia pozwu o
rozwód. U mnie w związku nie ma problemów i kłótni których nie
dałoby się rozwiązać, szanujemy się, niby razem zyjemy ale tak
naprawde osobno, bo nie jestem z nim szczesliwa. Nie kocham go i
mnie juz nie pociaga fizycznie. Po sobie widze, ze zaczynam sie
zmuszac do bycia z nim. Mogłabym porozmawiac z nim ale co to da -
nie zmienie swojego nastawienia do niego. Dlatego pomyslałam o
rozwodzie, bo tak jakoś sobie wytłumaczyłam, że nie mogę być
nieuczciwa wobec niego. Wiekszość osób z tego formu przeżywało
dramaty, kłótnie, alkoholizm, znecanie psychiczne a u mnie po prostu
nie ma miłości. Czy to może być powód do złożenia pozwu?
    • pyzol31 Re: powód rozwodu 20.01.09, 13:53
      a może własnie spróbuj porozmawiać, jesli to nic nie da i jestes
      przekonana że go nie kochasz i nie chcesz z nim byc, to sie
      wyprowadź, odejdź od niego, zobacz jak to jest żyć bez niego, nie
      twierdzę ze zatęsknisz, ale może popatrzysz na to wasze wsólne życie
      z dystansem i coś sie zmieni, coś znowu zaskoczy...jeśli nie to
      wtedy pomyśl o rozwodzie...
      rozumiem cie jestes wypalona, przez to rozżalona i jest ci źle
      chcesz sie uwolnić i zwiać, bo człowiek za którego wyszłaś nie jest
      już dla ciebie tym samym, przestałaś kochać, a powody mogą byc
      różne, ale najpierw spróbuj pogadac a potem moze pobyć sama, z
      pozwem jeszcze poczekaj
    • tricolour Jeśli nie chcesz być nieuczciwa... 20.01.09, 13:53
      ... to napisz w pozwie, że Ci się małżeństwo znudziło, nie chcesz porozmawiać z
      mężem o problemie i nie podjęłaś żadnej próby naprawy.
      • rene_30 Re: Jeśli nie chcesz być nieuczciwa... 20.01.09, 14:21
        ale jaka próbę naprawy mam podjąć? że co "mój męzu, nie kocham Cię i
        jak możemy ten problem rozwiązać?" wielokrotnie z nim rozmawialam,
        mówiłam czego pragnę, pytałam czego on pragnie. Mnie brakuje w
        związku bycia razem, robienia wspolnie rzeczy, tylko niestety ona ma
        inne zainteresowania niż ja. Oczywiscie uczestniczyłam w jego
        pasjach, jezdziłam z nim gdzie chciał, jednak stan zdrowia nie
        pozwala mi na kontynuowanie tego. Probowałam zarazic go swoja pasja -
        stwierdził ze to nie dla niego. Oddalamy sie od siebie - on sobie,
        ja sobie. Mam wrazenie, ze łączy nas wyłącznie dom, rachunki i
        wspolne łóżko w sypialni.
        • tricolour Łączy Was wiele... 20.01.09, 14:27
          ... i gdy tak powiesz w sądzie, to oddali pozew.

          Prawdę mówiąc nie wiem jak pomóc osobom, które same sobie nie potrafią pomóc...
          są terapie małżeńskie, są indywidualne terapie.
        • pyzol31 Re: Jeśli nie chcesz być nieuczciwa... 20.01.09, 14:28
          to dużo was jeszcze łaczy jeśli wciąz jest wspólne łózko w sypialni,
          uwierż mi to bardzo dużo...
          • rene_30 Re: Jeśli nie chcesz być nieuczciwa... 20.01.09, 14:46
            spimy w jednym łóżku, ale to nie znaczy ze uprawiamy seks.
            a jesli złoże pozew z orzeczeniem o mojej winie ale czy to ze go nie
            kocham jest moją wina?
            • tricolour Nie można złożyć pozwu z orzekaniem własnej... 20.01.09, 14:50
              ... winy zgodnie z zasadą: jeśli jest się winnym, to się naprawia, a nie psuje i
              zostawia.
              • hb1980 Re: Nie można złożyć pozwu z orzekaniem własnej.. 29.01.09, 19:43
                otoz mozna tak zrobic - moja exowa zlozyla pozew z uznaniem wlasnej
                winy, sad sie do tego przychylil, a cala rozprawa trwala moze 20
                minut...
        • fragile66 Re: Jeśli nie chcesz być nieuczciwa... 20.01.09, 15:15
          oj, jeździcie sobie po dziewczynie, jakby mało miała zmartwień.

          Złączenie poprzez dom, rachunki i wspólne łóżko to jest mało dla
          twojego życia uczuciowego.
          Ale doświadczeni ludzie dobrze ci podpowiadają, że dla sądu to nie
          wystarczy.

          Jeśli ci takie życie nie odpowiada, a na męża nie chcesz liczyć,
          pozostaje ci wyprowadzka i porzucenie męża.
          Po paru miesiącach albo on złoży pozew z twojej winy, albo ty
          złożysz pozew bez orzekania o winie.

          Do zawarcia małżeństwa "wystarczy" dwoje dorosłych chętnych. Do
          rozwiązania potrzeba jeszcze sędziego.
          • titta4 Re: Jeśli nie chcesz być nieuczciwa... 22.01.09, 18:30
            A ja Cie rozumiem- bez uczucia to równia pochyla.ale faktycznie spróbowałabym
            jeszcze terapii...nic nie piszesz o dzieciach-macie?
    • kami_hope Re: powód rozwodu 22.01.09, 21:52
      Jeśli już go nie chcesz, po prostu odejdź.

      (Rozwód, to formalność. Najpierw rozstanie musi stać się faktem...
      trzeba mieć "coś" do uregulowania w urzędzie)
      • z_mazur Re: powód rozwodu 23.01.09, 10:10
        Dokładnie też tak myślę. Skoro nie chcesz z nim być to odejdź od
        niego. Żeby sąd orzekł rozwód, to musi pierw nastąpić rozpad
        związku, sąd to tylko formalnie potwierdza.
    • cosmopszczolka Re: powód rozwodu 22.01.09, 22:06
      Napisz w pozwie, że powiało nudą w związku, i tylko paragon zakupu
      gdzieś Ci się zapodział. Ot prosto i uczciwie.
      • ninkus81 Re: powód rozwodu 23.01.09, 09:53
        Ja rozumiem całkowice, mam tez podobna sytuacje. Wina nigdy nie jest
        po jednej stronie. Nie wiem co doradzić bo sama jeszcze nie
        rozwiązałam swojego problemy sad Ale o powód jaki podasz w pozwie to
        się teraz nie martw, moze później jak opadna pierwsze emocje
        dogagasz się z mężem i uregulujecie tą sprawę.
        • super.anczysko Re: powód rozwodu 23.01.09, 13:39
          ja mam taką sytuację... Wyszłam za mąż bo wydawało mi się, że kocham
          męża, że to ten jedyny. Na początku było świetnie, dogadywaliśmy się
          bez problemu. Ale potem to gdzieś uciekło. Sama nie wiem co się
          stało, chyba klasycznie się odkochałam. Nie wiem jak to ująć, jak to
          nazwać, ale nie obchodziło mnie nic... Chodziliśmy na osobne
          imprezy, mieliśmy osobnych znajomych, różne zainteresowania. On jest
          jak żywy ogień, ciągle gdzieś biegnie, coś robi, ma swoje pasje,
          których ja nie podzielam. Wyjeżdża do Egiptu, do Szkocji, Bóg wie
          jeszcze gdzie, bo zachłysnął się nurkowaniem. A ja? Uwielbiam swój
          dom, swoje książki, swoją muzykę i swój święty spokój. Nie podzielam
          jego pasji, lubię sport ale z perspektywy kanapy, z której oglądam
          mecze i inne wydarzenia, lubię politykę, której on nie znosi i nie
          rozumie. Boję się jeździć na rowerze (bo kiedyś miałam wypadek),
          więc nawet tego nie robimy razem, próbował mnie namówić na narty,
          też nie chciałam... Więc sama w pewnym sensie jestem sobie winna. Po
          drodze gdzieś zagubiła się bliskość, seks stał się jakąś rutyną,
          gdzie nie było przyjemności, tylko obowiązek. Zresztą on, wyżywając
          się fizycznie w inny sposób też tak strasznie do współżycia nie
          ciągnął. Nie mamy dzieci, z powodu mojej choroby z przeszłości, nie
          chcieliśmy adopcji. I tak sobie żyliśmy niby razem, ale osobno. I
          przyszedł w końcu dzień, w którym nas otrzeźwiło. Mamy spore
          dochody, więc wpadliśmy na pomysł budowy domu i to nas zastopowało.
          Budować dom? A po co? Dla kogo? Tylko dla mnie, bo ja tam będę
          przebywać? Bo on będzie fruwać po morzach i oceanach świata? Nie,
          dziękujemy, powiedzieliśmy sobie. Zarzynać się z budową, denerwować
          tym wszystkim po to, żeby dom nie był dla nas pewnego rodzaju
          szczęściem i przystanią? Tylko miejscem gdzie ja czytam i robię
          swoje, a on przepłukuje swój strój do nurkowania i przygotowuje się
          do dalszej wyprawy??? Rozmowa jedna, druga... Nagle zobaczyliśmy, że
          żadnemu z nas nie zależy, ani mnie, ani jemu. Że właściwie nie mamy
          o czym rozmawiać oprócz tego co tam w pracy i jak się czują rodzice.
          Że nie chcemy ze sobą sypiać. Że nic właściwie nie chcemy razem
          robić.
          Postanowiliśmy się rozstać na razie tak normalnie, kupiliśmy drugie
          mieszkanie dla mnie, wyprowadziłam się. I ze swojej perspektywy mogę
          powiedzieć - odetchnęłam. Mogę robić co chcę i jak chcę. On też może
          jechać gdzie chce i wracać lub nie wracać jeśli nie chce. Nie myślę,
          że go jeszcze nie ma i ja coś muszę sama załatwiać, albo coś w tym
          rodzaju. Teraz wiem, że w ogóle go już nie mam, więc załatwiam co
          trzeba nie oglądając się na nic. Nikt mnie na nic nie namawia i nie
          złości się jak mówię nie. Ja też nikogo na nic nie namawiam i nie
          jestem zła i nieszczęśliwa kiedy ktoś mówi nie.
          Podsumowując 15 lat naszego związku, nie mogę powiedzieć że zawsze
          było źle, tylko że coś się stało kilka lat do tyłu. Może gdyby były
          dzieci, coś by nas połączyło, mieliśmy dla kogo żyć, pracować,
          rozwijać pasje w dzieciach... Nie wiem. Jak sobie wspominam, nigdy
          tak naprawdę się nie pokłóciliśmy bo nie mieliśmy o co. Dziwny
          związek.
          Przez cały czas seperacji mamy ze sobą kontakt, wpada mąż czasem na
          obiad, na kolacje, ja bywam u niego, pogadamy o pierdołach, o
          znajomych i tyle. Mamy wspólne zwierzę, więc bywa u mnie i pilnuje
          gdy mnie nie ma. I widzę, że mu tak samo dobrze jak mnie, osobno.
          I miesiąc temu zadecydowaliśmy - składamy pozew. Formalnie niech się
          to już zakończy, może on pozna kogoś, kto będzie z zachwytem w
          oczach marznął w przerębli wydłubanej w lodzie? Może ja znajdę kogoś
          kto z zainteresowaniem posłucha ze mną relacji z posiedzenia sejmu?
          Albo przeczyta "Wielkich zboczeńców" Watały i nie powie, żem
          chora? smile Owszem, mieliśmy trudności z uzasadnieniem pozwu,
          pojechaliśmy na różnicy charakterów, innymi priorytetami życiowymi,
          różnicą w zainteresowaniach i sposobie patrzenia na życie. Mam
          nadzieję, że sąd nie będzie robił problemów, pomoże nam ta faktyczna
          seperacja.
          Tyle. Przepraszam za przydługi wywód.
          Aha i jeszcze jedno. Takie pary jak my mają ciężką przeprawę przy
          rozstaniach, jeśli chodzi o otoczenie, mam na myśli rodziców,
          znajomych. Do dziś słyszę: porąbało was??? taka fajna para???
          przecież on nie pił, nie bił cię, nie chodził na baby... Coś Ty
          chłopie, zwariował? ona taka fajna dziewczyna, czego od niej chcesz?
          przecież nie lata na boki, nie marnuje pieniędzy na babskie ląfry i
          inne rzeczy??? No jak wytłumaczyć to komuś, kto tego nie przeżył? To
          czasem mi się wydaje najtrudniejsze w tym wszystkim
          Pozdrawiam.
          • rene_30 Re: powód rozwodu 26.01.09, 09:23
            jakbym czytała kartki ze swojego zycia. Dziękuję, teraz wiem ze nie
            jestem odosobnionym przypadkiem. My również nie mamy dzieci i
            wydawało się ze to był nasz swiadomy wybor a jednak nie - moj maz
            zmienil zdanie. Ale mniejsza o to. Jedno wiem, ze nie wolno
            podejmowac pochopnie decyzji wiec sobie dałam czas.
            • verbena1 Re: powód rozwodu 01.02.09, 19:18
              Kiedy czytam o Waszych problemach dotyczacych powodu rozwodu to
              ciesze sie ,ze nie mieszkam w Polsce bo tu gdzie mieszkam nikt nie
              pyta o powod rozwodu. Rozwod dostaje sie bez problemow nawet ,gdy
              jedna ze stron jest przeciwna.
              Przy rozwodzie kladzie sie nacisk na sprawiedliwe podzielenie
              majatku, ewentualne alimenty dla zony i to wszystko.
              Jestem w trakcie, po drugiej rozmowie z mediatorem, maz protestuje i
              nie zgadza sie na alimenty ale jego protesty na nic sie zdaja bo o
              tym rozstrzyga sad i prawo.

              Nie musze Wam pisac jak stresujace jest rozstanie po 12 latach, sama
              wystapilam o rozwod i decyzji nie cofne ale jednak troche zal....
              Powodem sa ,miedzy innymi ,zupelnie inne nasze zainteresowania, brak
              kontaktu na wszystkich plaszczyznach i coraz
              bardziej "przeszkadzanie sobie" w domu. Dzieci nie mamy, jestesmy
              dosyc wiekowi, z bagazem poprzednich doswiadczen.

              Kiedys zadalam sobie pytanie: czy chce sie zestarzec przy boku tego
              mezczyzny? Odpowiedz byla - nie, wole juz sama.

              ps.tak apropos, milo sie czyta to forumsmile


Pełna wersja