Dodaj do ulubionych

Bezuczuciowa żona - to schemat, który się powtarza

22.02.09, 16:30
Czy dla was taki schemat brzmi równie znajomo:

Romans, miłość, jakiś tam czas "chodzenia" ze sobą, wreszcie ślub, pojawienie
się dziecka, walka z codziennością

a następnie:

kompletny zanik czułości ze strony żony, jej chłód emocjonalny, brak miłości
do męża, notoryczne odmawianie seksu aż do jego całkowitego zaniku

w konsekwencji:

ROZWÓD

???

Ja i kilku moich kolegów mamy identyczną sytuację - żony nas zostawiły.
Jesteśmy w trakcie pisania pozwów rozwodowych, wyprowadzek itp. Cechy wspólne
żon: wiek żon ok 30-35 lat, dzieci w wieku ok 3-5 lat. Wymienione powyżej
"zimne" zachowanie żon równie identyczne.


Każdy z "zostawionych" mężów ma inne cechy charakteru, inną sytuację
materialną itp - te czynniki można potraktować więc jako nieistotne i w nich
nie dopatrywał bym się powodów rozpadu małżeństwa.

Zaczynam podejrzewać, że podobne zachowanie kobiet po ślubie to jakiś
podstępny, złowrogi schematsmile
Czy odniósł ktoś podobne wrażenie?
Obserwuj wątek
    • mariefurie Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 22.02.09, 16:46
      Mam podobne przemyslenia. ale bardziej mnie zastanawiało: raz - po co kobiety,
      ktorym mężczyzna za chiny ludowy do niczego nie jest potrzebny - wychodzi za mąż.
      Dwa - na ile faceci potrafią być zaślepieni w tej swojej milości, ze nie
      potrafią zauwazyc, ze kobieta, ktorą tak pragną za małzonkę, wcale ich nie
      kocha. malo tego, w ogóle, jako człowiek, jest z innej zupełnie bajki, zero
      płaszczyzny porozumienia. nic. I to od samego początku. Ale brną....

      ...a potewm rozwod, płacz i obgryzanie paznokci.

      No ciekawe to jest.
      • mariaeva tak i 22.02.09, 17:30
        tez nei raz nad tym myslalam
        tym bardziej ze zazwyczaj jesli jest kobieta zupelnie odbiegajaca od
        schematu opisanego prze autora postu
        to dla odmiany facet zachowuje sie jak owa opisana zona?!

        ciekaqwe to wszystko....i neizrozumiale chyba dla mnie.....

        czuje
        i tego bede sie trzymac
    • pocomitakazona Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 22.02.09, 17:04
      Moja latała za mną długie lata i nic tylko ślubu chciała. Natomiast po ślubie i
      urodzeniu dziecka powolna zmiana na gorsze. A najgorsze jest to, że pewna osoba
      mnie ostrzegała, że po ślubie i urodzeniu dziecka facet staje się w domu
      NIEZAUWAŻALNY.
      Do tego pogoń za karierą ze strony żony, połączona z chorobliwymi ambicjami,
      wymóg naszego wspólnego życia według wylęgniętych w jej chorej główce schematów
      itp...
      • mariefurie Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 22.02.09, 17:14
        pocomitakazona napisał:

        > Moja latała za mną długie lata i nic tylko ślubu chciała.

        Arkanem Cie zaciągnęła?
        Lasso na szyje zarzuciła?

        A jak Cie ostrzegali, to slepy byłeś?, czy jednak zakochany i sam tego chciałeś...
        Nie stałes sie niezauważalny nagle. Zawsze taki dla niej byłeś.
        A że sam tego nie umiałes dostrzec, no to efekt jaki jest...
        • pocomitakazona Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 22.02.09, 17:27
          Tak, byłem zakochany...lecz nie rozmawiajmy w tym wątku o moich prywatnych
          sprawach tylko o pewnej ogólnej prawidłowości w postępowaniu kobiet. Czy wy też
          zauważyliście podobny schemat?
          Jestem ciekaw w ilu procentach związków on występuje. Podejrzewam, że w wielu.
          Tylko, że nie wszyscy się rozwodzą, niektórzy tkwią z takimi lodówami przez
          długie lata dla pewnej wygody, strachem przed nieznanym i kredytem mieszkaniowym
          do spłacenia.
          • mariefurie Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 22.02.09, 17:36
            pocomitakazona napisał:

            > Tak, byłem zakochany...lecz nie rozmawiajmy w tym wątku o moich prywatnych
            sprawach tylko o pewnej ogólnej prawidłowości w postępowaniu kobiet. Czy wy też
            > zauważyliście podobny schemat?

            Dlaczego nie? Jezli przezyles to samo, to kto Ci da odpowiedz, jak nie Ty sam?
            A dlaczego nie rozmawiac o pewnej prawidlowości w zachowaniu mężczyzn? dla czego
            nie?
            Bo mechanizm jest ten sam lub bardzo podobny.
            Niewazne, czy to facet czy kobieta.
      • kami_hope Gdyby tak... 22.02.09, 17:26
        Gdyby tak... mężczyzna miał świadomość, decydując się na dziecko, że
        od momentu kiedy przyjdzie na świat, siły obojga rodziców będą
        skierowane do opieki nad bezbronnym potomstwem, nie czułby się
        NIEZAUWAŻALNY (tłum.: im większa aktywność w wypełnianiu swojej
        ojcowskiej roli tym mniejsze poczucie "niezauważalności")

        Gdyby tak... mężczyzna, który jeszcze jest chłopcem (i jako taki sam
        wymaga opieki)... ((...)- miejsce na Twoje wnioski)
        >wymóg naszego wspólnego życia według wylęgniętych w jego chorej
        główce schematów itp...
        • pocomitakazona Re: Gdyby tak... 22.02.09, 17:29
          Ja i moi koledzy wypełniali swą ojcowską rolę pt:"pomoc przy dziecku" - zarzut
          nie na miejscu w moim przypadku.
          • nicol.lublin Re: Gdyby tak... 22.02.09, 17:51
            e, u mnie się nie sprawdza. w ciąży nastąpił wybuch potrzeb
            sexualnych i pojawiły się niesamowite i łatwiej dostępne orgazmy. po
            porodzie z powodu nacięcia krocza bylo trochę kłopotów, ale szybko
            przeszły. od tamtej pory jestem wulkanem. to mąż mnie zostawił, a
            właściwie oboje chcieliśmy się rozstać. to mąż zaczął robić karierę,
            być nieobecnym w domu i wymawiać się od sexu zmęczeniem.

            tak więc jestem wyjątkiem od reguły.
          • kami_hope Re: Gdyby tak... 22.02.09, 17:59
            Ty - to Twoja interpretacja siebie
            Koledzy - nieobecni! Nie mają prawa głosu. A podpieranie się głosami
            nieobecnych (pseudoautorytetów) dowodzi, że i Ty autorytetem nie
            jesteś ("autorytetem" odnośnie dojrzałego rodzicielstwa).
            • pyzol31 Re: Gdyby tak... 22.02.09, 18:25
              nicol nie jestes jedynym wyjątkiem wink
              lata cale zabiegałam o sex, prosiłam błagałam i nic...wymuszenia też
              nic nie dały
              tyle że on kariery nie zrobił
              więc, nie wszystkie kobiety pasują do schematu drogi założycielu
              wątku...
              p.s
              • pocomitakazona Re: Gdyby tak... 22.02.09, 18:28
                Ależ ja nigdzie nie pisałem, że wszystkie kobiety tylko jakiś ich spory procent.
                Jestem ciekaw jak duży jest to procent.
              • saternus1 Re: Gdyby tak... 17.05.09, 20:01
                No cóż u mnie się schemat sprawdził ciekawe jeszcze tylko jaki
                odsetek tych kobiet potem żałuje takich decyzji. W moim przypadku
                była sielanka generalnie miała wszystko tylko nie wytrzymała nad
                przerostem swoich chorych ambicji w czym przeszkadzało dziecko i ja.
                Zobaczymy teraz czy będzie się realizować myślę że nie bo już szuka
                nowej pracy aby się utrzymać a dodam że bardzo ją lubiła. Teraz
                będzie więcej pewnie pracować i już jej tyle czasu nie poświęci.Wiem
                że sąd nie przyzna mi opieki pomimo jej winy (zdrada gość się
                pojawił akurat w tym krytycznym momencie rozwalając przy okazji swój
                związek w którym też ucierpi dziecko). Ale jak tylko zobaczę jakieś
                zaniedbania w związku z dzieckiem to z mety ma pozew w sądzie.
            • pocomitakazona Re: Gdyby tak... 22.02.09, 18:33
              kami_hope napisała:

              > Ty - to Twoja interpretacja siebie
              > Koledzy - nieobecni! Nie mają prawa głosu. A podpieranie się głosami
              > nieobecnych (pseudoautorytetów) dowodzi, że i Ty autorytetem nie
              > jesteś ("autorytetem" odnośnie dojrzałego rodzicielstwa).

              Miałem konkretnie na myśli jednego kolegę o którym całkiem świadomie to
              napisałem. Wcale nie po to aby się podpierać autorytetem.

              Mam też innego kolegę (dziecko w tym samym wieku), który nie pomaga przy dziecku
              W OGÓLE, nie pracuje i pije piwo całymi dniami. Alkoholik ale mieszkanie jest
              JEGO. I żonka się nie rozwiedzie bo by musiała do mamusi wracać z dzieciakiem.
              Nie pisz mi więc o podpieraniu się autorytetami - ja potrafię ocenić
              rzeczywistość w jakiej się znalazłem.

              • useless00 Re: Gdyby tak... 22.02.09, 18:50
                Piszesz to tylko po to by ktoś tylko potwierdził Twoją opinię. Ja czytając to forum od 2 lat jestem jednego pewna. Każdy przypadek jest jednostkowy i rózny jak różni są ludzie. I składają się na niego inne okoliczności. Wielu z nas za daleko idące uogólnienia dostało po łapach. I słusznie.

                Nie tędy droga. IMO
                • dziwnie_jest Re: Gdyby tak... 25.02.09, 14:29
                  Tak sobie myślę:

                  Nie dowiesz się jaki procent jest zimnych zon po 3-5 latach
                  małżeństwa, bo to jest tylko forum, a nie jakaś statystyka
                  społeczna.

                  Natomiast faktem jest, że +/- w tym okresie pojawia się pierwszy
                  poważny kryzys. Ci którzy go przetrwają w imię wartości wiekszych
                  niż zauroczenie mają do dyspozycji pakiet nastepnych kryzysów (po 7-
                  10 latach, a potem po 15 itd. itp). Nagrodą za dorosłe przeżycie
                  kryzysu jest głebsze poznanie się wzajem i większa zażyłość.

                  Jeśli jednak ludzie nie chcą tego wspólnie przetrwać to jest jak
                  jest i już.

                  (i nie mówię tu o sytuacjach typu: przemoc w rodzinie, alkoholizm
                  itp.)
              • kami_hope Re: Gdyby tak... 22.02.09, 19:24
                Wiesz co? Prawda taka, że nie warto wchodzić z Tobą w polemikę. Raz,
                że „mały” manipulator z Ciebie, a dwa – nie respektujesz
                słów/argumentów swoich konwersarzy.
                Napisałeś:
                >Ja i kilku moich kolegów mamy identyczną sytuację
                „Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” - Joseph
                Goebbels
                Uważasz, że zwielokrotnienie „tej samej” historii, nada jej większej
                mocy (i to ma uwiarygodnić Twoje teorie)? Szerzysz tu jakąś
                populistykę… brr

                Zmiana frontu, cyt.:
                >Miałem konkretnie na myśli jednego kolegę

                A na koniec pointa, cyt.:
                >Nie pisz mi więc o podpieraniu się autorytetami - ja potrafię ocenić
                rzeczywistość w jakiej się znalazłem.
                Tak, podpierasz się „autorytetami” (w cudzysłowie, bo mocno
                wątpliwymi, a po wtóre – nie istniejącymi – z kilku kolegów zrobił
                się jeden… najprawdopodobniej nawet żaden - „jeden”wink.
                Nie, nie potrafisz ocenić rzeczywistości… tą rzeczywistość
                określają „koledzy” (tak sobie siedzicie i szacujecie „statystyki”?
                A może zamiast snucia bezproduktywnych teorii zająłbyś się
                rozwiązywaniem rzeczywistych problemów?)
                Mój wniosek wg. powyższego: fakt – żona odeszła; powód: infantylność
                partnera (konfabulacje = irracjonalizm)
                • baran_bbb Re: Gdyby tak... 17.06.09, 19:26
                  Kami_hope ale przywaliłaś. Masz jakiś problem ze sobą i zdrową oceną
                  rzecywistości. Facet napisał o swoich przemyśleniach, może nie był
                  zbyt precezyjny, jednak od razu stwierdzenia :żona odeszła bo
                  infantylny i to jeszcze na podstawie kilku skleconych zdań. Szybka
                  jesteś w ocenie a te oceny bardzo skrajne...

                  Zdrowia życzę
    • cosmopszczolka Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 22.02.09, 19:01
      Schematy, schematy. My kobiety narzekamy po ślubie, że juz nie
      dbacie o nas,uciekacie od odpowiedzialności i obowiązków. Mężczyźni
      znowu narzekają,że kobiety po ślubie robią sie zimne. I koło sie
      zamyka.Ale wcale nie musi to oznaczać braku miłośći. To brak dobrej
      komunikacji w związku.
      • takisiakinijaki Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 22.02.09, 19:46
        mógłbyś się spodziewać ode mnie potwierdzenia swoich teorii bo też
        jestem facetem i też po rozwodzie - różnica między nami polega
        jednak na tym, ze ja już jestem po etapie obwiniania ex o to
        wszystko co się stało, a raczej próby usprawiedliwienia siebie!
        Minęło na tyle dużo czasu i na szczęście nie zamknąłem się na
        racjonalne podejście do tematu i teraz już wiem, że mimo iż kiedyś
        myślałem podobnymi kategoriami co Ty, to prawda leży zawsze po
        środku. Wydawało się, że moje zaangażowanie w wychowanie dzieciaczka
        jest bardzo duże, jak mało wiedziałem i jak mało się angażowałem
        dowiedziałem się dopiero jak nagle zostawałem w łikend z córą, o
        której jak się okazało niewiele wiedziałem - okazało się, że ja
        tylko korzystałem z tego co ex organizowała nam wszystkim... Nie
        umiałem ugotować tak jak ex, ubrać, uczesać, nie znałem koleżanek, i
        wielu innych tak ważnych dla córki spraw.
        A pracowaliśmy oboje...
        Tez mi się wydawało, że się mnie odsuwa, ale w sumie teraz widzę jak
        bardzo było mi to na rękę. Moglismy o tym rozmawiać, zbliżyc się
        bardziej, mogliśmy ale nie zdążyliśmy.
        • lokurdebele Każdy ma swoją historię 22.02.09, 20:54
          i każdy przypadek trzeba by rozpatrywać indywidualnie. Ktoś nawet w tym wątku
          już to zauważył i taka jest prawda.
          W moim małżeństwie źle zaczęło się dziać właśnie po pojawieniu się dziecka. Może
          to przypadek, ale jakoś nie wydaje mi się. Coś w tym jest. To moment w którym
          wszystko się zmienia, trzeba się przekonfigurować. I to bez względu na to, czy
          to planowane rodzicielstwo czy trochę niespodziewane. Po prostu czasem kobiety
          odgradzają się dzieckiem. I tak im zostaje.

          Byliśmy dobrymi rodzicami oboje. Nie mam problemu z wymienieniem imion znajomych
          mojej córki, wiem ile ma wzrostu, znam rozmiar butan i co lubi jeść. Wiem jakie
          lubi bajki i znam imiona bohaterów, jak najchętniej spędza czas i co ją drażni.
          Mógłbym ją wychowywać samodzielnie i nawet z dwojga złego (albo ja, albo moja
          żona), chciałbym. Ale dziecko zawsze wybierze matkę.
          A matka dziecko.

          Więc to nie w tym rzecz. Ale też nie wiem gdzie leży sedno problemu
          Może dziecko było dla niej celem samym w sobie i teraz już mnie nie potrzebuje?
          • kami_hope Re: Każdy ma swoją historię 22.02.09, 23:22
            Co to znaczy, że "kobiety odgradzają się dzieckiem"?
            To znaczy, że tak ni z tego ni z owego, chcą stworzyć mór między
            sobą a mężem? Przecież to nonsens! Jaka miała by być motywacja
            takiego działania?
            Jest tak: przychodzi na świat dziecko (dziecko!!). Rodzi się
            dlatego, że on i ona tego chcieli. A rodzi się całkowicie bezbronne
            i całkowicie zależne. Jeśli rodzic nie zadba właściwie o swoje
            potomstwo, to je straci (może nawet umrzeć!). Wówczas rodzice nawet
            gdyby nie byli jeszcze dojrzali, to muszą dojrzeć w ekspresowym
            tempie! Czasem tak jest, że któreś z partnerów nie nadąża... Nie
            dziwi, że matka dziecka przejmuje całkowitą odpowiedzialność nad
            dzieckiem, skoro ojciec dziecka nie podołał... I co się wtedy może
            stać? Rzeczywiście kobieta może wybudować wtedy mór pomiędzy sobą, a
            partnerem. Po co? A po to, żeby nie przeszkadzał (skoro nie pomaga,
            to niech przynajmniej nie psuje tego, co ona buduje!)

            >Ale dziecko zawsze wybierze matkę.
            Zawsze?? Otóż wcale nie zawsze. Jeśli dziecko mogłoby wybierać,
            wybrałoby oboje rodziców. Z tym, że wybór ten jest zależny od
            poczucia bezpieczeństwa. Jeśli zachowanie któregoś z rodziców
            wzbudza w dziecku lęk (lub w jakiś inny sposób narusza jego
            granice), naturalną rzeczą będzie wzbranianie się dziecka przed
            kontaktem.

            >Może dziecko było dla niej celem samym w sobie i teraz już mnie nie
            potrzebuje?
            Czy Ty jesteś dawcą (np.) przyjemności, którego się potrzebuje,
            albo nie potrzebuje?
            Jeśli ja powiem: „potrzebuję Cię!”, to będziesz ze mną?? "A jeśli
            nie chcesz być ze mną, to może chociaż mnie zapłodnisz"?

            Nie sądzę... Bo gdyby… to, wystarczyło by jej Twoje nasienie. A
            jednak żoną była… Dzisiaj już w innym związku, czyli raczej nie
            chodziło o materiał genetyczny!



            • lokurdebele Re: Każdy ma swoją historię 24.02.09, 20:36
              > >Ale dziecko zawsze wybierze matkę.
              > Zawsze?? Otóż wcale nie zawsze. Jeśli dziecko mogłoby wybierać,
              > wybrałoby oboje rodziców. Z tym, że wybór ten jest zależny od
              > poczucia bezpieczeństwa. Jeśli zachowanie któregoś z rodziców
              > wzbudza w dziecku lęk (lub w jakiś inny sposób narusza jego
              > granice), naturalną rzeczą będzie wzbranianie się dziecka przed
              > kontaktem.

              A pewnie, że wybrałoby oboje. Ale jeśli nie ma takiego wyboru i jeśli
              alternatywy są dwie, albo ojciec, albo matka to pozostanie z matką.
              Zaraz wzbranianie się, zaraz skrajność i pewnie ojciec to pedofil. Jak rany, ilu
              znasz samotnych ojców a ile matek? Matka musi być rzeczywiście skrajnie
              niezdolna do opieki, żeby taka sytuacja zaistniała. Ojciec może być tatą pełną
              gębą, a matka zwyczajną matką i to z nią zostanie dziecko.
            • hb1980 Re: Każdy ma swoją historię 26.02.09, 19:52
              troche mnie ten "mór" mierzi, ale calkowicie zgadzam sie co do
              tresci wypowiedzi...
            • kami_hope poprawka 26.02.09, 22:50
              ups! przepraszam - oczywiście "mur"

              zaczerwieniłam się
              (właśnie się zastanowiłam, czy nie więcej takich "kwiatków"
              wypaliłam?)
    • julka1800 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 24.02.09, 23:13
      "Zaczynam podejrzewać, że podobne zachowanie kobiet po ślubie to
      jakiś
      podstępny, złowrogi schematsmile
      Czy odniósł ktoś podobne wrażenie?"

      Jasne. A odpowiedz znajdziesz w ksiazce pt "Po co mi taki mąż"
      Wydawnictwo Własne.

      Jak sie widzi zmiany zachowan tylko drugiej strony (zony) to tak to
      własnie wyglada.
      • arkac123 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.02.09, 10:16
        > Jak sie widzi zmiany zachowan tylko drugiej strony (zony) to tak to
        > własnie wyglada.

        Dokładniewink. Jeżeli już rozmawiamy ogólnie, to żonaci faceci pomiędzy 30-35 rokiem życia zapadają na chorobę: "NIC MI SIĘ NIE CHCE". To naprawdę jakaś epidemia. Wiecznie zmęczeni, wiecznie narzekający, nie starający się o swoją połówkę. Więc kobieta, prędzej czy później, postawi sobie pytanie: PO CO MI TAKI MĄŻ???
        • young-and-bored Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.02.09, 14:53
          arkac123 napisała:

          > Dokładniewink. Jeżeli już rozmawiamy ogólnie, to żonaci faceci
          pomiędzy 30-35 ro
          > kiem życia zapadają na chorobę: "NIC MI SIĘ NIE CHCE". To naprawdę
          jakaś epidem
          > ia. Wiecznie zmęczeni, wiecznie narzekający, nie starający się o
          swoją połówkę.
          > Więc kobieta, prędzej czy później, postawi sobie pytanie: PO CO MI
          TAKI MĄŻ???


          "uszczęśliwienie kobiety jest bardzo proste, podaję zasady...

          A. Należy tylko być:
          1. przyjacielem
          2. partnerem
          3. kochankiem
          (...)
          10. kucharzem
          11. mechanikiem
          12. monterem
          13. elektrykiem
          14. szoferem
          15. tragarzem
          16. sprzątaczką
          (...)
          23. psychologiem
          24. psychiatrą
          25. psychoterapeutą.

          B. Ważne też są inne cechy. Należy być:
          1. sympatycznym
          2. wysportowanym ale
          3. inteligentnym ale
          4. silnym
          5. kulturalnym ale
          6. twardym ale
          7. łagodnym
          8. czułym ale
          9. zdecydowanym ale
          10. romantycznym ale
          11. męskim
          12. dowcipnym i
          13. wesołym ale
          14. poważnym i

          (...)
          43. uważnym ale
          44. rozmarzonym ale
          45. ambitnym
          46. godnym zaufania i
          47. szacunku
          48. gotowym do poświęceń i, przede wszystkim,
          49. wypłacalnym.


          C. Jednocześnie musi mężczyzna uważać na to, aby:
          a) nie był zazdrosny, a jednak zainteresowany
          b) dobrze rozumiał się ze swoją rodziną, nie poświęcał jej jednak
          więcej czasu niż danej kobiecie
          c) pozostawił kobiecie swobodę, ale okazywał troskę i
          zainteresowanie gdzie była i co robiła
          d) ubierał się w garnitur, ale był gotów przenosić ją na rękach
          przez błoto po kolana i wchodzić do domu przez balkon, gdy ona
          zapomni kluczy, lub gonić, dogonić i pobić złodzieja, który wyrwał
          jej torebkę, w której przecież miała tak niezbędne do życia lusterko
          i szminkę.


          D.,E., F.........


          Niestety, nawet najbardziej doskonałe wykonanie powyższych zaleceń
          nie gwarantuje pełnego sukcesu. Kobieta mogłaby się bowiem czuć
          zmęczona obecnością w jej życiu idealnego mężczyzny oraz poczuć się
          zdominowaną przez niego i uciec z pierwszym lepszym menelem z
          gitarą, którego napotka.


          A teraz druga strona medalu. Uszczęśliwić mężczyznę jest zadaniem
          daleko trudniejszym, ponieważ mężczyzna potrzebuje:
          1. seksu i
          2. jedzenia

          Większość kobiet jest oczywiście tak wygórowanymi męskimi potrzebami
          mocno przeciążona. Zaspokojenie tych potrzeb przerasta siły naszych
          pań.

          Wniosek :
          Harmonijne współżycie można łatwo osiągnąć, pod warunkiem, że
          mężczyźni wreszcie zrozumieją, iż muszą nieco ograniczyć swoje
          zapędy i pohamować swoją roszczeniową postawę!"

          pzdr
          • kami_hope Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.02.09, 18:54
            Poznałam kiedyś faceta, który z lubością prezentował podobne „żarty”.
            Rozwiedziony trzy razy, w sumie – czworo dzieci. Facet – w moim
            odczuciu - był odrażający. Obnosił się ze
            swoimi „sukcesami”, „talentami”, „pozycją”, etc., których nijak nie
            dało się zauważyć w rzeczywistości. Kobietom zaś przedstawiał się
            jako wspaniały ojciec, mąż, kochanek… i biedny taki, porzucony...
            Jak twierdził – za dobry był. Ta jego metoda okazywała się skuteczną
            w zdobywaniu kobiet (grał na naturalnym kobiecym instynkcie). Nie
            długo jednak to działało… (facet był głęboko zaburzony!) i
            znowu „biedak” był porzucany.

            Jakoś tak Twój wywód skojarzył mi się właśnie z takim typem. (Brr…!)
            • young-and-bored Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.02.09, 20:30
              Powyższy tekst to akurat koleżanka nam mailem puściła, żeby
              trochę ubawić z rana chłopaków. Ale masz rację, w sumie średnie było.
              Dzięki w każdym razie, że sięgnęłaś do arsenału swoich życiowych
              znajomości i analogii.
              Wyluzuj Kami, bo spięta jesteś jak audytorzy z KPMG.

              --
              Keyboard error, press any key to resume.
              • kami_hope Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 26.02.09, 19:21
                Acha... a Ty akurat wiesz, czy ja spięta jestem, czy nie(?).

                Kto Ci puścił powyższy tekst, akurat ma marginalne znaczenie
                (spychologia jakaś?). Na forum znalazł się z Twojej ręki, więc
                poniekąd odpowiadasz za autorstwo tego tekstu.
                Ja zaś wyraziłam swoje odczucia (po przeczytaniu powyższego)
                prezentując adekwatne skojarzenie.
                Nie pisz "dzięki", kiedy masz na myśli coś zupełnie innego (druga
                część zdania wyraźnie to ukazuje).
                "Luzuj" Młodzieńcze, jeśli masz w tym upodobanie.
                Mnie głupota przyprawia o troskę... to też - luz - nie idzie w parze
                z podobnymi odczuciami. A "luzuję" - a jakże! - tyle, że przy innych
                okazjach.
                • young-and-bored Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 26.02.09, 21:03
                  > Acha... a Ty akurat wiesz, czy ja spięta jestem, czy nie(?).

                  Twoje wypowiedzi i reakcje mówią same za siebie, a raczej za Ciebie.

                  > Nie pisz "dzięki", kiedy masz na myśli coś zupełnie innego (druga
                  > część zdania wyraźnie to ukazuje).

                  taa, tyle mnie obchodzi Twoje zdanie w temacie co, kiedy i w jaki
                  sposób mam wyrażać, co wczorajsza pogoda na Trafalgar. A skoro już o
                  tym mowa - super, że zauważyłaś co ukazuje druga część zdania.
                  • mariefurie Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 26.02.09, 21:19
                    young-and-bored napisał:

                    >
                    > taa, tyle mnie obchodzi Twoje zdanie w temacie co, kiedy i w jaki
                    > sposób mam wyrażać, co wczorajsza pogoda na Trafalgar. A skoro już o
                    > tym mowa - super, że zauważyłaś co ukazuje druga część zdania.


                    Haha, to "super" jednak ma pozytywna wymowę czyli...jednak Cię to ucieszyło (a
                    to znaczy - obojętne nie było big_grin)
                  • mariefurie Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 26.02.09, 21:26
                    A wracając do "uzczęśliwienia kobiety", to myslę, ze to jakiś zakompleksiony
                    facet musiał pisac.
                    Bo na dobra sprawę te wszystkie punkty ABCDEF....Z mozna sprowadzic do dwóch,
                    góra trzech:
                    - Wysokie IQ
                    - Wysoka inteligencja emocjonalna
                    - żeby był nie gorszy od małpy (wizualnie)

                    A co do uszczesliwienia mężczyzny to:
                    Jak ma facet kasę - to i na jedzenie bedzie miał i na seks tez. A zona do
                    niczego nie będzie mu potrzebna big_grin
                    • young-and-bored Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 26.02.09, 21:43
                      > Jak ma facet kasę - to i na jedzenie bedzie miał i na seks tez. A
                      > zona do niczego nie będzie mu potrzebna big_grin

                      I tego się trzymajmy smile
          • welcometopoland dobre ! hehehehe ! 13.05.09, 19:47
    • welcometopoland Witamy w klubie :( 13.05.09, 19:33
      • sauber1 Re: Witamy w klubie :( 13.05.09, 20:01
        Chętnie i ja bym do jakiegoś klubu wstąpił, lecz moja sytuacja choć bardzo
        podobna, to jednak się różni. Ogólnie wiadomy jest, ze wszystkie nieporozumienia
        na płaszczyźnie damsko-męskiej mają najczęściej podłoże seksualne i nie ma sensu
        zaprzeczać!!! Może jestem dziwny i to że ktoś nagle zmienia religię, hierarchię
        ważności wartości życiowych, diametralnie dietę, ludzi z otoczenia, obojętne,
        ale kiedy ode mnie wymaga czegoś co mnie bardzo brzydzić może, ja po prostu nie
        mogę, to bardzo odpycha. Chętnie bym dalej pociągnął wątek, ale mam odruch
        wymiotny, nawet w sądzie z tego względu pominąłem ten dość istotny fragment, być
        może mający jakiś wpływ na ..., a nie ważne Ważne za to, że już po zawodach
        i z innej natury problemami trzeba się borykać, szukać jak najlepszych
        rozwiązań, dziękować nie wiadomo komu, może po trosze chwalić filantropa Billego
        Gatesa, że nam dla własnych namacalnych korzyści udostępnił to mądre ustrojstwo,
        dzięki któremu świat stał się mały a ludzie tak bliscy. Niby nic a cieszy -
        prawda?smile
        • kobieta306 Re: Witamy w klubie :( 26.05.09, 20:02
          Chętnie bym dalej pociągnął wątek, ale mam odruch
          > wymiotny, nawet w sądzie z tego względu pominąłem ten dość istotny fragment



          znam takich których nawet pocałunek brzydzi więc mnie to nie przekonuje wcale sad
    • welcometopoland To efekt zamiany ról, TVN styl, netu pełnego porad 13.05.09, 19:40
      takie czasy... dlatego np. co tydzień TU
      www.odloty.pl
      przybywa lasek które przejmują rolę żon w zakresie seksu (taki mały outsourcing)
      Jakże to k.. smutne !!!

      Ja oddaję żonie serce, kupę kasy co miesiąc, zapierd.. na hipotekę za dom,
      opiekuję sie dzieckiem a ona po pracy TVN Style, Taniec z Pojebami, 39,5, Na
      Wspólnej, gazetki typu "Glamour"..
      I mogę liczyć na seks po misjonarsku raz na 2 m-ce. Jak będę "grzeczny" (tzn.
      miesiąc pod pantoflem, zero własnego zdania).
      Przed ślubem było raz w tyg. i bez WARUNKÓW.

      Za to obca mi dziewczynka 20 lat zrobi dla mnie wszystko za marne 400 PLN/h i
      jakoś nie rzyga i nie stawia listy warunków.
      Seks nie służy już nowoczesnym polkom do podtrzymywania miłości lecz jest NAGRODĄ !!
      Ostatnio moja stara zaczęła sobie też kupować wibratory ale i tak na pewno kogoś
      obraca w firmie bo nie wierzę aby baba po 30-tce miała takie słabe libido...

      • sauber1 Re: To efekt zamiany ról, TVN styl, netu pełnego 13.05.09, 20:08
        welcometopoland napisał:


        > Ostatnio moja stara zaczęła sobie też kupować wibratory ale i tak na pewno kogo
        > ś
        > obraca w firmie bo nie wierzę aby baba po 30-tce miała takie słabe libido...
        >

        A pomyślałeś o tym, że być może jakiś pedał ja obraca, czy to tez Ci jest
        obojętne? wink
      • kasiapfk Re: To efekt zamiany ról, TVN styl, netu pełnego 13.05.09, 21:12
        hm, znam taką panią, która dokładnie odwrotny problem miała. I jak
        się upomniała w kulturalnej rozmowie to się pan odkochał. To nie
        jest reguła dotycząca wyłącznie mężczyzn.
    • ywona18 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 19.05.09, 12:20
      Temat stary, ale dopiero przeczytałam, jestem właśnie taką żoną. Po
      wielkiej domowej awanturze i wykrzyczeniu sobie wszystkiego. Jestem
      właśnie taka, zaraz po ślubie seks codziennie i jak mąż nie chciał
      to sie obrażałam. Teraz 15 lat po slubie to on prosi a ja nie
      chcę,kocham go ale nie mam takich potrzeb. Dom, dziecko, praca
      zajmuje pierwsze miejsce. Drogie panie młodsze stażem małżeńskim
      róbcie coś aby tak nie było, gdybym mogła cofnąć czas, a tak chyba
      rozwód. Mąż wykrzyczał że nie ma zamiaru spędzić tak reszty życia,
      że ma tego dość, koniec. Usłyszłam że zmarnowałam mu ostanich 15 lat
      życia, że dawno mnie chciał zostawić tylko nie miał gdzie iść ( z
      jednej strony to wygodnictwo, nie uważacie?). A ja teraz błagam o
      uczucie, żebrzę o seks i uwagę, kocham go, chciałabym wszystko
      zmienić tylko chyba nie ma już szansy. Rozpada się coś co było dla
      mnie najważniejsze ale nie umiałam o to dbać. Choć prawda zawsze
      leży po środku, myślę że nie tylko ja tu jestem winna, seks jest
      ważny ale pracować nad związkiem muszą obie strony. Ja zrozumiałam
      błąd, mój mąż nie, twierdzi że winna jestem tylko ja. Winna zgadzam
      się ale nie tylko ja, on też, ale nie jego zdaniem. Ciężko mi bardzo
      chyba nic się nie da zrobić.
    • kicia031 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.05.09, 11:01
      Po 8 latach zwiazku - nasz wspolny syn ma 4 lata - moje uczucia do
      mojego partnera tez znaczaco ochlodly. Powod - zawiodl mnie, kiedy
      mialam depresje poporodowa i bardzo potrzebowalam jego wsparcia.
      ciepla, i uczucia.
      Nadal go kocham, pokonalismy nasz kryzys, odkad odzyskalam swoja
      sile on o mnie zabiega, ja przyjmuje jego awanse, ale o takim
      bezwarunkowym oddaniu jakie mialam dla niego kiedys nie ma juz mowy.

      Smutne? Tak. Ale sam na to zapracowal.
      • konstancja16 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.05.09, 14:00
        >>pocomitakazona napisal:
        'Ja i moi koledzy wypełniali swą ojcowską rolę pt:"pomoc przy
        dziecku" - zarzut nie na miejscu w moim przypadku.'

        noooooo, glebokie uklony. jesli ktos pojmuje swoja ojcowska role
        jako 'POMOC' przy dziecku to - sorry winnetou - na grzyba komu taki
        maz? do pomocy to sobie mozna wziac opiekunke albo nieklopotliwa i
        nieupierdliwa pomoc domowa.

        moze to tylko niezrecznosc sformulowania powyzej, ale po pobieznej
        lekturze watku nie dziwie sie zonie (czy tez bylej zonie) autora
        watku. od partnera zazwyczaj oczekuje sie troche wiecej
        niz 'pomocy'. partner jest od dzielenia obowiazkow, wspolpracy,
        wspolodpowiedzialnosci itede. a ze faceci sie zachwycaja tym, ze sa
        i pomagaja to sie potem budza z reka w nocniku.
        • aron95 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.05.09, 14:18
          konstancja16 napisała:


          od partnera zazwyczaj oczekuje sie troche wiecej
          > niz 'pomocy'. partner jest od dzielenia obowiazkow, wspolpracy,
          > wspolodpowiedzialnosci itede. a ze faceci sie zachwycaja tym, ze sa
          > i pomagaja to sie potem budza z reka w nocniku.




          Taaaaaaaaa upierze, ugotuje ale i tak czerwoną kartkę dostanie
          bo księżniczce nie śpiewał serenad gdy ta płakała po złamanym
          tipsie
          >
          • konstancja16 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.05.09, 14:43
            a dlaczego ma nie uprac i nie ugotowac? nie brudzi i nie je czy
            co?

            nie mowie, ze codziennie, ale niektorzy panowie (coz, nie szukajac
            daleko, na przyklad moj brat) to sie wydaja jacys niepomiernie
            zdziwieni tym, ze talerze sie nie wkladaja same do zmywarki, a
            nastepnie nie teletransportuja z niej do szafek. jak ktos nie
            dorosl do samodzielnosci to niech przy mamusi zostanie. i 'pomaga'
            czasem ciezkie zakupy z samochodu do kuchni przeniesc. na wszelki
            wypadek nie rozpakowujac ich, bo jeszcze stracilby wieczna
            wymowke 'ja nie wiem gdzie w tym domu jest makaron'. i nie bede
            gotowac bo nie wiem ile wrzucic, wody, ile minut. i w ktory
            garnek.

            moj dziadek mogl sobie jeszcze na to pozwalac, ale to juz
            PREHISTORIA, drodzy panowie.
            • baran_bbb Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 17.06.09, 20:00
              i vice versa!!!
          • zawieszona09 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 26.05.09, 01:17
            Należała mu się!! Pewnie zapomniał uprasować to, co uprał i posprzątać po
            gotowaniu, hehe... tongue_out
            A serio (no dobra, trochę bardziej seriosmile- pokaż mi tych piorąco-gotujących z
            czerwonymi kartkami. Bo ja chyba inne mecze oglądam... wink
            (jeśli wybrał sobie otipsowaną księżniczkę, to chyba nie powinien być zaskoczony
            rozpaczą nad złamanym szponem)
            Albo ktoś tu niewłaściwie interpretuje pojęcie księżniczki wink
            Pozdro smile
            • baran_bbb Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 17.06.09, 20:01
              znalazłaś
    • scriptus Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.05.09, 15:31
      pocomitakazona napisał:

      > Czy dla was taki schemat brzmi równie znajomo:
      >
      > Romans, miłość, jakiś tam czas "chodzenia" ze sobą, wreszcie ślub,
      pojawienie
      > się dziecka, walka z codziennością
      >
      > a następnie:
      >
      > kompletny zanik czułości ze strony żony, jej chłód emocjonalny,
      brak miłości
      > do męża, notoryczne odmawianie seksu aż do jego całkowitego zaniku
      >
      > w konsekwencji:
      >
      > ROZWÓD
      >
      > ???
      >
      > Ja i kilku moich kolegów mamy identyczną sytuację - żony nas
      zostawiły.
      > Jesteśmy w trakcie pisania pozwów rozwodowych, wyprowadzek itp.
      Cechy wspólne
      > żon: wiek żon ok 30-35 lat, dzieci w wieku ok 3-5 lat. Wymienione
      powyżej
      > "zimne" zachowanie żon równie identyczne.
      >
      >
      > Każdy z "zostawionych" mężów ma inne cechy charakteru, inną
      sytuację
      > materialną itp - te czynniki można potraktować więc jako
      nieistotne i w nich
      > nie dopatrywał bym się powodów rozpadu małżeństwa.
      >
      > Zaczynam podejrzewać, że podobne zachowanie kobiet po ślubie to
      jakiś
      > podstępny, złowrogi schematsmile
      > Czy odniósł ktoś podobne wrażenie?

      Ja też odniosłem takie wrażenie.
      Z małą różnicą, Takie żony prowokują u mężczyzn zachowania
      prowadzące do rozwodu. Rozwód jest dla nich korzystny materialnie,
      zabezpiecza je, bowiem maja zapewniony stały dochód - alimenty. Mają
      zaspokojony instynkt macierzyński, zatem warto wychodzić za mąż,
      byle bogato, a potem szybko się rozwieść z winy męża.
      Stąd przemoc psychiczna, w końcu samiec nie wytrzyma i jej porządnie
      przyłoży, stąd odmowa uczuć i porozumienia, a także seksu, w końcu
      samiec nie wytrzyma i znajdzie sobie inną i będzie zdrada jako powód
      rozwodu, itd.
      Gorzej, jeśli trafia na domatora, nie stosującego przemocy, nie
      mającego żadnych promiskuitywnych skłonności, ooo, wtedy trudno go
      sprowokowac do złożenia pozwu rozwodowego. Pozostaje złożyć pozew
      samej. A jeśli sie luby na rozwód nie zgodzi, dla dobra dzieci, to
      sprawa może trwać latami, bardzo długo. Z każdym rokiem maleje ilość
      latek, przez które potencjalnie można cyckać alimenciki, w końcu
      dzieci wyrastają i rozwód staje się grą o pietruszkę. I tu zapewne
      się kryje źódlo rozwodów nie po 7 latach małżeństwa, a po dwudziestu
      paru latach, kiedy to facet ma już dość oziębłej żony i nie
      powstrzymuje go perspektywa utraty więzi z dziećmi, bowiem te już sa
      dorosłe i więź z ojcem już nie jest zagrożona rozwodem rodziców.
      Z kolei kobietom po pięćdziesiątce już nie jest tak wesoło, jak po
      trzydziestce, wolnych panów w odpowiednim wieku jest znacznie mniej
      niż pań i miłe panie maja poczucie przechlapania życia bez
      przyszłości. Ze swojej winy, wystarczyło tylko kochać tego faceta,
      którego się miało.
      • zona_zazdrosnika Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.05.09, 17:15
        >Ze swojej winy, wystarczyło tylko kochać tego faceta,
        > którego się miało

        Możesz to rozwinąć? W jaki sposób kobieta ma postępować, abyś Ty
        czuł się kochany?
        • konstancja16 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 25.05.09, 17:38

          zona_zazdrosnika napisała:

          > >Ze swojej winy, wystarczyło tylko kochać tego faceta,
          > > którego się miało
          >
          > Możesz to rozwinąć? W jaki sposób kobieta ma postępować, abyś Ty
          > czuł się kochany?

          no wlasnie. tez jestem ciekawa. bo jesli ma po pracy: gotowac,
          sprzatac, opiekowac sie dzieckiem, a wieczorem radosnie robic laske
          albo rozkladac nogi swojemu, pozal sie boze, partnerowi, ktory po
          pracy i tenisie 'pomogl' przy dziecku to... zesz kurna, chcialabym
          byc facetem. mimo ich ulomnosci.
          • baran_bbb Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 17.06.09, 20:04
            przesadzasz, rozmwijać nie będę, bo wiesz gdzie przesadzasz
            opierając się na li tylko swoim doświadczeniu
        • tricolour Tu nie ma co rozwijać... 25.05.09, 17:51
          ... Scriptus wyraźnie napisał, że ma kochać, a nie tak postępować, by mąż czuł
          się kochany.
          • zona_zazdrosnika Re: Tu nie ma co rozwijać... 25.05.09, 17:55
            OKi, to w takim razie doprecyzuje pytanie:
            jak ma żona postępować, by kochała męża?
            • tricolour No, tak sie nie da.... 25.05.09, 18:03
              ... nie można postępować, by kochać.

              Albo się kocha albo nie kocha i nie jest to wynikiem jakiegoś postępowania. To z
              miłości wynika postępowanie, nie odwrotnie.
              • zona_zazdrosnika Re: No, tak sie nie da.... 25.05.09, 20:42
                No to raz jeszcze- jak postępuje kochająca żona?
                • mariefurie Re: No, tak sie nie da.... 25.05.09, 20:55
                  zona_zazdrosnika napisała:

                  > No to raz jeszcze- jak postępuje kochająca żona?

                  Hehehe
                  Kochajaca zona leży i pachnie.
                  No i (czasami) .....dyryguje mężem big_grin
                  • tricolour Kochająca żona... 25.05.09, 21:19
                    ... żeby kogokolwiek mogła kochać powinna kochać i lubić siebie. Umieć i chcieć
                    przebywać w swoim towarzystwie, mieć poukładany i spójny świat, jasne zasady.
                    Powinna chcieć podzielić się tym, co ma, a wtedy dostanie to, co mają inni - w
                    takiej kolejności.

                    Powinna wiedzieć, że to jak wobec niej postępują inni wynika z tego, jak ona
                    postępuje ze sobą. Jeżeli nie szanuje siebie, to nie może oczekiwać szacunku.
                    Jeżeli mija się z prawdą, to pozwala innym kłamać w jej żywe oczy. Wymaga
                    spokoju jeśli jej obecność wnosi spokój. Wymaga estetyki, piękna, ładu jeśli jej
                    osoba wnosi porządek.

                    Jeżeli jest przy tym szczera i komunikatywna, to kocha. Siebie, męża dzieci,
                    bliskich i całą resztę.
                    • zona_zazdrosnika Re: Kochająca żona... 25.05.09, 21:36
                      Tri smile))))
                      I tak oto- całkiem nieświadomie zapewne- opisałeś, dlaczego kobieta
                      po urodzeniu dziecka nie kocha już męża smile)))
                      • tricolour A co się zmienia po urodzeniu dziecka? 25.05.09, 21:48
                        I to wspólnego dziecka?
                        • crazyrabbit Re: A co się zmienia po urodzeniu dziecka? 25.05.09, 22:56
                          Przecież to proste - kobieta staje się MATKĄ.

                          A niektóre stają się matkami bardziej, niż żonami i partnerkami
                          życiowymi, co często kończy się... sami wiecie jak...
                          Są kobiety, które narodziny wspólnego dziecka traktują jak życiową
                          misję pod hasłem: temu panu już dziękujemy smile oddał materiał
                          genetyczny i wystarczy.

                          No i kończy się na przykład na "naszym" forum wink))
                        • zona_zazdrosnika Re: A co się zmienia po urodzeniu dziecka? 27.05.09, 21:02
                          Tri, no ja to, co? Żona staje się wtedy- dodatkowo-matką smile
                          I żadne tam ułożenia, estetyka i te inne, co to pisałes wink Bo to nie
                          ona wtedy o sobie decyduje, tylko mały, ale bezwzględny bąbel.
                          Ot, cała filozofia.
                          Byłoby wszystko w porządku, gdyby mąż stał sie -dodatkowo- ojcem.

                          A propos ojca- Tri, jakie masz pierwsze skojarzenia ze swojego
                          ojcostwa?
                          • tricolour To chyba za mało jednoznacznie... 29.05.09, 18:17
                            ... napisałem skoro bycie matką odbiera estetykę czy ułożenie.

                            Zresztą moja ex przez poród nie stała się zaniedbana czy wulgarna więc chyba
                            mówimy o różnych rzeczach.
                    • kicia031 wygodny jestes 25.05.09, 22:01
                      Jednym slowem powinna byc bezobslugowa jak pralka co sama sie laduje, nastawia i
                      wywiesza pranie.

                      Sek w tym, ze zycie tak nie wyglada, nawet jesli byloby fajnie, by tak bylo.
                      • tricolour Moje życie tak wygląda... 25.05.09, 22:07
                        ... a pralkę owszem, mam i zauważam także i jej walory. Przedmiotowe.
                        • kicia031 Re: Moje życie tak wygląda... 26.05.09, 09:44
                          Zapomniales dodac - teraz. Sa okresy w zyciu, kiedy tak to wlasnie
                          wyglada (tzn jak ktos ma szczescie). Ale sa tez okresy,,iedy chocby
                          z przyczyn zewnetrznych: choroby, obciazenia rodzinne, problemy
                          zawodowe - trzeba wlozyc wiecej niz partner i zaakceptowac, ze on
                          nie jest taki idealny, poukladany, samodzielny.
                          Dla niektorych kobiet taki czas to okres po urodzeniu dziecka - i
                          wtedy sie okazuje, ze nie moga liczyc na partnera. No wiec ich
                          uczucia umieraja, a one odchodza...
                          • tricolour Masz rację... 26.05.09, 10:01
                            ... dopiero wczoraj przeczytałem część Twojej historii i zrobiło mi się smutno.
                            Masz więc rację, że nie wszystko zależy od nas i nie na wszystko mamy wpływ.

                            Chciałbym, by moje "teraz" trwało jak najdłużej.
                            • kicia031 Re: Masz rację... 26.05.09, 15:52
                              > Chciałbym, by moje "teraz" trwało jak najdłużej.

                              tez ci tego zycze.
                              Ale jesli sprawdzisz sie w trudnym momencie, i tak samo sprawdzi sie
                              twoja partnerka, to bedziecie jeszcze szczesliwsi, nawet jesli po
                              drodze do tego beda trudne chwile.
                    • kami_hope Re: Kochająca żona... 25.05.09, 22:29
                      lepiej bym tego nie napisała.

                      (podziwiam Twój talent do syntetycznych wypowiedzi)
                      • tricolour Dodam tylko... 25.05.09, 22:35
                        ... że z facetem identyczna sprawa.

                        No i gdy takie dwa światy się spotkają i znajdą niepustą część wspólną, to jest
                        piękna szansa na szczęśliwy związek.
                        • jarkoni Re: Niesamowity wątek.. 26.05.09, 18:51
                          To początek cytatu:
                          "Czy dla was taki schemat brzmi równie znajomo:

                          Romans, miłość, jakiś tam czas "chodzenia" ze sobą, wreszcie ślub, pojawienie
                          się dziecka, walka z codziennością

                          a następnie:

                          kompletny zanik czułości ze strony żony, jej chłód emocjonalny, brak miłości
                          do męża, notoryczne odmawianie seksu aż do jego całkowitego zaniku

                          w konsekwencji:

                          ROZWÓD"

                          Nie powiem o Scriptusie, bo jak dla mnie też trochę trafił..

                          Dla mnie to ważny wątek, bo mnie dotyka osobiście.

                          Wyprowadziłem się z domu pod koniec 2003, na usilne żądanie żony, jakiś honorowy
                          i niedzisiejszy jestem (bo byłem poza domem przez 2 dni jak jej nie było i ją
                          zdradzam).
                          W innym wątku już napisałem, że świadkowie żony w czasie sprawy zeznawali, że
                          opuszczałem "z nieznanych powodów" dom nawet na kilka dni, czy ponad tydzień
                          (wyjazdy na targi, głównie zagranicą).
                          A teraz najważniejsze: moja była żona była właśnie typem zimnej, aseksualnej i
                          oschłej kobiety. Zrozumcie to proszę dobrze: dobra w pracy, dobra w kuchni,
                          dobra w organizacji życia rodzinnego, dobra matka... Ale..
                          Po urodzeniu drugiej córki w 1998 wylądowałem "na chwilę" w tzw. salonie na
                          kanapie, sypialnię zajęły one..
                          Już tam pozostały, spała jeszcze z 5-latką kiedy się wyprowadzałem ( a był dla
                          małej oddzielny pokój).
                          Generalnie z byłą żoną przez 5 lat przespałem się raz(powtarzam: JEDEN RAZ), po
                          imprezie nad morzem.
                          A po wyprowadzce, w trakcie rozwodu, kogo bym nie poznał, słyszałem śmiechy i
                          szyderstwa jak z Pietrzaka ściągnięte: "no tak, żona go nie rozumie, i wcale ze
                          sobą nie śpią.. Ona na pamięć to umie"
                          Czyli taki dokładny facet po przejściach, po prostu ikona, i na pewno prawdę gada..
                          No, już się wygadałem.. Chyba ten wątek był wybitnie dla mnie..
                          • jarkoni Re: Niesamowity wątek.. 27.05.09, 18:27
                            No szkoda, że wątek został "oziewany" i nikt już nie ma nic do powiedzenia.
                            Może tylko dla mnie był wyjątkowo ważny..
                            • useless00 Re: Niesamowity wątek.. 27.05.09, 21:54
                              Współczuję Jarkoni takiej sytuacji. Ale często faceci sami wychowują sobie zimne żony.

                              Bo widzisz sporo kobiet stara się, ale też wymaga od partnera. A faceci w większości uważają, że starania kobiety po ślubie należą mu sę jak psu buda. Seks - kiedy on chce, a najczęściej jak skończy zostawia ją niezaspokojoną, odwracając się plecami, pierdnie, podrapie sie po j..ch i zaśnie. Ona ma być laseczka, aż koledzy się śłinią, a on może zapuścić brzuch i zarost, bo on już nie musi się podobać. O specyfice pierwszych miesięcy po urodzeniu dziecka nie wspomnę, bo mam straszną traume z tego czasu i powoduje samo wspomnienie skok adrenaliny. Ex zawalił, ale nie omieszkał wspomnieć po latach jakim to on fantastycznym ojcem był. Wracał po 20, specjalnie czekałam z kąpielą dziecka by mógł to zrobić, nawiazać więź, móc go przytulać, bo nie widział go cały dzień, a on k...w śmiał mi powiedzieć po latach, że ja się dzieckiem nie zajmowałam, bo on musiał go NAWET! kąpać. [Dobra spokój Use... to już za Tobą.]

                              Nagminnie zapominał o kwiatach choćby na imieniny, ale nie zapominał o piwie dla siebie...itd. Oczekiwał wspierania, a kiedy poprosiłam, zeby czasmi coś miłego mi powiedział, to palną, że się paniusi gadać zachciało, no i że umiem...dlugie milczenie - czytac mapy!!!!.

                              Nie mam ochoty rozdrapywać ran.

                              Po kilkunastu takich akcjach nie chciało mi się już starać.

                              A kiedy przed rozwodem zapytałam co konkretnego ma mi do zarzucenia powiedziął, ze byłam za mało czuła. I tylko tyle miał mi do zarzucenia.

                              I co Jarkoni? Zimna baba jestem? Zgasił płomień we mnie. Jestem pusta i wypalona. I co dalej?
                              • jarkoni Re: Niesamowity wątek.. 28.05.09, 18:51
                                useless00 napisała:

                                > Współczuję Jarkoni takiej sytuacji. Ale często faceci sami wychowują sobie zimn
                                > e żony.

                                Z jednej strony wiem, że wyjeżdżałem dużo, ale było jasne, że taka moja praca.
                                Ale dziecko kąpałem tylko JA, prasowałem ja, na spacery ja(nawet na sanki na
                                górkę na osiedlu), zakupy ja, dbanie o autka ja.. I co niby mało ważne, ale
                                jakieś 80% dochodów ja (tu nie mam żalu, bo różnie się w życiu plecie, może za
                                parę lat nie miałbym firmy i trafił na bezrobocie, wtedy utrzymywałaby pewnie
                                dom głównie ona).
                                Cały sęk w tym, że po parunastu latach, po moich gadaniach, usłyszałem ot tak:
                                "ja po prostu seksu nie lubię"
                                I co Ty na to?
                                Po prostu..
                                • useless00 Re: Niesamowity wątek.. 28.05.09, 19:22
                                  No z tym się walczyć nie da. Oczywiście można dywagować, czemu nie lubi, czy tylko z Tobą nie lubi i tak dalej...I wiem Jarkoni, że są takie kobiety jak opisujesz i nie rozumiem ich. Mnie ex sie zawsze podobał, budowałam jego ego, robiłam jak mówią w poradnikach - chwal i doceniaj, owszem, aż poczuł się tak Panem!

                                  A te kąpiele i reszta, Jaroni? Większość kobiet robi wiele rzeczy po cichu i z obowiązku nie robiąc sobie powodu do dumy. Robią i już. A mężczyźni w większości chełpią się tym i obnoszą. Czy Twoja ex nie robiła tych rzeczy bo jej się nie chciało czy podzieliliście się obowiązkami? Czy po protu robiłeś to, bo lubisz to robić? A wyjścia na sanki - toż to przyjemnosć z dzieckiem, a nie obowiazek. Ja mojego ex wręcz wyganiałam z domu, żeby z Synem razem pograli w kosza, pojeździli na rowerze.. I co? Chcąc budować więź między synem i ojcem, dbając o ich częsty kontakt, dostałam podziękowanie w postaci wyzwisk, że jestem wyrodną matką, która nie zajmuje się dzieckiem itd. Pracowałam od 7-15, on wracał około 13. Gotował obiad (najczęsciej z mrożonek, które w weekend przygotowałam). Mnie fizycznie nie było, wiec jak miałam ten obiad zrobić? Ale usłyszałam,że to on tylko gotował, nie ja. Zawoził dziecko do szkoły, bo ja na 7 do pracy, i co? Usłyszałam, że jestem wyrodna matka bo nawet dziecka nie zaprowadziłam do szkoły!

                                  I to jest sprawiedliwe? Bo z jego strony wyglądało tak jakby on sam wszystko robił. Mojej pracy nie widział. Pranie prasowanie, dbanie o odm, robiło się samo...

                                  Ech Jarkoni, kij ma dwa końce, medal dwie strony ...

                                  A ja nigdy nie negowałam jego ojcostwa, zawsze chwaliłam, że świetnie gotuje itd. Mówiłam, że przystojny i takie tam... i nie kłamałam. A co dostałam w zamian? Hasło na dzień dobry: morda w kubeł nie bulgotać, ciesz się kobieto z tego co masz, przez Twoje fanaberie i mrzonki wylądujemy pod mostem...

                                  Dziś zostałam z poczuciem własnej wartości bliskiej zera, z poczuciem użytecznosci mebla...

                                  Mój ex pracował na dwóch etatach, nie dlatego że musiał, ale że chciał. Mówiłam wielokrotnie, że wali nam się małżeństwo, bo albo cię nie ma albo jesteś zmęczony. I co? Usłyszałam hasło, ale to fajnie miec pieniądze. Tylko, że ja z nich nie korzystałam a on. Owszem ubrałam się fajnie, ale w szmateksie, o moich ulubionych rozrywkach mogłam zapomnieć, bo nie było kasy, czasu, z kim...mieszkałam na wsi. Nigdy nie zaproponował, ze zawiezie mnie i odbierze, bo tam gdzie ja lubię chodzić, on się nudzi. A komunikacja w weekendy nie istniała, a ja nie zmotoryzowana.

                                  Ech naszło mnie na jakieś wynurzenia. WOlę o tym nie myśleć już i nie analizować. Wybacz Jarkoni.
                                  • jarkoni Re: Niesamowity wątek.. 29.05.09, 18:02
                                    Mówiłam, że przystojny i takie tam... i nie kłamałam. A co dostałam w zamian?
                                    Hasło na dzień dobry: morda w kubeł nie bulgotać, ciesz się kobieto z tego co
                                    masz, przez Twoje fanaberie i mrzonki wylądujemy pod mostem...

                                    Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby aż tak obrazić własną żoną. Ba, żeby w
                                    ogóle były jakiekolwiek inwektywy. A podobno nawet niektórzy faceci posuwają się
                                    do rękoczynów.
                                    To poniżej godności i zatracenie człowieczeństwa po prostu...
                                    I nie mieści się w głowie.

                                    AD inne Twoje: tak, był podział obowiązków, ech, też nie chce mi się już
                                    analizować i udowadniać, że nie jestem wielbłądem.
                                    Sęk w tym, że jeśli dwie strony coś zawalają to powinny chyba się próbować
                                    dogadać, albo, nie wiem, iść do psychologa, jakiejś poradni rodzinnej, sam nie
                                    wiem, a nie od razu z jednej strony z grubej rury..
                                    Tego nigdy nie zrozumiem i tyle..
                                  • ani.chybi Re: Niesamowity wątek.. 10.06.09, 15:56
                                    useless00 napisała:

                                    > Dziś zostałam z poczuciem własnej wartości bliskiej zera, z
                                    poczuciem użyteczno
                                    > sci mebla...
                                    Czy zdajesz sobie sprawę, że o wartości człowieka nie decyduje jego
                                    użyteczność? Każdy sam w sobie stanowi wartość.
                                    Czy przypadkiem w małżeństwie nie byłaś uprzedmiotowiona znacznie
                                    bardziej niż teraz?
                              • mika.500 Re: Niesamowity wątek.. 30.05.09, 18:05
                                Dokładnie!!!Wiem o czym piszesz-faceci zachowują sie po ślubie jak
                                księzniczki wkoło których trzeba biegac ,chuchac ,dmuchać pytać żeby
                                czasem do innej sobie nie poszli(mamusi niech taki poszuka-to ma być
                                partner?!)Mąż taki zachowuje sie jakby abonament na całe zycie
                                wykupił z usłaugami typu:pranie ,sprzątanie ,gotowanie i seks na
                                kazde życzenie!Sorry,moze nie wszyscy ,ale mój i wielu innych jak
                                widzę.I zadnej inicjatywy, Zadnych rozmów , usmiechu ,kwiatów nawet
                                kłotni tylko wielce obrażony 40-latek który zachowuje sie jak
                                rozkapryszona ksiezniczka!W moim przypadku to mój
                                tesc "męczył "mojego męza o dzieci i kedy sie pojawiły to ja jestem
                                traktowana jak inkubator -reproduktor.Mówi składaj sobie pozew a
                                dzieci będą ze mną bo ty sobie rady nie dasz.To jest straszny ból-bo
                                poznał mnie panna z dzieckiem kiedy poprzedni partner mnie zostawił
                                bo ciąza to dlaniego szok!MNój obecny gruszki na wierzbie mi
                                obecywał.Wyć mi sie chce!!!!Szkoda mi dzieci.P.S.Bardzo lubię seks
                                (najlepiej z czułym kochanym męzem Którego nie interesuje tylko
                                d...a i po tym juz dłudo nic)
                            • flyingjulka Re: Niesamowity wątek.. 28.05.09, 19:05
                              Niekoniecznie oziewany, może jednak zbyt stronniczy. Każda roślina bez
                              odpowiedniej pielęgnacji,podlewania, nawożenia, obumiera. Tak samo jest w
                              związkach. Każdy z nas pewnie ma sobie trochę do zarzucenia,więcej partnerom.
                              Ale tak z ręką na sercu, czy daliśmy z siebie wszystko???
        • scriptus Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 29.05.09, 16:05
          Szkopuł w tym, ze nie musi robić nic szczególnego. Miłość, to
          uczucie, a nie zadanie, czy praca do wykonania. To sposób, w jaki
          traktuje się druga osobę. Kobiety doskonale potrafią udawać orgazm,
          a także miłość, ale tylko na krótka metę. Nie wystarczy usmiechać
          się i prasowac koszule, żeby mężczyzna czuł się kochany. Wartościowa
          kochająca kobieta może nie gotować, nie prać i nie prasować, a mimo
          to mężczyzna będzie nią szczęśliwy.
          • mariefurie Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 29.05.09, 16:21
            scriptus napisał:

            > kochająca kobieta może nie gotować, nie prać i nie prasować, a mimo
            > to mężczyzna będzie nią szczęśliwy.

            O, w to mi graj!
            Ładnie powiedziane smile)
          • to.ja.kas Scriptus 01.06.09, 16:23
            miło Cie widzieć. Co u Ciebie słychać? I myślę, że pierwszy raz od
            bardzo dawna mogę sie z Toba zgodzić smile
    • robak_25 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 28.05.09, 22:40
      rewelacja schemat zadziałał u mnie też po 15 latach małżeństwa z tą różnicą że rozwód dopiero się szykuje--chyba będzie się działo
      pozdrawiam
    • kami_hope Schemat - schematyczne żale... 29.05.09, 18:11
      Zdecydowana większość młodych ludzi buduje związki na podstawie
      przejętego modelu. I przecież kiedyś ja, układałam sobie życie na
      wzór poprzednich pokoleń. Człowiek nabiera mądrości wraz z wiekiem
      (przede wszystkim mam tu na myśli doświadczenie). Dowiadujemy się
      więcej o samych sobie (wiemy kim jesteśmy, czego pragniemy, co
      jesteśmy w stanie osiągnąć, etc.). Z czasem dopiero klaruje się
      wizja związku/małżeństwa jaki/e chcielibyśmy tworzyć.
      Czytam tutaj o żalach w kierunku byłego/ej partnera/ki. A to, że nie
      sprzątał, nie bywał w domu, bawił się, nie chciała się kochać, etc.
      Pamiętam, że sama w podobny sposób się żaliłam. Te żale są oparte na
      tym samym schemacie, wg. którego tworzyło się poprzedni (nieudany!)
      związek. I aby cokolwiek się zmieniło w naszym życiu, musimy wpierw
      zmienić siebie, a wraz z tym wizję związku jaki chcemy mieć. Poza
      schematem!! Związek (partner), który odpowiada naszej indywidualnej
      osobowości. Tak samo jak nie sprawdzają się uniwersalne recepty na
      szczęście, nie sprawdzają się szkoły „wzorowego małżeństwa”.

      Jak znaleźć idealnego partnera?
      Być sobą. Działać w zgodzie z sobą. Zharmonizować rozum z sercem.
      Żyć dla samego siebie przede wszystkim. Cieszyć się życiem, cieszyć
      się samym sobą. Zmieniać to, i pracować nad tym co nam przeszkadza w
      odczuwaniu radości, szczęścia, zadowolenia z siebie (poczucia
      własnej wartości). I w podobny sposób patrzeć na drugiego człowieka.
      I w końcu związać się z podobną sobie osobą. A wówczas problemy (te
      z poprzedniego schematu) przestają istnieć. O nic nie trzeba
      walczyć, o nic zabiegać, nie trzeba nikogo do niczego zmuszać,
      manipulować, wywierać presji, itd. Bo ten drugi człowiek doskonale
      wie co należy robić, ba! – chce to robić, tak samo jak i my chcemy.
      Tak się rodzi miłość… Ona bierze początek z miłości do samego
      siebie.
      Póki co nie znam innej drogi, która prowadzi do szczęścia w miłości.
      • tricolour :)) 29.05.09, 18:18
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=91732308&a=95776511
      • chalsia Re: Schemat - schematyczne żale... 29.05.09, 18:24
        > Jak znaleźć idealnego partnera?
        > Być sobą. Działać w zgodzie z sobą. Zharmonizować rozum z sercem.
        > Żyć dla samego siebie przede wszystkim. Cieszyć się życiem,
        cieszyć
        > się samym sobą. Zmieniać to, i pracować nad tym co nam
        przeszkadza w
        > odczuwaniu radości, szczęścia, zadowolenia z siebie (poczucia
        > własnej wartości). I w podobny sposób patrzeć na drugiego
        człowieka.
        > I w końcu związać się z podobną sobie osobą. A wówczas problemy
        (te
        > z poprzedniego schematu) przestają istnieć. O nic nie trzeba
        > walczyć, o nic zabiegać, nie trzeba nikogo do niczego zmuszać,
        > manipulować, wywierać presji, itd. Bo ten drugi człowiek
        doskonale
        > wie co należy robić, ba! – chce to robić, tak samo jak i my
        chcemy.
        > Tak się rodzi miłość… Ona bierze początek z miłości do samego
        > siebie.
        > Póki co nie znam innej drogi, która prowadzi do szczęścia w
        miłości.

        tym razem zgodze się z Tobą w całej rozciągłości
        • mariefurie Re: Schemat - schematyczne żale... 29.05.09, 18:30
          scriptus powiedzial to samo,moim zdaniem, ale w duzym skrócie.
          A się też zgodzę z Toba Kami, bardziej to "przeżułaś" ten temat wink
          • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 30.05.09, 00:06
            Och Ty moja bystrooka! smile
            Rzeczywiście scriptus i tri napisali o tym samym, każdy po swojemu -
            na miarę swojej osobowości i doświadczenia.
            Ja widzę na tym forum kilka osób które stoją o krok od szczęścia (w
            rozumieniu satysfakcjonującej relacji partnerskiej) lub właśnie go
            doświadczają. Przed większością daleka droga jeszcze. Ale także
            wielu - tu - ma marne perspektywy.
            Te perspektywy stwarzamy my sami. Ci którzy już to wiedzą i wdrażają
            w życie są tu widoczni, niewielu ich, jednak cieszy (mnie) ich
            obecność i determinacja w rozwoju.
            • jarkoni Re: Schemat - schematyczne żale... 30.05.09, 08:20
              Czyli alleluja?
              I do przodu?
              Wybacz kami_hope, ale przeczytałem same ogólniki typu "róbmy dobrze żeby było
              dobrze i kochajmy się"
              Toż to wszyscy wiedzą od dziecka.
              I skąd tyle rozwodów?
              Retoryczne to było...
              • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 30.05.09, 20:16
                Retoryczne, nie retoryczne, ale odpowiem (z szacunku dla założyciela
                tego forum).
                Trudno wyrażać się na forum w sposób nie ogólnikowy. Chylę czoła
                przed Tri, który jest tutaj mistrzem syntezy. Dla mnie taki sposób
                wypowiedzi przysparza trudności, to też staram się bardzo pisać
                (właśnie!) zwięźle. Gdybym pokusiła się o rozwinięcie myśli
                (tematu), nikt by tu tego nie czytał. Pisanie sobie a muzom mija się
                z moją intencją. Forum to forum. Na głębsze porozumienie zapraszam
                na priv. Gdybyś miał któregoś dnia czasu w nadmiarze, może
                zechciałbyś przeczytać więcej moich forumowych tekstów. One
                wszystkie się łączą i uzupełniają. Ot taka moja filozofia życiowa
                (wypracowana własnym doświadczeniem i nie tylko…wink. Można się z nią
                zgadzać bądź nie. Jest moja, jednak jej nie ukrywam i chętnie się
                nią dzielę (mam ogromną satysfakcję, kiedy ktoś poczuł się
                zainspirowany jakąś myślą, która przyniosła mu życiową korzyść).

                >I skąd tyle rozwodów?
                Krótko – podejmujemy decyzje pod wpływem wyuczonych mechanizmów,
                często jesteśmy w tym (nieświadomie) interesowni; nie znamy siebie
                samych, więc tym bardziej nie jesteśmy w stanie rozpoznać człowieka
                z którym się wiążemy; wierzymy, że miłość wszystko naprawi
                (oczekujemy zmian w drugim człowieku, podczas gdy sami siebie nie
                potrafimy zmienić); później popadamy w frustracje, bo rzeczywistość
                nie odpowiada naszym złudzeniom. Najogólniej – rozwody są
                konsekwencją błędu w założeniu (założeniem tym jest błędne myślenie
                na starcie, to myślenie w znakomitej większości opiera się na
                micie).
                • baran_bbb Re: Schemat - schematyczne żale... 17.06.09, 20:24
                  właśnie , dobrze powiedziane - mity i założenia - często zupełnie
                  się rozbiegają z realiami. Czyli nie do końca mamy kontakt z
                  rzeczywistością
        • kicia031 Re: Schemat - schematyczne żale... 30.05.09, 21:14
          Cieszyć się życiem,
          > cieszyć
          > > się samym sobą. Zmieniać to, i pracować nad tym co nam
          > przeszkadza w
          > > odczuwaniu radości, szczęścia, zadowolenia z siebie (poczucia
          > > własnej wartości).

          Tylko czasami dzieje sie cos na zewnatrz, co takie postepowanie uniemozliwia, i
          wtedy sie czesto okazuje, ze partner jest partnerem tylko na ladna pogode.
          • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 30.05.09, 21:35
            Jeśli jesteś mocno zbudowana wewnątrz, siły zewnętrzne nie mają
            wpływu na tą konstrukcję. To nie znaczy, że należy być ślepym i
            głuchym na to co zewnętrzne. Selekcjonować... i wybierać to, co ma w
            sobie twórcze siły. Partner na ładną pogodę, czy brzydką pogodę nie
            narusza konstrukcji wewnętrznej (sęk w tym, że trzeba ją mieć!).
            • chalsia Re: Schemat - schematyczne żale... 30.05.09, 23:53
              > głuchym na to co zewnętrzne. Selekcjonować... i wybierać to, co ma w
              > sobie twórcze siły. Partner na ładną pogodę, czy brzydką pogodę nie
              > narusza konstrukcji wewnętrznej (sęk w tym, że trzeba ją mieć!).

              taaaak, ale co jeśli tą siłą zewnętrzną jest np. utrata ciąży albo choroba
              własna czy inne wydarzenie takie, przy którym własna siła wewnętrzna po prostu
              nie wystarcza? I wtedy własnie okazuje się często, że partner partnerem nie
              jest, jest tylko towarzyszem na dobrą pogodę.
              • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 31.05.09, 00:18
                Chalsia, nie chciałabym tu usilnie obstawać przy swoich poglądach.
                Doświadczenia życiowe, które podałaś jako przykład (a tak się
                złożyło, że były i moim udziałem), tym bardziej determinują do pracy
                nad sobą. Czasem zdarza się tak, że można liczyć tylko i wyłącznie
                na siebie. Z perspektywy czasu okazuje się, że to wcale nie było
                takie złe… Taki trudny czas może właśnie pobudzić do działania (ja
                bym powiedziała, że wręcz musi, bo „jeśli nie JA, to kto?”wink. Dopiero
                po pokonaniu tych trudności, można ocenić, że dokonało się kroku
                milowego na drodze własnego rozwoju.
                Są tacy szczęśliwcy, którzy wciąż są wspierani. Tyle, że tu takich
                nie ma. Możemy liczyć na własne siły, musimy je odkryć i rozwijać.
                Raz zbudowana moc w ten sposób, nie ginie. Ba! Przynosi zadziwiające
                profity. Promieniuje… Oddziałuje na otoczenie (pozytywnie), pobudza
                do życia, etc.

                >partner partnerem nie jest, jest tylko towarzyszem na dobrą pogodę.
                Kiedy już raz siła wewnętrzna się ugruntuje, nie pozwolimy aby
                cokolwiek lub ktokolwiek zakłócił coś, co z takim trudem zdobyliśmy.
                Namawiam, aby nie pozwolić pasożytować na sobie. Każdy ma dwie ręce
                i szanse…

                • chalsia Re: Schemat - schematyczne żale... 31.05.09, 00:43
                  > >partner partnerem nie jest, jest tylko towarzyszem na dobrą pogodę.
                  > Kiedy już raz siła wewnętrzna się ugruntuje, nie pozwolimy aby
                  > cokolwiek lub ktokolwiek zakłócił coś, co z takim trudem zdobyliśmy.
                  > Namawiam, aby nie pozwolić pasożytować na sobie. Każdy ma dwie ręce
                  > i szanse…

                  no i dlatego wolałam zostać sama w pojedynkę niż sama w związku z eksem.
                • kicia031 Re: Schemat - schematyczne żale... 31.05.09, 10:25
                  Kiedy już raz siła wewnętrzna się ugruntuje, nie pozwolimy aby
                  > cokolwiek lub ktokolwiek zakłócił coś, co z takim trudem zdobyliśmy.

                  Generalnie zgadzam sie z tym. przez lata na taka sile pracowalam i przez lata
                  cieszylam sie tym co wypracowalam - do czasu az nie zachorowalam na depresje.
                  Nawet wtedy nie potrzebowalam wsparcia - tylko tego, by partner jeszcze minie
                  dokladal.Niestety, nawet to bylo za wiele.
                  Dlatego jestem sceptyczna, gdy partner oczekuje ode mnie zawsze sily,
                  samowystarczalnosci i samoindukowania szczescia - bo wiem, ze to nie zawsze jest
                  mozliwe.
                  • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 31.05.09, 20:59
                    >Dlatego jestem sceptyczna, gdy partner oczekuje ode mnie zawsze
                    sily,
                    samowystarczalnosci i samoindukowania szczescia - bo wiem, ze to nie
                    zawsze jest
                    mozliwe.
                    Kiciu, Twój sceptycyzm jest zupełnie na miejscu. Jest różnica w tym,
                    gdy ktoś oczekuje od Ciebie siły, a tym, kiedy sama nakładasz sobie
                    pewne zadania/cele. Robisz to dla siebie!
                    Ja mam na myśli moce, które posiada się wewnątrz już na starcie (tj.
                    przed wejściem w relacje z partnerem). Samoświadomość determinuje
                    wybór odpowiedniego partnera (tj. takiego, który nie wyssie z nas
                    krwi, a będzie nam towarzyszył. Towarzyszył – bo sam ma w sobie
                    siłę i nie ma potrzeby posilać się czyimś kosztem).
                    Zmierzam do tego aby nie rozpamiętywać bez końca nieudanego
                    małżeństwa. Takie myślenie nie dość, że zatruwa krew, to zabiera
                    bezcenny czas, który można spożytkować konstruktywnie. I dopiero na
                    takiej silnej konstrukcji jest szansa zbudowania związku o nowej
                    (lepszej!) jakości.


                    • jarkoni Re: Schemat - schematyczne żale... 05.06.09, 18:58
                      kami_hope napisała:

                      > >Dlatego jestem sceptyczna, gdy partner oczekuje ode mnie zawsze
                      > sily,
                      > samowystarczalnosci i samoindukowania szczescia - bo wiem, ze to nie
                      > zawsze jest
                      > mozliwe.

                      Kami, czy Ty po prostu nie masz na myśli tego, że facet powinien dbać, opiekować
                      się, gasić pożary.. plus jeszcze umieć przykręcić śrubkę, wspomóc dobrym słowem
                      i czasem przytulić?
                      • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 05.06.09, 21:53
                        Jarkoni, zacytowałeś słowa Kici031, które z kolei ja zacytowałam i
                        do nich się odniosłam. I teraz trochę czuję się zagubiona w
                        odpowiedzi, bo mój komentarz do słów Kici miał inny sens. Wygląda na
                        to, że swój post kierujesz do niej.

                        No ale skoro tu już jestem to postaram się uściślić swoją myśl.
                        Jarkoni napisał:
                        >że facet powinien dbać, opiekować
                        się, gasić pożary.. plus jeszcze umieć przykręcić śrubkę, wspomóc
                        dobrym słowem
                        i czasem przytulić?

                        Moje oczekiwania wobec partnera nie opierają się na powinności.
                        Biorę pod uwagę jego wolę, możliwości, intencje, uczucia, etc. Jak
                        można mieć do lekarza pretensje, że nie zna budowy silnika lub do
                        rolnika, który nie potrafi rozróżnić porcelany od fajansu, itp.?
                        Jeśli jestem z mężczyzną, który odpowiada mi pod względem
                        osobowości, mentalnym, emocjonalnym, uczuciowym… jego zdolności
                        (talenty predestynujące do wykonywania danej pracy/zawodu) stają się
                        sprawą marginalną, stanowią jakoby jego indywidualną część świata
                        (związaną ze mną jedynie w sposób pośredni). Wspaniale, gdy człowiek
                        posiada szereg umiejętności, jednak nie jest to dla mnie podstawowym
                        kryterium wyboru. A dlaczego nie jest? Otóż dlatego, że mogę żyć o
                        własnych siłach (wypracowałam je); wiem, że jestem sobie w stanie
                        poradzić (sama) w krytycznej sytuacji i wobec powyższego status
                        mężczyzny nie wpływa na decyzję o związku. Jakość związku określam
                        na podstawie tworzących się więzi i ich umacnianiu, wzajemnym
                        zrozumieniu, wzajemnym wspieraniu się, zwyczajnie satysfakcjonującym
                        czasie razem spędzonym. Tak, potrzebuję słów, czułości… i wiele
                        innych rzeczy zmysłowych i pozazmysłowych…

                        Tak mi przyszło teraz do głowy, że jakość związku można przyrównać
                        do piramidy potrzeb Masłowa. Jeśli nie spotkałeś się z tym, znajdź
                        przez wyszukiwarkę, może to rozjaśni bardziej obrazowo mój pogląd.
                        • jarkoni Re: Schemat - schematyczne żale... 05.06.09, 23:45
                          kami_hope,
                          zostawmy teorię niejakiego Masłowa, pewnie słuszną pod pewnymi względami,
                          pokazywali mi to swego czasu..
                          Tzn. pod względem potrzeb od dołu na pewno tak.
                          I tak się nasza psyche buduje.
                          Ale równie dobrze moglibyśmy mówić o bazie i nadbudowie (poszukaj sobie w
                          wyszukiwarce).
                          Tak, wspieranie się, zrozumienie i czułość..Jestem za..
                          • jarkoni Re: Schemat - schematyczne żale... 05.06.09, 23:57
                            Miałem nieszczęście studiować taki kierunek, gdzie o Masłowie musiałem sie
                            dowiedzieć. A o tonięciu szczurów coś wiesz? Chętnie opowiem..
                          • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 06.06.09, 00:10
                            „Wraz ze zmianą podłoża ekonomicznego odbywa się mniej lub bardziej
                            szybko przewrót w całej olbrzymiej nadbudowie” – poczytam,
                            przemyślę… Dziękuję Ci za inspirację – to lubię! smile

                            Wstępnie (w odniesieniu do tego) mogłabym powiedzieć, że
                            sukces/satysfakcjonujący związek (nadbudowa) zależy od bazy – w
                            szerokim rozumieniu tego słowa, bo zależy od aspektu ekonomicznego
                            ale i mentalnego, emocjonalnego, oraz całego szeregu determinant,
                            które osobiście wypracowujemy.
                            • jarkoni Re: Schemat - schematyczne żale... 06.06.09, 00:28
                              kami, chyba nie śpisz, jak i ja..
                              A czemu nie spytałaś o szczury?
                            • jarkoni Re: Schemat - schematyczne żale... 06.06.09, 09:11
                              kami, ja już wstałem po nocnym pisaniu..
                              Odnośnie bazy i nadbudowy wyjaśniam: odniosłem te wzniosłe teorie do instytucji
                              małżeństwa i dobrze to rozwinęłaś.
                              A jako wyjaśnienie dodam(nie mam pojęcia ile masz lat), że w latach 80-tych na
                              właściwie każdych studiach był przedmiot pt."Ekonomia polityczna socjalizmu"
                              Nie "Ekonomia", tylko właśnie tak. Były dwie ekonomie, ta zła kapitalistyczna i
                              ta dobra, nasza..
                              Ktokolwiek miał możliwość wyjechać na Zachód, konfrontował tą teorię z praktyką,
                              i już wiedział co myśleć..
                              A Masłow to podstawa egzystencji i wyższe cele, teoria trafna co do podstawowych
                              i wyższych oczekiwań homo sapiens.
                              Ciekawe kiedy spytasz mnie o szczury, nie intryguje Cię to?
                              • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 06.06.09, 16:42
                                Ależ pytam… Tylko oddaliłam się w celu bioregeneracji wink (a że
                                zaraza mnie dopadła, to śpię i śpię…wink
                                Miałam jeden semestr ekonomii (już tej „normalnej”, bo raz, że czasy
                                inne, a dwa, że zgoła odmienny kierunek studiów), który bardziej
                                miał na celu przedstawić ogólne zasady i sposoby zarządzania
                                przedsiębiorstwem.

                                Znam pewnego filozofa (z Kanady smile), który przy jakiejś tam
                                rozmowie, przypisał moje słowa starożytnemu mędrcowi. Oburzyłam się
                                nieco, bo poglądy uznałam za swoje (!), a owym świetnym mężu miałam
                                jedynie ogólne pojęcie (to też nie mogłam przejąć jego myśli). Na to
                                on (kolega) skwitował, że człowiek nie jest w stanie nic nowego
                                wymyślić, a wszystko co istotne już powiedziano.

                                Odnośnie naszej polemiki – zwykliśmy podczas następujących po sobie
                                czasach (m.in. okresach politycznych, ustrojowych, kulturowych,
                                etc.) zaprzeczać poprzednim doktrynom (często uznając je za
                                wstydliwe lub najprościej „niepoprawne politycznie”wink. Ja zaś z
                                chęcią korzystam z wiedzy osiągniętej przez przodków. Część tej
                                wiedzy jest zdobywana przeze mnie świadomie, a druga funkcjonuje na
                                zasadzie archetypu (patrz: C. G. Jung) – oczywiście ta zasada
                                dotyczy w ogóle natury ludzkiej, tyle tylko, że nie każdy człowiek
                                jest świadom swojej natury (a to taka sobie mała dygresja smile)

                                Pisz o szczurach drogi Jarkowi, proszę…
                              • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 06.06.09, 17:32
                                Jeśli człowiek postawi sobie za cel dążenie do wolności i osiągnie
                                ją w dostatecznie zadowalającym stopniu, zyskuje poczucie wpływu na
                                własny los. Automatycznie myślenie fatalistyczne zaciera się.
                                Nadzieja wyzwala w człowieku energię do zdobywania co raz to
                                szerszych horyzontów.
                                Co wtedy, gdy tonącemu nie ma kto podać deski?
                                Ano zaufanie w to, że ona istnieje. Bo jeśli nawet my sami nigdy jej
                                nie dotknęliśmy, obserwacja innych pozwala domniemać, że deska
                                istnieje. W takiej sytuacji należy rozwijać w sobie cierpliwość
                                lub/i bez zahamowań wyciągać ręce do tych innych. (i tak, jak moje
                                imię na tym forum – wyraża gotowość (podam deskę, jeśli ktoś zwróci
                                się o nią))
                                • jarkoni Re: Schemat - schematyczne żale... 07.06.09, 10:43
                                  Czyli już dokładnie wiesz kami o czym mówiłem.. Nawet, jak widzę, dokładnie
                                  znasz to doświadczenie..
                                  Robiłem to osobiście na 2 czy 3 roku. Nawet sobie nie zdajesz sprawy jak bardzo
                                  zapamiętałem..
                                  • kami_hope Re: Schemat - schematyczne żale... 07.06.09, 16:30
                                    Dziękuję. I proszę o więcej...
                                    Jeśli nie dziś, to i tak spodziewam się od Ciebie kolejnych
                                    inspiracji... Dobrze, że tu jesteś.
                      • ani.chybi Re: Schemat - schematyczne żale... 10.06.09, 16:17
                        jarkoni napisał:

                        > Kami, czy Ty po prostu nie masz na myśli tego, że facet powinien
                        dbać, opiekowa
                        > ć
                        > się, gasić pożary.. plus jeszcze umieć przykręcić śrubkę, wspomóc
                        dobrym słowem
                        > i czasem przytulić?
                        To nie są nadmierne oczekiwania, tworzą przecież charakterystykę
                        normalnego człowieka. Problem pojawiłby się w momencie, gdyby
                        wszystkich posług oczekiwać jednocześnie.
      • baran_bbb Re: Schemat - schematyczne żale... 17.06.09, 20:21
        też się zgodzę...człowiek czasami nabiera rozumu do przkrych
        doświadczeniach, czyli za późno sad
    • ania19755 ...ooo jaki ty biedny... ty i twoi koledzy też :) 04.06.09, 19:59
      zupełnie jak ja i moje koleżanki ! smile sorry .... ale chyba mi
      odwala jak czytam coś takiego yyyhhh
      • jarkoni Re: ...ooo jaki ty biedny... ty i twoi koledzy te 06.06.09, 00:32
        Wow, urodziłaś się w 19755? No i jak tam jest w przyszłości?
        Odwala wam?
        • jarkoni Re: ...ooo jaki ty biedny... ty i twoi koledzy te 06.06.09, 00:34
          Przepraszam, zapomniałem dodać waszego plemiennego zawołania: YYYYHHHH..
          To coś u Was znaczy?
          • jarkoni Re: ...ooo jaki ty biedny... ty i twoi koledzy te 06.06.09, 00:41
            Ja tam za wiele nie chcę, ale czy u pierwotnych "yyyhhh" znaczyło radość, czy że
            idą na polowanie na mamuty, czy może, że mięsko przyszło bo myśliwi wrócili?
            Ktoś potrafi rozpoznać?
    • sauber1 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 06.06.09, 17:14
      pocomitakazona napisał:


      > Zaczynam podejrzewać, że podobne zachowanie kobiet po ślubie to jakiś
      > podstępny, złowrogi schematsmile
      > Czy odniósł ktoś podobne wrażenie?

      Wszędzie tylko podstęp, a czy nie lepiej zastanowić się jaki sens ma formalny
      związek ?
      • jarkoni Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 08.06.09, 16:57
        sauber1 napisał:
        Wszędzie tylko podstęp, a czy nie lepiej zastanowić się jaki sens ma formalny
        > związek ?

        Jaki ma związek "formalny związek" z późniejszą oziębłością żony?
        Kto potrafi to przewidzieć?
        • mariaeva Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 08.06.09, 17:50
          mysle ze glupie poczucie wlasnosci - bzdurne ale bedace na porzadku
          dziennym - sprawa ze ktores z partnerow przestaje sie starac -
          kobieta albo mezczyzna
          ja znam to z wersji zimny facet - zdobyl i ma w nosie
          o rozwod wystapilam ja
          nie umiem zyc na lodowcu ;/
          • jarkoni Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 08.06.09, 18:53
            witam w klubie, też nie umiałem żyć na lodowcu..
            • ania19755 głupie poczucie własności... 09.06.09, 09:56
              ...to tak jak u pierwotnych. Moja maczuga, moja jaskinia, moja
              kobieta. Być może ograniczyło mnie to do tego stopnia,że
              piszę ,mówię i myślę już w języku jaskiniowców. Ewolucja mnie
              ominęła ale coś boli w środku..co to może być??? to chyba
              żołądek,może z polowania poczęstowano mnie padliną..? yyyyhhh...
              • ani.chybi Re: głupie poczucie własności... 10.06.09, 16:37
                To minie.
          • rybak Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 10:16
            Życie na lodowcu zaczyna się z reguły bardzo wcześnie. Nawet znacznie wcześniej
            niż wchodzimy w te, no formalności. Więc zawsze jest czas na przemyślenie i
            wycofanie się, jakby co.
            Tylko potem w skórę bierzemy nie za to, że gramy, ale że się odgrywamy. I za to,
            że licytujemy i przelicytowujemy. Ja to juź raz przerabiałem. Więc wiem.
            Działa to tak na początku:
            – Zimno Ci?To daj, ogrzeję.
            - Nie chcę, bo jesteś taki to a taki.
            - No pozwól się ogrzać - co chcesz? To ci zrobić, tamto podać czy zapewnić? A
            może się pobierzemy, jak masz dyskomfort?

            I potem jest już za poźno. Schemat dawania/brania się powiela. I mamy lodowiec
            jak stąd do wieczności.
            A trzeba - i to już też wreszcie wiem - inaczej.
            - Nie chcesz? No to najpierw oczywiście poszukam w sobie. Szukam, szukam, nie
            widzę. Więc pomóż poszukać. Poszukać, a nie odrzucać. Nie chcesz pomóc?
            Dlaczego? Co ci przeszkadza? Nie powiesz? Wszystkie moje ciemne sprawy i wady?
            Żadnych jasnych stron nie widzisz? Tylko swój dyskomfort z układu? No to co my
            ze sobą robimy? Wycofajmy się, przemyślmy, nie krzywdźmy siebie i innych,
            zwłaszcza tych najmniejszych - jeśli są. Za duziśmy na wychowywanie się
            wzajemne. ja cię nie zmienię, ty mnie nie zmienisz, a jak nie ma już między nami
            słówka na m (wiadomo) - a jest to na j (ja) - to co my tu robimy?

            I spokój. Minimalizowanie cierpień. Wiecie kiedy wilk szarpie najmocniej? Kiedy
            zapędzicie go w ślepą uliczkę.
            No to lepiej wcześniej otworzyć wszystkie drzwi i nie decydować będąc w zaułku.
            • blackglass Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 10:57
              Jest takie powiedzenie " nie ma masek jest wiele twarzy zobaczysz tą na którą
              zasługujesz"
              Mój maż przez długie lata bardzo ciężko pracował na to żebym była
              zimna...jestem... a teraz jest wielce zdziwiony...
              Nikt bez powodu nagle nie zmienia się i nie staje zimny...ot i cała filozofia wink
              • rybak Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 11:27
                A czaesem - zobaczysz tę, którą sobie kupisz.
                Dopóki masz za co.
                Blee!!!
                Nie moja bajka. cześć.
            • kicia031 Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 13:21
              Działa to tak na początku:
              > – Zimno Ci?To daj, ogrzeję.
              > - Nie chcę, bo jesteś taki to a taki.
              > - No pozwól się ogrzać - co chcesz? To ci zrobić, tamto podać czy
              zapewnić? A
              > może się pobierzemy, jak masz dyskomfort?

              A czasmi dziala tak:
              on: .............
              Ona: zimno mi, ogrzejesz mnie?
              on: ...............
              Ona: po roku, dwoch, trzech - nie mowi juz nic. grzeje sie przy
              dziecku, znajomych, kochanku
              • rybak Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 13:31
                Bo nie chodzi o płećsmile
                Obu stronm związku może być w pewnym momencie zimno.
                Ale tu pojawia się coś jeszcze - myślenie magiczne - że może coś ze mną nie tak,
                (często jeszcze jest się w tym przekonaniu przez... partnerkę(a) umacnianym),
                pojawia się poczucie winy i przymus - spróbuję zasłużyć na to ciepło.
                A wtedy to już jest koniec, bo zimni ludzie uwielbiają taki obrót sytuacji. I
                taką swoją pozycję. Bo wtedy to MY jesteśmy ci winni, a oni mają i spokój i
                komfort psychiczny.

                I obiorą was wtedy w końcu do kości. Jak piranie.
                Dlatego mówię - widzisz lodowiec - czujesz chłód, słyszysz słowa: śpij sam(a) -
                bo nie jesteś taki(a) jak myślałam,-em, więc najpierw coś tam zrób, a potem
                zobaczymy - czas spitalać! I na pewno się nie wiązać trwale. Bo będzie tylko gorzej.
                Kiedy np. nawet ja uwierzyłem w budowanie związków z rozsądku. Dziś wiem, że to
                g...prawda! Lód wtedy rośnie i w nas, i wokół nas i w drugiej stronie znacznie
                szybciej, niż w związkach z uczucia. Szybciej, niż go się próbuje topić. A potem
                się przestaje topić.
                • seseczka Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 13:50
                  jestem żoną z pierwszego postu. idealnie. jestesmy o krok od
                  rozwodu. raczej to nieuniknione. dlaczego? bo po urodzeniu dziecka
                  zmienia się zycie. i jeżeli ludzie są partnerami to sie dogadają.
                  jeżeli nie to marne szanse. po macierzynskim wróciłam do pracy.
                  czyli miałam na głowie dziecko, dom, pracę. mój mąż oczywiście
                  zabierał dziecko na spcer, bawił sie ale to wszystko. pranie
                  gotowanie sprzatanie prasowanie? a co takiego powinien powiedzieć.
                  on był od zarabiania pieniędzy. tylko, że był szefem a pracę
                  wykonywali pracownicy. nie musiał siedzieć po 10 gdz. dziennie i
                  harować (i wcale tego nie robił). pózniej sobie kupił skuter, po
                  kilku miesiącach zamineił na motor, pózniej pojechał sobie z
                  kolegami na wyprawe po europie, pózniej kolejny wyjazd. ja tez byłam
                  namawiana na wyjazd. ale czytso teoretycznie. jedz do spa!
                  słyszałam. tylko z mojej pensji nie było mnie stać. on spełniał
                  swoje kolejne zachcianki. twierdzi, że musi bo życie jest jedno jest
                  młody i chce mieć co wspominać. nas kocha i chce znami byc. jak
                  najbardziej. ale musi mieć czas wolny dla siebie. super. ma racje.
                  tylko co z czasem dla mnie?????!!!! kiedy?! nie mam żadnej babci na
                  miejscu, u której maogłabym zostawić dziecko. z pracy lecę go
                  odebrac z przedszkola, zakupy, plac zabaw, przygotowanie posiłku,
                  ogarnięcie mieszkania (bo kładzie rzeczy tam gdzie mu wygodnie i
                  moga tak leżeć tygodniami), położenie dziecka spac i robi sie 21
                  albo po. taa i to jest ta najlepsza chwila na sex? mieszkamy razem 6
                  lat myślicie, że kiedyś wyszorował wanne? albo kibel? albo
                  poprasował? albo powycierał kurze? odpowiedz brzmi: nie.
                  • to.ja.kas Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 14:00
                    seseczka napisała:
                    >mieszkamy razem 6
                    > lat myślicie, że kiedyś wyszorował wanne? albo kibel? albo
                    > poprasował? albo powycierał kurze? odpowiedz brzmi: nie.

                    Mieszkacie razem 6 lat. Ile jesteście po ślubie? Co robiliście
                    wcześniej? jak to się stało, ze nagle odkryłaś jaki jest Twój mąż?
                    Dla mnie to zagadka jak bardzo wydaje nam sie atrakcyjne coś co po
                    kilku latach razem staje sie nie do przyjęcia.
                    I dlaczego skoro jesteś sama ze wszystkim nie rzuciłaś papierami
                    rozwodowymi o stół? Po co się użerać z takim mężczyzną który tylko
                    przeszkadza a napewno nie pomaga?
                    Rozsądek? Bo dzieci?
                    Nie oszukujmy sie, pan okazał sie niedojrzałym egositą a Ty? Czym
                    spowodowany jest ten altruizm i na co liczysz, co planujesz dalej?

                    To przerzucanie sie winą, zonglerka argumentami "a bo ty to nic/albo
                    zawsze..." nic nie daje a we dwoje odbijacie piłeczkę i zamiast zyć
                    i być szczęsliwym to w swoim męczeństwie w małżeństwie szkacie
                    czego? No własnie, czego?

                    Ja tak rozumiem to co napisał Rybak. Po swojemu.
                    Ale to zasiedzenie w czymś co zamiast radości daje wkurw dla obu
                    stron i powoduje tylko eskalację żadań, bólu, złości, nerwów...po
                    obu stronach jest dla mnie niezrozumiałe i już.
                    • seseczka Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 14:06
                      wiesz czemu wczesniej tego nie widziałam? bo jak bylismy sami to
                      jakoś miałam na to czas i nie było to dla mnie problemem. dlaczego
                      jeszcze nie rzuciłam papierami? bo jesteśmy w bardzo trudnej
                      sytuacji finansowej. i ani ja ani on nie mamy się jak wyprowadzić.
                      dziecko? jak najbardziej ma 3,5 roku bardzo kocha swojego tatusia.
                      a ja? tez go kocham ale wiem, że nie potrafię juz z nim zyć
                      • to.ja.kas Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 14:27
                        Proszę Cię, czyli wszystko rozbija się o kasę?
                        Teraz Scriptus mógłby zakrzyknąc z satysfakcją "a nie mówiłem!!!"
                        (patrz kilka postów wyzej. Napisał o motywacjach bycia ze sobą).

                        Tak niestety jest często...to co nam wczesniej nie przeszkadzało,
                        było takie słodkie "ach kochanie moze sniadanko, masz poprasowana
                        koszulkę, a moze piwko ci podac" nagle staje sie problemem. I teraz
                        warto sie zastanowic czyja to wina?
                        Jego bo sie nie zmienił z czasem?
                        Jej, bo przecież widziała jaki jest, ba podobało jej sie to, wiec
                        czego sie teraz czepia?
                        A moze sie nie dobrali zwyczajnie i wina to obojga?
                        A może zamiast komunikować się ze soba prowadza potyczki w
                        stylu : "to ja wina! A nie bo twoja! A właśnie, ze nie... itd"
                  • rybak Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 14:16
                    A jak on nie zarabia kokosów, a siedzi w pracy np 14 godzin dziennie - bo w
                    kryzysie musi? I myje w domu kible? I sam prasuje, chodzi na zakupy, czasem
                    gotuje, śniadanie podaje, je na mieście, czasem zdąży coś zrobić w przelocie
                    przy dziecku? Tacy też podobno są. Znam takiego osobiście. Właśnie naprawdę
                    poważnie myśli o spitoleniu. Z lodowca. Dlaczego? Spytałem go przy wódce.
                    Odpowiedział: wszystko byłoby nawet ok, tylko nie wytrzymuję już tych
                    krzyków,kiedy pytam, co się dzieje. I jak ona mnie odpycha i opieprza, gdy chcę
                    się choć na chwilę przytulić. DO NICH. Bo do niej już od... o ho ho! - nawet nie
                    próbuję. I codziennie rano wita mnie pretensjami na dzień dobry. Owszem -
                    dzieciaka kocha. Ale poza tym chyba nikogo poza sobą.
                    Po czym się sumiennie upił (spokojnie - ja się nie upiłem i czuwałem nad
                    sytuacjąsmile i nie wrócił na noc do domu, tylko poszedł spać do swojego własnego
                    auta przed blokiem, gdze go na jego wyraźną prośbę zaholowałem. Pierwszy raz jak
                    go znam, tak popłynął. A znam go - nieźle - z wojska jeszcze - lat ponad 20.
                    Też tacy ludzie są, proszę żony z pierwszego postu. Nie mówimy tu o egoistach
                    (skrajnych) Mówimy tu o ludziach lodu i ich ofiarach.

                    Moja rada dla kolegi była prosta - spitalaj. Szkoda życia. I dzieciaka -
                    paradoksalnie - też.

                    • to.ja.kas Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 14:41
                      Kiedyś mazur pisał o tym jak bardzo jesteśmy uwarunkowani
                      biologicznie.
                      Pamiętam te awantury na forum o to jak smie nas do ssaków porównywać.
                      A jednak.
                      Coraz częsciej Z BÓLEM przychodzi mi przyznawać się do tego, że
                      nalezymy do świata istot o których z pogardą mówimy "zwierzęta".
                      Są takie sytuacje w których wyłazi z nas biologia.
                      Kobiety po dzieciach zapominają o swoich samcach i by nie miec
                      poczucia winy będa krzyczeć ze to nie ich wina przeciez tylko tego
                      wrednego typa co mieni się moim mężem, faceci nie mogąc zaspokoic
                      swoich potrzeb bycia macho i supersamcom szukaja innej samiczki.
                      I podziwiam ludzi którzy dochodzą do wniosków , że są cieleśni,
                      uwarunkowani przez biologie, ich partnerzy też i szaniują swoje
                      potrzeby bez których nie idzie normalnie zyc.

                      A kobietom zmeczonym samczymi rozrywkami i brakiem zaangażowania
                      zawsze bede radzic :"zamiast płakac, zostaw dziecko ojcu, nie kup
                      kanapy i tv na sciane ale jedz do SPA i poczuj sie kobieta. Bo
                      własnie takiej pragnie kobieto twój mąż. Szczesliwej. I nie ma bata,
                      top nie on ma cie uszczesliwiac tylko ty sama. Ale kobiety maja
                      jakis taki pęd do bycia dobrymi altruistycznyi meczenniczkami po to
                      by usprawiedliwic swoje bycie zmeczoną, nieszczesliwa, niekochaną,
                      zaniedbana...no bo kto wtedy winny? ON!!!!"

                      Wiem, wiem, nie da sie bo ojciec nie nakarmi jak matka, nie
                      dopilnuje jak matka, jest nieodpowiedzialny, nie chce, nie zas[iewa
                      kołysanki, dziecko sie bedzie bało, a co on sobie ugotuje...no to
                      czego płaczecie? Własnie taka postawa powoduje mur rozgoryczenia,
                      żalu i wzajemnych oskarżeń.
                    • kicia031 Chyba mylimy 2 rzeczy 09.06.09, 14:49
                      Sa ludzie bezuczuciowi z natury - i sa ludzie, ktorzy sobie takich
                      partnerow wybieraja, bo cos im to robi, alebo maja jakies falszywe
                      przeslanki wyboru.

                      Sa tez ludzie, w ktorych zwiazek, czy tez partner zabil uczucia,
                      albo zaufanie niezbedne do ich okazywania.
                      • to.ja.kas Re: Chyba mylimy 2 rzeczy 09.06.09, 14:54
                        Zgadzam się z Tobą. Efekt jest jednak taki: nie ma uczuć. Finito.
                        Póki co nie spotkałam na tym forum żadnej osoby (nieważne kobiety
                        czy mężczyzny) który by napisał "jestem bezuczuciowy z natury"
                        albo "dawałem fałszywe przesłanki...".
                        Za to sami poszkodowani , niewinni i tacy co to byli gejzerami uczuc
                        a partner miał to w nosie.
                      • ani.chybi Re: Chyba mylimy 2 rzeczy 10.06.09, 16:47
                        kicia031 napisała:

                        > Sa ludzie bezuczuciowi z natury - i sa ludzie, ktorzy sobie takich
                        > partnerow wybieraja, bo cos im to robi, alebo maja jakies falszywe
                        > przeslanki wyboru.
                        Masz w zupełności rację; tak powstają związki typu "kat i ofiara".
                  • tricolour Do Seseczki... 09.06.09, 14:51
                    ... pozwolisz, że zacytuję "bo po urodzeniu dziecka zmienia się zycie. i jeżeli
                    ludzie są partnerami to sie dogadają. jeżeli nie to marne szanse".

                    Dobra myśl. Wynikowa relacja "jeśli ludzie są partnerami TO się dogadają". Nie
                    byliście partnerami NIGDY tylko tego nie zauważyłaś. Nie możesz mieć pretensji
                    do męża, że jest jaki jest, a Ty tego nie zauważyłaś. Możesz mieć pretensje do
                    siebie, które zaowocują (być może) zmianą kryteriów doboru facetów na życiowych
                    partnerów.
                • to.ja.kas Re: Bezuczuciowa żona - to schemat, który się pow 09.06.09, 13:52
                  Potem w takiej zimnej bryji polodowej siedzi sie po uszy a wyleźć z
                  niej nie jest łatwo. Ba trzesie nas z zimna jeszcze długo po tym jak
                  uda nam sie z niej wyjść.
                  Na PP właśnie o takiej probie ogrzania lodowca czytam ostatnio. I
                  tez nie wierze ze w krolu i krolowej sniegu nagle wybuchna gorące
                  uczucia.
              • to.ja.kas Fajny ten watek 09.06.09, 14:14
                i byłby nawet zabawny gdyby nie był taki smutny.
                Widać taką wspaniałą linię która oddziela dwa śiaty i dzieli
                je ...po jednej stronie kobiety , po drugiej mężczyzi.
                I żadna strona poza nielicznymi wyjatkami nie ma ochoty słuchać i
                wyciagnąć wniosków, o przyznaniu sie do pewnych win w ogole nie ma
                co marzyć.
                To jak w malżeństwach sztucznie utrzymywanych:
                on:a bo ty jestes taka
                ona:a ty taki
                on: to twoja wina
                ona: a nie bo wlasnie ze twoja
                i jak czytam te posty to przypomina mi sie masa rozmów w moim
                małzeństwie, w malzenstwach znajomych i przyjaciół.
                Nie ma woli zrozumienia, jest argument za argument, cios za cios,
                zał za zal i kto komu wine udowodni.

                Nie ma znaczenia jaka jest statystyka o której pisze autor watku. On
                ma takie swoje obserwacje i pyta "czy wy tez to zauwazyliscie?".
                Moge mu odpowiedzieć "tak zauważyłam", lub "nie, nie zauwazyłam,
                uwazam, ze dwie płcie mają swoje za uszami" a mogę napisać " hola
                hola chłopaczku ja jestem taka zła i zimna bo wy mężczyzni to
                jestescie dranie".
                Większość z nas własnie postanowiła komunikowac sie w sposób nr 3.
                I do jakich dojdziemy wniosków?

                Ze za to, że krzywdzimy zawsze odpowiedzialny jest ktoś inny tylko
                nie my? A ja w to nie wierzę. Jeśli kogoś w swoim zyciu skrzywdziłam
                to dlatego, ze to moja wina była. Zawsze mogłam odejść i ie
                krzywdzić. Ale skoro weszłam w te buty to tylko dlatego, że tak mi
                pasowało.
                • rybak Re: Fajny ten watek 09.06.09, 14:20
                  Mądrze piszesz.
                • blackglass Re: Fajny ten watek 09.06.09, 14:35
                  Za bardzo to upraszczasz wink
                  Po pierwsze temat brzmi bezuczuciowa żona...więc zarzuty męża wobec zimnej żony...
                  po drugie ja czytając znalazłam wiele informacji dlaczego się tak dzieje ze
                  nagle uczuciowa staje się bezuczuciową...poprostu brać garściami wiedzę i póki
                  jeszcze można ratować co się da...ale niewielu jest prawdziwych facetów,wiec
                  czego tu oczekiwać wink
                  • tricolour Tak się nie da... 09.06.09, 14:41
                    ... i żaden człowiek (bez względu na to czy kobieta, czy facet) nie staje się
                    bezuczuciowy. Nie ma takiej możliwości.

                    Może za to nie okazywać uczuć, a to inna sprawa.
                    • to.ja.kas Re: Tak się nie da... 09.06.09, 14:48
                      Mozna nie mieć uczuć do osoby z którą sie mieszka i
                      tworzyć "rodzinę". I tu zgadzam sie z Rybakiem...w takim przypadku
                      nalezy spitalac i to szybko. Chyba, ze zgadzamy sie na układ który w
                      jakiś inny sposób ma nam wynagrodzić (a nie tylko złagodzić) ten
                      brak komfortu uczuciowego w domu.
                    • blackglass Re: Tak się nie da... 09.06.09, 14:49
                      tricolour napisał:

                      > ... i żaden człowiek (bez względu na to czy kobieta, czy facet) nie staje się
                      > bezuczuciowy. Nie ma takiej możliwości.
                      >
                      > Może za to nie okazywać uczuć, a to inna sprawa.
                      Jedno wiąże się z drugim.
                      Czyli z jakiś powodów ukrywasz uczucia i postrzegany jesteś jako bezuczuciowy.

                      Wiesz co można stać się bezuczuciowym w stosunku do pewnej osoby(męża,
                      żony)mimo, że na początku było inaczej.
                      • tricolour Nie można... 09.06.09, 14:55
                        ... chyba, że uczucie obojętności nazywasz stanem bezuczuciowym.

                        Tylko, że taka nomenklatura wprowadza błąd , który owocuje automanipulacją:
                        obojętność jest - przynajmniej dla mnie - czymś.

                        Stan bezuczuciowy jest niczym.
                        • kicia031 Tri 09.06.09, 15:36
                          Miales kiedys doczynienia z socjopata?

                          Wtedy widziesz, co to znaczt stan tak niskouczuciowy, ze mozna go
                          nazwac bezuczuciowym.

                          Aje piszac bezuczuciowy mamy tu chyba raczej na mysli osobe chlodna
                          o malych potrzebach emocjonalnego i fizycznego kontaktu. takie
                          przyblizenie
                          • tricolour No dobrze... 09.06.09, 15:41
                            ... niech będzie socjopata. Tylko po co wiązać się z socjopatą?

                            A jeśli już się wiązać, to po co później narzekać na własny wybór? Albo na
                            własną ślepotę? Dlaczego narzekać na własne decyzje?
                            • kicia031 Re: No dobrze... 09.06.09, 16:29
                              Dlaczego narzekać na własne decyzje?

                              Dla mnie najwiekszym nieszczesciem zwiazanym z rozwodem byla utrata
                              wiary we wlasna zdolnosc do podejmowania dobrych decyzji...
                            • kicia031 Jeszcze o socjopatii 09.06.09, 16:31
                              Z twoich pytan wnosze, ze nie miales z taka osoba kontaktu. Nie jest
                              ich latwo rozpoznac. poniewaz nie majac zasad moralnych potrafia bez
                              mrugniecia okiem klamac, udawac. Niektorzy nawet potrafia oszukac
                              wykrywacz klamstw.
                              • tricolour Nie miałem kontaktu, to fakt... 10.06.09, 16:31
                                ... nawet nie chcę. Myślę też, że można to dość łatwo zauważyć.
                                • ani.chybi Re: Nie miałem kontaktu, to fakt... 10.06.09, 16:55
                                  Przy jakiejś znajomości zagadnienia na pewno tak. Socjopaci emanują
                                  wyczuwalny chłód. Intuicja wtedy podpowiada: zmykać!
                                  • kicia031 Re: Nie miałem kontaktu, to fakt... 10.06.09, 21:09
                                    to nie chlod, to pustka. bardzo niska wrazliwosc na bodzce powoduje, ze musza
                                    sie bardzo nameczyc, by w ogole cokolwiek poczuc.
                              • ani.chybi Re: Jeszcze o socjopatii 10.06.09, 16:52
                                Socjopaci są znakomitymi manipulatorami, umiejącymi wedle woli
                                rozkochać kobietę/mężczyznę.
                                • tricolour Prędzej zauroczyć... 10.06.09, 17:02
                                  ... bo miłość to tak po jakimś czasie dopiero się okazuje. Jest więc chyba czas
                                  na poznanie się na typie.
                                  • ani.chybi Re: Prędzej zauroczyć... 10.06.09, 17:08
                                    Powinien być ten czas.
                  • to.ja.kas Re: Fajny ten watek 09.06.09, 14:42
                    No to dlaczego tak się dzieje? Sypnij tą garścia wiedzy smile
                    • blackglass Re: Fajny ten watek 09.06.09, 14:52
                      to.ja.kas napisała:

                      > No to dlaczego tak się dzieje? Sypnij tą garścia wiedzy smile
                      Padło tu wile ciekawych spostrzeżeń pisanych przez kobiety dlaczego...
                      a wiedząc dlaczego tak się dzieje masz możliwość temu zapobiec...
                      • to.ja.kas Re: Fajny ten watek 09.06.09, 14:58
                        No padło tu duzo, nie wiem co wg Ciebie zaśługuje na miano madrej
                        wiedzy stąd proszę o uściślenie.
                        I od kiedy tą potoczna wiedzę można traktować jako Wiedzę przez
                        wielkie "W". To forum nie jest odbiciem społeczeństwa. To takie
                        krzywe lustro bo pisza tu Ci którzy w jakiś sposob zawiedli bądz
                        zostali zawiedzeni.
                        Jeśli podzielisz sie ta wiedzą być może dzieki Tobie ktoś bedzie
                        miał mozliwość zapobiec...
                  • rybak Re: Fajny ten watek 09.06.09, 14:46
                    Wpisujesz się swymi słowami dokładnie w środek nurtu: "a bo Ty, a bo wy zawsze".
                    Czyli klasycznego wytłumaczenia ludzi lodu, niezależnie od płci.
                    No, skoro tak, to proszę uprzejmie:
                    Prawdziwych facetów jest na świecie dokładnie tylu, ile jest prawdziwych kobiet.
                    Więc czego tu oczekiwać?
                    wink
                    • rybak Re: Fajny ten watek 09.06.09, 14:47
                      Oczywiście to było do pani w czarnych szkłach, czy jakoś tak.
                    • tricolour Co to znaczy "byc prawdziwym facetem"? 09.06.09, 14:57
                    • blackglass Re: Fajny ten watek 09.06.09, 14:59
                      rybak napisał:
                      > Wpisujesz się swymi słowami dokładnie w środek nurtu: "a bo Ty, a bo wy
                      zawsze".Czyli klasycznego wytłumaczenia ludzi lodu, niezależnie od płci.

                      "a bo Ty, a bo wy zawsze" ze to niby wytłumaczenia ludzi "lodu"?

                      > No, skoro tak, to proszę uprzejmie:
                      > Prawdziwych facetów jest na świecie dokładnie tylu, ile jest prawdziwych kobiet
                      > Więc czego tu oczekiwać?wink
                      Ze taki trafi się od razu mi wink
                      • to.ja.kas Re: Fajny ten watek 09.06.09, 15:01
                        blackglass napisała:

                        >> Ze taki trafi się od razu mi wink

                        czyli ruletka i slepy los? A potem płacz; "że tez mi sie trafił
                        własnie taki głąb!!!" smile
                        To ta wiedza?
                        • blackglass Re: Fajny ten watek 09.06.09, 15:09
                          to.ja.kas napisała:

                          > blackglass napisała:
                          >
                          > >> Ze taki trafi się od razu mi wink
                          > czyli ruletka i slepy los? A potem płacz; "że tez mi sie trafił
                          > własnie taki głąb!!!" smile
                          > To ta wiedza?

                          to był żart...widziałaś na końcu zdania wink


                          • to.ja.kas Re: Fajny ten watek 09.06.09, 15:12
                            Na końcu mojego zdania jest dokładnie ten sam znaczek smile

                            I ta wymiana zdań pokazuje, że kazdy z nas widzi co chce a nie to
                            jaka jest rzeczywistość.
                            Jak to mówi moja madra sis:' Każdy sukces da sie przekuć na porażkę"
                            a mama zaraz dodaje :"chcesz psa uderzyć kij i na pustyni
                            znajdziesz".
                            U siebie tez czasem odkrywam niesamowita kreatywnośc w wyszukiwaniu
                            kijów smile
                            • blackglass Re: Fajny ten watek 09.06.09, 15:59
                              to.ja.kas napisała:
                              > I ta wymiana zdań pokazuje, że kazdy z nas widzi co chce a nie to
                              > jaka jest rzeczywistość.
                              No dobra skoro każdy widzi co chce nikt nie widzi rzeczywistości albo czym jest
                              ta rzeczywistość wink
                              • to.ja.kas Re: Fajny ten watek 09.06.09, 16:01
                                blackglass napisała:
                                > No dobra skoro każdy widzi co chce nikt nie widzi rzeczywistości
                                albo czym jest
                                > ta rzeczywistość wink

                                O nie nie, nie tak predko ja ciagle czekam na odpowiedz na pytanie
                                jaka jest ta Wiedza o której pisałas kilka postów wyzej.smile
                                • blackglass Re: Fajny ten watek 10.06.09, 11:13
                                  to.ja.kas napisała:

                                  > blackglass napisała:
                                  > > No dobra skoro każdy widzi co chce nikt nie widzi rzeczywistości
                                  > albo czym jest
                                  > > ta rzeczywistość wink
                                  >
                                  > O nie nie, nie tak predko ja ciagle czekam na odpowiedz na pytanie
                                  > jaka jest ta Wiedza o której pisałas kilka postów wyzej.smile
                                  Wiedza-napisało tu tyle kobiet,dlaczego tak się dzieje, jakie są przyczyny to
                                  jest ta wiedza...

                                  • to.ja.kas Re: Fajny ten watek 10.06.09, 11:29
                                    No mi się wydaje, ze w dużej mierze są to tylko wymówki smile
                                    • blackglass Re: Fajny ten watek 10.06.09, 11:31
                                      to.ja.kas napisała:

                                      > No mi się wydaje, ze w dużej mierze są to tylko wymówki smile
                                      Nie wiem u mnie duża cześć tych rzeczy była powodem a nie wymówką wink
                                      • to.ja.kas No to coś Ci opowiem 10.06.09, 11:49
                                        Kilka razy były tu takie sytuacje gdy najpierw pisał ze swojej
                                        perspektywy jeden z partnerów a potem drugi. Niesamowite jak bardzo
                                        zmieniła się ocena sytuacji gdy nagle problem naświetlony był z
                                        dwóch stron.
                                        I ciagle jest dla mnie zagadką jak zmienia się nasza optyka i to co
                                        lubilismy i ceniliśmy w partnerze nagle zaczyna nas uwierać.
                                        Nasze prawo zmienić zdanie, prawo partnera nie zmieniać się, w końcu
                                        jest taki jaki był, tylko nam sie priorytety zmieniły.

                                        Oczywiście może się zdarzyć, że trafimy na socjopate. Ale, co każda
                                        z nas tutatj trafiła na takiego gada?
                                        E tam, ja miałam wszelkie przesłanki by wiedzieć jakim typem jest
                                        mój eks. Zawiódł mnie przed ślubem, kilka tygodni przed zrobił cos
                                        co powinno go NATYCHMIAST zdyskwalifikować jako męża, ale ja młoda,
                                        glupia bzdziągwa stwierdziłam, ze:
                                        a) to był przypadek
                                        b) wiecej tak nie zrobi
                                        c) kocham go i mu wybaczę
                                        To co nastąpiło potem i trwało wiele lat działo się za moim
                                        przyzwoleniem i moja akceptacją mimo iz cały czas krzyczałam, ze mi
                                        sie to nie podoba. Co z tego, jak przyzwalałam na pewne zachowania.
                                        Trzymał mnie przy mężu lęk i nasz zgromadzony wspólny majatek.
                                        Wydawało mi sie, ze bez eksa i tego co razem osiągnęliśmy, bez jego
                                        wsparcia finansowego sobie nie poradze. Kiedy zaczęło być
                                        dramatycznie zle i groziło tragedia odeszłam i okazało sie jak
                                        głupie były moje leki i jak egoistycznie się zachowywałam. Bo
                                        wyrządzałam sobie szkodę, ale wyrządzałam szkodę też dziecku.
                                        Powinnam była reagowac w sytuacjach zdecydowanie wcześniej.
                                        Na poczatku mogłam sobie jeszcze tłumaczyć moja głupia bezczynność
                                        jakąś chorą miłościa, ale potem? POtem juz go nienawidziłam ale nie
                                        odchodziłam. Ba, podejrzewam, ze jakby wtedy kogos miał to bym
                                        zrobiła mu o to awanturę. Takie wspólne nakrecanie sie, każde robi
                                        sobie nawzajem krzywde, ale nikt nie chce sie z tego związku
                                        wymiksować.
                                        Nie byłam dobrą zoną. Bo dobra zona to nie jest osoba która zgadza
                                        się na wszystko i pozwala by w jej domu zapanował brak szacunku i
                                        agresja. Dobra zona i dobra matka nie pozwala sobie na godzenie się
                                        na seks z kimś kto jej nie szanuje. O tym jak byłam "gorąca" nawet
                                        nie chce mi sie myslec.
                                        Kiedy ostatnio widziałam się z eksem w sądzie czułam wręcz
                                        namacalnie, że gdybym wtedy postawiła jasne granice, gdybym
                                        zachowała się inaczej nie doszłoby do wielu sytuacji. Ale ja swoją
                                        biernością, byle jakim podejściem do siebie, zgodą na poniżanie w
                                        zamian za utrzymanie rodziny rozmieniłam to co powinno byc wazne na
                                        drobne.
                                        Bardzo długo analizowałam siebie w moim małżenstwie. Mimo iz mam
                                        rozwód z winy męża, mimo iz on ma wyrok za znęcanie sie to nie czuję
                                        się niewinna. Wręcz przeciwnie. Uważam, ze dołozyłam swoje do tego
                                        ogródka jaki nam wyrósł. Swoja byle jakością, swoja biernością,
                                        swoim brakiem zaangazowania sie w prawdziwe zmiany zamiast tylko
                                        zrzedzić, narzekać, gledzić, marudzić, potem krzyczeć, straszyć i
                                        oskarżać. BYłam zimna bo on był niedobry - fakt. On był zimny i
                                        niedobry bo ja go podobno nakręcałam - to jego fakt.
                                        Nie chciałabym miec takiej żony jaką ja byłam.
                                        Aczkolwiek zgadzam się, że to nie usprawiedliwia mojego męża.
                                        Ale ja nie jestem bez winy.

                                        I mam masę koleżanek które urodziły dzieci i tkwia w małzeństwach
                                        gdzie namietnosc wygasła dawno, ale jest RODZINA i kochanek na boku.
                                        zaczynam mieć wrażenie, ze to coraz częstszy scenariusz.
                                        • blackglass Re: No to coś Ci opowiem 10.06.09, 13:25
                                          to.ja.kas napisała:
                                          Kilka razy były tu takie sytuacje gdy najpierw pisał ze swojej
                                          perspektywy jeden z partnerów a potem drugi. Niesamowite jak bardzo
                                          zmieniła się ocena sytuacji gdy nagle problem naświetlony był z
                                          dwóch stron.
                                          No tak bo wtedy można wyciągnąć tzw. średnia wink

                                          to.ja.kas napisała:
                                          I ciagle jest dla mnie zagadką jak zmienia się nasza optyka i to co
                                          lubilismy i ceniliśmy w partnerze nagle zaczyna nas uwierać.
                                          Nasze prawo zmienić zdanie, prawo partnera nie zmieniać się, w końcu
                                          jest taki jaki był, tylko nam sie priorytety zmieniły.

                                          Nie koniecznie.
                                          W trakcie trwania małżeństwa pojawia się wiele nowych sytuacji, które nie miały
                                          miejsce przed.I to właśnie zachowanie partnera w owych sytuacjach może powodować
                                          ochłodzenie relacji...
                                          U mnie wszystko zmieniło się kiedy dowiedzieliśmy się ze jestem w ciąży (to nie
                                          była wpadka tylko dziecko planowane)...potem to już lawina i bieg drogą bez
                                          możliwości powrotu...
                                          Wszystko jest proste kiedy jesteś niezależna, kiedy pojawia się dziecko i
                                          okazuje się ze...jesteś sama...ja mimo, ze miałam męża byłam samotną matką...

                                          to.ja.kas napisała:
                                          Nie byłam dobrą zoną. Bo dobra zona to nie jest osoba która zgadza
                                          się na wszystko i pozwala by w jej domu zapanował brak szacunku i
                                          agresja.
                                          Ale jak to pozwala? To ze coś takiego ma miejsce nie oznacza ze kobieta się na
                                          to godzi...chyba ze pisząc godzi się masz na myśli jest w związku z takim typem.

                                          to.ja.kas napisała:
                                          Dobra zona i dobra matka nie pozwala sobie na godzenie się
                                          na seks z kimś kto jej nie szanuje.

                                          Jestem dobrą żona i matką winkSwoją drogą nikt nie rozumie (faceci) ze brak sexu w
                                          małżeństwie jest właśnie powodem tego ze nie szanują kobiet ..to smutne

                                          to.ja.kas napisała:
                                          I mam masę koleżanek które urodziły dzieci i tkwia w małzeństwach
                                          gdzie namiętność wygasła dawno, ale jest RODZINA i kochanek na boku.
                                          zaczynam mieć wrażenie, ze to coraz częstszy scenariusz.

                                          Tak dla niektórych to jest nawet powód do dumy...a jak tredowatych traktują tych
                                          którzy maja inne wartości mimo wszystko wink
                                  • ani.chybi Re: Fajny ten watek 10.06.09, 17:03
                                    blackglass napisała:

                                    > Wiedza-napisało tu tyle kobiet,dlaczego tak się dzieje, jakie są
                                    przyczyny to
                                    > jest ta wiedza...
                                    Tę wiedzę przekazuje także literatura tematu.
                                    • blackglass Re: Fajny ten watek 15.06.09, 11:47
                                      ani.chybi napisała:
                                      > blackglass napisała:
                                      > > Wiedza-napisało tu tyle kobiet,dlaczego tak się dzieje, jakie są
                                      > przyczyny to
                                      > > jest ta wiedza...
                                      > Tę wiedzę przekazuje także literatura tematu.
                                      I co w związku z tym?
                                      Jesteś nieusatysfakcjonowana?
                                      Bo nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi.

                          • rybak Re: Fajny ten watek 09.06.09, 15:53
                            Blackglass napisała:
                            Za bardzo to upraszczasz wink
                            Po pierwsze temat brzmi bezuczuciowa żona...więc zarzuty męża wobec zimnej żony...
                            po drugie ja czytając znalazłam wiele informacji dlaczego się tak dzieje ze
                            nagle uczuciowa staje się bezuczuciową...poprostu brać garściami wiedzę i póki
                            jeszcze można ratować co się da...ale niewielu jest prawdziwych facetów,wiec
                            czego tu oczekiwać wink


                            Proszę nie powoływać się na mnie. To był Pani cytat - ten o niewielu prawdziwych
                            facetach.
                            Rzucić hasłem - rzuci, a potem za strusia chce robić - O!
                            big_grin
                            • rybak Re: Fajny ten watek 09.06.09, 15:55
                              A poza tym zarobiony jestem
                              O!
                              big_grinD
                              • jarkoni Re: Fajny ten watek 10.06.09, 19:55
                                Mimo masy teorii ciągle nie mam pojęcia jak uczuciowa żona zmienia się w
                                bezuczuciową..
                                Jeśli dba, kocha, zarabia, sprząta, zajmuje się dziećmi, naprawia w domu, chodzą
                                na imprezy, wyjeżdżają na urlopy, obydwie rodziny są OK, jest miło..
                                No żesz.. Co jeszcze?
                                Ja. jak już kiedyś mówiłem, usłyszałem: ja po prostu seksu nie lubię..
                                Tylko się pociąć?
                                • tricolour Powiedziała Ci delikatnie... 10.06.09, 20:39
                                  ... że z Tobą po prostu seksu nie lubi.

                                  Nie znam nikogo, kto nie lubi seksu, a kilka miliardów, którzy nie lubią seksu
                                  ze mną.

                                  smile
                                  • jarkoni Re: Powiedziała Ci delikatnie... 10.06.09, 21:26
                                    tricolour napisał:

                                    > ... że z Tobą po prostu seksu nie lubi.
                                    >
                                    > Nie znam nikogo, kto nie lubi seksu, a kilka miliardów, którzy nie lubią seksu
                                    > ze mną.
                                    >
                                    > smile
                                    Bardzo delikatna sugestia niby?
                                    Nie, powiedziała jasno i wyraźnie, że w ogóle nie lubi i nie ma ochoty na seks..
                                    I wiem, że to może dziwaczne lekko, ale tak było
                                • ani.chybi Re: Fajny ten watek 10.06.09, 20:50
                                  jarkoni napisał:

                                  > usłyszałem: ja po prostu seksu nie lubię..
                                  Może nie tyle chodziło o awersję do seksu, co o jego jakość.
                                  • rybak Re: Fajny ten watek 11.06.09, 23:33
                                    Może rzeczywiście - seksu z Tobą nie lubi.
                                    Wiesz - kobiety potrafią tym wabić.
                                    Ale i odstręczać teź.

                                    Zresztą - faceci równieź
                                    Taka... bezuczuciowa symetria.



                                • blackglass Re: Fajny ten watek 15.06.09, 11:54
                                  jarkoni napisał:
                                  No żesz.. Co jeszcze?
                                  Ja. jak już kiedyś mówiłem, usłyszałem: ja po prostu seksu nie lubię..
                                  Tylko się pociąć?
                                  Czyli nie chodzi o to że nie okazuje uczuć tylko, że nie ma ochoty się sexić?
                                  Albo Jej z wiekiem wymagania wzrosły ( co się często zdarza )i ja to
                                  niesatysfakcjonuje.
                                  Czasami tez tak bywa jak druga strona ma kogoś innego.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka