Dodaj do ulubionych

bezradność - długie

01.04.09, 14:26
Witam,
Postaram się w skrócie opisać problem mojego znajomego Marcina. Jest
w trakcie sprawy rozwodowej i jest bezsilny wobec oporu żony,
dlatego prosimy o radę.
1. czerwiec 2007 -Marcin wyprowadza się z domu, wynajmuje
mieszkanie. Po 20 latach małżeństwa, kiedy wychował już syna
odchodzi bo nie chce zmarnować reszty życia przy żonie, z którą
nigdy nie miał dobrych relacji.
2. maj 2008 - Marcin składa pozew o rozwód bez orzekania o winie, od
roku płaci alimenty na dziecko (17 l.), majątek zostaje w dyspozycji
żony, M. odszedł tylko z rzeczami osobistymi, mieszka sam
3. czerwiec 2008 - rozprawa, żona nie zgadza się na rozwód, wobec
tego M. występuje o rozwód z winy żony
4. czerwiec/lipiec 2008 - M. i jego dawna znajoma decydują się
zamieszkać razem, zawsze się lubili i rozumieli, wcześniej nie mieli
romansu,
5. kolejne rozprawy na których
- M. przyznał się do nowego związku
przedstawił świadków na to że : przez ostatni rok był sam, że jego
żona nigdy nie chciała mieć dziecka i była złą matką, że nigdy nie
szanowała rodziców swoich i swojego męża, nie pielęgnowała więzi
rodzinnych, nie kochała i nie wspierała męża w jego działaniach,
swoim zachowaniem, arogancją, brakiem poszanowania i sympatii do
ludzi przynosiła mężowi wstyd, była chciwa i skąpa, chłodna i
oziębła.
6. kolejne rozprawy - żona chce powołać syna na okoliczność, że w
sierpniu 2008 doszło do jej pożycia fizycznego z mężem co jest
oczywistą nieprawdą
7.sąd kieruje sprawę do mediacji - po czterech spotkaniach (w sumie
10 godzin rozmów), kiedy projekt ugody już leżał na stole, żona
wychodzi bez słowa, pozostawia mediatorów bez odpowiedzi, wobec
czego sprawa wraca do sądu.
Co można zrobić w tej sytuacji? Dlaczego sąd nie uwzględnił zeznań
świadków co do okoliczności, które doprowadziły do rozpadu
małżeństwa? Dlaczego pozwala pozwanej na opór na zasadzie "nie bo
nie, bo ja go kocham", kiedy na jej temat wypowiedziało się tylu
swiadków, w tym siostra. Czy sąd może oddalić powództwo lub w tej
samej sprawie orzec inaczej niż w pozwie tzn. o rozwodzie z winy
powoda, lub z winy obu stron? Jak udowodnić pozwanej że nie zgadza
się na rozwód wyłącznie w zamiarze szykany i z zemsty że mąż ją
zostawił? Czy można przed sądem argumentować, że z punktu widzenia
społecznego utrzymywanie tego martwego małżeństwa jest szkodliwe,
między innymi ze względu na dziecko, którego powód nie może nawet
odwiedzić , bo żona go napastuje seksualnie w czasie wizyt lub grozi
że wrobi go w pobicie?M. Nie może wziąć kredytu, kupić mieszkania,
żona go zadłuża.
Wiem że tych pytań jest sporo, ale naprawdę sytuacja jest trudna.
żona M. kpi sobie z sądu, sąd na to pozwala, a konsekwencje
finansowe, zdrowotne i emocjonalne ponosi jej mąż, który tylko chce
przeżyć resztę życia bez tej kobiety. Może ktoś z Was ma podobne
doświadczenia, z góry dzięki za odp.
Obserwuj wątek
    • szukana Re: bezradność - długie 01.04.09, 14:33
      dobre, z tym napastowaniem seksualnym!!!
      !

      smród, smoro, smord!
    • tricolour Ja się nie dziwię... 01.04.09, 17:24
      ... skoro facet dowodzi, że "jego żona nigdy nie chciała mieć dziecka i była złą
      matką, że nigdy nie szanowała rodziców swoich i swojego męża, nie pielęgnowała
      więzi rodzinnych, nie kochała i nie wspierała męża w jego działaniach, swoim
      zachowaniem, arogancją, brakiem poszanowania i sympatii do ludzi przynosiła
      mężowi wstyd, była chciwa i skąpa, chłodna i oziębła" a jednocześnie daruje
      majątek i chce rozwodu bez orzeka winy, to stawia się w bardzo niezręcznej i
      niekorzystnej sytuacji procesowej: nie można wykazywać ewidentnej winy żony, gdy
      się w pozwie twierdzi co innego i nagradza "skąpstwo i oziębłość itp" majątkiem.
      • julianna2 Re: Ja się nie dziwię... 02.04.09, 13:13
        Może nieściśle się wyraziłam, pierwotnie powód zaproponował
        porozumienie stron, wobec oporu żony próbuje udowodnić jej winę, co
        do majątku pozostał we władaniu żony siłą rzeczy, niejako z rozpędu,
        po rozwodzie będzie do podziału w osobnym postępowaniu. Nie wiem do
        jakiego stopnia sąd jest związany treścią pozwu, czy musi orzec winę
        pozwanej, czy w tym samum postepowaniu może orzec np. winę obojga?
        Jeżeli sąd nie dopatrzy się winy żony to co - oddali powództwo i
        zamknie sprawę? I co wtedy - wszystko od nowa?
        • mariefurie Re: Ja się nie dziwię... 02.04.09, 13:40
          Zeby udowodnic wine zony, musi gość mieć naprawdę twarde dowody.
          Mówienie, ze nie chciała dzieci ( a ma - i to jest fakt), czy jest oziębła czy
          jakas inna, nie ma dla sądu znaczenia. Facet ma udowodnić wine. Co w tej
          sytuacji wydaje się byc niemozliwe.
          Sady tak działają - wystarczy, ze druga strona powie - kocham i nie chcę
          rozwodu, i d.... zbita. Na lata.
          Niestety, ludzka złosliwosc i głupota sadów w sprawach rozwodowych nie mają granic.
          • asia_pers Re: Ja się nie dziwię... 03.04.09, 14:49
            Oziębła??? i napastuje go seksualniesmile))to facet kłamie, oziębła
            kobieta nie rzuca się na faceta i nie domaga się seksu tylko go
            unika.
            • julianna2 Re: Ja się nie dziwię... 06.04.09, 13:52
              I owszem, unikała (rekord - 3 lata), pewnie dlatego powstało w niej
              przekonanie, że mąż odszedł na "lepszy sex". Wtedy dała do
              zrozumienia że może ją mieć kiedy chce i jak chce. Gdy M. nie
              skorzystał z tej oferty powiedziała że może żyć i sypiać z kim mu
              się żywnie podoba, byleby tylko nadal pozostał w papierach jej mężem
              (czytaj: finansował mieszkanie i resztę majątku i zapewnił
              powszechnie akceptowany społecznie status mężatki). Dodam że żona
              była pierwszą i jak dotąd jedyną kobietą w życiu M.więc nie można
              podejrzewać go o wybujały erotyzm.Jego nowy związek zapewne nie jest
              biały, ale skoro jest harmonijny i szczęśliwy, to pewnie sex też
              jest ok.
    • brunia27 Re: bezradność - długie 02.04.09, 14:01
      "6. kolejne rozprawy - żona chce powołać syna na okoliczność, że w
      sierpniu 2008 doszło do jej pożycia fizycznego z mężem co jest
      oczywistą nieprawdą"

      -tzn .był świadkiem pożycia ?????smile)nie sadzę ,żeby sąd uznał takiego świadka

      to sąd, a nie żona orzeka rozwód
      i nie jest to przypadek, gdzie mogłoby ucierpieć dobro małoletnich dzieci
      dla mnie bezsensowne jest skupianie się na orzekaniu winy, tym bardziej ,że
      obiektywnie patrząc to ON przez 20 lat tolerował i akceptował "taką złą żonę" a
      teraz ON odszedł i to ON "ma kochankę"


      podstawowa przesłanką rozwodu jest ustanie więzi małżeńskich, i to trzeba
      udowodnić w sądzie ,więc najlepiej będzie jeżeli pan M.
      -absolutnie przestanie odwiedzać rodzinny dom, a jeżeli już musi kontaktować się
      z żoną to w miejscu publicznym np.w restauracji i niech zapisuje sobie daty i
      godziny spotkań a dziecko zaprasza (z wiadomych względów) do siebie
      po prostu niech nie daje żonie możliwości powoływania świadków pożycia

      czas będzie działać na jego korzyść, choć nie ma reguły jak długo to będzie
      jeszcze trwało-w końcu małżeństwo trwało 20lat

      a jeżeli chce sobie kupić mieszkanie, wziąć kredyt ,to powinien wystąpić o
      separację ,która też daje rozdzielność majątkową i niech skupi się na budowaniu
      nowego życia a nie na rozwodzie, po jakimś okresie separacji na pewno bez
      problemu rozwód uzyska,

      niestety z własnego doświadczenia wiem, że kiedy decydujemy się na rozwód, każdy
      chciałby załatwić to jak najszybciej ,jak najprędzej mieć to już za sobą
      ,zamknąć stary rozdział i z "czystym kontem" zacząć nowe życie
      nie zawsze się to udaje, czasem trzeba swoje odczekać
      • mariefurie Re: bezradność - długie 02.04.09, 14:09
        > a jeżeli chce sobie kupić mieszkanie, wziąć kredyt ,to powinien wystąpić o
        separację ,która też daje rozdzielność majątkową i niech skupi się na budowaniu
        nowego życia a nie na rozwodzie, po jakimś okresie separacji na pewno bez
        problemu rozwód uzyska,

        No własnie. Niech wystapi o separację. aczkolwiek, żona też może się na to nie
        zgodzić (chyba).
      • julianna2 Re: bezradność - długie 02.04.09, 16:03
        -tzn .był świadkiem pożycia ?????smile)nie sadzę ,żeby sąd uznał
        takiego świadka
        tak, rzekomo miał być w drugim pokoju
        a dziecko zaprasza (z wiadomych względów) do siebie
        żona nie pozwala dziecku na spotkania, postawiła warunek, że M ma
        wynająć SOBIE mieszkanie
        A co do separacji: w czerwcu b.r. upłynie dwa lata od ustania więzi.
        M. ma to na piśmie ( w pozwie o alimenty żona podała taką datę).
        Wiem, że po dwuletniej separacji rozwód nastepuje niejako z
        automatu. Czy to oznacza kolejne 2 lata czekania? Czy można wystapić
        o separację w tym postępowaniu i czy jest szansa że sąd
        niejako "zaliczy" jakiś okres czasu ( np. od rozpoczęcia sprawy
        rozwodowej)do czasu oczekiwania na rozwód. W sprawach majątkowych
        separacja jest jakimś wyjściem, ale z tego co wiem M. chciałby się
        ożenić.I jeszcze jedno - czy w trakcie separacji można wystąpić o
        podział majątku wspólnego?
        • brunia27 Re: bezradność - długie 03.04.09, 10:30
          wybacz, ale ten M.jakoś dziwnie mi wygląda;
          po 20 latach małżeństwa chce sie szybko rozwieść i znowu ożenić,zakładam ,ze
          nie ma już 20 lat i wie, że pośpiech w takich sprawach nie jest wskazany a już
          całkowicie rozumiem Sąd, że nie daje rozwodu na pstryknięcie ręki męża
          znudzonego starą żoną ,który chce sobie sprawić drugą młodość,
          bolesne ale prawdziwe i niestety obiektywne,
          myślę ,że inaczej sprawa by wyglądała, gdyby nowa wybranka spodziewała się
          dziecka - tu Sad mógłby wziąć to pod uwagę ,wtedy separacja byłaby niezasadna
          (raczej małe prawdopodobieństwo, że w czasie separacji strony się pogodzą)
          • julianna2 Re: bezradność - długie 03.04.09, 14:49
            Szybko rozwieść? Dwa lata to już trwa. Ponowny ożenek też nie
            natychmiast, ale w dalszej perspektywie zapewne tak. Druga młodość -
            no coż, jego wybranka jest w wieku jego żony, więc to chyba raczej
            nie szaleństwo pod tytułem "głowa siwieje d..a szaleje". , ale
            potrzeba spokoju, miłości harmonii w związku. Oboje są koło 40-tki,
            ona z odzysku i z nastoletnim przychówkiem, więc potomstwo raczej
            odpada.Co do znudzenia żoną - chyba raczej zmęczenie, udręka i
            wypalenie, brak chęci do życia przy boku tej kobiety. Mam
            przyjemność znać obie panie, naprawdę różnica jest powalająca na
            korzyść tej "nowej".
            Więc nic pochopnie, nie nagle tylko z rozmysłem. I tak o 15 lat za
            późno od niej odszedł. Tak powiedział sądowy mediator, kiedy poznał
            jego żonę.
            • brunia27 Re: bezradność - długie 03.04.09, 16:12
              napisałaś, że złożył pozew w maju 2008 -więc trwa to niecały rok, a to jeszcze
              jest norma
              to,że wyprowadził się dwa lata temu nie poświadcza ustania więzi-wiele małżenstw
              żyje na odległość, tak jak wiele kłóci się i godzi na okrągło,

              wyprowadzka 2 lata temu-to byłby argument, gdyby wspólnie z żoną poszli do sądu
              po rozwód za wspólną zgodą

              mogę go zrozumieć, jego udrękę, zmęczenie itd, ale gdyby go porównać do wielu
              osób aktywnych na tym forum, które przez lata przeżywały gehennę tzn.przemoc
              fizyczną i psychiczną w małżeństwie i musiały mieszkać do końca z przemocowcem,
              alkoholikiem ....to co najmniej dziwny mi się wydaje jego pośpiech - tym
              bardziej, że jego wybranka też jest "po przejściach"

              z drugiej strony nie rozumiem, jak matka może zabronić 17-letniemu dziecku
              spotkań z ojcem - coś ciągle mi tu nie gra
          • asia_pers Re: bezradność - długie 03.04.09, 14:51
            Dziwnie, fakt, przez ileśdziesiąt lat żona nie była oziębła, chciwa
            itp. i nagle okazało się, że ma same wadywink facet znalazl sobie
            młodszą i teraz wiesza psy na byłej i wymyśla, dla mnie to
            oczywiste. Cała historia to jak opera mydlana kiepskiego gatunku
    • kicia031 Re: bezradność - długie 04.04.09, 15:03
      Nie moze sie biedny widywac z 17 letnim synem, bo byla zona go
      napastuje?
      jestem mama prawie 17-latka i uwierz mi, nie da sie zapobiec
      spotkaniom takiego dziecka z 2 rodzicem, o ile tylko sa checi po obu
      stronach.

      Przyznam szczerze, ze cala historia mi smierdzi, i jak sadze, sadowi
      tez, skoro sie dzieje tak jak sie dzieje.
      • z_mazur Re: bezradność - długie 05.04.09, 04:04
        Matka potrafi omotać dziecko. Znam takie sytuacje, gdy samotna matka stosuje wobec dziecka (nawet nastoletniego) szantaż emocjonalny i uniemożliwia w ten sposób skutecznie kontakt z ojcem.

        Wyobraź sobie, że są kobiety które potrafią to doskonale zrobić.
        "Jak możesz się widywać z tym gnojem, który tak matkę potraktował? Wiesz jak mi jest przykro gdy wiem, że idziesz na spotkanie z nim?" Jeśli chłopak jest tak ustawiany przez jakiś czas, jeszcze na dodatek ma poczucie, że został teraz mężczyzną w domu i musi "zaopiekować się" samotną matką, to masz jak w banku, że z ojcem się nie spotka.

        I to by było tyle na temat chęci obu stron.
    • z_mazur Jak czytam wypowiedzi niektórych pań w tym wątku 05.04.09, 04:09
      To nie wiem, czy śmiać się czy płakać.

      Oczywiście sytuacja, że kobieta tkwi przez lata w patologicznym związku i po dwudziestu latach odchodzi jest jak najbardziej prawdopodobna i pewnie dla wszystkich pań tutaj naturalna. I to że kobieta w końcu dochodzi do punktu, w którym po tych dwudziestu latach ma dość i odchodzi, oczywiście żadnej z pań nie zdziwi.

      Ale facet tkwiący w takim związku z poczucia obowiązku i jeszcze paru innych powodów, który po dwudziestu latach ma dość i odchodzi??? Nie, to oczywiście nieprawdopodobne. Rzeczywiście pewnie tu coś śmierdzi.

      Gratuluję podejścia, normalnie załamka.
      • brunia27 Re: Jak czytam wypowiedzi niektórych pań w tym wą 06.04.09, 07:51
        czuję się w obowiązku stanąc w obronie pokrzywdzonychsmile

        wcale mnie nie dziwi, że facet chce odejść po 20 latach i chyba nikt go tu nie
        potępił,
        dziwne jest po prostu to, że TAK BARDZO MU SIę SPIESZY ,wręcz wygląda na to, że
        jest rozżalony bo żona nie dała mu krzyżyka na drogę

        a mógłby pomyśleć ,że może ona coś próbuje ratować ,że dla niej te 20 lat wiele
        znaczyło,
        a że nie widać w tej historii WYRAźNEGO I TRWAłEGO rozpadu związkum ,który jest
        dla Sądu ważniejszą przesłanką do rozwodu niż jakieś widzimisię małżonka, to nie
        dziwię sie ,że tyle to trwa,

        gość ma dwa wyjścia - albo dogadać sie z żoną i wspólnie pójść do sądu po
        rozwód, albo cierpliwie pracować nad ustaniem więzi -tu wskazana była by separacja
        • wojtekp67 Re: Jak czytam wypowiedzi niektórych pań w tym wą 06.04.09, 09:59
          Cos tu nie gra. Cytat:
          "była złą matką, że nigdy nie
          szanowała rodziców swoich i swojego męża, nie pielęgnowała więzi
          rodzinnych, nie kochała i nie wspierała męża w jego działaniach,
          swoim zachowaniem, arogancją, brakiem poszanowania i sympatii do
          ludzi przynosiła mężowi wstyd, była chciwa i skąpa, chłodna i
          oziębła."
          Jesli to taka zła matka to dlaczego zostawia pod jej opieką syna?
          Chyba raczej powinien chronic chłopca przed złym wpływem takiej
          osoby.
          • z_mazur Re: Jak czytam wypowiedzi niektórych pań w tym wą 06.04.09, 10:01
            Trudno siłą zabrać 17-latka. W konflikcie między rodzicami,
            nastoletni syn najczęściej staje po stronie matki.
    • brunia27 Re: bezradność - długie 06.04.09, 11:10
      jeżeli to prawda, że żona była prawdziwą "wiedźmą" smile)

      ten pan M. jest i tak w dobrej sytuacji, nie ma ciężaru cierpiących i
      tęskniących małych dzieci, nikt go nie bije,uciekać z domu nie musi ,życie może
      sobie na nowo ułożyć...

      i niestety prawie każdy rozwód jest traumatycznym przezyciem i niesie za sobą
      konsekwencje tak finansowe jak zdrowotne, emocjonalne,
      niektórzy, nie bez powodu porównują przeżycia towarzyszące rozwodowi do żałoby...

      panu M.życzę cierpliwości

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka