Dodaj do ulubionych

Nie daję rady...

19.05.09, 14:23
Nie wiem jak mam żyć.
To dla mnie szok - mimo, że minął już rok, rozwód w toku - szok, że
to się stało.
Ze zaraz jak zdrada wyszła na jaw, mąż zwinął manatki.
Gdyby chociaż wcześniej było coś nie tak, jakiś kryzys, byłoby mi
źle........ale nie, było pięknie, byłam szczęśliwa. I nagle jedno
cięcie - szok.
I przy tym maleńkie dziecko, a tak chciałam dla niego szczęśliwego
zycia.
Nawet nie miałam czasu poprzeżywać - bo musiałam zając się
dzieckiem, nagle wszystko spadło na mnie.
Największy żal mam o to, że nie dał nam sznasy, jakiejs próby.
Druga rzecz - w czasie, gdy ja zdradzona błagałam go, żeby był ze
mną - on metodycznie przygotowywał się do rozprawy, zbierał dowody,
robił nagrania. To takie okropne, upokarzające.
Mam wrażenie, że nigdy mnie nie kochał, że był z braku laku, trafiła
się inna, lepsza, wio..........
Moje poczucie wartosci zerowe.
Najchętniej przestałabym żyć, ale mam dziecko.
Codziennie czuję bezsens, nic mi się nie chce. Dla kogo po co? No
wiem, mówi się - dla siebie.
Ale to też wydaje mi się bez sensu, nie potrafię. Nigdy nie byłąm
sama. Nie umiem być, żyć sama.
Jak to się robi?
Teraz jeszcze mieszkam z rodzicami, ale po wakacjach musze się
wyprowadzić, poza tym już czuję się głupio - dorosła kobita z
rodzicami.
Strasznie się tego boję, samotności. Sama ze wszystkim, z
problemami, z radościami.
W dodatku jeszcze to dla mnie nowe miasto - niewielu tu znajomych.

Najgorsza jest myśl o mężu. Kocham go, gdy wspominam nasze wspólne
czasy, nienawidzę, gdy patzrę co robi, jaki jest bezwzględny.
Jak to mozliwe? tak się zmienił, ja byłam tak slepa?

Tak starsznie chciałabym być z kimś, miec jeszcze rodzinę, ale
jedoczesnie nie wyobrażam sobie tego. Nie sądzę, żeby ktoś się mną
zainteresował. Poza tym - mąż tak we mnie "wrósł", że nie widzę przy
swoim boku kogoś innego.
Tak dokładnie pamiętam wspólne chwile, a jednocześnie zapominam -
jak to jest być, mieszkać z facetem.

Nie potrafię zrobić kroku dalej, poczuć się szczęśliwa, sama i w
takiej sytuacji w jakiej jestem.
Przede mną pustka. Jedynym światełkiem jest dziecko, ale czuję opór
też - nie chcę żyć życiem dziecka.

Przepraszam za żalenie.
Jak Wy sobie radziliście z takim codziennym życiem?
Obserwuj wątek
    • dorata351 Re: Nie daję rady... 19.05.09, 14:45
      Czasem też tak myslę, to ciągle boli, niestety. Wszystko wydaje się
      bez sensu, ale wiem, ze czas robi swoje, będzie lepiej, musi być.
      Przetrwasz to . Ja boję się, że nawet gdyby udało mi się kogoś
      poznać, to jak będę potrafiła mu uwierzyć.
      Ja staram sie zajmować takimi zwyczajnymi, drobnymi rzeczami.
      Doceniać to co w danym momencie sprawia mi chociaz malutką radość.
      Przecież w końcu z takich chwil składa się życie. Korzystam z porad
      psychologa, może to pomaga.
      Trzymaj się.
    • teuta1 Re: Nie daję rady... 19.05.09, 14:48
      Z trudem. Z pomocą forumowiczów, przyjaciół cierpliwych jak cholera.
      z dziećmi, których obecność stawia do pionu. Z przepłakanymi nocami,
      z rozmowami prowadzonymi w myślach. Najgorsza jest utrata poczucia
      własnej wartości. Po miesiącach mogę dopiero zadać pytanie, co to za
      poczucie własnej wartości, skoro jego wyznacznikiem ma być druga
      osoba, zdradzająca i zachowująca się nie fair. Poczucie własnej
      wartości wraca najpóźniej.
    • nangaparbat3 Re: Nie daję rady... 19.05.09, 15:57
      1. Skoro on zdradził, to co nagrywal? jakie dowody zbieral?
      2. Masz dziecko, to masz rodzinę.
      3. I co wlasciwie wyszło na jaw - jedna zdrada? A poza tym cudownie? Moze to był
      romans, nie pojedyncza zdrada?
      4. Skoro on zdradził, to Ty mogłabys mu dac szansę, nie on Tobie.

      Nic nie rozumiem poza tym, ze jestes naprawde w bardzo zlej formie i przydalaby
      Ci sie pomoc psychologa, a moze nawet psychiatry i jakieś prochy - jesli masz
      dziecko, to poszukaj pomocy jak najpredzej, bo Ty sie prędzej czy później
      wykaraskasz, ale na malym dziecku taka sytuacja moze wywrzec pietno nna całe zycie.
      • luciva Re: Nie daję rady... 19.05.09, 21:50
        No tak, źle napisałam. To był romans, trwał dość długo zanim wyszło
        na jaw.
        Co do szansy - tak być powinno, jednak on tak zakręcił, przerzucił
        winę na mnie, że ja błagałam, żeby wrócił.
        Nagrania - ano nagrywał jak sie awanturowałam, gdy okazało się, że
        ma kochankę, że nie czuje skruchy i żalu. Teraz to ma być dowodem
        jaka ze mnie jędza.
        • dede43 Re: Nie daję rady... 20.05.09, 16:39
          Wypisz, wymaluj ex mojej siostrzenicy. Manipulant i dupek. Juz sa od kilku m-cy
          po rozwodzie, a w dalszym ciagu stara się wzbudzić w niej poczucie winy za to,
          że ją zdradzał. A młodej (10 lat)robi wode z mózgu za każdym razem - tatuś nie
          odszedł do R, tylko sie wyprowadził od mamusi i zamieszkał z R, bo nie miał
          gdzie. Tatus nie przyjdzie dzisiaj, bo masz katar i jak sie od ciebie zarazi, to
          nikt mu szklanki wody nie poda. Tatuś nie zabierze cię nad morze, bo R została
          by sama. Tatus będzie się żenił z R, bo ona tak bardzo tego chce.
          I jeszcze do siostrzenicy - wytłumacz młodej, że powinna polubić R - choć to
          przeciez jego problem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka