Niestety.
-mimo mojego merytorycznego przygotowania (nic mi nie drgnęło),
- mimo braku przygotwania po drugiej stronie, braku przygotwania
jego pełnomocnika
- mimo przedstawienia przeze mnie dokumentów za niego (kopii
rozliczeń ze statku), jego przyznania się do kosztów własnych,
dochodów, horrendalnych wydatków w kantynie i nieuzasadnionych
ksztów polączeń komórkowych, byciu na kontrakcie w okresie niebycia
w domu (bo to jego pan mecenenas podnosił, że jego nieobecność nie
jest równoważna jego zarobkowaniu), mimo jego własnych goli w
postaci braku jakiejkolwiek świadomości kosztów i potrzeb dziecka
rozwodu nie dali

jJeszcze mąż nie przystał na kompromis alimentacyjny ze strony sędzi.
Dostał za to naganę za swój cynizm i bezczelne pyskówki nie na
miejscu, myślę, że pani sędzia była umęczona jego chamstwem...
czyli aby do jesieni
Ja się wyzbyłam wszelkich złudzeń na współpracę, kiedy powiedzaił,
że 200 zł miesięcznie na dziecko (nie jest zdrowa, dobra dieta to
podstawa jej zdrowia, od 4 lat uciekamy od insuliny) to maks jego
zdaniem, bo pajacyk za złotówke żywi dzieci...
Pierwszy odruch był taki, żeby podejść do niego i strzelić mu w
twarz, ale to był sąd.
Póki co córka za jego cyniczne uwagi i ironię, oraz brak czasu dla
niej unika go jak może.
Dziekuję wszystkim za opr i wsparcie...
Nabrałam dużo siły i się nie boję.
pozdrawiam wszystkich
S