Dodaj do ulubionych

październik cd :(

21.05.09, 11:10
Niestety.
-mimo mojego merytorycznego przygotowania (nic mi nie drgnęło),
- mimo braku przygotwania po drugiej stronie, braku przygotwania
jego pełnomocnika
- mimo przedstawienia przeze mnie dokumentów za niego (kopii
rozliczeń ze statku), jego przyznania się do kosztów własnych,
dochodów, horrendalnych wydatków w kantynie i nieuzasadnionych
ksztów polączeń komórkowych, byciu na kontrakcie w okresie niebycia
w domu (bo to jego pan mecenenas podnosił, że jego nieobecność nie
jest równoważna jego zarobkowaniu), mimo jego własnych goli w
postaci braku jakiejkolwiek świadomości kosztów i potrzeb dziecka
rozwodu nie dali sad
jJeszcze mąż nie przystał na kompromis alimentacyjny ze strony sędzi.
Dostał za to naganę za swój cynizm i bezczelne pyskówki nie na
miejscu, myślę, że pani sędzia była umęczona jego chamstwem...
czyli aby do jesieni
Ja się wyzbyłam wszelkich złudzeń na współpracę, kiedy powiedzaił,
że 200 zł miesięcznie na dziecko (nie jest zdrowa, dobra dieta to
podstawa jej zdrowia, od 4 lat uciekamy od insuliny) to maks jego
zdaniem, bo pajacyk za złotówke żywi dzieci...
Pierwszy odruch był taki, żeby podejść do niego i strzelić mu w
twarz, ale to był sąd.
Póki co córka za jego cyniczne uwagi i ironię, oraz brak czasu dla
niej unika go jak może.
Dziekuję wszystkim za opr i wsparcie...
Nabrałam dużo siły i się nie boję.
pozdrawiam wszystkich
S
Obserwuj wątek
    • leptis ... 22.05.09, 08:15
      Nie mozna ze smutkiem myslec o pazdzierniku...
      i sie przed tym bronie, bo troszke sprawy zawodowe moga
      mnie odciagnac od kraju ale moze sie uda po raz trzeci.

      swoja droga moze troche swiadomosc ze dzisiaj
      J AP Kaczmarek na Bloniach....WIECZOR i te klimaty...
      Nie potrafie przejsc obok nie myslac o tym...



      -------
      Co do Twoich wczorajszych watkow-grzebierz sie w szczegolach.
      Majac meza na kontrakcie mialas prawo oczekiwac zycia za 200PLN na dzien dla rodziny.
      Mysle, ze kazdy tak by Twoje slowa zinerpretowal a nie tlumaczyl inaczej,
      patrzac calosciowo na Twoja jeszcze rodzine.
    • sauber1 Re: październik cd :( 22.05.09, 10:39
      pokopanka napisała:

      >
      > Pierwszy odruch był taki, żeby podejść do niego i strzelić mu w
      > twarz, ale to był sąd.


      Co Ty mu takiego uczyniłaś, że go tak nie cierpisz?
      I nie denerwuj się proszę, zbyt dużo agresji w Tobie kobieto, to aż nie
      przyjemnie czytać, postaraj się na spokojniej bardziej, tak po ludzku, to jest
      konflikt a nie zaciekła wojna, tak mało go widzisz,a co mają powiedzieć inni co
      przeżywają codziennie ten koszmar? Odnoszę wrażenie że pod tą agresja coś
      ważnego ukrywasz i kombinujesz, by pozyskać nasze zaufanie, a chcę się mylić.
      Sorki ale musiałem.
      • chalsia Re: październik cd :( 23.05.09, 00:01
        > Co Ty mu takiego uczyniłaś, że go tak nie cierpisz?

        jest głebszy sens Twojej myśli, dla mnie generalnie sprowadzający się do tego,
        że autorka wątku ma jeszcze tzw. nerw na wierzchu.

        Jednak rozumiem jej wzburzenie i reakcję po usłyszeniu tekstu o kwocie, żywieniu
        i Pajacyku. Ni mniej ni więcej miało to znaczyć, że opieka społeczna/ochronka
        (zwał jak zwał) jest lepsza dla dziecka niż rodzona matka (Pokopanka). To taki
        ukryty podtekst tej wypowiedzi był.
        Miałam taką sytuację - ostania rozprawa w sądzie apelacyjnym o obniżenie
        alimentów. W przerwie rozprawy informuję eksa, że o 1 w nocy dziecko miało taki
        atak duszności, że dziecko wyladowało karetka w szpitalu . Na co eks (przy swoim
        adwokacie) "nie powiadomiłaś mnie". No to tłumaczę, że w toku wydarzeń po prostu
        zapomniałam wziąć ze sobą telefonu. I podaję eksowi wypis ze szpitala , żeby się
        zapoznał. Eks przeczytał i rzucił w powietrze "ciekawe, że nic takiego się nie
        dzieje jak dziecko jest ze mna".

        Diagnoza była - ostre wirusowe zapalenie krtani.
        • sauber1 Re: październik cd :( 23.05.09, 01:04
          chalsia napisała:


          > Diagnoza była - ostre wirusowe zapalenie krtani.

          Czyżby to jakieś niedopatrzenie, bądź niedochowanie elementarnych zasad higieny ? wink
          • akacjax ręce opadają 23.05.09, 13:12
            sauber1 napisał:

            > chalsia napisała:
            >
            >
            > > Diagnoza była - ostre wirusowe zapalenie krtani.
            >
            > Czyżby to jakieś niedopatrzenie, bądź niedochowanie elementarnych zasad higieny
            > ? wink

            Niedopatrzenie?
            Oczywiście gdyby dzieci przebywały wyłacznie z ojcami nigdy by nie chorowały, a
            te ze skłonnością do objwiania choroby atakiem krtaniowym-nigdy takiego ataku by
            nie miały.

            Ale ten, kto tego nie przeżył, nie zrozumie.
            Natomiast ciekawi mnie Chalsiu jak byłaby reakcja na Twój ew. nocny telefon?
            "Wezwałaś pogotowie? Udzielono pomocy? Po co dzwonisz?" Czy raczej: "już jadę"?
            • sauber1 Re: ręce opadają 23.05.09, 13:33
              Szkoda że na tych nieporozumieniach najbardziej tracą dzieci i co gorsza, własne sad
            • chalsia Re: ręce opadają 23.05.09, 16:15
              > Natomiast ciekawi mnie Chalsiu jak byłaby reakcja na Twój ew.
              nocny telefon?
              > "Wezwałaś pogotowie? Udzielono pomocy? Po co dzwonisz?" Czy
              raczej: "już jadę"?

              najbardziej prawdopodobną rekacją byłoby nie odebranie mojego
              telefonu, bowiem rzecz się działa w noc poprzedzającą ostatnią
              rozprawę apelacyjną.
              • chalsia Re: ręce opadają 23.05.09, 16:17
                a tak w ogóle, w tamtej sytuacji jego obecnośc nie była potrzebna,
                więc mój nocny telefon miałby jedynie znaczenie infomacyjne. Co
                innego, gdyby zapadła decyzja o zatrzymaniu dziecka w szpitalu.
                • jarkoni Re: ręce opadają 23.05.09, 22:18
                  chalsia napisała:

                  > a tak w ogóle, w tamtej sytuacji jego obecnośc nie była potrzebna,
                  > więc mój nocny telefon miałby jedynie znaczenie infomacyjne. Co
                  > innego, gdyby zapadła decyzja o zatrzymaniu dziecka w szpitalu

                  Bez sensu dzwonić kiedy sytuacja jest awaryjna, co innego, gdyby to była bliska
                  osoba, a nie mąż prawie były..
                  Ale skubany wykorzystał to najlepiej jak mógł.
                  Po rozprawie powinien w twarz dostać..
                  Nie wygrywa się swoich małych gierek kosztem dziecka
                  • chalsia Re: ręce opadają 23.05.09, 23:38
                    > Bez sensu dzwonić kiedy sytuacja jest awaryjna, co innego, gdyby to była bliska
                    > osoba, a nie mąż prawie były..

                    to był BYŁY maż.
      • pokopanka Re: październik cd :( 25.05.09, 09:52
        Ja jemu?
        Zdecydowanie on swojej córce i mnie.
        Oszukiwał i okradał swoją rodzinę przez 12 lat...
        Idealnie wpisuje się w profil przemocowca psychicznego, ma problemy
        ze swoimi emocjami i "leczy" je alkoholem i marihuana, paląc nawet w
        domu...
        Nie jestem tu po to, żeby "zdobywać" Wasze zaufanie i zagrywac do
        swojej bramki.
        Napisałam po prostu jak po az kolejny rozjechały mi się łapy, miałam
        nadzieję, że w obliczu przedstawionych dokumentów, jego wypowiedzi
        zostanie podjęta definitywna decyzja.
        Nie została.
        A tak na amrginesie to mój mąż był "napalony" na sprawie, zupełnie
        nie rozumiał co się dzieje.
        A jego wypowiedź była chamska, w domu z przekąsem zapytał czy
        zabolało wystarczająco mocno...
        Szczególnie w odiesieniu do jego kosztów kantyny, które zeznał - 700
        zł co miesiąc na papierosy i softdrinki..
        Twoja interpretacja była niewłaściwa...
        A co do jego obecności - czy jest czy nie ma - niewielka różnica
        (oprócz przepychanek na odległość lub twarzą w twarz), nie włącza
        się w obowiązki ani wychowawcze ani domowe, w ciągu 14 dni spędził z
        córką 4 godziny....
        • sauber1 Re: październik cd :( 25.05.09, 12:31
          pokopanka napisała:

          >
          > Twoja interpretacja była niewłaściwa...
          > A co do jego obecności - czy jest czy nie ma - niewielka różnica


          Teraz już lepiej, ale taka rola marynarza żony, coś za coś i nie mnie osądzać
          ludzi, nawet bym nie śmiał. Czy dobrze rozumiem, że świadomie wybrałaś sobie
          marynarza na męża?
          • pokopanka Re: październik cd :( 25.05.09, 12:52
            Wychodziłam za mąż za człowieka, nie za jego zawód.
            Świadomie zdecydowałam się na częściowe bycie samej w zamian za
            obietnice "dbania" na czas powrotów.
            Ja dbałam bardziej o niego, niż on o mnie czy dziecko. Wszystko co
            miał do zaoferowania to pięknie brzmiące słowa - pustaki -
            deklaracje bez pokrycia.
            Praca na morzu, nie ma co, uderza w głowę.
            Ale podstawą rozstania nie jest jego zawód, tylko to, jakim stał się
            człowiekiem.
            • sauber1 Re: październik cd :( 25.05.09, 12:57
              pokopanka napisała:


              > Praca na morzu, nie ma co, uderza w głowę.

              Tu Ciebie doskonale rozumiem i współczuję innym kobietom co maja podobnie Tobie
              i niekoniecznie mąż musi być marynarzem. Nie wiem co mógłbym więcej jeszcze
              dodać w tym temacie, może za dużo wiem o życiu, a to przeszkadza wink
              • pokopanka Re: październik cd :( 25.05.09, 13:27
                Znam związki "na odległość", które mimo to funkcjonują ok.Ludzie
                ufają sobie, są uczciwi i dzielą się problemami, a nie mnożą je.
                Partnerów cechuje odpowiedzialność za założona rodzinę, i to widać
                gołym okiem.
                W mom związku tak nie jest, szczerze to nie pamiętam czy i kiedy
                było.
                Z akzzdym kamieniem milwoym (ślub, dziecko, mieszkanie na kredyt)
                miałam nadzieję, że "od teraz" się zmieni.
                "Się" nie zmieniło.
                Ciagnęłam ten związek jak wózek pod górkę 12 lat, i dłuzej już nie
                chcę.Od mojego ciągle męża usłyszałam, że faktycznie nie postarał
                się i "olał" temat, czyli - czytaj rodzinę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka