Dodaj do ulubionych

nienawiść

21.05.09, 12:26
Zaczynam szczerze nienawidzić swojego jeszcze męża. Co zrobić żeby nie dawać
się ponieść takim uczuciom? Jak walczyć z poczuciem oszukania? Jak wyjść z
tych złych emocji żeby one mnie samej nie zabijały? Chcę podchodzić do sprawy
rzeczowo, walczyć o swoje dobro i dobro dzieci w tym wszystkim. Ale nienawiść
szczera i coraz silniejsza rośnie we mnie i zalewa mnie od środka. Nie chcę
tego czuć- chcę nic nie czuć sad
Obserwuj wątek
    • tricolour Nie da się nie czuć... 21.05.09, 12:31
      ... ale czucie nie przeszkadza w rzeczowym postępowaniu.
      • kobieta306 Re: Nie da się nie czuć... 21.05.09, 12:35
        tak, masz rację. Postępuję rzeczowo, działam, walczę o swój i dzieci los. Tylko
        ta straszna nienawiść sama w sobie jest zła, a rośnie we mnie i zalewa mnie
        dosłownie od wewnątrz. Nienawidzę pomału tego człowieka jak psa!!
        • tricolour Będzie bolało jakiś czas... 21.05.09, 12:41
          ... będziesz nienawidziła, a potem zacznie maleć i w końcu zniknie.

          Jak wszystko.
          • kobieta306 Re: Będzie bolało jakiś czas... 21.05.09, 12:46
            strasznie żal mi życia na to wszystko, na te złe emocje, na walkę. Mam poczucie
            tej straty. Wydaje mi się, że wszyscy wokół są szczęśliwi, mają rodziny, dobrych
            mężów, fajne żony, a ja jestem taką pierdoła nieudaczną. Żal mi życia, które
            tracę przez rozwód. I co mi po tym, że może kiedyś będzie lepiej. Teraz jest
            beznadziejnie. Nie umiem cieszyć się życiem, bo stale myślę tylko o rozwodzie i
            ze strony techniczno-prawnej i ze strony emocjonalnej. Skupiam się na tym, a
            życie ucieka mi przez palce. Jak to zmienić? Jak żyć żeby życie dawało radość?
            Nienawidzę go jak psa tego mojego jeszcze męża.
            • chalsia Re: Będzie bolało jakiś czas... 21.05.09, 13:08
              > mężów, fajne żony, a ja jestem taką pierdoła nieudaczną. Żal mi
              życia, które
              > tracę przez rozwód. I co mi po tym, że może kiedyś będzie lepiej.
              Teraz jest
              > beznadziejnie. Nie umiem cieszyć się życiem, bo stale myślę tylko
              o rozwodzie i
              > ze strony techniczno-prawnej i ze strony emocjonalnej. Skupiam
              się na tym, a
              > życie ucieka mi przez palce. Jak to zmienić? Jak żyć żeby życie
              dawało radość?

              po pierwsze pogodzić się z tym, że żal, złośc, gniew, ból są
              naturalnymi uczuciami w takiej sytuacji. I że nalezy je przeżyć.
              Po drugie przyjąc do wiadomości, że w okresie, w którym jesteś
              normalnym jest takie skupienie się na kwestiach rozwodowych.
              Życie Ci nie ucieka przez palce, bo Ty je własnie w tej chwili
              kreujesz, a że akurat w mało przyjemny sposób - no cóż, pobieranie
              krwi tez przyjemnie nie jest. Ale to mija.
              Nic nie zmienisz - patrz poczatek moejgo postu.
              Zycie będzie Ci dawało radośc, tyle tylko, że jeszcze nie teraz. Za
              jakis czas. I warto o tym pamiętać.
              Weż pod uwagę, ze w zyciu nie ma tak, żeby wszystko zawsze było
              super OK.
        • chalsia Re: Nie da się nie czuć... 21.05.09, 12:43
          > ta straszna nienawiść sama w sobie jest zła, a rośnie we mnie i
          zalewa mnie
          > dosłownie od wewnątrz.

          psychoterapia - naprawdę Ci pomoże
          • kobieta306 Re: Nie da się nie czuć... 21.05.09, 12:47
            powiedz co to jest tak w praktyce ta psychoterapia. co tam robią? na czym
            polega? - wiem i słyszałam o tym. Ale jak to wygląda w praktyce?
            • chalsia Re: Nie da się nie czuć... 21.05.09, 13:01
              > powiedz co to jest tak w praktyce ta psychoterapia. co tam robią?
              na czym
              > polega? - wiem i słyszałam o tym. Ale jak to wygląda w praktyce?

              Technicznie polega to na stałych (CO NAJMNIEJ raz w tygodniu)
              spotkaniach z terapeutą, gdzie rozmawiacie (a głownie Ty) o Twojej
              sytuacji i Twoich uczuciach w związku z nią.
              Jak pomaga? Przez zrozumienie co i dlaczego wywołuje jakieś
              uczucia. Przez wygadanie się/wypłakanie wobec kogoś, kto nie ocenia
              i w 100% w czasie spotkania poświęcony jest klientowi. Bywa też, że
              terapeuta wykryje objawy rozwijającej się depresji i skieruje do
              lekarza po odpowiednie leki.
              • asia_pers Re: Nie da się nie czuć... 21.05.09, 14:06
                Czy taka terapia coś daje?Czasami zastanawiam się nad sobą, niby już
                minęło 5 lat, ale...ciągle coś we mnie jest. Przyznaję się do
                brzydkich myśli, do brzydkich odczuć i uczuć, choć już od 3 lat
                jestem z kimś innym to jednak. Szlag mnie trafia gdy słyszę kłamstwa
                ojca moich dzieci,ze nie może zabrać dzieci bo idzie do pracy w
                sobotę a na drugi dzień spotykamy go w Centrum Handlowym
                dźwigającego paczki z zakupami swojej kolejnej(już trzeciej od
                rozwoduwinkukochanej. wkurza mnie, że ma zasądzoną spłatę zaległosci
                na dzieci za rok a on odwleka termin spłaty bo niby nie ma
                pieniędzy, a za tydzień przyjeżdża nowym samochodem po dziecko.
                Niestety wzbiera się we mnie wtedy złość, z którą sobie nie radzę,
                czasami nawet mu...zazdroszczę, moze to głupie, ale widzę że on jest
                wypoczęty, że ma czas by sobie chodzić do klubu fitness jeździć na
                spływy kajakowe, ma duże mieszkanko tylko dla siebie a ja z dziećmi
                na mniejszym metrażu niż on we trójkę, zazdroszczę że jego stać na
                piękne meble, najnowszy sprzet AGD, a ja muszę myśleć by opłacić w
                pierwszej kolejności szkoły dzieciaków, zajecia dodatkowe, nie kupie
                sobie niczego dopóki nie będę spokojna ze dzieci mają wszystko co
                niezbędne opłacone, kupione. Zazdroszczę mu tej beztroski i czasami
                spokoju. Czasami miewam doła, że jestem złą matką, bo mały znów
                narozrabiał w szkole, a młoda znów urwała się z 2 ostatnich lekcji,
                mam wyrzuty ze sobie nie radzę z dziecmi. Jedyne czego się nauczyłam
                to nie dać się sprowokować i wyprowadzić z równowagi , to już jest
                dużo, ale jak nikt nie widzi to czasami sobie popłaczę.
                • tricolour Czy terapia coś daje? 21.05.09, 15:47
                  A stomatolog coś daje? Ginekolog coś daje? Laryngolog, pediatra, kardiolog,
                  okulista i cała reszta...

                  No, można samemu dłubać w zębie, ale efekt będzie mizerny nawet po 5 latach męki
                  nad jednym zębem. Może spróbuj skorzystać z fachowej pomocy?

                  smile
                  • kobieta306 Re: Czy terapia coś daje? 21.05.09, 18:00
                    A czy są jakieś grupy dla ludzi w trakcie rozwodu? Coś jak nap AA? Ze nie
                    indywidualnie tylko w grupie? To wydaje mi się bardziej lajtowa wersja.
                    • notting_hill Re: Czy terapia coś daje? 21.05.09, 18:44
                      Są przy Komitetach Obrony Praw Dziecka grupy- warsztaty dla rodziców
                      w sytuacji rozstania. Bywają stacjonarne (co tydzień przez 8- 10
                      tygodni), bywają weekendowe. Warto spróbować, tym bardziej że w
                      przeciwieństwie do psychoterapii, są darmowe smile.
                      Fakt, że bardziej nakierowane są na sprawy dzieci i tego co one czują
                      w sytuacji, kiedy rodzice się rozwodzą, ale i miejsce na emocje
                      rodziców się tam znajdują. Mnie się to okazało dość pomocne, tym
                      bardziej jak usłyszysz jakie ludzie NAPRAWDĘ mają problemy w sytuacji
                      okołorozwodowej. Pozwala nabrać dystansu do swojego położenia.
                    • mariefurie Re: Czy terapia coś daje? 21.05.09, 18:46
                      To chyba zalezy od czlowieka. Lajtowa dla Ciebie- jak byłabys w grupie?
                      otworzyłabys się na tyle? Zaufałabyś?
                      No, nie wiem.
                      Nawet rehabilitacja ruchowa jest lepsza jak jest indywidualna, a co dopiero
                      psychoterapeuta przy rozwodzie...
                      • notting_hill Re: Czy terapia coś daje? 21.05.09, 19:57
                        Ja myślę, że to są dwie różne rzeczy. Te warsztaty o jakich ja piszę
                        to jest bardziej nakierowane na edukację rodziców, jak sobie radzić
                        samemu i jak pomoc dzieciom. Często nazwanie tego po imieniu jakoś
                        daje ulgę, a i usłyszenie, że inni mają podobnie (albo gorzej) działa
                        trochę trzeźwiąco. No i daje nadzieję, że jednak to nie trwa
                        wiecznie, że te emocje są normalne i w tej sytuacji uzasadnione. Więc
                        to nie jest psychoterapia, taka jak ją opisał ktoś wyżej. Jednak OBOK
                        zajęć grupowych terapeuci w KOPD dają możliwość indywidualnej pracy,
                        czasem takie porozmawianie z kimś doświadczonym, kto wiele już
                        podobnych spraw widział, przynosi ulgę i może wystarczyć. Aha, i
                        można też uzyskać sensowne wskazówki praktyczne, głównie jeśli chodzi
                        o opiekę nad dziećmi czy kontakty z ex małżonkiem.

                        **********************
                        No man is worth your tears, but when you find the one that is, he
                        won't make you cry.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka