luciva
16.06.09, 14:35
Czasem wydaje mi się, że z najgorszym bólem już sobie poradziłam.
Już nie nęka mnie powalające poczucie winy, już nie czuję szoku:
Boże co się stało, sądzę też, że wypaliły się w jakimś tsopniu
uczucia do męża.
Ale nie umiem poradzić sobie z poczuciem bezsensowności dalszego
życia.
Mam myśli, może nie dosłownie samobójcze, typu - i po co to
wszystko, dla kogo, jaki sens?
Nic mi się nie chce - myć, ubierać, jeśc, nie cieszy mnie nic.
Mam dziecko - i to mnie stawia do pionu - bo mam na tyle poczucie
odpowiedzialności, że wiem, że jego życie i jakość tego życia zależy
ode mnie, od mojej postawy.
Więc się śmieję, wymyślam zabawy rozrywki, planuję czas.
Ale to wszystko takie na siłę. Przez moment jest fajnie, a potem
nagłe oklapnięcie i - po co?
Maicerzyństwo to najpiękniejsze co mnie w życiu spotkało, ale dość
jednostajne to zycie - wokół dziecka. Czy ja nie zdziecinnneję?
Totalne poczucie pustki. Przeprowadziłam się do innego miasta -
nikogo nie znam, tylko parę osób z pracy.
Za chwilę przeprowadze się do własnego mieszkania (teraz mieszkam z
rodzicami) i już się boję - tych samotnych wieczorów, posiłków. Czy
mi się w ogóle będzie chciało cokolwiek? Zrobić śniadanie? Zjeść je
samej? Pewnie będę leżec przed tv.......i spadać w dół.
Okropnie boję się samotności. Nigdy nie żyłam sama.
Czy naprawdę może cieszyć cokolwiek, jak nie ma tego z kim dzielić?
Brak poczucia bezpieczeństwa, zwłaszcza finansowego. Nie mogę
odeprzeć myśli, co będzie gdy stracę pracę, wydarzy się coś
nieoczekiwanego. To mnie dobija, zabiera jakieś minimum radości -
cały czas martwię się. Właściwie to nawet boję się cieszyć
czymkowliek, bo za chwilę może........Wszeslkie zakupy dla siebie
robię z wyrzutami sumienia. Może to jest spowodowane tym, że nie
czuję się zbyt mocna w tym co robię, w swoim zawodzie.
No i wreszcie - zero poczucia wartości, jakiegoś przekonania, że
kiedyś może ktoś..........to niemożliwe, żeby ktoś się mną
zainteresował. Teraz nawet myślę, że mąż był ze mną z braku laku -
znalazł się inna, lepsza, to pofrunął.
Mam wrażenie, że jestem brzydka, nudna, nijaka, nieciekawa,
nieatrakcyjna. Od dwóch lat (od momentu rozsatnia) nie byłam na
głupiej kawie z żadnym facetem, ba, nawet z nikim specjalnie nie
rozmawiałam. Chyba już bym nie umiała, uciekłabym jak spłoszona gęś,
pensjonarka. Ja nawet nie zauważam w towarzystwie, na ulicy jakiegoś
specjalnego zainteresowania mężczyzn.
A seks? Czy tego jeszcze kiedykowliek zaznaM? Wątpię......
Terapia? Byłam u psychologa, może źle trafiłam. Pani nie widziała
specjalnie problemu, ja jakoś nie czuję o co chodzi w takich
terapiach. Przychodzę i właściwie to ja muszę zdiagnozować problem -
no z czym przyszłam?
A może trzeba by jakoś prywatnie? No ale tu dochodzą kwestie
finansowe.
Proszę, napiszcie, co pomogło Wam jakoś odnaleźć to pozucie sensu i
spełnienia w życiu - mimo, że w pojedynkę. Jak sprawić, by proza
życia zaczęła smakować?