joanna9969
16.07.09, 16:45
Witam
nie było mnie tutaj dwa lata , o wydarzeniach jakie były początkiem końca
mojego związku mozna poczytac tutaj :
forum.gazeta.pl/forum/w,$f,$t,$a,$seot.html?f=24087&w=67500519&a=67500519
i tutaj
forum.gazeta.pl/forum/w,24087,67536505,67536505,nie_widze_naszej_wspolnej_przyszlosci.html
Od tamtych wydarzeń minęło dwa lata , pierwsze pół roku depresji , rożnych
wątpliwości i myślenia ze może jednak da się to poukładać ,
równocześnie zdałam sobie sprawę z tego ze nie kocham mojego męża i ze nie
chce z nim już być . Obiektywnie oceniłam nasz związek i stwierdziłam ze mój
maż był tam tylko strona biorąca , ja się na wszystko zgadzałam zawsze
układałam tak żeby było dobrze , po zdradzie już mi się nie chciało .
Gwoździem do trumny był jego wyrok skazujący za gwałt , do tego momentu
myślałam ze to wszystko się skończy i będzie jakoś dobrze ale teraz zdaje
sobie sprawę ze to się nigdy nie skończy i jeśli zostanę będę w tym tkwiła na
zawsze , niejako współwinna . Wiem ze bez niego będę szczęśliwsza
spokojniejsza . Ale , no właśnie jest jedno ale, mamy dziecko , syna 4 lata ,
i tak się zastanawiam czy dla własnego szczęścia mam prawo pozbawiać dziecka
pełnej rodziny ? . Czy mam może tkwić w nieszczęśliwym związku gdzie miedzy
mną a M wieje chłodem i obojętnością dla jego dobra (nie wiem czy dam rade)?
.Czy w pojedynkę , oczywiście z kontaktami z ojcem , da się wychować dziecko
na normalnego szczęśliwego człowieka ?.Mam takie wątpliwości i kocham syna
najbardziej na świecie .