Dodaj do ulubionych

ona nie chce dać rozwodu...

23.07.09, 14:31
witajcie,
pewnie to znany temat, ale jest tu tyle tego, że wybaczcie, że zaczynam nowy wątek, ale nie mam siły przedzierać się przez zasoby forum...
związałam się z facetem, który wciąż jeszcze ma żonę. na papierze... ale jest.
z tego, co wiem, odbyła się już jakaś sprawa pojednawcza - on nawet próbował się "pojednać", ale nic z tego nie wyszło - nie kocha jej już i nie ma szans na uratowanie tego małżeństwa. mają dziecko, z którym ona utrudnia mu kontakt, twierdząc jednocześnie, że szaleńczo go kocha i to on nie dba o nią i dziecko... on stara się o odwiedziny, ona robi mu awantury. on płaci alimenty, ona go śledzi i stawia mnie jako argument przeciwko dziecku... sad
on chce się rozwieść i być ze mną, mieć normalny dom i rodzinę. chce nawet wziąć wszystko na siebie, byle tylko się od niej uwolnić.
co zrobić jednak, kiedy ona rozwodu dać nie chce? on - jako potencjalnie winny - nie może złożyć pozwu - jest z góry skazany na przegraną... chore to prawo, które nakazuje bycie razem ludziom, którzy razem być nie chcą sad
czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? ja za bardzo w tej materii się nie orientuję, nigdy nie miałam do czynienia z rozwodami... chcę mu jakoś pomóc, bo też bardzo mi zależy, żeby ta sprawa się jak najszybciej rozwiązała.
z góry dziękuję za pomoc bardziej doświadczonych...
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 14:41
      Rozwód 'daje' sąd prawomocnym wyrokiem a nie jeden człowiek drugiemu.
      Jeśli Twój Pan weźmie winę na siebie - nie będzie z tym
      najmniejszego problemu.
      A tak na moje oko - zostałaś zmanipulowana.
      • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 14:46
        mola1971 napisała:

        > Rozwód 'daje' sąd prawomocnym wyrokiem a nie jeden człowiek drugiemu.

        wiem, niejasno się wyraziłam. ona nie chce dać zgody na rozwód. z tego, co wiem,
        to może być przeszkodą... kocha go i mają dziecko.

        > Jeśli Twój Pan weźmie winę na siebie - nie będzie z tym
        > najmniejszego problemu.

        czym jest w takim razie ten zapis:
        "(...)Sąd odmówi orzeczenia rozwodu, jeśli rozwodu żąda małżonek wyłącznie winny
        rozkładu pożycia. Jednak w takim przypadku rozwód będzie dopuszczalny, jeśli
        drugi małżonek wyraża przed sądem zgodę na rozwód albo, gdy jego odmowa rozwodu
        jest w danej sytuacji sprzeczna z zasadami współżycia społecznego."

        > A tak na moje oko - zostałaś zmanipulowana.

        po czym wnioskujesz?
        • jagoda4444 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 14:55
          Chyba mola ma rację. Coś długo nie "chce" dać jemu rozwodu. Spraw
          pojednawczych już od dawna nie ma. Rozwodzi sąd a nie drugi
          współmałżonek. Lepiej przyjrzyj się temu wszystkiemu dokładnie
        • mola1971 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 14:55
          Ona może nie chcieć, tupać i się nie zgadzać a i tak jeśli spełnione
          są warunki (czyli całkowity i niedwracalny rozpad pożycia
          małżeńskiego) sąd i tak 'da' rozwód.

          A zmanipulowana wg mnie zostałaś bo po pierwsze wierzysz w to, że
          żona nie chce dać rozwodu i nic z tym zrobić się nie da (częsty
          sposób manipulacji stosowany przez mężczyzn na swoich kochankach),
          po drugie piszesz na forum o jakby nie było nie swoich problemach (i
          wyręczasz misia).
          • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 15:10
            to co w takim razie z tym żądaniem rozwodu przez wyłącznie winnego? jak powinien
            wyglądać pozew?
            • fragile66 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 15:26
              a_lex napisała:

              > to co w takim razie z tym żądaniem rozwodu przez wyłącznie winnego?

              nikt (rozsądny) kto składa pozew, nie przyznaje się do wyłącznej winy

              jak powinie
              > n
              > wyglądać pozew?

              Normalnie - wzory znajdziesz w dziesiątkach miejsc w internecie.
              Oczywiście niech wnosi o odstępienie przez sąd od orzekania o winie.
              A na pierwszej rozprawie żona przedstawi swoj roszczenia. I jeśli
              będzie chciała orzeczenia wyłącznej winy męża, to będzie musiała
              tego dowieść. Wtedy zacznie się kontredans, czyli mąż zacznie z
              kolei udowadniać, że owszem on może i jest winny, ale żona też nie
              jest bez winy i pewnie na którejś rozprawie trzeba będzie zmienić
              pozew na orzeczenie winy obu stron.

              W każdym razie w tym sensie jesteś manipulowana, że twojemu menowi
              najwyraźniej się nie chce zaczynać sprawy, bo wie, że będzie męcząca
              i długa. A tak jak jest - chyba mu wygodnie. Dlatego najprostszy
              argument na zbycie natrętnej kochanki to: "żona mi nie chce dać
              rozwodu".
              • adaria38 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 15:29
                > A tak jak jest - chyba mu wygodnie. Dlatego najprostszy
                > argument na zbycie natrętnej kochanki to: "żona mi nie chce dać
                > rozwodu".

                Do tego, to taka idealne forma buforu bezpieczeństwa:
                dopóki jestem formalnie zonaty to kochanka nie będzie naciskac na ślub tongue_out
                • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:09
                  widzę, że bycie "tą drugą" jest tu niemile widziane... tongue_out
                  tylko, że to nie ja naciskam tongue_out

                  on chce się żenić... ja się zastanawiam, czy chcę się w to mieszać...
                  • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:24
                    a_lex napisała:

                    > widzę, że bycie "tą drugą" jest tu niemile widziane... tongue_out
                    > tylko, że to nie ja naciskam tongue_out
                    >
                    > on chce się żenić... ja się zastanawiam, czy chcę się w to mieszać...

                    no pewnie.chce tym pokazac,jak na niego leca inne baby.skad ja to znam....
                  • szary-kotek Re: ona nie chce dać rozwodu... 07.09.09, 09:01
                    Moja rada- póki jeszcze nie jest za późno- sp... jak najdalej. Nawet, jeśli
                    facet się rozwiedzie, to będziesz po pierwsze mieć etykietkę tej, która rozbiła
                    małżeństwo (zawsze tak jest, nawet jak w małżeństwie nie układa się od dawna),
                    po drugie będą historie typu alimenty na dzieci i może jeszcze na żonę, zacznie
                    Ci przeszkadzać, że forsę zamiast na Ciebie wydaje na byłą rodzinę, będą
                    problemy z odwiedzinami dzieci, kontakty z ex-w przypadku dzieci nieuniknione, itd.
                    Jeśli możesz, to odejdź, poza tym nie ma co tracić czasu (a rozwody potrafią
                    ciągnąć się latami)
              • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:18
                fragile66 napisał:

                > a_lex napisała:
                >
                > > to co w takim razie z tym żądaniem rozwodu przez wyłącznie winnego?
                >
                > nikt (rozsądny) kto składa pozew, nie przyznaje się do wyłącznej winy
                >
                > jak powinie
                > > n
                > > wyglądać pozew?
                >
                > Normalnie - wzory znajdziesz w dziesiątkach miejsc w internecie.
                > Oczywiście niech wnosi o odstępienie przez sąd od orzekania o winie.
                > A na pierwszej rozprawie żona przedstawi swoj roszczenia. I jeśli
                > będzie chciała orzeczenia wyłącznej winy męża, to będzie musiała
                > tego dowieść. Wtedy zacznie się kontredans, czyli mąż zacznie z
                > kolei udowadniać, że owszem on może i jest winny, ale żona też nie
                > jest bez winy i pewnie na którejś rozprawie trzeba będzie zmienić
                > pozew na orzeczenie winy obu stron.

                dzięki.
                myślę, że jeśli żona będzie chciała orzeczenia jego winy, on się zgodzi. pewnie
                zaraz przeczytam, że nie znam życia... wink

                >
                > W każdym razie w tym sensie jesteś manipulowana, że twojemu menowi
                > najwyraźniej się nie chce zaczynać sprawy, bo wie, że będzie męcząca
                > i długa. A tak jak jest - chyba mu wygodnie. Dlatego najprostszy
                > argument na zbycie natrętnej kochanki to: "żona mi nie chce dać
                > rozwodu".


                ale on właśnie CHCE zacząć sprawę. czemu tak trudno to zrozumieć? ja wiem, że
                występując tu z perspektywy "kochanki" narażam się żonom/ byłym żonom... nie
                jestem natrętną kochanką, nie naciskam na ślub - to on chce być ze mną, a skoro
                chce, to musi się rozwieść, to jest JEGO pomysł. skoro będzie mu wygodniej bez
                rozwodu, to nie będziemy razem. proste.
                • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:26

                  > występując tu z perspektywy "kochanki" narażam się żonom/ byłym żonom... nie
                  > jestem natrętną kochanką, nie naciskam na ślub - to on chce być ze mną, a skoro
                  > chce, to musi się rozwieść, to jest JEGO pomysł. skoro będzie mu wygodniej bez
                  > rozwodu, to nie będziemy razem. proste.

                  nie bardzo. czyli wyszlo na to,ze to ty chcesz bardziej tego slubu
              • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:24
                fragile66 napisał:

                > W każdym razie w tym sensie jesteś manipulowana, że twojemu menowi
                > najwyraźniej się nie chce zaczynać sprawy, bo wie, że będzie męcząca
                > i długa. A tak jak jest - chyba mu wygodnie. Dlatego najprostszy
                > argument na zbycie natrętnej kochanki to: "żona mi nie chce dać
                > rozwodu".\\

                i myslisz ze ona ci uwirzy? i tak mysli,ze jest ta jedyna i wymarzona, nie rob
                jej przykrosci, niech se tak dalej mysli.
            • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:22
              a_lex napisała:

              > to co w takim razie z tym żądaniem rozwodu przez wyłącznie winnego? jak powinie
              > n
              > wyglądać pozew?

              oj glupolku, widocznie sad uznal,ze nie tylko ona jest winna. przetrzyj wreszcie
              slipka i popatrz na kochasia realnie.
              • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:26
                kobieta_na_pasach napisała:

                > a_lex napisała:
                >
                > > to co w takim razie z tym żądaniem rozwodu przez wyłącznie winnego? jak p
                > owinie
                > > n
                > > wyglądać pozew?
                >
                > oj glupolku, widocznie sad uznal,ze nie tylko ona jest winna. przetrzyj wreszci
                > e
                > slipka i popatrz na kochasia realnie.
                >


                o czym ty do mnie piszesz teraz? jaki sąd? co uznał? i czemu niby ona miały być
                winna? nigdzie niczego na ten temat nie napisałam...
                • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:28
                  a_lex napisała:

                  >o czym ty do mnie piszesz teraz? jaki sąd? co uznał? i czemu niby ona miały
                  być> winna? nigdzie niczego na ten temat nie napisałam...

                  czytaj ze zrozumieniem, a poza tym winne sa zawsze dwie strony,chyba,ze
                  ewidentnie jedna z nich zdradzila, he he. zgadnij, ktora
                  • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:31
                    kobieta_na_pasach napisała:

                    > a_lex napisała:
                    >
                    > >o czym ty do mnie piszesz teraz? jaki sąd? co uznał? i czemu niby ona miał
                    > y
                    > być> winna? nigdzie niczego na ten temat nie napisałam...
                    >
                    > czytaj ze zrozumieniem, a poza tym winne sa zawsze dwie strony,chyba,ze
                    > ewidentnie jedna z nich zdradzila, he he. zgadnij, ktora

                    ale ja nie twierdzę, że on jest niewinny. albo że ona winna... raaany... kto tu
                    ze zrozumieniem czytać nie umie?
                    oczywiście, że on jest winny - on zdradził, on odszedł. wcale to nie jest dla
                    mnie tajemnicą. odszedł parę lat temu. do innej. nie do mnie.
        • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:20
          a_lex napisała:

          > mola1971 napisała:
          >
          > > Rozwód 'daje' sąd prawomocnym wyrokiem a nie jeden człowiek drugiemu.
          >
          > wiem, niejasno się wyraziłam. ona nie chce dać zgody na rozwód. z tego, co wiem
          > ,
          > to może być przeszkodą... kocha go i mają dziecko.
          >
          czyli wyszla za maz z milosci.a on, dlaczego sie z nia ozenil? czyzby ja oszukal?
          • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:28
            kobieta_na_pasach napisała:


            > czyli wyszla za maz z milosci.a on, dlaczego sie z nia ozenil? czyzby ja oszuka
            > l?
            >
            >


            mieli dziecko... tyle. tzw. błąd młodości. nie mnie to oceniać.
            • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:31
              a on jak jej wsadzal to o czym wtedy myslal? gdzie mial rozum?
              > > l?
              > >
              > >
              >
              >
              > mieli dziecko... tyle. tzw. błąd młodości. nie mnie to oceniać.
              • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:33
                kobieta_na_pasach napisała:

                > a on jak jej wsadzal to o czym wtedy myslal? gdzie mial rozum?
                > > > l?

                >

                wybacz, ale o to to już musisz zapytać jego.
                strasznie zgryźliwa jesteś. nie pomagasz, więc nie odpisuj. nie napisałam po to,
                żeby mnie obrażać.
      • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:19
        mola1971 napisała:

        > Rozwód 'daje' sąd prawomocnym wyrokiem a nie jeden człowiek drugiemu.
        > Jeśli Twój Pan weźmie winę na siebie - nie będzie z tym
        > najmniejszego problemu.
        > A tak na moje oko - zostałaś zmanipulowana.

        a dlaczego on ma wziac wine na siebie? przeciez autorka watku wyraznie
        napisala,ze to jego zona jest podla.
        • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:24
          kobieta_na_pasach napisała:

          >
          > a dlaczego on ma wziac wine na siebie? przeciez autorka watku wyraznie
          > napisala,ze to jego zona jest podla.
          >

          w którym miejscu autorka wątku użyła takich słów?
          nie wiem, czy żona jest podła, nie znam jej ani powodów ich rozstania.
          znam tylko jego relacje. i widzę, jak ona mu utrudnia kontakt z dzieckiem. tyle.
          suche fakty, żadnych ocen.
          proszę nie wkładać mi usta słów, których nie powiedziałam.
          on chce wziąć winę na siebie, żeby było łatwiej/ szybciej...? poza tym to jakby
          nie patrzeć - on chce mieć nową rodzinę, on odszedł od żony, więc wina jego,
          nieprawdaż?
          • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:30
            ja to zawsze radze kochankom,zeby szczerze porozmawialy z zonami ich kochankow.
            tylko ktora zona bedzie chciala?
            a_lex napisała:

            > wziac wine na siebie? przeciez autorka watku wyraznie
            > > napisala,ze to jego zona jest podla.
            > >
            >
            > w którym miejscu autorka wątku użyła takich słów?
            > nie wiem, czy żona jest podła, nie znam jej ani powodów ich rozstania.
            > znam tylko jego relacje. i widzę, jak ona mu utrudnia kontakt z dzieckiem. tyle
            > .
            > suche fakty, żadnych ocen.
            > proszę nie wkładać mi usta słów, których nie powiedziałam.
            > on chce wziąć winę na siebie, żeby było łatwiej/ szybciej...? poza tym to jakby
            > nie patrzeć - on chce mieć nową rodzinę, on odszedł od żony, więc wina jego,
            > nieprawdaż?
    • julinka601 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 14:53
      Nie wyręczaj go w tym co sam załatwić powinien.Tylko czy naprawdę
      chce? Nie ty ślubowałas tylko on więc i on powinien zdecydować jesli
      chce rzeczywiście zakończyć to małżeństwo. Moze mu tak wygodnie?
    • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 15:06
      ok, dzięki za odpowiedzi smile
      ja serio za bardzo się tym wszystkim nie interesowałam do tej pory, znamy się
      tak naprawdę krótko, pewnie za krótko, żebym mogła wszystko dokładnie
      wiedzieć... on deklaruje chęć szybkiego rozwodu, w sumie miał czas na to
      wcześniej (nie są razem już chyba 4 lata) i coś tam w tej sprawie robi. ja teraz
      jestem za granicą, więc sprawdzić nie mogę. ale jak wrócę, to chciałabym, żeby
      coś wreszcie drgnęło. pytam właśnie dlatego, żeby nie dać się zmanipulować. nie
      orientuję się w tych sprawach zupełnie i dlatego wolę wiedzieć, czy on
      przypadkiem nie próbuje mnie wkręcić...
      on nie twierdzi, że nic się nie da zrobić, "bo ona nie chce". to są moje
      słowa-spostrzeżenia i wnioski wysnute na podstawie jego relacji.
      nie chcę go w niczym wyręczać i nie zamierzam. pytam tak dla siebie.
      dzięki raz jeszcze!
      • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:32
        wiesz co, moj maz tez swoim "kochankom" opowiadal,ze nasze malzenstwo bylo przez
        pomylke itp, a jakos siedzi ze mna juz 20 lat i do zadnej sie nie wynosi.znjadz
        sobie moze jakiego kawalera, albo rozwiedzionego.

        a_lex napisała:

        > ok, dzięki za odpowiedzi smile
        > ja serio za bardzo się tym wszystkim nie interesowałam do tej pory, znamy się
        > tak naprawdę krótko, pewnie za krótko, żebym mogła wszystko dokładnie
        > wiedzieć... on deklaruje chęć szybkiego rozwodu, w sumie miał czas na to
        > wcześniej (nie są razem już chyba 4 lata) i coś tam w tej sprawie robi. ja tera
        > z
        > jestem za granicą, więc sprawdzić nie mogę. ale jak wrócę, to chciałabym, żeby
        > coś wreszcie drgnęło. pytam właśnie dlatego, żeby nie dać się zmanipulować. nie
        > orientuję się w tych sprawach zupełnie i dlatego wolę wiedzieć, czy on
        > przypadkiem nie próbuje mnie wkręcić...
        > on nie twierdzi, że nic się nie da zrobić, "bo ona nie chce". to są moje
        > słowa-spostrzeżenia i wnioski wysnute na podstawie jego relacji.
        > nie chcę go w niczym wyręczać i nie zamierzam. pytam tak dla siebie.
        > dzięki raz jeszcze!
    • kicia031 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 16:24
      Znacie sie krotko, juz planujecie wspolna przyszlosc, choc on nie
      rozwiedziony i nie robiacy nic w tym kierunku, zona ktora rozwodu
      nie chce i jeszcze cie natlucze w ciemnym zaulku parasolka.

      Po co ci to? Naprawde nie widzisz, ze facet jest niepowazny?

      Na prawde masz tak niskie poczucie wlasnej wartosci, ze nie
      oczekujesz nic lepszego?
      • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:13
        nooo szybko mnie podsumowałaś, po jednej krótkiej wypowiedzi...
        otóż, być może stać mnie na więcej.
        tylko zadałam pytanie. nie wiem jeszcze, co z tej naszej znajomości będzie.
        nie ja odebrałam go żonie, miał przede mną inne, więc raczej parasolka mi nie grozi.
        właśnie zaczął coś robić w tym kierunku, szukam pomocy, czy to takie naganne?
        • zuza145 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:31
          nie jest naganne- jeśli nie jesteś powodem.
          Ale radzę patrzec uważnie- coś to dziwne takie.
          miał inne- to ma przegwizdane.
          Jeśli żona nie narusza norm społecznych- to poczeka facet i to
          zdrowo.
          A żona- jak ne narusza- to ma prawo do subiektywnego odczucia- i
          znowu efekt- facet poczeka.
          Na nic argument że rozkład nastąpił ( z dwoma przymiotnikami rozkład-
          jak w kodeksie)- ona ma prawo do swojej oceny.
          Reasumując- a odsuń się nieco kobieto- nie pchaj w tę sytuację.
          Bzykannie to jedno- a wspólne życie to drugie.
          Chcesz być następną utrudniającą?

          Spieszysz się gdzieś?
          Skoro stać cię na więcej- to zajmij się tym więcej- bo twojego życia
          szkoda.
          I przede wszystkim- nie ty szukaj dla niego pomocy- niech sama
          załatwi sprawy- a ty patrz- czy załatwia je z "klasą".
          • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:46
            zuza145 napisała:

            > nie jest naganne- jeśli nie jesteś powodem.
            > Ale radzę patrzec uważnie- coś to dziwne takie.
            > miał inne- to ma przegwizdane.
            > Jeśli żona nie narusza norm społecznych- to poczeka facet i to
            > zdrowo.
            > A żona- jak ne narusza- to ma prawo do subiektywnego odczucia- i
            > znowu efekt- facet poczeka.
            > Na nic argument że rozkład nastąpił ( z dwoma przymiotnikami rozkład-
            > jak w kodeksie)- ona ma prawo do swojej oceny.

            i właśnie o to mi chodzi... bo wina jest jego, ewidentnie. wiem, że może być
            trudno, jeśli żona się nie zgodzi. bo może się nie zgodzić.

            > Reasumując- a odsuń się nieco kobieto- nie pchaj w tę sytuację.
            > Bzykannie to jedno- a wspólne życie to drugie.
            > Chcesz być następną utrudniającą?

            tu nie chodzi o bzykanie, z tego już wyrosłam. chcemy mieć rodzinę. czy jak
            człowiek kiedyś tam popełni błąd, to już do końca życia skazany jest na tę sytuację?
            a utrudniającą niby co mam być?

            >
            > Spieszysz się gdzieś?
            > Skoro stać cię na więcej- to zajmij się tym więcej- bo twojego życia
            > szkoda.
            > I przede wszystkim- nie ty szukaj dla niego pomocy- niech sama
            > załatwi sprawy- a ty patrz- czy załatwia je z "klasą".

            troszkę mi się spieszy... wink zegar tyka... wink
            ale pewnie, że mogłabym się zająć kimś innym, ale chcę tego i co zrobię? może
            jak odpuszczę to będę żałować? może to właśnie TEN? chcę spróbować...
            i nie szukam pomocy dla niego. pytam dla siebie. żeby wiedzieć na czym stoję.
            • zuza145 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 20:52
              stoisz chyba na grząskim gruncie dość.

              Szukaj skały- żebyś mogła spokojnie dookoła spoglądać, bez potrzeby
              gapienia się nieustannie pod nogi.
              Opoka ma być- nie galaretka.
    • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:18
      tez bym nie dala. dlaczego mam ulatwiac zycie mezowi i jego kochanicy? albo nie,
      dalabym, a gdyby chial wrocic to przytrzasnelabym mu fiuta drzwiami, dwa razy,
      dla pewnosci.bo wiekszosc z nich probuje jednak wrocic do bylych zon.
      • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:39
        kobieta_na_pasach napisała:

        > tez bym nie dala. dlaczego mam ulatwiac zycie mezowi i jego kochanicy?

        a wolałabyś żyć z facetem, który cię nie kocha, oszukuje albo nie - jawnie
        zdradza i żyje z inną kobietą? bo ja nie. skoro coś się kończy, to nie ma sensu
        na siłę tego ciągnąć. wiem. z doświadczenia.

        >albo nie
        > ,
        > dalabym, a gdyby chial wrocic to przytrzasnelabym mu fiuta drzwiami, dwa razy,
        > dla pewnosci.bo wiekszosc z nich probuje jednak wrocic do bylych zon.

        on też próbował - nie udało się, nie mógł się zmusić do bycia z nią.
        • zuza145 LEX- z innej beczki 23.07.09, 19:48
          teoria twoja jest taka ( o ile dobrze zrozumiałam)- biedny miś ma
          przechlapane bo się żona buntuje i rozwodowi mówi nie złośliwa baba.
          Utrudnia kontakty, narusza normy etc.
          Pytanie:
          czy byłaś naocznym świadkiem utrudniania tych kontaktów czy tylko z
          relacji misia je znasz?
          Czy i ile razy na dzień on dzwoni do dzieci- stara się - znaczy się-
          zakładając że dzici w wieku telefonicznie kontaktowym są?
          czy wie ile kosztuje ich utrzymanie i jak wygląda relacja- jego
          poziom życia a poziom życia dzieci?
          Czy ty widziałaś papiery czy też opierasz teorię tylko li i
          wyłącznie na opowieściach faceta?
          Nie znam go- więc moje pytania odbieraj jako "badanie ryznku".
          reasumująć: znasz najprawdopodobniej jedną stronę medalu- z
          opowieści faceta który cię kręci? pociąga? wzbudza instynkty
          opiekuńcze?
          Jak zwał, tak zwał- i ja pytając jako ta z rogami - jestem nieco
          tendencyjna i ty pisząc jaki miś biedny -też jesteś tendencyjna-
          tylko powody są inne.

          ja nie wyraziłaM ZGODY NA ROZWÓD- NIE WIEM JAK TO MÓJ MĄZ LASCE
          PRZEDSTAWIŁ I MI TO WISI- JA MIAŁAM JEDNE POWÓD- NO NIE WIEM CO I
          CZY DAM RADĘ.
          WIĘC DAŁAM SOBIE CZAS- BO JESTEM TEGO WARTA.,
          A ZDANIE KOCHANKI MNIE MAŁO OBCHODZI I MĘŻA TEŻ.
          BO MAM PRAWO DO SWOJEGO ZDANIA- NIE NARUSZYŁAM ŻADNEJ NORMY
          SPOŁECZNEJ- WIĘC BEZ ROZWODU MAM JUŻ ORZECZENIE O JEGO WYŁĄCZNEJ
          WINIE.

          ps sorki za krzyczącą czcionkę- nie gapię się w ekran.

          • a_lex Re: LEX- z innej beczki 23.07.09, 20:01
            zuza145 napisała:

            > teoria twoja jest taka ( o ile dobrze zrozumiałam)- biedny miś ma
            > przechlapane bo się żona buntuje i rozwodowi mówi nie złośliwa baba.
            > Utrudnia kontakty, narusza normy etc.

            nie do końca. ale ok.
            nie twierdzę, że jest złośliwa. staram się jej nie oceniać. trudno by mi było
            postawić się w jej sytuacji.

            > Pytanie:
            > czy byłaś naocznym świadkiem utrudniania tych kontaktów czy tylko z
            > relacji misia je znasz?
            > Czy i ile razy na dzień on dzwoni do dzieci- stara się - znaczy się-
            > zakładając że dzici w wieku telefonicznie kontaktowym są?
            > czy wie ile kosztuje ich utrzymanie i jak wygląda relacja- jego
            > poziom życia a poziom życia dzieci?
            > Czy ty widziałaś papiery czy też opierasz teorię tylko li i
            > wyłącznie na opowieściach faceta?

            oczywiście żony nie znam i sytuacji z jej strony siłą rzeczy też nie znam.
            utrudnianie kontaktów - tak, widziałam, słyszałam rozmowy przez telefon.
            doświadczyłam też śledzenia, głuchych telefonów, anonimowych smsów i maili -
            wszystkich tych dziecinnych zagrywek ze strony nie tylko jego żony, ale też jego
            byłej "kochanki"...


            > Nie znam go- więc moje pytania odbieraj jako "badanie ryznku".
            > reasumująć: znasz najprawdopodobniej jedną stronę medalu- z
            > opowieści faceta który cię kręci? pociąga? wzbudza instynkty
            > opiekuńcze?
            > Jak zwał, tak zwał- i ja pytając jako ta z rogami - jestem nieco
            > tendencyjna i ty pisząc jaki miś biedny -też jesteś tendencyjna-
            > tylko powody są inne.

            ja nie twierdzę, że on biedny jest. powtarzam, to on chce rozwodu - ja tej
            sytuacji staram się nie oceniać, ale jestem jej częścią, więc chcąc-nie chcąc,
            jako strona zaangażowana, odbieram ją bardziej emocjonalnie.
            znam jedną stronę medalu, owszem. ale on o swojej żonie nie opowiada jakichś
            niestworzonych historii, nie przedstawia jej jako potwora, a i ja jej nie
            oceniam. on po prostu przestał ją kochać. zdarza się, prawda?
            • zuza145 nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 20:04
              to ma mężczyzna "bogate życie" jak nie dość że żona to i była
              kochanka jest grana.
              Hm- ja bym spadała szybko bardzo.
              Na co ci taki przechodzony, używany?
              Coś "niehalo" z tą jego ilością błędów życiowych.
              Nie zastanwia cię to?
              • a_lex Re: nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 21:03
                zuza145 napisała:

                > to ma mężczyzna "bogate życie" jak nie dość że żona to i była
                > kochanka jest grana.
                > Hm- ja bym spadała szybko bardzo.
                > Na co ci taki przechodzony, używany?
                > Coś "niehalo" z tą jego ilością błędów życiowych.
                > Nie zastanwia cię to?


                w sumie to chyba bardziej by mnie zastanawiało, gdyby nie miał za sobą żadnej
                historii... fakt, nieudane związki nie świadczą dobrze, ale każdy z nas ma ich
                kilka za sobą, czyż nie?
                • zuza145 Re: nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 21:12
                  nie.
                  jestem nudnie mono.
                  • a_lex Re: nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 21:18
                    zuza145 napisała:

                    > nie.
                    > jestem nudnie mono.

                    zazdroszczę smile
                    a może i nie. bo każdy związek uczy nas czegoś nowego.
                    nie mówię tu o akcjach typu "dziś ślub jutro rozwód", bo to niepoważne i
                    niedojrzałe. mówię o tzw. związkach nieformalnych.
                    • zuza145 Re: nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 21:26
                      na wszystkim można się "uczyć" a ja akurat mądra inaczej jestem-
                      więc mi mono nie wadzi.
                      Póki co, z całym dobrodziejstwem inwentarza, wynikającym z mono.
                      No nie ma nikogo kto wydaje się być interesujący ,dookoła nie ma i
                      nie szukam w sumie też, , mimo że tłok jest.
                      Rozwijam talenty bazując na innych doświadczeniach- bo wyobraźnia
                      moja w tym temacie- męskim- śpi .
                      Dzięki mężowi.Taki paradoks- ale tak mam i już.

                      Dopuszczam możliwośc że samotnie przeczłapię przez resztę życia-
                      zmuszać się nie będę bo raczej trudno mi się zauroczyć,
                      zainteresować itd.
                      Nie mam ochoty.
                      Taka skaza genetyczna czy jak.
                      Czego tu zazdrościć?
                      Każdy co lubi i co potrzebuje- byle nikt przy okazji nie płakał.
                      • a_lex Re: nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 21:35
                        ja całkiem niedawno miałam w sobie silne postanowienie - "nigdy więcej", nie
                        czułam potrzeby bycia z nikim, dobrze było mi samej z sobą - z pracą, znajomymi,
                        wyjazdami...
                        ale się pozmieniało. i to od razu tak problematycznie.
                        ja krzywdzić nikogo nie chcę. bo wiem, jak to boli. ale po tym, co przeszłam,
                        jestem raczej z tych, co drogi do szczęścia innym nie zagradzają... więc
                        eks-żony zrozumieć nie mogę...
                        • zuza145 Re: nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 21:42
                          bo to bardzo skomplikowane jest- bycie eks.
                          jeszcze nie jestem- ale kto wie.
                          Wątpię abym kiedykolwiek do końca przez kogokolwiek była zrozumiana.
                          Sama jeszcze czasami wszystkiego do końca nie rozumiem Kobieto- to
                          osoba nie będąca mną tym bardziej.
                          A ludzie ukrywają motywy, myśli, chęci- wszystko.
                          Nie mam urazu- ale osobiście z dystansem raczej podchodzę- do życia.
                          Słowo nigdy- raczej generalnie mało istotne jest- jak mi pokazano.


                          Znaczy się zauroczyło cię.
                          • a_lex Re: nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 23:00
                            zauroczyło czy nie - wiem, że chcę spróbować. może moja przekorna natura pcha
                            mnie w sytuacje, które do łatwych nie należą.

                            a co do rozumienia i ukrywania motywów - postanowiłam zaufać. jak na tym wyjdę,
                            się okaże.

                            off topic nam się zawiązał smile
                            • mola1971 Re: nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 23:22
                              a_lex napisała:
                              może moja przekorna natura pcha
                              > mnie w sytuacje, które do łatwych nie należą.

                              Też tak kiedyś miałam wink
                              Ale uwierz, że to droga do autodestrukcji. Można (a nawet trzeba) się z tego wyleczyć, ale po pierwsze to temat na inną, bardzo długą dyskusję a po drugie Ty sama musisz do tego dojść i żadne rady kogoś z zewnątrz nic tu nie pomogą.
                              • a_lex Re: nooooooooooooooooooooo 23.07.09, 23:52
                                mola1971 napisała:

                                > a_lex napisała:
                                > może moja przekorna natura pcha
                                > > mnie w sytuacje, które do łatwych nie należą.
                                >
                                > Też tak kiedyś miałam wink
                                > Ale uwierz, że to droga do autodestrukcji. Można (a nawet trzeba) się z tego wy
                                > leczyć, ale po pierwsze to temat na inną, bardzo długą dyskusję a po drugie Ty
                                > sama musisz do tego dojść i żadne rady kogoś z zewnątrz nic tu nie pomogą.


                                wiem... dzięki, pozdrawiam! smile
          • justyniada Re: LEX- z innej beczki 30.07.09, 15:54
            brawo brawo BRAWO
          • justyniada Re: LEX- z innej beczki 30.07.09, 15:59
            Zuza145 brawo brawo BRAWO popieram
            olać kochanki, robić to co wazne dla siebie
            nalezy się nam to po stokroć
            i to jest jedyna norma w tym feromonowo -hormonalnym pierdolniku
            pozdrawiam justyna

        • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 21:17
          a moze ona go w ten sposob chce ukarac? niecg sie troche pomeczy, tak jak ona z
          nim, kiedy latal do innych
          a_lex napisała:

          > kobieta_na_pasach napisała:
          >
          > > tez bym nie dala. dlaczego mam ulatwiac zycie mezowi i jego kochanicy?
          >
          > a wolałabyś żyć z facetem, który cię nie kocha, oszukuje albo nie - jawnie
          > zdradza i żyje z inną kobietą? bo ja nie. skoro coś się kończy, to nie ma sensu
          > na siłę tego ciągnąć. wiem. z doświadczenia.
          >
          > >albo nie
          > > ,
          > > dalabym, a gdyby chial wrocic to przytrzasnelabym mu fiuta drzwiami, dwa
          > razy,
          > > dla pewnosci.bo wiekszosc z nich probuje jednak wrocic do bylych zon.
          >
          > on też próbował - nie udało się, nie mógł się zmusić do bycia z nią.
          • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 21:19
            kobieta_na_pasach napisała:

            > a moze ona go w ten sposob chce ukarac? niecg sie troche pomeczy, tak jak ona
            > z
            > nim, kiedy latal do innych

            czyli złośliwa, tak?
            • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 24.07.09, 08:49
              a_lex napisała:

              > kobieta_na_pasach napisała:
              >
              >> > z
              > > nim, kiedy latal do innych
              >
              > czyli złośliwa, tak?

              zlosliwosc jest cecha ludzi inteligentnych, wiec czemu nie?smile
    • young-and-bored Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:46
      Jak jest jak piszesz, czyli facet od kilku lat nie żyje z żoną,
      płaci alimenty na dziecko, to rozwód jest do przeprowadzenia. Bo
      nawet jeśli jest winny to w myśl przytoczonego przez Ciebie przepisu
      odmowa żony powinna być sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.
      • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 19:50
        young-and-bored napisał:

        > Jak jest jak piszesz, czyli facet od kilku lat nie żyje z żoną,
        > płaci alimenty na dziecko, to rozwód jest do przeprowadzenia. Bo
        > nawet jeśli jest winny to w myśl przytoczonego przez Ciebie przepisu
        > odmowa żony powinna być sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

        dzięki! konkretnie i na temat smile
        • zuza145 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 20:01
          głupoty piszecie- "odmowa powinna być sprzeczna".
          sprzecznośc wynika z powodów odmowy, ze sposobu odmowy i jest
          wynikiem oceny całokształtu.
          No uwielbiam jak ktoś tak "prosto" interpretuje zapisu kodeksu.

          Odmowa może być sprzeczna- jak się to udowodni.
          Bywa jednak- że odmowa jest usprawiedliwiona i nie narusza żadnych
          norm społecznych.
          To oczywiście zależy jak i z jakiego powodu się "odmawia".
          I to jest meritum- jak i z jakiego powodu.
          Co się udowadnia.

          • mola1971 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 20:18
            zuza145 napisała:
            > głupoty piszecie- "odmowa powinna być sprzeczna".

            Zuza, pamiętaj o tym, że wątek dotyczy tego konkretnego przypadku. A w tym
            przypadku Pan nie mieszka z żoną, ma inną kobietę.
            I w tym przypadku odmowa będzie sprzeczna z zasadami współżycia społecznego bo
            zasady społeczne są takie, że mąż mieszka i żyje z żoną. Pozostanie żoną
            mężczyzny, który mieszka z inną kobietą jest sprzeczne z tą zasadą.
            Tu nie chodzi o ocenę moralną kogokolwiek tylko o logikę i fakty. Bo tymi
            kieruje się sąd orzekając lub nie rozwód.
            • zuza145 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 20:30
              no wiem co piszę bo analizowałam kwestię odmowy.
              Oceniają dlaczego odmawiasz, jak to okazujesz i dowody- że to co
              zobaczyli , znajaduje potwierdzenie.
              A tu się pisze- owszem- ale nie wszystko- tylko z punktu
              widzenia"misia" i tego co miś mówi.
              Sama znam wredne babsko co odmawia ze złości, i faceta też znam
              wrednego- co utrudnia rozwód ze złości.
              Pisząc- pisałam "beznamiętnie"- only z punktu widzenia prawa.
              Jak ( teoretycznie) żona wierzy i karmi się złudzeniami- to utrudni
              skutecznie.Bo takie "nie "wynika z jej subiektywnych odczuć do
              których ma prawo.
              Jak mąz ma nadzieję i ciąg dowodów werbalnych w postaci zeznań oraz
              pisanych- listy, maile itd. to potwierdzi- to żona faceta ma
              utrudnione.
              wniosek- nie zawsze "nie" jest naruszeniem norm.
              Osobną zaś sprawą jest sposób oraz umiejętnośc udowodnienia- tak z
              jednej czy drugiej strony, bywającej w sądzie.
              Zasady społeczne są takie że nie wolno złośliwie- i bywa że nie
              każde "nie" jest złośliwe.
              Ale bywają "nie" bardzo złośliwe i jadowite.
              Tylko i jedno i drugie "nie" należy udowodnić- za pomocą logicznych
              wywodów/dowodów.

        • adaria38 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 20:22
          Alex - rozumiem, że chcesz go na gwałt bo szybko chcesz mieć dzieci,
          ale radzę się przyjrzeć kogo "na gwałt" sobie bierzesz
          faceta dość "lewego" do życia w rodzinie = który zdradza, porzuca żonę z
          dzieckiem dla innej, mimo to się nie rozwodzi, tkwi w sytuacji zawieszenia
          formalnie żonaty opowiadając kolejnym kochankom jak to ożenił się z wpadki i od
          zawsze był nieszczęśliwy a teraz żona mu życie utrudnia i do dziecka dostępu
          broni...
          Ty nie słuchaj co mówi ale patrz czy on o to dziecko dba, czy na nie płaci
          sensowną kwotę, czy jest dobrym ojcem, czy nie najeżdża na ex za dużo wybielajac
          siebie itd. Na czyny patrz i ich EFEKTY.
          Ja rozumiem, że zegar tyka, że na gwałt go potrzebujesz bo już trzeba rodzinę
          robić, ...
          ale bądź świadoma z kim ją robisz, zebyś zaniedługo tu nie roniła łez od
          nadmiaru problemów które Cię przerosły.
          smile

          Rozwody teraz są tak popularne, że raczej sytuacja musiałaby być drastyczna
          (typu małżonek cięzko chory) żeby sąd rozwodu nie dał. Więc tłumaczenie żonatych
          "bo zona mi rozwodu nie da" to zwykła wymówka na odczep się.
          • zuza145 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 20:36
            a taka prawda- nic dodać, nic ująć.
          • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 21:08
            adaria38 napisała:

            > Alex - rozumiem, że chcesz go na gwałt bo szybko chcesz mieć dzieci,
            > ale radzę się przyjrzeć kogo "na gwałt" sobie bierzesz
            > faceta dość "lewego" do życia w rodzinie = który zdradza, porzuca żonę z
            > dzieckiem dla innej, mimo to się nie rozwodzi, tkwi w sytuacji zawieszenia
            > formalnie żonaty opowiadając kolejnym kochankom jak to ożenił się z wpadki i od
            > zawsze był nieszczęśliwy a teraz żona mu życie utrudnia i do dziecka dostępu
            > broni...
            > Ty nie słuchaj co mówi ale patrz czy on o to dziecko dba, czy na nie płaci
            > sensowną kwotę, czy jest dobrym ojcem, czy nie najeżdża na ex za dużo wybielaja
            > c
            > siebie itd. Na czyny patrz i ich EFEKTY.
            > Ja rozumiem, że zegar tyka, że na gwałt go potrzebujesz bo już trzeba rodzinę
            > robić, ...
            > ale bądź świadoma z kim ją robisz, zebyś zaniedługo tu nie roniła łez od
            > nadmiaru problemów które Cię przerosły.
            > smile
            >
            > Rozwody teraz są tak popularne, że raczej sytuacja musiałaby być drastyczna
            > (typu małżonek cięzko chory) żeby sąd rozwodu nie dał. Więc tłumaczenie żonatyc
            > h
            > "bo zona mi rozwodu nie da" to zwykła wymówka na odczep się.

            no i dobrze, więc wiem, że on leń i mu się nie chce/ nie chciało tyłka ruszyć
            tak naprawdę, coby sprawę załatwić.
            ale to w sumie nic nowego, sam mi powiedział, że "nie czuł potrzeby", "że mu to
            nie przeszkadzało"... teraz widocznie mu przeszkadza skoro o tym mówi i chce
            sprawę załatwić.
            patrzę na czyny, na starania, o eks nie mówi źle. nie o żonie.
            źle mówi o swojej byłej dziewczynie, która go teraz śledzi (i mnie też) i
            wydzwania i wypisuje...
            pewnie, że najważniejsze będzie to, co on w tej sprawie zrobi. sobie dam
            jakiś-tam czas, żeby zobaczyć, czy faktycznie coś drgnie. może jednak warto...?
    • majkel01 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 20:54
      hmm... ktoś się musi poważnie zastanowić czego właściwie chce.
      Po pierwsze nie ma już rozpraw pojednawczych (od grudnia 2005).
      Zresztą hmm... to w końcu jak to jest. Tamta kobieta nie chce rozwodu a złożyła
      pozew (bo piszesz że twój partner nie składał, a sprawa w sądzie była) ?

      Po drugie wcale nie jest powiedziane że osoba winna nie może składac pozwu. Moze
      i w dodatku pomimo winy ma sporawe szanse na orzeczenie rozwodu. Jeśli ta osoba
      związana jest z inną osobą, z żoną nie prowadzi już od dłuższego czasu wspólnego
      gospodarstwa, jeśli ustało pożycie, jesli nie ma uczuć, nie ma szans na
      powrót... to trudno w takim przypadku sprzeciw drugiej strony uznać za
      uzasadniony. Przy odpowiednim prowadzeniu sprawy są sporawe szanse na uzyskanie
      rozwodu. Zresztą zawsze można wnieść w razie czego o orzeczenie winy drugiej strony.
      • zuza145 Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 21:04
        jeśli nie ma uczuć- owszem.
        Liczba mnoga wskazuje- że z obu stron.
        no ja się strona skrzywdzona zaweźmie- złośliwie- acz sprytnie- to
        pczątkowo przegwizdane jest.
        Tym niemniej- jesli są uczucia z jednej strony- realnie i uczciwie
        przedstawione i udowodnione- to ciężko jest.
        ale prawdą jest że ztrona winna też ma prawo- tylko zazwyczaj strona
        winna w sytuacji odmowy zaczyna oczerniać stronę drugą.
        No i wtedy jazda się ekstremalna zaczyna.
        Życie zadziwiające jest nieprawdaż?

        Ludzie, gdyby się prawdziwie zastanawiali czego chcą- to by zycie
        proste bardziej było.
        ale w większości przypadków ludźmi kierują emocje najpierw- potem
        zaś dorabia się ideologię.
        W większości przypadków- nie oznacza że zawsze.
      • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 23.07.09, 21:14
        majkel01 napisał:

        > hmm... ktoś się musi poważnie zastanowić czego właściwie chce.
        > Po pierwsze nie ma już rozpraw pojednawczych (od grudnia 2005).
        > Zresztą hmm... to w końcu jak to jest. Tamta kobieta nie chce rozwodu a złożyła
        > pozew (bo piszesz że twój partner nie składał, a sprawa w sądzie była) ?

        być może ta sprawa sięga tak daleko. nie pytałam. ale nie wydaje mi się możliwe,
        żeby tak długo to trwało, chyba że po takiej sprawie pojednawczej trzeba dalej
        działać w sądzie. oni tego nie zrobili i tak to się ciągnie. powtarzam - nie
        wiem jak jest i było.
        nie napisałam, że ona złożyła pozew.

        >
        > Po drugie wcale nie jest powiedziane że osoba winna nie może składac pozwu. Moz
        > e
        > i w dodatku pomimo winy ma sporawe szanse na orzeczenie rozwodu. Jeśli ta osoba
        > związana jest z inną osobą, z żoną nie prowadzi już od dłuższego czasu wspólneg
        > o
        > gospodarstwa, jeśli ustało pożycie, jesli nie ma uczuć, nie ma szans na
        > powrót... to trudno w takim przypadku sprzeciw drugiej strony uznać za
        > uzasadniony. Przy odpowiednim prowadzeniu sprawy są sporawe szanse na uzyskanie
        > rozwodu. Zresztą zawsze można wnieść w razie czego o orzeczenie winy drugiej st
        > rony.
        >
        >

        dzięki. czyli sprawa nie jest tak do końca beznadziejna. pomijam zupełnie fakt,
        czy warto się z nim wiązać... smile to temat na inną dyskusję
        • majkel01 Re: ona nie chce dać rozwodu... 24.07.09, 00:32
          > być może ta sprawa sięga tak daleko. nie pytałam. ale nie wydaje mi się możliwe
          > ,
          > żeby tak długo to trwało, chyba że po takiej sprawie pojednawczej trzeba dalej
          > działać w sądzie. oni tego nie zrobili i tak to się ciągnie. powtarzam - nie
          > wiem jak jest i było.
          > nie napisałam, że ona złożyła pozew.
          >

          sprawa nie może sięgać tak daleko, bo 4 lata ciągną się same hardkory.
          Zawieszona też nie może być bo po takim czasie powinna sprawa juz być umorzona.
          Nie napisałaś że ona złożyła pozew, ale napisałaś że sprawa była w sądzie a twój
          partner jej nie składał... wychodzi więc na to że musiała złożyć to tamta kobieta.
          Trzymam się zawsze z daleka od udzielania rad w sprawach, nazwijmy to życiowych,
          ale wydaje się że ktoś ci do końca nie mówi prawdy.

          Po pojednawczych (póki były) nic się nie musiało robić dalej w sądzie. Rozprawa
          merytoryczna była wyznaczana automatycznie, bez żadnych wniosków dodatkowych.
          Termin rozprawy mógł być nie wczesniej niż po miesiącu od posiedzenia
          pojednawczego, ale w praktyce różnie to bywało.
          • a_lex Re: ona nie chce dać rozwodu... 24.07.09, 00:54
            majkel01 napisał:
            >
            > Po pojednawczych (póki były) nic się nie musiało robić dalej w sądzie. Rozprawa
            > merytoryczna była wyznaczana automatycznie, bez żadnych wniosków dodatkowych.
            > Termin rozprawy mógł być nie wczesniej niż po miesiącu od posiedzenia
            > pojednawczego, ale w praktyce różnie to bywało.
            >

            hmm, więc jednak wszystkiego nie wiem... sprawa w sądzie jednak musiała być - to
            wiem na pewno, nie wiem, kto składał pozew. zastanawia mnie zatem, czemu NIC się
            dalej w tej sprawie nie dzieje... no ale to już nie do dyskusji tu smile
            • kobieta_na_pasach Re: ona nie chce dać rozwodu... 24.07.09, 08:52
              a_lex napisała:

              >> >
              > . zastanawia mnie zatem, czemu NIC się> dalej w tej sprawie nie
              dzieje... no ale to już nie do dyskusji tu smile

              no przeciez kobbieto juz ci tu ktos napisal dlaczego.
              • anbale Re: ona nie chce dać rozwodu... 24.07.09, 09:10
                Kobieto, dajże spokój. Coś niefajnego ciągnie się za facetem, ale przecież nikt
                nie ma pojęcia co to właściwie jest...A poza tym doradzanie czy odradzanie komuś
                związku niesie za sobą taką dużą odpowiedzialność, że naprawdę dziwię się
                ludziom, którzy tak beztrosko, niepytani uprawiają ten sport.
        • basia8.93 Re: ona nie chce dać rozwodu... 07.09.09, 10:30
          sprawa jest beznadziejna-pozwolę sobie zacyt: "życie może być komedią lub
          tragedią pomyłek, i to jest właśnie ta druga". przykro mi-to jest mąż innej kbiety
    • nangaparbat3 Re: ona nie chce dać rozwodu... 24.07.09, 22:19
      1. Nie ma czegos takiego,jak "żona tylko na papierze" - nawet jesli
      się rozwiedzie, nawet jeśli zalozy z kimsinnym "normalną" rodzinę-
      jego - już wtedy była zona - zawsze w jaimś senie w nim będzie,w
      jego pamieci,tej świadomej, zwłaszcza tej nie świadomej, w jego
      widzeniu świata, a nade wszystko w pamieci jego ciała - bo w tej
      pamieci są wszystkie nasze doświadczenia, chcemy tego czy nie.
      Bedzie w jego dziecku i w jego zobowiązaniach. Lepiej przyjąć to o
      iadomości i zaakceptować, bo inaczej swoją "normalną"rodzinę
      bedziesz budowć na podpiłowanych nogach.
      2. Jak kiedyś napisala pewna bardzo mądra imoja ukochana
      Macocha, "druga zona ma wszystkie wady pierwszej żony i jeszcze
      swoje własne"- jakoś tak to szło. Człowiek jest nieustającym
      stawaniem się (patrz: JHWH), a nie stalą zbitką tych a nie innych
      cech.Na związek mozna patrzeć tylko jak na strukturę, albo - jesli
      wolisz - wypadkową, rożnie zachowujemy się w relacji z róznymi
      osobmi - ale też podobnie. Moze sieokazać,ze w relacji z X bardziej
      bedziesz przypominać jego byłą żonę niż sibie samą w relacji z
      Y.Radziłbym wiec zachować dystans w stosunku do żony Twego Partnera
      i ocen - łatwych - jakie Ci sie nasuwają.
      3.Byłe -lub byłe in spe - małżonki są po prostu ludźmi.W ziązku z
      czym nie są doskonałe. Że strawestuje peką myśl Romain Gary o
      Żydach: byłe zony są takie same jak wszystkie inne kobiety, tylko
      nie trzeba mieć im tego za złe.
      4. Piszesz, ze chcesz
      pomoc swemu partnerowi, bo pragniesz, by ta sprawa szybko - co ja
      mówię,"jak najszybciej" - się rozwiązała. To nie graj teraz
      niewiniątka.
    • lima Re: ona nie chce dać rozwodu... 24.07.09, 23:29
      >on płaci alimenty, ona go śledzi
      > i stawia mnie jako argument przeciwko dziecku... sad



      To znaczy liczyłas na to, że ŻONA Twojego kochanka, będzie z radością przyzwalać
      by ich wspólne dziecko spędzało z Tobą czas i byś sobie z jej mężem i jej
      dzieckiem szczęśliwą rodzinkę stworzyła zanim ten pan rozwód z nią samą
      przeprowadzi?
      Naiwna jesteś i beztrosko podchodzisz do rozwalenia komuś małżeństwa. To nie
      jakiś-tam związek tylko małżeństwo.
      A tu.. taka "kolejka do"... "spadajcie poprzedniczki szybciutko z okolicy bo ja
      już pana przejmuję i mi się śpieszy".
      Nawet jak zostaniesz z tym panem to żona nie zniknie z waszego życia, bo już
      mają wspólne dziecko.

      • kirke18 Re: ona nie chce dać rozwodu... 31.07.09, 12:37
        Oj, zajadłe te żony, zajadłe wink
        Powiem tak: Twój facet jawnie Cię oszukuje, co do swojego
        ewentualnego rozwodu.
        Sądzę tak na postawie dwóch rozwodów: swojego i mojego (obecnego
        teraz) męża. I, uwaga, jestem tą złą kobietą, tą drugą- pluć jadem
        TU.
        Mój rozwód odbył się w 200 roku, z mojego powództwa, mąż początkowo
        się nie zgadzał, jednak ze sprawy pojednawczej nic nie wyszło. Drugą
        rozprawę mieliśmy po 4 miesiącach, mieszkaliśmy osobno od 7
        miesięcy, pożycie ustało 2 lata wstecz.
        Jako powódka musiałam wypowiedzieć się na temat powodów wniesienia
        pozwu o rozwód, było to dość traumatyczne. Po moje wypowiedzi Sąd
        zapytał męża czy potwierdza to, o czym mówiłam. Potwierdził.
        Sąd dopytał czy prowadzimy wspólne gospodarstwo, czy mieszkamy
        razem. I orzekł rozwód. Byłam gotowa na walkę z jego strony. To już
        ktoś tu napisał: za rozwód czy też rozkład małżeństwa przeważnie
        odpowiadają oboje małżonkowie.
        Mój obecny mąż rozwiódł się z jego winy. Odszedł z domu.Sąd pytał o
        to samo co u mnie. Stwierdził rozkład małżeństwa i orzekł rozwód.
        Choć było dziecko.
        Prawda jest taka, że liczy się stan faktyczny- jeśli Twój pan nie
        mieszka od lat z żoną, płaci alimenty na dziecko i utrzymuje z nim
        kontakt, to raczej żaden Sąd nie uwierzy, że to małżeństwo istnieje
        faktycznie.
        Włóż między bajki jego opowieści pt. "zła żona nie chce mi dać
        rozwodu". Żonie pewnie też opowiada podobne dyrdymały.
        Moja rada: odpuść go sobie. A wróżba na przyszłość:
        nie posłuchasz tych rad, zniecierpliwiona jego pzrdłużającym się
        rozwodem zajdziesz w ciążę.I dwie opcje- pan w końcu się rozwiedzie,
        druga- pan mimo wszystko się nie rozwiedzie. Tak żle, tak nie dobrze.
    • servisco-2005 Re: ona nie chce dać rozwodu... 05.09.09, 02:22
      Dzień Dobry smile

      Ja ci odpowiem jako ktoś z taką sytuacją jednak stojący na miejscu takim jak twój facet,jednak zaznaczam kazda sytuacja jest inna i naparwde nie mam pojecia czy on jest szczery a czy nie, ale co nie zmienia faktu z kazdy odpisujacy z gory skazuje was na porazke zamiast radzic w jaki sposób go sprawdzic lub po prostu pomoc nie robiac natychmiast z kogos oszusta czy idioty smile

      Mam podobna sytuacje, nazywam sie Adriano ... ,mam 31 lat, piekna coreczke ktora ma prawie 3latka o imieniu Olivia,wspanialego pieska spanielka fifi he,he - kocham zwirzaczki i dzieci smile

      PObralismy sie z zona w 2006r, wczesniej chodzilismy klika miesiecy ,ba duzo wczesniej chodzilismy do jednej szkoly i rownoleglych klas,jednak zycie zlaczylo nas przez interenet wow !!!

      Jednak od poczatku slubu jak i przed nim (mamy po 31 lat ...) ,wtracali sie w nasze malzenstwo tescie,sa to bardzo bogaci ludzie (nie wiedzialem do samego slubu o tej sytuacji gdyz ciagle siedzieli na jakiejs dzialce a ja nie mialem tak wielkiego kontaktu,dopiero pozniej zobaczylem jaka to dzialka smile) ,próbowali nas ustawiac juz przed slubem przyklad; pojechalismy wraz z zona w wielku 26lat oboje na impreze,wrocilismy nad ranem okolo 5ej, jednak zona dzwonila i mowila gdzie jest oraz to ze jeszcze posiedzimy itp, skonczylo sie to ogromna awantura typu ty kur.. ,ty cpalas, jak ty sie zachowujesz itp. nomalnie jak dla mnie to szok ... nigdy na dziecko bym tak nie powiedzial sad Przepraszam za bledy,ale pisze na lapku takim malutkim he,he.

      Pozniej byly kolejne, o kazda pierdole i slub,oczywiscie w podroz posubna pojechalem w nerwicy przez ukochanych tesciow a wiescie mi wtedy kiedy moja zona latala po kosmetyczkach itp ja wiekszosc rzeczy zalatwialem itp,mylem sale,balony jakis pare tysiecy,naparwde bardzo wiele,w sobote gdy byl slub doiero pani od ubrania krzesel itp mnie przegonila i pytala co pan mlody robi na sali o tej godzinie?

      Tych sytuacji bylo bardzo wiele i po slubie,i po nim wyszlo kim naparwde jest moja zona, jaka lewa do pracy,strasznie wszytsko niszczy a co najwazniejsze kilka razy narazila dziecko na utrate zdrowia ... Moja zona jest kobeta ktora zostala wychowana w bogatej rodzinie (matka nie pracowala) gdzie wszystko za nia ciagle robiono,a ona ie ksztalila (jest nauzycielka). Niestety teraz sie wszystko odbija i to bardzo mocno !!! Nie potrafila prac ,gotowac,zakupy itp zaniedbane na maksa,zero organizacji,i to nie tu jest problem bo kazdy ma sie prawo nauczyc,tylko czy sie chce? i ma si checi ... niestety moja zona ih nie ma do dzisiaj ... Odbija sie to strasznie na domowinikach gdyz ja nie daje juz rady ... nie jestem w stanie pracowac i zajmowac sie domem jak na poczatku ...

      a to bylo tak ... he,he ale opowies,narescie sie odwazylem ... zaraz po slubie jak i przd nim (jestem bardo pracowitym czlowiekiem) ,wozilem zone do pracy,moglem na to sobie pozwolic gdyz zaczynalem prace o 4ej i moglem wrocic o 7ej,robilem zonie sniadanie i zawozilem ja do pracy,naspnie wracalem i sprzatalem oraz gotowalem obiad (hm,wielu twierdzi ze swietnie gotuje he,he) po tym wszsytkim wracalem do pracu skonczyc gdzie wracalem okolo 12ej,a nastepnie jechalem po zone aby ja przywiesc. Po obiadku jezdzilem dorabiac jako informatyk (wtedy jeszcze prywatnie po domkach) wracalem robilem kolacje,oczywiscie pralem itp do tego obowiazki jak u faceta dom itp. Mieszkalismy u tesciow w kamiennicy ... Uwazalem ze trzeba sobie pomagac ile sie da,teraz niestety rozumiem swoj blad gdyz zbyt duzo obawiam sie ze robilem gdzie nie pozwolilo mi to zauwazyc braki w wychowaniu mojej zona i o tak mocne !!! Wiescie mi staralem sie jak tylko moglem !!! W czasie gdy poznalem zone ,moze wstyd sie przyznac ale mialm podstawowe ykszlatcenie niestety sad jednak zebralem sie i skonczylem liceum, poniej studiu jko informatyk a traz chce isc na studia, gdzi jestem przez tesciow i zone bardzo atakowana bo w tym wieku itp,ale z drugiej strrony gadaja na mnie ze taki i o waki choc sam pochodza ze wsi i nie maja zadnego ale porownuja mnie do zona bo ona ma wyzsze ... niestety te ataki odbieram tak jak by sie bali ze bede mial wyzsze niz oni wszyscy razem wziieci gdzie chyba tego sie bardzo boja smile

      Od samego poczatku dnia slubu staram sie jak moge dla naszej rodziniy gdzie w zamian traktowany jestem jak przyslowiowa szmata sad Wiele przeplakalem dni, miesiecy gdzie moze to smieszne bo jestem facetem,bardzo wysportowanym ,mysle ze dosc przystojnym itp ale to boli nparwade boli ...

      TYch awantur naparwde z tesciami bylo setki,zona niestety sie ich bardzo boli co skutkowalo tym iz nigdy za mna sie nie wstawila,naparwde nigdy !!! Wiecie jak to boli? Dopiero od 3-4miesiecy zauwazylem ze odwazyla sie za mna stanac smile ale to chyba za pozno ...

      NIe bede wiecej opowiadal gdyz jest tego setki,a ja jestem strzepkiem nerwow, jednak opowiem terazniejszosc i powiem czemu i w jakim celu to opowiedzialem,.

      W pewneym moemncie naszego zycia ,a raczej probie ucieczki dostaismy od teciow mury domu okolo 100m w miescie, pietro gdyz na dol jest tez pomieszczeni jednak tescie wynajmuja dol pod sklep smile dla kasy by zrobili wszystko ... moj ojciec za nim otworzyl wlany biznes z mama byli okolo 20lat mistrzem budowlany,ja za mlodego gdyz takie czay byly dorabialem kilka lat na budpie co dalo nam ogromny plus gdyz ten dom podjelismy sie robic sami i to mnie dobilo ...

      Tesci spprzedali dzialke i wrocili do miata,jakies 10m od nas ... zal.pl,kupili sobie dzialke w takich ogrodkach dzialkowych i postawili sobie domek ,taki 36m za 70.000 tys na ziemi ktora moze nigdy nie bedzie ich,ale to nie moja rybka ae jednak moze i moja ... za dzialke dali dziecia czesc (dzialka byla na dzici) rozdali czesc kasy gdyz dzieci maja trojke w umie ,2coy i jeden syn ... Od okolo 2 lat laduje w ten dom kazde nasze pieniadze naparwde ogomne pieniadze gdyz to byly same mury ... dostaismy od tesiow 50.000tysia reszte kredytu 40.000tysia jak narazie oraz nasze ieniadze,a ja naparwde zaraiam z zona dosc sporo,jednak pewnie wielu z was wie jaki to wydatek taki dom ... Moi rodzice rownie wkladali w ten dom wiele pieniedzy ... Moze to dziwi jednak tescie obiecali ze zapisza dom na moja zone gdy beda odbiory i nadanie nr. oficjalnie przy swiadkach itp. Wiescie mi ta budowa to zmora,traktowano nas gorzej niz roboli,wsyzstko nam wytykano i ponizano,prawdopodobnie zazdrosc zrobila woje gdyz naparwde robilismy bardzo solidnie i dokladnie dlatego to dlugo niekiedy trwalo co bylo ciezkie do zrozumienia np dla mojej zony ktory wogole nie ma o tym pojecia a ciagle w rewelacyjny sposub byla nastawiana przeciw mnie ... robie co moge wraz z ojcem aby zobic wszystko na cacy,moj ojciec w konsekwencji dostal zawal a ja nie slysze na prae ucho w wieku 31lat ... niestey nie bylo nas stac na abpieczenia ani takie podobne ... kolejny przyklad z zycia tescie majac obok dom 100m z doma osobnymi wejsciami kazali nam wynaja mieszkanie gdyz podejrzem bali sie ze bedzie im ciezko mieszkac z wnuczka i pieskiem,wiecie codziennie wnuczka oj chyba nie reke im ... smile kosztowalo nas to jakies parenascie tysiecy ... niestety moja zona ciagle wsyzstko cacy ,jakby to bylo normalne ... wiecei cale xycie moi rodzice byli dla mnie jak najlepsi przjaciele ,zasze nparwde zawsze moglem na nich liczyc ,ja nie myslalem ze tacy skurwie.. jak tescie istnieja, a co by bylo smieszcze co nieziela zajmua pirwsze lawy w kosciele i pokazuja jacy to nie sa oni dobrzy .. Przez te wiele lat bardzo wiele naklamali i wywyzszali sie ,ciagle mnie obrazali a ich corka rozkladala rece bo bbardzo ich soe bala ,moi rodzice jezdzili na rozmowy i broni mnie ,a wrecz ostrzegali ze przez wtracanie rozlcimy sie itp. W penym momencie nawet doszlo do sceny w ktorej moj ojciec zapowiedzial tesciowy ze jezeli my sie przez nich rozlecimy to on mu tak wrypie ze nie wstanie choc sam pojdzie do wiezienia. Te slowa to przeogromne skroty gdzie po wszystkim chce napisac ksiazke bo naparwdenie uwierzyli byscie ile moglbym wam opow
    • servisco-2005 Re: ona nie chce dać rozwodu... 05.09.09, 03:08
      ... cdn

      niestety po 2-3 latach zoabzcylem a raczej domslilem sie ze znalezli dla corki
      frajera, (date slubu wyznaczyli tescie bo stwierdzili iz nie bedziemy w tym
      wieku spotykac sie bez slubu) w wieku 25lat moja zona byla samam jak ten palc
      ... Wiem ze wielu z was mi wiele zarzuci ale nie mam czasu tu sie rozpisywac i
      opowiadac kazda historie.Moja corka poczela sie 14lutego,wiecie czemu? hm dzien
      zakochanych ... bylem wstawiony ,lekarze sie dziwili skad ona dokladnie zna date
      ... od pare lat sie nie kochamy tylko ten raz w dzien zakochanych ... Naparwde
      nie chodzi ze moja zona jest zla itp,ale wiecie taki typ kobiety pasuje raczej
      do faceta z ogromnym majatiem gdzie nie musiala by pracowac itp. ... ja niestey
      cale zycie ciezko pracuje na to co mam i dlatego chyb potrafie do docenic,wiecie
      ile ydaje miesiecznie na rozne rzezy do naparwy odpupinia itpconfused jakie
      sparenascie tysi ,tak moja zona wszystko psuje ... normalnie nie wierze ...
      pewnym momencie mego zycia zaczolem robic zdjecia i nagrywac ja na dyktafon,
      gdyz bardzo mnie obrazala i moja rodzine, sama pracujac jako nauczyciel
      pracowala max od 8j do 12.30 i co ? a nic wracala szla spac budzila sie kawka
      ciacho kapiel i spac ... o glupi obiad na budowe musialem sie klucic czy
      sniadanie,wiecie po prostu mi wsty d wstyd ze moj ukochany tato tak nam pomagal
      ,przyprowadzal znajomych do pomocy itp a oni nawet nie mieli co jesc hoc robili
      za friko ...

      teraz moja zona wystawia fotki w deccori.pl gdzie pokazuje i inni podziwiaja
      nasza prace za ktora ciagle bylimy krytykowani i ponizani,chociaz inni ogladajac
      nasza prace byli zachwyceni ...

      To jest setny procent opowiesci mojej w celu takim jaka sytuacja jest u mnie
      doga kolezanko, a czemu?

      Kilka razy podejmowalem sie prob samobujczych,plakalem uciekalem z dzieckiem do
      moich odzicow gdzie zarzucano mi porwanie choc nie widziano tego ze moja zona
      wpadajc w furie zlapala noza gdy ja mialem corke na reku ... nei drogie panie
      nie pije i nie paleitp ... zwykl sprzeczka ... co mialem robic? ucieklem z domu
      z dzieckiem ...

      w ich rodzinie powiesil sie niedawno kuzyn w wieku 25lat zostawiajac 2ke dzieci ...

      kochani ... po drodze tej mojej tragedi ,gdyz ktos powie czemu nie odszedlem?
      zawsze zyem nadzieja ze bedzie lepiej ,a pozniej dzieko i zycie dla niej,moje
      szczescia ... kolejne? prosze,moja zon usnela na lozku choc teasie na klamali co
      innego ,mja corka potkla sie o nogi i spadla z lozka gdy miala roczek,zlamala
      obojczyk,spac przy malym dziecku? nagadali ze nosila ja na barana gdzi enigdy
      tego nie robila ... nic mi nie powiedzieli ... sam zauwazylem ze nie rusza
      raczka i szybko w niedziele do zpitala,learz zrobil mi awanture a ja nic ni
      powiedzialem,plakalem caly dzien boje sie codziennie ze to niedorajtwo zrobi
      krzyde mojej corce nieodwraclna ... cigle placze jak dziecko ze los zrobil mi
      takiego figla ....

      dzien w dzien pracuje w tym domu z ojcem i jako informatyk,nie daje rady juz
      sprzatac czy gotowac,zdroie odmawia mi posluszenstwa ,kregoslup to juz zlom ...
      a taki okaz zdrowia bylem smile

      Podczas tej meczarni poznalem kobiete ,wspaniaal kobiete ,ba by bylo smieszniej
      to chrzesnica mego tescia buuuuuuuuuuuuuuuu ... zajmuje sie infomatyka ,robimy
      wspolnie srtrony www. Wiele sie spotykalismy jak rodzina gdyz oni bardzo dobrze
      zyja z tesiami a jak wpomnialem to chrzesnica mego tescia ... bqrdzo mnie
      wspierala i mi p[magala, az ponad 2lata bo tyle to juz trwa zlaczylismy sie i co
      najwazniejsze to jak zeslanie z gory gdyz zapewne skonczyl byn juz w piachu ...
      ja informoalem w kolo inyc o mojej sytuacji w domu,prosilem tesciowa o reakcje
      na jej corke gdzie totlnie to olala a inni podchodzili do tego w sposub ze
      bedzie dobrze.... wiecie czemu teraz tyle tragedii ? ... myslalem ze to
      przelotna milosc itp,a tu zong,kochamy sie dzisiaj jak na poczatku cho nam bardz
      trudno ,jej zwlaszcza ... amietajcie to jak rodzina ... jestesmy w maskarycznej
      sytuacji ... kocham ja bardzo mocno za to co dla mnie robi,ze mi pomaga ,wiecie
      taki szczegol,potrafi zrobic pyszne jedzonko i przyniesc je do autka aby, mial
      co jestc bo ja w domku nie mam isc nic sobie naszykowac ... nie wiem czy to
      wiele ale dla mnie to jest cudpowne ze potrafi zadzwonic dac buzi gdy mnie
      zobaczy pomachac na rozstanie itp,tak bardzo brakuje mi prostej zwyklej czulosci
      ... czy to tak wiele?

      chce sie rozwiesc jednak mam problem i tp duzzy ,dlatego trzeba byc w tej
      sytuacji conajmniej takiej jak mojej aby nas facetow zrozumiec i przemyslec ze
      nie kazdy z nas to oszust ze i my chcemy byc szczesiwi a czy naparwde cale zycie
      musimy cierpiec ,musze targnac sobie na zycie bo popelnilem blad zeniac sie z
      nieodpowiednia kobieta? a co z moja corka? wiecie ciagle mysle czy moge ja
      zostawic mojej zonie a czy nie walczyc o prawa? co bedzie jak ktoregos dnia
      zrobi jej krzywde? wicie ile razy zotawiala gaz wlaczony bez ognia? wszystko co
      kupuje do domu nowego kupuje z mysla o zabezpieczennia jak przed malym
      dzieckiem,przyklad,plyta w przypadku braku gazu lub ognia sama sie rozlacza i
      tak ze wszystki jest ... ja sie jej normalnie boje ... poste pranie w pralce -
      zniszczyla mi najlepsze ubrania wrzucajac czewonego ciuszka do moich bialych
      .... ona ma 31 lat jest znana nauczycielka i bardzo szanowana nikt nie ma
      pojecia co dzieje sie u nas w domu,byl psycholog itp ale to nic ni pomaga ...
      wszystko zawsze odwroci tak ze to moja wina,bo ja nie mam czasu itp,wiecie
      czemu? zapewne cjciala by abym dalej gotowal sprzatal pral itp ...

      drog kolezanka nie sluchaj tych wypowiedzi a sparwdz jak cie kocha i dlaczego,to
      sie czuje,w miare sprawdz czy cie nie oszukuje uzyj podstepow ... ale nie za
      wielkich bo gdy cie zlapie to go bardzo zaboli ... ja u iebie tez tak mam
      ,jestem proszony o rozwod i normalne zycie,jednak musze spelnic kilka warunkow
      ktore doprowadza do finishu,przykladowo;

      musze skonczyc dom i doprowadzic do przepisu,czemu? nie kochani nie jestem
      oszustem przy przepisie odpisuje sie od tego domu a w zamian oczekuje od zony
      splaty mego wkladu i pracy ,to chyba nie wiele ...? mam do tego prwo? nie chce
      wracac do rodzicow,chce kupic sobie male mieszkanko w blokach abym mogl wdywac
      sie normalnie z dzieckiem i zaczac zycie od nowa ... wykonalem caly ten dom i
      wlozym ja i moi rodzice ogromne pieniadze,a przepisu chce doprowadzic dlatego by
      moja zuyna zaczela zyc na wlasna reke i odczepila sie od pepowiny swoich
      rodzicow,ten przepis da jej tez krdyt hipoteczny gdzie splaci terazniejsze
      kredyty i moj dlug a co da jej jedna nie wielka rate np na 30lat ,nie chce aby
      mialy jakiekolwiek klopoty,obiecalem ze wszystko zalatwie jak naj lzej aby
      dziewczyny nie ucierpialy ... ja juz ledwo co zyje,naparwde zrobic dom
      100metrowy z meblami,gdzie wszystko robimy sami,dom naparwde ma swietne
      zabezpieczenia ,wyglada bardzo ladnie ,robie co tylko moge a do tego jesszcze
      pracuje jako informatyk czyli psychicznie i fizycznie,stan masakra ... hce
      odejsc bo chce byc szzesliwy, chce spelnic pare warunkow aby nikt nie
      ucierpial,chce isc na ugode z zona gdyz juz pare razy ostrzglm ze po zakonczeniu
      budwli domu odchodze bo mam dosc ... wiem ze beda mi robic problemy i beda mnie
      chcieli pozbyc szystkiego al mam nadzieje ze nie bede msial walczyc i odbedzie
      sie wszystko polubownie ... zarzadalem od zony 80.000tysiey mam nadzieje ze za
      zrobinie wrz z meblami 100metrowego miezknanina to nie duzo ,wlazylem z mojej
      pracy kilkadzesiat tysiecy a gdzi epraca>? ja hce czesc chcocia na male
      mieszkanko w blokach ... wiem ze teraz w zyciu mi tego nie odda wiec podja;em ie
      i musz edoprowadzic sprawe do konca... i co a nic ...

      wczesnij wielu z was by napisalo ze oszukuje itp, a ja naparwde hcialbym
      normalnie zyc,mam zone i dziecko musze odejsc z honorem,mam rozum chce otworzyc
      duza firme,staram sie kocham bardzo moja corke,zapisaem ja teraz do przedszkola
      aby uwolnic ja od tesciow,widac ze dziecko zyje,a jest vardzo towaryszka
      uwielb
    • servisco-2005 Re: ona nie chce dać rozwodu... 05.09.09, 03:22
      dlatego za nim sie wypowiecie zastanowcie sie,gdyz sytuacje sa rozne i bardzo
      ciezkie do rozwiazania a sam rozwod wszystkiego nie zalatwi a raczej pogorszy a
      co z dziecmi? tak jak u mnie czeka mnie szereg rozmow i obietnic jesli zona ma
      sie zajac corka,tescie musza reczyc glowa za bezpieczenstwo mojej corki ...
      wiecie jak my faieci placzemy? jest wielu uczciwych ,milych ,starajacych sie ale
      to wy kobiety czesto zabijacie w nas to co najlepsze,wiele z nas siega po
      kieliszek zamiast sie rozplakac i konczy sie czym? najprostszym rozwod ...
      jezeli macie cien ndzei - walczcie o dobo swoje i rodziny,jezeli nie ma szans
      ... to zrobcie to z glowa i odpowiedzialnoscia aby jak najmniej ludzi uiepialo
      ... kochani kazdy z nas ma prawo do szczecia tak jak ja je spotkalem,nigdy nie
      poznl bym mojego miska gdybym nie poslubil zony ... niestey czesto u nas w
      krajku ludzie dobieraja sie zle,zenia sie po paru miechach nie poznajac
      sie,teraz kazdy powinen zamieszkac przed slubem bo tylko wtedy wychodza cechy
      ktore pozniej moga sie byc nie do zaakceptowania ... zastanowny sie wczeniej a
      nie pozniej bo krzywdzimy nas kogos i nasze dzieci,ja kochalem zone naparwde
      robilem co moglem jednak u mnie to najbardzie do rokladu przyczynili sie
      tescie,oni mnie zabili i moje uczucie a zona sie temu przygladala,kazdy
      tlumaczyl tescia o by bylo gdyby mieli ziencia pijaka itp jak oni maja syna
      totlnego barana i piajaka ktory co weeknd zarabany codzi na makasa a moja
      szwagierka czyli jego zona dokladnie chce zrobic jak ja,wiecei co czeka ta
      rodzine? totalna klapa i roklad maksymlny .. to jest efekto posiadania pieniedzy
      za wszelka cene i nie licznei ais enawet z wlasnymi dziecmi.

      Kolezanko porozmawiaj z nim i opiwedz o swoim bulu,badz przy nim i go wspieraj
      bo moze sie okazac ze tro twoja jedyna gwiadka na niebie a latwo moze zgasna na
      zawsze... trzymam kciuki i mam nadzieje tylko ze naprawde jest wporzadku co do
      ciebie ... pozdrawiam serdecznie ,dziekuje..

      Bardzo przepraszam za bldy i kiepska jakosc zdan ale ja to pisze po ej nad ranem
      a ledwo co patrze. Pozdrwiam.
      • zmeczona100 Re: ona nie chce dać rozwodu... 05.09.09, 15:25
        servisco, przeczytałam całość Twojej wypowiedzi, bo zaintrygowało
        mnie, co mężczyzna może napisać w takim wątku- i w dodatku aż tak
        dużo.

        Twoja historia przypomniała mi historię brata mojej koleżanki. Był
        najstarszy z rodzeństwa, którym się opiekował po smierci matki, kiedy
        jego ojciec ciężko pracował. Wyjechał na kilka lat do Niemiec i tam
        nauczył się solidnej roboty na budowach, łącznie z wykończeniówką.
        Chłopaka osobiście nigdy nie poznałam- wykonywał natomiast u moich
        rodziców pewne prace budowlano- wykończeniowe i obydwoje byli
        zachwyceni jakością i porządkiem.

        Otóż po powrocie z Niemiec poznał dziewczynę i się ożenił, podjął
        też pracę zawodową. Urodziło się dziecko. Teściowie dali część swojej
        działki na budowę ich domu, wyłożyli też część pieniędzy. Dołożył
        także i on swoje oszczędności niemieckie, a na prace wykonczeniowe
        musieli z zoną zaciągnąć jednak kredyt. Po godzinach pracy harował
        przy budowie domu razem ze swoim ojcem. Był to ponoć poczciwina,
        jakich mało, bardzo solidny, słowny i zakochany po uszy w swojej
        żonie i córce. Z teściami układało mu się genialnie. Jednak nie
        wprowadził się do wykończonego domu- żona złożyła pozew, a teściowie
        podziękowali mu, pakując jego rzeczy i wystawiając je za próg swojego
        domu. Zbiegło się to z utratą pracy przez niego. Nie został z niczym-
        miał do spłacenia połowę zaciągniętego kredytu; własnych oszczędności
        nie miał szans odzyskać- za wszystko płacił teść (mimo, że częściowo
        jego pieniędzmi) i na niego były wszelkie rachunki. Wybrał inne
        rozwiązanie- powiesił się na klamce swego nowego domu.
        On po prostu nie zauważył, nawet nie brał pod uwagę tego, że ktoś tak
        może go wykorzystać. A jego zona miała od jakiegoś czasu innego,
        który bardzo przypasował też jej rodzicom.

        Servisco, nie chcę siać zamieszania w Twojej głowie, ale radzę
        przejrzeć Ci dokładniej to forum, a zwłaszcza np. ten wątek:

        forum.gazeta.pl/forum/w,24087,98607444,98607444,Podzial_majatku_po_rozwodzie_.html

        Liczysz, że odzyskasz połowę domu po przepisaniu go na własność
        Twojej żonie... Jeśli wspominałeś jej o rozwodzie, to... nie
        liczyłabym na to- mogą zrobić na jej rzecz darowiznę, a Ty zostaniesz
        z kredytem do spłaty....
        Mało tego- jeśli dowiedzą się, że masz kogoś, możesz mieć orzeczoną
        wyłączną winę za rozpad Twojego małżeństwa i zasądzone alimenty nie
        tylko na dziecko, ale i na żonę...

        Sorry, ale musiałam to napisać.
        • kobieta306 Re: ona nie chce dać rozwodu... 05.09.09, 18:50
          Zgadzam się z tym co napisała zmęczona 100 - ta rodzina wystawi Cie do wiatru.
          To nie są ludzie honoru. Zadbaj o swoje interesy. Weź prawnika i nie działaj
          pochopnie, bo oni cie zwyczajnie okradną. Rób to wszystko z głową, nie afiszuj
          się z planami rozwodowymi, bo wtedy to już oni cie oskubią na całego. Dyskretnie
          i z głową zacznij przygotowania, pod okiem dobrego prawnika, do batalii z tymi
          ludźmi.
    • basia8.93 Re: ona nie chce dać rozwodu... 07.09.09, 10:06

      > chore to prawo, które nakazuje bycie razem ludziom, którzy razem być nie chcą sad

      którzy być nie chcą, a żona chce i ma do tego prawo. i to ona jest tu stroną a
      nie Ty. wygląda na to, że to Ty chciałabyś tego rozwodu, a to nie jest Twoje
      małżeństwo

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka