witajcie,
pewnie to znany temat, ale jest tu tyle tego, że wybaczcie, że zaczynam nowy wątek, ale nie mam siły przedzierać się przez zasoby forum...
związałam się z facetem, który wciąż jeszcze ma żonę. na papierze... ale jest.
z tego, co wiem, odbyła się już jakaś sprawa pojednawcza - on nawet próbował się "pojednać", ale nic z tego nie wyszło - nie kocha jej już i nie ma szans na uratowanie tego małżeństwa. mają dziecko, z którym ona utrudnia mu kontakt, twierdząc jednocześnie, że szaleńczo go kocha i to on nie dba o nią i dziecko... on stara się o odwiedziny, ona robi mu awantury. on płaci alimenty, ona go śledzi i stawia mnie jako argument przeciwko dziecku...

on chce się rozwieść i być ze mną, mieć normalny dom i rodzinę. chce nawet wziąć wszystko na siebie, byle tylko się od niej uwolnić.
co zrobić jednak, kiedy ona rozwodu dać nie chce? on - jako potencjalnie winny - nie może złożyć pozwu - jest z góry skazany na przegraną... chore to prawo, które nakazuje bycie razem ludziom, którzy razem być nie chcą

czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? ja za bardzo w tej materii się nie orientuję, nigdy nie miałam do czynienia z rozwodami... chcę mu jakoś pomóc, bo też bardzo mi zależy, żeby ta sprawa się jak najszybciej rozwiązała.
z góry dziękuję za pomoc bardziej doświadczonych...