Zupełnie przypadkiem trafiłam na to forum. Nie jestem rozwódką, ani nawet
mężatką. I jako osoba postronna powiem Wam, że jestem porażona i przerażona
złością, zawiścią oraz bezwzględnością jaka jest przedstawiona w Waszych
wątkach (czasem ze strony ex-ów).
Żyję od kilku lat w bardzo szczęśliwym związku z mężczyzną, z którym planuję
spędzić resztę życia i na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie, żeby kiedyś
mógł on wzbudzić we mnie taką nienawiść, chęć zemsty lub irracjonalną potrzebę
upokorzenia go.
Powiedzcie mi zatem:
Co w Waszych związkach zawiodło?
Czy może związaliście się z niewłaściwymi osobami? Dziś to wiecie i nie
popełnilibyście tego błędu ponownie?
Czy też stało się po drodze coś, co tak bardzo oddaliło Was od osoby, którą
szczerze, świadomie i odpowiedzialnie kochaliście?
Czy zastanawialiście się na tym, dlaczego człowiek, z którym niejednokrotnie
spędziliście szmat czasu, staje się Wam obcy?
Czy po rozstaniu jesteście w ogóle w stanie wspominać miłe chwile byłym
partnerem? Czy pamiętacie jedynie ostatnie słowa wypowiedziane w złości?
Czy sytuacja w Waszych związkach zmieniła się diametralnie po ślubie? Czy
rzeczywiście, jak to mawiają, po nim nic już nie jest takie jak wcześniej?

Nawet jeśli on/ona zdradził/a - nie chcieliście, nie próbowaliście rozstać się
zachowując w miarę pokojowe, poprawne relacje?
Przecież ta złość musi być męcząca i wyniszczająca...
Co takiego dzieje się w człowieku, że dziś kocha, a jutro nasyła komornika,
uprzykrza życie jak tylko można czy utrudnia kontakty z dziećmi (co osobiście
uważam, ża najboleśniejszy cios w serce)?
Czy można to przewidzieć? Zaradzić temu?
Po przeczytaniu Waszych historii naszła mnie taka refleksja, że sama
perspektywa rozwodu, jako ogromnej traumy, mnie tak przeraża, że autentycznie
odechciewa mi się planów małżeńskich. Nie chcę znienawidzić człowieka, którego
na dzień dzisiejszy tak bardzo kocham i szanuję.