mooreland
06.11.08, 12:28
Skopiowane ze strony planu miasta wroclawia w czasie szukania
nieznanej mi ulicy KIEMLICZOW
Dutkiewicz: Klasa polityczna nie chce zgody
2008-11-06
- Jestem człowiekiem zgody i zawsze do wszystkich będę wyciągał
rękę.
Jacek Harłukowicz: Dotąd był Pan powściągliwy w wypowiedziach i
nagle zapowiedział, że wymiecie obecną klasę polityczną ze sceny,
dlaczego?
Rafał Dutkiewicz: - Bo choć całą energię powinienem poświęcać i
poświęcam Wrocławiowi, to mam też prawo do własnych diagnoz na temat
klasy politycznej i państwa. Tym bardziej gdy widzę, że bariery,
które przeszkadzają w rozwoju miast takich jak nasze, leżą poza nim,
zależą od decyzji podejmowanych na szczeblu rządu bądź parlamentu. I
kiedy ktoś mi to prawo odbiera, to bardzo się irytuję, bo to jest po
prostu niegodne. Gdy zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje,
dochodzę do wniosku, że powodem może być skłonność do monopolizacji
sceny politycznej przez partie, a także niepotrzebna chęć
wywoływania napięcia.
Przecież to Pan je wywołał, po słowach o wymiataniu ostra reakcja PO
była pewna.
- I nie była dla mnie zaskoczeniem, bo mieściła się w moim opisie
obecnej klasy politycznej: uderzyłem w stół i nożyce się odezwały.
Ale trudno się w tym wszystkim zorientować: jednego dnia wyciąga Pan
do PO rękę, proponując koalicję, drugiego ją atakuje. Na czym polega
Pana plan?
- Komunikat jest spójny, trzeba go tylko odpowiednio czytać. Jestem
człowiekiem zgody i zawsze do wszystkich będę wyciągał rękę. Ale
moja diagnoza klasy politycznej jest taka, że ona tej zgody nie
chce, bo żyje z konfliktu. Ostatnie wydarzenia to najlepiej
obrazują. Dlatego uważam, że ta klasa prędzej czy później zniknie w
myśl przysłowia "kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie".
A może testuje Pan cierpliwość Platformy, licząc, że sama zerwie
koalicję? Przecież w radzie miejskiej poradzi Pan sobie bez niej.
- Nie miałem i nie mam intencji zrywania koalicji z Platformą.
To po co były słowa o utrudnianiu Panu życia przez PO? Sprawdzał
Pan, jak daleko może się posunąć?
- Niczego nie demonstruję, a co do słów o próbach podchodów, jakie
mają być wobec mnie podejmowane, po prostu nie należę do ludzi,
którzy pozwolą sobie, by ktoś ich straszył i szturchał. Moja
działalność jest przejrzysta i w każdej chwili do skontrolowania.
Ale ważne są wyniki tej kontroli, a nie jej zapowiedź!
Potrzebna Panu koalicja z radnymi, którzy będą kontrolowali każdy
Pański ruch?
- Współpraca z nimi dotąd układa mi się bardzo dobrze i mam
nadzieję, że polityka tego nie zepsuje. I choć rzeczywiście do
wyborów pójdziemy raczej osobno, to nie oznacza jeszcze, że koalicja
musi upaść. Natomiast faktem jest, że w mieście kształtują się
odrębne, coraz bardziej wyraziste poglądy. I z tego bierze się
niezadowolenie Platformy. Oni nie lubią, jak im ktoś robi
konkurencję.
To z jakiej puli opłacane są wydatki na pańską pozawrocławską
aktywność?
- Zawsze robię to prywatnie i na własny koszt. Bywa, że kiedy jestem
w Warszawie w ramach pełnionych obowiązków i ktoś prosi mnie o
spotkanie, to nie odmawiam, bo przecież nie ma w tym nic złego. Tak
było z wizytą w TVN24. Rano byłem w Ministerstwie Kultury, a
wieczorem w telewizji. O tych wyjazdach wszyscy wiedzą, bo przecież
moje delegacje podpisuje przewodnicząca rady miejskiej Barbara
Zdrojewska.
Platforma twierdzi, że druga Pańska kadencja to wyłącznie PR.
- W tym rozpędzie nawet wybudowanie Estakady Gądowskiej i mostu 1000-
lecia zaliczono na poczet moich poprzedników. Tymczasem wybudowano
je podczas mojej pierwszej kadencji, także Estakadę Klecińską i nowe
mosty Warszawskie. Wyremontowano też most Szczytnicki, Grunwaldzki,
ulice Legnicką, Lotniczą i Rondo Reagana. Niestety, nie rozwiążą one
problemów komunikacyjnych Wrocławia. Dopóki rząd nie wybuduje
Autostradowej Obwodnicy Wrocławia i nie da narzędzi do stworzenia
sprawnej komunikacji publicznej w aglomeracjach, duże miasta będą
dusiły się w korkach.
PO, krytykując Pana, powołuje się na badania - według naukowców z
Politechniki Poznańskiej Wrocław jest jednym z najwolniej
rozwijających się miast.
- Kiedy przejmowałem miasto, poziom zadłużenia wynosił 57 proc.,
dziś jest dużo mniejsze. Budżet wynosił 1,3 mld zł, dziś to 3 mld.
Na inwestycje w budżecie, który odziedziczyłem w 2003 roku,
przeznaczano sto kilkadziesiąt milionów złotych. Dziś prawie półtora
miliarda. Bezrobocie wynosiło 13,8 proc., dzisiaj 3,5 proc.
Największy impuls związany z powstawaniem nowych miejsc pracy -
powstało ich ponad 100 tys. - nastąpił podczas drugiej kadencji.
Podobnie jak największy przyrost dochodów wrocławian.
Nigdy w historii miasta nie budowało się tylu nowych ulic. Dawniej
we Wrocławiu remontowało się kilka kamienic rocznie, my remontujemy
ich prawie setkę. Kiedy przejmowałem miasto, miało ono dużo słabszą
pozycję niż dzisiaj. Rozpęd inwestycyjny związany z siłą ekonomiczną
miasta - będę się przy tym upierał - jest dużo silniejszy niż
wcześniej.
Wicepremier Grzegorz Schetyna wezwał Pana w Radiu Zet do rezygnacji
ze stanowiska.
- Obowiązek zajmowania się miastem powierzyli mi wrocławianie. I to
oni za jakiś czas ocenią moją pracę. Proszę mi wierzyć, czuję na
sobie olbrzymią odpowiedzialność, związaną z tak znaczącym wynikiem
wyborczym (ponad 84 proc.) i pracuję dla Wrocławia niezwykle
intensywnie. O moim zaangażowaniu niech świadczy choćby tych kilka
faktów, które przywołałem chwilę wcześniej. Premier Schetyna
proponuje, bym zostawił wyborców i przeniósł się do Warszawy. Ja
widzę tę sytuację zupełnie inaczej: zostanę we Wrocławiu i nadal
będę się zajmował sprawami najważniejszymi dla mojego miasta.
Rządzący państwem niech zostaną w Warszawie i zajmą się sprawami
ważnymi dla Polski, takimi jak np. autostrada z Wrocławia do
stolicy. Niech postarają się usunąć bariery, które przeszkadzają
wielkim miastom w rozwoju. Niech zrobią dobrą ustawę aglomeracyjną,
a nie mówią, że ją zrobią. Jeśli tak się stanie, wszyscy będziemy
zadowoleni.