Dodaj do ulubionych

Numer nie z tej ziemi

    • comma Re: Numer nie z tej ziemi 18.11.04, 20:42
      Tak, teraz ja wykonałam numer z klepnięciem w enter i wysłaniem nagłówka :-)
      Epidemia jakaś, czy co? A chciałam napisać o kawałach, jakie robią zwierzęta.
      Oto, co kiedyś zrobił mój drugi pies: Byłam z nim na spacerze na odludnej łące.
      Puszczony ze smyczy biegał sobie radośnie przede mną, aż nagle zamarł, z nosem
      na wiatr. Potem, w szaleńczym pędzie pognał do przodu. Przerażona, co też
      zwęszył, popędziłam za nim. Wkrótce ze zgrozą dostrzegłam w trawie pręgowane
      futro. Ani chybi padlina, w której zaraz moje psisko urządzi sobie tarzanko!
      Rozpaczliwe nawoływanie nie przyniosło efektu, pies nabrał rozpędu, po czym
      wyhamował, odbił się, i skoczył czterema łapami na coś, co okazało się...
      śpiącym spokojnie w słońcu ogromnym kocurem!!! Kocisko wrzasnęło wniebogłosy,
      wyskoczyło na dwa metry w górę, sycząc i plując, po czym z zadartym ogonem
      uciekło, gdzie pieprz rośnie! A mój pies wcale go nie gonił. Uznał, że kawał
      się udał i radosny, rozmerdany, wrócił jak gdyby nic do mnie.
      • jaszczuria Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 08:21

        było sobie mięso (ok.2 kg. ) w kuchni na stole. W tejże kuchni byl też tata.
        Pies nagle podleciał do drzwi i zaczął potwornie szczekać. tata zdziwiony - nie
        słyszał ani dzwonka ani pukania. A pies miał rozjuszone oko i najeżoną sierść.
        Znaczy, że coś jednak rabani do drzwi. Podszedł do drzwi i pyta kto tam ? nic,
        cisza. Pomyslał, że za wolno szedł i ktoś zrezygnował. Więc otworzył drzwi i
        wyjrzał na schody. Nic, cisza idealna. Nikogo nie było. Wrócił do kuchni -
        mięsa nie było. Psa też nie było.

        "podejrzana zajmuje się kurestwem czyli prowadzi hodowlę kur"
        • baskarek Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 09:01
          jaszczuria napisała:

          >
          > było sobie mięso (ok.2 kg. ) w kuchni na stole. W tejże kuchni byl też tata.
          > Pies nagle podleciał do drzwi i zaczął potwornie szczekać. tata zdziwiony -
          nie
          >
          > słyszał ani dzwonka ani pukania. A pies miał rozjuszone oko i najeżoną
          sierść.
          > Znaczy, że coś jednak rabani do drzwi. Podszedł do drzwi i pyta kto tam ?
          nic,
          > cisza. Pomyslał, że za wolno szedł i ktoś zrezygnował. Więc otworzył drzwi i
          > wyjrzał na schody. Nic, cisza idealna. Nikogo nie było. Wrócił do kuchni -
          > mięsa nie było. Psa też nie było.
          >
          > "podejrzana zajmuje się kurestwem czyli prowadzi hodowlę kur"

          Podobne numery robiła mi moja pirwsza suka, seterzyca. Dałam się nabrać ze trzy
          razy -straciłam trzy pyszne drugie danka .Za czwartym razem poszłam do drzwi z
          talerzem. Tydzień ze mną nie gadała!
          pa pa.
          • jaszczuria Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 13:49
            baskarek napisała:

            .....[ocenzurowano]

            Za czwartym razem poszłam do drzwi z
            > talerzem. Tydzień ze mną nie gadała!

            no i miała racje. Jak można takie rzeczy robić psu ???



            "podejrzana zajmuje się kurestwem czyli prowadzi hodowlę kur"
      • weekenda Re: Numer nie z tej ziemi 23.11.04, 16:05
        To były jeszcze czasy, kiedy mieliśmy trzy psy: cocer spaniele, matka i dwie
        córki. Na wakacje jeździliśmy pod namiot no bo gdzie z 3 psiakami. To były
        wakacje w czasie, kiedy było wszystko na kartki, nawet buty, że o mięsku nie
        wspomnę.

        No to sobie wypoczywamy, morze, camping, słoneczko, siedzimy na leżaczkach psy
        spały koło nas. Tak nam się wydawało... Z wakacyjnego marazmu i błogiej ciszy
        wyrwał nas okropny wrzask jakieś pani. Za chwilę, z ogniem w oczach i napisem w
        nich "krwi!!!!" leci w naszą stronę słusznej wagi dama. No i dama "oznajmiła"
        nam, że nasze trzy słodkie suczki zeżarły jej 2 kg schabu na kotlety. Ten kto
        może niech sobie wyobrazi: schabik w czasach kartek !!!!! Ja uciekłam do
        namiotu, moja Mama walczyła z damą dosyć długo, tamta nie chciała pieniędzy,
        chciała zwrotu mięska... do tego cały camping albo stał i się gapił albo
        bankowo słyszał "wymianę poglądów" na temat diety psów, psiego węchu,
        zostawiania mięska na wierzchu, wielości psów na tymże campingu... Ale się
        działo !!!
        pzdr !
    • baskarek Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 08:57
      Jak wzięłam Baskara, Bajka pilnowała głównie kuchni, bała się że jej braknie
      jedzonka przez konkurencje. Kiedyś przywiozłam należną im porcję piątkową
      w postaci 9 kg wołowinki rosołowej bez kości i miało starczyć do poniedziałku.
      A gruba oczywiście wykorzystała zamieszanie małe no i nie wystarczyło.
      Ubyło jakieś 2,5 kg w ciągu 5 minut. Jeszcze się obraziła, że michy jej nie
      dałam!!!!
      pa pa.
      • comma Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 10:20
        Jamniczka ciotki mojego męża wykradała wędlinę z kanapek, które ciotka
        przygotowywała rano na śniadanie dla kuzyna. Stawiała tacę z kanapkami na ławie
        i szła do pracy. Zanim kuzyn wstał, psica już zdążyła się poczęstować. Sprawa
        się wydała, gdy kuzyn poprosił nieśmiało swą matkę, by do kanapek dawała mu
        czasami choć plasterek szyneczki :-)
    • 84aga Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 12:40
      A moja śp psica, mając zaledwie 3 miesiące, wyskoczyła sobie na fotel, przednie łapki wyłożyła na stół i chlipała sobie ze szklanki gorącą herbatkę.. :)))
      Jak to zobaczyłam to myślałam, że pęknę ze śmiechu :)
      • paluszek11 Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 12:46
        Czarka podczas jednej z wizyt znajomego, gdzie na niskiej ławie podane były
        różności smakowite, delikatnie brała plasterki wędliny w ząbki z tejże ławy
        tak, że nikt nie widział. Udawała, że śpi pod ławą.
        Zastanowiło nas tylko, dlaczego wędliny ubywa (był piątek, a gościem był
        przyjacie, który jest księdzem i który czekał na północ żeby zjeść wędlinkę -
        a my popełniliśmy gafę serwując ją w piątek.
        Do północy niewiele zostało :-), a Czarunia niewinnie spała pod stołem.
        • comma Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 12:58
          Moi znajomi mieli kocura - już stałego rezydenta i pewnego dnia wzięli do domu
          szczeniaka. Kocur nie był zachwycony, lecz jakoś się z tym pogodził. Po jakimś
          czasie zaczęli znajdować w mieszkaniu poszarpane w drobny mak książki. Było to
          o tyle dziwne, że księgozbiór znajdował się dosyć wysoko, teoretycznie poza
          zasięgiem szczeniaka. Pewnego dnia jednak tajemnica się wydała. Przyłapali
          kocura, jak spacerował po półce i łapą strącał książki - prosto pod pysk
          czyhającego już na nie szczeniaka...
          • m.malone Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 14:27
            Ha! Wiesz, że z jednym szczeniaczków z mojego gniazda też tak było:)

            Poszedł do bratanka, gdzie była kotka (były wcześniej dwie, ale jej matka
            umarła). Kotka zajęła się szczeniakiem, jak kociakiem. Dubi-dubi bardzo lubił
            gryźć - zwłaszcza samochodziki mojego bratanka, tzw. żeleźniaki - kiedyś były
            modne. Chłopak ustawiał je zatem na wysokiej półce. A po powrocie zastawał wciąż
            pogryzione następne samochodziki. Dopiero kiedy niespodziewanie wrócił, bo
            czegoś zapomniał, zobaczył jak kotka swojemu "dzieciakowi" zrzuca z półki te
            amochodziki.

            A o miłości moich suczek do książek opowiem kiedy indziej:)
            • orvokki Re: Numer nie z tej ziemi 19.11.04, 17:44
              O tak, kooperacja kocio-psia ze zrzucaniem zdobyczy u nas też funkcjonuje.
              Ofiarą padła: kiełbaska, kotleciki i opakowanie (sic!) po wędlinie.
    • albert.flasz Re: Numer nie z tej ziemi 22.11.04, 13:02
      Wprawdzie nasza Sabunia jest ogólnie spokojna i "bezstresowa", niemniej
      zdarzyło się również i jej parę "wyskoków": kiedyś wykorzystała chwilę nieuwagi
      i porwała ze stołu świeżo upieczony boczek; innym razem bardzo się nudziła sama
      i zamknięta w domu, znnalazła więc za lodówką zapomnianą po remoncie
      torebkę "Cekolu" (szpachla gipsowa) - sprzątanie trwało do 2 w nocy; pogryzła
      jakieś buty, marynarkę... Jednak nie wybiegała poza średnią, można więc
      zaliczyć to wszystko do "grzechów młodości".
      Najbardziej jednak ubawił mnie owczarek niemiecki mojego wujka. Maksio zawsze
      był bardzo aktywny, parę razy jeździł z wujkiem na ryby, gdzie częstował się
      złowioną drobnicą (na surowo - bardzo lubi). Pewnego razu "przedobrzył" i się
      struł: stracił apetyt, bolał go brzuch, zaczął tracić sierść, chudnąć...
      Leczyłem go przez parę dni m. in. domięśniowymi zastrzykami witamin z grupy B,
      kokarboksylazą itd. Zastrzyki te są dość bolesne, popełniłem przy tym błąd:
      byłem jego dobrym znajomym i robiłem to wszystko w jego "azylu", czyli w domu,
      gdzie akceptował mnie bez problemu. Po tej kuracji jego postawa względem mnie
      nieco się zmieniła - gdy zaglądałem do nich, witał się jak zwykle, bardzo
      wylewnie i głośno, po czym, brał mnie zębami za rękę, wyprowadzał do
      najdalszego pokoju i tam zostawiał (jeszcze oglądał się w drzwiach, czy
      przypadkiem nie idę za nim!). Sytuacja powtarzała się, nawet kilkakrotnie, gdy
      tylko dołączałem do innych. Trwało to chyba ze dwa lata, po czym (wreszcie!)
      zapomniał, choć do dziś nie pozwala mi się macać po brzuchu.
      ...I niech mi ktoś teraz powie, że takie zwierzaki nie myślą!:)
      • jaszczuria maseczka kosmetyczna 22.11.04, 15:06
        postanowiłam zrobić siem na bóstwo.
        Konieczna była naturalna maseczka na twarzyczkie. No to namięszałam miód,
        twarożek, żółtko, rozgotowane drożdże w małej ilości. No i dobra. Wymiąchałam,
        poszłam na tapczan, nakładałam na leżąco, co by nie spłynęło. Drugie tyle było
        w miseczce, co by mieć, gdy twarz wyschnie. Miseczkę postawiłam koło siebie na
        tapczanie.

        Leżałam, twarz przykryłam ligniną. A jak tylko się przykryłam tą ligniną, to
        czuję, jak tapczan się ugina, (czyli wskoczył pies), słyszę chłeptanie,
        mlaskanie, tapczan się trzęsie od tego podżerania, w końcu poczułam ozór na
        twarzy. taaa, udała mi sie maseczka. Oczywiście w miseczce nic nie zostawił,
        cwaniaczek jeden
        • albert.flasz Re: maseczka kosmetyczna 22.11.04, 16:17
          ... Dał po prostu do zrozumienia, że psi język doskonale masuje, przez co
          porawia ukrwienie, ślina natomiast ma działanie dezynfekujące (psy wylizały już
          niejedną "zapapraną" ranę, poważnie - sprawdzone naukowo i w praktyce) oraz
          ujędrniające i że całość też dobrze wpływa na cerę. Nie ma więc potrzeby
          marnować jedzenia!:)))
          • m.malone Re: maseczka kosmetyczna... 23.11.04, 03:24
            czyli można powiedzieć:

            i pies syty, i jaszczuria wypiękniona:))
      • weekenda Re: Numer nie z tej ziemi 23.11.04, 15:51
        hihihhi!!! Super !!! a pies nie ma potomków ? takie geny nie mogą się
        zmarnować !!!!! ;-DDDDDD
        • albert.flasz Re: Numer nie z tej ziemi 23.11.04, 16:33
          Podobno coś tam ma...
    • izunia.m Re: Numer nie z tej ziemi 22.11.04, 15:37
      ostatnio zapomnielismy założyć antypsy (skrzynki i pudełka porozkładane na
      łóżku - co by na nim psy nie spały), wracamy i co zastajemy...? Dunkan leży u
      siebie z miną "jestem niewinny" a Delta u siebie z miną "bardzosię cieszę że
      jesteście" ale nie rusza się z posłania.
      na łóżku: moja torba, moje płyty w etui - zeżarte częściowo, mój polar
      i...skarpety mojego Mężczyzny.

      no i czyj pies był na łóżku...??
    • eulalija Re: Numer nie z tej ziemi 23.11.04, 08:55
      Albert opisał zachowanie zaprzyjaźnionego Maksia, kropka w kropkę zachowała się
      tak kocica mojej przyjaciółki. Lubiła mnie, jak tam przychodziłam, to
      zasadniczo nie schodziła z moich kolan, a na zaprzestanie głaskania reagowała
      ponaglającym: "Miau!". Ale przytrafił się problem z uszami, dawno to było, nie
      pamiętam, grzybica? może drożdżaki? Koleżanka poprosiła mnie, żebym z nią i z
      kocicą poszła do weta. Nie było wtedy jeszcze klateczek, transporterków,
      niosłyśmy ją na zmianę w torbie. Podczas ogladania, czyszczenia uszu i
      aplikowania do nich jakiegoś mazidła kocica mnie widziała, przytrzymywałam jej
      głowę, koleżanka trzymała ją od tyłu. W domu musiałyśmy jej przez trzy albo
      cztery dni też aplikować to mazidło do uszu i jakiś lek do pyszczka, koleżanka
      zawijała ją szczelnie w ręcznik, ja gmerałam w uszach i strzykawką pchałam
      świństwo do pyszczka.
      Efekt? Już drugiego dnia kocica wyniosła się na mój widok na szafkę kuchenną.
      Mimo zakończenia kuracji, mimo mojego nienagannego zachowania, kocica już nigdy
      do mnie nie przyszła. Zawsze na mój widok udawała się godnym krokiem do kuchni,
      taboret, blat, lodówka, myk na półkę koło okna i pluszaczek. A jak się
      próbowałam zbliżyć to syk i podniesiona w górę łapka: "Nie podchodź, rozszarpię
      cię". I tak się skończyła moja przyjaźń z tą czarną jak noc listopadowa
      pięknością, mogłam soibie tylko na nią popatrzeć :-(((
    • lailani Re: Numer nie z tej ziemi 23.11.04, 13:26
      Znalazłam fajny wątek na FH
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=384&w=10780747
      • comma A propos psich żarłoków :-)) 23.11.04, 14:00
        Dawno, dawno temu czekałam pod kinem na koleżankę, racząc się zakupioną w
        ulicznej budce zapiekanką. Nagle przygalopował do mnie potężny czarny pies,
        mieszaniec doga niemieckiego, wyhamował ostro pół metra przede mną, po czym,
        wpatrzony pełnymi łez oczyma w moją zapiekankę, przysiadł na zadzie i uniósł
        przednie łapy w błagalnym geście "poproś". Ułamałam kawałek bułki i wetknęłam z
        oślinioną mordę. Kilka minut później pojawił się zadyszany i zażenowany
        właściciel zwierza, przepraszał mnie wylewnie i zapewniał, że pies nie jest
        głodzony. A zapach zapiekanki zwabił go z pobliskiego parku. Pogratulować węchu.
    • p.a.d.a.l.c.o.w.a Re: Numer nie z tej ziemi 23.11.04, 18:37
      Mój psiak ( Guru ) wchodzi w najciemniejszy i najmniej dostepny kąt w
      mieszkaniu - czyli pod niskopodłogowa wersalkę w tak zwanym " duzym " pokoju,
      gdy zobaczy, że ja idę w kierunku pokoju komputerowego. I nie chce wyjśc z
      tego ciemnego kąta zanim ja nie wygaszę kompa. Drzwi do tego pokoju komop. są
      zawsze zamknięte, bo ja tam palę papierochy. Drzwi te są dokładnie
      uszczelnione, by Guru - chory na serce - nie wąchał dymu. Zanim nie wróce na
      dobre - on nie wychodzi z tego ciemnego kąta. Zawsze wie, że już ostatecznie
      wracam i wtedy dopiero wychodzi z nory.
      Skąd on wie, że już na "dziś" jest koniec???
      I miedzy innymi jest to jeden z powodów dla którego odłaczyłam się od netu.
      • agata.balu Re: Numer nie z tej ziemi 28.11.04, 21:58
        Moja przyjaciółka chowała chomika. Ponieważ zwierzątko wymaga ruchu więc od
        czasu do czasu wpuszczała go "na pokoje" wiedząc,że jak zgłodnieje pojawi się
        koło klatki.
        Aż tu razu pewnego zwierzątko zniknęło. Nie niepokoiła się bo jednak widac było
        drobne ślady pobytu zwierzaka. Gdzieś tak po trzech dniach potrzebowała jakiejś
        książki, siegnęła więc na półkę .... a w książce śliczny, równiutki, okrągły
        otworek na wylot.... i takie same w całym rządku książek.
        Najważniejsze, że zwierzątko żyje i gdzieś jednak mieszka. Ale gdzie?
        Po kilku dniach sprawa sie wyjaśniła. Wstając rano z łóżka przyjaciólka, ze
        zdziwieniem, zauważyła na poduszce jakieś zółte przędze... Ubrała okulary i
        zamarła ze zgrozy: na poduszce leżało kilka jej loków równiutko odgryzione! Na
        szczęście mały bandyta oskalpował ją z boku więc dało się ubytki ukryć.
        Wiadomo juz było, że zwierzątko uwiło sobie gniadko w wersalce (przepędzili z
        biblioteki). I wiecie w czym uwiło gniazdko? W ślicznym, zimowym, futerku
        zapakowanym w woreczek foliowy i przełożonym starannie "bagnem" przeciwko molom.
        Loki odrosły .... zimowe futerko nie!
        • venus22 Re: Numer nie z tej ziemi 28.11.04, 22:22
          Sila niszczycielska wiec widac nie zalezy od rozmiaru zwierzatka.....

          ale sie usmialam!
          wlascicielka chomika pewnie mniej..
          Venus
          • agata.balu Re: Numer nie z tej ziemi 29.11.04, 09:56
            venus22 napisała:

            > Sila niszczycielska wiec widac nie zalezy od rozmiaru zwierzatka.....
            >
            > ale sie usmialam!
            > wlascicielka chomika pewnie mniej..
            > Venus

            Właścicielka chomika przeszła nad tym ze stoickim spokojem. Kocha zwierzątka.
            Musiałam jedynie doradzać jak zaczesać "ubytki". Załatwiłysmy to - wzorem
            łysiejących panów - za pomocą "pożyczki" :-)
    • pierozek_monika Re: Numer nie z tej ziemi 29.11.04, 10:45
      Mam skrzywione poczucie humoru, ale mnie to rozśmieszyło:

      W sobotę mąż przytachał z zakupów mięso mielone dla psa (takie z zoologicznego
      zapakowane jak kiełbasa). Nakrzyczałam na niego, że takie dziadowstwo psu
      kupuje, że nie wiadomo co tam jest. Wczoraj mąż ugotował psu obiadek z tym
      mięsem, taki z warzywami i makaronem. Pies zjadł, więc mąż pyta:
      - I co, Pinuś, smakowało ci? Dobre było co , nie?
      A Pinuś:
      - Błeeeeeeeee
      No i sprzątałam ja :/
      • agata.balu Re: Numer nie z tej ziemi 30.11.04, 10:18
        PRZEPIĘKNE! Widać ja tez mam spaczone poczucie humoru :-)
        Usmiałam się do łez!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka