Dodaj do ulubionych

kot w bloku

04.09.15, 15:54
Witajcie,

dziękuję za przyjęcie na forum smile Jestem tu nowa. Bardzo proszę o poradę w następującej sprawie:
dwa miesiące temu na ulicy, na której mieszkam znalazłam kota, przyszedł za mną do mieszkania (3 piętro, kameralna jednoklatkowa plomba, dość spokojna uliczka w Śródmieściu). Kot w miarę zadbany, sądziłam, że znalezienie właściciela to kwestia maksymalnie kilku dni. Niestety mimo szerokich poszukiwań (ogłoszenia w internecie, olx, Facebook, Gumtree, ogłoszenia w okolicy, w tym w okolicznych sklepach zoologicznych, klinikach weterynaryjnych, rozpytywanie pań w zaprzyjaźnionych sklepach, oczywiście zgłoszenie do schroniska) właściciel się nie odnalazł. Prócz telefonów od jakichś wariatów, wątpliwej maści dowcipnisiów otrzymałam tylko jeden telefon od pani, która twierdziła, że jest to kot jej znajomej, która wyjechała za granicę i z którą nie ma kontaktu, mimo, że poinformowała ją, że kot jest u mnie i że jeżeli nie mogę się nim dłużej zajmować to mam go oddać do schroniska. Ustaliłam także, że kot jest z okolicy, nocował u kilku osób w sąsiedztwie (wpisywali się ludzie w komentarzach pod ogłoszeniem na Facebooku, że u nich też był), ale zwykle rano czmychał na zewnątrz. To niewątpliwie był kot domowy, wie, co to drapak, kanapa i kuweta, poza tym jest przecudnej urody i charakteru, zakochałam się w 5 minut. Doskonale też radzi sobie na zewnątrz, raz uciekł mi z domu i po prostu poszedł wylegiwać się na trawce po drugiej stronie ulicy, a ja go goniłam później przez dwie godziny po całej dzielnicy, by go złapać.

Dodam, że w domu mam też schroniskowego boksera i schroniskową kotkę, z psem jest ok, z kotem nowy dogaduje się średnio. I oto moja największa zgryzota: kot chce wychodzić na maksa! Ucieka na klatkę schodową i biegnie do drzwi wejściowych. W moim bloku nie ma innych, prócz moich, zwierząt, także nic mu na klatce nie grozi. Szukałam mu domu wychodzącego, ale nic z tego. I teraz moje pytanie: czy go wypuszczać? czy wróci? co jest dla niego lepsze? wolność czy bezpieczeństwo? może będzie szukał swojego dawniejszego domu, którego chyba de facto już nie ma, bo nikt od dwóch miesięcy się o niego nie upomina. Mamy przy bloku spore podwórko, z wszystkimi sąsiadami jestem zaprzyjaźniona, z tej strony nie ma dla niego zagrożeń. Nie pytam oczywiście co jest dobre dla mnie, bo my go już pokochaliśmy - z moim narzeczonym - i traktujemy jak członka rodziny i tutaj sprawa jest oczywista. Kotka moja jest niewychodząca od samego początku, tzn. jeździ na działkę do lasu i tam chodzi wolno, ale w domu nie próbuje się wydostać na zewnątrz, zresztą jest trochę niepełnosprawna (miała amputowaną głowę kości udowej i zespoloną kość udową) i nie ma mowy, by sobie poradziła poza domem.
Obserwuj wątek
    • mysiulek08 Re: kot w bloku 04.09.15, 17:10
      jeden telefon od pani, która twierdziła, że jest to kot jej znajomej, która wyjechała za granicę i z którą nie ma kontaktu, mimo, że poinformowała ją, że kot jest u mnie i że jeżeli nie mogę się nim dłużej zajmować to mam go oddać do schroniska

      pozostawie bez komentarza, bo admiki glowe by mi zmyly

      super, ze sie kociastym zajelas smile

      Ja jestem frakcji nie wypuszczania kotow, a jesli juz to pod scisla kontrola, spacery na smyczy, u nas w przypadku takiej jednej sie sprawdza. Reszta nie wychodzi. Wybralismy bezpieczenstwo, glownie ze wzgledu na nieobliczalne kundle w oklicy a i ludzi. Tak wiec, ja zawsze bede za opcja nie wypuszcznia.

      Masz osiatkowany balkon, okna? Jesli tak, to na balkonie mozesz urzadzic koci wybieg i ukrocic zapedy kociatsego do ucieczek. Wiem pilnowac trzeba kazdego otwarcia drzwi, ale jesli bedzie mogl podziwiac i wachac swiat bezpiecznie na balkonie to powinno mu przejsc.

      Jesli wybierzesz opcje wypuszcznia musisz sie liczyc z ryzykie, ze kot nie wroci, zginie gdzies pod kolami auta, trafi na oprawcow itp. Moze tez przyniesc do domu chorobska, pchly itp. Tego sie nie uniknie.

      • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 18:06
        No, mają balkon do dyspozycji, ale to nie załatwia sprawy, w dodatku mam wrażenie, że w nocy wiesza się na klamce drzwi wejściowych, jakby nie dość, że pies potrafi drzwi otwierać.
        • wladziac Re: kot w bloku 04.09.15, 18:36
          ha,wieszanie się na klamce drzwi wejściowych to u mnie normalka a robi to kot który we wczesnej fazie pobytu w domu był wypuszczany na klatkę schodową albo udało mu się zwiać między nogami w czasie wchodzenia do domu,miałam zmienić klamkę na gałkę ale jakoś ciągle zapominam o zakupie i tak mijają lata...
          • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 18:42
            Poprzednio mieszkałam w domu i tam wszędzie były gałki, kotów co prawda nie miałam, ale pies potrafił otworzyć ciężką, metalową furtkę z samozamykaczem.
            • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 18:53
              Tak przy okazji jeszcze dopytam czy macie jakieś metody na kota u lekarza? wink Moja kotka trochę przeszła z lekarzami, już ze schroniska jako kocię została przywieziona ze złamaną nogą i bez ucha - wtedy miała pierwszą operację, w tym samym czasie zaraziła nas wszystkich grzybicą, z którą długo walczyliśmy, później była sterylka i operacja amputacji głowy kości udowej po drugim złamaniu - efekt jest taki, że problem jest nawet z otwarciem transportera w gabinecie. Lekarze dopytują czy aby na pewno nie jest to kot dziko żyjący wink Do tej drugiej operacji zachowywała się u lekarza normalnie, teraz to jest armagedon.
              • mysiulek08 Re: kot w bloku 04.09.15, 19:16
                tez mamy taka agentke, malo tego chce bic pacjentow w poczekalni tongue_out

                u nas weci polecaja podawanie przed wizyta i zapakowanie do kontenera acepromazyne,

                www.biowetpolska.com.pl/produkty.php?go1=1278

                to dosc nieprzyjemny srodek i my podajemy tylko w przypadku jednej kotki, ktora w trakcie jazdy do weta zaliczy i siku i kupala w stylu biegunki i rzyganko, slowem horror
      • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 19:09
        Tak jeszcze w kwestii wychodzenia kota z domu i przynoszenia chorób. Kotkę moją wzięliśmy ze schroniska, szybko okazało się, że jest nosicielem grzyba microsporum canis. Zaraziła się każda osoba, która w tym czasie była u nas w domu. Oczywiście jak tylko dowiedzieliśmy się co nam dolega została wprowadzona kwarantanna. Kot był nosicielem bezobjawowym, natomiast najbardziej poszkodowanym okazał się mój piesutek - sierść odpadała plackami w zawrotnym tempie, po kilku dniach był cały w łysych plamkach, zmiany na kufie wyglądały dramatycznie, dostał aż 3 serie antybiotyku, jakieś płyny do przemywania i maści, lekarz kazał nam nawet kupić jakieś świece do odkażania kurników i odkażać tym domostwo.
        • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 18:08
          Tak, Rudzik to nowy domownik, pies i kotka bez ucha to rezydenci - przybysze ze schronu. Ja w ogóle to bokserowa jestem, całe życie z bokserami, kotka to mój pierwszy w życiu kot smile
      • olinka20 Re: kot w bloku 04.09.15, 20:09
        Och dopiero jak napisałas, ze buraska nie ma uszka to zauwazyłam, bo wczesniej umkneło mi przy podziwianiu swietnych zdjęc slicznych zwierząt smile
        Boksery to najsmieszniejsze psy swiata ( no moze zaraz za Tolą naszej kolezanki forumowej- Lisek Chytrusek i psioswinkami ). Ten pies jak sie cieszy to całym ciałkiem smile


        --
        Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
        • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 20:20
          Heh, z tym uchem to jest w ogóle dziwna historia: kiedyś na FB zamieściłam jej zdjęcie i w komentarzu do tego zdjęcia mój znajomy wkleił to zdjęcie ponownie, zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi, uznałam że się pomylił, w końcu po paru tygodniach pyta mnie jak mi się mój kot na jego zdjęciu podoba, a ja na to, że przecież wkleił to samo zdjęcie, on z kolei odpowiada, że "dokleił" jej w Photoshopie ucho i jak mogłam tego nie zauważyć? smile Okazuje się, że dla mnie ona ma chyba dwoje uszu, bo w ogóle tego "doklejonego" ucha nie dostrzegłam.

          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/frB3bNj2N4uKZ1FjoB.jpg
        • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 20:23
          Tak, to prawda, że boksery są wyjątkowe. Mój jest po sporych przejściach i trochę zatracił tego typowego, bokserzego charakteru, ale i tak jesteśmy na jego punkcie zwariowani smile - o ile mogę tak napisać na forum kociarzy wink
          • olinka20 Re: kot w bloku 04.09.15, 20:29
            Pwwnie!!! Tu psiarze tez są smile
            Rownie zwariowani na punkcie swoich psów co i kotów ( daleko nie trzeba szukac, wystarczy wczytac sie w moja sygnaturkę wink )

            --
            Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
    • wladziac Re: kot w bloku 04.09.15, 17:55
      koty kochają wolność ale nie zdają sobie sprawy gdzie czyha na nich niebezpieczeństwo, tak naprawdę bezpieczne są tylko w dobrze zabezpieczonym domu dlatego ja zgarnęłam całe podwórkowe towarzystwo które dowolnie biegało sobie po okolicy kiedy stwierdziłam że robi się coraz bardziej nieprzyjaźnie dla kotów, a nieobecność nawet kilku godzinna któregoś kota powoduje u mnie rozstrój nerwowy,z początku było trudno i mi i kotom tęskniącym za swoimi terenami ale z czasem wszystko się unormowało i koty przyzwyczaiły się do "niewoli",śliczny ten Twój zwierzyniec
      • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 18:15
        Dziękujemy za komplementy smile
        No, ja też jestem z frakcji, że pewnie bym umierała jakby mi kot nie wrócił na noc do domu. Kotka jest bardzo mądrym kotem, wychowywana z psem, nie boi się obcych ludzi i mimo, że na działce trochę łazikuje po lesie to w domu czuje się bardzo dobrze i nie próbuje się wydostać, zresztą z tego, co pamiętam, nigdy nie próbowała uciekać, doskonale również chodzi w szelkach na smyczy. Rudzik natomiast po założeniu szelek dostał "syndromu kubraczkowego" i tak jak stał - tak się przewrócił wink
        • mysiulek08 Re: kot w bloku 04.09.15, 19:18
          Rudzik natomiast po założeniu szelek dostał "syndromu kubraczkowego" i tak jak stał - tak się przewrócił wink

          powolli, powoli sie przyzwyczai, trening czyni mistrza smile

          Nasza Kicia.Yoda szelki zalapala od razu, ale ona nastala do nas jako 4tyg kocie
          • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 19:58
            Kotka też w szelkach chodzi bez problemu, takoż w kołnierzach weterynaryjnych, natomiast posterylkowy kubraczek wywołał pół dnia totalnego bezruchu, aż do momentu kiedy zaniepokojona pojechałam na kontrolę do lekarza, a przytomna lekarka stwierdziła, że trzeba zamienić kubraczek na kołnierz i będzie ok. Hmmm.... wydawało mi się, że w kubraczku będzie jej wygodniej wink Nie mówiąc już o tym, że musiałam ją po operacji zostawić na chwilę samą w domu, by wyjść z psem, a gdy wróciłam dosłownie po 15 minutach to okazało się, że biega bez ubranka smile Do dzisiaj nie wiem jak udało jej się wyswobodzić z tego kaftanu bezpieczeństwa.
            • yvi1 Re: kot w bloku 04.09.15, 20:50
              Witam serdecznie smile.
              Ja jestem psia ,kocia,mysia ,krolicza,chomikowa a kiedys nawet i krabowa wariatka!
              Gdyby nie maz to by to wszystko bylo conajmniej potrojne ,niestety on sie zgodzil na jednego psa i kota.Myszka zostala sama bo druga zdechla .
              Sliczny ten wasz zwierzyniec.Poprosze o wiecej zdjec,bo tu nigdy ich nie za duzo smile.
              • anaiss Re: kot w bloku 04.09.15, 21:04
                Dziękować za miłe słowa smile My na szczęście z moim TŻ mamy podobną wrażliwość jeśli chodzi o stwory, więc nie musiałam go przekonywać, by zgodził się na pozostanie Rudzika u nas, choć postawił warunek, że kot nie może atakować psa, co dla mnie było oczywiste. Rudzik akurat dość łatwo się uczy - gdy rano przygotowuje im jedzenie to pies też stoi w kuchni i czeka na swoje leki i pierwsze dwa dni Rudzik próbował startować z łapami do niego i przegonić go, dostał wyraźny sygnał, że tak to się nie bawimy i już do końca wydawania żarła stał na końcu kolejki. Teraz już mu takie numery nie w głowie i jest spokój. Tutaj akurat muszę Rudzika trochę temperować, bo pies to w ogóle nie dałby sobie rady z kotami.
        • pi.asia Re: kot w bloku 06.09.15, 21:22
          Witaj na Zakątku! Masz Śliczne futrzaki i super TŻ smile Twój Rudzik jest nieprawdopodobnie podobny do mojego zaginionego Badyla, który poszedł na codzienną łazęgę po okolicy i nie wrócił. Nie pomogła akcja plakatowo-ulotkowo-banerowo-poszukiwawcza. Był kilkakrotnie widywany na osiedlu, ale nam ani razu nie udało się go zobaczyć. Najprawdopodobniej ktoś go przygarnął, bo kocisko oprócz urody miało także cudowny charakter.
          Wydawałoby się, że wniosek jest prosty - nie wypuszczać.
          Ale - moje pozostałe pięć kotów również wychodzi na codzienne wędrówki, z tym że raczej bliskie, i oprócz sytuacji, gdy sublokator niechcący zamknął Amurkę z pomieszczeniu na rower i dwa dni nie mogliśmy jej znaleźć - wszystkie trzymają się blisko domu. Nie miałabym serca trzymać futrzaków w zamknięciu, gdy do dyspozycji jest duży ogród, drzewa i zarośla oraz kilka miejsc, gdzie można schować się przed napastnikiem.
          • anaiss Re: kot w bloku 06.09.15, 23:25
            Och, gdy zabrałam Rudzika do domu z ulicy, a raczej gdy on zabrał się sam do mojego domu smile to miałam w głowie, że za chwilę zjawi się w drzwiach jakaś zapłakana kobieta, która będzie mi wdzięczna za zaopiekowanie się jej pupilem, podskakiwałam na każdy dźwięk telefonu. Niestety nikt mojego przybysza nie szuka, natomiast otrzymałam kilka bardzo nieprzyjemnych telefonów, jedna pani nawet twierdziła, że to jest jej kot, nie miała jednak ani jego zdjęcia ani książeczki, a na pytanie o znaki szczególne odparła: "czarno - biały kot", mimo, że wszystkie plakaty wydrukowałam w kolorze i widniało na nich zdjęcie kota w pełnej krasie. To jest kot z okolicy, podejrzewam, że ta pani, która do mnie dzwoniła twierdząc, że to kot znajomej, mogła być w rzeczywistości jego właścicielką, od której uciekł lub która go wyrzuciła i może dzwoniła dopytać gdzie trafił - wiedziona jakimiś wyrzutami sumienia. Nie wiem - tak gdybam. Dołożyłam wszelkiej staranności, by odszukać jego opiekuna, robiąc tak, jak chciałabym by zrobił znalazca mojego kota, gdyby doszło do analogicznej sytuacji.
            Mnie to zresztą niesamowicie rusza - takie zwierzę bezdomne, które kiedyś przecież mało dom, a teraz nikt go nie szuka, nikt go nie chce. I przychodzi taki stwór do mnie, ze swoją historią, dla mnie niedostępną i odtąd idziemy razem. A wszystko to przez mojego psa Myszkina, który umarł parę lat temu, a przed śmiercią ciężko chorował i dzięki niemu poznałam w klinice wolontariuszkę bokserzej fundacji i adoptowałam Robina, który gasł w schronie, a parę lat później pojechaliśmy w Zaduszki po kociaka do schroniska, a tam ich było chyba kilkadziesiąt i tak oglądałam i wybierałam niezdecydowana jak zawsze, a mój TŻ wyciągnął najbardziej mizernego i brzydkiego kociaka z klatki, bez ucha i - jak się później okazało - ze złamaną kością udową i powiedział: "Tego bierzemy" - z takim spokojem, a jednocześnie z taką stanowczością, jakiej nie widziałam u niego, od kiedy go znam. A pojechałam z myślą, że zaadoptujemy jakiegoś rudaska smile A teraz rudasek znalazł mnie smile
            • mysiulek08 Re: kot w bloku 07.09.15, 01:12
              a myslisz dlaczego mamy calkiem spora bande? lwia czesc przyszla sama, tzn przyprowadzona przez kote, ktora od czasu do czasu przylazila do nas miske, kota miala obrozke, a iwec i jakis tam dom...

              potem byl Pan Wasik, bieda z pokieroszowanym lapami, ktorego nasza Kicia.Yoda znalazla w kanale pod brama, tez musial miec dom, widac to zachowaniu, itp

              zawsze rozlepiamy ogloszenia na wiosce, podrzucamy ulotki na osiedle , z ktorym sasiadujemy, a z ktorego jest wiekszoisc kotow

              teraz sasiad znowu ma koty (pewnie przygarnal jakas kote w ciazy), ani mysli je sterylizowac, przychodzi od niego taka jedna mala czarna, jak nic w ciazy i byl dwa razy widywany biedus bez oka

              i to wszystko na naszym utrzymaniu, do tego rezydentka Jej Najwyzsza Wysokosc Kicia.Yoda, ktora szczerze innych kotow nienawidzi

            • pi.asia Re: kot w bloku 07.09.15, 07:24
              adoptowałam Robina, który gasł w schronie
              Anaiss, mokro mi się zrobiło pod powiekami. Rozumiem, że Robin to ten przepiękny bokser na pierwszym zdjęciu?

              jesli nie masz durnych psow i jeszcze durniejszych sasiadow to Twoj wybor, my nie mamy mozliwosci takiego zabezpieczenia parceli zeby koty byly bezpieczne

              Mysiulku, ja mam to szczęście, że na mojej ulicy (a raczej uliczce) prawie każdy ma co najmniej jednego kota. Psy też tu są, ale wszystkie bez wyjątku tylko na terenie ogrodzonej posesji. Sąsiedzi zwierzolubni nie tylko w odniesieniu do swoich zwierzaków. Największym zagrożeniem jest przepiękny kocur sąsiadki, zwany przez nas Marmurkiem. Przywykł do tego, że nasza posesja to jego teren, od zawsze wolny od kotów, i teraz nie może się pogodzić z tym, że po jego terenie ktoś łazi. Od czasu do czasu napada na któreś z naszych futer, ale na wrzasku i lekkich zadrapaniach się kończy. Raz oberwał od Rumcajsa śnieżką i ze dwa miesiące był spokój. Teraz trudniej, bo śniegu nie ma wink
            • anaiss Re: kot w bloku 07.09.15, 09:31
              Z tą durnowatością psów to się nie zgodzę, wszystkie moje boksery, prócz obecnego, łagodne jak baranki i prawidłowo socjalizowane na widok kota dostawały amoku i gotowe były wyskoczyć przez okno smile Jak to mówią nie można zabronić kangurowi skakać smile
    • jehanette Re: kot w bloku 07.09.15, 09:01
      Trudna decyzja. Ja bym stawiała na stopniowe odzwyczajanie kawalera od samodzielnych wycieczek po mieście, ale obowiązkowo zaczipowałabym i zainwestowała w obróżkę z adresatką (są takie bezpieczne dla kotów). Czas jest dobry, bo idzie jesień więc pogoda gorsza, może się chłopakowi odechce tyłek mrozić wink
      Co do drzwi wejściowych do mieszkania i ich otwierania - nie zamykasz drzwi od wewnątrz? Przecież można je zamknąć i problem znika.

      --
      Piękny i Bestia - FB
      • anaiss Re: kot w bloku 07.09.15, 09:37
        No teraz to już zamykam nawet w dzień smile
        Problem mam z tym, że mam wrażenie, że Rudzik z nudy i frustracji zamknięcia atakuję Zorę, co prawda ona często nie pozostaje mu dłużna, ale trwa to już z różnym nasileniem od dwóch miesięcy i martwi mnie to, że nie potrafią się dogadać.
        • jehanette Re: kot w bloku 07.09.15, 10:25
          A jak wyglądają te ataki? Jak zachowują się koty poza tym? Czy Zora się chowa, ucieka, masz wrażenie że stała się bardziej nerwowa przez to? Koty rekreacyjnie się tłuką, to normalne dopóki żaden z nich nie jest zawsze ofiarą, i żaden nie traci humoru. Moje się tłuką a potem liżą. Albo odwrotnie smile

          --
          Piękny i Bestia - FB
          • anaiss Re: kot w bloku 07.09.15, 12:06
            Rudzik ją goni, Zora syczy, wrzeszczy, zdzielą się łapami, albo Rudzik robi coś takiego, że idzie powoli w jej kierunku, ona się cofa i w końcu Rudzik odpuszcza. Zora z kolei czatuje na niego, by zdzielić go łapą. Gdy są od siebie odizolowane oboje są bardziej wyluzowani, Zora aportuje piłkę, przychodzi, by się z nią bawić, Rudzik też jest chyba mniej nerwowy.
            Nie ma mowy o wspólnym spaniu czy wspólnej zabawie. Mam wrażenie, że Rudzik na początku chciał się z nią bawić, a ona z tych niedotykalskich. Poza tym on raczej nie jest agresywny, jak go Zora pacnie to się odsunie, ale nie oddaje, nie jest tym przestraszony. Zora czasami biegnie w jego stronę z zamiarem jakiegoś ataku to on tylko łapę podniesie do góry i ona od razu odpuszcza.
            • zielistka00 Re: kot w bloku 07.09.15, 15:55
              Masz wspaniały zwierzyniec, jestem też pod wrażeniem pięknego balkonu i super zdjęć. W ogóle jak się czyta Twoje posty, to się jakoś człowiekowi dobrze robi przy sercu, taka dobroć z nich bije smile

              Dwa miesiące to jeszcze nie pora na ferowanie wyroków, może się jeszcze sytuacja poprawić.
              U mnie po jakichś 8-10 miesiącach rezydentka zaczęła wylizywać młodą. Gdzieś po roku przeszły na wzajemne wylizywanie. Co nie przeszkadza im w prawie codziennych bijatykach (inicjowanych przez młodą), taka szorstka przyjaźń.

              --
              --zielistka00--
              • anaiss Re: kot w bloku 07.09.15, 16:59
                Dzięki wielkie, Zielistko, za dobre słowo smile zwłaszcza w kwestii możliwej poprawy wzajemnych relacji tych gagatków. Balkon ciasny, ale własny smile
                Nie sposób nie kochać tych moich ancymonów. Rudzik to jest taki pluszak mały, wygląda jak z kreskówki, a Zoreusz wyrosła na pięknego kota, co prawda ona najbardziej to jest zakochana w Robinie (bez wzajemności niestety) i nas - ludzi trochę ignoruje. W ogóle śmieszna sprawa, bo Zora nie miałczy jak kot tylko szczeka jak pies smile
    • nevada_r Re: kot w bloku 09.09.15, 17:45
      Ja uważam, że niektóre koty muszą wychodzić, bo inaczej są nieszczęśliwe. Chudną, nie chcą jeść, bawić się, wpadają w apatię. Co to za życie w złotej klatce? Dodatkowo uważam przetrzymywanie kotów za samolubstwo i zadufanie człowieka "ja wiem lepiej od ciebie, co ci potrzeba, jestem królem stworzenia". Dlatego przedkładam szczęście kota nad swój dyskomfort psychiczny.
      • mist3 Re: kot w bloku 09.09.15, 21:21
        Jeśli kot jest ewidentnie nieszczęśliwy, to naprawdę po nim widać. Miałam jedną taką kotkę znajdę, która rzeczywiście nie nadawała się do bloku. Mała była (więc w sumie nie zdążyła się tak naprawdę przyzwyczaić do łazęgowania) ale calutki dzień szukała wyjścia z mieszkania, przeraźliwie miaucząc, jadła niewiele i po prostu całą sobą pokazywała jaka jest nieszczęśliwa. Nic więcej poza warowaniem pod drzwiami jej nie interesowało - rzeczywiście gasła w oczach. Ale to był jeden przypadek na niezliczone ilości kotów, które przewinęły się przez mój dom.
        Z bólem serca oddałam ją do wujka na wieś. Dobrze tam miała, rzeczywiście, ale po paru latach (nawet nie miała chyba 5.) nie wróciła z jednej ze swoich łazęg. Albo coś ją zjadło albo wpadła w sidła. W każdym razie szukaliśmy jej długo i nie znaleźliśmy - ani żywej, ani martwej.
        Szczerze - do dziś mam wyrzuty sumienia...
        • nevada_r Re: kot w bloku 10.09.15, 08:23
          >Szczerze - do dziś mam wyrzuty sumienia...

          No i po co? Rozumiem, że ci smutno, ale wyrzuty sumienia powinnaś była mieć wtedy, kiedy byś ją unieszczęśliwiła zamknięciem w domu.
      • anaiss Re: kot w bloku 10.09.15, 12:00
        Nevado, zgadzam się i stąd właśnie ten wątek i moje rozkminy. Tak jak w pierwszym poście pisałam dla mnie to dylemat rodzaju wolność vs bezpieczeństwo, gdybym miała na względzie jedynie swój komfort psychiczny to w ogóle bym się nad tym nie zastanawiała tylko trzymała kota w zamknięciu.
        Rudzik je, pije, bawi się, ale też rozpaczliwie płacze pod drzwiami i nie przepuści żadnej okazji, by wydostać się na klatkę. Byłam wczoraj z nim na podwórku w szelkach i to chyba tylko pogorszyło sytuację. Dzisiaj jadę mu kupić obrożę i adresatkę i chyba jednak go wypuszczę.
          • nevada_r Re: kot w bloku 10.09.15, 18:50
            Mój siedzi w krzakach przed wejściem. Czasem drze ryja i słychać, że chce wejść, czasem grzecznie czeka, aż kontrolnie zawołamy przez okno,a czasem ktoś go wpuszcza do klatki. Poza tym po jakimś czasie ustaliliśmy sobie rytm i zarówno my wiemy, kiedy się go spodziewać, jak i on wie, kiedy najprawdopodobniej go zawołamy. Jakoś działa. wink

            Mieszkamy na 1 piętrze.
          • anaiss Re: kot w bloku 11.09.15, 10:30
            Kot nie ma mikrochipa. U nas drzwi na podwórko są prawie ciągle otwarte, chcę mu zrobić budkę na podwórku i poinformować wszystkich sąsiadów, którzy się kręcą po podwórku, by mu otwierali drzwi na wypadek jak będą zamknięte. Poza tym będę po niego wychodziła w razie potrzeby. Zresztą my się ciągle gdzieś przemieszczamy, wychodzimy z psem itd. Stwierdzam, że to będzie chyba dla niego lepsze rozwiązanie. W nocy myślałam, że mi wyważy drzwi tak skrobał i wył.
            • nevada_r Re: kot w bloku 11.09.15, 10:44
              Moim zdaniem budka nie jest konieczna, na razie jest ciepło, a i tak zapewne albo wy, albo sąsiedzi go do klatki wpuszczą. Nie zamarznie. Mój drań [swoją drogą, bardzo podobny do twojego, też taki biało-rudy] wychodzi nawet, jak jest -15, zostaje na zewnątrz parę godzin i jakoś mu w tyłek nie zimno. wink

              A w przyszłości dobrze będzie, jak go jednak zaczipujecie, to kosztuje grosze, a zawsze to lepsze.

              No i wahałabym się co do obroży. To jest jednak niebezpieczna dla kota rzecz, jak się nią gdzieś zahaczy, to się może skończyć tragicznie. A poza tym nie wiesz, czy jest do niej przyzwyczajony.
              • anaiss Re: kot w bloku 11.09.15, 10:51
                Nevado, wczoraj już mu przymierzałam w domu obrożę, wszystko jest git. Obroża tzw. samorozpinająca się - rozpina się przy szarpnięciu. Kupiłam w bardzo jaskrawym kolorze, by ją było widać i by ludzie wiedzieli, że on ma dom smile Był też dzwonek, ale odpięłam. Planuję wypuścić go jutro rano, może dam mu na podwórku śniadanie. Czy lepiej go wypuszczać na noc?
                • anaiss Re: kot w bloku 11.09.15, 10:53
                  Tak po cichu liczę, że jak przyjdzie zima to nosa z domu nie wychyli i może się przez zimę odzwyczai. Kotka mojej znajomej latem łazikuje całymi dniami, a zimą to żadna siła ją na dwór nie wyciągnie.
                  • wiesia.and.company Re: kot w bloku 11.09.15, 15:49
                    Anaiss, kurczę, dopiero teraz przeczytałam wątek - sporo informacji udzieliłaś smile Ja tak troszkę ostrożnie depczę po Zakątku, bo mi się tak porobiło, że żadnych smutnych postów jakoś nie mogę czytać i tak delikatnie...delikatnie jeszcze. Ale jak się rozkręcę, to mojego słowotoku nie powstrzymasz... (bo i dziesięciopalcowo i bezwzrokowo rąbię po klawiaturze - czyli słowotok) smile
                    Bardzo jestem pod wrażeniem. Twojej wrażliwości i podejścia do kwestii zwierząt. Ho ho ho!
                    Dzisiaj to chyba się nie rozkręcę... ale na pewno opowiem o kotce z drugiego piętra (mój blok ma 12 pięter, na każdym 12 lokali, układ ma jak dom studencki lub hotel robotniczy), ruch, znani, nieznani, osiedle przy Królikarni przy Puławskiej, samochody, parkingi... I ta kotka bez ogonka, z drugiego piętra, wychodząca. ....
                    I jeszcze bym Ci zaproponowała (po doświadczeniach z tą wychodzącą kotką), żebyś gdzieś na klatce napisała takie ogłoszenie dla lokatorów, którzy mogą się niepokoić o kota (są też ludzie wrażliwi, jak Ty) z informacją np. Szanowni mieszkańcy - chcieliśmy uspokoić wszystkich, że kot rudo-biały (tu na przykład zdjęcie) jest naszym kotem domowym niedawno adoptowanym. Domaga się wychodzenia. Zatem go wypuszczamy do czasu całkowitego przyjęcia naszych warunków. Jest to nasz kot, jeśli będzie chciał wejść do budynku prosimy go wpuszczać. Lub wypuszczać, jeśli jego zachowanie będzie na to wskazywało. Karmimy go i opiekujemy się nim, on ma tylko takie doświadczenia życiowe, że na razie chce wychodzić. Dziękujemy za zrozumienie. Z poważaniem....
                    Coś w tym stylu. To uspokaja jednych a drugich może powstrzymać przed agresywnymi zachowaniami (typu wypędzanie, szczucie psami, kopanie itd.). ... (jeśli będą chcieli zachowywać się agresywnie, to nic się nie poradzi, niektórzy ludzie są wręcz do odstrzelenia, sama mam takich typów kilku, że bym chociaż znokautowała, ale by się odbiło na kotach...).
                    No i miałam nie gadać.... wink

                    --
                    Wiesia + 4
                    • anaiss Re: kot w bloku 11.09.15, 17:28
                      Dzięki, Wiesiu, za dobre słowo smile Ja też piszę bezwzrokowo, może dlatego ten wątek tak rośnie w oczach wink
                      Ogłoszenie do sąsiadów już napisane ze zdjęciem kota smile Akurat tu mam najmniejsze obawy, bo mimo, że ten budynek jest w miarę nowy to wszyscy się tu znamy z imion, profesji, liczby dzieci i zwierząt i wzajemnie sobie pomagamy smile Nadto, prócz naszego nie ma innego psa, a w ogóle nie ma innych zwierząt, tylko my tutaj tacy zwariowani. Ja w sprawie tego wychodzenia/niewychodzenia kota to już napisałam do Kocich Adopcji, pytałam też moich znajomych o różnym stopniu zakocenia, wszystkich ludzi okołoschroniskowych i okołoweterynaryjnych wink Jak się okazało - czego mogłam się domyśleć - frakcje są dwie, a my tacy niezdecydowani. Nawet mój narzeczony jest miękki i jak miał się wypowiedzieć czy go wypuszczać to sam nie wie. Znaczy się to ja jestem od męskich decyzji w domu smile

                      Wiadoma sprawa, że najlepszy byłby dla niego dom z ogrodem, ale powiem szczerze, że jak zaczęłam rozpytywać wśród znajomych o dom dla niego to ręce mi opadły. Jednego dnia pisze jakaś baba, ani się nie przedstawia, ani słowa skąd ma mój numer, tylko że w sprawie adopcji kota i by jej zdjęcia przysłać mms-em. No myślę sobie, że to może jakaś pomyłka i może się w końcu zmityguje kobieta i chociaż się przedstawi, ale nie, ona pisze, żeby jej odpowiedzieć jaki kot ma kolor oczu. Kto normalny kto chce kota adoptować pyta o jego kolor oczu?!
                      Inna sprawa, że mój narzeczony twierdzi, że jak ja bym miała na jakieś wizyty przedadopcyjne do ludzi chodzić to nikomu bym zwierzęcia nie dała, a prześwietliła ze dwa pokolenia wstecz wink

                      • pi.asia Re: kot w bloku 11.09.15, 18:36
                        Anaiss, podchodzisz do kwestii wypuszczania Rudzika na tyle odpowiedzialnie, że bardziej już chyba nie można. Pomysł z poinformowaniem sąsiadów - super! Ja jestem z frakcji kotów wychodzących, odkąd mam dom, bo póki mieszkałam w bloku to szkoda gadać, blok przy ruchliwej ulicy, i mnóstwo psów dookoła.
                        Moje koty są przeszczęśliwe w domku z ogrodem, daleko nie łażą, wyjątkiem był Badyl, który znikał na całą noc (zimą!) albo na cały dzień, aż zniknął definitywnie sad Jednak pozostałe futrzaki mają pełen dostęp do wolności. Nie wyobrażam sobie zamknięcia ich w domu.

                        Na wszelki wypadek (tfu tfu) przesyłam Ci link jak szukać zaginionego kota. Sama go dostałam od kogoś, kto przeczytał mój plakat o zaginięciu Badyla. Oby Tobie nigdy się nie przydał!
                        • anaiss Re: kot w bloku 12.09.15, 11:38
                          Przede wszystkim dziękuję za wszelkie głosy, rady i dzielenie się doświadczeniem! smile
                          A teraz raport smile Dałam rano żarło Rudzikowi i wypuściłam na podwórko, chodził, wąchał, jadł trawę tak długo, że w końcu poszłam do domu. Wyszłam z psem na długi spacer i do ulubionej kwiaciarni, wracam, a na podwórku Rudzik! Jak zobaczył Robina to od razu zaczął się do niego łasić, czego nigdy nie robił i zawołany wrócił z nami do domu smile Podjadł i poszedł dalej smile
                          • anaiss Re: kot w bloku 12.09.15, 17:06
                            Słuchajcie, co to za mądrut ten mój pluszowy malec! Jechał do mnie tata i dzwoni z drogi czy mi kot nie uciekł, bo właśnie idzie chodnikiem dwie przecznice od mojego domu taki zupełnie podobny do mojego wink Myślałam, że może wraca do swojego poprzedniego domu albo lezie nie-wiadomo-gdzie. Wzięłam więc psa i idziemy na obchód wypatrywać tego ancymona. Nigdzie ani śladu, wracamy do domu, a on pod drzwiami mieszkania smile Śpi teraz smile
                      • zielistka00 Re: kot w bloku 11.09.15, 22:43
                        Temat wychodzących kotów wiadomo zawsze będzie budził emocje i skrajne opinie. Nie wiem jak sama bym postąpiła, moje futra na szczęście wyglądają na zadowolone ze swojego niewielkiego rewiru. Mamba jedynie czasem usiłuje wystawić nos na klatkę schodową, ale odwagi wystarcza jej na wejście pół piętra wyżej.
                        W sąsiednim bloku mieszka wychodzący kot, fakt, że jak na Warszawę to teren ma w miarę spokojny, w każdym razie sprawia wrażenie szczęśliwego kota. Wygląda jakby dożywiał się zarówno "na mieście" wink jak i u swoich ludzi.
                        W każdym razie trzymam kciuki za bezpieczne wycieczki Rudzika. Decyzja trudna na pewno.

                        --
                        --zielistka00--
                        • wiesia.and.company Re: kot w bloku 14.09.15, 12:49
                          Mądry ten Twój kot, już wyczuł, że jest Twój (znaczy Wasz i melduje się, gdy tego potrzebuje). smile Kiedyś byłam z tej opcji, co to za nic kota nie wypuszczają (w bloku, w bloku), ale ta kotka z drugiego piętra, biała, bez ogonka (po przejściach) mnie wzbogaciła o nowe doświadczenia. Sama jeżdżę z Leosią na działkę do lasu, no ale jednak z mojego bloku to nigdy w życiu bym nie chodziła nawet na spacer, nawet na smyczy. Osiedle takie parszywe. Znaczy ludzie... I teraz nowelka o tej białej kotce bez ogonka. Ona była zawsze wychodząca, wiem, bo rozmawiałam z właścicielką i się trochę poznałyśmy. Właścicielka z kotką mieszkała w moim bloku rok, często się przeprowadzała, ale kotka zawsze ją zmuszała (skacząc na klamkę, wyjąc pod drzwiami) do wypuszczania i wpuszczania (kotka siadała pod drzwiami mieszkania na tym drugim piętrze i czekała, aż się otworzą. Czasem ludzie po prostu pukali do drzwi lub dzwonili, by powiadomić, że biała jest i chce wejść. Zwróciłam po raz pierwszy uwagę na tę kotkę, bo kot brylujący samiec wolno żyjący, zapędził ją pod samochód, oczywiście odpędzałam tego Marcysia, usiłowałam wyciągnąć bezdomną zastraszoną bidulkę spod samochodu, jedzenie przyniosłam... smile A to była stara wyjadaczka, obyta w trudnym świecie samochodów, ludzi i psów wink Dowiedziałam się, że to kotka domowa, ale wypuszczana. Tu we mnie zagrało, bo te warunki na osiedlu... Wywiesiłam ogłoszenie w windach, że chciałabym porozmawiać z właścicielem w trosce o dobro kotki, podałam telefon i pogadałam, bo dziewczyna zadzwoniła. Uznałam, że wie co czyni. I że kotka też wie, co czyni. Zimą wychodziła tylko na troszkę, ludzie ją wpuszczali, bo wszystkich dookoła informowałam, że tak jest OK, szkoda tylko że dziewczyna nie wywiesiła odpowiedniej informacji, bo jednak sporo ludzi się martwiło o kotkę. Ale poobserwowałam tę kotkę, wygłaskiwałam (ona nie do wszystkich taka otwarta była), zaprowadzałam czasem po schodach, otwierałam, zamykałam drzwi do klatki, widziałam przez okna. To taka spokojna mądralińska. Gdy leciał do niej pies, to po prostu siadała i jak taki posąg czekała odwrócona pyszczkiem do myśliwego. I pies głupiał, nie miał kogo gonić, kończyła się zabawa i naszczekiwanie. Bo obiekt nieruchomiał, i nie reagował na psie zaczepki. To było genialne zagranie kotki.
                          No i kiedyś zaczęła ze mną rozmowę sąsiadka (mieszkająca pode mną, wiedząca że mam koty, ona z psem, a w ogóle to bardzo ponura postać, awanturnica i malkontentka, nienawidząca ludzi, złośliwa dla przyjemności i zawistna), że to skandal tak męczyć kota, wypuszczać i narażać, i w ogóle to właściciel głupi i trzeba właściciela ukarać. Tłumaczyłam spokojnie, tłumaczyła też i dozorczyni, ale nie... babsko się zabrało za "karanie" właściciela. I wyobraźcie sobie, że kotka zniknęła z osiedla, właścicielka szukała ale nikt kotki nie widział. Przypomniałam sobie groźby tej wściekłej sąsiadki i poprosiłam Izę (właścicielkę kotki) żeby zadzwoniła do schroniska na Paluchu, a najlepiej żeby pojechała osobiście. I tam była jej kotka, o której wszyscy wiedzieli, że jest domowa wychodząca. Ta baba wścieklica dała nauczkę, że ma być tak, jak ona uważa, bo to jedynie słuszne: zadzwoniła do Straży Miejskiej, że po osiedlu wałęsa się kot, któremu ktoś uciął ogon! Przyjechała Straż i kotkę odłowiono, by zabrać ją do lepszych warunków w schronisku! Wstrętny babsztyl! Po tym właścicielka kotki wyprowadziła się z bloku.

                          To tylko nowelka, kurczę, że ja takich rzeczy doświadczam, że potem wygląda jakbym straszyła.. wink Absolutnie nic z tych rzeczy.
                          Uważam, że mieszkasz w miejscu otwartym na zwierzęta, na koty w szczególności, poznałaś ludzi, wiesz, jakie jest osiedle. Masz rozeznanie. Twój przepiękny nowy domownik też nie z tych postrzelonych młodzieńców z ADHD, ma pewne doświadczenie.
                          No i poza tym od naszego forumowicza Adrzewoja mam zdjęcia i informacje od kotów na jego osiedlu. I jestem bardzo podbudowana. To jest po prostu kotolubne osiedle. Koty mogą spacerować alejkami (alejkami! promenować!), nie kryją się pod murami, leżą na trawie, no w ogóle serce rośnie! Więc są takie osiedla, są tacy ludzie, może tam gdzie rotacja mieszkańców jest mała budzi się taka więź, jakaś wspólnota, jest przyjaźniej, spokojniej i mądrzej.
                          Dlatego myślę, że jest u Was dobrze, że wszystkie (kocie zwłaszcza) życzenia są do spełnienia. Zima trochę ograniczy to kocie łazikowanie, będziecie mogli doszlifować wzajemne relacje w domowych pieleszach. A zdjęć to mi nigdy nie za wiele, mogę oglądać i oglądać, i podziwiać... bardzo to delikatna sugestia wink

                          --
                          Wiesia + 4
                          • anaiss Re: kot w bloku 14.09.15, 13:29
                            Dzięki wielkie, Wiesiu, za Twoją nowelkę smile Póki co jestem dobrej myśli, kocin się raczej trzyma okolicy, większość czasu siedzi chyba na podwórku.
                            A miała miejsce jeszcze jedna rzecz. Wraca ostatnio mój narzeczony do domu i mówi, że spotkał kota na klatce schodowej, a ja na to: "No widzisz jaki mądry, trzyma się domu", on na to, że raczej nie bardzo, bo to nie nasz kot smile To jest jakiś kot domowy, tak samo wychodzący jak nasz, tylko on wychodzi w nocy, stąd też Rudzik na noc nie wychodzi, zwyczajnie się boi, zejdzie na dół, ale tylko stoi w progu drzwi na podwórko i nosa nie wychyli. Mój narzeczony mówił, że w sobotę była kłótnia tamtego kota z naszym - takie kocie wrzaski w nocy pod balkonami sąsiadów to też nie jest coś, co jest przez nas pożądane.
                            Ja nie ukrywam, że wolałabym właśnie, by Rudzik wychodził na noc i wracał rano, wtedy śniadanie i odpoczywanie w domu. Nasz blok jest bardzo mały, wszyscy się tu znamy, ale na parterze są dwie firmy, przychodzą do nich klienci, co prawda nie jest to jakiś wielki ruch, ale wolałabym, by ten ancymon nie łaził po klatce, bo pcha się ludziom do mieszkań i biur. W każdym razie będziemy musieli jakoś na bieżąco reagować. Sąsiadów naszych bezpośrednich się absolutnie nie obawiam, wszyscy wprowadzaliśmy się w jedynym czasie i wszyscy się tutaj po prostu lubimy smile, mimo, że tylko my mamy zwierzęta.
                            Dzisiaj rano mój narzeczony go wypuścił, na śniadanie przyprowadziła go sąsiadka smile Najadł się i polazł dalej.

                            • anaiss Re: kot w bloku 14.09.15, 13:38
                              I jeszcze zgodnie ze sugestią wink

                              1. mały Zoreuszek (następnego dnia po adopcji przeszła operację składania kości udowej za pomocą gwoździ doszpikowych)
                              2. Zoreusz śpi z Robinem smile
                              3. I na drapaku smile

                              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/qlGxTxQv9DpzwdgWbB.jpg

                              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/8OUTBDClVNbvuVaf0B.jpg

                              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/b9bx31QVfe1aCBRCNB.jpg
                              • wiesia.and.company Re: kot w bloku 14.09.15, 14:55
                                Ach, świetnie! Ludzie się dostosowują (bo chcą), to ważna sprawa dla bezpieczeństwa Rudzika. A te kocie wrzaski to wyraz kociego zaskoczenia - nie tego się każdy spodziewał. Wchodzą sobie w drogę. Ale to chwilowe. Potem nastąpi rozejm, bo koty nie chcą sobie robić krzywdy nawzajem, i to w dodatku z błahego powodu. Ustalą, gdzie są ścieżki moje - twoje, neutralne (jak do wodopoju dzikich zwierząt - tam też następuje zawieszenie broni). Skończą się te krzyki, nie będą się budzić sąsiedzi. I jak fajnie, że Wasz Rudzik nie jest samotny, że już jakiś kocio przecierał ślady i uczył mieszkańców, że tak można. Ten obcy Wam kot też jest zaciekawiony Rudzikiem, chce poznać skąd się wziął, dlatego postanowił wejść na Waszą klatkę schodową. Niezłe, niezłe, wodzuś z niego wink
                                A zdjęcia Zoreuszka z tym małym kołnierzykiem, to spojrzenie, oj jak ja lubię takie pyszczki! Z Robinem plecki w plecki! Ale zgrani! Ewidentnie się lubią. I wydaje się, że Robin stara się nie przygnieść Zoreuszka, pozycję przyjął taką trochę karkołomną wink Dla chcącego - nic trudnego smile

                                --
                                Wiesia + 4
                                • anaiss Re: kot w bloku 14.09.15, 17:20
                                  Ja tam się specjalnie nie znam na zwyczajach kotów, ale to tak wyglądało jakby ten czarny przyszedł naszemu dać łomot, dlatego zapuścił się na klatkę schodową. Trochę mnie martwi, że Rudzik jest taki łagodny. Lezie środkiem chodnika, daje się obcym ludziom głaskać. Wydawało mi się, że kot w przestrzeni miejskiej będzie raczej chodził jakimiś opłotkami, a ten nasz w ogóle się nie boi.

                                  Jeśli chodzi zaś o Robina - to on niestety zupełnie olewa koty, są mu całkowicie obojętne. Zora od samego początku jest natomiast w nim zakochana, jak była mała, a Robin spał w szafie to zawsze się do niego gramoliła. Teraz jest już dorosłym kotem i tak go nie zaczepia do zabawy, ale wykoncypowała sobie, że jak Robin wraca ze spaceru i pije wodę z miski to wtedy nie będzie jej uciekał i może się trochę do niego powdzięczyć smile Jak przyszedł Rudzik do domu to Zoreusz była bardzo zestresowana i syczała i burczała na mnie i mojego TŻ, ja to nie mogłam nawet czasami swobodnie przejść przez pokój, bo się rzucała. Robin natomiast był całkowicie poza tym, nigdy na niego nie fuknęła, nawet jak czasem biegnie do drzwi i zdarza mu się ją popchnąć czy trącić nogą to nic mu nie zrobi.
                                  Robin szczeka zawsze donośnie, w ogóle jest dość głośny i gdy już za długo szczeka, Zora aż oczy mruży od tego hałasu to idzie do niego i dwa razy też na niego naszczeka jakby chciała powiedzieć "Zamknij się już" wink
                                  Zorze też dobrze zrobiło wychodzenie Rudzika, jest bardziej wyluzowana, wczoraj pracowałam przy komputerze wieczorem to przyniosła mi muchę pod nogi, a później gdy ćwiczyłam to rzucała mi piłkę na matę, bym jej rzucała. Aportuje jak pies smile
                                  • mysiulek08 Re: kot w bloku 14.09.15, 20:50
                                    Oplotkami to dzikusy chodza i koty, ktore doznaly zla od czlowieka.

                                    Mamy takiego jednego 'podworkowego rezydenta', lazi srodkiem naszej sciezyny a i po osiedlu pewnie smiga srodkiem ulicy, ale tez pcha sie do domu

                                    Nasza ferajna (oprocz Kici.Yody) drzwi wejsciowe omija szerokiimm lukiem, absolutnie ich wyjscie nie interesuje. Kicia.Yoda i owszem, przy pierwszej sposobnosci poszlaby w dluga, niestety i zginela marnie.

                                    Przyblakala sie do nas kolejna przybleda, dwa tygodnie byl niczym duch, znikal jak tylko czlowieka zobaczyl, w koncu wzial sie na odwage i podszedl do miski na tarasie. W piatek pod wieczor zaczal taki koncert, ze hej. Miauczal, wyl, plakal, zawodzil. Nie spal, nie jadl, uspokajal sie troche jak ktos do niego wychodzil. My nie spalismy, koty nie spaly, Kicia.Yoda spazmow dostawala. Stawialismy na proces dojrzewania, dal sie dokladnie obejrzec, wymacac, zadnych ran, zadnej reakcji na dotykanie.W poniedzialek rano zapakowalismy spiewaka i pojechalismy do wetki, okazalo sie, ze kocurek kastrowany!24 godziny siedzial na pace dostawczaka (taka swoista kwarantanna). Wyl, miauczal, plakal zawodzil...

                                    W domu wszystkie miejscowki zajete, zanieslismy go do kocinca... stal sie cud, jak tylko kot poczul pomieszcznie, sciany, dach, uspokoil sie momentalnie. Zwinal sie na foteliku, na kocu i zaraz zasnal, spal przez cztery doby! z przerwami na zarcie i kuwete.Probowalismy go jeszcze wyprowadzic z powrotem do obejscia, powtorka z rozrywaki, wycie, miauczenie, zawodzenie. W kocincu cisza.

                                    No zostal Elvis smile (imie po Kingu, bo akurat w rocznice smierci tak spiewal, a zakres wokalny ma niezly).

                                    Taki sobie domowy kot pelna geba.
                                    • anaiss Re: kot w bloku 16.09.15, 15:04
                                      O, matko, ja już zapowiedziałam (sobie): "żadnych nowych zwierząt". Niestety, jesteśmy przez stwory uziemieni, zapewnienie im opieki na czas naszych wyjazdów, na które zwierząt brać nie można, graniczy z cudem. I to zaczyna mi trochę doskwierać.

                                      Nie chcę rozpoczynać nowego wątku, ale proszę o radę jeszcze w jednej sprawie: załatwianie się poza kuwetą. Od kiedy jest w domu Rudzik (28 czerwca) Zorze zdarzyło się kilka razy załatwić poza kuwetą: raz na fotel, na którym Rudzik sypia, raz koło misek, na ręcznik, na którym miski stoją, raz na ulubiony fotel Robina, raz na legowisko Robina i wczoraj do wanny sad Wcześniej jej się to nie zdarzało w ogóle.
                                      • wiesia.and.company Re: kot w bloku 16.09.15, 17:34
                                        Mysiulku, o matko! Macie Elvisa w kocińcu?! W końcu wyśpiewał, o co mu chodzi, a jak dostał - to od razu przestał narzekać. Ależ macie branie wśród kotów! Rety!

                                        Anaiss, kwestia sikania poza kuwetą to mogą być właściwie dwie sprawy.
                                        (może nie widzę w tej chwili trzeciej). Jedno: może Rudzik przywlókł jakieś bakterie i Zora ma zapalenie pęcherza. Najprościej jest wyeliminować to podejrzenie (przyczyna zdrowotna) przez pobranie próbki moczu - jeśli wysikała do wanny, jeśli się to powtórzy - to strzykawką jednorazowego użytku 5 ml zbierasz z kałuży próbkę, wkładasz do chłodziarki i zawozisz do weta. Albo gdy Zora wejdzie do kuwety, usadowi tyłeczek nad żwirkiem (to nigdy nie jest NA żwirku, bo żwirek przykleiłby się do futra i tego koty nie chcą zlizywać) i widać, że już sika - wtedy podkładasz od tyłu powolutku talerzyk deserowy. Deserowy, dosyć płaski, dosyć mały (albo talerzyk od filiżanki do herbaty). Kiedy kot już się zaczyna podnosić usuwasz delikatnie i spokojnie talerzyk z zawartością. Potem strzykawką zbierasz z talerzyka. Naprawdę, na strzykawkę 5 ml starczy. I to nie musi być pierwszy sik, pierwsze krople, to może być, nawet najlepiej gdy będzie - środkowy strumień.
                                        A drugi powód sikania (ale najpierw lepiej wyeliminować zdrowotny) to oczywiście psychologiczny. Kwestia zabicia zapachu uzurpatora do terytorium królowej. Zaznaczenia jej obecności, stłumienia zapach wroga.
                                        Tu na razie sugerowałabym dowartościowanie królowej. wink
                                        Czyli dusery, pieszczoty, kolanka, otaczanie nadmiarem czułości, otulanie sympatią i po prostu dawanie do zrozumienia, że jest najważniejsza, jedyna, kochana i po prostu tylko ona się liczy, nie jakiś tam nowy.... wink A Rudzikowi w uszka też dusery, ale tak, żeby Zora tego nie widziała i nie cierpiała z powodu zdrady. To naprawdę działa. I warto kupić torebkę Royal Canin Calm - suchej karmy. Ta karma wspomaga akcję dowartościowywania smile Sprawdziłam na Frydze, która jest lękliwa, musi być sterowana przez jakiegoś innego kota (zawsze musi). Działa. Pomaga.
                                        No i jednak próbowałabym dać Rudzikowi - bądź Zorze - drugą kuwetę, koniecznie w zacisznym miejscu, taką co to będzie udawać, że jest tylko tego właśnie kota (potem i tak będą odwiedzać krzyżowo te kuwety, co to tylko na wyłączność każdego) wink Żeby zapach właściciela nie był przykrywany zapachem konkurenta do łask ludzi.
                                        Najważniejsze jednak dopieszczanie Zory. Bo to ona musi odczuć, że dalej jest królową, że nic się nie zmieniło dla niej smile A że jest jakiś drugi kot, no to co? Ona się liczy! smile Musi to wiedzieć, i widzieć, i słyszeć, jak ta królowa, co pytała lustereczko... smile

                                        --
                                        Wiesia + 4
                                        • mysiulek08 Re: kot w bloku 16.09.15, 17:48
                                          Mysiulku, o matko! Macie Elvisa w kocińcu?! W końcu wyśpiewał, o co mu chodzi, a jak dostał - to od razu przestał narzekać. Ależ macie branie wśród kotów! Rety!

                                          Wiesiu, mylisz Elvisa z Miszczem smile, ktory zreszta jest ojcem Elvisa smile O Elvisie nic nie wiesz, bo pojawil sie w smutnym dla Ciebie czasie i zawracalam Ci glowy naszymi kocimi zawirowaniami.
                                        • anaiss Re: kot w bloku 16.09.15, 17:58
                                          Dziękuję, Wiesiu, za zainteresowanie i rady. Ot, niegramotna, nie sprecyzowałam tego kociego buntu: nie sika, ale robi kupę! Robina legowisko wyprane, ale biedak nie chce tam spać sad Zmartwiła mnie ta wczorajsza kupa, bo teraz Zoreusz to prawie jedynaczka, Rudzilla rano, i owszem śniadanie zje, ale do wieczora to się w domu nie pojawia. Jak wróci to znowuż zje i idzie się gdzieś zadekować do spania, a śpi jak nieżywy po całym dniu na zewnątrz. I wydawało mi się, że się kocina już trochę wyluzowała, ostatnie wieczory ma taką głupawkę, że biega jak oszalała - na zakrętach z piskiem opon - tak jej poduszki piszczą na podłodze smile

                                          No, nic kupimy tego Royal'a i będziemy działać.
                                          • mysiulek08 Re: kot w bloku 16.09.15, 18:22
                                            Zoreusz jak nic mowi Rudzilowi, 'ja tu rzadze, a ty spadaj' nie zakopywanie kupala i zostawianie niespodzianek tam gdzie rezyduje drugo kot, to oznaka dominacji. U nas, na szczescie, Kicia.Yoda tylko nie zakopuje urobku zostawiajac go w kuwecie. I najwyrazniej na stanowisko capo di tutti capi ma chrapke Pan wasik, ktory ostatnio ostentacyjnie od czasu do czasu zostawia smierdzaca sprawe nie zakopana. Tylko w jednej kuwecie, w ogolnie dostepnej lazience.

                                            Jak Jej Najwyzsza Wysokosc Kicia.Yoda sie wyspi i pojdzie na popoludniowy spacer to zerkne do madrych ksiazek i zobacze co pisza. Ksiazki w sypialni, zamknietej na czas drzemki Kici.Yody zeby jej plebs nie przeszkadzal tongue_out
                                            • anaiss Re: kot w bloku 16.09.15, 18:49
                                              Żwirku nie zmieniałam, ten sam od dłuższego czasu, zresztą moim zdaniem świetnie pochłania zapachy, wymieniam im teraz oczywiście częściej, jak są dwa koty. Skoro już na Rudzika fotel zrobiła kupę i na Robina legowisko to teraz patrzeć tylko jak nam do łóżka zrobi. Tak myślę, czy aby nie kupić tego Feliway'a, bo boję się, że się rozkręci z tymi kupami i będzie tragedia.
                                              • mysiulek08 Re: kot w bloku 16.09.15, 19:14
                                                spraw im dwie kuwety,

                                                na lozko nie koniecznie, chyba ze Rudzik spal na tym lozku

                                                jakby sie na feliwaya decydowala, to poczytaj w tym watku, zmiana opakowan i cen:

                                                forum.gazeta.pl/forum/w,10264,158551844,158551844,Dwa_kocury_nie_radze_sobie_.html
                                                • anaiss Re: kot w bloku 17.09.15, 18:35
                                                  Dzięki, Mysiulku.

                                                  Wracam przed chwilą ze spaceru z psem i postanowiłam jeszcze zajść do warzywniaka naszego lokalnego, tuż obok domu, Rudzik nas wypatrzył i też poszedł, poczekał grzecznie przed sklepem aż zrobię zakupy i wrócił z nami do domu. Co za kot! 
                                      • mysiulek08 Re: kot w bloku 16.09.15, 17:41
                                        Jak byla jedynaczka Jej Najwyzsza Wysokosc Kicia.Yoda to bezproblemu z nia jezdzilismy, ona kocha podroze smile, nawet ja przemycalismy po cichu, zeby np straz parku narodowego jej nie widziala.

                                        Teraz przy bandzie jaka sie nei stworzyla (a tak nie mialo byc) wyjazdy sa troche utrudnione, tzn nie mozemy jechac we trojke, ktos musi byc w domu. To zostaje jezdzenie dwojkami plus Kicia.Yoda, bo ona mimo wszysrko jest najbardziej wymagajacym kotem, choc najbardziej kochanym. Ale Starszy odmawia zostawania sam w domu z Kicia.Yoda.

                                        Co do zalatwiania sie poza kuweta, to Wiesia napisala wszystko. Trzeba zaczac od badan, feliway itp. Koniecznie wymien zwirek na nowy.
                                          • mysiulek08 Re: kot w bloku 16.09.15, 21:43
                                            Jej Najwyzsza Wysokosc jest wymagajaca i wladcza, a wujek Starszy ma miekkie serce dla kotow i Kicia.Yoda robi znim co chce. Chce isc na koniec parceli, tam gdzie jej nie wolno, to tego wujka wyciagnie smile, na gorna polke do szafy, prosze wujek Starszy plecy nadstawi, chce wyjsc przez okno, wejsc przez okno itp.No i jeszcze reakcje Kici.Yody na obce koty sa nie przewidywalne i tego sie Starszy boi, ze nie zapanuje na jej emocjami.
                                            • wiesia.and.company Re: kot w bloku 18.09.15, 13:50
                                              Zoreuszka jako podlotek wygląda na myślącą, dobrze zorganizowaną, wymagającą pannę smile Taką, co wszędzie zdobyłaby przewodnictwo stada. Znaczy - odpowiedzialną. smile A Rudzik naprawdę mnie zadziwia, że spaceruje oddzielnie, ale potem pilnuje swojego stada i pokazuje wszystkim dookoła przynależność, że to i niby on otacza opieką, ale też jest pod opieką... no i niechby ktoś spróbował podskoczyć... A przy okazji dopilnował, żeby go jego rodzinka (ludzka i psia) doprowadziła do miski, bo zgłodniał wink

                                              --
                                              Wiesia + 4
                                              • anaiss Re: kot w bloku 18.09.15, 14:56
                                                Jak tak patrzę na nią - to Zoreusz to jest naprawdę piękny kot! I mądrut jakich mało. To jest nasz ocelot smile Był taki moment, że jak Robin wieczorem zauważył, że Zora przynosi swoją piłkę, by jej rzucać - to on przynosił swoją i tak się z nimi bawiłam - rzucając raz jednemu, raz drugiemu, Zora czasami startowała do piłki Robina, ale to zdecydowanie nie jest jej kaliber wink Gdy Zoreusz była mała to różnica między nią a Robinem była taka, że gdy Robin bawił się Kongiem Wobbler to musieliśmy Zoreusza zabierać z poziomu podłogi, bo taka zabawka mogłaby ją zabić.

                                                Rudzik, gdy siedział w domu w zamknięciu to trochę się Robina obawiał, zwłaszcza, że on potrafi być i hałaśliwy i bardzo aktywny, a to jest spory pies. Teraz bez problemu pozwala mu się obwąchiwać i jak tylko nas wypatrzy jak wracamy ze spaceru to biegnie się do Binutka łasić. Po drugiej stronie ulicy, przy której mieszkamy jest trawnik z żywopłotem, a obok sklep, Rudzik siedzi w tych krzaczorach i jak tylko mnie usłyszy, że z tego sklepu wychodzę to już biegnie i nas odprowadza do domu.
                                                  • wiesia.and.company Re: kot w bloku 19.09.15, 14:00
                                                    Ale ma to swoje dobre strony, wszyscy dookoła już wiedzą, że to nie jest kot bezdomny, tylko "zaopiekowany" i ma odpowiedzialnych opiekunów wink A że dokarmiają, to znaczy że kociolubni, czyli krzywdy nie chcą robić. A że Rudzik starowny chłopak, wyczuł koniunkturę, to odwiedza te restauracje i sprawdza co tam nowego w menu wink Smakosz i koneser smile

                                                    --
                                                    Wiesia + 4
                                                  • anaiss Re: kot w bloku 30.09.15, 19:12
                                                    Ha, ja kiedyś na FB znalazłam na grupie bokserzej zdjęcie brata - bliźniaka mojego psa, pokazuję je mojemu TŻ, a on na to, że już dałabym mu spokój z tymi zdjęciami naszego psa smile Dał się nabrać, że to nasz.
                                                  • anaiss Re: kot w bloku 30.09.15, 21:00
                                                    W rzeczywistości to wygląda jeszcze gorzej. Kurzołap jakich mało. Codziennie szczotkowanie i wycieranie mokrą szmatką. A nogi czarne jak u górnika, on się chyba w ogóle nie myje.
                                                  • anaiss Re: kot w bloku 01.10.15, 08:59
                                                    O to, to. Już nawet przestał w domu jadać śniadania, bo żywi się - jak podejrzewam - w pobliskim sklepie. Musielibyście widzieć jego minę dzisiaj, jak wychodziłam ze sklepu i go zaskoczyłam w progu jak już stał na żebrach wink Zora natomiast jest również bardzo zapobiegliwa, największa obżartuska jaką znał świat w nocy zrobiła dziurę w worku karmy smile
                                                    Się wkurzyłam, bo kupiłam suchą Taste of The Wild, a ona nie ma zamykania i musiałam przesypywać do opakowania po Hill'sie. A i teraz ono do niczego z tą dziurą. Eh, koty wink
                                                  • mysiulek08 Re: kot w bloku 01.10.15, 18:15
                                                    tylko szczelnie zamykane plastikowe pudlo! od czasu jak Kicia.Yoda bedac malym koteczkiem rozwalila w aucie solidny worek z chrupkami nie trzymamy zarla w torbach smile
                                                  • anaiss Re: kot w bloku 23.09.15, 11:14
                                                    Rudzik to w ogóle jest jakiś inny - przepada za szynką, potrafił ze stołu ściągnąć z kanapki smile Natomiast Robin i Zora żadnej wędliny nie tkną. O to dokarmianie jestem zła, bo po pierwsze idzie mnóstwo kasy na ich karmę, po drugie dbam o to, co im daję, a po trzecie już Rudzik ma gluty z oczu aż do samego nosa. To ewidentny objaw jedzenia wędlin. Acha, i jeszcze ma przychodzić na żarło do domu, a nie spoufalać się z ludźmi. Tak to widzę.

                                                    Muszę Wam kiedyś go nagrać jak on cuduje, gdy poczuje, że na blacie kuchennym jest jakiś jego przysmak. Zora kręci się, ociera się o nogi i miałczy, a Rudzik wspina się łapami do blatu i przebiera nogami jak gdyby chciał dla siebie coś nagarnąć smile
                                                  • wiesia.and.company Re: kot w bloku 02.10.15, 13:53
                                                    Ech, piękne te historyjki... i mówisz, że Rudzik ma miejscówkę w sklepie? smile Jakie to żebry, skoro ludzie sami składają daninę, za samą urodę i logikę myślenia to mu się należy smile A nóżki ma wielce utrudzone, śpi w pozycji niedbałej bardzo mocno. Namęczył się chłopak łazikowaniem wink Ale wraca do domu, wie gdzie mu najlepiej, bo ma pełną obsługę. Zorka jest piękna, uwielbiam te jej minki takiej zatroskanej mądralinki. Zamiast się zachwycać jej węchem i zdolnością do skojarzeń (worek, gruba folia, karma) i mocnymi ząbkami, to jej chciałabyś zabrać to, co najlepsze dla kota - polowanie!!! na ukryte pyszności! A kto ten worek pozostawił na widoku, no kto??? Ktoś dał kotu zachętę do myślenia i działania smile A potem starowność Zorki okazuje się inspirująca dla człowieka, widzisz jaka ona mądra? Uczy logicznego myślenia smile
                                                    Hm... a te załzawione oczy Rudzika to tylko z powodu niewłaściwej pikantnej diety? Czy się gdzieś podziębił? W sklepach z art.dla zwierząt są takie łagodne krople przemywające zanieczyszczenia np. Amiwet, Opti-Care czy inne. Tylko do przemywania. Może to wystarczy?

                                                    --
                                                    Wiesia + 4
                                                  • anaiss Re: kot w bloku 02.10.15, 22:04
                                                    Ech, średnio mam miejsce na jakieś plastikowe pudełka na karmę, bo mam jeszcze do przechowywania, prócz jedzenia kotów - dwa wory żwirku, wór karmy dla psa i jego puchy.

                                                    Muszę Rudzikowi kupić jakiś preparat do przemywania oczu, choć te gluty to jak dla mnie ewidentna oznaka kiepskiego jedzenia. Poza tym Rudzik wygląda idealnie, zgubił lekką nadwagę, której dorobił się wiodąc niewychodzący tryb życia, w porównaniu do Zoreusza jest lekki jak piórko smile
                                                  • wiesia.and.company Re: kot w bloku 03.10.15, 16:13
                                                    Ha, chłopak się wysmuklił przy tym sportowym trybie życia. smile
                                                    A plastikowe pudełka... załatwiłam część problemu workowego, kupując kosz na bieliznę. On jest po prostu głęboki, wrzucam do niego sporo "asortymentu". Stoi ten kosz za zasłoną w rogu pokoju. Ale tak kombinuję, żeby go jakoś ozdobić czymś tam, artystycznie, żeby lepiej zagrał (zrobić mu jakieś "wdzianko" na szydełku czy cóóóś. Ale to na zimowe wieczory smile

                                                    --
                                                    Wiesia + 4
                                                  • anaiss Re: kot w bloku 18.10.15, 21:54
                                                    Mam dwie wiadomości - dobrą i złą. Zła jest taka, że wczoraj Rudzik został potrącony przez samochód sad dobra natomiast taka, że nie odniósł żadnych obrażeń. Pani, która była świadkiem tego zdarzenia zabrała go ze sobą do domu, a ja od razu odebrałam go od niej i migiem do weta. Na szczęście dyżurował nasz lekarz. Rudzik przebadany wszerz i wzdłuż. Został zaopatrzony w leki przeciwwstrząsowe i przeciwbólowe i zgodnie z zaleceniem weta dwa dni aresztu domowego. Bardzo się wystraszył, ale dzisiaj już od rana drze się, by go wypuścić. Ja wczoraj byłam nie mniej od niego przejęta sad
                                                  • mysiulek08 Re: kot w bloku 18.10.15, 22:39
                                                    I wlasnie dlatego jestesmy przeciwnikami wypuszczania kotow. U nas ruch samochodowy niewielki, ot czasmi sasiad przejedzie, a Miszczu zna sie na autach. Ale i tak najlepiej by bylo zeby wybral dom albo kociniec.
                                                  • wiesia.and.company Re: kot w bloku 19.10.15, 16:16
                                                    Ojojoj! To zdarzenie naprawdę napawa niepokojem o los Rudzika, bo przecież on jest taki ufny, można wręcz powiedzieć - niefrasobliwy, bo ma małe doświadczenie, rodzice go nie nauczyli życia na ulicy. Dlatego nie ma świadomości, że ruch uliczny mu zagraża, a i nie wszyscy kierowcy potrącają przypadkowo (niestety...). Tak sobie myślę, że jednak - skoro ma areszt domowy, bo jest na "oddziale pourazowym", to może przeczekać to jego jojczenie pod drzwiami i dać mu czas, żeby się zaczął przyzwyczajać do myśli o zimowym obozie w domu. Zimą grozi mu więcej niebezpieczeństw, dodatkowo koleiny na jezdni i one jeszcze zmniejszą szansę ucieczki przed samochodem. Idzie zima. Trudno, przetrzymaj go do wiosny w domu. A na jojczenie pod drzwiami przygotuj jakieś zabawki odciągające jego uwagę. Zajmij mu czas jakimś dyndadełkiem nad framugą drzwi (kiedyś miałam takie coś obłapiające górną framugę drzwi i z tego trójkącika zwisał sznurek a na nim zabawka z piórkami), może na przyssawce jakaś zabawka na sznureczku (żeby się jednak nie udusił), jakieś coś podskakujące, czymś mu w gust trafisz. Hmm... dodatkowy młody kot bawiący się w berka? (to nie jest zła myśl, choć oczywiście kontrowersyjna propozycja, ale... ja to biorę w tej chwili pod uwagę). Jednak tak czy inaczej: zatrzymaj go w domu, także na zimę. Trudno, ma szlaban... A może jakiś chomik w klatce? (jako interaktywna telewizja domowa? większy obowiązek, ale czy ja wiem? biegający w kółeczku chomik nieźle potrafi wciągać...).

                                                    --
                                                    Wiesia + 4
                                                  • wiesia.and.company Re: kot w bloku 19.10.15, 16:23
                                                    Sama jestem zainteresowana takimi zabawkami na drzwi (ach, ten jęczybuła Miluś). I wystarczyło wpisać w google: zabawka dla kota zawieszana na drzwiach i proszę, są wyniki, np. takie motyle
                                                    www.ezoo.pl/pl_PL/p/58557-MOTYL-2-SZT.-ZAWIESZANE-NA-DRZWI/5250
                                                    a ja miałam kiedyś takie coś (tylko że mysz była z piórkami,ale przecież można zawiesić coś innego)
                                                    imged.pl/zabawka-dla-kota-mysz-na-gumce-na-drzwi-futryne-3570185.html
                                                    Kurczę, sama zanabędę coś na drzwi, niech Miluś szaleje bo jęczy z nudów pod drzwiami, a ze mną bawi się krótko, bo szybko się nudzi. wink

                                                    --
                                                    Wiesia + 4
                                                  • wiesia.and.company Re: kot w bloku 19.10.15, 16:29
                                                    I tak zupełnie nie "w tę mańkę" czyli nie na temat: Anaiss, proszę Cię, załóż nowy wątek z naszym ulubieńcem Rudzikiem. Nie to, że jestem leniwcem i otwieram wątek, a potem muszę dodatkowo otworzyć następną stronę, ale już...już...bym chciała dowiedzieć się czegoś nowego, a tu "progi" (no cóż, na starsze lata już brakuje hormonów i ludzie się robią niecierpliwi, ja to mam: "już jestem w ogródku, już witam się z gąską... " wink Dużo zdrowia dla Rudzika, i przezwyciężenia problemów dla Ciebie! smile

                                                    --
                                                    Wiesia + 4
                                                  • mysiulek08 Re: kot w bloku 19.10.15, 17:04
                                                    Wiesiu, jak zmienisz w ustawieniach forum:
                                                    ustawienia/wyglad /listow na stronie na max ilosc 300 i strukture drzewko to do 300 postow bedziesz miala wsio na jednej stronie smile

                                                  • wladziac Re: kot w bloku 20.10.15, 20:04
                                                    raczej zła wiadomość,okolica nie jest jednak bezpieczna a to że kotu nic się nie stało to po prostu szczęście,przemyśl pełne udomowienie bo drugi raz może szczęścia zabraknąć
      • anaiss Re: kot w bloku 07.01.16, 12:55
        Zwierzyniec - odpukać - zdrów! Niestety, sama trochę zaniemogłam i musiałam zająć się swoim zdrowiem, stąd przerwa w pisaniu. Rudzik w większości siedzi w domu lub na klatce schodowej smile

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/DPrO5ZBc92BYO2S1dB.jpg


        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/j2SA9huHzUAwoiu0aB.jpg


        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/fd/he/bcf6/iURcfDBIblYTstWvJB.jpg
          • anaiss Re: kot w bloku 07.01.16, 14:35
            Ha, no wczoraj byliśmy na podwórku trochę powygłupiać się w śniegu, Rudzik uwielbia polować na Robina, zaczai się gdzieś na niego i gdy ten przebiega to Rudzilla wyskakuje jak Filip z konopi. Nos z tego zimna zrobił mu się czerwony jak u Rudolfa wink
              • olinka20 Re: kot w bloku 07.01.16, 14:54
                O jak mam chwilunie czasu t zapytam- macie biale kanapy, tak? I jak z utrzymaniem ich w czystosci w przypadku psa? Po kazdym spacerze mycie łap?
                Sorki, ze tak dopytuje, ale powoli musze myslec o kanapie, kolorze itd smile

                --
                Mam odsmyczowe i odkuwetkowe zapalenie mózgu smilesmilesmilesmile
                • anaiss Re: kot w bloku 07.01.16, 15:17
                  Powiem tak: ja do pedantek nie należę, ale mam małe mieszkanie i utrzymanie względnego porządku przy trzech stworach wymaga dużo pracy. Biała kanapa to był zły pomysł i w najbliższym czasie wymieniam ją na inną, ale samo wymienienie kanapy na inny kolor nie sprawi, że będzie ona bardziej czysta, najwyżej będzie widać na niej mniej brudu. Pokrycie tej kanapy ma możliwość prania, co czynię często, dodatkowo zawsze leży kocyk na niej, czego osobiście niecierpię, ale to kompromis. Koce i pokrycia poduszek piorę niemalże na okrągło. Mycie łap po każdym mokrym spacerze. Pies śpi z nami, więc to samo jest ze zmianą pościeli, dodatkowo jest kąpany w miarę często. Najgorzej jest z kłakami i na to to już nic nie można poradzić. Takie rolki kupuję hurtowo: www.rossmann.pl/Produkt/flink-sauber-wklad-do-rolki-do-czyszczenia-ubran-2-szt,218148,6531,6346
                  • wiesia.and.company Re: kot w bloku 07.01.16, 20:08
                    Oj, jak fajnie że się odezwałaś. Humor mi się poprawił, gdy sobie poczytałam o Waszych zimowych doświadczeniach, pooglądałam te piękne zdjęcia, z takimi bohaterami! smile Ten nos Rudzika w kolorze czerwonego nosa Rudolfa od razu mu w wyobraźni dokleiłam patrząc na tę niewinną minkę i efekt bardzo mnie rozbawił. Dobrze, że też już sama przewalczyłaś jakieś zawirowania zdrowotne. Pisz, wklejaj, tak mi się dobrze czyta i ogląda! smile Podoba mi się też, że biała kanapa czy też pościel nie stanowią miejsca chronionego przez uzbrojoną straż. Co tam! smile U mnie na fotelu z białą (he he he, to teoria) narzutą leży ręcznik i dwa koty uwielbiają tam spać. Jeśli ktoś przychodzi, to narzucam na ten "koci" ręcznik zupełnie czyściutki ręcznik, by gość mógł się po swojemu umościć i nie załapać włosków. Bo to odczyszczanie fotela już mnie przekracza, więc jak nie tak, to inaczej. smile A koty niech sobie używają, domownicy przecież, mają prawo tak żyć i tak robić smile

                    --
                    Wiesia + 5
                    • anaiss Re: kot w bloku 08.01.16, 13:54
                      Wiesiu, dzięki wielkie za dobre słowo. Moja choroba w obecnym stanie medycyny nie do wyleczenia, ale żyć z tym można, więc luz wink Musiałam to sobie tylko trochę w głowie poukładać, bo spadło znienacka, jak - podejrzewam - wszystkie takie historie. Ja z jednej strony nie chcę stać się niewolnikiem przedmiotów, choć mam kilka ulubionych i bardziej cenne sentymentalnie trzymam poza zasięgiem kocich łap, a z drugiej strony nie chcę totalnie podporządkować się "praktyczności" życia ze zwierzętami. Także kanapa świadomie była wybrana niepraktycznie wink Jeśli chodzi o kłaki to czasami doprowadza mnie to do rozpaczy. Kłaki są wszędzie, koty, niestety chodzą po blatach w kuchni, a zakłaczenie ubrań to już znoszę najciężej wink Pamiętam, miałam kiedyś taką ciocię, która miała psy i ona zawsze chodziła ubrana w swetry okłaczone do granic niemożliwości, zawsze mi się z tym kojarzyła i chyba stąd tak bardzo nie lubię kłaków na swoich ubraniach. Nie żeby ciocia była niemiła, tylko zawsze tak jakoś niechlujnie wyglądała.
                      • wiesia.and.company Re: kot w bloku 08.01.16, 19:13
                        Oj, te kłaki! Właśnie, to nie tylko kocie, psie też. Kłaki z moich 9 kotów (teraz tylko piąteczka) to nic w porównaniu z ilością z portek psa wilczura mojej siostry. U mnie też koty chodzą wszędzie, codziennie rano przecieram gąbką poduchę i kołdrę na łóżku, bo odziałam je w pościel z mikrofibry (czy też wg producenta z satyny bawełnianej, poszwa na kołdrę bagatela 99 zł), ale ten splot!!! Zbiera wszystko, a nawet więcej, mechaci się, ech, trudno. A na kanapę kupiłam kremową narzutę z syntetycznym włosiem... doczeka się niedługo premiery... łatwiej będzie z niej zbierać niż z czystej, ekologicznej bawełny indyjskiej (ten sposób tkania, nie nie, już nigdy!). A poza tym: trzymam się takiej koncepcji, że biały samochód zimą wygląda na mniej brudny niż granatowy zimą. wink Fakt! I robię się głucha na inne teorie smile Wolę żeby moje mieszkanie było takie jak mi jest przyjemnie i fajnie, niż gdyby inni mi mieli dyktować, co jest dla mnie dobre. Ja wiem najlepiej, co mi służy! A co! smile

                        --
                        Wiesia + 5