Hashimoto w dość wczesnym stadium miałam wykryte w maju tego roku, moje TSH wynosiło wtedy 5,12. Zrobiłam antyTPO i USG, co potwierdziło diagnozę. Od tego czasu biorę Eutyrox. Na początku 25, po którym miałam TSH 3,51, potem moja endokrynolog zwiększyła dawkę do 50. Po kilku miesiącach brania euthyrox 50 moje TSH bardzo spadło - 0,31. Wystraszona umówiłam się od razu na wizytę, a lekarka zmieniła dawkę do 50 od pon do pt, i 25 w weekend. Na początku z obawy przed objawami nadczynności łykałam tylko 25, bo bałam się że TSH i tak ciągle spada, a potem przez parę dni miałam ataki duszności. Przeczytałam, że jest to objaw nadczynności tarczycy (która może też być wywołana farmatologicznie), więc odstawiłam tabletki na 2 tygodnie. Czyli około miesiac brałam (lub też nie..) 'swoje dawki'.. Wczoraj zrobiłam kolejne badanie i moje TSH wynosiło 31. Jestem w szoku. Nie wiem, czy może to być spowodowane także stresem? Bo przez całą niedziele byłam baaardzo zestresowana, a w nocy z nerwów nie mogłam spać..
Powinnam jeszcze dodać, że zaczynam własnie studia i nie mam czasu na wizyty u endokrynologa (moja endokrynolog przyjmuje tylko w środku tygodnia i trzeba się do niej zapisać 2 miesiące wcześniej..).
Czy jeśli będę przyjmować euthyrox w dawkach zalecanych przez lekarza mój wynik wróci do normy? I w jakim czasie powinien się unormować?
Pozdrawiam i czekam na odpowiedzi