Dodaj do ulubionych

Tak żyją ludzie

28.11.14, 17:35
rzeszow.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,17040604,Pomoz_12_letniemu_Andrzejowi__Nie_potrzebuje_wiele_.html#LokRzeTxt
A teraz porównajmy to do ematki, gdzie dwoje dzieci w jednym pokoju to patologia, a robienie weków na urlop to wiocha. jakiż to inny świat, jakież z dupy wzięte problemy.
Obserwuj wątek
    • andziulec Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 17:37
      możesz tu skopiować treść artykułu? nie mam dostępu do całości.
      • dlania Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 17:44
        12-letni Andrzej z porażeniem mózgowym od tygodnia jest w rzeszowskim Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym dla Dzieci i Młodzieży. Potrzebuje bielizny, wygodnych dresów, bluz i książek, lubi takie z melodyjkami. A może ktoś chciałby mu oddać niepotrzebny radiomagnetofon?
        Artykuł otwarty
        Jeszcze w ubiegłym tygodniu Andrzej chodził do szkoły. Ale w środę miał mocny atak padaczkowy, stracił przytomność, pogotowie zabrało go do szpitala. Później wszystko potoczyło się bardzo szybko. Szpital powiadomił rodziców, ale ojciec nie zgodził się na leczenie i zabrał syna. Szpital zareagował błyskawicznie, uznając, że decyzja ojca może zagrozić zdrowiu, a nawet życiu chłopca, zwrócił się do sądu, a ten wydał postanowienie o umieszczeniu Andrzeja w zakładzie opiekuńczo-leczniczym. Tak tydzień temu w piątek późnym popołudniem chłopiec ze Śląska znalazł się w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym dla Dzieci i Młodzieży Radosne Serce przy ul. Kujawskiej w Rzeszowie. W żadnym z ośrodków na Śląsku nie było dla niego miejsca.

        Nie przywiózł ze sobą wiele, najbardziej potrzebuje ubrań: bielizny (majtki, skarpetki, koszulki), wygodnych dresów, bluz, ciepłych butów na zimę (rozmiar 38) i książek, także takich z melodyjkami. A może ktoś chciałby mu oddać niepotrzebny radiomagnetofon?

        Andrzej ma porażenie mózgowe. Rozumie, co się wokół niego dzieje. Chodzi, ale nie mówi, z bliskimi komunikuje się gestami. Ale teraz wokół niego same nowe osoby.

        W domu opiekował się nim starszy o rok Adam. Stale miał go na oku, uspokajał, gdy trzeba było, próbował zająć i zabawić. Mama nie miała tyle cierpliwości do niepełnosprawnego syna. Podczas wizyty w domu policji i pracowników socjalnych w 2012 roku często na niego krzyczała, nie była w stanie opanować negatywnych emocji. To wtedy zostały opisane warunki, w jakich mieszka czteroosobowa rodzina. Do dyspozycji mają dwa pokoje i kuchnię, bardzo ubogo urządzone. W kuchni jest mały piecyk, lodówka, szafki i kanapa, na której śpi starszy z synów. Za pościel służy mu kocyk i poduszka powleczona workiem foliowym.

        Jest tam brudno: w kącie obok pieca leży sterta śmieci, wszędzie stoją brudne naczynia z resztkami jedzenia. Kolejne pomieszczenie jest prawie puste: oprócz plastikowej wanienki, wiaderka z fekaliami i opału nie ma tam nic.

        Niepełnosprawny Andrzej, wtedy 10-letni, śpi w łóżku z rodzicami, w ich pokoju. Tu też nie ma pościeli, za poduszkę służy mu worek foliowy wypchany ubraniami. Nie ma szaf, ciuchy wiszą na drążku umieszczonym na środku pokoju, obok reklamówek z jedzeniem i gazetami. Gazet w mieszkaniu jest dużo, głównie o treści erotycznej. Pracownicy socjalni zwracają uwagę, że chłopcy bez przeszkód mogą po nie sięgać. Są tam też butelki po alkoholu, choć nie ma nic o tym, by któreś z rodziców było pijane, mimo, że wizyta policji i służb socjalnych nie była zapowiedziana. Oboje rodzice nie pracują, utrzymują rodzinę z zasiłków, ale uważają, że finansowo sobie radzą i dodatkowej pomocy nie potrzebują.

        Adam chodzi do zwykłej szkoły, Andrzej do Zespołu Edukacyjno-Terapeutycznego w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w miejscowości położonej 13 km od jego rodzinnej wsi. W poniedziałek rano bus zabiera go do szkoły, a piątek odwozi.

        Z opinii szkoły o chłopcu wydanej w 2012 roku wynika, że Andrzej bardzo dobrze zaaklimatyzował się w klasie i w internacie. Jest lubiany w grupie rówieśniczej, choć z innymi dziećmi porozumiewa się tylko za pomocą gestów. Matka na prośbę wychowawców zapewnia mu podstawowe środki higieniczne i przybory, ale kontaktuje się ze szkołą tylko na wyraźną prośbę nauczycieli.

        Ale już w opinii wydanej w kwietniu tego roku jest o tym, że chłopiec w poniedziałki przyjeżdża do szkoły głodny, brudny i niewyspany. Wychowawczyni chwali jego postępy: bo chłopiec rozumie wydawane mu polecania, poznał gesty pomagające mu porozumiewać się z otoczeniem, znacznie dłużej skupia się na zadaniach podczas lekcji, ale też zwraca uwagę, że zawsze w piątek Andrzejek ma większy apetyt w porównaniu z innymi dniami. Z rodzicami nie ma kontaktu, nie przyjeżdżają na wywiadówki i konsultacje, nie interesują się synem. Nawet gdy jest chory, posyłają go do szkoły, a gdy nauczyciele odmawiają przyjęcia dziecka - ojciec staje się agresywny.

        Choć warunki w domu były bardzo ciężkie, chłopiec nie wygląda ani na zastraszonego, bitego czy molestowanego - co podkreślają jego rzeszowscy opiekunowie. Został dokładnie zbadany, nie ma sińców, zadrapań, żadnych śladów bicia. Jest otwarty i ufny, także w stosunku do obcych. Każdego, kto przyjdzie do ZOL-u, chwyta za rękę i prowadzi do wyjścia. Może liczy, że pojedzie do domu?

        W nowym miejscu jest niespokojny. Próbuje schodzić po schodach do wyjścia, ale się przewraca. - Może dlatego, że jest słaby, bo kiepsko śpi? - zastanawiają się jego opiekunowie. Na pewno tęskni.

        Nie wiadomo, jak potoczy się los Andrzeja. Adam, jego brat, decyzją sądu został umieszczony w rodzinie zastępczej, którą utworzyła jego babcia ze strony matki. Andrzeja nie wzięła, bo wymaga leczenia. Przy Kujawskiej będzie przynajmniej do czasu zakończenia postępowania sądowego.

        Andrzej najbardziej potrzebuje ubrań w rozmiarze 134-140 cm: bielizny (majtki, skarpetki, koszulki), wygodnych dresów, bluz, ciepłych butów na zimę (rozmiar 38) i książek, także takich z melodyjkami. A może ktoś chciałby mu oddać niepotrzebny radiomagnetofon? I bajki do słuchania?

        Osoby, które chciałyby pomóc mogą się kontaktować z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym dla Dzieci i Młodzieży Radosne Serce przy ul. Kujawskiej 5 w Rzeszowie. Tel. 17 77 98 404. Więcej informacjina stronie ośrodka
        • andziulec Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 20:13
          kuźwa brak słów...
    • dlania Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 18:11
      Kolejne ematkowy dramat - jak żyć???
      forum.gazeta.pl/forum/w,567,155692886,155692886,5_tysiecy_na_3_osoby_.html
      • olinka20 Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 19:32
        Widziałam ten wątek, rozbroiła mnie pani, ktora ma tyle na 2 osoby i zyje na granicy ubóstwa uncertain
        A z ematką jak z zyciem, mozna sobie mowic co sie chce, a co sie dzieje naprawde to inna para kaloszy.
        Papier/ekran wszystko łyknie.
        Tylko faktycznie niesmak czasem pozostaje.
        • andziulec Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 20:14
          Dla mnie ematka to twór internetowy, wykreowany ideał. Wszystko co tam czytam dzielę na 10.
          • olinka20 Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 20:18
            Eno, niektorzy są ok. Wiekszosc z nas "dorastała" na ematce wink
            • dlania Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 20:45
              A mnie sie wydaje, że częśc ludzi rzeczywiście tak ma - nawet srając kasą, czują się "na granicy ubóstwa", bo przecież standard "w dzisiejszych czasach", "przyzwoity poziom" itd. to jest po 4 tysie na łebka, Kanary 2 razy do roku, mieszkanie 120 metrów, 2 samochody prosto z salonu (a nie 10-letnie złomy) itd., itp.
              Nie potrafią doceniac tego, co mają, bo zawsze porównuja się do, kurwa, nie wiem - Szwajcarów czy innych Szwedów, i nie ciesza się z tego. A z kolei jak juz mają kasy jak Szwajcarzy - to zajmują sie głównie poniżaniem i patrzeniem z góry na tych, co maja mniej.

              A życie i prawdziwe problemy sa obok nich.
              • guderianka Re: Tak żyją ludzie 29.11.14, 17:02
                może trochę nie na temat- ale znam BARDZO dużo osób, które żyją dniem dzisiejszym, nie mają oszczędności, wydają na bieżąco nie zastanawiając się nad. Często kupując sobie 8bluzkę i nie mając na koniec miesiąc na chleb (dosłownie), nie mogąc zaplanować wakacji ( bo na teraz nie mają pieniędzy).
                My-oszczędzamy, i bywa, że jesteśmy traktowani jak dziwactwa, a na forum -odbiór słowa "oszczędzanie" oznacza "biedowanie"
            • dziennik-niecodziennik Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 21:28
              > Eno, niektorzy są ok.

              dziekuje smile
              • olinka20 Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 21:30
                smile
    • karra-mia Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 20:44
      na ematce w większości siedzą panie, które o warunkach, które opisują jako swoje własne, co najwyżej moga pomarzyć. Ale przez forum nikt tego nie sprawdzi, nikt nie obejrzy, więc moga sobie żyć w takim ochiach świecie, udają wielkie feministki w czerwonych szpilkach od laboutina i zarządzające ogromną korporacją.
      • dlania Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 20:48
        A wiesz, ja ostatnio czytając jakis abstrakcyjny wątek - o gotowaniu obiadów codziennie, że jak inni dają rade, że ona (autorka wątku) to jednak z restauracji przynosi - miałam straszna ochotę napisać: "Och, nie wyobrażam sobie codziennego gotowania, na szczęście mam gosposie od tego"wink Chciałam napisac i zobaczyć, co się wtedy czujewink
        • olinka20 Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 20:54
          Aaaa tez czytałam, jakie to jest zajebiscie trudne i męczące uwarzyc codziennie obiad. Nosz kuffa!
          • grave_digger Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 22:10
            Dla mnie ostatnio strasznie trudne. Przestałam gotować w tygodniu. Pracuję w 3 miejscach. Do tego wożę dzieci, odwożę, przywożę, ciągle kurfa gdzieś jeżdżę. Jestem delikatnie wykończona. Wczoraj na chwilę usiadłam i padłam na pół godziny. Otworzyłam oczy, poprawiłam makijaż i pojechałam na kolejne lekcje. Po lekcjach odebrać dziecko z tańców o 19:30, do sklepu, do domu wróciłam o 21:30. Nie odrobiłam z żadnym dzieckiem żadnego zadania, bo jeszcze musiałam sama się przygotować na drugi dzień.
            Jestem przemęczona. CHętnie bym chodziła do baru z rodziną codziennie, ale na to też trzeba mieć kasę.
            A rodzina z linka to tak, patologia nawet bez standradów ematkowych - matka nie opiekuje się chorym dzieckiem i krzyczy na niego, nie ma nic, poduszka z worka... patologia...
    • hanti Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 21:30
      cholernie przykre że chłopak musiał żyć w takim domu, ale też myślę sobie że rozstanie z bratem musiało być dla niego straszne (dla brata również). Troszkę mnie to rozkłada na łopatki z jaką łatwością u nas rozdziela się rodzeństwo.
      Ja bardzo doceniam to co mam, bardzo.
      W Szkole mamy super akcję zorganizowaną przez jedną z nauczycielek. Każda klasa ma pod "opieką" jeno dziecko potrzebujące z okolicy. Klasa Tosi robi zbiórki dla Artura chłopak nastoletni ma czterokończynowe porażanie, ale rodzice bardzo dbają o niego. W domu bardzo skromnie, ale też bardzo czyściutko. Robimy co jakiś czas zakupy i zawozimy rodzicom, wiem że to kropla w morzu potrzeb, ale tyle możemy zrobić wokół siebie.
      • dlania Re: Tak żyją ludzie 28.11.14, 21:54
        To własnie jest najlepszy sposob pomagania - nie anonimowym "biorcom", przez fundacje, które czasem zjadają 3/4 wpłaty, tylko konkretna, rzeczowa pomoc. U nas teraz rusza szlachetna Paczka - warto poczytać, co dla ludzi jest "szczególnym zyczeniem" (jest taki punkt w ankiecie każdej zgłoszonej rodziny) - zapamiętałam np. strój kowboja, o którym marzył 25l-letni, niepełnosprawny umysłowo i ruchowo, mężczyzna. Albo (w tym roku jest taka pani): zestaw szklanek.
        www.szlachetnapaczka.pl/wybor-rodziny
    • toffix Re: Tak żyją ludzie 29.11.14, 18:22
      Ludzie naprawdę miewają ciężko. Mój chłop pracował kiedyś w firmie, która m.in. zajmowała się windykacja. Czasami jeździł z windykatorami w teren, wracał wtedy strasznie zgnebiony... Mówił : Tyniu, cieszmy się z tego co mamy bo w głowie się nie mieści jaka ludzie maja biedę. Jakieś 10 lat temu pracowałam w firmie w ktorej zarzadzalismy kamienicami. Bywalam utych ludzi w mieszkaniach z kwaterunku, gdzie mieszkały 4 rodziny z jedna kuchnia i toaleta bez łazienki. Albo z wychodkiem na półpiętrze. Albo w suterenie gdzie nie byłam w stanie wytrzymać bo miałam odruch wymiotny od zapachu stęchlizny. I to w dużym mieście,w Poznaniu. Naprawdę ludzie czasem żyją w strasznych warunkach.
      Samo to, ze rodzice chłopca z artykułu żyją z zasiłków i im nic więcej nie trzeba jest przerażające. Jest mnóstwo ludzi, którzy tak żyją, minimalistycznie, z zasiłków i jest ok. Nie zrobią nic, żeby to zmienić... I żal dzieci, które w takich warunkach się wychowują na kolejne pokolenie wegetujace z tego co dostana od opieki społecznej...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka