Dziewczyny, cholera mnie po prostu potrzaska...
W grudniu mój partner został poproszony o przedstawienie planu urlopowego na 2015 rok - tak sobie zażyczył pracodawca. Przedstawił. Dwa tygodnie później dowiedzieliśmy się, że w połowie naszego zaplanowanego urlopu wypada ślub mojego jedynego kuzyna i nie ma opcji, być trzeba. Urlop został przestawiony - na drugą połowę września. Cud, miód, ponad dwa tygodnie, podróż zaplanowana, chałupa na jednej z wysp wynajęta, odliczamy dni, ciesząc się wizją relaksu po niemal roku cholernie ciężkiej pracy, a ja - ostatnimi wakacjami "na bogato" przed rozpoczęciem studiów... nie mogło być za pięknie.
Mój partner został wezwany na świadka w sprawie o wykroczenie (jest ratownikiem medycznym, takie sytuacje zdarzają się dość regularnie). Nawet nie przestępstwo. Rozprawa ma odbyć się, jakżeby inaczej, w momencie, kiedy właśnie mieliśmy hasać jak kozice górskie po kładkach nad Jeziorami Plitvickimi. Nie mamy na tamten moment ani wykupionych jakichkolwiek biletów, ani rezerwacji (rezerwację zrobiliśmy na tydzień później).
Mój partner nie ma nawet pojęcia o co chodzi i w jakiej sprawie jest wezwany. Znając polskie sądy i podobne sprawy, sprawa może dotyczyć czegoś sprzed nawet kilku lat. Jego zeznania prawdopodobnie zawiorą się w zdaniach "Nie wiem" i "Nie pamiętam".
Poradźcie, proszę, co można zrobić, aby sąd zgodził się przesunąć to cholerne przesłuchanie? Czemu tak błahego wyjaśnienia nie można złożyć na piśmie? Oczywiście, napiszemy prośbę o przesunięcie, ale obawiamy się, że samo "ludzie, mamy urlop zaplanowany od grudnia" nikogo nie wzruszy

Plan awaryjny jest taki, że chłop zostawi mnie w Tokaju, pojedzie, zezna, wróci i pojedziemy dalej... mając w plecy tydzień urlopu i kilkaset złotych za paliwo. Zastanawiam się nawet, czy grzywna za niestawienie się nie byłaby nawet korzystniejsza, niż spalona ropa
Doradźcie, marzyłam o tych wakacjach od miesięcy i nagle wszystko się rypie