emrg
22.04.06, 10:24
miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3298933.html
"Przez kilka miesięcy mieszkańcom Ruczaju listy i paczki roznosił dealer narkotyków. Z ustaleń policji wynika, że mężczyzna ukradł przynajmniej kilkadziesiąt przesyłek
Lada dzień przed krakowskim sądem stanie Dawid S. 24-letni mieszkaniec Krakowa ma postawione w sumie 41 zarzutów, za które grozi mu kilka lat więzienia. A jeszcze jesienią S. pracował w Urzędzie Pocztowym nr 11 na ul. Kobierzyńskiej. Ale nie ograniczał swoich dochodów do pensji listonosza. Z policyjnego śledztwa wynika, że pracę na poczcie krakowianin łączył z profesją dealera narkotyków. Wpadł, gdy policja znalazła marihuanę u jednego z jego klientów. Po nitce do kłębka policjanci dotarli do mężczyzny, który w środowisku był znany pod pseudonimem... "listonosz". W jego domu, oprócz marihuany i amfetaminy, znaleziono 69 różnych przesyłek, które nigdy nie dotarły do adresatów. A zaginionej korespondencji było prawdopodobnie o wiele więcej - Dawid S. zeznał, że w listach szukał pieniędzy, płyt i odzieży. Przyznał jednak, że nie obłowił się zanadto na okradaniu listów; w sumie udało mu się znaleźć jedynie 20 zł. Przynajmniej do tylu się przyznał - opowiadają policjanci. W trakcie śledztwa okazało się, że mężczyzna kradł od października 2004 r. Jak to możliwe, że poczta nie zauważyła nieuczciwego pracownika przez niemal rok? - Robimy wszystko, żeby takich sytuacji unikać. Od nowo przyjmowanych osób wymagamy zaświadczenia o niekaralności. Ich działalność na bieżąco kontrolują wewnętrzne służby. Niestety, całkowicie nie da się wyplenić nieuczciwości - tłumaczy Bartłomiej Kierzkowski, regionalny rzecznik Poczty Polskiej. Udało się wyeliminować przynajmniej Dawida S. Mężczyzna został zwolniony dyscyplinarnie. A prokuratura postawiła mu zarzuty m.in. sprzedaży narkotyków nieletnim i naruszenia tajemnicy korespondencji."