Kupiliśmy niedawno, dziś udało się zagrać po raz pierwszy i wszyscy są zachwyceni...

Jest to nasza pierwsza gra kooperacyjna, chciałam mieć taką w kolekcji, bo jesteśmy rodziną zróżnicowaną w reakcjach na interakcje

- mąż uwielbia ostrą i negatywną, ja wolę bez, a córka nie cierpi negatywnej, woli albo bez, albo pozytywną.
Pandemia sprawdziła nam się idealnie, bo wszyscy współpracujemy przeciwko grze, a jednocześnie odpowiada nam bardzo stopień trudności: 11-latka jest już dobrym przeciwnikiem, gra na równi, a nieraz lepiej niż my

, a my nie nudzimy się i nie gramy tylko dla niej. Jednocześnie nie jesteśmy zamęczeni mózgożerstwem gry, bo Pandemia tak naprawdę ma dość prostą mechanikę, po pierwszej grze już wszystko wiadomo, zasady są znane i opanowane i można przechodzić do budowania strategii na następne rozgrywki

Gra wymaga sporo planowania naprzód, budowania strategii na kilka następnych ruchów i to wspólnie dla wszystkich graczy, nie tylko sobie. Myślę, że dziecku młodszemu, niż te pudełkowe 10 lat byłoby trudno to "ogarnąć", choć ze względu na kooperację da się trochę młodsze dziecko uciągnąć zespołowo

Sądzę jednak, że granie z kimś młodszym może sprawić, że rozgrywka będzie mniej przyjemna, fajnie, jeśli każdy gracz "nadąża".
Gra jest ładnie wykonana, choć plansza pokryta jest czymś takim, co łatwo się zarysowuje - kupiliśmy używaną, więc trochę to widać. Poza tym ładne plastiki, nie tęskni się za drewnem.
Dodam jeszcze, że na początku odstraszał nas temat, wydawał się ponury, mało przygodowy (a takie lubimy, jak w Tikalu, Catanie czy TTR) jednak okazało się, że jest bardzo ciekawy, to dzięki niemu gra zawiera pewne interesujące mechanizmy jak rozprzestrzenianie się chorób - co innego mogło by tak atakować