konisko_wielkie
16.01.07, 11:58
Dolara ze schroniska se przynioslem. Pietnascie lat temu z hakiem. Po tym jak
mi wujek obroze pod choinke dal. Brzydszy był od chuja ale lapy grube mial.
Wielki będzie. Wzialem. Mamunia ze nie tatunio ze tak. Ojciec dom za ryj
trzymal. Wyszlo na jego. I tak se razem az do wczoraj. Uspic go zanioslem.
Przytomnosc mi tracil i zryc nie chcial. Wode chlapal ale malo. Trza się
rozstac przyjacielu do kundla mowie i wnos suchy caluje. Na rece i zasuwam.
Ze 40 kilo bydlak wazy. Nie doniose kurwa. Do autobusu się wlozylem.
Przystanek podjechalem. Jak prog przekracalismy zamruczal dziwnie. Slucham?
Uspic chcialem przyjaciela. Spojrzala na niego i mine strzelila. Cos nie tak
pytam. 450 peelenów będzie z zostawieniem mowi. Bo wielki. Przyszedlem uspic
przyjaciela a nie zostawiac odpowiadam. Sam zakopie. Chce z nim wejsc nie
chca wpuscic. Przyszedlem uspic przyjaciela kurwa mowie. Wchodze! Z nim!
Wkuli mu się w lape. Spojrzal na mnie. Prosto w oczy. Merdnal ogonem raz.
Odszedl.......
Na dzialce go zakopalem. Pod sliwka.