dobu
22.12.05, 14:34
Może pomożecie rozwiązać mi dylemat światopoglądowy. Jestem pod wpływem dwóch
ksiązek, pierwsza to trylogia Walsha a druga to "Możesz uzdrowić sowje życie"
L.hay.
Moje wnioski po przeczytaniu Walscha ogólnie sa takie, że wszystko co się
dzieje jest ok. i każdy jest ok. Pewnie pamiętacie te wywody (dla niektórych
kontrowersyjne), że Hitler tez pójdzie do nieba. Wszystko, co nam się
przydarza jest dobre i sensowne, potrzebne na drodze naszego rozwoju.
"Możesz uzdrowić" z pozoru (dla mnie)idzie ta samą drogą (sami wybieramy
sobie rodziców i wydarzenia, które nam sie przydarzają - to jest nam
potrzebne do rozwoju)W pewnym momencie jednak zauwazyłam, że tam jest mowa o
tym, że to myśli kształtuja nasze życie i wywołują określone doświadczenia w
naszym życiu. Chcesz aby Cie kochali - zacznij mysleć, że takich ludzi
spotykasz i że jesteś wart miłości. Zmien myśli, zmieni sie Twoje życie.
Pytanie brzmi - jesli jest jak pisze Walsch - to nawet to, że źle o sobie
myżlę, że jestem nieszczęsliwa, ma sens i słuzy mojemu rozwojowi.Czy jestem
dobra czy zła i tak jestem kochana przez Boga i po śmierci będę szczęsliwsza.
Jeżeli jest jak mówi Hay -warto zmieniac swoje życie, ulepszać je,
doskonalić, osiągać sukcesy i ukazywać swoje możliwości.
Reasumując: zmieniać się i rozwijać czy przyjąć, że to co mam, kim teraz
jestem, jest najlepszą mną jaka może istnieć?