martola80
25.08.08, 09:51
Bradzo spodobalo mi sie co napisał agnitum w którejś dyskusji. Mianowicie
pisał o tym, żeby dac sbie spokoj z jakimis wysrubowanymi technikami,żeby zyc
normalnie, tu na Ziemi, kochac bliznich, że jestesmy stworzeniami ziemskimi i
nigdy nie odtrzemy do wysnionego "światła", bo ono jest dla istot duchowych,
dla naszych dusz. Tak to mniej wiecej zrozumiałam.
W ostatniej "wóżce" przeczytałam, że kontakt z ziemią odnawia człowieka
psychicznie i duchowo.Ze powinnismy spac i pracować najwyżej na 4
pietrze.Czytałam tez kiedys o rytuałach odnowy właśnie w bliskim kontakcie z
ziemią. Carlos Castaneda pisąl też że leżenie w ziemi doslownie(np. w jakinś
wykopanym dole) oczyszcza człowieka, z negatywnych emocji, poczucia winy
itd.Osbiście odczuwam tesknote za ziemia. Lubie na niej lezeć. Niestety
mieszkam w bloku i nie moge tego robić za często.Marzę jednak o własnym domku
na wsi, wlasnym ogrodku.
Ziemia , tak mi sie kojarzy, bardziej jest zwiazana z duchowością kobiecą. To
kobiety czczą Ziemię. To ona pozwala im sie odradzać.
Tak mi teraz przyszło do glowy, może zamiast uciekac od rzeczywistosci, dażyc
do swiatla, zacząc czcic Ziemię? Czy rzeczywiście "niebo " i patrzenie w górę
to domena mężczyzn a "ziemia" i odradzanie to domena kobiet? Może rzeczywiście
duchowość męska rożni sie od kobiecej?
Chyba za długo patrzyłam w niebo chcąc tam wrócić. Wrócic do domu.Teraz moim
domem bardziej staje sie Ziemia. Moze czas zaglebić sie w nią i w niej szukac
mądrosci. Zamieszkac w parterowym domku, załozyc ogródek...