Dodaj do ulubionych

Wywiadówki

07.11.10, 17:57
Właśnie odświeżam TiR. Jest tam napisane miedzy innymi, iż Grześ "z zasady nie chadzał na wywiadówki swych dwu przybranych córek". Ciekawe, dlaczego? Może bał się tego, co mógłby usłyszeć na temat Laury, a nie miał w sobie tyle dzielności i grzywki co Gaba, żeby to wytrzymać?

Ciekawe kto chodzi na wywiadówki Ignaca Mniejszego? Jak myślicie?
Obserwuj wątek
    • nessie-jp Re: Wywiadówki 07.11.10, 17:59
      Ja mam wrażenie, że Grześ miał w ogóle głęboko w odwłoku swoje przybrane córki
      • ateh7 Re: Wywiadówki 07.11.10, 18:14
        Też mi się wydaje, że miał je gdzieś, ale nie tyle ze złej woli, ile z roztargnienia. Tak czy owak, na jedno wychodzi. Ale Miągwą się chyba zajmował czasami?

        • ateh7 Re: Wywiadówki 07.11.10, 18:17
          Poza tym Elkę też miał w tyłku :)
        • ananke666 Re: Wywiadówki 07.11.10, 18:19
          > Ale Miągwą się chyba zajmował czasami?

          Przepraszam, mówisz o człowieku, który nie zwracał uwagi na kabla w czapce w biedronki, latającego ze wszystkim do dziadzia?
          • ateh7 Re: Wywiadówki 07.11.10, 18:50
            Przemawia przeze mnie, być może naiwna, wiara w zaangażowanie ojcowskie Grzesia...

            Daremne, wiem. No dobra, syn mu się sam, z pomocą dziadka, wychował na szpicla. Ale czy Grześ chodził na wywiadówki? Czy pokazywał Miagwie pierwsze literki? Czy uczył go wchodzić do internetu? Czy zrobił cokolwiek w kwestii wychowania i edukacji Miągwy?

            Też za nimi obydwoma nie przepadam, bleee...

            I zastanawiam się, czy Elce nie brakowało ojca? Przecież ona mogła, idąc jak przecinak przez życie, i osiagając te wszystkie sukcesy, czekać na jego aprobatę albo żeby ją choć zauważył.
            • nessie-jp Re: Wywiadówki 07.11.10, 19:08
              Nie wierzę, żeby Grześ się specjalnie angażował w wychowanie syna.

              Taka jest już niestety konstrukcja musierowiczystowskiej rodziny, że ojciec = zapładniacz i tełko. Nawet Mamert nie interesował się szkolnymi początkami Tomcia
              • anutek115 Re: Wywiadówki 07.11.10, 20:31
                nessie-jp napisała:

                > (Inna sprawa, że z tymi wywiadówkami to jakiś absurd i terror, zwoływanie groma
                > dy rodziców, żeby ich dzieciom publicznie tyłki przy innych obrabiać
                • nessie-jp Re: Wywiadówki 07.11.10, 20:44
                  > Nie obrabia się tyłków publicznie, wręcz przeciwnie, jest to zabronione.

                  No, ja się odnosiłam raczej do czasów KK i później "Brulionu"...
                  • anutek115 Re: Wywiadówki 07.11.10, 20:51
                    nessie-jp napisała:

                    > No, ja się odnosiłam raczej do czasów KK i później "Brulionu"...
                    >
                    A, to tak. Publicznie, i nieraz z upodobaniem (chociaż ja miałam wychowawczynię, która miała upodobanie raczej do zacieśniania więzów z rodzicami poprzez tetatety. Co dla nas, ofiar tetatetów, było znacznie gorsze...).
                • mamalilki Re: Wywiadówki 09.11.10, 01:07
                  Wytyczne wytycznymi a na wywiadówce dowiadujemy się, że "niektórzy chłopcy" to a "niektóre dziewczynki" się łobuzują i niektórym chłopcom dorównują. Bolesny temat, bo moja córka jest "niektórą dziewczynką" ma prawdopodobnie nieźle za uszami i będę jutro na dywaniku u pani pierogowej :-( Mój mąż jest gotów z tej okazji zajmować się atrakcjami dla całej czwórki, zrobić kolację na gorąco, obsypać mnie kwiatami, prezentami, prosić i grozić na zmianę - wszystko, byle to nie on musiał. A jeszcze porobiliśmy córce w dzienniczku różne wpisy i teraz to naprawdę może być niemiło... Idę szukać białej koszuli.
                  • the_dzidka Re: Wywiadówki 09.11.10, 08:33
                    > A jeszcze porobiliśmy córce w dzienniczku różne wpisy i teraz to nap
                    > rawdę może być niemiło...

                    Pojechaliście Bernardem?! :D Podziel się! :)
                    • mamalilki Re: Wywiadówki 09.11.10, 13:14
                      Przebóg, jestem poważną matką, więc moje wpisy są poważne, aczkolwiek sugerują pani pewne rozwiązania, na które sama nie wpadła... Na uwagę: Lilka nie reaguje na polecenia siłą się powstrzymałam (i męża) żeby nie wpisać "nie jest przecież psem Pawłowa". Gorzej ze ona naprawdę łobuzuje, ale inni łobuzują bardziej więc ona uważa, że to niesprawiedliwe, że dostaje te wszystkie uwagi. A ja uważam że to sprawiedliwe ale głupie i tego prawdopodobnie pani nie wytłumaczę, zresztą chyba nie będę próbować.
                      • mama_kotula Re: Wywiadówki 28.11.10, 13:12
                        CytatGorzej ze ona naprawdę łobuzuje, ale inni łobuzują bardziej wi
                        > ęc ona uważa, że to niesprawiedliwe, że dostaje te wszystkie uwagi. A ja uważam
                        > że to sprawiedliwe ale głupie i tego prawdopodobnie pani nie wytłumaczę, zresz
                        > tą chyba nie będę próbować.


                        Przebog, jakbym o moim dziecku czytała.
                        Dodam jeszcze, że przecież nie powiem dziecku, że szkoła nasza sie przywala do megapierdół (i niestety ocenia wybiórczo) i ja uważam, że ok, jakieś normy muszą być, natomiast normy w tej szkole są megagłupie.
                        Przykładowo, dziecię moje dostało minus za to, że "za głośno śmiało się przy myciu zębów". Synek lokalnego celebryty nie dostał minusa za wyśpiewywanie debilnej parodii kolędy, jak to Hitler na dachu pierdzi ze strachu a żona Hitlera w kiblu umiera. A nie dostal, bo pani zapewne boi się, że synek poskarży tatusiowi, a tatuś obsmaruje w gazecie.
                        Zresztą, u nas jest dłuższa historia. A ja wywiadówek nienawidzę, bo nie umiem spokojnie rozmawiać z wychowawczynia mojego syna - a nie umiem spokojnie, bo spokojne mówienie do tej pani przypomina ciskanie żwirem w czołg. Z reguły zatem nie chodze, albo - tak, tu można się śmiać - chodzę z mamą, która mnie kopie/szczypie pod stołem.
                        • mamalilki Re: Wywiadówki 30.11.10, 14:24
                          Hehehe, a ja się zastanawiałam po jaką cholerę ludzie przychodzą na wywiadówki parami! Skoro mogłaby tylko jedna osoba mieć nieprzyjemność, to po co dwie? Teraz już wiem, oni się kopią pod stołem!
                          Wywiadówkę przeżyłam, dowiedziałam się, że moje dziecko "czasem rozmawia z kolegami" (naprawdę całym wysiłkiem woli powstrzymałam się, żeby nie spytać, czy aby "czasem" to nie za rzadko?) i że jest "mało sprawne ruchowo". Mało sprawne jest chyba przy pani, bo tak na co dzień to jest raczej aż nadto sprawna, ale kłócić się nie będę. Pani nie chciałaby wiedzieć, jak zachowuje się Lilka, kiedy chce pokazać, że jest bardzo sprawna ruchowo.
                          Bardzo źle jednak znoszę szkołę. Zawsze źle znosiłam, a przede mną jeszcze ok 18 lat tej zabawy (biorąc pod uwagę, kiedy najmłodsza z córek skończy szkoły).
                        • ding_yun Re: Wywiadówki 30.11.10, 14:45
                          Takie przyczepianie się do bzdur bierze się stąd, że nauczyciele rzadko umieją sobie radzić z poważnymi problemami, więc stosują zamienniki i odwracacze uwagi. Jak w polityce. Mnie ta bezradność pedagogów przyprawia czasem o dreszcze - czy na studiach/praktykach nie uczą, jak sobie radzić w trudniejszych sytuacjach? Rozumiem, że istnieje masa dzieci z poważnymi problemami, którym przeciętny nauczyciel nie jest w stanie podołać. Ale do licha ciężkiego, w polskiej szkole dominuje czepianie się bzdur w stylu: za głośno się śmieje przy myciu zębów, a istnieje ciche przyzwolenie na przykład na przemoc psychiczną i inne poważne sprawy. Nauczyciele czepiają się uczniów tłukących się na przerwach często głównie dla sportu, ale totalnie nie wiedzą jak sobie poradzić z faktem, że grupa dzieci odrzuca chorego/nieśmiałego/odstającego w jakikolwiek sposób kolegę. Strasznie to jest smutne.
                          • aadrianka Re: Wywiadówki 30.11.10, 15:29
                            c
                            > zy na studiach/praktykach nie uczą, jak sobie radzić w trudniejszych sytuacjach
                            > ?

                            Mnie na studiach (filologia, jedyna dostepna specjalizacja: nauczycielska) nie uczyli. Zajecia z metodyki nauczania przygotowaly mnie glownie do tworzenia konspektow lekcji, bo w ten sposob rozliczano praktyki. Pedagogike mialam przez rok i nikt nie traktowal tego przedmiotu szczegolnie powaznie, bo na okolo 30 osob jedynie 2-3 rzeczywiscie zamierzaly pracowac w szkole, nie mam tu na mysli szkol jezykowych.
                            • ding_yun Re: Wywiadówki 30.11.10, 15:51
                              aadrianka napisała:


                              > Mnie na studiach (filologia, jedyna dostepna specjalizacja: nauczycielska) nie
                              > uczyli. Zajecia z metodyki nauczania przygotowaly mnie glownie do tworzenia kon
                              > spektow lekcji, bo w ten sposob rozliczano praktyki. Pedagogike mialam przez ro
                              > k i nikt nie traktowal tego przedmiotu szczegolnie powaznie, bo na okolo 30 oso
                              > b jedynie 2-3 rzeczywiscie zamierzaly pracowac w szkole, nie mam tu na mysli sz
                              > kol jezykowych.
                              >
                              No tak, głupio sie pytam. W sumie w naszym systemie niewiele jest kierunków studiów, które przygotowują do wykonywania wybranego zawodu. Idąc do pracy trzeba szybko nadrobić zaległości bo inaczej można się pożegnać ze stanowiskiem - nie jestem pewna, jak to wygląda w przypadku nieudolnych nauczycieli. Ale wątpię, żeby łatwo było zwolnić za, dajmy na to, brak kompetencji w radzeniu sobie z dziećmi.
                              • mamalilki Re: Wywiadówki 30.11.10, 22:33
                                Mnie nikt nie uczył na studiach, co robić w sytuacjach trudnych (Uniwersytet Warszawski, historia, specjalizacja nauczycielska, wstydliwie zwana pedagogiczną, bo przecież wstyd być nauczycielem). Na szczęście trafiłam po studiach do fajnej szkoły z doświadczonym zespołem. Jak tylko coś szło nie tak to leciałam do pedagoga, pani psycholog, dyrektora i starszych koleżanek z pytaniem, co mam robić? Oni mnie cierpliwie uczyli i tak gdzieś po 2 latach się usamodzielniłam :-) Dlatego, kiedy pani mówi, że jedyną metodą na Kubusia czy innego Jasia jest posadzić go w osobnej ławce tyłem do całej klasy, albo też udawać, że nie widziała, że ją opluł to nawet mi jej żal - jej nikt nie powiedział, jak rozmawiać z Jasiem.
                          • klymenystra Re: Wywiadówki 30.11.10, 22:57
                            Nie uczą. Ja miałam psychologię rozwojową w wersji light i "czym jest etos nauczyciela". Metody każdy musi sobie wypracowac sam, we wspolpracy ze szkolnym pedagogiem, wychowawca i rodzicami.
                            • alitzja Re: Wywiadówki 30.11.10, 23:12
                              Potwierdzam, nie uczą. Na mojej pedagogice uczyliśmy się historii oświaty:/ Na metodyce - jak pisać konspekty. Na psychologii - słuchaliśmy różnych ciekawostek, których nie pamiętam, ale które nie miały nic wspólnego z pracą w zawodzie.
                              A w szkole też nie zawsze można liczyć na pomoc - moja dyrekcja np. najpierw zachęca, żeby młodzi do niej przychodzili po porady, a potem często kończy się to jednym z dwóch stwierdzeń: a) "Jak pani sobie nie radzi, to proszę zmienić metody"; b) "Jak pani sobie nie radzi, to proszę zmienić zawód".
                              Trzeba samemu albo z pomocą fajnych koleżanek, do których miałam szczęście.
            • ananke666 Re: Wywiadówki 08.11.10, 01:21
              ateh7 napisała:

              > Przemawia przeze mnie, być może naiwna, wiara w zaangażowanie ojcowskie Grzesia
              > ...

              Jak bardzo jest naiwna, świadczą opisy stosunków Grzesia i Ignasia. Czyli ich brak. Pierwszy, jaki sobie przypominam - Grześ pouczający synka, że w wieku lat dziesięciu bodajże mazać się tak bardzo nie należy.

              > Ale czy Grześ chodził na wywiadówki?

              Brak informacji. Domniemanie graniczące z pewnością - nie.

              > Czy pokazywał Miagwie pierwsze literki?

              J.w.

              > Czy uczył go wchodzić do internetu?

              Tu wiemy dokładnie, że nie. Uczynił to Frycek.

              > I zastanawiam się, czy Elce nie brakowało ojca? Przecież ona mogła, idąc jak pr
              > zecinak przez życie, i osiagając te wszystkie sukcesy, czekać na jego aprobatę
              > albo żeby ją choć zauważył.

              Przypuszczam, że wątpię :) ojca brakuje wtedy, kiedy nie ma go fizycznie w pobliżu. A i to tylko wiedźmom w rodzaju Laury. Takim na ten przykład Bitnerom i rozkosznej Różyczce żadne ojcowskie bzdety snu z powiek nie spędzały. Elka i Miągwa olewali Grzesia sikiem prostym. Dla Łusi tata był chyba głównie obiektem chrapiącym. Kłamczucha w oddaleniu prawie nie poświęcała rodzicielowi-rybakowi myśli. Pan Stągiewka nie pamiętam, czy w ogóle istniał, Kreska na swoich rodzicielach po OwR postawiła kreskę (o święty Internetusie, ale mi dowcip subtelny inaczej wyszedł...), pana Lisieckiego nie widzimy ani razu, Aurelia przed tatusiem chowa się po bramach, dziesięć lat później z trudem do niego rozwierając szczęki. O starym Schoppe lepiej nie mówić. I obfitość pryskających na stypendia. Nie twierdzę, że same koszmary są w książkach, ale nie za wiele tych pozytywnych postaci ojców. Ojciec Borej miał przebłyski, Mamert również, wąsata super złota firana to wiadomo... no i był bezcenny, kochany Żaczek.
              • marslo55 Re: Wywiadówki 08.11.10, 10:11
                ananke666 napisała:
                "Przypuszczam, że wątpię :) ojca brakuje wtedy, kiedy nie ma go fizycznie w pobliżu. A i to tylko wiedźmom w rodzaju Laury."
                Przypomnijmy tu, że Elka była ciągle zajęta - konkursy, olimpiady, kółka, szóstki od góry do dołu. Jeśli bohaterka Musierowicz w wieku 17 lat nie odczuwa potrzeby wypełnienia sobie pustych ramion, to tym bardziej nie potrzebuje ojca, nieprawda.
              • staua Re: Wywiadówki 09.11.10, 22:10
                Pan Stagiewka istnial, byl na kontrakcie w Libii i byl zrodlem funduszy. Innych funkcji nie spelnial w rodzinie.
                • ananke666 Re: Wywiadówki 10.11.10, 00:48
                  staua napisała:

                  > Pan Stagiewka istnial, byl na kontrakcie w Libii i byl zrodlem funduszy. Innych
                  > funkcji nie spelnial w rodzinie.

                  Czyli wsio normalno...
                  • marslo55 Re: Wywiadówki 10.11.10, 09:36
                    ananke666 napisała:
                    "Czyli wsio normalno..."
                    Normalno, czyli nienormalno;) Fajnie, że w Libii, a nie w Brazylii, dokąd bohaterowie MM tak chętnie się udają - jakaś różnorodność przynajmniej jest.
                    Kto poszedł na wywiadówkę Tygrysa? Obstawiam, że poszła Mila, która przy okazji wysłuchała mnóstwa ciekawych historii o Laurze i z tej przyczyny bluznęła żółcią w "Imieninach". Bo Grzegorz chyba by nie zaryzykował..
                    • ananke666 Re: Wywiadówki 10.11.10, 15:16
                      marslo55 napisała:

                      > Normalno, czyli nienormalno;) Fajnie, że w Libii, a nie w Brazylii, dokąd bohat
                      > erowie MM tak chętnie się udają - jakaś różnorodność przynajmniej jest.

                      No nie? Wyobraźcie sobie, jak by to było, dwa miejsca dla rodziców: ojcowie zbiorowo wykopywani na stypendia/kontrakty do jednego państwa, a mamusie na cmentarz.
                    • ready4freddy Re: Wywiadówki 16.11.10, 17:36
                      gdyby byl wowczas na kontrakcie w Brazylii, trzebaby to teraz uznac za brak rozeznania autorki w realiach :)
      • ewaty Re: Wywiadówki 07.11.10, 19:00
        No tak, ale sama pamiętam z czasów szkolnych, że to raczej mamusie ganiały na wywiadówki, to było jakoś automatem im przypisane, a ojcowie pojawiali się rzadko. Jedyny w mojej klasie podstawówkowej, tata, który bywał regularnie i należał do trójki klasowej, był wdowcem.
        • ding_yun Re: Wywiadówki 07.11.10, 19:22
          Fakt, że to matki częściej latają na wywiadówki, zwłaszcza we wczesnych latach edukacji potomków i moim zdaniem to akurat jest przedstawione zgodnie z rzeczywistością, Jeżycjada to nie jest podręcznik równego traktowania i związków partnerskich ;) Mój tata jak się pojawił na pierwszej wywiadówce w mojej SP (rok 1995), z miejsca został wciągnięty na członka komitetu rodzicielskiego przez mamusie oszołomione faktem, że oto jakiś przedstawiciel gatunku męskiego zajmuje się chadzaniem na wywiadówki.
          • nessie-jp Re: Wywiadówki 07.11.10, 21:36
            > Jeżycjada to nie jest podręcznik równego traktowania i związków partn
            > erskich ;)

            Nie, to jest podręcznik dla młodych dziewcząt, jak złapać męża w liceum, nie wypuścić go z kleszczy przez całe studia, szybko się zaciążyć i nauczyć gotować...
            • soova Re: Wywiadówki 07.11.10, 21:50
              "...i nauczyć gotować.."

              Hmm... Owszem, sporo w Jeżycjadzie jest o jedzeniu, ale moim zdaniem bardziej o konsumpcji niż o gotowaniu. Chyba że pod "naukę gotowania" podciągniemy spotkanie Piotra Ogorzałki z zupą ziemniaczaną Florida czy zmagania (nie pamietam, czyje, czy Pyziakówien czy Grzesia) z eintopfem. Tak, jest jasny przekaz: dobre kobiety gotują, złe kobiety (dyr. Dąbek - Nowacka, dr Stągiewka) mają gosposie, ale gotowych recept na to, jak nabyć te umiejętności, ni ma. :)
            • ding_yun Re: Wywiadówki 07.11.10, 22:27
              To były zawsze książki o licealnej miłości. Fakt, że w późniejszych tomach okazywało się, że bohaterki są na ogół z jednym facetem od czasów liceum, ale ja osobiście zawsze to odbierałam jako taką konwencję literacką. Trochę naciąganą, bo w życiu jednak rzadko tak bywa, ale mającą na celu wykreowanie osobnego świata w którym tło dla nowych bohaterów stanowią ci znani już z poprzednich tomów. Dzięki temu czytelnik zawsze miał wrażenie powrotu do dobrze znanej i oswojonej rzeczywistości. Nie jest to na pewno podręcznik, jak nie wypuścić z kleszczy złapanego w liceum mężczyzny, bo w zasadzie nigdzie nie było pokazane, jak ten proces miałby działać, na ogół przedstawiony był tylko początek (zakochanie), a potem już SDM ;)
              • nessie-jp Re: Wywiadówki 07.11.10, 22:35
                To przestały być książki o licealnej miłości już dobre naście lat temu :( Teraz są o miłości starych pierników albo nieletnich dzieci nad niedogotowanym jajeczkiem na miękko, błe.

                I owszem, nie jest pokazany ani proces uczenia się gotowania, ani niewypuszczania z kleszczy
                • joanna.piat-nowicka Re: Wywiadówki 08.11.10, 11:47
                  Nie do końca zawsze z tym samym partnerem. Szkolna miłość nie dla każdego w Jeżycjadzie okazała się tą jedyną i na zawsze. Gaba - porzucona przez Pyziaka, Natalia - kilku facetów i to dopiero od studiów, Ida - "łamiąca serca i kręgosłupy", Laura - wiadomo, Kłamczucha po studiach, Robrojek - prawdziwa miłość dopiero po 40stce.... A ja myślę, że właśnie Robrojek był wspaniałym ojcem. I Marek też - zwłaszcza dla Józinka.
        • lutecja4 Re: Wywiadówki 09.11.10, 06:32
          ewaty napisała:

          > No tak, ale sama pamiętam z czasów szkolnych, że to raczej mamusie ganiały na w
          > ywiadówki, to było jakoś automatem im przypisane, a ojcowie pojawiali się rzadk
          > o. Jedyny w mojej klasie podstawówkowej, tata, który bywał regularnie i należał
          > do trójki klasowej, był wdowcem.
          a mój tata chadzał i super, bo mamę mam choleryka, a do szkoły chodziłam w czasach publicznego potępiania z nazwiska krnąbrnych uczniów, w czym moja wychowawczyni się lubowała
          • verdana Re: Wywiadówki 09.11.10, 13:48
            Grześ nie powinien chadzać na wywiadówki pasierbic, zdecydowanie. Jak nie lubię Grzesia i uważam go za marnego ojca, tak jestem przekonana, ze pomysł, aby ojczym wracał z wywiadówki i albo gromił pasierbicę osobiscie, albo donosił mamusi o jej wybrykach jest od czapy. To jest zadanie dla matki lub ojca - nie dla faceta, który ojcem nie jest i nie powinien zatem być stawiany w sytuacji bardzo drazliwej.
            • soova Re: Wywiadówki 09.11.10, 14:20
              Grzesio jako ojczym na wywiadówki w klasach pasierbic faktycznie chodzić niekoniecznie powinien. Choćby dlatego, że biorąc pod uwagę jego zaangażowanie w ich życie nie wiadomo nawet, czy na pewno wie on, do jakich szkół chodzą, o klasach nie wspomnę. :)

              Natomiast nie jestem pewna, czy funkcjonuje to jako zasada generalna. Sądzę, że w rodzinach, w których ojciec rozwiedziony czy żyjący osobno w życiu dzieci nie uczestniczy, natomiast jest ojczym, z którym dzieci mają normalne układy, nie ma przeszkód, żeby chodził on na ich wywiadówki. Organizacyjnie przecież czasami nie jest możliwe, żeby na wywiadówce była ta osoba, która zwykle tam chodzi (matka), więc czemu by jej miał nie zastąpić jej mąż?
            • ananke666 Re: Wywiadówki 10.11.10, 00:48
              verdana napisała:

              > Grześ nie powinien chadzać na wywiadówki pasierbic, zdecydowanie. Jak nie lubię
              > Grzesia i uważam go za marnego ojca, tak jestem przekonana, ze pomysł, aby ojc
              > zym wracał z wywiadówki i albo gromił pasierbicę osobiscie, albo donosił mamusi
              > o jej wybrykach jest od czapy.

              Ale przecież dziewczynki doskonale się uczyły, Tygrys zdrowo bryknął bodajże raz, Pyza nie brykała wcale. Przy takich dzieciach obecność na wywiadówce jest czczą formalnością, dobrego ucznia się odfajkuje albo pochwali i cześć. W podstawówce byłam dzieckiem bezproblemowym, uczącym się bardzo dobrze, a nawet robiącym coś ponad i nie pamiętam scysji związanych z wywiadówkami. Bardzo dobrze, same piątki, zachowanie wzorowe, jedziemy dalej.
              W przypadku wyskoku Tygrysa problem upadł sam przez się, a przynajmniej powinien - nie chce mi się szukać o tej porze - w przypadku kradzieży rodzic powinien być wezwany do szkoły, takie rzeczy raczej nie czekają do wywiadówek.
              Z drugiej strony - Gabriella leżała wtedy z nogą, ciekawe, kto poszedł?
              • verdana Re: Wywiadówki 10.11.10, 14:24
                Ja tam do dobrze się uczacych po prostu nie chadzałam? Dwie godziny zycia na plusie.
          • slotna Re: Wywiadówki 09.11.10, 15:11
            > a mój tata chadzał i super, bo mamę mam choleryka, a do szkoły chodziłam w czas
            > ach publicznego potępiania z nazwiska krnąbrnych uczniów, w czym moja wychowawc
            > zyni się lubowała

            A moj tata chadzal i niestety tragedia, bo w 8 przypadkach na 10 konczylo sie to awantura i/lub laniem. Mama bardzo rzadko, o ile w ogole. Po rozwodzie (mieszkalam z nia) chyba nie pojawila sie w szkole (liceum) ani razu, ojca sila rzeczy nie informowalam. W sumie nie wiem, dlaczego tak to u nas wygladalo.
            • nessie-jp Re: Wywiadówki 09.11.10, 15:46
              Mój ojciec chadzał, bardzo rzadko, w podstawówce. (Mama już nie żyła). Za każdym razem wracał, pukając się z lekka w głowę.

              W liceum na wywiadówce był raz, w II klasie, zapędzony siłą przez mieszkającą po sąsiedzku nauczycielkę. Zapytany o zdanie (trwała jakaś debata, czy "pani od chemii" jest dobra dla "dzieci" czy niedobra) wzruszył ponoć ramionami i stwierdził "Proszę państwa, w tej klasie nie ma żadnych dzieci, tu są młodzi, niemal dorośli ludzie, którzy doskonale potrafią przedstawić swoje argumenty, może lepiej ich pytać o zdanie?"

              No byłam dumna ze staruszka wtedy, nie powiem :)
              • verdana Re: Wywiadówki 09.11.10, 16:59
                Stosunki na linii ojczym-pasierb musza być więcej niż idealne, zeby ojczym mógł chadzać na wywiadówki. Bo zwykle po wywiadówce są jakieś uwagi do dziecka, czasem, niestety, sytuacja bywa bardzo nieprzyjemna (po jednej z wywiadowej ja sama musialam zabrac dziecko ze szkoły...). Jesli matka czy ojciec po wywiadówce się piekla, to dziecko i tak raczej kochać ich nie przestanie, z ojczymem , robiącym pieklo, wyznaczajacym kary czy chocby nakazującym jakieś nieprzyjemne obowiązki - może byc różnie.
                • soova Re: Wywiadówki 09.11.10, 19:33
                  Wszakże, Verdano, ja mówiłam o rodzinie, w której układy są normalne. To znaczy i dzieci uczą się na tyle dobrze, że nie ma potrzeby wyznaczania kar czy nieprzyjemnych obowiązków, i dorośli wiedzą, jak postępować z dzieckiem mającym pewne problemy z nauką. :)
                  • verdana Re: Wywiadówki 09.11.10, 20:30
                    E, to ja mam nienormalną rodzinę?
                    W zupełnie normalnych i fajnych rodzinach bywa, ze dzieci uczą sie marnie. Albo wrecz fatalnie. I że nic nie da, szczególnie w odniesieniu do starszych nijak "postępować", albowiem takich metod jeszcze nikt nie wymyślił - w moim przypadku trzech psychologów na przyklad.
                    Moi rodzice, bardzo dobrzy rodzice, też nie poradzili sobie z moimi marnymi ocenami. Bowiem postępowanie z nieuczacym się systematycznie nastolatkiem moze być albo normalne (nie uczysz się, to po wywiadówce czeka cię nieprzyjemna rozmowa), albo nieco patologiczne (stały nadzór+kontrola+dzwonienie do kolegów co zadane).
                    Nie życzę Ci dzieci mających problemy z nauką, ale mogę Ci zareczyć - bya, ze jest to problem nie dający sie rozwiązać "własciwym postepowaniem".
                    • kai_30 Re: Wywiadówki 09.11.10, 23:37
                      Etam zaraz nienormalną.

                      Jak ja nie mogę, na wywiadówki chodzi mój (o zgrozo) konkubent ;) W szkole jest znany od samego początku, bo to on częściej przyprowadzał/odbierał dzieci i konwersował z wychowawczyniami. Chłopcy miewają problemy z nauką, ale raczej wynikające z dysfunkcji (obaj dyslektycy, młodszy dodatkowo z nasilonym deficytem uwagi). Nigdy nie ma awantur, bo primo nie zdarza się, żeby informacje o ocenach czy zachowaniu były jakimś zaskoczeniem, Młodzi nie kłamią, uwagi i sprawdziany przynoszą do podpisu na bieżąco; secundo nie mamy parcia na "pasek" czy średnią, a tertio - chodzą do szkoły integracyjnej, która ma ludzkie podejście.

                      Natomiast faktem jest, że jeśli trzeba ochrzanić któregoś delikwenta, to robię to zazwyczaj ja (poza drobiazgami załatwianymi tu i teraz). No i Młodzi jeszcze w podstawówce (6. i 4. klasa), więc wszystko przed nami ;)

                      Aha, ojciec biologiczny w naszym życiu się nie pojawia, widuje się z synami raz do roku, kiedy spędzają część wakacji u jego rodziców.
                    • croyance Re: Wywiadówki 16.11.10, 15:37
                      U mnie na wywiadowki chadzal zawsze tylko ojciec, bo moja mama nie miala cierpliwosci do takich rzeczy (tak samo zreszta, jak ojciec nas przewijal, karmil, odrabial z nami lekcje, a mama ... pelnila role tradycyjnego ojca :-). A w liceum wygladalo to tak, ze wzywano go do gabinetu, ja siedzialam na zewnatrz, po jakims czasie ojciec wychodzil, grozna nauczycielka za nim, a ojciec patrzac na mnie powaznie oswiadczal: pani iksinska zdecydowala sie dac ci jeszcze jedna szanse.

                      I tak co tydzien :-D
                • nessie-jp Re: Wywiadówki 10.11.10, 00:02
                  verdana napisała:

                  > Stosunki na linii ojczym-pasierb musza być więcej niż idealne, zeby ojczym mógł
                  > chadzać na wywiadówki.

                  A Grzegorz nie robi nic, żeby te stosunki były jakiekolwiek, nie mówiąc już o dobrych, ba! idealnych...

                  Może ja jestem naiwną idealistką, ale moim zdaniem, jeśli facet poślubia kobietę 30-letnią z dwójką niezbyt dużych dzieci i wprowadza się tym dzieciom do domu, to nie powinien tych dzieci traktować jak paprotek albo papużek, które
                  • joanna.piat-nowicka Re: Wywiadówki 10.11.10, 10:09
                    No cóż, w przypadku Grzegorza cudem było, że w ogóle ożenił się z Gabą i nie uciekł - tyle osób w rodzinie. On się przecież boi ludzi (bał?), więc co tu mówić o ciepłych relacjach z "chmurkami na firmamencie małżeństwa" z Gabą. Poza tym, może to okrutne, ale swoje dzieci to swoje. Nie od każdego można wymagać bezgranicznej miłości dla obcych dzieci... Grzegorz to taki typ człowieka, któremu ludzie są obojętni, najważniejsze uochane osoby czy takie, które darzy szacunkiem, są dla niego oczkiem w głowie (Gaba, Borejkowie) a na resztę ma zlewę. Poza tym Pyza i Tygrys, jakkolwiek małe, obdarzone były bujnymi osobowościami ;-))
                    • verdana Re: Wywiadówki 30.11.10, 14:38
                      Zwracam tez uwagę, ze Grzegodz ze swoja córką też kontaktu nie nawiązał.
                  • kkokos Re: Wywiadówki 10.11.10, 16:14
                    > Przecież Laura i Pyza są na tyle małe, gdy Grzegorz się pojawia na Roosevelta (
                    > a poza tym nie ma traumy, że zastępuje im znienacka znikniętego ojca), że wyksz
                    > tałcenie takiej więzi rodzinnej powinno być możliwe. GDYBY Grzegorzowi i Gabie
                    > chociaż trochę zależało.

                    powiem więcej, wykształcenie więzi nawet pożądane, by dziewczynki miały męski wzorzec

                    tyle że skoro był męski wzorzec w postaci ignaca, to najwyraźniej należy go traktować jak wzorzec z sevres i inny już niepotrzebny :(
    • minerwamcg Re: Wywiadówki 20.11.10, 22:28
      Zgadzam się z Verdaną i uprzejmie prosze o odnotowanie tego faktu w kominie, białą kredą. Istotnie, ojczym jest w kwestii bywania na wywiadówkach osobą najmniej powołaną pod słońcem.
      I tak, zgadzam się, że Jeżycjada nie jest finansowanym z grantu UE podręcznikiem "Partnerskie partnerstwo dla partnerstwa w domu i zagrodzie". To jest raczej fantazja na motywach realistycznych, które to motywy czasem bywają realistyczne nieprzyjemnie. Tak mają.
      U mnie i moich koleżanek na wywiadówki chadzały matki. Tylko jedna Dorotka miała wywiadówkującego tatę, który w gronie mam uchodził za coś w rodzaju zielonej sowy.
      Aczkolwiek u nas w domu istniał pewien niesmiały zalążek partnerstwa, który dzisiejsze sufrażystki oceniłyby jako ohydnie seksistowski: mama była od wywiadówek, tata od interwencji. Mama chodziła co miesiąc, żeby się dowiedzieć, że synek i córeczka są w zasadzie okay i nic ważnego nie zaszło, a ojciec w razie potrzeby WKRACZAŁ. Kiedy synkowi kolega mało nie wybił oka, kiedy córeczce postawiono pałę za rzekomo niesamodzielnie napisane zadanie (a ojciec się do autorstwa nie poczuwał) i takie tam. I jasne było również, że jak któreś z nas nabroi, do szkoły pójdzie tata, nie mama... toteż na wszelki wypadek jakoś szczególnie nie broiliśmy.
    • czekolada72 Re: Wywiadówki 17.12.10, 11:16
      W moich i mojego mlodszego brata szkolnych czasach na wywiadowki wszelkiego typu wedrowała mama, ale 5 wczesniej na wywiadowki mojego kuzyna wedrowal wylacznie jego ojciec, ktory tez dzialal nie tylko w trojce klasowej, ale i w radzie szkolnej.
      Generalnie w czasach moich szkolnych na wywiadowki chadzały mamusie, a ojcowier jawili sie niczym rodzynki w drozdzowce z owych czasow.
      Zas teraz u mojego dziecka - w podstawowce owszem - glownie mamy, ale juz gomnazjum i liceum - zdecydowanie pol na pol mamy i ojcowie.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka