Dodaj do ulubionych

Akceptacja

10.01.11, 21:37
Czy Borejkówny czują się akceptowane przez swoich rodziców? Czy rodzice są z nich dumni?
W BBB Natalia mówi, że tata uważa ją za lenia i idiotkę. Jak sądzicie, ma podstawy, żeby tak uważac?
Gaba - wiadomo, filolog klasyczny, poszła w ślady ojca, musiała zyskac tym jego aprobatę.
Ida - lekarz, wydaje mi się wszelakoż, że najbardziej dumny jest z niej Mamert :)
Pulpecja - wszyscy wiemy: sarkastyczne uwagi o niezdanej maturze, zero zainteresowania ze strony rodziców w momencie, kiedy dziewczyna miała problemy. ale w zasadzie o relacjach Mili i Ignaca z Pulpą wiemy niewiele.
Potem córki Gaby: Tygrys, Pyziacze nasienie, podobne do ojca, przez co trudno ją kochac. Pyza, pięciogwiazdkowa pięknośc, która wszelakoż się odchudza - czy Gaba kiedykolwiek rozmawiała z nią na ten temat?

Nie zauważyłam oznak spektakularnego buntu przeciw rodzicom, z wyjątkiem Idy i jej ucieczki z wakacji. Żadnych dziwnych ciuchów, fryzur, przyjaciół, których rodzice mogliby nie zaakceptowac.

Przyznam, że mnie najbardziej pasuje podejście Żaczka do córek: "zdrowe, przy kości, pycho czerwone" - zapewne nie jest to tekst, jaki chciałaby słyszec nastolatka, ale świadczy o tym, że ojciec ją akceptuje taką, jaka jest. Trzeźwe podejście do chandry Ceśki, oraz do lenistwa Julii (choc nieco brutalne, hehe).
Lubię też ojca Anieli, szczególnie jego rozmowę z córką o Hamlecie, piękna scena. Poza tym jechał aż z Łeby, żeby zobaczyc jak Aniela gra w spektaklu szkolnym, nie żałował na to czasu, nie gderał, że to tylko szkolne przedstawienie (on chyba przyjechał na świeta do rodziny Mamerta, ale i tak...).

Jak wy widzicie relację rodzice - dzieci w Jezycjadzie?
Obserwuj wątek
    • towarzyszka_j Re: Akceptacja 10.01.11, 21:52
      Żaczek jest cudowny :) I jego żona też. Moim zdaniem to najlepsi rodzice w Jeżycjadzie, może niepozbawieni wad, ale na pewno ciepli i kochający.
      U Borejków jest z tym, moim zdaniem, znacznie gorzej. Już to, że Nutria jako dziecko udaje chłopca, żeby zyskać akceptację ojca wydaje mi się nieco dziwne...
      • ateh7 Re: Akceptacja 10.01.11, 22:09
        Ja tez jako dziecko udawałam chłopca, wydawało mi się, ze chłopcy mają fajniej.
        Mój brat za to nosił moje sukienki, bo zazdrościł mi ubrań :)
        Ciekwae, czy Ignac powiedział kiedyś do którejś z córek: "Kochanie, to co zrobiłaś, to duży sukces, jestem z ciebie dumny". Chyba powinien, przecież Borejkowie to tacy mili, ciepli ludzie :)
        • jamniczysko Re: Akceptacja 10.01.11, 22:27
          W Wigilię w 91. powiedział do Gabrielli. Kiedy pięknie ubrała w słowa coś tam, że niby wesoło, a smutno, czy, że niby nic nie dzieli, a dzieli.

          A Nutria przecież do czasu poznania Tunia miała problem z tożsamością. Znana była z abnegacji, nosiła jakieś połatane portki i oberwane kurtki. A po paru latach nagle "nie posiadała ani jednego przedmiotu, który byłby brzydki".
    • kkokos Re: Akceptacja 10.01.11, 23:36
      > Nie zauważyłam oznak spektakularnego buntu przeciw rodzicom, z wyjątkiem Idy i
      > jej ucieczki z wakacji. Żadnych dziwnych ciuchów, fryzur, przyjaciół, których r
      > odzice mogliby nie zaakceptowac.

      były jakieś bunciki w śladowych ilościach poprzez łagodne wypominanie, że minimalizm życiowy, że dobra materialne tę rodzinę omijają - ale, no właśnie, na łagodnym wypomieniu w ilości śladowej się skończyło


      • ateh7 Re: Akceptacja 10.01.11, 23:48
        Oj tam, Gabie raz się język omsknął, ale się szybko poprawiła, widząc urażoną minę ojca :)
    • troppo_bella Re: Akceptacja 11.01.11, 08:47
      > Czy Borejkówny czują się akceptowane przez swoich rodziców? Czy rodzice są z ni
      > ch dumni?

      Może ateh wreszcie odnalazła klucz do zadziwiającej sytuacji mieszkaniowej Borejków et consortes? Bo może dlatego te bidaczki Gaba i Ida tam ciągle mieszkają, żeby wreszcie wybłagać słowo akceptacji od rodziców?

      Pulpa już odpuściła, bo znalazła sobie protezę: Florek ją akceptuje w całej okrągłej pełni. Ale w momencie kryzysu małżeńskiego brak akceptacji rodziców odbije jej się czkawką, tylko nie wiem, czy na tej wiosce znajdzie psychoterapeutę. I wyląduje na Roosvelta, krytykowana przez staruszków za wydawanie kasy na psychologów, nowomodnych i symbolizujących społeczeństwo konsumpcyjne, podczas gdy Seneka by zaradził za darmo i to lepiej.
    • nessie-jp Re: Akceptacja 11.01.11, 14:31
      W którymś z wczesno-środkowych tomów jest napisane, że wszystkie cztery córki starają się bardzo zasłużyć na aprobatę ojca, ale udaje sią to tylko Gabrieli, bo poszła w jego ślady i studiuje filologię klasyczną. Reszta patrzy zazdrośnie.

      Nie są to jakieś dramatyczne sceny zaniedbania i braku akceptacji, ale jednak dominująca linia postępowania w domu Borejków jest taka, że na akceptację zasługują wyłącznie tatusiowe małpki kataryniarza, pstrykające bez ładu i składu paroma łacińskimi maksymami.

      Wystarczy spojrzeć, jak się odnosiła rodzina do pomysłów Pulpy, żeby może jednak studiować ekonomię.

      • dakota77 Re: Akceptacja 11.01.11, 15:38
        No wlasnie. Podobaja mi sie "malpki kataryniarza". Swoja droga, tez mi talent, wykuc na pamiec iles cytatow i przerzucac sie nimi w rozmowie. Jak mozna nie cenic indywidualnych umiejetnosci, odmiennych talentow w dzieciach?
      • ateh7 Re: Akceptacja 11.01.11, 16:28
        nessie-jp napisała:

        > Wystarczy spojrzeć, jak się odnosiła rodzina do pomysłów Pulpy, żeby może jedna
        > k studiować ekonomię.

        Mnie krew zalewa w scenie, gdzie Pulpa mówi, ze chciała studiowa filologię angielską, to ją otoczenie zakrzyczało, że to bez przyszłości. Cóż, z przyszłością czy bez, ale rodzice mogliby jednak się zainteresowac planami Pulpy, tym jak wyglądają egzaminy na ten kierunek, nad czym Pulpa powinna popracowac, co poprawic itp.
        A tu nic, zero zainteresowania - może zakładali, że szkoda czasu na rozważanie planów Patrycji, bo i tak wiadomo, że nie zda matury! :)
        • retro-story Re: Akceptacja 11.01.11, 16:43
          Ale czy to w domu ja zakrzyczano? Czy to raczej takie "bo wszyscy mowia"? Kto jak kto, ale Borejkowie naprawde nie maja prawa wyrzucac Pulpie, ze filologia jest bez przyszlosci. Zreszta dziwie sie jak ona po tym angielskim miala niby byc biznesluman w pepitke.
          • ateh7 Re: Akceptacja 11.01.11, 17:06
            Mnie się wydaje, że w domu nie bardzo ją nawet zakrzykiwano, ona tam mówi bodajże: 'chciałam isc na anglistykę, to wszyscy się w czoło pukali".
            A biznesłuman ona chciała zostac, kiedy już była mowa o ekonomii-może zmieniła zdanie do do wyboru ścieżki kariery. Najważniejsze, że ani o jednym ani o drugim kierunku nikt z ną nie rozmawiał, oprócz Natalii.
    • krezzzz100 Re: Akceptacja 12.01.11, 11:49
      W cyklu można wskazać modelowe przykłady nieakceptacji.

      Czołowy przykład to Tygrysek- wiadomo.
      Ale i sama Gaba niezaakceptowana w swym "nieudaniu się" rodzinnym, co się zapewne w dużej mierze przekłada na jej wyparcie i nie przerobienie problemu.
      Nutria- już tu napisano, że walczyła o akceptację ojca, który jakoś musiał dać do zrozumienia, że cięgiem te dziewuchy(((.
      Dalej- ojciec Aurelii, nie akceptowany przez matkę w swych życiowych wyborach, a pewnie i jako dziecko także.
      Pan Jedwabiński, nie akceptujący swej córki, która wyjechała z kraju.
      Gizela ("matka zastępcza") nie akceptująca wyboru małżeńskiego Mili, jak i samej Mili w jej roli rodzicielsko-wychowawczej.
      Matka Ignacego i Józefa, uprzedzająca się do wyboru małżeńskiego syna Józefa.
      Grzegorz Stryba, nie akceptowany przez Cyryjka i Metodego.
      Elka, nie rozumiana przez w.w. (no dobra, akceptowana, ale nie rozumiana z pewnością).

      Widać, że trzeba rozróżniać między nieakceptacją i nierozumieniem. Ale problem jest...


      • ateh7 Re: Akceptacja 12.01.11, 19:35
        krezzzz100 napisała:

        > W cyklu można wskazać modelowe przykłady nieakceptacji.

        > Czołowy przykład to Tygrysek- wiadomo.

        Tak, ale ja mam wrażenie, ze Pyza też mogłaby otrzymywac nieco więcej od Gabrieli. Spójrzmy:
        - odchudzanie - oki, masa nastolatek się odchudza, niektóre naprawdę tego potrzebuja, inne nie. Czy Pyza kiedykolwiek otrzymała od matki choc jedną minutę rozmowy na temat tego, czym jest wygląd, jego znaczenia? Chocby jedno zdanie w stylu: Puzuniu, nie musisz poprawiac swojego wyglądu, bo nie musisz poprawiac tego, co juz jest piękne. Fajnie, że dbasz o siebie, ale liczenie kalorii w jabłku to naprawdę przesada, nawet jesli w tej chwili uważasz, ze to jest bardzo ważne.
        A pamiętacie rozmowę Mili i Idy, gdy Ida miała chandrę, bo sobie wkręciła,że jest brzydka? Czyli jednak można.
        - Pyza była w klasie mat-fiz, z bardzo dobrymi uczniami, uważała, że się kompromituje swoja niewiedzą - czy Gaba kiedykolwiek podniosła ją na duchu, czy zaproponowała zmianę szkoły na bardziej przyjazną, korepetycje, cokolwiek?
        - Pyza była dziewczyną bez ambicji i zainteresowań, ale też nigdy nikt jej nie zapytał, czy może chciałaby chodzic na jakieś dodatkowe zajęcia, nie zrobiono nic właściwie, zeby tej dziewczynie pomóc w jakimś samookreśleniu się.
        - Pyza o pustych ramionach - jakże smutne musiało byc dotychczasowe życie tej dziewczyny, skoro uznała, że nabrało ono sensu dopiero wraz z narodzinami dziecka!

        > Ale i sama Gaba niezaakceptowana w swym "nieudaniu się" rodzinnym, co się zapew
        > ne w dużej mierze przekłada na jej wyparcie i nie przerobienie problemu.

        Co masz na myśli?

        > Nutria- już tu napisano, że walczyła o akceptację ojca, który jakoś musiał dać
        > do zrozumienia, że cięgiem te dziewuchy(((.

        Mnie najbardziej zastanawia, skąd jej się to wzięło, że ojciec uważa ją za idiotkę. Pewnie nie wzięło się znikąd, nawet jesli Ignac jej w rzeczywistości za idiotkę nie uważał, to musiał da jakoś do zrozumienia, że Nutria nie spełnia jego oczekiwań (nadmierna krytyka, czy coś w tej podobie). Dla nadwrażliwej Natalii to świetny grunt pod kompleksy i niską samoocenę.

        > Dalej- ojciec Aurelii, nie akceptowany przez matkę w swych życiowych wyborach,
        > a pewnie i jako dziecko także.

        Nigdy jakoś nie lubiłam babci Jedwabińskiej.

        > Pan Jedwabiński, nie akceptujący swej córki, która wyjechała z kraju.

        A wyjechała?

        > Elka, nie rozumiana przez w.w. (no dobra, akceptowana, ale nie rozumiana z pewn
        > ością).

        Zawsze mi się wydawało, że te wszystkie sukcesy Elki są po to, by wreszcie Grzegorz raczył łaskawie zwrócic na nią uwagę. Co nie nastąpiło nigdy.
        • retro-story Re: Akceptacja 12.01.11, 19:55
          Toksyczny Mamert nie akceptował wyborów życiowych Tomcia. Romy pewnie też nie, skoro uciekła z uszatym chirurgiem tuż po maturze.
        • verdana Re: Akceptacja 12.01.11, 20:05
          Tylko nie popadajmy w przesadę - rodzice musza akceptować dziecko, a nie wszystkie jego zachowania. Odchudzającą sie Pyzę nalezało raczej wesprzeć w odchudzaniu, a nie wmawiać jej, ze nadwaga, ktorej chce się pozbyć(jakby nie chciała to inna sprawa) jest jak najbardziej OK. Jeśli chodzi o Romę, to mam wrazenie, ze raczej ona była toksyczna i szukala we wszystkim winy rodziców.
          Dla mnie nieakceptacja dotyczy Tygrysa przede wszystkim - tu nie akceptuje sie "całokształtu", nie tego , co Tygrys robi, ale kim jest. W przypadku Eli to nie jest brak akceptacji, tylko totalna obojętność.
          Jeśli chodzi o naukę dzieci, to MM nie umie podjąc decyzji, chyba wątek popełnię:)
          Pyza z pustymi ramionami nie musi być winą rodziców, nie jestem sklonna obwiniac o kazdy problem doroslego tylko mamy i taty - w tym wieku ma się już sporo innych doswiadczeń i one mogą wplywać na zachowania i odczucia.
          • kkokos Re: Akceptacja 12.01.11, 20:16
            > Jeśli chodzi o naukę dzieci, to MM nie umie podjąc decyzji, chyba wątek popełni
            > ę:)

            a pewnie, popełnij! :)

            > Pyza z pustymi ramionami nie musi być winą rodziców, nie jestem sklonna obwinia
            > c o kazdy problem doroslego tylko mamy i taty - w tym wieku ma się już sporo in
            > nych doswiadczeń i one mogą wplywać na zachowania i odczucia.

            najbliższe otoczenie miała takie, że musiała uwierzyć, iż posiadanie dzieci decyduje o sensie życia. bab dookoła skolko ugodno, a każda żyje zgodnie z powyższą zasadą. jakżesz inaczej gaba przetrwałaby to sromotne porzucenie, gdyby nie dzieci - a nutria, o proszę, dzieci nie ma i jak się miota po życiu...
          • krezzzz100 Re: Akceptacja 12.01.11, 21:47
            Verdano, jasne, że akceptacja/nieakceptacja mogą przyjmować różny kształt. Mnie się jednak jakoś tak wydaje, że obojętność jest rodzajem nieakceptacji, bo jeśli kogoś akceptujemy, to tym samym nie jesteśmy wobec niego obojętni. Ale może to nadmiarowokonceptualne dywagacje...

            Co do Elki, to mnie się zawsze wydawało, że Grześ nie potraci zaakceptować córki kojarząc jej istnienie ze śmiercią żony. Zatem także dlatego KIM jest- jest tą, która kojarzy się ze śmiercią żony. Ale może coś źle połączyłam, nie będę się upierała...

            Roma moim zdaniem nie była toksyczna. Była inteligentną, owszem: skomplikowaną wewnętrznie dziewczyną, dużo bardziej interesującą zresztą niż Pulpa, ale nie toksyczną. Po relacjach Tomka i Mamerta i podporządkowanej Tosi sądzę, że ta rodzina to całkiem przychylna dzieciom nie była.

            Najmniejszą zagadką dla mnie jest Pyza, masz rację że ona w sporej mierze jest taka jaka jest sama z siebie- charakter. Niemniej, wzorce miała również takie se...
          • tygrys2112 Re: Akceptacja 19.01.11, 15:12
            Czytałam niedawno, że zaburzenia odżywania mają związek z relacjami w rodzinnie. Obojętnie, czy jest to nadwaga, czy niedowaga. A poza tym spójrzmy na Pyzę obiektywnie - ona nie miała żadnych pomysłów na siebie, zmienia się jak kameleon pod wpływem to faceta to dziecka, czy tak postępuje kobieta, która dostała akceptację? Dziecko nieakceptowane szuka tożsamości - tak jak Nutria lub Pyza lub Laura. Każda znich robiła to w inny sposób, ale jednak.

            Co do Nutrii, to jej chęć odgrywania chłopca pokazuje jeszcze jedną rzecz - w jej rodzinie nie akceptuje się prawdopodobnie ani kobiecości, ani emocjonalności. To samo z Gabrielą - właśnie dlatego jest taka dzielna i nie umie sobie radzić z emocjami.
            • tygrys2112 Re: Akceptacja 19.01.11, 15:15
              poprawka - nadwaga, czy niedowaga - raczej bulimia czy anoreksja. Nadwagę czy niedowagę można mieć niezależnie od tego - np. z racji nawyków żywieniowych.
              • verdana Re: Akceptacja 19.01.11, 16:47
                Zaburzenia odżywiania to nie drobna nadwaga - wynikaloby z tego, ze wina rodzicow jest to, że dziecko lubi jeść, albo że nie lubi sportu, albo że ma taka sobie przemianę materii.
                Nadwaga czy niedowaga to zazwyczaj kwestia urody, lubienia lub nie pewnych rzeczy, trybu życia i genow. natomiast chorby psychiczne związane nie z tuszą, ale zze sposobem odżywiania się są zupełnie czym innym.
                • nessie-jp Re: Akceptacja 19.01.11, 17:13
                  verdana napisała:

                  > Zaburzenia odżywiania to nie drobna nadwaga - wynikaloby z tego, ze wina rodzic
                  > ow jest to, że dziecko lubi jeść, albo że nie lubi sportu

                  No częściowo tak jest. Jeśli nie nauczysz dziecka, żeby lubiło czytać, to małe są szanse, żeby wyrosło na książkożercę. Jeśli nie nauczysz dziecka zamiłowania do sportów (porządku, mycia zębów, wszystko jedno
                  • soova Re: Akceptacja 19.01.11, 17:23
                    Do tego należy dodać, że mała Pyza była fatalnie przez Gabę żywiona (jednak pozwalanie dziecku na czipsy, batoniki, Fantę i resztę tym podobnych śmieci procentuje na całe życie

                    Zapewniam, że w latach 80-tych parówki dla dziecka, które tak lubiła Pyza, były wielkim rarytasem i po pierwsze, wszyscy się cieszyli, gdy się je udało dostać (a najbardziej samo dziecko, co ładnie jest w OwR pokazane), po drugie, do głowy by nikomu nie przyszło zapoznawać się z ich składem (gdyby w ogóle była taka możliwość, bo sprzedawano je wprost z haków czy ze skrzyni, bez żadnych opakowań fabrycznych przecież). Zwracanie uwagi na to, czy to, co ładujemy do żołądków, jest na pewno zdrowe, to wymysł :) czasów dzisiejszych, a nie czasów dzieciństwa Pyzy. Róża w chwili przemiany ustrojowej miała 9 lat i nawyki żywieniowe raczej już ukształtowane.
                    • nessie-jp Re: Akceptacja 19.01.11, 19:21
                      > Zapewniam, że w latach 80-tych parówki dla dziecka, które tak lubiła Pyza, były
                      > wielkim rarytasem

                      Nie mówiłam o tym
                • tygrys2112 Re: Akceptacja 19.01.11, 17:36
                  Dlatego się poprawiłam. Czy Pyza naprawdę miała nadwagę, czy tylko ją sobie wmawiała,nie wiemy. Jedno jest pewne jak napisała Nessi wyżej - kwestia podejścia do własnego ciała- jak dla mnie Pyza ma problem z akceptacją, zresztą wszyscy Borejkowie "zarażają się nawzajem" tym problemem. Najfajniejsi dla mnie są i będą Żakowie, przyłączam się do chóru ich wielbicieli.
                  • verdana Re: Akceptacja 19.01.11, 18:31
                    Nie, zaraz, zaraz.
                    Odchudzanie się, bo się ma nadwagę - to nie jest problem "braku akceptacji" tylko chocby przyjęcia do uwierzenia, ze nadwaga jest niezdrowa. W ten sam sposób można by badania okresowe nazwać hipochondrią i nadmierna asekuracją, zamiast zaakceptowanie, ze człowiek istota śmiertelna. Podobnie zamiast ćwiczyć, należałoby zaakceptować, ze ma sie zadyszkę przy podejściu na drugie piętro. A mobilizację do pracy zganić jako nieumiejętność zaakceptowania milosci do lezenia na kanapie i oglądania seriali.
                    Nie każda próba zmiany może być opisywana jako "nieakceptacja" - próba zmiany na lepsze to jest co innego niż niechęć do siebie samej.
                    • tygrys2112 Re: Akceptacja 19.01.11, 18:37
                      Owszem, ale Pyza akurat przejawia cechy osoby, która ma problemy z samoakceptacją. Choć w zdecydowanie mniejszym stopniu niż Laura - Tygrys niskie poczucie wartości przykrywa pod narcystyczną maską.
                      • verdana Re: Akceptacja 19.01.11, 19:03
                        Drobne problemy z samoakceptacja są ze wszech miar wskazane. dziś własnie spotkałam na konferencji faceta, który nie ma żadnych problemow z samoakceptacja i wraz z innymi uczetnikami nie mogę się otrzasnąć:)
                    • nessie-jp Re: Akceptacja 19.01.11, 19:22
                      > Odchudzanie się, bo się ma nadwagę - to nie jest problem "braku akceptacji" tyl
                      > ko chocby przyjęcia do uwierzenia, ze nadwaga jest niezdrowa.

                      Ale Pyza się nie odchudza. Pyza wykazuje cechy bulimiczne: najpierw się obżera, a potem płacze nad sobą, że jadła i katuje się jakimiś dietami.

                      Decyzja "odżywiam się zdrowo, bo niedobrze jest tyć" to zupełnie co innego, niż kolejne diety na poprawę... nastroju i wieczne odchudzanie się od jutra.
                      • verdana Re: Akceptacja 19.01.11, 22:36
                        Nie, nie przesadzajmy. To normalne dla osoby, ktora zwykle sie nie odchudza, a chce troche schudnąć. Kazde przekroczenie diety jest obzeraniem się. Ja zjadlam dzis na obiad trzy grzanki i mam cholerne poczucie winy - nie ma to nic wspólnego z bulimią.
                        Odchudzanie się "od jutra" świadczy tylko o słabej woli, a nie o nieakceptacji, przeciwnie.
                        • klymenystra Re: Akceptacja 20.01.11, 12:13
                          Zgadzam się z Verdaną. Ja wczoraj miałam ciśnienie na słodkie i zjadłam dwie delicje. Wyrzuty sumienia gwarantowane :) A problemów z samoakceptacją nie mam, bo nie zależy ona od mojej wagi.
                          • nessie-jp Re: Akceptacja 20.01.11, 16:00
                            Bo chyba trochę przesadnie interpretujemy (zbiorowo, forumowo) "problemy z samoakceptacją".

                            Przecież cokolwiek by o nich nie mówić, Borejkowie NIE są rodziną skrajnie patologiczną. OWSZEM, różne osoby tam mają problemy z samoakceptacją, głównie dziedziczone z matki na córkę. Ale kto nie ma? Nie wierzę, że istnieją takie jednostki.

                            Po prostu ciekawie się gdyba i rozbiera na kawałki postacie literackie, wyszukując dla nich motywacje i patrząc, czy teoria pasuje.

                            Z mojego punktu widzenia najsilniejsze problemy z samoakceptacją ma w tej rodzinie Mila Borejko (sierota, wychowana przez Gizelę, która również sama siebie przesadnie nie kochała, niemająca oparcia w mężu (trzeba uchuchać), z trudem panująca nad domem, ale bohatersko szorująca dalej tę wannę...) Mila Borejko potem to poczucie sprzedaje najstarszej córce, a ta z kolei swoim córkom.

                            • tygrys2112 Re: Akceptacja 20.01.11, 16:14
                              Patologia to trochę za mocne słowo, ale nie powiesz mi, że rodzina, w której dziewczynka odgrywa chłopca, a jej siostrzenica ucieka z domu, bo chce poznać ojca jest całkiem normalna. Przykro mi, ale dla mnie Borejkowie nie są normalną rodziną.
                              • nessie-jp Re: Akceptacja 20.01.11, 17:24
                                tygrys2112 napisała:

                                > Patologia to trochę za mocne słowo, ale nie powiesz mi, że rodzina, w której dz
                                > iewczynka odgrywa chłopca, a jej siostrzenica ucieka z domu, bo chce poznać ojc
                                > a jest całkiem normalna. Przykro mi, ale dla mnie Borejkowie nie są normalną ro
                                > dziną.

                                "Normalna" nie w sensie całkowicie zdrowa i idealna
        • staua Re: Akceptacja 12.01.11, 20:13

          > > Pan Jedwabiński, nie akceptujący swej córki, która wyjechała z kraju.
          >
          > A wyjechała?
          Chyba chodzi o pana Jankowiaka, ktorego corka wyjechala i nigdy go nie odwiedzala.
        • kkokos Re: Akceptacja 12.01.11, 20:27
          > > Ale i sama Gaba niezaakceptowana w swym "nieudaniu się" rodzinnym, co się
          > zapew
          > > ne w dużej mierze przekłada na jej wyparcie i nie przerobienie problemu.
          >
          > Co masz na myśli?

          nie wiem, co krezzzz ma na myśli, ale ja sobie myślę, że raz jeden gaba zrobiła coś nie oglądając się na akceptację rodziców (czyli ulokowała uczucia w mężczyźnie, który nie budził zaufania mili) i oczywiście okazało się, że to rodzice mieli rację. więc być może gaba musiała zaakceptować (lub właśnie nie zaakceptowała) swoje własne prawo do błędów. jedni żyją według zasady "ok, sparzę się, trudno, będę lizać rany, ale chcę postępować według własnych wyborów", inni według zasady "rodzicie wiedzą lepiej, co dla mnie dobre, czemu więc miałabym nie słuchać ich dobrych rad". raz jeden gaba postąpiła sprzecznie z zasadą drugą, być może sobie tego nie wybaczyła, czyli nie zaakceptowała włąsnego prawa do błędów.

          ale być może wyciągam już zbyt daleko idące wnioski
        • krezzzz100 Re: Akceptacja 12.01.11, 21:32
          Ateh, dokonałam ekstrapolacji problemy, zapewne gubiąc szczegóły, ale chciałam zwrócić uwagę, że sporo jeżycjadowych rodziców ma problem z akceptacją swoich dzieci.

          Co do Gaby- mam na myśli jej wybór Janusza na męża, któren się Mili wybitnie nie podobał.

          Pomyliłam pana Jankowiaka z Jedwabińskim))) Oczywiście pan Jankowiak się skarży na słabe kontakty z córką (to o niej mi świta, że wyjechała), pardon.
          • taria Re: Akceptacja 13.01.11, 00:29
            Córka p. Jankowiaka, Anita, wyjechała do Stanów. Nie mam wrażenia, że Jankowiak jej nie akceptuje. To, z czym nie potrafi się pogodzić, to własna samotność: żona zmarła, jedyna córka za oceanem, wnuków nie ma. Nie wyrzuca w myślach Anitce, że wyjechała na zarobek czy wybrała nieodpowiedniego człowieka za męża, tylko, że go nie odwiedza. Jankowiak nie potrafi przede wszystkim zaakceptować swojej własnej sytuacji życiowej.
            Panie Jezu, gdzie to wszystko znika? Radość, miłość, szczęście wszystko przepadło, nie ma nic, nie ma dla kogo pracować, chyba że tylko dla siebie, na tę bułkę z serem, na elektryczność i gaz. Nie ma też dla kogo żyć - bo dla siebie samego to się już prawie nie chce.

            • krezzzz100 Re: Akceptacja 13.01.11, 08:22
              Nie akceptuje, że żyje własnym życiem- tam, w Stanach. W tamtych czasach kontaktowanie się telefoniczne było piekielnie drogie, podróże takoż. Poza tym, jest jakiś posmak wychowania: jakoś postawa pana Jankowiaka wobec uczniów każe mi domniemywać, że wyjął wychowawczo co włożył.
              • verdana Re: Akceptacja 13.01.11, 11:02
                Ale były listy i możliwość utrzymywania więzi nawet przez ocean. A tu najwyraźniej nie chodzi o wyjazd, tylko o zerwanie kontaktów. Trudno to zaakceptować - zaakceptowanie zerwania więzi z dzieckiem oznacza także nieakceptowanie dziecka, nieprawdaż? Zal za brakiem więzi jest większą akceptacją dziecka niż machniecie ręką.
                • platynowa_kostka_rubika Re: Akceptacja 07.02.11, 14:34
                  Zerwanie kontaktów nie odbywa się bez przyczyny. Nie potrafię uwierzyć, że ktoś - mający kochających rodziców - nie starałby się ze wszystkich sił tego kontaktu utrzymać nawet na taką odległość, niezależnie od kosztów rozmów tel. itp. Widać p. Jankowiak nie był dobrym ojcem.

                  Co do Borejków, IMO rzecz nie w akceptacji, a we wsparciu. Można nie aceptować wyborów dziecka, ale rozmawiać z nim (rozmawiać, nie monologować!), tłumaczyć powody nieakceptacji itd. A przede wszystkim dziecku zapewniać wsparcie - tak, aby miało świadomość, że może przyjść z problemem do rodzica i zostanie potraktowane poważnie, a nie pobłażliwie (na zasadzie: a co to za problem...) bądź zignorowane.
                  • nessie-jp Re: Akceptacja 07.02.11, 17:38
                    > Zerwanie kontaktów nie odbywa się bez przyczyny. Nie potrafię uwierzyć, że ktoś
                    > - mający kochających rodziców - nie starałby się ze wszystkich sił tego kontak
                    > tu utrzymać nawet na taką odległość, niezależnie od kosztów rozmów tel. itp. Wi
                    > dać p. Jankowiak nie był dobrym ojcem.

                    Dziewczyno, co ty opowiadasz. Zwróć uwagę, kiedy się dzieje akcja powieści. Już pominę to, że koszty
                    • verdana Re: Akceptacja 07.02.11, 18:04
                      Za dawnych czasów były listy. Mozna było nie dzwonić, ale utrzymywać w miarę bliskie kontakty.
                      A córka pana Jankowiaka chyba po prostu zamilkła. To jednak nie było normalne.
                      • nessie-jp Re: Akceptacja 07.02.11, 20:42
                        verdana napisała:

                        > Za dawnych czasów były listy. Mozna było nie dzwonić, ale utrzymywać w miarę bl
                        > iskie kontakty.

                        Bliskie kontakty za pomocą listu? Który szedł X tygodni? No dziękuję za taką bliskość :)


                        > A córka pana Jankowiaka chyba po prostu zamilkła. To jednak nie było normalne.

                        Nie wydaje mi się, żeby zamilkła. To, że Jankowiak tak to odbiera po śmierci żony, jest naturalne
                        • verdana Re: Akceptacja 07.02.11, 21:06
                          Sama zauważyłaś, ze to były inne czasy. Listy, regularnie wysylane byly wówczas formą bliskosci, wiedziało się, co się dzieje u rodziny, przesyłano sobie zdjęcia, chwalono się, jak tam corka w Stanach. A córka pana Jankowiaka, o ile rozumiem, po prostu zerwała kontakt.
                          Niezaleznie od wszystkiego innego, większość dzieci w Stanach stać bylo, by chociaż raz zaprosić ojca do siebie. Albo przyjechać po pogrzebie choć raz.
                          To nie było tak, ze jak ktoś wyjechał do Stanów, to jakby umarł, wiecej o nim mowy nie było. Moja babcia miała w Stanach rodzeństwo i kontakty jednak były, nawet tam jeździła - nie czeto, ale jednak.
                          • staua Re: Akceptacja 07.02.11, 23:03
                            Chyba nie do konca jednak zerwala... Mysle, ze pisala po prostu bardzo rzadko - w koncu pan Jankowiak wiedzial, ze ma meza z czarna broda (wiec przyslala zdjecie) i mial generalnie pojecie o jej zyciu tam, przeciez sobie tego wszystkiego nie wyobrazil. Po prostu mial ochote na wiecej, bo byl bardzo samotny i, tak, jak pisze Nessie, po smierci zony to sie wzmoglo. Zaloze sie, ze jak sie ozenil z babcia Jedwabinska, to juz mu tak tych kontaktow z corka nie brakowalo.
                            Ja nawet teraz nie mam czasem ochoty rozmawiac z moja mama, a jak mam ochote, to dzwonie raz na tydzien (a moj maz dzwoni do rodzicow codziennie), pomimo, ze nie mam jakichs urazow ani nie bylo klotni, ani nie jest drogo, jak bylo wtedy. Po prostu nie chce mi sie.
                            • marslo55 Re: Akceptacja 08.02.11, 12:58
                              staua napisała:
                              "Po prostu mial ochote na wiecej, bo byl bardzo samotny i, tak, jak pisze Nessie, po smierci zony to sie wzmoglo. Zaloze sie, ze jak sie ozenil z babcia Jedwabinska, to juz mu tak tych kontaktow z corka nie brakowalo."
                              A jakby się ożenił z Gabą, to nawet powietrza by nie potrzebował do szczęścia;) Też mi się zdaje, że córka nie zamilkła zupełnie - po prostu Jankowiak został sam w mieszkaniu i nie potrafił się przestawić na życie w pojedynkę. Więc znalazł kogoś do pary - i dobrze, i nieważne, że sztucznie, ważne, że w liczbie mnogiej..


                        • kadanka Re: Akceptacja 07.02.11, 22:20
                          w ogole postac pana Jankowiaka - tzn ten aspekt osamotnienia na starosc i nieodnajdywaniu sie we wspolczesnosci jest tak smutny i realistyczny, ze w sumie dobrze ze go autorka na sile spilnela z babcia Jedwabinska:D z takich smutnych staruszkow to jeszcze pani Szczepanska sie przypomina - ktora oczywiscie Borejkowie jednak na koncu oczarowali urokiem swym do tego stopnia ze jakos weszli w posiadanie jej mieszkania:D

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka