Dodaj do ulubionych

Sede vacante

13.03.13, 16:33
Ponieważ nastąpiła smutna przerwa w powstawaniu Bałusi, to zachęcona chwilowym (mam nadzieję) brakiem konkurencji przedstawiam Wam swój fanfik.

Iiiiiiiiiii – cienki krzyk rozdarł ciszę wyjątkowo spokojnego popołudnia na Roosevelta. Laura westchnęła ciężko:
- Łusia. No, Łusia się tak bawi z koleżankami, która dłużej potrafi. Dorosła dziewczyna, prawie 15 lat ma, a bawi się z 11-latkami w takie coś... Wiesz, czasem się zastanawiam, czy ona nie jest jakaś upośledzona.
Adama aż zatchnęło. - No wiesz! To bardzo, niezwykle zdolna dziewczynka. Całego Pana Tadeusza na pamięć zna, już w podstawówce umiała, i jeszcze Wiersze wybrane Staffa. Co za wspaniała pamięć.
Laura chciała zauważyć, że genialni idioci, jak im tam, sawanci bodajże, też tak mają. Ale nie zdążyła otworzyć ust, gdy do wciąż trwającego pisku dołączył się drugi, o ton czy dwa niższy:
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaa
Adam drgnął.
- Ida – wyjaśniła Laura ze zdziwieniem w głosie. - Bawi się z nimi?
- To cudowne. Matka, która tak wspaniale bawi się ze swymi dziateczkami – zadeklamował Adam i spojrzał z uczuciem w dal (czyli nad ramieniem Laury gdzieś w stronę ściany z pożółkłym portretem papieża). Właściwie to całe szczęście, że nie patrzył na żonę, bo na jej twarzy bardzo wyraźnie odbiło się pytanie, czy Adam przypadkiem też nie jest upośledzony. Nie, zadecydowała. On jest cofnięty w czasie. O jakieś 100 lat. Ale powiedziała tylko
- W życiu nie widziałam, żeby Ida bawiła się w cokolwiek z Łuśką. Jak się tak zastanowić, to... - ale nie dokończyła, bo ktoś dziko załomotał do drzwi, a potem otworzył je nie czekając na reakcję gospodarzy.
- Ratunku! Mord..! On! Józinek! Michael! O Boże, on nie żyje! Mój syn! - autorem tych dzikich okrzyków był mąż (jeszcze) Idy, ojciec Józinka i Łusi, wujek Marek. Normalnie był on niezwykle opanowanym człowiekiem, nie stracił równowagi nawet wtedy, gdy powiedział żonie, że chce rozwodu, a ta obrzuciła go całą zastawą stołową oraz zapasem kompotów na dwa lata. Teraz trzęsły mu się ręcę i broda, wydawał z siebie nieskoordynowane okrzyki i nerwowo wciskał Laurze swoją komórkę.
- Co ja mam z tym..?
- Dzwoń. Policja. Michael. Józinek. Krew!
- Michael? - spytał Adam
- Tsss, to narzeczony Trolli, kolejny. - Laura nie cierpiała Staszki Trolli, która jej zdaniem z wstrętnej małej Polyanny wyrosła na wstrętną małą puszczalską. Na dodatek przywoziła do Borejków swoich „narzeczonych”, co zdaniem Laury i jej siostry Róży było świadomym sadyzmem wobec zakochanego w niej od lat Józinka. Reszta rodziny uważała za wzruszające, że dziewczyna tak do nich przylgnęła.
- Więc co się stało? Michael zrobił coś Józinkowi? - Laura wyjęła swoją komórkę – Mam na pewno dzwonić po policję? Może najpierw pogotowie?
- Nie, pogotowie nie. On nie żyje.
- Józinek?! Nie żyje? - Laurze zabrakło tchu.
- Nie. Michael nie żyje – wujek Marek nagle jakby zgasł. - Józinek go zabił.
Obserwuj wątek
    • sentslaue Re: Sede vacante 13.03.13, 18:20
      no nie, padłam.....
      • yvi1 Re: Sede vacante 13.03.13, 18:26
        no co,w takim momencie przerywasz?
        Dalej,dalej i to szybko :)
        • kkokos Re: Sede vacante 13.03.13, 19:05
          się nie znęcaj, tylko pisz!
    • slotna Re: Sede vacante 13.03.13, 20:49
      Jaki czad!!! :D
    • jhbsk Re: Sede vacante 14.03.13, 08:06
      Super! :-)
    • j_a_ch Re: Sede vacante 14.03.13, 09:51
      Ok-urcze :)
      Czekam na c.d. ...
    • zla.m Re: Sede vacante [cz. 2] 14.03.13, 13:00
      - Nazywam się Sowa. Jestem podkomisarzem, ale i tak wszyscy mówią kapitan Sowa, więc niech się pani nie krępuje.
      Laura uśmiechnęła się z wysiłkiem. Policjant był miły i całkiem przystojny, ale ona była tak strasznie zmęczona. Dochodziła 23, od nagłego pojawienia się wujka Marka minęło sześć długich godzin. Przetrzymała zamieszanie z wzywaniem policji, pogotowia i techników, histerię Łusi i spazmy Idy – na szczęście wujek jakoś się ogarnął, kiedy dostał konkretne zadanie uspokojenia żony i córki, przyjście i histerię (fałszywą, zdaniem Laury) tej... Trolli, wyjazd Józinka w kajdankach (ponowna histeria pań Pałys oraz oskarżycielskie krzyki Trolli), wstępne przesłuchanie przez dwóch posterunkowych, a potem sierżanta (czy oni mają jakiś podręcznik z pytaniami? Nawet kolejność była ta sama), przyjście Ziutka z przedszkola (chwała Panu za płatne opiekunki, które chętnie dorobią), przyjazd mamy z dziadkami, ich histerię (znowu Marek Pałys w akcji), nadejście Ignacego z nową „koleżanką” i ich szybki strategiczny odwrót, awanturę ze strony mamy, że ona nie histeryzuje i jest dzielna (co dziwne, babcia, taka zawsze trzeźwa w ocenie, poparła mamę), focha Grzegorza (a temu co nagle..?), kolejne łzy ciotki Idy, przyjazd ciotki Natalii, kłótnię mamy z ciotką Idą, próbę mediacji przez ciotkę Natalię (doprowadziła niemal do bijatyki), powrót Ignaca i jego natrętne „ale co się stało właściwie”, „próbny” zawał dziadka (przynajmniej jego córki przestały się kłócić), ponowną interwencję wujka Marka (tym razem machnął ręką na bezpieczne dawki i wkrótce większość rodziny już spała), kilkaset telefonów od Patrycji i Róży oraz plączącego się pod nogami Adama, który cały czas powtarzał „chce ci pomóc, sarenko”, ale sam nie wykazywał ani cienia inicjatywy. Tyle dobrego, że gdy już wymyśliła mu jakieś zadanie, wywiązywał się bezbłędnie i załatwił ekspresowy przyjazd ekipy sprzątającej – okazało się bowiem, że policjanci zabierają ciało i kilka kropel próbek, a całą resztę krwawego chłamu pozostawiają rodzinie do ogarnięcia. Z tego wszystkiego nie udało jej się posłuchać, co zeznawali inni członkowie rodziny i nadal nie wiedziała, czy wujek Marek jest neurologiem czy neurochirurgiem. Jakby to teraz było najważniejsze! - upomniała samą siebie i postarała skupić się na kapitanie Żbiku. Niech to. Sowie.
      - Będę musiał jeszcze raz wszystkich państwa przesłuchać. Oficjalnie. W komendzie. Może wyjdą jakieś nowe fakty.
      - Ale po co? Macie przecież Józinka, mało wam?
      - Cóż... Józef Pałys nie przyznaję się do winy. Mówi, że tak znalazł tego...eee... Michaela Connora i odruchowo wyjął nóż. Nawiasem mówiąc, kim on jest dla pani?
      - Ten Michael?
      - Nie – kapitan Sowa machnięciem ręki zbył denata, a Laura pomyślała, że to bardzo smutne. W całym tym zamieszaniu zamordowany stał się jakby najmniej ważny. - Pan Pałys. Józef.
      - To mój kuzyn.
      - Czy sądzi pani, że pan Pałys mógł zabić pana Connora? Kto to w ogóle był dla niego?
      - Ech... To był chłopak Trolli. Staszki Trolli. A Staszka to taka... nasza... no, przyjaciółka, znajoma, od lat. A głównie Józinka.
      - Przyjaciółka? Czy wielka miłość?
      - Skąd pan..? To znaczy, skąd pan wziął ten pomysł, przecież ona jest od niego starsza dobre 5 lat!
      - Powiedziała nam... – szczupłe i opalone palce (bez obrączki!) przewracały kartki w notesie - ...Pałys Łucja, lat...
      - Łuśka? No nie, ona naprawdę jest upośledzona – wyrwało się Laurze zupełnie niedyplomatycznie.
      - Hmmm... a kim ona właściwie jest?
      Laura wdała się w zawiłe chwilami wyjaśnienia, a pan kapitan (czy tam podkomisarz) z zapałem robił notatki. Może jeszcze książkę o nas napisz, poradziła mu duchu. W tym momencie zadzwonił telefon.
      - Sowa, słucham. Yhym... aha... co? Więc o której..? Rozumiem. Co? Jak to nie...? To jak..? Ach, takie buty... Dzięki, cześć. - tyle usłyszała. Policjant jakby chwilę się wahał, a potem powiedział machając komórką:
      - To od naszego patologa. Pani kuzyn chyba nie kłamał, mówiąc, że znalazł martwego już denata... Facet nie żył od co najmniej południa. A na dodatek... nie, lepiej już pójdę.
      Laura milczała oniemiała. Jej pierwszą myślą była absurdalna ulga, że nie ma tu Łusi, która na pewno skomentowałaby „martwego już denata”. Dopiero po chwili dotarł do niej sens nowiny.
      - Jak to? To Józinek nie...?! Wypuścicie go? Zajeb... to jest wspaniale – tresura Adama dała o sobie znać.
      - Tak. To znaczy nie. Pewnie wypuścimy, ale jutro. I tak trzeba z nim pogadać, jako jedyny tutaj miał powód... a jak to nie on, to trzeba będzie dać znać do Anglii i wtedy się zacznie – kapitan westchnął tak ciężko, że przez ułamek sekundy Laura pożałowała, że to jednak nie Józinek.
      - Dobrze, to ja idę. Proszę też się położyć, jutro też będzie ciężki dzień – powiedział niespodziewanie troskliwie i wyszedł.
      Ale Laura nie myślała o śnie. Zbiegła do sutenery i gorączkowo zastukała w olśniewająco białe drzwi. Otworzył wujek Marek – blady, wymięty, starszy o dobre dziesięć lat.
      - Wujku! - wydyszała – wujku! Gdzie ciocia?
      - Śpi. Po lekach.
      - Aha. No to trudno, rano się dowie. Wujku! Józinek nie skłamał, ten Michał faktycznie był już martwy wcześniej. Yupppi. To nie on!
      - Och...
      - Matko Boska, niech wujek nie płacze! Tu się cieszyć trzeba!
      - Wiem, Laurko, wiem... ja... to ze szczęścia... mój syneczek. Jak mogłem! Jak mogłem choć przez chwilę pomyśleć...? Jak mogłem, nawet w myślach uwierzyć..?
      - No właśnie... A czemu właściwie wujek tak od razu uwierzył?
      - Jak to czemu? Łusia powiedziała.
      - Łuśka? Dziwne.


      PS
      Dziękuję za wszystkie pozytywne recenzje :)
      • yvi1 Re: Sede vacante [cz. 2] 14.03.13, 13:53
        Wow!
        Ja chce jeszcze,skaczac po kanapach ,wrzeszczala yvi1 ! :)
        Jeeeeeeeeeeeeeeszcze!Wieeeeeeecej!
        • ginestra Re: Sede vacante [cz. 2] 14.03.13, 17:28
          Ten kryminał jest naprawdę przepiękny! :)

          Nie tylko rysuje się ciekawy wątek kryminalny ("kto zabił"), ale zaintrygowal mnie też kapitan Sowa i jego "szczupłe opalone palce bez obrączki", na które patrzy Laura.

          Super koloryt Borejkowy do tego i świetne te scenki, co te postaci wyrabiają itp.

          Świetnie się czyta i wciąga, czekamy na więcej.

          Grautuluję talentu!
      • dakota77 Re: Sede vacante [cz. 2] 14.03.13, 17:53
        Swietne, czekam na ciag dalszy :)
      • taka_prawda500 Re: Sede vacante [cz. 2] 16.03.13, 01:27
        Genialne! Jeżycjadowy kryminał! Uwielbiam od dziecka kryminały! :-D
        • taka_prawda500 Re: Sede vacante [cz. 2] 16.03.13, 01:36
          Mam tylko jedno pytanie? Gdzie to morderstwo miało miejsce? Czy w Borejkowym kołchozie, czy w suterenie? Jeżeli w kołchozie, to jakim cudem leżał przez czas jakiś zimny trup i nikt go nie zauważył (bo był już martwym na amen trupem przed wejściem Józinka przecież, co stwierdził patolog policyjny)? Cicho leżał, to się nie rzucał w oczy? ;-)
          A jeśli u Pałysów, to jakim cudem wrzaski Łusi było słychać na parterze?

          Jako wychowany na zagadkach kryminalnych ścisły umysł zawsze czepiam się takich szczególików ;-)
          • morekac Re: Sede vacante [cz. 2] 16.03.13, 09:35
            I na pewno miejsce zbrodni nie byłoby do sprzątania tak szybko...
            • kkokos Re: Sede vacante [cz. 2] 16.03.13, 12:42
              morekac napisała:

              > I na pewno miejsce zbrodni nie byłoby do sprzątania tak szybko...

              nie będzie nam tu żadna sowa mówiła, kiedy mamy sprzątać, a kiedy nie!
              • morekac Re: Sede vacante [cz. 2] 17.03.13, 08:26
                Tylko nieśmiało postuluję, żeby szczegóły kryminalne uściślić, ale tak to zapowiada się nieźle...
                Chociaż wiem, że kryminał - czy to w piśmie czy w filmie jakoś różni się od realu - w realu wszystkie badania i czynności trwają jakoś dłużej - i nieszczęsnego Józinka pewnie trzymaliby w areszcie 3 miesiące, zanim w trybie 'pilnym' nie zostałyby sporządzone ekspertyzy... ;-)
                • zla.m Re: Sede vacante [cz. 2] 17.03.13, 11:34
                  Wiesz, u mnie to jak CSI - w 45 minut całe śledztwo ;)
      • mamuka_z_boru Re: Sede vacante [cz. 2] 14.05.14, 11:12
        Sutenery? Ekhem...
    • pinos Re: Sede vacante 15.03.13, 14:45
      I teraz się nie mogę zdecydować, czy wolę wersję Łusi ludzką czy "upośledzoną"... Zła kobieta jestem, więc chyba upośledzoną ;)
      • uhu_hu Re: Sede vacante 15.03.13, 22:43
        powrót Ignaca i jego natrętne „ale co się stało właściwie”
        :D
        pisać, pisać dalij!
    • sporothrix Re: Sede vacante 16.03.13, 03:19
      że przez ułamek sekundy Laura pożałowała, że to jednak nie Józinek.

      Uwielbiam. Pisz dalej koniecznie.
      • verdana Re: Sede vacante 16.03.13, 12:55
        "Próbny zawał" - to jest to. Dobra, co dalej??? Nie ma tak, zaczynac i znikać. Prosi się o natychmiastowe zawieszenie innych czynności zyciowych i pisanie dalszego ciągu.
    • zla.m Re: Sede vacante [cz. 3] 17.03.13, 11:33


      - Jakim cudem masz tak szybko analizę, kapitanie Sowo? - komisarz Krajewski spojrzał z zazdrością
      - No wiesz, ma się te dojścia. Jarecki był mi coś winien. Za to zbieranie śladów na miejscu poszło im tak ekspresowo, że aż mam wątpliwości... wiesz, mecz był tego dnia, Włochy-Argentyna
      - Panowie. Czy ja wam przeszkadzam? - nadkomisarz Piątek zadał pytanie, które pada na prawie każdym spotkaniu, od sal lekcyjnych począwszy po zebrania zarządu w wielkich korporacjach.
      - Nie, nie...
      - Dobrze, Sowa, teraz twoja sprawa. Wypuszczasz swojego podejrzanego?
      - Tak, panie nadinspektorze. W laboratorium ustalono czas zgonu na jakoś przed południem, ale nie wcześniej niż o 10, podejrzany ma na ten czas alibi.
      - Mocne?
      - Tak, właściwie tak. Co prawda potwierdzają je dzieci, ale cała grupa. Z 15 chłopców 10-13 lat, na pewno nie udałoby się mu ich wszystkich urobić.
      - Oooo? Księdza żeście przymkli? - pytanie podkomisarza Wujca wywołało rechot zebranych.
      - Nie... jakiś działacz w klubie Lecha, prowadzą zajęcia sportowe z dzieciakami z kiepskich dzielnic.
      - No, to ładnie. Wypuściłeś swojego aniołka i co teraz zamierzasz robić?
      - No cóż, muszę tam wrócić i jeszcze raz wszystkich przesłuchać. Według patologa denat wcale nie został zabity nożem...
      - Jak to...?
      - No, Jarecki mówi, że są pewni. Gościa otruto.
      - No chyba żartujesz!? A nóż? Rana?
      - Wbity pośmiertnie, dla picu, rana nie była śmiertelna. Użyty krótko po śmierci – krew jeszcze nie zakrzepła i efekt dramatyczny był. Nie wiadomo jeszcze co to była za trucizna i kiedy podana...
      - Co za popierdolona sprawa!
      - Podkomisarzu Wujec, chcecie pomóc koledze w śledztwie? - jak na starego psa, nadkomisarz
      był wyjątkowo wyczulony na wulgaryzmy.
      - Przepraszam, panie nadkomisarzu. Ja mam tą strzelaninę na Mickiewicza i jeszcze te zaszłości z Wilgi....
      - Dobra, już mi tu nie czaruj. Sowa, mówcie dalej. Chcecie wrócić na miejsce? Nie lepiej zawołać podejrzanych do nas?
      - Ta sprawa naprawdę jest pop... to znaczy taka dziwna, panie nadkomisarzu. Tam w dwóch mieszkaniach mieszka jedna rodzina, jakieś 30 osób chyba i to prawie same baby, na głowie sobie siedzą.
      - Jakaś patologia?
      - No właśnie nie. Lekarze, nauczyciele, jakiś chyba emerytowany profesor, Modliński mówi, że cały czas gadał do niego po łacinie, jego notatki z przesłuchania to jeden bełkot. No i tak sobie pomyślałem, że jak ich będę pojedynczo do nas wołał, to się namówią, uzgodnią zeznania, cholera wie co. A tak, to się tam na miejscu rozejrzę, może zorientuję czy są tam jakieś układy i układziki...
      - No, widzę, że planujesz klasyczną detektywistyczną robotę, Sherlocku. - No pięknie, nie wystarczy tego idiotycznego kapitana Sowy, ale jeszcze po tym żarciku szefa na pewno zostanie dodatkowo Sherlokiem – Dobrze, zrób jak uważasz. Tylko jeszcze najpierw załatw całą papierologię z Anglikami... Niech ci Nitecka pomoże, ona ostatnio z nimi dużo załatwiała.
      - To Irlandczyk
      - Jeden pies – na szczęście żaden bojownik IRA nie był świadkiem machnięcia ręki nadkomisarza. - Zacznij załatwiać te papiery, a potem jedź na te Jeżyce. Aha, Sowa...
      - Tak?
      - Jakim cudem Jarecki tak szybko załatwił ci tego truposza? Dobra, nie odpowiadaj. Wolę nie wiedzieć.


      PS
      Wszystkim "czepialskim" dziękuję za uwagi i inspiracje :) I ogólnie wszystkim za zachęty :)
      • kkokos Re: Sede vacante [cz. 3] 17.03.13, 12:00
        jego notatki z przesłuchania
        > to jeden bełkot.

        jeszcze, jeszcze!!!
        • morekac Re: Sede vacante [cz. 3] 17.03.13, 17:40
          I ja się dołączę z prośbą o więcej...
      • slotna Re: Sede vacante [cz. 3] 17.03.13, 12:47
        - Tam w dwóch mieszkaniach mieszka jedna rodzina, jakieś 30 osób chyba i to prawie same baby, na głowie sobie siedzą.
        - Jakaś patologia?


        Cu-do-w-ne!
      • taka_prawda500 Re: Sede vacante [cz. 3] 17.03.13, 15:56
        Genialne! :-D
        Ten bełkot z przesłuchania starego Boreja, patologia w kołchozie (tylko skąd tam aż 30 osób?), skojarzenie grupy chłopców z księdzem i Józinek jako działacz w klubie Lecha :-D

        Tylko nadal nie wiemy, gdzie znaleziono trupa ;-)
        Pozdrawiam i pisz koniecznie dalej! :-D
        • morekac Re: Sede vacante [cz. 3] 17.03.13, 17:38
          patologia w kołchozie (tylko skąd tam aż 30 osób?)
          Ida sama jedna potrafi zrobić zamieszania za 10...
          • yvi1 Re: Sede vacante [cz. 3] 17.03.13, 20:33
            Super,dalej prosze!
          • dziabka1 Re: Sede vacante [cz. 3] 01.02.14, 18:47
            No właśnie. Tak zwany normalny człowiek z zewnątrz może dostać oczo i myślopląsu na widok tych ludzi i nie umieć realnie ich policzyć.
            Stąd wrażenie tych trzydziestu (podejrzewam, że symbolicznie okreslonej liczby) osób.

    • sanciasancia Re: Sede vacante 18.03.13, 19:21
      Super. Chmielewska ewidentnie Musierowicz służy.
    • conefkaconbrio Re: Sede vacante 27.03.13, 19:38
      Nie sede vacante tylko Wielka Schizma Łusiowa, bo nie mogę się zdecydować, którą wersję Łusi wolę ;-) Zła m. mniej litość i kontynuuj!
      • bisturi Re: Sede vacante 29.03.13, 11:24
        typujemy kto zabił?

        obstawiam Gabę: najmniej podejrzeń wzbudza, do kuchni i trucizn miała dostęp no i motyw: Józinka od małego nie cierpiała bo lepszy we wszystkim był od Ignasia. Poza tym odgrywa się na Idzie, za te wszystkie pozmywane gary i posprzątane skarpetki z podłogi, lata upokorzeń najstarszej siostry-służącej w rodzinie znalazły wreszcie ujście.
    • zla.m Re: Sede vacante [cz. 4] 31.03.13, 19:03
      Od wielkanocnego zajączka :)))


      - Nic z tego nie rozumiem - Ignac wpatrywał się w Józinka oddaniem i uczuciem, jakich nie powstydziłaby się ciotka Ida. Zresztą, dla nie dla niej statyczne wpatrywanie. Najpierw się popłakała, potem wisząc na wyższym od niej synu dostała dzikiego ataku śmiechu, by zakończyć wszystko kolejnymi łzami oraz oskarżeniami Józinka o głupotę. Jej zdaniem głupotą było nie tylko wyjęcie noża z rany i dotykanie Michaela, ale w ogóle powrót do domu i znalezienie go nieżywego. Dopiero trzeźwa uwaga syna, że jakby nie on, to trupa znalazłaby Łusia trochę ją uciszyła.
      - Czego nie rozumiesz, poeto nieszczęśliwy - zwolniony z aresztu kuzyn był w szampańskim humorze.
      - Wszystkiego od początku. Jakim cudem oni - podejrzliwe spojrzenie w stronę Laury i Adama - w ogóle od razu we wszystkim uczestniczyli?
      - Ignacy! Przecież ci tłumaczyliśmy, że usłyszeliśmy krzyk Łusi, a potem Marek... - Adam wydawał się szczerze oburzony tymi pytaniami
      - No właśnie. Łusia płuca ma, ale nie słychać jej z góry, wszak.
      - Nie bądź taki Holmes - przyrodnia siostra dała mu kuksańca. - Józinek otworzył drzwi, tru... Michael znaczy leżał przy samym wyjściu, Józinek zaczął go macać...
      - Nie macać, tylko sprawdzałem czy żyje.
      - Whatever. W każdym razie drzwi były otwarte...
      - I wtedy nadeszłam ja. Ach, jakże to było straszne, ach, jak ja się przeraziłam, zadrżałam i krzyknęłam... -
      - Biedactwo. Małe biedactwo - zdaniem Laury Łuśka naprawdę powinna umieć oddzielić rzeczywistość od filmu sensacyjnego i przestać robić z siebie gwiazdę, ale Adam chyba miał na ten temat inne zdanie.
      - Nie krzyknęłaś, tylko kwiczałaś jak prosię - powiedziała nagle zirytowana - Krzyczała potem twoja matka... Fakt, słychać was było nieźle
      - To dlatego, że wasze drzwi nie były domknięte. - nagłe odezwanie się wujka Marka spowodowało, że cała rodzina drgnęła.
      - Skąd wiesz? - teraz podejrzliwa okazała się Gaba. Ale od czasu decyzji o rozwodzie z Idą, Marek był u Gaby na cenzurowanym. Na pewno po cichu żałowała, że ma on alibi na czas morderstwa.
      - Przecież do nich przybiegłem.
      - Jak to były niezamknięte? Zamknęłam za wami, gdy wychodziliście.
      - Hmmm, może odskoczyły... To się zdarza a casu ad casum. W końcu to nieważne, ważne, że nic się nie stało...
      - Dziadku! Jak to nic się nie stało? To okropne, co mówisz - wyglądało na to, że hodowana poza bezpośrednim wpływem seniorów rodu Ania Górska cechuje się samodzielnością myślenia i sądu.
      - Och, moja droga wnuczko, ważne jest, że mordercza dłoń nie dosięgnęła nikogo z naszego rodu. Tunica proprior pallio est.
      - Cokolwiek to znaczy - mruknęła do siebie Laura. Obdarzony niezłym słuchem Ignacy Grzegorz zachichotał, podobnie Ania i Nora. Na szczęście w tym momencie zabrzmiał dzwonek do drzwi i nikt z dyskretnej rodziny nie rozpoczął śledztwa o powód śmiechu.

      Po chwili do pokoju wszedł podkomisarz Sowa, a z nim pojawiła się Stanisława Trolla. Blada i cierpiąca. Oraz, jak zauważyła Laura, starannie pomalowana.
      - Och, Staszka! - ten pełen uczucia wykrzyknik padł ze strony Łusi. - Och, jak ty się musisz czuć, takie nieszczęście, taki dramat, ty zraniona i nieszczęśliwa do końca życia
      - Szanowni państwo, chciałbym dokonać kilku ustaleń - policjant zignorował Łusię i na całe szczęście nie dał dojść do słowa Laurze, która miała już na końcu języka kilka cierpkich słów na temat różnicy pomiędzy życiem a melodramatem.
      Piętnaście minut później kapitan “instalował się” w zielonym pokoju. Poczesne miejsce na biurku zajmowało bujnie rozgałęzione drzewo powiązań rodziny, roboczo nazwane “rodzina Borejków” - choć tak naprawdę Borejków było tylko dwoje. Kapitan zaznaczył także, kto gdzie mieszka i z wewnętrznym poczuciem ulgi przekonał się, że nie wszyscy przebywają na stałe na Roosevelta. Odnotował przy tym, że piękna Laura i jej kenowaty mąż nie są zgodni co do tego, czy ich miejsce zamieszkania - jakaś dziura - jest faktycznie tymczasowe. Mętne tłumaczenia Patrycji o innym adresie zameldowania i innym zamieszkania przyjął z uśmiechem i zapewnił ją, że od lat pięćdziesiątych zeszłego wieku nie jest to przestępstwo karane więzieniem. Następnie powiedział, że chce porozmawiać po kolei z każdym, kto zetknął się z zamordowanym. Zetknęli się wszyscy - Staszka z chłopakiem przyjechali do Poznania w styczniu na kilkumiesięczny staż na onkologii, a upiornie gościnne Gaba i Mila zapraszały ich na każdą rodzinną okazję. Laura nigdy nie pojęła dlaczego Michael godził się na te niemal cotygodniowe wizyty - czy ze względu na swoją dziewczynę, czy może uważał, że nie należy zadzierać z rodziną lekarską. Możliwe też, że bawił się obserwując ich jak dziwaczne plemię. W sympatię nie dało się uwierzyć. Pomimo deklarowanej przez wszystkich, z dziadkiem włącznie, znajomości języków nowożytnych, po angielsku z Michaelem rozmawiał wyłącznie Ignacy Grzegorz i Pyza lub Laura, jeżeli akurat były u rodziców. Józinek też angielski zna, ale do kolejnego narzeczonego swojej byłej (czy byłej?) ukochanej powiedział może z 15 słów, wliczając w to wszystkie hello oraz bye. W każdym razie ta znajomość nie okazała się dla niego szczęśliwa - biedak leżał w kostnicy, a policja przesłuchiwała jego potencjalnych wrogów. Na pierwszy ogień poszedł nadęty wuj Florek. Reszta rodziny w tym czasie robiła nieśmiertelną herbatę i kontynuowała chaotyczną i pełną dygresji dyskusję o morderstwie. Staszka snuła się po mieszkaniu - jej szlak znaczyły urywające się w połowie dyskusje, a następnie przyciszone szepty. Do Laury podeszła Pyza. Pozornie zajęta wyłącznie małą Milą zaskoczyła siostrę pełnym przekonania “A ja myślę, że to jednak Józef”.

      Na poparcie swych słów miała wyłącznie listę adoratorów, przysłowie o przeciągnięciu struny i przeczucie. Laura, mimo sarkastycznych uwag o rodzinnej tendencji do zastępowania argumentów powiedzonkami, jakoś nie potrafiła stanowczo odrzucić tej myśli.
      • przeciwcialo Re: Sede vacante [cz. 4] 31.03.13, 21:09
        Robi się inetersująco. Pisz, pisz.
      • kajaanna Re: Sede vacante [cz. 4] 31.03.13, 21:51
        Bardzo smaczne!
      • taka_prawda500 Re: Sede vacante [cz. 4] 02.04.13, 00:58
        Wspaniałe!:-D
        I wreszcie wyjaśniło się miejsce znalezienia zwłok oraz możliwość usłyszenia krzyku Łusi piętro wyżej, super! Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy:))))))))))))
        • morekac Re: Sede vacante [cz. 4] 02.04.13, 21:39
          Czy to morderca, wracając po zbrodni, nie domknął borejkowskich drzwi?
      • j_a_ch Re: Sede vacante [cz. 4] 02.04.13, 13:45
        I like kenowaty mąż i dziwaczne plemię :)
    • dziabka1 Re: Sede vacante 01.02.14, 18:43
      Hej, no teraz czytam te fanfiki no i gdzie ciąg dalszy, haloooo, czekamy!
      • dziabka1 Re: Sede vacante 01.02.14, 20:16
        dziabka1 napisał(a):

        > Hej, no teraz czytam te fanfiki no i gdzie ciąg dalszy, haloooo, czekamy!

        Ojej..
        najmocniej przepraszam, bo zapomniałam o jelitku nadobrypoczątek
        zatem prosiłabym?
        :)
    • tt-tka Re: Sede vacante 13.05.14, 17:53
      niedobra z definicji zla.m, jak mozna bylo przerwac w takiej chwili ? schowalas zakonczenie, to oznacza wojne !
      pliiiiz, co bylo dalej ?
      a jesli juz bylo, to gdzie jest ?
      P.S. och, chcialabym, zeby to Lusia byla morderczynia...
    • gat45 Re: Sede vacante 08.03.15, 17:54
      Zla.m !!!!
      I CO DALEJ ?????
      • gat45 obiecanki - nieodtrzymanki 09.03.15, 20:37
        dostajesz kolejną szansę :)

        forum.gazeta.pl/forum/w,25788,147830231,147877952,Re_Kto_zabil_Babi_fanfik_.html
      • fornitta69 Re: Sede vacante 10.03.15, 18:23
        Mam podly plan: zmusmy autorki fanfikow do kontynuowania pisania grozac im,ze jak nie to zbanujemy ;) ja chce Balusie i rozwiazanie zagadek kryminalnych, proooszeeee!
        • tt-tka Re: Sede vacante 10.03.15, 18:38
          zawsze wolałam marchewkę niż kij - może autorki dadzą się przekupić ?
          • fornitta69 Re: Sede vacante 11.03.15, 17:45
            Hallo, Panie Autorki fanfikow! Czym mamy Was przekupic zebyscie kontynuowaly pisanie??
            • zla.m Re: Sede vacante 12.03.15, 07:10
              Uprasza się o litość. Złe moce zeżarły dokument z tekstem, który zawierał plany dalszych prac. Więc ni cholery nie wiem, kto zabił :P. Na dodatek szef w pracy ma jakieś fanaberie - że niby mam pracować, a nie pisać fanfiki ;-) Ale się postaram.
              • tt-tka Re: Sede vacante 11.12.20, 23:13
                Nie zebym chciala naciskac, zwlaszcza ze sama mam wypryski na sumieniu, ale ... "a to sie postaraj!" :)

                podciagnelam, bo moze Zlej.m wroci wena i/lub pamiec i poznamy dalszy ciag ?
              • kocynder Re: Sede vacante 12.12.20, 08:31
                Wody w rzece upłynęło czasu też. Może szef zmienił zdanie? Zła.m, ja chcę wiedzieć! Takich sadystycznych tych się nie robi! Nie urywa się kryminału tak o! [Foch!!!]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka