zla.m
13.03.13, 16:33
Ponieważ nastąpiła smutna przerwa w powstawaniu Bałusi, to zachęcona chwilowym (mam nadzieję) brakiem konkurencji przedstawiam Wam swój fanfik.
Iiiiiiiiiii – cienki krzyk rozdarł ciszę wyjątkowo spokojnego popołudnia na Roosevelta. Laura westchnęła ciężko:
- Łusia. No, Łusia się tak bawi z koleżankami, która dłużej potrafi. Dorosła dziewczyna, prawie 15 lat ma, a bawi się z 11-latkami w takie coś... Wiesz, czasem się zastanawiam, czy ona nie jest jakaś upośledzona.
Adama aż zatchnęło. - No wiesz! To bardzo, niezwykle zdolna dziewczynka. Całego Pana Tadeusza na pamięć zna, już w podstawówce umiała, i jeszcze Wiersze wybrane Staffa. Co za wspaniała pamięć.
Laura chciała zauważyć, że genialni idioci, jak im tam, sawanci bodajże, też tak mają. Ale nie zdążyła otworzyć ust, gdy do wciąż trwającego pisku dołączył się drugi, o ton czy dwa niższy:
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaa
Adam drgnął.
- Ida – wyjaśniła Laura ze zdziwieniem w głosie. - Bawi się z nimi?
- To cudowne. Matka, która tak wspaniale bawi się ze swymi dziateczkami – zadeklamował Adam i spojrzał z uczuciem w dal (czyli nad ramieniem Laury gdzieś w stronę ściany z pożółkłym portretem papieża). Właściwie to całe szczęście, że nie patrzył na żonę, bo na jej twarzy bardzo wyraźnie odbiło się pytanie, czy Adam przypadkiem też nie jest upośledzony. Nie, zadecydowała. On jest cofnięty w czasie. O jakieś 100 lat. Ale powiedziała tylko
- W życiu nie widziałam, żeby Ida bawiła się w cokolwiek z Łuśką. Jak się tak zastanowić, to... - ale nie dokończyła, bo ktoś dziko załomotał do drzwi, a potem otworzył je nie czekając na reakcję gospodarzy.
- Ratunku! Mord..! On! Józinek! Michael! O Boże, on nie żyje! Mój syn! - autorem tych dzikich okrzyków był mąż (jeszcze) Idy, ojciec Józinka i Łusi, wujek Marek. Normalnie był on niezwykle opanowanym człowiekiem, nie stracił równowagi nawet wtedy, gdy powiedział żonie, że chce rozwodu, a ta obrzuciła go całą zastawą stołową oraz zapasem kompotów na dwa lata. Teraz trzęsły mu się ręcę i broda, wydawał z siebie nieskoordynowane okrzyki i nerwowo wciskał Laurze swoją komórkę.
- Co ja mam z tym..?
- Dzwoń. Policja. Michael. Józinek. Krew!
- Michael? - spytał Adam
- Tsss, to narzeczony Trolli, kolejny. - Laura nie cierpiała Staszki Trolli, która jej zdaniem z wstrętnej małej Polyanny wyrosła na wstrętną małą puszczalską. Na dodatek przywoziła do Borejków swoich „narzeczonych”, co zdaniem Laury i jej siostry Róży było świadomym sadyzmem wobec zakochanego w niej od lat Józinka. Reszta rodziny uważała za wzruszające, że dziewczyna tak do nich przylgnęła.
- Więc co się stało? Michael zrobił coś Józinkowi? - Laura wyjęła swoją komórkę – Mam na pewno dzwonić po policję? Może najpierw pogotowie?
- Nie, pogotowie nie. On nie żyje.
- Józinek?! Nie żyje? - Laurze zabrakło tchu.
- Nie. Michael nie żyje – wujek Marek nagle jakby zgasł. - Józinek go zabił.