Dodaj do ulubionych

Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM...

27.07.13, 21:32
Witam! Jestem tu nowa. Czytam to forum od jakiegoś czasu z wypiekami na twarzy – tak bardzo mi przypomina rozmowy z moją dawną przyjaciółką, jakieś dwanaście lat temu...

Tak sobie pomyślałam, ze może nie powinniśmy pani MM tak bardzo krytykować. Kiedyś pisarze mieli luksus pisania ku pokrzepieniu serc – teraz niestety większość pisze ku pokrzepieniu nakładu i niewiele da się na to poradzić. A ostatnio chyba wszytskim sięwydaje, że sprzedadzą się tylko bajeczki o pięknych i bogatych (może i mają rację, w końcu ktoś te wszystkie „Vivy” i inne szmatławce kupuje...)

Wystarczy się przyjrzeć nowszym powieściom Chmielewskiej – nie znajdzie się już w nich ani ciamajdy Lesia,ani Karolka, którego we wtorek wyrzucają ze spółdzielni mieszkaniowej, ani Tereski z nosem jak czerwona latarnia, pachnącej rozpuszczalnikiem i rąbiącej drewno w spódnicy z odprutym podkładem...wszystkie bohaterki Chmielewskiej są teraz oszałamiająco piękne, nieludzko zdolne, bajecznie bogate, opanowane i chłodne. Potrafią jedną ręką, od niechcenia, wygrać parę miliionów w kasynie i nawet tego bardzo nie odczuć, bo już i tak tyle tej kasy mają...Mężczyźni z kolei są przystojni, wykształceni i - UWAGA- ukochane określenie Chmielewskiej – życiowo przytomni.
(Ostatnio, kiedy natknęłam się kolejny raz na przytomnego mężczyznę u Chmielewskiej, walnęłam książką o podłogę i już nie byłam ciekawa, co będzie dalej)

Może pani Musierowicz też tak musi, ale że nie chce wprowadzać nowych bohaterów, zatem...orze jak może, czyli wyciska z Borejków, co się da.
Najpierw wszystkie dziewczyny zamieniła w piękności, Milę - w genialnego dramatugra, a najmłodsze pokolenie – wiadomo: śpiewa Gaudeamus Igitur jużw powijakach i jest bystre. Bardzo bystre.

Z Ignacego Borejki zrobić się dało niewiele – cóż, trudno najtęższym krzesiwem wydobyć iskry z substancji miękkiej i podatnej, jak zauważył Sztaudynger.
Ignacemu należało zatem obniżyć poprzeczkę – i wykosić konkurencję. Dlatego wszyscy mężczyźni w nowych częściach to gbury, prymitywy, pazerni lekarze, którym dziecko musi przypominać o Przysiędze Hipokratesa i tym podobna chamownia.
Zięciowie byli sympatyczni – to się ich należało pozbyć. Marka Pałysa pani MM nie wypuszcza ze szpitala, Robrojka skazała na wygnanie (o dwie ulice dalej i słuch po nim zaginął), z Baltony zrobiła bardziej rozmamłaną wersję Benedykta Korczyńskiego, zaś Miągwa Senior został skazany na bycie przezroczystym i snucie się po kątach. Od czasu do czasu pozwala mu się wymieszać sałatę i wyjrzeć przez okno.
I już nikt nie jest szlachetniejszy od dziadziusia Ignacego i już tylko on jest godzien poprowadzić Laurę do ołtarza...
Tyle mojej teorii na wytłumaczenie tych dziwnych metamorfoz, jakim ulegli sympatyczni niegdyś bohaterowie...
Obserwuj wątek
    • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 27.07.13, 21:45
      Jeszcze mi przyszło do głowy, że na tej samej zasadzie rodzina Kopców została tak bardzo ośmieszona i "sprymityzowana". W OwR to był dom raczej sympatyczny - wesoła mamusia smażyła coś tam gromadzie dzieci, był wesoły gwar i ciepło rodzinne...to mogła być konkurencja dla Borejków. Bo może czytelnicy by sobie pomyśleli, że w domu Kopców też jest miło i przytulnie, zbłąkanym wędrowcom nalewa się herbatki i daje placka, a w dodatku nikt od nich nie wymaga, żeby prawidłowo zaakcentowali bezokolicznik i nie nadużywali zaimka "Ja"...
      Zatem trzeba było Kopców zdegradować do roli motłochu...Pewnie sympatycznej pani szatniarce, która dała Lelujce herbaty w musztardówce też by się w nowych częściach oberwało, bo jak można miło gawędzić z kobietą, która nie jest Milą Borejko...
      • nessie-jp Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 27.07.13, 23:19
        > Zatem trzeba było Kopców zdegradować do roli motłochu...Pewnie sympatycznej pan
        > i szatniarce, która dała Lelujce herbaty w musztardówce też by się w nowych czę
        > ściach oberwało

        Ach, ale to nie tylko pani Musierowicz nagle obudziła się z tej KIK-owskiej robotnikomanii lat osiemdziesiątych. To cecha charakterystyczna całego środowiska, w którym się ona obraca. Rodziny robotnicze? Dobre były, jak można było salonowo powalczyć o ich prawa miękkim piórkiem, ale niechże się nie pchają z buciorami na salony.

        Popatrz, że już w Pulpecji Musierowicz zniszczyła Lewandowskich, tych samych właśnie, którzy byli najmilszą i najcieplejszą rodziną OwR. Ohydni dorobkiewicze piwniczni, a jeden to nawet śmiał jaśniepanienkę znad schodów o rękę prosić! Fuj!

        I tak, rzeczywiście, autorce już się nie chce nic pisać. Borejkowie się sprzedają, to rozdymamy Borejków jak jakąś ohydną dysplazję toczącą zdrowy kościec Roosevelta. Wygryźli już z domu Ogorzałków, Lewandowskich, Łuczaków, Gadomskich, Szczepańską... Wszędzie Borejki. W suterenie Borejki, na pierwszym Borejki, nawet na strychu siedzą Borejki i wyjątkowo brzydko komentują rozmiar bielizny pani Nowackiej (pękamy ze śmiechu nad tą klasyczną subtelnością).

        Jak znudzona kucharka, której powiedzieli, że klienci lubią słono, to wyrzuciła wszystkie inne przyprawy i sypie sól do wszystkiego od oranżady po lody, jak ten marynarz, co żywił się wyłącznie pieprzem, sprzedaje tylko Borejków. Inne kukiełki co najwyżej podrygują przez chwilę w tle, ale nie liczą się.
        • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 11:56
          > Popatrz, że już w Pulpecji Musierowicz zniszczyła Lewandowskich, tych samych wł
          > aśnie, którzy byli najmilszą i najcieplejszą rodziną OwR. Ohydni dorobkiewicze
          > piwniczni, a jeden to nawet śmiał jaśniepanienkę znad schodów o rękę prosić!

          Prawdu każe.
          Szkoda Lewandowskich...

          > I tak, rzeczywiście, autorce już się nie chce nic pisać. Borejkowie się sprzeda
          > ją, to rozdymamy Borejków jak jakąś ohydną dysplazję toczącą zdrowy kościec Roo
          > sevelta.

          Można to jeszcze zrozumieć, ale sęk w tym, że Borejkowie sprzedawaliby się równie dobrze (o ile nie lepiej), gdyby pozostali tymi samymi normalnymi ludźmi, jakimi byli w IS. Po co było ich na siłę przerabiać na celebrytów? Mila mogłaby być bardziej wyluzowana (taka była w IS) ,Ignacemu możnaby było oszczędzić tej galopującej demencji połączonej z potwornym snobizmem...
          Gdyby byli zwyczajnymi ludźmi, borykającymi się z codziennymi problemami i chcącymi pozostać sobą wobec zalewu zła - nadal mogliby być wzorem do naśladowania ( a o to chyba pani MM też chodzi) czy gdyby Mila sobie pooglądała jakieś kanały przyrodnicze w telewizji, to byłaby to już zdrada ideałow i kompletny upadek obyczajów?

          Gabrysia mogłaby mieć dylematy typu " Chciałabym i uprawiać sport, i poczytać nowości, i wcierać balsam w ciało dwa razy dziennie, i spędzać czas z dziećmi, i dorobić jeszcze trochę, i codziennie przeczytać fragment Biblii, ale doba nie jest z gumy i kiedy się skupię na jednym, to zaniedbuję drugie..."
          Czy to nie byłoby bliższe życia? Ale nie - mamy rodzinę cyborgów, którzy są dzielni. Bardzo dzielni. Nie wyobrażam sobie czytelniczki, która mogłaby się z Gabrielą utożsamić.
          O ile stara Jeżycjada dawała pocieszenie zagubionym nastolatkom z ich rozterkami, to nowa może tylko budzić frustacje. Bo skoro po łacinie umiem powiedzieć tylko "aqua destylata", oglądam czasem telewizję i nie jestem dzielna. Bardzo dzielna - to chyba należę do kategorii chamstwa, prostactwa i nędzego dorobkiewiczostwa...
          • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 17:52
            zmija_w_niebieskim napisała:

            > > Popatrz, że już w Pulpecji Musierowicz zniszczyła Lewandowskich, tych sam
            > ych wł
            > > aśnie, którzy byli najmilszą i najcieplejszą rodziną OwR. Ohydni dorobkie
            > wicze
            > > piwniczni, a jeden to nawet śmiał jaśniepanienkę znad schodów o rękę pros
            > ić!
            >
            > Prawdu każe.
            > Szkoda Lewandowskich...

            Lewandowscy zostali złożeni na ołtarzu Borejczej Idealności. Autorka postanowiła wydać Idę za Mareczka Lunatyka, a ponieważ w tomach wcześniejszych wepchnęła ją w objęcia Sławka Lewandowskiego, należało ją z tych objęć wyjąć. I tu jest ten pies pogrzebany.

            Otóż wszakże Borejkówny są tak cudowne, że nie mogą najzwyczajniej w świecie rozstać się z facetem, bo nie wychodzi, uczucie zdechło, a drogi się rozjechały. Niemożliwym jest także, aby to mężczyzna znalazł w nich wady i stwierdził, że się wypisuje, bo któż by rzucał istoty tak doskonałe, prawdaż, poza tym bycie porzuconą przez mężczyznę to trauma na resztę życia, patrz Gaba. Zatem, to Borejkówny rzucają facetów, zawsze dlatego, że ci faceci okazują się fujami i fubrawcami.

            Tak więc mamy CKNUKa, który jest fują i fubrawcem monstre, albowiem to on porzucił, w dodatku Gabę, mamy Tunia -nadętego buca, psychola Nerwusa, nieodpowiedzialnego Wolfiego, co kraju i Mickiewicza nie kochał, oraz wreszcie mamy Sławeczka, co to baby w kuchni tylko by widział, a do tego posiada, TFU! volvo, nabyte za zarobione w Szwecji pieniądze, co jak wiadomo jest w jeżycjadowym uniewrsum sodomą i gomorą.

            Gdyby autorka nie upierała się przy pchaniu Borejków na postument, zapewne potrafiłaby pozbyć się Sławeczka z życia Idy bardziej subtelnie, no ale cóż...
            • kopiec_esmeralda Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 18:52
              Przypuszczam że niebawem przekonamy się, że i chłopiętom borejczym (choć formalnie innych nazwisk) też niełatwo będzie dogodzić: Janicka zbyt trywialna i ma gębę jak ropucha, śmiejąc się z rycerza, Magda gruba, nie lubi poezji i w ogóle poniżej krytyki... ciekawa jestem księżniczek, godnych tych niemal rojalbejbiąt wyhodowanych na Roosevelta.
              • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 21:42
                Rojalbejbiąt, hihihi :) :) :)

                Cóż, w co najmniej dwóch fanfikach pojawia się teoria, że dla Ignasia ŻADNA kobieta nie będzie godna uwagi ;)
            • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 21:34
              Akurat doskonale jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Natalia nie chciała "Tunia -nadętego buca" i "psychola Nerwusa" - bo sama miałam co do nich podobne odczucia.
              Natalia podjarana widokiem gołej klaty MŁODSZEGO OD NIEJ CHŁOPAKA to dla mnie wielkie bleeeee, a poza tym od pierwszej chwili było jasne, że on jest psycholem, więc finał NiN mnie mocno zniesmaczył...

              Natomiast Ida i Sławeczek - oni wniesli do Jeżycjady jakiś powiew normalności - szczenięce zauroczenie, które czas zweryfikował, to nareszcie coś znanego z życia...po co było ze Sławka robić prymitywnego dorobkiewicza, nie mogli się rozstać pokojowo?

              Czy teraz i ze Staszki Trolli pani MM zrobi chamską, płytką podrywaczkę? Żeby Józinowi nie było żal?
              • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 22:48
                zmija_w_niebieskim napisała:

                > Akurat doskonale jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Natalia nie chciała "Tunia
                > -nadętego buca" i "psychola Nerwusa" - bo sama miałam co do nich podobne odczu
                > cia.

                Ja nie mówię, że Nutria ma ich chcieć, tez bym nie chciała żadnego z nich. Ale dlaczego akurat przesympatyczna skądinąd familia Ptaszkowskich-Bratków miałaby wydać z siebie aż dwóch okropnych facetów? Dlaczego Nutria nie mogła zwyczajnie stwierdzić, że jej się wizje życiowe z Tuniem rozjeżdżają? Tunio mógłby przy tym być zupełnie normalnym facetem, nie kontrolującym, egocentrycznym idiotą, a rozstanie i tak mogłoby Natalię boleć potężnie. Może nawet zrobiłoby to lepiej postaci Nerwusa, gdyby nie był on mścicielem brata swego, wyzywającym jego byłą od obłąkanych samic...

                > Natalia podjarana widokiem gołej klaty MŁODSZEGO OD NIEJ CHŁOPAKA to dla mnie
                > wielkie bleeeee

                A tu już wzięłam, padłam i leżę. Co w tym złego, że Nutria zachwyciła się zgrabną klatą parę lat młodszego od siebie faceta? Pełnoletni był najzupełniej. A jak Robroj się zachwyca Nutrią, młodszą od niego o dekadę to nie jest BLEEEEEEE?

                To ja nie wiem gdzie oczy podziać, bo co chwilę mi włażą w oczy przystojni panowie, młodsi ode mnie... W klasztorze się zamknę! *szlocha dramatycznie*
                • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 23:02
                  W sumie masz rację, że Tunio nie był aż taki straszny...tyle, że zbyt pewny siebie. W zasadzie jedyne, co mu można zarzucić, to ta scena z panią doktor, która przyszła go odwiedzić i "też ma takie ładne oczy jak w przychodni" ...czy coś w tym stylu. Nie cierpię takich staroświeckich komplemenciarzy.

                  Natomiast kwestia golej klaty - to już moje subiektywne odczucie. Już tak mam, że mężczyzna musi być starszy od kobiety, najlepiej kilka lat.
                  Mam w swoim otoczeniu kilka szczęśliwych par, w których facet jest młodszy od kobiety, zdaję sobie sprawę, że taki układ może działać, że młodego mężczyznę może pociągać piękna i bardziej doświadczona partnerka... ale nie mogę zrozumieć, to te babki widzą w młodszych.
                  Ale ja tak po prostu mam...

                  A już niezależnie od wieku, gdyby facet się do mnie przykul kajdankami i zastosował przemoc - to żadna dawka seksapilu by tu nie pomogła. Taki facet byłby skreślony na wieki
                  • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 23:08
                    zmija_w_niebieskim napisała:

                    > W sumie masz rację, że Tunio nie był aż taki straszny...tyle, że zbyt pewny sie
                    > bie. W zasadzie jedyne, co mu można zarzucić, to ta scena z panią doktor, która
                    > przyszła go odwiedzić i "też ma takie ładne oczy jak w przychodni" ...czy coś
                    > w tym stylu. Nie cierpię takich staroświeckich komplemenciarzy.
                    >
                    Ale przecież ja piszę o tym, że Tunio był straszny, chociaż nie musiał...
                    • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 20:21
                      Tunio był przede wszystkim nieskomplikowany. W dodatku rozpuszczony przez kobiety (te wianuszki wielbicielek na imprezach) Nie nauczył się odgadywać kobiecych potrzeb i analizować ich psychiki - bo nie musiał. Dziewczyny same mu się pchały w ręce. Brał zatem z życia, co najlepsze i był zadowolony. Uważam, że to całkiem dobrze napisana postać.
                      Z jego punktu widzenia to było tak: poznał fajną dziewczynę, inną niż wszystkie, spotykali się już jakiś czas, ona była czasem taka niedostępna, czuł, że on jest taka "z górnej półki"...
                      Związek układał się bez problemów, Tunio zaczął o Natalii myśleć poważnie, postanowił przedstawić ją mamie, wspólna przyszłość rysowała się coraz wyraźniej...
                      A tu ona mu ni z tego ni z owego taką scenę!

                      Nic dziwnego, że był zraniony, nic z tego nie rozumiał...wszystko było niby dobrze, a tu nagle trach!
                      Na korzyść Tunia przemawia to, że nie był mściwy...przebolał stratę Natalii i jej wybaczył - w każdym razie jej nie dyszał nienawiścią i żądzą zemsty - a to jak na takiego zadufanego w sobie sportowca bardzo dużo...
                      -
                      ----------------------
                      Smutno było kocurowi, że samotnie myszy łowi...
                      • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 22:09
                        zmija_w_niebieskim napisała:

                        > Tunio był przede wszystkim nieskomplikowany. W dodatku rozpuszczony przez kobie
                        > ty (te wianuszki wielbicielek na imprezach) Nie nauczył się odgadywać kobiecych
                        > potrzeb i analizować ich psychiki - bo nie musiał.

                        Zdaje się, że wyjdę na czepialską, ale dlaczego miałby się uczyć odgadywać kobiece potrzeby? Mam wrażenie, że kobiety, tak samo jak mężczyźni, posiadają sprawny aparat mowy, dzięki któremu mogą komunikować swoje potrzeby jasno i wprost.
                        • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 23:19
                          Zdaje się, że wyjdę na czepialską, ale dlaczego miałby się uczyć [b]odgadywać[/
                          > b] kobiece potrzeby? Mam wrażenie, że kobiety, tak samo jak mężczyźni, posiadaj
                          > ą sprawny aparat mowy, dzięki któremu mogą komunikować swoje potrzeby jasno i w
                          > prost.

                          A Natalia chyba nie komunikowała...a może komunikowała w sposób zawoalowany...nie mam książki pod ręką, żeby zacytować dokładnie, ale z tego, co pamiętam, to ona się "oddalała" a on ją"gonił" i tak ten ich związek wyglądał...

                          sama później przyznała, że trzeba było nenufary wyrwać pół roku temu...
                • kopiec_esmeralda Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 06:08
                  Bo młodszy chłopak dla nastolatki, czy młodego dziewczęcia, to całkiem coś innego (casus Trolli i Józinka od siedmiu boleści), niż młodszy facet dla kobiety w sile wieku. W pierwszym przypadku raczej to dziwna fascynacja "klatą", czy czymkolwiek, a w drugim jak najbardziej zwykła :)

                  Pomijając ten konkretny wymieniany przez was przykład, bo słabo pamiętam dzieło.
                  Ale pamiętam, ze androgyniczna Nutria miała zadziwiającej rozpiętości skalę ulubionych typów, którymi była zafascynowana, więc pewnie każdy się mieści - by po tych wszystkich przeżyciach wylądować w ryżych objęciach fascynującego, chronicznie chrząkającego i wiecznie podającego herbatki Robroja.
                  No, ale ten też miał klatę, o ile pamiętam, więc może owa była elementem decydującym.
                  • slotna Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 09:52
                    Oidp to on byl od niej mlodszy zaledwie o 3 lata. Moze na poczatku by to byla jeszcze jakas roznica, ale za dekade juz zupelnie zadna. Mezczyzni zyja krocej, wiec to czysty pragmatyzm wziac sobie mlodszego ;)
                    • emae Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 10:01
                      slotna napisała:

                      > Oidp to on byl od niej mlodszy zaledwie o 3 lata. Moze na poczatku by to byla j
                      > eszcze jakas roznica, ale za dekade juz zupelnie zadna. Mezczyzni zyja krocej,
                      > wiec to czysty pragmatyzm wziac sobie mlodszego ;)
                      >

                      Popieram. Poza wszystkim, na etapie zachwycania się Natalia jeszcze nie wiedziała, że on młodszy :)
                      • mmoni Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 23:15
                        Każdy ma jakieś swoje osobiste błeee, jeżeli chodzi o relacje erotyczne i ja je szanuję, o ile nie chce swojego błeee narzucać za pomocą siły lub regulacji prawnych innym parom. Jedna woli młodszych, druga starszych, jedna klaty gołe, druga owłosione, jedna chłopaków, druga dziewczyny etc.etc. Przecież Natalia nie jest panią Robinson, a Nerwus piętnastolatkiem.

                        To rzekłszy, nigdy nie rozumiałam tej schizy pt. "ale on jest młodszy!", zwłaszcza w wykonaniu pań w wieku dalekim od moherowego i w przypadku, kiedy różnica wieku jest jak dla mnie niezauważalna gołym okiem. Pewna znajoma mniej więcej w moim wieku wyznała mi kiedyś, że jej mąż jest młodszy takim tonem, jak gdyby był to wstydliwy sekret (chodziło o jakąś minimalną różnicę, jak w przypadku NiN). Wyznanie zaiste niepotrzebne, bo kiedy później zobaczyłam owego "młodego męża", był to osobnik IMO tak fizycznie nieatrakcyjny, że nigdy w życiu tej rzekomej straszliwej różnicy wieku bym nie zauważyła.
                        • krakowska_poziomka Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 30.07.13, 11:37
                          Natalia miała wówczas 23, Filip miał 20. Przecież to nie pedofilia....
                          • verte34 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 31.07.13, 22:25
                            > Natalia miała wówczas 23, Filip miał 20. Przecież to nie pedofilia....
                            Jasne że nie, ale jak wyżej pisze Mmoni, każdy ma swoje "błe" lub wręcz tabu.
                            Doskonale rozumiem "błe" Żmii dotyczące młodszych. Sama je mam i w skrócie wygląda to tak, że młodszy mężczyzna to dla mnie młodszy brat, ewentualnie uczeń. Aseksualny.
                            U Nutrii spodziewłabym się podobnego odchylenia (?); przed Nerwusem wzdychała do panów dużo starszych: wykładowca (ten od Rainera Marii:), prof. Stala, Tunio... w końcu Robroj wąsaty i podtatusiały w stopniu znacznym.
                            Dlatego dziwi nagła pasja do niedojrzałej klaty.

                            Niepowtarzalne~własnoręcznie
                        • truscaveczka Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.09.13, 07:24
                          mmoni napisała:
                          > To rzekłszy, nigdy nie rozumiałam tej schizy pt. "ale on jest młodszy!", zwłasz
                          > cza w wykonaniu pań w wieku dalekim od moherowego i w przypadku, kiedy różnica
                          > wieku jest jak dla mnie niezauważalna gołym okiem.

                          Te same emocje budzi mąż niższy od żony. A że mój młodszy i niższy, to już skończonam dla świata ;) I tak, ludzie ukrywają takie rzeczy, podobnie jak fakt, że chciało się dziewczynkę, a urodził się chłopczyk czy że nie ma się ochoty na drugie dziecko (pozostając w kręgu tematyki matrymonialno-rodzinnej). Bo nieprzystawanie bywa niewygodne, zwłaszcza że generuje nawał uwag ze strony osób zupełnie do nich nieuprawnionych (typu sąsiadka babci mojego męża).
                          • mankencja Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.09.13, 11:49
                            Jak się ukrywa niższego męża? każe mu się nosić cylinder i obcasy?
                            • retro-story Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.09.13, 12:27
                              Trzeba zawsze przy nim siedzieć! Albo niech on siedzi cały czas. Ewentualnie leży.
                            • ginny22 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.09.13, 17:38
                              Spytaj Idusi B. ;)
                            • truscaveczka Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 03.02.14, 15:10
                              Nie nosi się obcasów. A mąż nosi nastroszony fryz ;)
                  • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 20:07
                    Ale ja jestem w sile wieku...trzydzieści osiem w tym roku...
                    • kai_30 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 16:20
                      Oesu...

                      Jestem w takiej samej sile wieku, a mój mąż dopiero co skończył trzydziestkę. I tak, jaram się jego klatą. To dopiero jest bueee, a nie tam głupie trzy lata :P
      • verdana Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 27.07.13, 23:20
        Tak, szlachetne jest ubóstwo tylko o ile ubóstwem nie jest i dotyczy osób niewykształconych. W starej Jezycjadzie były mile rodziny, które ani pieniędzy, ani kasy nie miały - choćby "Opium w rosole" . Ale i wtedy to był trochę "inny swiat", opisywany z dystansu - jakby żadna czytelniczka nie byla "z domu" sympatycznych, acz niezbyt lotnych grubych gospodyń domowych i ich ciężko pracujących mężów. Takie domy zawsze miały być kontrastem - we wczesnych tomach pozytywnym ("miłe domowe ciepełko u prostego człowieka" versus "oschła para karierowiczów zaniedbujących psychikę dziecka"), w dalszych niestety "kulturalna inteligencja" versus "prymitywne chamy".
        Nie bardzo wypada siegać do zycia osobistego, ale mam wrażenie, ze niezbyt zamozna matka dzieciom, piszaca książki, a mieszkająca w kamienicy miała innych sąsidów i inny ogląd sytuacji niż Bardzo Znana Zamożna Pisarka w domku pod miastem, wielbiona przez Lud Księgi ,która z byle kim zadawać się nie zamierza.
        Szkoda. Bo pisarka, która chce pisać powieści zaangażowane - a taka jest Jezycjada - zawsze źle wychodzi na tym, zę przestaje znać ludzi, o których pisze.
        • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 21:53
          "kulturalna inteligencja" versus "prymitywne chamy".

          To mógłby być temat-rzeka...
          Bo na samym przykładzie Borejow widzimy jasno, że tej "kulturalnej inteligencji" kultury brakuje i ti jeszcze jak...obrażają własnych gości, popisują się oczytaniem...to mają być dobre maniery???
          A na przykład tacy Lewandowscy (przykład z Jeżycjady, pierwszy z brzegu, ale w życiu też by się sporo znalazło) - im się wcale nie podoba wierszyk Geniusi (już niedługo twego życia, mój ty biedny stary ośle) ale nie okazują jej dezapobaty i nie strofują...
          I kto tu jest bardziej kulturalny?
          • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 23:31
            Jak to kto? Borejkowie, oczywiście. Bo Sławek zchamiał, nieprawdaż, i śmiał parkowac nowe volvo przed oknami Idy. Nigdy nie rozumiałam tego "zarzutu", że Sławek śmiał tym samochodem. Nie jestem z Poznania, nie znam tam układu "wewnętrznego" mieszkań, ale zawsze byłam święcie przekonana, że Lewandowscy [których synem Sławek był] takoż jak i Borejkowie mieszkają/mieszkali przy Roosevelta i jakoś tam ich okna też mogły wychodzić na tą samą stronę, co okna Idusi. I Sławek miał już od dawna głęboko w rzyci rudego kościotrupa, po prostu kompletnie o niej nie myślał, bo zaliczył w Szwecji sporo ładniejszych i swobodniejszych miejscowych panien, a auto parkował po prostu pod oknami rodziców.
            Inną kwestią, która mnie do szału doprowadzała zawsze, to stosunek MM do samochodów - nowe volvo Sławka be [mimo, że SAM ciężką pracą na nie zarobił], przerdzewiały stary fiacik Idy cacy [choć na szrot mu bliżej niż w trasę], ford Mamerta be [ochydna biała "lodówka"], zabytkowe autko [marki nie pomnę, wybaczcie] Gabuni cacy. No to ja nie rozumiem. Gdyby było mnie stać - nie zastanawiałabym się minuty - kupiłabym oczywiście nówkę, nieśmiganą, a nie urzywanego strupla w moim wieku. Czy nawet ciut młodszego. I za Chiny Ludowe z Koreą na dodatek nie pojmę, co jest złego w nowym samochodzie. Jeszcze gdyby był choć cień wątpliwości, czy środki na zakup wspomnianego zostały zdobyte uczciwie - to jeszcze [na zasadzie "wolę stare, zużyte, niż nowe kradzione"]. Ale ani w przypadku Sławka, ani [tym bardziej!] doktora Kowalika nieuczciwe zdobywanie owych dóbr w grę nie wchodzi? Chyba, że post factum wyjdzie, że dr. Kowalik brał łapówki i szafował pavulonem, a Sławuś w Szwecji w pornobiznesie zarabiał, jako gwiador filmowy...
            • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 23:34
              oczywiście: używanego strupla, nie urzywanego!
              • kkokos Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 07:31
                i jeszcze ohydna, nie ochydna.

                za karę vi_san odnajdzie markę samochodu gaby, co to jej nie pamięta. a to skazuje ją (vi_san, nie markę ani gabę) na kontakt ze sprężyną :P
                • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 15:08
                  Marka samochodu to opel astra! Za to przeczytałam sobie Sprężynę, po raz drugi [pierwszy był tuż po kupieniu]. I doszłam do wniosku, że niesłusznie jest to książka szkalowana podle na forum. W porównaniu do McDusi, to dzieło wiekopomne, z bezbłędną redakcją, inteligentne i sensowne, o pasjonującej głównej bohaterce - no arcydzieło na miarę Mickiewicza niemalże. Ciekawe, co napiszemy o McD, po ukazaniu się [i przeczytaniu] "Wnuczki..."?
                  • emae Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 15:46
                    vi_san napisała:

                    > W porównaniu do McDusi, to dzieło wiekopomne,
                    > z bezbłędną redakcją, inteligentne i sensowne, o pasjonującej głównej bohaterce
                    > - no arcydzieło na miarę Mickiewicza niemalże.

                    Ale kto jest tą bohaterką??
                    • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 16:17
                      Czasem Łusia a czasem firanowata Łałra. I w porównaniu do siebie w McD są fascynujące. :)
            • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 28.07.13, 23:50
              vi_san napisała:

              > Inną kwestią, która mnie do szału doprowadzała zawsze, to stosunek MM do samoch
              > odów - nowe volvo Sławka be [mimo, że SAM ciężką pracą na nie zarobił], przerdz
              > ewiały stary fiacik Idy cacy [choć na szrot mu bliżej niż w trasę], ford Mamert
              > a be [ochydna biała "lodówka"], zabytkowe autko [marki nie pomnę, wybaczcie] Ga
              > buni cacy. No to ja nie rozumiem. Gdyby było mnie stać - nie zastanawiałabym si
              > ę minuty - kupiłabym oczywiście nówkę, nieśmiganą, a nie urzywanego strupla w m
              > oim wieku. Czy nawet ciut młodszego. I za Chiny Ludowe z Koreą na dodatek nie p
              > ojmę, co jest złego w nowym samochodzie.

              A to znowu jest czkawka po PRL, mam wrażenie, wtedy bowiem samochód był dobrem trudno dostępnym, więc jak kto jeździł nowym i w dodatku zachodnich marek, to na pewno jakiś prywaciarz - wróg ludu i krwiopijca, względnie niegodziwiec, który na saksach na zgniłym zachodzie dorobił, zamiast grzecznie Polskę Ludową budować. Względnie, że tak rzucim okiem z innego kąta, jakiś partyjny bonza, co se nakradł z państwowego. Tyle, że PRL przeminął z wiatrem, a stosunek pani MM do nowych aut (i do przedsiębiorców) nie zmienił się ani na jotę.
              • kopiec_esmeralda Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 06:21
                Nie tylko do aut i tzw. "prywaciarzy".
                Jak nieraz tu stwierdziliśmy, ałorka tkwi mentalnie po uszy w PRLu. Te podziały na "dorobkiewiczów" przeważnie nieokrzesanych chamów i szlachetnie ubogich łacinników, czy innych polonistów, co to wolą BYĆ niż MIEĆ, ten wieczny zakurzony bajzel w domu z poobijanymi kubkami, "omijanie" prawa jako aprobowana norma. Mnóstwo detali na to wskazuje.
                Mentalność tam jest teleportowana z PRLu, mimo niby realistycznych rekwizytów XXI w (laptopy + akcesoria, tel. komórkowe - co jeszcze?), często używanych od czapy, jak sławetne zgubienie adresu @.
                • verte34 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 31.07.13, 22:44
                  > Jak nieraz tu stwierdziliśmy, ałorka tkwi mentalnie po uszy w PRLu. Te podział
                  > y na "dorobkiewiczów" przeważnie nieokrzesanych chamów i szlachetnie ubogich ła
                  > cinników, czy innych polonistów, co to wolą BYĆ niż MIEĆ...
                  Myślę że MM tak właśnie postrzega teraźniejszość: jesteśmy MY, strażnicy tradycji i ONI, tam gdzie kiedyś ZOMO.
                  Jestem zwolenniczką teorii o stetryczeniu MM; sądzę że temu należy przypisać katastrofę pt. McD. Nie dość że postradała władzę w piórze, to jeszcze poprzestawiało się biedaczce :(
              • kkokos Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 07:26
                > A to znowu jest czkawka po PRL,

                oczywiście, że tak

                mam wrażenie, wtedy bowiem samochód był dobrem
                > trudno dostępnym, więc jak kto jeździł nowym i w dodatku zachodnich marek, to n
                > a pewno jakiś prywaciarz - wróg ludu i krwiopijca, względnie niegodziwiec, któr
                > y na saksach na zgniłym zachodzie dorobił, zamiast grzecznie Polskę Ludową budo
                > wać.

                nie no, proszę cię, żadne wróg ludu - takiego myślenia akurat pani mm nigdy nie prezentowała i nie dorabiaj jej gęby na bazie i po linii. prywaciarz, oczywiście, prywatna inicjatywa, prymitywna, cwaniacka, wchodząca właśnie z władzą ludową na najniższym szczeblu w układy i układziki, łapóweczki i przysługi, żeby domiaru podatkowego nie było, żeby pozwolenie zdobyć teraz, a nie za trzy lata itd. takie właśnie układziki bardzo panią mm mierziły, bo człowiek szlachetny i szanujący się powinien być ponad, a nie zniżać się do cwaniactwa dla kasy.

                Względnie, że tak rzucim okiem z innego kąta, jakiś partyjny bonza, co se
                > nakradł z państwowego.

                tak, to też.

                >Tyle, że PRL przeminął z wiatrem, a stosunek pani MM do
                > nowych aut (i do przedsiębiorców) nie zmienił się ani na jotę.

                no właśnie
                • meduza7 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 10:04
                  Zmieniły się dekoracje, prywaciarza czy badylarza zastąpił hurtownik (Jacunio, dziecię hurtownika!), ale podejście zostało dokładnie to samo. To w sumie taki trochę PRL-owski mem skojarzony dodatkowo z memem "biznesmena w białych skarpetkach" z lat 90-tych. Nie tylko Musierowicz rzuciła się wówczas obśmiewać ten typ, masowo robiły to też komedie filmowe - ot, choćby Tygrysy Europy na przykład. Tyle, że ona wałkuje ten mem do dzisiaj, nie zauważając, że np. elita finansowa miasta Poznania, to dziś już niekoniecznie wyłącznie "nuworysze i hochsztaplerzy".
                  • zla.m Re: mały OT 29.07.13, 16:54
                    tak mnie się skojarzyło:

                    Rzecz się dzieje w domu Kulczyków:
                    - Co kupiłeś, bo nie dosłyszałam - arbuza czy airbusa?
                    • verdana Re: mały OT 29.07.13, 21:25
                      Katarski szejk wysłał syna do Oxfordu. Syn pisze do domu "Kochany ojcze! Jest mi głupio. Ja przyjeżdżam na zajęcia bentleyem, a koledzy pociągiem." Ojciec odpisuje "Kochany synu! Masz rację, nie chcę , aby ci bylo głupio, kupilem ci pociąg".
                      • olena.s Re: mały OT 05.02.14, 16:54
                        Pozwól, że poprawię: jak syn katarskiego szejka, to chyba raczej do Sandhurst.
            • maritt.g Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 13:42
              I jeszcze schamiał, nie zchamiał :)
              • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 29.07.13, 15:15
                No dobra, no dobra... Edytor tekstu upadł na pysk i nie ma siły się podnieść. W związku z tym obiecuję solennie uważniej sprawdzać co klepię. Ale na szybko w pracy nie tak łatwo, zwłaszcza, jeśli się jest przyzwyczajonym, że ładnie wężykiem na czerwono "coś" byki podkreśla...
      • olena.s Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 31.07.13, 22:18
        Kopców porzucono, bo MM zarystokratyczniała i porzuciła solidarnościowe ideały w rodzaju 'z szlachtą polską polski lud'.
    • bisturi Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 30.07.13, 10:04
      zmija_w_niebieskim napisała: " z Baltony zrobiła bardziej rozmamłaną wersję Ben
      > edykta Korczyńskiego"


      :))))) padłam i wiję się na podłodze ku zdziwieniu zapracowanych koleżanek z pokoju
      ale analogii chyba dość, kiedyś mi się Laura z Justyną skojarzyła ale luźno, na globus Patrycji chyba też nie ma co liczyć
      • soova Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 30.07.13, 15:40
        Baltona to akurat anty-Benedykt, karykatura Benedykta, która jest wszystkim, czym ogarnięty i naprawdę zapracowany Korczyński w majątku, w którym naprawdę jest co robić, nie jest.
        • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 30.07.13, 16:42
          soova napisała:

          > Baltona to akurat anty-Benedykt, karykatura Benedykta, która jest wszystkim, cz
          > ym ogarnięty i naprawdę zapracowany Korczyński w majątku, w którym naprawdę jes
          > t co robić, nie jest.

          Otóż to. Flobry to jest niezamierzona parodia, w stylu "Jak pani z miasta wyobraża sobie włościanina".
          • soova Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 30.07.13, 17:04
            Cała Neojeżycjada jest pełna wyobrażeń pani z kamienicy w mieście (potem z podmiejskiego domu) o pracy lekarza, rezydenta biura podróży, nauce w szkole podstawowej, prowadzeniu działalności gospodarczej, życiu stypendysty naukowego na elitarnej uczelni w USA i innych tego typu realiach, co do których pisarka powinna najpierw zrobić choćby minimalny research, ale jakoś go nie zrobiła.
            • verte34 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 31.07.13, 23:02
              Kto to powiedział, że dla dzieci powinno się pisać jak dla dorosłych, tylko lepiej?
              Teraz sobie zaprzeczę. Powyżej stwierdziłam że MM cierpi moim zdaniem na uwiąd twórczy z racji wieku i nie sądzę, żeby cynicznie tłuka kasę - za dużo w NeoJ ideologii i staruszkowatego oderwania od rzeczywistości. Ale jak przypomnę sobie te porzeczki, konie oraz pszczoły, co tną jak komary to faktycznie...
              Wychodzi mi, że p. Musierowicz wciska kit nastolatkom, bo i tak się nie zorientują.
              Zresztą już nie wiem co sądzić. Od czasu McD jestem w lekkim szoku i nawet czymś w rodzaju żałoby.
              • grimma Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 02.08.13, 20:44
                "Dla dzieci trzeba pisać tak, jak dla dorosłych, tylko lepiej. Gorki Maksym "
                powiedziala strona cytaty.pl
                • guineapigs Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 03.08.13, 12:05
                  a zaś znam taka wersję tego tematu, dotyczaca programów telewizyjnych (autora oczywiście nie pamietam, ale to na pewno nie moje refleksje, tylko powtarzam i się podpisuję): filmy/programy dla dzieci sa trudniejsze w realizacji, bo dzieci od razu wyczuja fałsz/nieprawdę/nie usprawiedliwią jawnych wpadek technicznych. Dlatego programy TV dla dzieci muszą być lepsze niz dla dorosłych - na zasadzie; dorosły to pokiwa głową że czasu nie było,pieniedzy nie stykło, trzeba było 10 scen nakrecic za jednym zamachem, że sobie coś dopowie itp. Dzieci - nie ma bata, jak smok jest w odc. 1 czerwony a w 10 czerwono-zielony - to dzieci od razu to wyłapia I będa marudzić/płakac że to nie ten smok - a dorosły to 'zrozumie', 'wyjaśni', w końcu nawet nie zauwazy kolorów smoka.
                  • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 07.08.13, 16:34
                    Ale pewnych rzeczy właśnie te dzieci (znaczy targetowe dla Jeżycjady nastolatki) nie wyłapią, albo nawet jak wyłapią, to odpuszczą, bo same niewiele wiedzą - przykładowo za jedno im, czy Marek to neurolog czy neurochirurg i właściwie po jaką cholerę przyjeżdżał studiować w Polsce, skoro lepsze perspektywy miał w Stanach, nie pracowały same jako lekarze czy cypryjskie rezydentki więc średnio załapią, że coś nie halo. Uwierzą w więcej, bo im tak dobra pani Musierowicz mówi. To my tu niedobre dinozaury na forum wyłapujemy nieścisłości i się czepiamy, ale razem mamy z kilkaset par oczu i miliard lat doświadczenia więcej niż przeciętna współczesna nastolatka. :)
                    • lululemon12 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 07.08.13, 18:20
                      akniwlam napisał(a):

                      >Uwierzą w więcej, bo im tak dobra pani Musierowicz mówi.

                      I właśnie dlatego należałoby mocno uważać na to, co się umieszcza w swoich książkach. Nie podoba mi się idea, że pisząc dla nastolatek można olać risercz, bo one jeszcze za dużo o świecie nie wiedzą i łykną wszystko jak te gęsi. Jakoś mi to pachnie brakiem szacunku, żeby nie użyć mocniejszych słów.
                      • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 07.08.13, 20:06
                        lululemon12 napisał(a):

                        Nie podoba mi się idea, że pisząc dla nastolatek można olać risercz, bo
                        > one jeszcze za dużo o świecie nie wiedzą i łykną wszystko jak te gęsi. Jakoś mi
                        > to pachnie brakiem szacunku, żeby nie użyć mocniejszych słów.
                        >
                        Mi też nie. Ale też nie sądzę żeby dzisiejszym nastolatkom najbardziej w książkach Musierowicz przeszkadzał brak riserczu i spójności - raczej ten natrętny smrodek dydaktyczny...
                        • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 07.08.13, 23:07
                          akniwlam napisał(a):

                          lululemon12 napisał(a):
                          >
                          > Nie podoba mi się idea, że pisząc dla nastolatek można olać risercz, bo
                          > one jeszcze za dużo o świecie nie wiedzą i łykną wszystko jak te gęsi. Ja
                          > koś mi to pachnie brakiem szacunku, żeby nie użyć mocniejszych słów.

                          Otóż to. Jako czytelnik czuję się przez autorkę potraktowana jak debil, dla którego wysilać się nie trzeba, bo i tak łyknie wszystko co MM napisze. A jak nie łyknie, to jest wrednymi, czepialskimi ONYMI, z bloku i bez czółka.


                          akniwlam napisał(a):

                          > Mi też nie. Ale też nie sądzę żeby dzisiejszym nastolatkom najbardziej w książk
                          > ach Musierowicz przeszkadzał brak riserczu i spójności - raczej ten natrętny sm
                          > rodek dydaktyczny...

                          To już nie smrodek, to gęsty zaduch i wskazywanie czytelnikowi palcem co jest cacy, a co jest be.
                          • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 07.08.13, 23:38
                            Po pierwsze nie jesteś targetem, znaczy dorastającą panienką.
                            Po drugie pewnie czółek nie ma i jest z bloku większość czytelniczek, przecież Musierowicz nie czytują same hrabianki z domowymi biblioteczkami na tysiące tomów i kiejdańskimi cukiernicami... W ogóle wydawało się, że to jakiś czas temu była jej misja - zainteresować dziewczyny bez czółek i z bloków ładną historyjką miłosną, a przy okazji podlać ją Seneką czy innym Arystotelesem i zachęcić do czytania w ogóle. Były prowadzone nawet badania i programy szerzenia czytelnictwa wśród dziewczyn z lekkim upośledzeniem umysłowym, wychowanek różnych szkół z internatem (a to nie bywają raczej panienki ze szlachetnych rodów), zaczynało się od 6K i one się pięknie wciągały, utożsamiały z Cesią, która miała podobne do nich problemy i czytały dalej. No ale nie wyobrażam sobie zachęcenia którejkolwiek mojej uczennicy (uczyłam w szkole specjalnej) do czytania za pomocą McD :(
                            • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 07.08.13, 23:58
                              akniwlam napisał(a):

                              > Po pierwsze nie jesteś targetem, znaczy dorastającą panienką.

                              Pierwotnie to i owszem, Jeżycjada była cyklem dla dorastających panienek, ale odkąd się przeistoczyła w operę mydlaną, zdaje się przestała. Jaką nastolatkę zainteresują życiowe problemy Gaby, dla tej nastolatki będącej osobą potwornie starą i wręcz nad grobem? Albo sercowe rozterki dorosłej Nutrii i jeszcze doroślejszego Firanojka?

                              > Po drugie pewnie czółek nie ma i jest z bloku większość czytelniczek, przecież
                              > Musierowicz nie czytują same hrabianki z domowymi biblioteczkami na tysiące tom
                              > ów i kiejdańskimi cukiernicami...

                              Ja to wiem, ale autorka chyba zapomniała, sądząc po tym z jakim uporem lansuje ostatnio wizję świata w której osoby nie pochodzące z rodzin inteligenckich oraz mieszkające w blokach to prymitywy i motłoch. O ludności wiejskiej w ogóle nie wspomnę, ta występuje bowiem wyłącznie w postaci chytrej mlekodajnej babci z NiN.

                              W związku z czym nastoletnie czytelniczki nie obdarzone łaską pochodzenia z wlaściwych rodzin i zamieszkania we właściwych miejscach muszą się czuć przecudownie, czytając najnowsze części Jeżycjady,
                            • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 00:01
                              Prędzej zniechęcenie do czytania...
                              No bo cóż mamy w tej "wciągającej" opowieści? Jakąś panią starszawą, która jest dobra i miła, chociaż spóźnia się na dworzec odebrać [podobno] oczekiwanego gościa, bo musi sobie pooglądać drzewka, wśród których dogina codziennie. No, ale niech jej będzie. Mamy drugą panią, też niemłodą, która jest zabawna i wesoła, chociaż zachowuje się obraźliwie wobec gościa i rzuca w syna słoikiem. Słucham? Podtapianie prysznicem i obrzucenie szkłem to metoda wychowawcza w inteligenckim domu? No dobra, jestem naiwną nastolatką, jeszcze to "kupuję". Mamy jakąś upiorną idiotkę, która mając 25 lat zachowuje się jak 12 oglądająca Sailoor moon", chcącą na własnym ślubie wyglądać jak średniowieczna kokota, ale mającą doskonały gust. Która i tak potem daje się na tenże ślub wtłoczyć w 50letnią garsonkę babci... Kostiumik? Po babci? Młoda, dbająca o siebie panna? [rechot] Mamy troglodytę, który się kocha w jakiejś babce, która nie dość, że ma go w nosie, jest od niego coś koło 100 lat starsza to wpada w wigilię z towarzyską wizytą, ujawniając przy tym iż zaopatrzyła się w narzeczonego. Bałabym się go, w sumie. Mamy jakiegoś idiotę z loczkiem, który przez pół nocy pierniczy głupoty o budowie sedesu, tego, chciałam powiedzieć sonetu, i wali kuzyna rondelkiem, ale jest subtelny i delikatny. No, to ja chyba inaczej pojmuję delikatność? Pojawiasię jakiś kretyn, który jest namolny i niedorozwinięty umysłowo, acz podwozi panny po odbiór sukni. Pojawia się inny facet, który zachowuje się znośnie [kurczę, jedyny normalny?], ale okazuje się, że miła i ciepła rodzina może się wobec niego zachowywać po chamsku, nie przestając być miła. Coś mi tu, krucafuks, nie pasuje? Podsumowując: książka bez głównej postaci [o tytułowej McDusi w sumie nie wiadomo nic, poza tym, że złom lubi zbierać i z kłódkami lata po wszystkich mostach], bez wciągającej narracji, bez sensu wogóle. Na pewno nie zachęciłaby mnie do czegokolwiek, chyba, że do unikania nazwiska autorki podczas poszukiwań miłej lektury w bibliotece...
                              • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 00:06
                                vi_san napisała:

                                > o tytułowej McDusi w sumie nie wiadomo nic, poza tym, że złom lubi zbierać i z kłódkami
                                > lata po wszystkich mostach

                                Jeszcze frytki lubi. I chipsy. Co jest, skądinąd szalenie nietypową i wyróżniającą cechą wśród dzisiejszej młodzieży, prawdaż.
                                • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 00:18
                                  Prawdaż. I nie lubi poezji, co ją jednoznacznie kwalifikuje jako kretynkę bez czółka. Pomimo, że może uwielbiać beletrystykę i być ogólnie lepiej oczytana niż np. Józef... No i [co już wogóle odbiera jej niemal człowieczeństwo] nie uwielbiała swojego pradziadka, z którym wogóle od siudmego roku życia kontakt miała sporadyczny.
                                  • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 00:19
                                    I owszem, powinno nas szokować, że nastolatka lubi frytki i chipsy, a nie przepada za poezją i mocno starszawym dziadkiem... Bo wszak każdy musi uwielbiać Mickiewicza [a jak nie to na złe mu wyjdzie i już!], a już nie uświęcać Dmuchawca to hańba i wstyd oraz sromota...
                                    • lululemon12 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 09:09
                                      Czemu właściwie za niechęć do poezji nie jest gnojony Józinek? Bo należy do Rodu Wybranego? Czy po prostu dla samca-rycerza-sportowca istnieją inne wyznaczniki "duchowego ubóstwa"?
                                      • dakota77 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 09:12
                                        Chyba przede wszystkim to pierwsze. On moze, on jest wnukiem Borejkow.
                              • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 00:34
                                Niestety, i całkiem poważnie... Józin troglodyta potrząsający Magdą jak szczurem dla wielu moich uczennic byłby całkiem niezłym gościem - nie skuł jej buzi, jak się narzucała, tylko potrząsnął i poszedł... a przy tym męski i jakże ach rycerski. Ideał, cud mniód. I kibicuje, co jest dla nich realne i zrozumiałe. I się bić potrafi. Nawet kanapki sobie potrafi zrobić! Kuchnię posprzątać! Książę z bajki normalnie.
                                Ignacy junior to w ogóle byłby dla nich kosmita.
                                Matka rzucająca w syna słoikiem - spoko, nie takie rzeczy się w domu widziało (dziewczyny ze szkół specjalnych z internatem często mieszkają w internatach, bo rodzice nie chcą ich w domach nawet za cenę oddania szkole zasiłku na niepełnosprawne dziecko. Nie chcecie sobie wyobrażać, co się z nimi mogło dziać, zanim podrosły na tyle, żeby je oddać do szkoły z internatem).
                                Mieszkanie w kołchozie - czego wy się czepiacie, niektórzy ludzie z tej szkoły mieszkają naprawdę w znacznie gorszych warunkach (nie napiszę dokładniej, jakich, ale uwierzcie, zgroza).
                                Idiotka wzdychająca do Aaaaaaadaaaaaama byłaby wzorcem do marzeń na temat "mój dzień ślubu" (to znaczy idiotka sprzed uwiezienia kiecki i zrujnowania fryzury). Pompadury i falbaniaste suknie są takie kopciuszkowe! A te dziewczyny całe życie marzą o byciu Kopciuszkiem, który zostanie królową balu i żoną księcia z bajki.
                                Panna z niespodziewanym narzeczonym - a mało to znajomych i nieznajomych, zaproszonych i nieproszonych, bywało na różnych imprezkach... (Tu zresztą narzeczony taktownie idzie sobie pozwiedzać i nie narzuca się nieznanym ludziom w dniu ważnego święta.)
                                Tatuś pojawiający się w drzwiach w dniu ślubu latorośli, bez jakiegokolwiek uprzedzenia - też chyba znany im temat... Ale ich tatusiowie i wujaszkowie kitchenaidów nie przynoszą, tylko buteleczki, żeby na imprezie nie zabrakło najważniejszego składnika. Albo nie przynoszą nic, tylko sami dopraszają się pieniędzy.
                                Wypełnianie ramion - obowiązkowe i to przeważnie bardzo, bardzo szybko po szkole :( Jedno, co dobrego mogę powiedzieć, to te dziewczyny, z którymi mam kontakt, mają serducha po właściwej stronie i są dobre, opiekuńcze i odpowiedzialne wobec swoich dzieci.
                                Nauczanie w szkole specjalnej poszerza horyzonty :(
                                • dakota77 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 06:03
                                  Co do kolchozu, owszem, ludzie mieszkaja w duzo gorszych warunkach, ale problem u Borejkow polega na tym, ze w przeciwienstwie do ludzi ktorych masz na mysli oni nie musza. To nie trudna sytuacja materialna sprawia, ze Borejkowie gniezdza sie na kupie, i to nas tak wkurza.
                                  • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 09:41
                                    A to, że kołchoz i że na własne życzenie i że teraz już mało kto tak mieszka, zwłaszcza miejska inteligencja, to ja wiem. Ale warunki kołchozowe są doskonale znaną rzeczywistością dla dziewczyny z domu niezamożnego (i często całkowicie pozbawionego biblioteczki), z gromadką rodzeństwa, z niezaradnymi życiowo rodzicami - bo z takich domów pochodzi wiele uczennic szkół specjalnych dla dzieci lekko upośledzonych. Moim dziewczynom pewnie nie wpadłoby do głowy krytykować mieszkanie Borejków, bo i tak w porównaniu z niektórymi z nich, na Roosevelta mają luksusy (typu własna łazienka - chociaż brak telewizora byłby jeszcze jedną okolicznością całkowicie z kosmosu).
                                • ginny22 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 09:47
                                  Tyle że chyba nie było celem MM trafiać ze zrozumiałością i bliskością przekazu do takiej grupy docelowej...
                                  • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 10:25
                                    Jak ktoś chce pokrzepiać serca nastoletnich panienek, to i taka grupa się w targecie znajduje. Na okładkach nie ma wszak ostrzeżeń, że jak masz IQ poniżej normy i nie posiadasz ładnie sklepionego czółka ani Seneki w biblioteczce domowej, to się nie zbliżaj i nie bezcześć Ołowianym Spojrzeniem.
                                    I tak jak pisałam wcześniej - dawna Jeżycjada trafiała do nich doskonale, pomagała we własnych problemach życiowych i zachęcała do czytania w ogóle. Ta dostarcza niestety głównie antywzorców - takich, jakie one często znają z własnego życia, ale niekoniecznie takich, jakie są godne naśladowania.
                                    • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 11:35
                                      I twoje ostatnie zdanie jest chyba najważniejsze. I głównie za to krytykujemy panią MM. Że pisze o, w gruncie rzeczy, sytuacjach patologicznych, przedstawiając je jako fajne, normalne i mądre. Też znam domy, gdzie jest "wygódka" wspólna na cztery rodziny i jedna kuchnia, gdzie z ambitnej lektury trafia się "Fakt", gdzie potrząśnięcie kimś, to super zachowanie "bo mógł pobić". Ale nie wmawiam nikomu, że to jest norma, standard i oczywistość. Nie przekonuję nikogo, że ludzie z wykształceniem, inteligentni i dobrzy tak właśnie postępują. Bo tak nie jest. Owszem, sytuacje takie bywają - ale problemem jest to, że pani ałtorka wprost pisze, że TO JEST DOBRE, MIŁE I DZIELNE, jak grzywka Gaby. I tu jest problem. Kiedyś byli Lisieccy, którzy znęcali się nad psem - zostali za to "ukarani" - nie tylko prze4z Idę, ale i odautorskim komentarzem. Tymczasem w McD otrzymujemy Józinka, który potrząsa jak szczurem - i opinia "on jest rycerski", otrzymujemy Idusię, która wymawia gościowi jedzenie, obraża, wyzywa, rzuca w syna szklanym słoikiem - i otrzymujemy opinię "że ona jest wesoła, spontaniczna". Gdyby MM napisała, że Józef później, w zaciszu własnego pokoju pomyślał, że głupio postąpił, że przesadził, że cokolwiek - ale nie, on jest z siebie dumny! I tak dalej... Smutne to...
                                      • kopiec_esmeralda Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 11:47
                                        >Gdyby
                                        > MM napisała, że Józef później, w zaciszu własnego pokoju pomyślał, że głupio po
                                        > stąpił, że przesadził, że cokolwiek - ale nie, on jest z siebie dumny! I tak da
                                        > lej... Smutne to...

                                        Albo gdyby dziad Borej lub Milicja posnuli monolog, że co to też wyrośnie z tego młodocianego chuligana, że za moich czasów, że stoicy... żeby mu dali na pokutę Marka Aurelego do studiowania i odpytywali go... byłoby i słuszne wychowawczo i w duchu Borejków. Żeby chociaż skrytykowali jego maniery przy stole, bo to żarcie z noża odbywało się publicznie, na tle kiejdańskich sreber rodowych, a jakoby nobles obliż ;)
                                        Pizzerię z uciętymi książkami umiał krytykować, a własnego rozpasanego wnuka jaskiniowca - nie.
                                        • verte34 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 14:20
                                          Moim zdaniem Borejkowie od dawna sprzedawani są jako marka.
                                          Ta marka kiepścieje, ale większość "użytkowników" nawet tego nie zauważa, bo ma za słabe rozeznanie w literaturze, wystarczy że człowiek sledzi "co dalej".
                                          MM zarabia na swojej marce przy okazji przelewając w swoje wyroby ksiązkopodobne to, co jej w duszy gra i podbudowując sobie ego.
                                          "Niestety niestety".
                                      • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 15:18
                                        Nie do końca się z Tobą zgodzę. Co do większości, tak, ale dwie małe sprawy. MM trochę dystansuje się od wybryków Józina, któreś z seniorów w czasie rozmowy na strychu martwi się tymi wiecznymi konfliktami wnuków, a walnięcie kuzyna garnuszkiem przez Ignasia też można potraktować jako rodzaj odautorskiej zemsty na nieposłusznej, troglodyckiej postaci. Nie wiem, czy dobrze odgaduję zamysł Autorki, ale chyba w którymś następnym tomie musi być przedstawiona przemiana Józefa, niekoniecznie nawrócenie na poezję i wzniosłość (w końcu poetycki nie był ani nie jest ani Jurek Hajduk, ani Maciek Ogorzałka, ani Robrojek, ani Baltona), ale odrzucenie przemocy. Młody Pałys od małego jest agresywny i nie zawsze odbieram to jako opisane w konwencji humorystycznej. To w dotychczasowym świecie Borejków duża wada i nie wierzę, żeby MM chciała go do końca świata zostawić prymitywnym chamem (zresztą zasygnalizowane są też jego zalety, jak np. odpowiedzialność za młodsze rodzeństwo, opiekuńczość - jest dla tego chłopaka nadzieja).
                                        Druga sprawa - ogólniejsza. Żli ludzie, ludzie agresywni, chamscy, okrutnizdarzają się w każdym środowisku. Również wśród inteligencji, ludzi wykształconych, oczytanych, lekarzy czy filologów klasycznych. Oni tylko na ogół lepiej potrafią swoją przemoc ukrywać przed światem, sprytniej się maskować. Wykształcenie, inteligencja i oczytanie Borejków nie jest żadną szczepionką ani cudownym lekarstwem na agresję. Niektórzy ludzie wykształceni i inteligentni postępują tak samo i jeszcze gorzej niż Józin i Ida. Chyba też o to chodziło, żeby przedstawić Borejków nie jako anioły bez skazy, nienagannie uprzejme i nigdy nie wyprowadzone z równowagi, tylko ludzi, którzy czasem postępują źle. Akurat potrząsanie Magdą ani lodowaty prysznic na otrzeźwienie nie są pochwalone jako dobre, miłe i dzielne. Nie wkładajmy MM w książkę, czego nie napisała. Mam pretensję, że nie potępiła tych sytuacji, ale też nie pochwaliła.
                                        • kopiec_esmeralda Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 15:31
                                          > Akurat potrząsanie Magdą ani lodowaty prysznic na otrzeźwienie nie są pochwalone jako >dobre, miłe i dzielne. Nie wkładajmy MM w książkę, czego nie napisała. Mam pretensję, że nie >potępiła tych sytuacji, ale też nie pochwaliła.

                                          Aprobuje. Widać to explicite w KG, gdzie z uporem broni "rycerskiego" J. i obwinia Magdę, że sama sobie winna, bo nie jest damą - już to tu było wałkowane, damy są traktowane jak damy itd, a niedamom się należy - w tym duchu. W książce też widzę aprobatę narratora dla J., nie przytoczę Ci, ale tak to odebrałam.
                                          • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 15:47
                                            Do KG nie zaglądam, ale sądzę, że to, co znalazło się w książce, powinno wystarczyć do oceny i interpretacji tego "co autor miał na myśli". Ty odbierasz sytuację (ze szczurem) jako aprobowaną, ja inaczej - tu się musimy zgodzić, że każda ma prawo do własnego odbioru. Na pewno lepiej by było, gdyby narrator wyjaśnił, że tak, drogie dzieci, postępować nie należy - ani narzucać się ze swoimi afektami komuś, kto sobie tego absolutnie nie życzy, ani stosować przemocy w sytuacji, która tego nie wymaga. Przyjmę dowolną ilość smrodku dyaktycznego, jeśli MM w następnej książce jakoś to spróbuje naprawić.
                                            W sytuacji z musztardą i prysznicem sama Ida zalewa się łzami na myśl, że mogła synowi wyrządzić krzywdę, mamy skruszoną grzesznicę i przeprosiny, mamy też nakreślone tło (zmęczenie i stres Idy, całkowite zaskoczenie postępowaniem syna), więc moim zdaniem jasne jest, że MM rzucania słoikami nie pochwala, nawet jeśli podobno jej samej się to zdarzyło.
                                            • onion68 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 18:14
                                              > , że tak, drogie dzieci, postępować nie należy - ani narzucać się ze swoimi afe
                                              > ktami komuś, kto sobie tego absolutnie nie życzy,

                                              W wielu sprawach się z tobą zgadzam, ale w tej nie mogę. W końcu zwykle ktoś robi pierwszy krok, czemu nie ma to być dziewczyna/kobieta? A gdyby czyniąc to człowiek ryzykował, że będzie potrząsany/obrażany, to hmm. Naprawdę, są inne sposoby odmowy.
                                              Twierdzę, że jeśli ktoś u progu pełnoletności jest w stanie w ten sposób potraktować osobę słabszą, to ja niestety nie widzę dla niego nadziei.
                                              Józin jest dobry tylko dla tych, którzy są "swoi", a i to nie dla wszystkich.


                                              (...) with it all the day still comes where they put you in a box, and its on to the next generation of idiots, who'll also tell you all about life and define for you what's appropriate
                                              W. Allen
                                              • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 21:42
                                                Nie broniąc Józefa, bo i nie ma jak - achował się koszmarnie, ale...
                                                1. Otóż nie zgodzę się, że "pierwszy krok" to musi być całowanie z tryumfującym uśmieszkiem ewidentnie niezainteresowanego kolesia! Gdyby Magda go jakoś lepiej poznała, spróbowała się zainteresować jego pasjami i np. wciągnęła go w rozmowę o ulubieńcach piłkarskich [a'propos - czy tylko mnie walnął pięścią między oczy plakat Zizou z REKLAMY DEZEDORANTU[!?!?!?] na ścianie? Primo: Zizou to, owszem, genialny piłkarz, ale jakby od ładnych kilku lat nieaktywny, secu8ndo: przy obecnej dostępności do prasy kolorowej w tym również zagranicznej ŻADEN nastolatek nie powiesiłby sobie nad głową reklamy dezodarntu!], gdyby go w sposób czysto "kobiecy" prowokowała, flirtowała... Nawet gdyby ten pocałunek wynikł powiedzmy po tygodniu wspólnego sprzątania mieszkania po pradziadku, w tym czasie dużo czasu spędzali razem, rozmawiali, i ona by po prostu błędnie odebrała jego obojętną grzecznoiść jako zainteresowanie sobą... Ale tak? Chłopak od początku ją ignoruje, traktuje jak coś wybitnie męczącego a ona się wyrywa z całowaniem i jeszcze tryumfującymi uśmieskami. No, sorry, ale moim zdaniem ona nie jest normalana - i nie dlatego, że "zrobiła pierwszy krok" min=mo, że dziewczyna, a dlatego, że właściwie czego się spodziewała?
                                                2. Mimo, że jest "u progu pełnoletności" ja widzę dla niego cień szansy. Bo zauważ: nikt nigdy nie powiedział mu, że NIE WOLNO STOSOWAĆ SIŁY. I już. Nigdy. Nawet wobec miągwy - kuzyna. Wręcz odwrotnie - mamy w przeszłości kilka scen co najmniej, gdzie Idusia rzuca do Gaby "Zazdrościsz mi go, bo twój Ignaś to..." [czy coś takiego, to nie cytat dosłowny, ale mniej - więcej sens], jest czarowna scena na jakimś dworcu bodajrze, gdzie Ida przytrzymuje za kaptur Józefa, którego jedynym celem i marzeniem jest kopnąć kuzyna [ale nie stopuje go zdecydowanie i nie tłumaczy, że NIE WOLNO!], jest scena [z "Żaby" chyba] oglądana oczami Wolfiego: przed domem Józef "dał w kubek" [cóż za urocza, swoją drogą, metafora dla uderzenia w twarz, nieprawdaż?] Ignasiowi, którego GŁOŚNA SKARGA dobiega do szykującej sie w domu do wyjścia rodzinki - i nikt kompletnie nie reaguje... Może gdyby trafił na kogoś, kto by go zaczął wychowywać - mógłby się zmienić?
                                                • ananke666 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 23:16
                                                  > [a'propos - czy tylko mnie walnął pięścią między o
                                                  > czy plakat Zizou z REKLAMY DEZEDORANTU[!?!?!?]

                                                  Nie, nie tylko Ciebie. Mnie też. Tu:
                                                  forum.gazeta.pl/forum/w,25788,144958196,144959602,Re_Pilkarsko.html
                                                  • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 17:50
                                                    Zacnie, że przypomniałaś, nie tylko mnie. :)
                                              • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 09:05
                                                Ależ ja nie napisałam ani nie uważam, że to dziewczynkom nie wolno wykonywać pierwszego kroku, a jak która wykona, to można nią potrząsać jak szczurem. Po prostu niezależnie od tego, jakiej jest się płci, nie powinno się całować, obejmować, poklepywać po głowie czy tyłku (itp) osoby, która sobie tego nie życzy. Józin się do Magdy prawie nie odzywał, właściwie starał ignorować przez cały wieczór, nie rzucał jej bynajmniej zachęcających spojrzeń, nie witał entuzjastycznie, nie starał usiąść obok niej, no w żaden sposób nie dawał do zrozumienia, żeby był nią zainteresowany. Z obowiązku wobec gościa pomógł zanieść walizkę. I każda dama, nie do końca dama, a nawet całkiem nie dama, ale obdarzona choć szczątkową inteligencją emocjonalną, powina wiedzieć, że w tej sytuacji jej pocałunki nie będą mile widziane. W analogicznej sytuacji Patrycja dała Baltonie po pysku - to też niekoniecznie była reakcja damy, ale całkiem zrozumiała, nieprawdaż? Po prostu szacunek wobec nietykalności cielesnej i uczuć drugiej osoby powinien być nadrzędny wobec własnej potrzeby ekspresji.
                                                A czy jest dla Józina nadzieja na zmianę? Jakaś istnieje, tyle że skoro piszecie że MM w KG zażarcie broni jego zachowania, to chyba znaczy, że sama nie widzi, że napisała go jako Bijacza. Jakby ktoś nie wiedział, to Bijacz jest postacią z jednego jej opowiadań dla dzieci - chłopcem z zerówki, którego ulubioną rozrywką jest dręczenie słabszych. Ignaś odpowiada drugiemu bohaterowi tego opowiadania, jako ten słabszy i bezradny. Tylko tam słabszy chłopiec wstawia się za jeszcze słabszą dziewczynką, ona go wspiera, dołączają inne dzieci (dorośli, podobnie jak u Borejków, niczego nie widzą i nie reagują, dzieci rozwiązują problem samodzielnie) i już Bijacz nie jest taki chętny do bitki, musi przeprosić i potem okazuje się, że porzuca jaskiniowe obyczaje i staje całkiem fajnym kolegą, nawet odzyskuje własne imię. Cały czas mam nadzieję, że MM poprowadzi wątek Józina w podobny sposób...
                                                • pavan Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 09:09
                                                  akniwlam napisał(a):

                                                  > A czy jest dla Józina nadzieja na zmianę? Jakaś istnieje, tyle że skoro piszeci
                                                  > e że MM w KG zażarcie broni jego zachowania, to chyba znaczy, że sama nie widzi
                                                  > , że napisała go jako Bijacza. Jakby ktoś nie wiedział, to Bijacz jest postacią
                                                  > z jednego jej opowiadań dla dzieci - chłopcem z zerówki, którego ulubioną rozr
                                                  > ywką jest dręczenie słabszych. Ignaś odpowiada drugiemu bohaterowi tego opowiad
                                                  > ania, jako ten słabszy i bezradny. Tylko tam słabszy chłopiec wstawia się za je
                                                  > szcze słabszą dziewczynką, ona go wspiera, dołączają inne dzieci (dorośli, podo
                                                  > bnie jak u Borejków, niczego nie widzą i nie reagują, dzieci rozwiązują problem
                                                  > samodzielnie) i już Bijacz nie jest taki chętny do bitki, musi przeprosić i po
                                                  > tem okazuje się, że porzuca jaskiniowe obyczaje i staje całkiem fajnym kolegą,
                                                  > nawet odzyskuje własne imię. Cały czas mam nadzieję, że MM poprowadzi wątek Józ
                                                  > ina w podobny sposób...

                                                  Tylko że on nie ma SZEŚCIU LAT! Jak miał sześć lat, to się wszyscy zachwycali tym, jak maltretuje kuzyna.
                                                  • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 10:15
                                                    Ale chyba w realnym życiu i szesnastolatek i nawet sześćdziesięciolatek mają szansę na zmianę na lepsze...
                                        • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 17:32
                                          akniwlam napisał(a):

                                          > Nie do końca się z Tobą zgodzę. Co do większości, tak, ale dwie małe sprawy. MM
                                          > trochę dystansuje się od wybryków Józina, któreś z seniorów w czasie rozmowy n
                                          > a strychu martwi się tymi wiecznymi konfliktami wnuków, a walnięcie kuzyna garn
                                          > uszkiem przez Ignasia też można potraktować jako rodzaj odautorskiej zemsty na
                                          > nieposłusznej, troglodyckiej postaci.

                                          Tylko dlaczego Borejkowie traktują to zajście jak materiał na śmieszną rodzinną anegdotkę? Kuzyni się tłuką, Józwa wsadza Miągwie kij pod żebra, Miągwa w rewanżu rozkwasza mu nos rondelkiem i co? Czy ktoś z tej kochającej się, ciepłej i miłej rodziny czuje się tym zaniepokojony? I nie mówię tu o obrażeniach Józina, ale o sposobie w jaki chłopcy rozwiązują konfilkty. Ktoś się zatem czuje zaniepokojony? Nikt. Cholera, Józin tłukł kuzyna od zawsze i też nikt się tym nie przejmował!
                                          Dalej, Józin zachowuje się jak cham i burak, ale tego też nikt nie zauważa, wszyscy uważają go za grzecznego, rycerskiego i generalnie cnotliwego. No przepraszam, ale coś mi tu nie pasuje.
                                          • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 08.08.13, 23:49
                                            Dlaczego nikt nie skrytykował, nie zganił? Może dlatego, że wszyscy uznali, że wreszcie Józin dostał, na co sobie zasłużył, że ktoś przemówił do niego zrozumiałym dla niego językiem? Pamiętacie taki wąteczek z Ani z Avonlea, gdzie pojawia się nowy uczeń w szkole, dzieciak paskudnie rozpuszczony, bezczelny, rozwalający lekcje, chyba też agresywny (Antoś zdaje się mu było, kuzynek czy inny krewniak uroczej Józi Pye) i Ania pełna wiary w swoje umiejętności pedagogiczne przez długi czas daje mu pole do popisu, zarzekając się, że nigdy nie uderzy ucznia? A potem dzieciak wywija jakiś grubszy numer i Ania, łagodna Ania, sięga po rózgę. I dopiero laniem zdobywa szacunek krnąbrnego ucznia, bo wlała mu jak jego poprzedni nauczyciel. Niestety - są ludzie którzy tak już zostali skrzywieni przemocą, że żadne łagodne napomnienia i tłumaczenia do nich nie dotrą, przynajmniej początkowo, muszą zostać ustawieni na miejsce w szeregu najczęściej przez jakiś akt przemocy, choćby symbolicznej. Józin może do takich należeć. Dlatego szalenie spodobało mi się, że Janicka go obśmiała, to był (w moim odczuciu) taki początek pokazywania zarozumialcowi, że się świat wokół jego rycerskiego pępka nie kręci.
                                            A Ignaś... czy naprawdę walnięcie kuzyna garnuszkiem plus użycie kłódki na szaliku i pierwotnego ryku z głębi trzewi czyni z niego jakiegoś szalonego macho? Po prostu poradził sobie chłopak skutecznie w sytuacji, z której sam Orfeusz jedynie słowami, siłą wymowy, poezji i argumentu, by niewiele zdziałał. Nawet poeci muszą sobie umieć jakoś radzić z agresją i brutalnością, której na świecie nie brakuje...
                                            • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 01:09
                                              akniwlam napisał(a):

                                              > Dlaczego nikt nie skrytykował, nie zganił? Może dlatego, że wszyscy uznali, że
                                              > wreszcie Józin dostał, na co sobie zasłużył, że ktoś przemówił do niego zrozumi
                                              > ałym dla niego językiem?

                                              To dlaczego nikt wcześniej Józefa nie zganił, nie wytłumaczył mu, że to źle? Toż ten małpolud od kilkunastu lat traktuje słabszego kuzyna jak worek treningowy, a rozkoszna rodzinka zupełnie to olewa.

                                              Jest taka scena w "Imieninach", kiedy Józin zrzuca Ignasia z kanapy sóją w bok. Miągwa próbuje się bronić, w nagrodę dostaje od kuzyna z byka w brzuch i wywiązuje się bójka. Obecna w pomieszczeniu rodzina zupełnie to ignoruje, a stary Ignac przygląda się tłukącym się dzieciakom z zachwytem. Z zachwytem!
                                              W Końcu rudy siada pokonanemu kuzynowi na głowie i oznajmia że, tadą, zwyciężył, co też nie spotyka się ani z zainteresowaniem jego matki, ani stada ciotek, ani dziadków. Dopiero kiedy Ignaś w samoobronie gryzie Józina w tyłek, Natalia ich rozdziela, a Ignacy senior przystępuje do mediacji. Wywiązuje się taki oto dialog:

                                              Quid rei est? (O co chodzi?) - dopytywał się dziadek. - Józinku, jest prawdą niezbitą, że Ignaś kocha spokój i ciszę. Nigdy jeszcze nie zaczepił pierwszy nikogo. To ty zaczepiasz. I to głównie jego. Czy jest coś, co cię specjalnie denerwuje w twoim kuzynie, Ignacym Grzegorzu?
                                              - Jest - Józinek zawsze udzielał odpowiedzi lakonicznych.
                                              - A! Więc jednak. A co cię tak w nim denerwuje?
                                              - On - odparł Józinek.
                                              - Dobrze powiedziane - zauważył dziadek. - Spiżowa zwięzłość. Zawrzeć istotę sprawy w minimalnej ilości słów - oto ideał wypowiedzi.
                                              Natalia zaczęła się śmiać.


                                              I tak sprawa się rozmywa. Dziadek chwali zwięzłość wypowiedzi, ciotka się śmieje, reszta rodziny konsekwentnie olewa problem. Nikt nie wpada na pomysł, żeby wytłumaczyć Józefowi, że niechęć do kuzyna nie jest wystarczającym powodem, żeby go tłuc.
                                              Oni po prostu w zachowaniu Józefa nie widzą problemu, dopóki im ono w czymś nie przeszkadza. Jak długo Józinek tłucze kuzyna bez hałasu i nie pod nogami dorosłych wszystko jest w porządku i w jego zachowaniu nie ma nic złego.
                                              • zla.m Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 10.08.13, 01:47
                                                Aż sobie z ciekawości zrobiłam risercz, bo teza, że nikt J. nie uczył, że przemoc jest zła pojawia się często:

                                                W tych samych Imieninach Grzegorz udzielił obu chłopcom wskazówek i stosownych napomnień; następnie przekazał ich w ręce Idy, która zaserwowała im kolejną porcję zupełnie nie schematycznych nauk o charakterze społecznym (zawsze wydawało mi się że to było kazanie na temat niestosowności bicia/bicia się nawzajem, ale w świetle późniejszych tomów i cytatów mam lekkie wątpliwości)

                                                potem:
                                                Józinek, celując w kuzyna, trafił w nią otwartym kubeczkiem jogurtu. Natalia zerwała się z lekkim okrzykiem, po czym przeprosiła wszystkich i poszła do kuchni, żeby ratować swoją piękną sukienkę.
                                                Tymczasem rodzina uznała za stosowne skarcić - cieleśnie i słownie - Józinka

                                                Tutaj mamy karcenie cielesne, może właśnie sękatą dłonią Babi. Czy Józinek dostaje za kolejne prowokowanie bójki z kuzynem, czy za ubrudzenie Natalii - pozostaje słodką tajemnicą narratora.

                                                Tu Pyza jest u Lelujków i okazuje się, że bicie się kuzynów MARTWI rodzinę B:
                                                Ani przez chwilę bracia nie mogli usiedzieć spokojnie obok siebie - wciąż się popychali, szturchali, kopali pod stołem, a kiedy matka ich skarciła, musieli sobie przynajmniej trochę podocinać. Pyza przypomniała sobie wieczne przepychanki Ignasia z Józinkiem - i postanowiła zaraz po powrocie uspokoić rodzinę, że zachowanie takie nie jest u chłopców niczym nienormalnym; nie wiedziano przecież o tym w domu, który wydawał na świat jak dotąd wyłącznie dziewczynki. (i nikt tam nie miał znajomych ani też nie czytał książek - dopisek mój ;) - należy tu zwrócić uwagę, że Lelujkowie są karceni za takie zachowanie

                                                Tu - Mesdames et Messieurs - prosty przekaz:
                                                No, to cześć, lecę. Józinku, na Boga, bądź grzeczny, zaklinam cię. Nie bij kuzyna!

                                                Tu też jest prosty przekaz - co o sobie Józinek słyszy od dorosłych:
                                                - Ciociulku? - synek Idy stał przed Gabrielą, pokazując popsutą lalkę. - Co ten niedobry Józinek zrobił z lalą, co? No, co on zrobił? Ble!
                                                To jest zakończenie sceny kłótni Laury z Gabą, a potem jest wstrętna scena o tym, że Laura jest winna pochodzenia od Pyziaka, dlatego pewnie "niedobry Józinek" nie rzuca się tak w oczy.

                                                tutaj okazuje się, że narrator słyszał o rozładowywaniu frustracji agresją. Choć nie wiadomo, czy słyszał, że to źle:
                                                Kuzyni mocowali się jak dwaj miniaturowi zawodnicy sumo, wydając przy tym azjatyckie kwiki i stękania. Zaraz potem, kiedy przewrócili lampę stojącą, a żarówka pękła z hukiem, w zielonym pokoju pojawiła się stanowcza Ida i uchwyciwszy obu walczących za karki, rozdzieliła ich z wprawą, wdziękiem i swobodą. (...) w Józinku zagrała krew, atawizmy oraz nagromadzone frustracje.

                                                Nie wiem, co z powyższego wynika - chyba że owszem, czasem ktoś bąknął, że nie wolno bić kuzyna, ale nie brzmi to jak KONSEKWENTNY przekaz, że przemoc - jako taka, a już wobec słabszych to zupełnie - jest zła i niedopuszczalna.

                                                W Kalamburce jest za to kuriozalna scena, w której 6-letni Józinek pomaga babci... krojąc daktyle i morele. Dostaje co prawda "niezbyt ostry nóż", ale to chyba jest jeszcze bardziej bez sensu, bo bakalie kroi się ciężko, robienie tego przy pomocy tępego noża powoduje, że przykłada się do zajęcia więcej siły, a ześlizgnięcie się narzędzia będzie w tej sytuacji bardziej prawdopodobne. I bardziej niebezpieczne.
                                                Nie chodzi o to, że sześciolatek nie może używać noża wcale - owszem, zrobienie sobie kanapki jest całkiem oki, pokrojenie np. jabłka też. Ale akurat krojenie bakalii to zajęcie upierdliwe, niewdzięczne i nudne, wymagające właśnie ostrego noża i dobrej koordynacji. Ja bym się o dziecko bała.
                                                • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 10.08.13, 11:54
                                                  Dzięki za risercz, jesteś "WIELKA".
                                                  Tyle, że włąśnie wynika, że nawet gdy już ktoś z dorosłych z łaski swojej zwrócił Józinkowi uwagę, to w sposób tak delikatny i niekonsekwentny - że dzieciak swobodnie puszczał to koło ucha. A jeśli jeszcze przez x lat słyszał [a nie wierzmy w to, że dzieci nie słyszą i nie rozumieją co się PRZY NICH [acz nie do nich] mówi], że ciocia Gaba go mamie zazdrości, bo jest silny i żywy, a nie ciepła klucha jak Ignaś, potem zaś, że Ignaś jest "naj" a on się na nim powinien wzorować - no, trudno się dziwic brakowi ciepłych uczuć dla kuzyna. A dokładając do tego kompletne zaniedbania wychowawcze - łatwo o "przemocowca". Poza tym WSZYSTKICH dorosłych powinna zaniepokoić ta scena w McD - kiedy to Józef dźga ignasia mopem, a Ignaś wali go rondelkiem. Gdy byli dziećmi w wieku przedszkolnym - wczesnopodstawówkowym jeszcze możnaby to uznać, za zwykłe "zapasy" małolatów, przepychanki, które są zjawiskiem normalnym acz nagannym. Jednak w McD to już nie są dzieci! Oni mają po 15 - 16 lat! I w tym wieku jeden nie umie drugiemu normalnie powiedzieć "ODPIEPRZ SIĘ!"? Czy też bez walenia mopem czy rondelkiem przekazać: "Twoje uwagi są niestosowne"? I nikogo z dorosłych to nie zastanawia? Zaiste urocza, ciepła i serdeczna rodzina... Tyle, że dla mnie zamiast smrodku dydaktycznego zalatuje nieco patologią.
                                                • nessie-jp Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 10.08.13, 18:55
                                                  > Tutaj mamy karcenie cielesne, może właśnie sękatą dłonią Babi. Czy Józinek dost
                                                  > aje za kolejne prowokowanie bójki z kuzynem, czy za ubrudzenie Natalii - pozost
                                                  > aje słodką tajemnicą narratora.

                                                  Niemniej daje pewien obraz, że Józefowi konsekwentnie wpajane są dwie prawdy:

                                                  1. Nie daj się przyłapać silniejszemu, bo cię pobije (Babi), więc bij tylko słabszych.

                                                  2. Bicie słabszych jest OK, dopóki nie narobisz bałaganu. Wtedy oberwiesz w doopę od silniejszego.
                                                  • kajaanna Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 11.08.13, 12:25
                                                    >2. Bicie słabszych jest OK, dopóki nie narobisz bałaganu. Wtedy oberwiesz w doopę od silniejszego.

                                                    Ale już od CR mamy Element Komiczny "bić krasnala" - ojej, taki skrzat w wózku, a już wie komu przyłoić. Prześmieszne. Wątróbką. Naprawdę.
                                                • daniellap różnych rzeczy można się czepiać, ale bez przesady 04.02.14, 11:41
                                                  zla.m napisała:
                                                  > W Kalamburce jest za to kuriozalna scena, w której 6-letni Józinek pomaga babci
                                                  > ... krojąc daktyle i morele. Dostaje co prawda "niezbyt ostry nóż", ale to chyb
                                                  > a jest jeszcze bardziej bez sensu, bo bakalie kroi się ciężko, robienie tego pr
                                                  > zy pomocy tępego noża powoduje, że przykłada się do zajęcia więcej siły, a ześl
                                                  > izgnięcie się narzędzia będzie w tej sytuacji bardziej prawdopodobne. I bardzie
                                                  > j niebezpieczne.
                                                  > Nie chodzi o to, że sześciolatek nie może używać noża wcale - owszem, zrobienie
                                                  > sobie kanapki jest całkiem oki, pokrojenie np. jabłka też. Ale akurat krojenie
                                                  > bakalii to zajęcie upierdliwe, niewdzięczne i nudne, wymagające właśnie ostreg
                                                  > o noża i dobrej koordynacji. Ja bym się o dziecko bała.

                                                  Ludzie, ja rozumiem, że w twórczości pani Musierowicz można się doszukiwać niekonsekwencji, braku rozeznania w realiach, tendencyjności i różnych innych rzeczy. Ale mam wrażenie, że to doszukiwanie się sięgnęło już absurdu.

                                                  Czytam tę dyskusję raz z mniejszym, raz z większym zainteresowaniem. Niektóre spostrzeżenia wydaja mi się bardziej trafne, inne mniej.
                                                  Ale jak czytam o tym, że 6-latek krojący daktyle i morele to "kuriozalna scena", no to po prostu ręce mi opadają :)))
                                                  Jaka kuriozalna scena? To chyba jakieś nieporozumienie? Sześciolatki jak najbardziej potrafią pokroić miękkie, gumowate suszone morele i daktyle. Potrafią oczywiście robić też wiele innych rzeczy, ale tu akurat mowa o tym krojeniu i sorry, jeśli ktoś się do tego doczepia, no to musi być bardzo upierdliwy.

                                                  A co do innych kwestii. Sporo się w tym wątku przewinęło spostrzeżeń o pozostałościach z PRL. Przyganiał kocioł garnkowi. Użytkownicy mają za złe MM pewne PRL-owskie naleciałości, a jednocześnie sami bezwstydnie przyznają się, że udzielają się na tym forum w godzinach pracy. To właśnie w PRL tak było - ludzie udawali, że pracują, panie urzędniczki w szufladzie biurka gazetkę trzymały i jak wchodził szef, to szufladę zamykały.
                                                  Jak widać nie tylko mentalność Borejków się nie zmieniła. Dotyczy to szerszej grupy ludzi :)

                                                  Generalnie - większość tej dyskusji to dla mnie zupełnie bezsensowne i absurdalne bicie piany :) I niestety, co ciekawsze spostrzeżenia giną wśród tych idiotycznych zarzutów, że 6-latek krojący morele jest kuriozalny :)
                                                  • dakota77 Re: różnych rzeczy można się czepiać, ale bez prz 04.02.14, 19:52
                                                    Prawie oplulam sobie monitor przez ciebie :) PRL-owskie nalecialosci na forum, LOL!
                                            • nessie-jp Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 04:48
                                              > Niestety - są ludzie którzy tak już zostali skrzywieni p
                                              > rzemocą, że żadne łagodne napomnienia i tłumaczenia do nich nie dotrą

                                              Zakładając nawet że to prawda, to wytłumacz mi jedno
                                              • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 09:32
                                                Marek, Ida, Babi i reszta rodziny - raczej obojętnością na przemoc. Ida dodatkowo tym porównywaniem i stawianiem Ignasia za wzór od maleńkości.
                                                Gdybym mu miała robić psychoanalizę, to bym poszukała sprawców skrzywienia wśród starszych chłopaków w podstawówce (że im szczeniak podskakiwał, to mu spuścili manto), kolegów, którzy stosowali siłowe rozwiązania konfliktów, dając Józinowi do zrozumienia, że to normalne, nauczycieli, którzy też udawali że nie widzą, pochwalali albo sami stosowali w stosunku do uczniów agresję słowną, zastraszali, poniżali... Zauważ, że póki J był mały, to jeszcze ta jego agresja nie była szczególnie groźna - kulka z plasteliny, kubeczek z jogurtem czy woda z wazonu to nie są rzeczy, ktorymi można komuś zrobić krzywdę. (A przecież jak chciał bić krasnala, to się bez problemu dorwał do młotka, więc gdyby i kuzyna zechciał młotkiem potraktować, to by spróbował.) Tamto jeszcze można było składać na karb "psotności", choć oczywiście już wtedy było niepokojące. Na dobre bić, kopać, dawać w kubek itp. Józin zaczął, gdy poszedł do szkoły - dlatego tam szukam części przyczyn.
                                                • dakota77 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 10:12
                                                  akniwlam napisał(a):

                                                  Zauważ, że póki J był mały, to jeszcze ta jego agresja nie był
                                                  > a szczególnie groźna - kulka z plasteliny, kubeczek z jogurtem czy woda z wazon
                                                  > u to nie są rzeczy, ktorymi można komuś zrobić krzywdę. (A przecież jak chciał
                                                  > bić krasnala, to się bez problemu dorwał do młotka, więc gdyby i kuzyna zechcia
                                                  > ł młotkiem potraktować, to by spróbował.) Tamto jeszcze można było składać na k
                                                  > arb "psotności", choć oczywiście już wtedy było niepokojące.

                                                  To faktycznie "psotne".
                                                  • akniwlam Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 13:38
                                                    Wielokrotnie słyszałam, jak znacznie gorsze, niebezpieczniejsze i bardziej agresywne zachowania bywały składane na karb "ruchliwości", "adhd" (chyba wywróżonego z fusów, bo na pewno nie zdiagnozowanego w poradni, kto by tam po jakichs poradniach się pałętał) czy właśnie "psotności". "Bo chłopcy tak mają." W stereotypowym myśleniu o chłopcach po prostu mieści się pewna doza agresji i jest nawet uważana za pożądaną.
                                                • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 17:02
                                                  akniwlam napisał(a):

                                                  > Zauważ, że póki J był mały, to jeszcze ta jego agresja nie był
                                                  > a szczególnie groźna - kulka z plasteliny, kubeczek z jogurtem czy woda z wazon
                                                  > u to nie są rzeczy, ktorymi można komuś zrobić krzywdę. (A przecież jak chciał
                                                  > bić krasnala, to się bez problemu dorwał do młotka, więc gdyby i kuzyna zechcia
                                                  > ł młotkiem potraktować, to by spróbował.)
                                                  > Tamto jeszcze można było składać na k
                                                  > arb "psotności", choć oczywiście już wtedy było niepokojące. Na dobre bić, kopa
                                                  > ć, dawać w kubek itp. Józin zaczął, gdy poszedł do szkoły - dlatego tam szukam
                                                  > części przyczyn.

                                                  Szkoła, akurat. W zacytowanej przeze mnie wcześniej scenie z "Imienin", w której walił kuzyna pięścią po żebrach i bykiem w brzuch, Józef Pałys liczył sobie lat cztery. I na pewno jeszcze nie chodził do szkoły, do przedszkola też nie, jako że Borejczęta w Neojeżycjadzie do przedszkola nie chadzają.
                                                  Przyczyna agresji Józina jest dla mnie banalna: otóż odkrył w zaraniu życia (z niemałym, acz biernym, udziałem Ignasia) że dobrze wymierzony cios piąchą znakomicie rozwiązuje problemy i eliminuje frustrację. A że nikt z ciepłych i miłych krewnych mu nie wytłumaczył, że to złe, więc Józin kroczy jako troglodyta w dorosłość.
                                              • bisturi Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 09:35
                                                Babi piekące klapsy wymierzała i Józinek czuł do niej szacunek. Co więcej musiała to robić dosyć często bo Józinek "dobrze pamiętał jak smakują te klapsy wymierzane sękatą ręką". Ida - wiadomo - wariatka, czasem czymś rzuci, powrzeszczy ale ogólnie przekaz od niej płynie jasny - jest synem zachwycona. Marek natomiast wiecznie nieobecny i tym samym najbardziej winny. Dorastajacemu chłopcu potrzebny jest męski przewodnik. Agresywni z natury, pozostawieni sami sobie albo znajdujący się w szponach kochających bab rodzinnych (mamuś, babć, cioć) osobnicy często kończą smutno. Marek jest chyba typem takiego faceta, który wychowanie i opiekę pozostawia matce żeby móc zajmować się bez przeszkód samym sobą. Gdyby go zapytać to oczywiscie zupełnie szczerze powiedziałby, że kocha swoje dzieci i losem ich żywo się przejmuje ale nie jest w stanie choćby chwilę samodzielnie pomyśleć i na to dziecko spojrzeć oczami mądrze kochającego, a więc często krytycznego rodzica. Efekt: wspaniały Józin z intelgenckiej rodziny nie dowiedział się nigdy, że nie wolno bić. Nikogo, a zwłaszcza słabszego. Nigdy nie było mowy, że Józin wdaje się w bójki z kimś silniejszym albo przynajmniej równym sobie. Nosi szalik piłkarski dla ochrony przed łobuzami, natomiast jego ofiary są zawsze słabsze: Ignacy, Magda, Łusia (stosuje wobec niej nie przemoc fizyczną ale dominację psychiczną).
                                                • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 17:06
                                                  bisturi napisała:

                                                  > Babi piekące klapsy wymierzała i Józinek czuł do niej szacunek. Co więcej musia
                                                  > ła to robić dosyć często bo Józinek "dobrze pamiętał jak smakują te klapsy wymi
                                                  > erzane sękatą ręką". Ida - wiadomo - wariatka, czasem czymś rzuci, powrzeszczy
                                                  > ale ogólnie przekaz od niej płynie jasny - jest synem zachwycona. Marek natomia
                                                  > st wiecznie nieobecny i tym samym najbardziej winny. Dorastajacemu chłopcu potr
                                                  > zebny jest męski przewodnik. Agresywni z natury, pozostawieni sami sobie albo z
                                                  > najdujący się w szponach kochających bab rodzinnych (mamuś, babć, cioć) osobni
                                                  > cy często kończą smutno.

                                                  No patrz pani. Znam liczne przykłady osobników płci męskiej, wychowywanych przez kobiety (z różnych przyczyn, a to tatusia nie było wcale, albo zajmował się głównie chlaniem), a obdarzonych krewkim temperamentem, którzy jednak wyrośli na ludzi normalnych, nie używających przemocy jako podstawowego rozwiązania dla każdego problemu. Tyle, że wychowujące tych chłopców kobiety, zadbały by wpoić im pewne zasady, również w kwestii tego, kiedy można komuś przydzwonić, a kiedy nie należy.

                                                  Co oczywiście nie oznacza, że Mareczek kataleptyk jest zupełnie bez winy.
                                        • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 17:49
                                          Może i starsze pokolenie się martwi, ale jakoś nigdy nie zainterweniowali, gdy Józin lał Ignasia. Mało tego, z rozczuleniem przyglądali się, jak Ignaś dostaje "sójki w bok", jak "bierze w kubek" [kurczę, jak tą "metaforę" uderzenia w twarz przeczytałam to mnie zatelepało!!!] itd.
                                          Jurek, Maciek i Robert - to postacie z prawdziwej Jeżycjady, a nie Borejczady. Wtedy jeszcze ie trzeba było znać na pamięć całego "Pana Tadeusza", "Stepów Akermańskich" i "Ksiąg Narodu i Pielgrzymstwa...". Wtedy Jurek, mimo że nie lubiący poezji, mimo, że umysł ścisły i miłośnik fizyki - nie był uznawany z automatu za tępola. Co do Baltony, to mnie osobiście zaintrygowało skąd znał łacinę? Bo o ile się nie mylę [proszę o poprawkę, jeśli jednak], jest coś wspomniane, że prawidłowo zaakcentował łaciński bezokolicznik kończąc jakąś sentencję. A przecież nie miał w rodzinie nikogo o wykształceniu klasycznym. Dziadek - przedwojenny inżynier, wujek Żaczek - miewał "tajne projekty w zakładach HCP Cegielski", czyli raczej też umysł ścisły, ciotka Irenka - plastyczka, kuzynka Julia - plastyczka, kuzynka Cesia - czort wie, ale nic nie wskazywało na jej "łacinnickość". Osobista matka Wiesia - pracowała w retuszerni Zakładów Graficznych. Skąd więc nie tylko znajomość wcale nie "oczywistej" sentencji, ale i jeszcze prawidłowe akcentowanie w języku, którego raczej znać nie mógł?
                                          A to, co jak napisałaś nie jest pochwalone... Może nie jednoznacznie, ale zauważ, że nie tylko nie ma nigdzie podkreślenia, że to jest ZŁE, nie ma ani momentu refleksji [Józin jest wręcz dumny z siebie, a histeria Idy jest raczej rozładowaniem emocji niż poważną refleksją, że mogła synowi zrobić krzywdę]. Zresztą najlepiej o tym świadczy zakończenie sceny - normalna matka po takiej sytuacji, niezależnie jakby nie była zmęczona usiadłaby z synem pogadać, wysłuchała i powiedziała. A Ida? Po pierwszym wybuchu łez i szlochów - zasypia. To jest reakcja dorosłej, dojrzałej osoby na sytuację konfliktową? A autorka nie widzi w tym nic niewłasciwego, bo nie ma nawet cienia wzmianki, że Ida postąpiła nieodpowiedzialnie, że pięciominutowy zryw ślozów z ócz nie rozwiązuje sprawy itd.
                                          • dakota77 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 18:31
                                            Nie wiem jak u Baltony, ale u mnie w liceum lacina byla przez dwa lata, rok fakultatywnie, rok obowiazkowo.
                                            • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 18:48
                                              Ja kończyłam nietypowe liceum zawodowe i miałam łacinę przez trzy lata. A mimo to wcale nie jestem pewna, czy zaakcentowałabym prawidłowo i jestem pewna, że nie znam wszystkich tych upiornych "złotych myśli" cytowanych przez Ignacego seniora. Moja siostra kończyła ogólniak - i łaciny nie miała. Większość znanych mi osób kończących szkoły średnie - o łacinie może słyszała, ale jej się nie uczyła nigdy...
                                              • zmija_w_niebieskim Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 21:18
                                                Może przypadkiem znał i zaszpanował. Taki łut szczęścia.
                                              • klymenystra Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.08.13, 22:18
                                                A ja jestem ciekawa, skąd akcentowanie, skoro w łacinie istniał system długich i krótkich samoglosek, a nie nacisku jako takiego...
                                          • klawiatura_zablokowana Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 19:07
                                            Akurat zasłyszeć tu i ówdzie jakąś sentencję nie jest trudno. Mnóstwo ludzi wymawia mniej więcej poprawnie "keep smiling", "поживём увидим", "use the Force, Luke", "savoir vivre" albo "Weltschmerz" nie znając języków, z których te słowa pochodzą. Jak ktoś ma dobre ucho, to usłyszy parę razy prawidłową wymowę i ją zapamiętuje.
                                            Co zresztą powoduje, że rzucanie obcojęzycznymi sentencjami nie jest jeszcze erudycją - to picie pod adresem Ignacego ;)
              • berek_76 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 12.08.13, 11:25
                > Wychodzi mi, że p. Musierowicz wciska kit nastolatkom, bo i tak się nie zorient
                > ują.

                Zrobiłam test: przeczytałam opis swoim dzieciom i nawet nie zapowiedziałam, że mają zwrócić uwagę na jakieś nieścisłości czy coś. dziecię lat jedenaście wpadlo mi w słowo przy czytaniu o tym odkładaniu pszczoły do ula i zapytało zdumione: zdechłe?!

                -----------------------
                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

                You've got to kick a little
    • bisturi Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 12:51
      jeszcze mi tak przyszło do głowy: kiedy właściwie Mila wymierzała te klapsy Józinowi, tzn. w jakich sytuacjach on był karany? Że co? Wiercił się jako grzdyl, ziewał przy czytaniu, przerywał dorosłym? Skoro w ewidentnych sytuacjach nie jest strofowany to jakoś nie mogę sobie wyobrazić tych innych, które mogłyby skłonić Babi do reakcji.
      • soova Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 13:01
        Te klapsy wymierzane przez babkę to zresztą dowód na patologiczne, tak, tego właśnie słowa chciałam użyć, stosunki rodzinne w tym domu. Odkładając na bok problem, czy można karać dziecko fizycznie, to jednak zasadą powinno być, że od wychowywania dziecka (w tym stawiania mu granic za pomocą sankcji) są rodzice i przede wszystkim rodzice. A patologiczne zaburzenie stosunków rodzinnych u Borejków widać właśnie dlatego, że tu sankcjonowaniem zajmuje się babka, a jej córka, matka dziecku przecież, godzi się na to - może dlatego, że tak jest dla niej wygodne, że tego nie widzi (bo jest matką - kukułką, która swoje potomstwo przy nadarzającej się okazji podrzuca innym), może dlatego, że sama pępowiny łączącej ją z rodzicami nie odcięła i w dalszym ciągu jest przede wszystkim Idą Borejko, córką Mili i Ignacego, a dopiero potem Idą Pałys, żoną Marka i matką Józina. I sankcjonowanie jest częstotliwe, to nie jednorazowy wybuch babci, na przykład zdenerwowanej, bo jej się wnuk wyrwał na ulicy i poleciał na jezdnię.
        • bisturi Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 09.08.13, 14:19
          Może to dlatego, że babcia głównie zajmuje się wszystkimi dziećmi w czasie kiedy rodzice pracują. Trudno, naprawdę trudno wychowywać dziecko od 19 do 21.30 (tak zakładam, że Józin chodził spać) i to co drugi dzień ( bo dyżury), choćby z tego powodu, że nie jest się obecnym w różnych sytuacjach wymagających reakcji wychowawczej. Skoro przerzuca się na babcię ciężar opieki to należy jej, w mojej opinii, pozostawiać również prawo stosowania swoich metod wychowawczych (abstrahując aboslutnie od ich właściwości, gdyż akurat mnie klapsy nie podobają sie w ogóle). Inną zupełnie sytuacją jest powierzanie babci dzieci pod opiekę z konieczności ale nie zawsze, nie codzinnie i nie na całą dobę i w takim kontekście, że ona przejmuje opiekę tymczasowo, na zasadzie niani - nadal to rodzice są głównie odpowiedzialni za wychowanie ale wiadomo, że nie zawsze mogą być przy dziecku bo pracują, ida do kina itp. W takiej sytuacji babcia nie powinna się czuć "bezkarnie" że tak powiem w zakresie wymierzania kar tylko raczej stosować je bardzo powściągliwie, konsultować się z rodzicami, SŁUCHAĆ tego co oni mówią na ten temat itd. Osoba w typie Mili nie nadaje sie zupełnie na taką opiekunkę. Mila przejmuje te dzieci chociaż powinna raczej pogadać z Idą i Markiem, że ich dzieci za nimi tęsknią.
        • yoyka Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 09:06
          O rany, ale analizę zrobiłyście :D

          Ja się z braćmi tłukłam ile wlezie jak byliśmy mali, z kuzynostwem urządzaliśmy turnieje rycerskie, biliśmy się drewnianymi mieczami, mój starszy brat uspokajał młodszego sójkami w bok. Moja mama jak była mała omal nie została zabita przez swoją siostrę, która rzuciła w nią motyką (!). Z kolei siostra mojego taty przyłożyła mu kiedyś gorącą łyżeczkę wyjętą z wrzątku, tata do dziś ma plamkę. Zgroza - ta ciotka dzisiaj jest sędziną!
          Ja nie raz dostałam klapsa od babci, np gdy pakowana do łóżka uparcie schodziłam na dół na boso albo gdy po raz setny rozprułam piżamę (miałam hobby - przegryzałam kawałek, robiłam paluszkiem dziurkę, a potem darłam na strzępy. Zafascynowana byłam strojami gwardii szwajcarskiej, im przy spodenkach latają paski z materiału)
          Kilka razy w życiu dostałam prawdziwe lanie pasem. Jeden raz np gdy w latach 90 nabiłam rachunek telefoniczny na okolice dzisiejszego 1000zł dzwoniąc z koleżankami na numery 0-700 - miałyśmy ok. 8 lat. I miałam wtedy siniaki na nogach. A nie uważam moich rodziców za katów, ludzi bez opamiętania, sumienia i wiary.

          Nikt z nas nie wyrósł na żadną patologię, mama i ciotka są normalnymi kobietami, ja z braćmi żyję dobrze, nikt z nas nie ma dzikich zapędów, nie jest agresywny.

          • soova Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 09:36
            Jeśli chodzi o tę karę za nabicie rachunku przez 8-latki, to przykro mi, ale trudno nie nazwać inaczej Twoich rodziców niż ludźmi co najmniej głupimi. Bo jaki sens, nawet odwetowy, ma kara cielesna za głupotę spowodowaną wiekiem i brakiem doświadczenia życiowego i skutkującą boleśnie finansowo? Owszem, można wyładować na słabszym swoją złość tą stratą finansową spowodowaną, i li i jedynie tę złość, ale czy to spowoduje zmniejszenie straty? I czego dowie się ukarane dziecko: tego, że ma więcej tak nie robić, bo to poważne wykroczenie finansowe, czy tego, że ma tak nie robić, bo dostanie taki sam lub większy wpierdol? To ostatnie jako żywo przypomina bardziej stosunki w dżungli, gdzie prawem przecież jest przemoc silniejszej jednostki wobec słabszych.

            Poza tym argumenty, że myśmy w rodzinie stosowali jako dzieci przemoc we wzajemnych kontaktach, a wyszliśmy na ludzi, niezbyt pasują do tej dyskusji. Która jest nie o tym, że to nieładnie, że Józin bije Ignasia, a o tym, że to nieładnie, że dorośli członkowie rodziny to widzą, a nikt nie reaguje, choć powinien.
            • yoyka Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 10:07
              Bo rachunek 1000zł był drugi w kolejce po nabitym pierwszym na dużo mniejszą kwotę, ale nadal znaczącą (powiedzmy 200zł) :P
              • soova Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 10:14
                Ale co to zmienia? Działaniem rozumnym byłoby zablokowanie połączeń na 0700 po pierwszym wybryku, a nic takiego nie nastąpiło. Głupie dzieci nabiły następny rachunek, za co dostały rzeczony wpierdol. Zgaduję, że prawo dżungli zadziałało, bo trzeciego rachunku nie nabito ze strachu przed karą, ale czy stało się coś więcej? To znaczy czy jedna strona uniemożliwiła takie nabijanie technicznie, a druga zrozumiała, że problemem jest nie kara, a strata?
          • emae Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 09:37
            yoyka napisała:

            > miałyśmy ok. 8 lat. I miałam wtedy siniaki na nogach. A
            > nie uważam moich rodziców za katów, ludzi bez opamiętania, sumienia i wiary.
            >

            Wiesz, tylko ja np. zawsze czytając takie posty zastanawiam się: czy gdyby Twoi rodzice byli faktycznie okrutnymi katami, byłabyś tego świadoma? Tym bardziej, że nie znam ani Ciebie, ani ich. Albo inaczej: czy gdybyś przeczytała opis osoby pobitej, twierdzącej, że nic złego jej się nie stało - uwierzyłabyś jej bez zastrzeżeń, na słowo?
            Cóż, dla mnie osobiście wizja ośmioletniego dziecka z siniakami od bicia jest lekko przerażająca.
            Wybacz, jeśli to brzmi dla Ciebie jak osobista wycieczka, nie miałam takiej intencji.
            • berek_76 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 11:00
              > Wiesz, tylko ja np. zawsze czytając takie posty zastanawiam się: czy gdyby Twoi
              > rodzice byli faktycznie okrutnymi katami, byłabyś tego świadoma? Tym bardziej,
              > że nie znam ani Ciebie, ani ich. Albo inaczej: czy gdybyś przeczytała opis oso
              > by pobitej, twierdzącej, że nic złego jej się nie stało - uwierzyłabyś jej bez
              > zastrzeżeń, na słowo?

              Ale pomiędzy postepowaniem OK a postępowaniem godnym okrutnego kata jest jeszcze cale spektrum mozliwości. Ono obejmuje na przykład "źle zrobiłem, ale się zagalopowałem" albo "tak robię, bo nie znam lepszej metody".
              I teraz pytanie: czy jeśli rodzic nie wybija dziecku zębów, to automatycznie znaczy, że wszystko, co robi, jest OK i godne pochwały? czy jeśli coś nie grozi dziecku śmiercią, to jest dobrym postępowaniem rodzicielskim i nie wolno go krytykować?
              Powtórzę jak katarynka:
              zastrzeżenia do Idy ciskającej słoikiem, babi walącej w tyłek czy Ignaca z jego telewizorem nie są natury "nie wolno było im tak zrobić". Zastrzeżenia są takie,że wszystkie te czyny (słoik najmniej) sa przedstawione jako na dobrą sprawę godne pochwały.

              O biciu osmiolatki tak, że zostają jej siniaki nie jestem w stanie się wypowiedziec w cenzuralnych słowach.


              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

              You've got to kick a little
          • dakota77 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 10:33
            To, ze ty uwazasz przemoc w rodzinie za norme, nie oznacza, ze jest ona norma.
          • bisturi Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 10:58
            Dla Twoich Rodziców pieniądze okazały się ważniejsze niż siniaki na Twoich nogach!! Piszesz o tym jakby to było normalne i takie nieważne..e tam, dawno temu dostałam lanie i nic mi się od tego nie stało. A gdyby się stało? Są różne psychiki - czasami dzieci reagują wstrząsem na mniej drastyczne sytuacje.
            O tym właśnie jest ta dyskusja - że dla Borejków (starszego - co bardziej zrozumiałe i młodszego - co niepojete pokolenia w tej rodzinie) taka przemoc wobec dzieci i między dziećmi jest normalna.
            Wybacz ale ktoś już chyba zdążył to napisać - sianiki na logach ośmiolatki to jest PORAŻKA WYCHOWAWCZA RODZICÓW.
            • berek_76 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 11:03
              > Piszesz o tym jakby to było normalne i takie nieważne..e tam, dawno temu d
              > ostałam lanie i nic mi się od tego nie stało. A gdyby się stało?

              Ale przecież wygląda na to, że się stało: wpoiło przekonanie, że można posiniaczyć własne dziecko i nie tylko nie ma w tym nic złego, ale wręcz dobre to jest.
              czy to nie jest zarzut, który stawiamy np. McDusi? Że ukazując Józina jako rycerza, a pozwalając mu na potrząsanie Magdusią, MM sankcjonuje takie zachowania i propaguje pewne wzorce? A na przykład ja bym nie chciała, aby jakikolwiek rycerz uzurpował sobie prawo do potrząsania mną jak szczurem, NAWET ;) gdybym go pocałowała.

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

              You've got to kick a little
              • kooreczka Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 11:28
                Osobiście uznaję, że bójki wśród rodzeństwa czy bliskiego kuzynostwa są nieuniknione, bo za dobrze pamiętam własne dzieciństwo, ale

                -Biliśmy się bez przedmiotów i raczej w zwarciu niż na przykład popychając, waliło się w kończyny nie twarz.
                -Biły się osoby w miarę równe siłą i wiekiem i zazwyczaj pod wpływem naprawdę silnych emocji typu siostra zalała mi pracę na plastykę, której wykonanie było dla mnie gorszą męczarnią niż cały rok matematyki.
                -Rodzice nie mogli się dowiedzieć. Nie raz otrzeźwiał nas zgrzyt klucza w zamku i zanim rodzice weszli do domu zdążyłyśmy się doprowadzić do porządku. W sumie naprawdę nie chciałyśmy się bić, ale czasem tak wychodziło.

                Tymczasem zarówno u Borejków jak i w podanym tu przykładzie silniejszy bije słabszego z przedmiotami a rodzice nie reagują.

                Finanse- w analogicznej sytuacji matka kolegi zadzwoniła zablokować telefon a ojciec powiedział, że niestety nie stać ich teraz na kupno roweru i musi jeszcze rok jeździć na starym. IMHO adekwatna kara.
                • bupu Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 17:04
                  kooreczka napisał:

                  > Osobiście uznaję, że bójki wśród rodzeństwa czy bliskiego kuzynostwa są nieunik
                  > nione, bo za dobrze pamiętam własne dzieciństwo, ale
                  >
                  > -Biliśmy się bez przedmiotów i raczej w zwarciu niż na przykład popychając, wal
                  > iło się w kończyny nie twarz.
                  > -Biły się osoby w miarę równe siłą i wiekiem i zazwyczaj pod wpływem naprawdę s
                  > ilnych emocji typu siostra zalała mi pracę na plastykę, której wykonanie było d
                  > la mnie gorszą męczarnią niż cały rok matematyki.
                  > -Rodzice nie mogli się dowiedzieć. Nie raz otrzeźwiał nas zgrzyt klucza w zamku
                  > i zanim rodzice weszli do domu zdążyłyśmy się doprowadzić do porządku. W sumie
                  > naprawdę nie chciałyśmy się bić, ale czasem tak wychodziło.
                  >
                  > Tymczasem zarówno u Borejków jak i w podanym tu przykładzie silniejszy bije sła
                  > bszego z przedmiotami a rodzice nie reagują.

                  Otóż to. Bo rozsądni rodzice rozdzielają tłukących się, tłumaczą że siostra/brat/kuzyn może być wkurzający(a) , ale to jeszcze nie znaczy, że należy go tłuc oraz nakładają sankcje karne w razie potrzeby.

                  Borejkowie zaś patrzą jak Józwa robi sobie ze słabszego kuzyna worek treningowy i mają to gdzieś, interweniując dopiero, gdy bójka zaczyna im osobiście przeszkadzać w jakiś sposób (przewrócona lampa, oblana ciotka, wrzask emitowany przez ugryzionego Józina, stłuczone coś tam). Wysyłają w ten sposób rudemu sygnał, że słabszych tłuc można, byle dyskretnie i bez hałasu.

                  Borejkowie jednakowoż bardzo dużo rzeczy mają gdzieś, na przykład fobie jedzeniowe Miągwy, które są na tyle poważne, że proszą się o jakiekolwiek zainteresowanie ze strony dorosłych. A gdzie tam. Albo potrzebę prywatności Ignasia, który własnego pokoju dorobił się dopiero jako czternastolatek. Gaba nie ma problemu (Grzegorz w ogóle nie ma głosu), to dlaczego jej dorastający syn miałby mieć problem? W sumie nie dziwię się, że Miągwa to Miągwa, biedny dzieciak został tak ciasno spowity mackami matczynej miłości, że nie miał szans wyrosnąć na normalnego chłopaka. Oraz współczuję głęboko każdej dziewczynie z którą Ignaś spróbuje się związać.
              • verdana Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.08.13, 21:31
                Przecież się stało. Rodzice wychowali dziecko na kobietę, która uważa, że pobicie dziecka jest usprawiedliwione. Nie klaps, ale faktycznie skatowanie. Innymi słowy, rodzice laniem wpoili w dziecko myśl, że wolno zlać dziecko i nic złego sie nie dzieje.
                To wystarczy, aby uznać, że rodzice skopali bardzo istotna część wychowania - nauczenie waznego elementu moralności - słabszych się nie bije.
          • vi_san Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 11:29
            Miałaś 8 [słownie: osiem] lat. Józef i Ignacy jak się leją mopem i garnuszkiem - 15 - 16. Dostrzegasz subtelną różnicę? Między ośmiolatką, która głupio bawi się telefonem, a nastolatkami, którzy jak nie mopem, to rondelkiem, jak nie rondelkiem, to kłódeczką...
          • kopiec_esmeralda Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 14:56
            A czy bijesz swoje dzieci, lub czy będziesz je bić, gdy będą nieznośne? Bo czasem każde dziecko bywa nieznośne, nawet najgrzeczniejsze.
          • anutek115 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 13.08.13, 17:25
            yoyka napisała:

            > O rany, ale analizę zrobiłyście :D
            >
            > Ja się z braćmi tłukłam ile wlezie jak byliśmy mali, z kuzynostwem urządzaliśmy
            > turnieje rycerskie, biliśmy się drewnianymi mieczami, mój starszy brat uspokaj
            > ał młodszego sójkami w bok. Moja mama jak była mała omal nie została zabita prz
            > ez swoją siostrę, która rzuciła w nią motyką (!). Z kolei siostra mojego taty p
            > rzyłożyła mu kiedyś gorącą łyżeczkę wyjętą z wrzątku, tata do dziś ma plamkę. Z
            > groza - ta ciotka dzisiaj jest sędziną!

            Aha. I, jak rozumiem, siostra twojej mamy zostala zbyta obojetnie rzucona w przestrzeń uwagą "kochanie, nie rzucaj w siostre motyką", tak? Czy moze jakas inna reakcja nastapiła? Jakieś, bo j a wiem, wyjasnienie, że nie wolno? I dlaczego?

            > Kilka razy w życiu dostałam prawdziwe lanie pasem. Jeden raz np gdy w latach 90
            > nabiłam rachunek telefoniczny na okolice dzisiejszego 1000zł dzwoniąc z koleża
            > nkami na numery 0-700 - miałyśmy ok. 8 lat. I miałam wtedy siniaki na nogach.

            Miałaś siniaki na nogach? Od pobicia??? Rodzice cię pobili tak, że miałas siniaki???

            Zatkalo mnie, dlatego sie tak powtarzam...
          • idrin Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.08.13, 20:29
            A wiesz co, jak byłam młodsza, to sama używałam argumentu "no i co, parę razy dostałam nieco boleśnie po tyłku skakanką i nie wyrosłam na żadną patologię". Tyle że potem do mnie dotarło, że na tę patologię nie wyrosłam nie DZIĘKI tej metodzie wychowawczej, ale POMIMO niej.

            (Zresztą, nie mam pretensji; retrospektywnie patrząc zdarzało się to rzadko, ślady zostawiało głównie na ego małolaty i było wyrazem bezradności samotnej mamy w obliczu rozhukanego dzieciaka. Niemniej wydaje mi się, że rolą kolejnego pokolenia jest nie powielać tego wzorca)

            [dzień dobry, jestem idrin i też przeczytałam zasadniczo całą Jeżycjadę; zazwyczaj lurkuję, ale tym razem postanowiłam się odezwać po raz pierwszy]
            • dakota77 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.08.13, 21:08
              Witaj Idrin, fajnie ze sie odezwalas :)
              • verdana Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.08.13, 21:34
                Dla mnie bójki rodzeństwa sa dopuszczalne. Ale bójki - to znaczy dzieciaki sie biją, za obopólną zgodą, jesli jedna z osób ma dosyć, to bójkę sie przerywa.
                To, co dzieje sie w Jezycjadzie i co zostało tu dane jako przykład - to nie są bójki. To jest pobicie jednego dziecka przez drugie. Nie przepychanki, a agresja ze strony silniejszego czy lepiej uzbrojonego dziecka. Jesli zawsze jedno dziecko bije, a drugie obrywa, to nie są to rodzinne przepychanki, tylko zwykła przemoc. Gdy nastolatki biją sie z użyciem narzędzi, to także jest przemoc, bo one juz mają świadomość konsekwencji.
            • berek_76 Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 15.08.13, 22:09
              > (Zresztą, nie mam pretensji; retrospektywnie patrząc zdarzało się to rzadko, śl
              > ady zostawiało głównie na ego małolaty i było wyrazem bezradności samotnej mamy
              > w obliczu rozhukanego dzieciaka. Niemniej wydaje mi się, że rolą kolejnego pok
              > olenia jest nie powielać tego wzorca)

              To jest bardzo ładnie powiedziane, Idrin. Bo w dyskusjach o biciu/klapsach często jest tak, że albo brak akceptacji i koniec świata, albo "ojej, nic się nie stało, więc nie ma problemu" (nie mówiąc o "bez klapsów nie wychowasz na człowieka", ale to pominę dyskretnym milczeniem).

              Swoją drogą, może właśnie tego brakuje rownież MM: konstatacji, że niezgodna na pewne wzorce nie musi oznaczać skreślenia kogoś i zmieszania z błotem. I że można wyrazić krytykę wobec jakiejś postawy naszych ojców, a nie oznacza to "byli bydlakami i powinno się ich odstrzelić". Bo ja nagminnie mam wrażenie, że od któregoś momentu MM prezentuje postawę: wszystko, co dawne, bogoojczyźniane i tradycyjne, jest bez skazy, nie znosi krytyki i należy przed tym bić allaszki. jakby cały ten pomniczek minionej chwały miał się rozsypać od byle puknięcia. To ja osobiście dziękuję :)

              -----------------------
              Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)

              You've got to kick a little
              • bisturi Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 16.08.13, 08:50
                Otóż to. Dodajmy jednak, że wielu starszych ludzi ulega takiemu myślowemu skostnieniu. Idealizacja przeszłości w obliczu niezrozumienia teraźniejszości. Pani MM nie jest żadnym wyjątkiem. Nie bardzo rozumiem mechanizmy tego zjawiska u osób wykształconych, gdyż trudno im zarzucić, np. ignorancję historyczną ale zdarza się to zaskakująco często ( moim zdaniem także u np. Z.Baumana - to tak zupełnie na marginesie bo podejrzewam, że Autorka podziela wiele z jego poglądów na nowoczesność).
                • panna_beata Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 16.09.13, 22:08
                  Przeczytałam cały wątek i chyba nigdzie nie zostało napisane, że:
                  W "Języku Trolli", pod koniec, jest taki, uważam, ciekawy i istotny fragment:
                  "Józinek był wielkim fanem swojego ojca. (...) Tata był mrukliwy i małomówny, charakteru spokojnego. Dużo czytał i znał się na wszystkim. Z jego zgrabnej postaci biło ciepło i siła. Taki miagwa na przykład miał gorzej: wuj Grześ był wrażliwcem, bał się zabić karpia i nigdy by nimomu nie przylał. Tata - i owszem. Zanim został poważnym lekarzem, był przecież chłopakiem i to z tamtych czasów pochodziła blizna na jego żebrach: kiedy jeszcze mieszkał w Stanach, oberwał w bójce nożem. (...) Oczywiście, choć taki bitny, tata nigdy nie uderzył Józinka ani Łusi. Nigdy też nie krzyczał i prawie się nie denerwował. Z mamą także się nie kłócił, chociaż ona miała często na to wielką ochotę. Mógłby położyć każdego jednym palcem. Ale wolał być spokojny".
                  I dalej panowie rozmawiają:
                  "- (...) Masz kłopoty? Bo słyszałem, że z Ignasiem...
                  - E tam, z Ignasiem!
                  - To nie jest zły chłopak.
                  - Denerwuje mnie.
                  - I co? Przylałeś mu?
                  - Nie, ale czasem trzeba.
                  - Podobno. Byle nie słabszemu. To się nie godzi [podkreślenie moje]" (s. 187-189).
                  I tak ad vocem do przykładów w rodzinie: Józef przykład miał. Tylko że ojciec był nieobecny (ciałem i duchem) bardzo często, zdominowany przez nadpobudliwą żonę, a de facto - wciąż u dziadków i Dzielnej Cioci Gabrysi. Krótko mówiąc: zabrakło dobrego męskiego wzorca. Bo wrażliwiec Grześ ani Ignacy B. starszy nie nadawali się nań, a jednakowoż, choć Józin ma ojca, to owi panowie są Ideałami Męskimi w rodzie.
                  • panna_beata Re: Może nie powinniśmy tak krytykować pani MM... 16.09.13, 22:11
                    Taki miagwa na przykład miał gorzej: wuj Grześ był wraż
                    > liwcem, bał się zabić karpia i nigdy by nikomu nie przylał.

                    > I tak ad vocem do przykładów w rodzinie: Józef przykład miał. Tylko że ojciec b
                    > ył nieobecny (ciałem i duchem) bardzo często, zdominowany przez nadpobudliwą żo
                    > nę, a de facto - wciąż u dziadków i Dzielnej Cioci Gabrysi.

                    Oczywiście to Józef, nie Marek, jest u dziadków i cioci. ;)
                    "Tak bym chciała kochać już... Ja nie mam czasu do stracenia, mnie się spieszy..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka