zmija_w_niebieskim
27.07.13, 21:32
Witam! Jestem tu nowa. Czytam to forum od jakiegoś czasu z wypiekami na twarzy – tak bardzo mi przypomina rozmowy z moją dawną przyjaciółką, jakieś dwanaście lat temu...
Tak sobie pomyślałam, ze może nie powinniśmy pani MM tak bardzo krytykować. Kiedyś pisarze mieli luksus pisania ku pokrzepieniu serc – teraz niestety większość pisze ku pokrzepieniu nakładu i niewiele da się na to poradzić. A ostatnio chyba wszytskim sięwydaje, że sprzedadzą się tylko bajeczki o pięknych i bogatych (może i mają rację, w końcu ktoś te wszystkie „Vivy” i inne szmatławce kupuje...)
Wystarczy się przyjrzeć nowszym powieściom Chmielewskiej – nie znajdzie się już w nich ani ciamajdy Lesia,ani Karolka, którego we wtorek wyrzucają ze spółdzielni mieszkaniowej, ani Tereski z nosem jak czerwona latarnia, pachnącej rozpuszczalnikiem i rąbiącej drewno w spódnicy z odprutym podkładem...wszystkie bohaterki Chmielewskiej są teraz oszałamiająco piękne, nieludzko zdolne, bajecznie bogate, opanowane i chłodne. Potrafią jedną ręką, od niechcenia, wygrać parę miliionów w kasynie i nawet tego bardzo nie odczuć, bo już i tak tyle tej kasy mają...Mężczyźni z kolei są przystojni, wykształceni i - UWAGA- ukochane określenie Chmielewskiej – życiowo przytomni.
(Ostatnio, kiedy natknęłam się kolejny raz na przytomnego mężczyznę u Chmielewskiej, walnęłam książką o podłogę i już nie byłam ciekawa, co będzie dalej)
Może pani Musierowicz też tak musi, ale że nie chce wprowadzać nowych bohaterów, zatem...orze jak może, czyli wyciska z Borejków, co się da.
Najpierw wszystkie dziewczyny zamieniła w piękności, Milę - w genialnego dramatugra, a najmłodsze pokolenie – wiadomo: śpiewa Gaudeamus Igitur jużw powijakach i jest bystre. Bardzo bystre.
Z Ignacego Borejki zrobić się dało niewiele – cóż, trudno najtęższym krzesiwem wydobyć iskry z substancji miękkiej i podatnej, jak zauważył Sztaudynger.
Ignacemu należało zatem obniżyć poprzeczkę – i wykosić konkurencję. Dlatego wszyscy mężczyźni w nowych częściach to gbury, prymitywy, pazerni lekarze, którym dziecko musi przypominać o Przysiędze Hipokratesa i tym podobna chamownia.
Zięciowie byli sympatyczni – to się ich należało pozbyć. Marka Pałysa pani MM nie wypuszcza ze szpitala, Robrojka skazała na wygnanie (o dwie ulice dalej i słuch po nim zaginął), z Baltony zrobiła bardziej rozmamłaną wersję Benedykta Korczyńskiego, zaś Miągwa Senior został skazany na bycie przezroczystym i snucie się po kątach. Od czasu do czasu pozwala mu się wymieszać sałatę i wyjrzeć przez okno.
I już nikt nie jest szlachetniejszy od dziadziusia Ignacego i już tylko on jest godzien poprowadzić Laurę do ołtarza...
Tyle mojej teorii na wytłumaczenie tych dziwnych metamorfoz, jakim ulegli sympatyczni niegdyś bohaterowie...