sushi1444
10.08.13, 00:44
Od pewnego czasu zaczęłam poświęcać mu więcej uwagi i refleksji i w którymś momencie przyłapałam się na tym, że owa postać (pomimo tej całej demonicznej, negatywnej otoczki, jaką się wokół niej konsekwentnie tworzy) jest niekiedy... o wiele bardziej.. ludzka. Tak, o wiele bardziej autentyczna i ludzka, niż pozostali bohaterowie, z zasady dobrzy, cnotliwi, moralni i życzliwi.
Janusz Pyziak - standardowe "zło wcielone". Ten zły, ten występny, który porzucił Gabrielę z dwójką dzieci, ten, którego imienia i nazwiska nie wolno wymawiać. Upiór przeszłości Gaby, który wraca do niej jak bumerang i nie pozwala o sobie zapomnieć. Żadnych uczuć? Niezdolny do miłości, współczucia?
A zabawa pociąg z dotkniętymi świnką siostrami B.? A murowanie ściany? Wydawać by się mogło, że są to chyba jedne z nielicznych oznak ludzkości, jakie wykazał Pan Janusz w ciągu całej Jeżycjady. Naprawdę?
Mimo wszystko - ów występny ojciec POKAZUJE się w domu swoich córek, chce odszukać tą młodszą, nawiązać z nią jako taki kontakt. Już samo jego pojawienie się w domostwie Borejków świadczy o pewnym poczuciu winy/ o skrusze/ potrzebie przebaczenia. Plącze się, jest nerwowy, niekiedy bardzo porywczy, skłonny do awantur. A może tkwi w nim jakiś ukryty żal, żal za tym, co bezpowrotnie utracone, żal za błędy? Borejkowie zdają się tego nie dostrzegać, chcą go tylko łajać i upokarzać. Dlaczego nie mielibyśmy poznać Janusza z nieco innej strony? Wysłuchać jego wersji, jego przeżyć, doświadczeń? Autorka z jakichś względów nie zdecydowała się na ten wariant. Czy tylko po to, żeby konsekwentnie trzymać się obranego przez nią kontrastu: -Bojerko bohaterowie, Janusz - odwieczny antagonista?
Trąci to trochę tym jakże typowym, hollywoodzkim zagraniem typu: "We are the good ones, they are the bad ones. We're gonna win, they're gonna lose". Borejkowie - zakon Jedi, Janusz - zakon Sith. Wiecznie ciemna strona mocy.
Nawet biednej Laurze dostaje się za "stalowe, skośne oczy", oddziedziczone po zdeprawowanym J.P. Jej rażące podobieństwo do występnego rodziciela jest na każdym kroku komentowane przez niemalże wszystkich członków rodziny. Też przykre i dość przygnębiające.
Powiem szczerze, czasami czuję, że postać Janusza Pyziaka wzbudza we mnie o wiele więcej empatii/ sympatii, współczucia niż pozostałe, z założenia "krystalicznie dobre" postacie. A jakie są Wasze odczucia, drodzy czytelnicy? Jestem ciekawa Waszych wypowiedzi :-).