bookalice
30.12.13, 21:41
Jeśli taki wątek już się pojawił, a ja się do niego nie dokopałam, z góry przepraszam ;)
Lubię od czasu do czasu przypomnieć sobie bardziej lubiane książki i, oczywiście, jest wśród nich kilka tytułów Musierowicz. Ostatnio znowu rzuciło mi się w oczy to, że MM bardzo lubi burzyć happy endy z poprzednich powieści. Swoją drogą pamiętam, że kiedy byłam nastolatką, czytanie kolejnych tomów Jeżycjady przyniosło mi jedno z większych literackich rozczarowań; mianowicie, bardzo lubiłam Gabę i Pyziaka w tandemie. Reszty można się bez wysiłku domyślić xD
Moje pytanie do szanownych forumowiczów: jakie zniszczone happy endy pamiętacie u Musierowicz? Mi się wydaje, że było ich całkiem sporo. Czy któregoś z nich jest Wam jakoś bardziej żal?
Mi było żal tego, w jaki sposób rozwinęła się historia Natalii i Filipa (mam sentyment do „Nutrii i Nerwusa”). Dla mnie to była bardzo fajna historia miłosna i liczyłam na jakiś przyjemniejszy jej koniec, niż ucieczkę od Filipa-psychopaty w ramiona Robrojka ;)
Zawsze jest mi też trochę przykro, kiedy myślę o małych Lisieckich. Zwłaszcza, jeśli zdarzy mi się czytać „Idę Sierpniową”. Wolałabym myśleć, że naprawdę się zmienili pod wpływem dobroci doświadczanej od innych – Idy, Krzysia, pana Paszkieta. A tutaj taki smutny psikus ze strony pani Musierowicz i niszczenie własnego pozytywnego przekazu. Jasne, w realnym świecie Jarek i Marek wcale nie musieli schodzić z drogi bycia nieletnimi chuliganami, wolę jednak wierzyć, że to możliwe.