Dodaj do ulubionych

Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej

16.11.14, 01:14
Doceniam pozytywy, widzę starania MM oraz cieszę się z nowych smaczków i cytatów, ale o negatywach nie mogę zapomnieć, niestety. To zbiorę tutaj tak cusammen kupą, mości panowie.

- homo sovieticus w ustach altruistycznej prof. Gaby, tej co kiedyś chciała być zawsze dobrym człowiekiem i pomagać innym

- Ida nadal nienawidząca Magdy, obsypująca ją stekiem obelg przy Ignasiu, tepiąca ją za rzekomą otyłość i nawet w mejlu pisząca o niej per McDonaldusia (choć to nadal jest własnoręcznie przez Idę odbierana przy porodzie córka Kreski i prawnuczka Dmuchawy)

- niezrozumiała pogarda i niechęć borejska, a zwłaszcza Idy i Pulpy do tak przecież fajnej Agaty Janickiej, z której nagle MM zrobiła "nachalną dziwę"

- jedyny sukces w całym życiu Gaby to wydanie córek za mąż, jedyny cel w życiu córek to zamążpójście i doglądanie starców domowych - tak prawi dzisiaj Ida, co sama z hukiem zerwała zaręczyny w innym życiu, bo nie chciała w kółko gotować pierogów

- turboromans i zaręczyny licealistów już przy pierwszej rozmowie, złota nić tym razem zastąpiona przez bańkę mydlaną. Spoko, że się zakochali od pierwszego wejrzenia, ale nikt nie czuje że zna kogoś dogłębnie ani że chce być na całe życie z kimś raz widzianym w wieku lat siedemnastu.

- niekończące się peany Jędrusia i Idy na temat Ideału Cnót Mrukliwych, tego pięknie sklepionego Adonisa Józina, oraz peany na temat Ignasia, Krynicy Wiedzy i Geniusza. ILEŻ KUTWA MOŻNA. Nie chcę już słyszeć ani słowa na temat geniusza IGStryby i mrukliwego osiłka Józina, bo już od 20 lat jest to pisane w ten sam sposób. Niech oni się wreszcie hajtną gdzieś poza tekstem w Febliku i znikną z narracji CAŁKIEM. Błagam o nowych bohaterów, zwłaszcza męskich. Skoro licealiści muszą być borejczy, to czas na Szymka oraz Anię i Norę.

- slapstickowa scena cucenia i odwożenia Idy przez rzekomą lekarkę in spe, Dorotę-Trzpiotę. Miało być śmiesznie, a wyszło groteskowo. Dorota wyszła nie dość, że na debilkę antymedyczną, to jeszcze na agresywną oborową, co nad kwiatkami się rozczula ale ofiary wypadków traktuje jak kompost do przerzucenia widłami. Nie powinna iść na żadną medycynę.
Jakąż ironią potem jest Milowe ostrzeganie Jędrusia przed Nosorożcami :D

- 200 stron za dużo. Tak się ładnie zaczynało, nowi bohaterowie, nowa krew, nowe cytaty, Kobyłka i Psiuk, aż tu nagle wszystko zwiędło w momencie wrzucenia telemoreli borejczady mydlanej, odcinek 216327

- przywoływanie imienia Darwina tylko po to, aby dokopać nieszczęsnemu Bogatce za wygląd.
Charakter i wygląd naprawdę sie nie pokrywają ani nie objawiają wypukłym czółkiem dobrego ani brzydką czaszką złego amanta. Czemu nieodpowiedni amant musi koniecznie być prymitywnym, groteskowym potworem-Igorem od dr Frankensztajna?
O ileż bardziej interesującym rywalem dla Józina byłby ktoś o wyglądzie disnejowskiego Pawełka Nowackiego - i żeby Dorota przez chwilę nie wiedziała, którego wybrać. Wtedy byłby romans dłuższy, dylematy, dramaty soczyste.

A co Was irytuje?
Obserwuj wątek
    • morekac Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.11.14, 02:04
      Niechęć do blizniaczek Kreski ci wyjaśnię: otóż owe panny naraziły na szwank miłość własna Idy jako początkującego lekarza i jest to niechęć od pierwszego wejrzenia. Nie wiem, ktora była Magda, ale jeśli ta druga, to Ida nie cierpi jej tym bardziej.
      Co do Agaty- mam hipotezę, ze Ida będzie straszliwą teściową.
      • agnieszka_azj Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.11.14, 14:10
        morekac napisała:

        > Niechęć do blizniaczek Kreski ci wyjaśnię: otóż owe panny naraziły na szwank m
        > iłość własna Idy jako początkującego lekarza i jest to niechęć od pierwszego we
        > jrzenia. Nie wiem, ktora była Magda, ale jeśli ta druga, to Ida nie cierpi jej
        > tym bardziej.

        tez mi to przyszło do głowy - że Idę osoba Magdy boli, bo je przypomina wpadkę przy porodzie. Nawet jeżeli to nie było winą Idy, która a/ jako laryngolog, b/ przyjmując poród planowo pojedynczy mogła nie zauwazyć drugiego pchającego się na świat malucha.

        Ale poczucie winy zostało.
        • morekac Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.11.14, 14:51
          Jakie poczucie winy? Poczucie obciachu jest znacznie gorsze.
          • agnieszka_azj Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.11.14, 20:52
            Jak zwał, tak zwał. Grunt, że jakieś poczucie Magda w Idzie wzbudza.
    • kooreczka Bidna sierotka 16.11.14, 10:20
      Moją największą irytacją jest chyba walenie w bohaterkę wszystkimi możliwymi nieszczęściami. Nie dość, że matka wyjechała, nie dość, że kasy nie ma to jeszcze nieślubna i musi życiem swoim wynagradzać matce cierpienia.

      A przecież sam pierwszy wątek wystarczyłby na całą książkę- omówić dokładnie to, co zarysowano w "Brulionie". Z mojego rejonu po 2004 wyemigrowało sporo ludzi, wielu właśnie zostawiając dzieci z dziadkami- albo w ogóle młodsze rodzeństwo ze starszym. Po chwili kasa zza granicy płynęła szerokim strumieniem, ale koszty niematerialne szybko dały o sobie znać. Nawet jeśli nauczyciele i lekarze przymykali oko na brak prawnego opiekuna, nawet jeśli rodzice wyjechali mając nóż na gardle to nastolatki reagowały w bardzo różny sposób- od zupełnego rozwydrzenia i "hulaj dusza piekła nie ma" do szybkiej dorosłości, grali biedne sierotki albo starali się nie zawracać rodzicom głowy, z całym spektrum po środku. Rodzice zjeżdżając na święta- od wychowania w kilka dni do zupełnego rozprężenia. Czas po gimnazjum bywał naprawdę ciężki- bo wielu rodziców urządziło się tam. Albo rozwiedli się na obczyźnie. Chcieli zabrać do siebie. Chcieli, żebyś został w PL bo tak taniej i łatwiej. To naprawdę jest temat na dobrą powieść obyczajową, zwłaszcza, że dla wielu czytelniczek MM jest bardzo aktualny. Tymczasem tutaj Norwegia to taka Australia, nasz mały Mordor, busik gdzie wsadzamy kto nam nie pasuje.

      Ale Dorotce trzeba dowalić biedę, bycie nieślubną i poczucie winy, skutkiem czego żaden wątek nie jest należycie wyeksponowany.
      • kkokos Re: Bidna sierotka 17.11.14, 08:38
        To naprawdę jest temat na dobrą powieść obyczajo
        > wą, zwłaszcza, że dla wielu czytelniczek MM jest bardzo aktualny. Tymczasem tut
        > aj Norwegia to taka Australia, nasz mały Mordor, busik gdzie wsadzamy kto nam n
        > ie pasuje.

        no bo żeby opisać to, co ty byś chciała, trzeba by zrobić research trochę trudniejszy niż pogoda w danym dniu. tymczasem autorka właśnie sobie ułatwia - przenosić borejków na wieś, jak sama się przeniosła i będzie znów opisywać świat, który dobrze zna (teoretycznie, rzecz jasna).
    • iwoniaw Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.11.14, 19:31
      CytatCzemu nieodpowiedni amant musi kon
      > iecznie być prymitywnym, groteskowym potworem-Igorem od dr Frankensztajna?
      > O ileż bardziej interesującym rywalem dla Józina byłby ktoś o wyglądzie disnejo
      > wskiego Pawełka Nowackiego - i żeby Dorota przez chwilę nie wiedziała, którego
      > wybrać. Wtedy byłby romans dłuższy, dylematy, dramaty soczyste.


      Tak, tak tak właśnie! Dlaczegóż od pewnego czasu nie ma blond Pawełków, cytrynowych Matyld, przystojnych Arturków-gburków ani robaczywych dentystów w białych spodniach? To mi przeszkadzało najbardziej, cała historia miłosna wygląda przez to nieco lepiej tylko od złotoniciej beznadziei Laura-Adam.

      Drugi mankament to to, o czym pisze forumka wyżej - zrzucenie na merysójczą bohaterkę wszystkich nieszczęść świata, zamiast skupienie się na jednym wątku (emigracja matki, niezamożność, czy wręcz bieda (ale realistycznie, nie z bezproblemowo opłacanym liceum za tysiaka i przy tym straszną 30-złotową wyrwą w budżecie za wywóz śmieci).

      No i sama merysójczość - toż kiedyś bohaterki miały problemy (realistyczne i wydumane, za to typowe dla wieku nastoletniego) i nie czyniło je to godnymi pogardy i potępienia. Dziś bohaterka musi być idealna, a zły to co najwyżej świat wokół. O, ten zły świat wokół, zwłaszcza wredni i durni ludzie z miasta wkurzał mnie niemożebnie.
    • kopiec_esmeralda Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 07:00
      Homo sovieticus jest ewidentnym kwieciem do kożucha, jak i pani profesor. Stara sąsiadka, zna Gabona od dzieciństwa, razem z jej Pawełkiem zjedli beczkę soli, a tu nagle profesorka i sovietikuska. Nie wiem, jaki był cel tego zabiegu, ale się domyślam.
      Ideał Cnót Mrukliwych przeistoczony ze szczurołapa mnie mdli. Już wolę irytującą miągwę, przynajmniej nie jest taki papierzany,
      Ionesco od czapy.
      Sierotka Dorotka bosa i w przykusej sukienczynie.
      Poza wymienionymi już przez ciebie, styl wykrzyknikowo zanawiasowany.
      • agafiatichonowna Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 08:29
        Zirytował mnie zestaw obowiązków jaki wykoncypowała sobie Ida dla in spe gabinej synowej.. Bo to i kuchta potrzebna i psychoterapeuta i pielęgniarka oddziału geriatrycznego a i pod nogami pół tuzina drobiazgu do ogarnięcia. Piękna wizja. Dzielna Dorotka, jako osoba solidna, pracowita i obowiązkowa z pieśnią na ustach wszystkiemu, rzecz jasna, podoła, a że i szybka jest to i pewnie zostanie jej jeszcze jakieś pół godziny dziennie na spokojne postudiowanie medycyny. Pyza na obczyżnie, Laura peregrynuje z Adamem śladami Adama, no to niech kochana siostrzyczka ma wyrobnicę na stałe. A Dorotka w komplecie z Grzesiem - jakiż to udany roboczy tandem. I nie zapomnijmy, wychodne raz na kwartał na wiekopomne dramaty seniorki rodu. Jeszcze jajec ekologicznych i drobiu ze wsi czasem przywiezie od swoich babć, które jako czerstwe staruszki opieki nigdy zapewne nie będą wymagały.
        • ananke666 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 10:02
          Mogę prosić o cytaty? Jeszcze nie czytałam.
    • kkokos Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 08:44
      > - niezrozumiała pogarda i niechęć borejska, a zwłaszcza Idy i Pulpy do tak prze
      > cież fajnej Agaty Janickiej, z której nagle MM zrobiła "nachalną dziwę"

      ależ kompletnie zrozumiała! przecież nadrzędną wartością we wszystkich książkach jest miłość po grób. jeśli się zacznie w liceum, to trwa od liceum do osiemdziesiątki. jeśli się jednak kończy, to wyłącznie dlatego, że któraś ze stron okazywała się cknukiem, fują i fubrawcem, albo właśnie niedamą. w historii jeżycjady był bodaj jeden związek, który się był wypalił i zakończył tak po prostu, bo zauroczenie zauroczeniem, ale gdy osłabło, to jednak do siebie nie pasują - ida i sławek. a i tak potem trzeba było dorobić sławkowi gębę prymitywa, szpanującego samochodem itd.
      • ewaty Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 13:17
        "w historii jeżycjady był bodaj jeden związek, który się był wypalił i zakończył tak po prostu, bo zauroczenie zauroczeniem, ale gdy osłabło, to jednak do siebie nie pasują - ida i sławek. a i tak potem trzeba było dorobić sławkowi gębę prymitywa, szpanującego samochodem itd. "

        Jeszcze Lelujka przegrał zabiegi o Kreskę. Jego jednak udało się nie zohydzić.
        • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 20:28
          ewaty napisała:

          > "w historii jeżycjady był bodaj jeden związek, który się był wypalił i zakończy
          > ł tak po prostu, bo zauroczenie zauroczeniem, ale gdy osłabło, to jednak do sie
          > bie nie pasują - ida i sławek. a i tak potem trzeba było dorobić sławkowi gębę
          > prymitywa, szpanującego samochodem itd. "
          >
          > Jeszcze Lelujka przegrał zabiegi o Kreskę. Jego jednak udało się nie zohydzić.

          Ok-urcze, ale Jacek z Kreską w związku nie był, bo Janka nieboga oczy i serce miała jeno dla pięknego Maciusia.
          • ananke666 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 20:43
            Porozpadanych związków to tam trochę jest, od turboromansów do dłuższych.
        • biszkopty35 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 28.12.14, 08:57
          bo to była jeszcze stara jeżycjada. moim zdaniem trzeba te nowe i te stare książki traktować jako osobne galaktyki. wtedy się jeszcze chciało MM i dostrzegała niuanse. nIe była sztampowa, przewidywalna i nie postrzegała świata w czarno - białych barwach. Ale może ze względu na wiek i zasługi MM ma prawo pisać jak chce? Nikt chyba serio nie traktuje jej jak wielkiej pisarki. Traktowałby, gdyby w odpowiednim czasie zamilkła.
        • jofier Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 05.12.15, 03:42
          I Robrojek o Anielę
    • a_weasley Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 17.11.14, 10:36
      Co mnie nie irytuje:

      > - homo sovieticus w ustach altruistycznej prof. Gaby, tej co kiedyś chciała być
      > zawsze dobrym człowiekiem i pomagać innym

      ...chyba że ktoś ją zdrzaźni, co się właśnie zdarzyło.

      > - Ida nadal nienawidząca Magdy, obsypująca ją stekiem obelg przy Ignasiu, tepią
      > ca ją za rzekomą otyłość i nawet w mejlu pisząca o niej per McDonaldusia

      Jako osoba irytuje mnie oczywiście, ale jako postać literacka po prostu w tym zakresie jest konsekwentnie Idą z "McDusi".

      > - jedyny sukces w całym życiu Gaby to wydanie córek za mąż, jedyny cel w życiu
      > córek to zamążpójście i doglądanie starców domowych - tak prawi dzisiaj Ida, co
      > sama z hukiem zerwała zaręczyny w innym życiu, bo nie chciała w kółko gotować
      > pierogów

      Widocznie trochę jej się zmieniło. Zdarza się. Jestem w podobnym wieku i też na wiele spraw patrzę inaczej niż myślałem będąc o połowę młodszy.
      Dopiero co były pretensje, że Ida się w jakiejś sprawie nie zmieniła w ciągu paru miesięcy, a teraz widzę pretensje, że w innej sprawie zmieniła pogląd w ciągu dziesięcioleci.
      Zajączek zawsze jest albo w czapeczce, albo bez czapeczki.

      > nikt nie czuje że zna kogoś dogłębnie ani że chce być na całe życie z kimś
      > raz widzianym w wieku lat siedemnastu.

      Może być, kiedy było. Znam takie przypadki. Ba, znam i taki, co się ślubem i stabilną rodziną skończył.

      > A co Was irytuje?

      Cały wątek samochodowy. Przebieg wypadku, podwątek naprawy, podwątek Gaby.
      Ad 1.
      W wolno jadącym samochodzie kierowca traci panowanie nad kierownicą. Dobrze, zdarza się, zwłaszcza że kierowca niewprawny i powód miał niezły. Wpada prawymi kołami (uwag, oboma!) do rowu. Też się zdarza. Tyle, że przy szarpnięciu kierownicą nie powinien wóz "wyprysnąć" na drogę, raczej silnik by zgasł (jeśli wóz nie powiesił się wcześniej podwoziem na brzegu rowu). Następnie błyskawicznie znajduje się na drugiej stronie drogi z prędkością powodującą wskoczenie na kupę kamieni.
      Ad 2.
      Po wypadku widać gołym okiem, że na pewno będzie silnik do wymiany. Pewnie chłodnica też, a i przednie zawieszenie mogło nie wyjść bez szwanku. Tak czy owak, koszty naprawy pojazdu, jaki wg słów Idy można kupić "za grosze", w ocenie tejże Idy mają pójść "w tysiące" (wymianę silnika wyceniam na 2, licząc sam silnik, używany ma się rozumieć). Tu się trzeba zastanowić, czy w ogóle jest sens naprawiać, ja tu widzę szkodę całkowitą.
      Ida jednakowoż od razu decyduje się naprawiać, przy czym wszystko powierza pierwszy raz w życiu widzianemu pijaczynie z sąsiedztwa. Nie wie, co będzie trzeba robić, ile to będzie kosztowało, kto to będzie robił i w jakiej stodole, i nic nie robi, żeby się tego dowiedzieć. I wszystko to o rzut beretem od szwagra, który ma starego vana (marki nie podano, podejrzewam VW) i pewnie zna każdy warsztat i każdy szrot w promieniu 30 km, w szczególności ma oswojonego mechanika, który stałego klienta na minę nie wsadzi. Ewentualnie zaholowałby szwagierce auto do jej oswojonego mechanika w Poznaniu (zakładając, że ubezpieczenie Idy nie obejmuje holowania powypadkowego, co obecnie jest standardowym elementem nawet skromnego OC).
      Przy czym pan Chrobot bierze samochód na łańcuch i holuje go "bardzo daleko" na połączeniu giętkim bez kierowcy...
      Ad 3.
      Reakcja osoby normalnej na pierwszego maila:
      Siostrzyczko droga, chusteczkę mnie obchodzi, żeś się obraziła na chłopaków, masz syna z prawem jazdy, to niech twoje sprawy załatwia. Rozumiałabym, gdyby był gdzieś daleko, ale jest tak samo blisko jak mój syn, który nawiasem mówiąc jest znacznie gorszym kierowcą.
      Reakcja osoby normalnej na drugiego maila, konkretnie na roszczenia cywilnoprawne tamże zapowiedziane:
      Ida, pawianie ośmiokątny, czyś Ty się z palmy urwała? Wyrazy współczucia, ale to nie był ani mój pomysł, ani Ignacego. Winy Ignacego też nie widzę, vis maior jak złoto. Ignacy załatwiał Twoją sprawę na Twoje zlecenie, ergo sprawa jest jasna: cuius commodum, eius periculum.
      [dla niełacińskojęzycznych: vis maior - siła wyższa, zjawisko niemożliwe do przewidzenia i zapobieżenia i niezależne od woli stron
      cuius commodum, eius periculum - z prawa rzymskiego: czyja korzyść, tego ryzyko (np. gdyby Ignacy pożyczył od ciotki samochód i go rozbił w identyczny sposób, płaciłby on, w praktyce Gaba, choć jego winy w zdarzeniu nie było)]
      • ananke666 Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 17.11.14, 12:30
        Przebieg wypadku nieprawdopodobny, no chyba, że rów nader mizerny i przy szarpaniu kierownicą ostro dodany gaz na niskim biegu. Wtedy chyba by wyszło? Natomiast w holowanie na łańcuchu i bez kierowcy uwierzę, jak zobaczę. Niestety mam wizję samochodu łagodnie zamiatającego całą szosę na każdym zakręcie i przy każdym hamowaniu czule walącego pojazd pana Chrobota w zadek. Nie wierzę, kierowca musiał być.
      • ready4freddy Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 18.11.14, 09:27
        "Po wypadku widać gołym okiem, że na pewno będzie silnik do wymiany. Pewnie chłodnica też, a i przednie zawieszenie mogło nie wyjść bez szwanku. " - niczego takiego nie widać ani gołym okiem, ani ubranym. W tekście, a konkretnie w mailu Idy stoi jak byk, że poważnie została uszkodzona miska olejowa, co ma sens w opisanej sytuacji. Dlaczego miałaby przy okazji ucierpieć chłodnica, skoro uszkodzenie miski olejowej wynika z "zawiśnięcia na kamieniu"? Nawet "zielona mordka" nie ma chłodnicy pod spodem, tylko raczej z przodu :) Natomiast wniosek o konieczności wymiany silnika może wynikać z kolejnej wpadusi: otóż babcia Wikta autorytatywnie stwierdza, że "silnik się zatarł", bo olej sobie wyciekał, a silnik pracował. Przy takim zatrzymaniu na kamieniach silnik by sobie zgasł, niezależnie od starań Żegoty Grzegorza vel Gżegotka alias Miągwy. Pani ałtorka czasem sobie tak pisze, pisze, a potem nikt tego nie czyta, albo czyta i wychodzi z założenia, że co to w sumie za różnica?
        • a_weasley Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 18.11.14, 19:35
          Ready4freddy napisał:

          > "Po wypadku widać gołym okiem, że na pewno będzie silnik do wymiany. Pewnie chł
          > odnica też, a i przednie zawieszenie mogło nie wyjść bez szwanku. " - niczego t
          > akiego nie widać ani gołym okiem, ani ubranym.

          Silnik że będzie do wymiany, to widać, bo się zatarł. To, czy w chwili uderzenia, czy niewiele potem, to już sześć dwadzieścia.

          > że poważnie została uszkodzona miska olejowa, co ma sens w op
          > isanej sytuacji. Dlaczego miałaby przy okazji ucierpieć chłodnica, skoro uszkod
          > zenie miski olejowej wynika z "zawiśnięcia na kamieniu"?

          Ponieważ samochód nie został na te kamienie zrzucony z dźwigu czy helikoptera, tylko z rozpędu na nie wjechał. Miał pełne prawo przejechać po nich chłodnicą (BTW zderzak i pas przedni też swoje oberwał). To akurat jest typowe uszkodzenie.
          W konkretnym przypadku tym prawdopodobniejsze, że bez wody i oleju zatarłby się szybciej niż tylko bez oleju.

          > wniosek o konieczności wymiany silnika może wynikać z kolejnej wpadusi:
          > otóż babcia Wikta autorytatywnie stwierdza, że "silnik się zatarł",
          > bo olej sobie wyciekał, a silnik pracował.

          Zatarcia silnika nie stwierdza się na podstawie tego, co się z nim działo wcześniej, tylko na podstawie tego, co się z nim dzieje teraz. I nie da się tego pomylić z niczym innym.
          Tym bardziej, że co jak co, ale że Chrobot by zareagował per "e tam zatarł się, zaraz sprawdzimy, nie?", jest raczej pewne.

          > Przy takim zatrzymaniu na kamieniach silnik by sobie zgasł,

          ...chyba żeby przynajmniej jedno koło wisiało w powietrzu, co w samochodzie w ten sposób zawieszonym jest wcale prawdopodobne.
          • ready4freddy Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 19.11.14, 12:43
            Niech i tak będzie, w wyobraźni wszystko się mieści. Dziwna to droga i dziwny samochód, ten z "Pana Samochodzika" przy nim wysiada. Toczy się powoli ("rozważnie, z wolna potoczył samochód za [Dorotą i jej bryczką]"), potem skręca, ale jakoś tak dziwnie, że ma oba prawe koła w rowie - najwyraźniej płytkim - potem odbija,"migiem przecina drogę", "skacze jak zając" i "zawisa nad poboczem" na przydrożnym kamieniu. Czyli kamień jest jeden, nie jakieś rumowisko skalne, i Gżegotek jakimś cudem nie tylko trafia w ten kamień, to możliwe, ale jeszcze wskakuje nań tak, żeby sobie uszkodzić miskę olejową. Ta maszyna musi mieć niezłe przyspieszenie, skoro (twoim zdaniem) demoluje zderzak, chłodnicę i jeszcze miskę olejową uderzając o polny kamień, to wszystko po przyspieszeniu z "powolnego toczenia" przez szerokość polnej drogi. Szatan, nie motór jest w tym zielonym autku :D A raczej był, bo już więcej nie zachrobota.
            • a_weasley Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 19.11.14, 15:11
              A toż ja to właśnie napisałem - że przy powolnej jeździe to nieprawdopodobne. Taki wypadek miał prawo się zdarzyć (powiem więcej, z wypadkiem o podobnym przebiegu spotkałem się, tyle że tam nie było kupy kamieni i rozbitej miski, tylko solidne drzewo, trup i dwóch ciężko rannych), ale w aucie szybko jadącym.
              Zderzak, pas i chłodnica są o tyle prawdopodobne, o ile prawdopodobny jest cały wypadek (czyli wszystko się zrasta, jeśli zapomnimy, że ten wóz miał się turlać w tempie bryczki).

              >Czyli kamień jest jeden, nie jakieś rumowisko skalne, i Gżeg
              > otek jakimś cudem nie tylko trafia w ten kamień, to możliwe, ale jeszcze
              > wskakuje nań tak, żeby sobie uszkodzić miskę olejową.

              Ida wyraźnie pisze, że pojazd "z rozpędu wpruł się w stos kamieni [...] kończąc na największym z nich".
              Do samego rozbicia miski toby wystarczył przy odrobinie pecha kamień, który ledwo drasnął zderzak i żadne zawisanie nie byłoby potrzebne, mógłby nawet stać na kołach, niemniej czytamy, że auto "całą przednią częścią naponad drugim poboczem, poddarte ku górze i osadzone na przydrożnym kamieniu".
        • morekac Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 19.11.14, 09:06
          Badania terenowe trzeba przeprowadzić. Kto poświęci swoją brykę? ;-)
          • vi_san Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 19.11.14, 15:11
            Nie poświęcę! Ale się przyznam. Dawno temu posiadałam mocno przechodzonego fiatka punto, którego uwielbiałam nad życie niemal. Ale któregoś razu unikając rozjechania bezczelnego kota, który się położył na środku bramy wjechałam na wysoki krawężnik, chodnik i zawadziłam o ziemistą górkę obok. Fiatek przeżył! Ale było uszkodzenie chłodnicy, miski olejowej i mocno naruszone zawieszenie. Porysowany zderzak i stłuczony reflektor. Ogólnie wierzę, że autko było "do remontu" ale też fiaty to nie terenówki, uszkodzenia musiały być na prawdę poważne! Prawdą jest też, że w moje wiekowe Punto pakowałam więcej kasy, niż był wart z sentymentu.
        • isia_54 Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 23.11.14, 14:54
          Większość czytających MM (czyli KC) to jak mniemam podlotki, które o samochodzie pojęcie maja mierne, ja zresztą też przyznam jako osoba niezmechanizowana miski olejowej od silnika nie odróżniam, więc się nie czepiajmy za bardzo :) redaktor powinien zadbać o takie szczegóły - i inne zresztą też.
          • kopiec_esmeralda Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 23.11.14, 14:57
            Co to jest KC? Komitet Centralny?
            • isia_54 Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 23.11.14, 15:00
              Kochane Czytelniczki - takiego skrótu uzywa MM na oficjalnej stronie
            • ananke666 Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 29.11.14, 14:53
              KC to Kochane Czytelniczki, profanko!
              • tt-tka Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 29.11.14, 20:59
                tak jest, a ZMP to Zwiazek Miast Polskich i prosze nie miec innych skojarzen :-)
                • pavvka Re: Irytacje zupełnie inne, czyli MM i samochód 01.12.14, 10:44
                  A PZPR to Polski Związek Piłki Ręcznej :)
                  (Tak naprawdę jest ZPRP, czyli Związek Piłki Ręcznej w Polsce, żeby uniknąć skojarzeń, noale)
    • zla.m Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 19:36
      Zirytowało mnie, a nawet zabolało i wkurzyło przedstawienie miastowych w scenie z pożarem (chyba już o tym wspominałam zresztą) - pomijając niesprawiedliwość takich ocen, żenujące jest, że wygłasza je dorosła osoba, inteligentna i wykształcona, a na dodatek taka, która sama wiele lat mieszkała w mieści...

      A zirytował mnie swą głupotą Ignacy Starszy Niestoik. Ale to tak do facepalmów:
      po raz pierwszy
      Kiedy zrzędzi, że on wszystko wie o Plutarchu i że sypiał z nim Kościuszko (z Plutarchem, nie z Borejem), a dzisiejsi ludzie nie wiedzą oraz napawa się faktem, że Gaba "wie to samo co on". Moim zdaniem to pokaz czystej wody obskurantyzmu i zasklepienia - żadna nowa wiedza nie jest dobra, tylko starożytność, nic to, że Gaba nabywała (i teoretycznie nadal nabywa - skoro pracuje naukowo) tę wiedzę wiele lat później - jest dobrze, bo wie tyle, co on. Nawet w naukach o starożytności 40 lat badań to szmat czasu i rozwoju. Nie mówiąc już o innych dziedzinach wiedzy - nie sięgając daleko, nie miałby wypasionego łóżka na pilota i leków, gdyby wszyscy się uparli wiedzieć tyle, co poprzednicy.
      po raz drugi:
      Rozmowa z wnukami i wątek świń - i Ignac strofujący Jędrusia, że ma myśleć sam, a nie polegać na wiadomościach od kogos. I nawet przez sekundę do tego łyso-rudego łba nie przyjdzie, że przecież on też wcale nie myśli sam - tylko że nie polega na współczesnej wiedzy i na współczesnych mediach, ale na opinii Arystotelesa. O którym zresztą każdy znawca (a nawet znafca, taki jak ja) antyku wie, że jeżeli chodzi o wiadomości na temat przyrody, to wielokrotnie się pomylił. Ale nie - powtarzanie opinii antycznych dziadów to mądrość i samodzielne myślenie. W przeciwieństwie do cytowania występujących w NG renomowanych naukowców.
      • verdana Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 20:48
        I powoływanie się na Arystotelesa, jako teoretyka społeczeństwa. Idealnego, zaznaczę. Trochę zmurszały teoretyk.
        Ale wizja państwa, w którym obywatelem jest ten, kto jest mężem bezwzględnie najlepszym i sprawiedliwym. W związku z tym, nie mogą nimi być ludzie prości: robotnicy, kupcy, rolnicy, ponieważ życie, jakie wiodą ci ludzie, nie jest życiem szlachetnym i nie posiadają oni wolnego czasu, a to z kolei nie pozwala na rozwijanie cnoty, oraz działalności politycznej. Obywatele więc, to ludzie „znaczni” a nie „masa ludowa” niestety, chyba rzeczywiście jest wizją MM. Ciekawe tylko, czy ci niewolnicy, którymi nie należy być, to takze tylko mówiące narzędzia, nie ludzie, jak u umiłowanego autorytetu Ignaca, który ma być wzorem dla współczesnych.
      • kkokos Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 17.11.14, 23:17
        Al
        > e nie - powtarzanie opinii antycznych dziadów to mądrość i samodzielne myślenie
        > . W przeciwieństwie do cytowania występujących w NG renomowanych naukowców.

        ale to jest całkiem spójne z samodzielnym myśleniem chwalonym w KG. samodzielnie myślą ci, którzy nie mają zastrzeżeń. jeśli coś się komuś nie podoba, to samodzielnie myśleć nie umie.

        więc co się dziwisz, że dla boreja myśleć samodzielnie to znaczy myśleć tak jak on i uznawać jego autorytety
        • verdana Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 18.11.14, 16:01
          Bardzo trafne spostrzeżenie - a ogóle albo się biada, ze młodzież nie ma autorytetów, albo się zaleca samodzielne myślenie.
    • ready4freddy Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 19.11.14, 13:45
      Wpadusia, albo może raczej kolejny epizod z serii "możnaby to napisać lepiej, i trzymałoby się kupy". Nie widzimy (być może godnego eposu) starcia Prawego Rycerza Józefa z Podłym Zbójem Igorem, ale rezultat jest taki, że:
      - rower jest pokiereszowany
      - koło wygięte w ósemkę
      - Józin ma otarty i rozcięty podbródek, i do tego dżinsy ubłocone na kolanach.
      To co się właściwie wydarzyło? Może Nastoletni Żółw Ninja Igorello wpadł na jadącego Józina, albo odwrotnie? Albo rzucił się na ziemię, i Józin się był wywalił z rowerem o tę niespodziewaną przeszkodę? Bo napisać, że Józinowi kapała krew z nosa i miał podbite oko, to nie. On miał rozcięty podbródek, czym? Igor to prawdziwy zbir i nosi kastet, czy może tylko duży sygnet, jak Zły u Tyrmanda? I do tego pogiął koło swemi mocarnemi ręcami? A może Igor popędził swoją ścieżką, a Józin niezależnie od niego wywalił się na leśnych duktach?
      • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 19.11.14, 14:41
        wywalil sie na lesnych duktach
        wlasnie to podejrzewalam :-)
        ale co szkodzi zasugerowac, ze bil sie w obronie honoru damy ?
        taka delikatna sugestia, a potem wystarczy skromnie spuscic oczy i nie zaprzeczac
        • kopiec_esmeralda Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 19.11.14, 14:50
          To zakończenie w ogóle jest mętne, pewnie od tego zacznie się Fablik. Ja także uważam, ze wywalił się po prostu, ale te obrażenia wskazywałyby, ze co najmniej na kupę szkła.
          Ale pewnie bił się o Dorotkę, może rowerem przywalił Sikorce, stąd ta ósemka z koła.
          W brodę dostał nożem sprężynowym, który pewnie ten żółw miał w wyposażeniu w swoich wyjściowych majtkach.
          • kopiec_esmeralda Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 19.11.14, 14:51
            FEblik oczywiście.
          • ready4freddy Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 19.11.14, 17:23
            To chyba ubił gada na amen, bo ten szubrawiec już broczył krwią z nosa, być może złamanego, a Józin mu jeszcze przydzwonił rowerem, aż koło wygiął? Przemoc jak w kreskówkach :O

            Tak swoją drogą to po mojemu Feblik wcale nie musi być o Małej Rudej, tylko np. o Miągwie-Gżegotku. Co prawda Gaba go spisała na straty jeśli chodzi o dostarczanie wnucząt (wnioskuję tak z jej wizji pełnej rudych mini-Józinów), ale na pewno jakaś szczęściara jeszcze nie wie, że czeka na nią Miągwa, i to z pewnością nie będzie McDusia, ostatecznie zdegradowana do roli nieczytatej obżartuchy.
            • ciotka-scholastyka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 08.02.24, 14:59
              ready4freddy napisał:


              > Tak swoją drogą to po mojemu Feblik wcale nie musi być o Małej Rudej, tylko np.
              > o Miągwie-Gżegotku. Co prawda Gaba go spisała na straty jeśli chodzi o dostarc
              > zanie wnucząt (wnioskuję tak z jej wizji pełnej rudych mini-Józinów), ale na pe
              > wno jakaś szczęściara jeszcze nie wie, że czeka na nią Miągwa, i to z pewnością
              > nie będzie McDusia, ostatecznie zdegradowana do roli nieczytatej obżartuchy.

              Proszę, jak odgadł!
              • ako17 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 08.02.24, 22:25
                ciotka-scholastyka napisała:

                > ready4freddy napisał:
                >
                >
                > > Tak swoją drogą to po mojemu Feblik wcale nie musi być o Małej Rudej, tyl
                > ko np.
                > > o Miągwie-Gżegotku. Co prawda Gaba go spisała na straty jeśli chodzi o d
                > ostarc
                > > zanie wnucząt (wnioskuję tak z jej wizji pełnej rudych mini-Józinów), ale
                > na pe
                > > wno jakaś szczęściara jeszcze nie wie, że czeka na nią Miągwa, i to z pew
                > nością
                > > nie będzie McDusia, ostatecznie zdegradowana do roli nieczytatej obżartu
                > chy.
                >
                > Proszę, jak odgadł!


                a skąd wiesz, że nie czytał?
                • mircja Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 09.02.24, 09:36
                  Bo Feblik był wydany w 2015, a wpis jest z roku 2014?
                  • ako17 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 09.02.24, 22:08
                    mircja napisała:

                    > Bo Feblik był wydany w 2015, a wpis jest z roku 2014?


                    a to tak :)
      • pavan Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 19.11.14, 22:32
        ready4freddy napisał:

        > Wpadusia, albo może raczej kolejny epizod z serii "możnaby to napisać lepiej, i
        > trzymałoby się kupy". Nie widzimy (być może godnego eposu) starcia Prawego Ryc
        > erza Józefa z Podłym Zbójem Igorem, ale rezultat jest taki, że:
        > - rower jest pokiereszowany
        > - koło wygięte w ósemkę
        > - Józin ma otarty i rozcięty podbródek, i do tego dżinsy ubłocone na kolanach.
        > To co się właściwie wydarzyło? Może Nastoletni Żółw Ninja Igorello wpadł na jad
        > ącego Józina, albo odwrotnie? Albo rzucił się na ziemię, i Józin się był wywali
        > ł z rowerem o tę niespodziewaną przeszkodę? Bo napisać, że Józinowi kapała krew
        > z nosa i miał podbite oko, to nie. On miał rozcięty podbródek, czym? Igor to p
        > rawdziwy zbir i nosi kastet, czy może tylko duży sygnet, jak Zły u Tyrmanda? I
        > do tego pogiął koło swemi mocarnemi ręcami? A może Igor popędził swoją ścieżką,
        > a Józin niezależnie od niego wywalił się na leśnych duktach?
        >

        Może mu Igor wsadził coś w szprychy przedniego koła? W ten sposób chyba by mógł wyrżnąć na kierownicę (w dzwonek albo przerzutki)?
        • slotna Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 19.11.14, 22:49
          Przeszkode ustawil jak panisko jechalo niczym hrabianek na motorynce w "Znachorze".
          • kkokos Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 19.11.14, 22:58
            > Przeszkode ustawil jak panisko jechalo niczym hrabianek na motorynce w "Znachor
            > ze".

            lubię to, zdecydowanie!
          • dziabka1 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 20.11.14, 09:59
            slotna napisała:

            > Przeszkode ustawil jak panisko jechalo niczym hrabianek na motorynce w "Znachor
            > ze".
            >
            mnie tez się imaginuje, ze koło wygiął i brodę ze skóry oskrobał wpadłszy na pieniek jakiś, co mu Igor pod stopy podścieli

        • afilipinka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 20.11.14, 10:27
          A może to skutki odebrania telefonu "w biegu"? Informacja od kuzyna sprawiła , że przez chwilę zaniewidział ;) i wrąbał się w jakiś wykrot.
          • dziabka1 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 20.11.14, 11:16
            afilipinka napisała:

            > A może to skutki odebrania telefonu "w biegu"? Informacja od kuzyna sprawiła ,
            > że przez chwilę zaniewidział ;) i wrąbał się w jakiś wykrot.

            a w wykrocie czaił się Żółw Igor?
            :)
    • j_a_ch Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.11.14, 14:27
      Do całej powyższej listy dopisuję mą główną irytację, to jest tworzenie kolejnej wyspy-azylu w tym nieszczęsnym świecie, tym razem na wsi.
      Zue miasto zostało totalnie opanowane przez agresje, głupotę oraz inwestycje co to pękły świętą kamienicę, a teatry to wiadomo przez kogo. W miastach to już tylko smród, agresja i zgnilizna moralna, młodzi z fejsbukiem i stare sovieticusy z namalowanymi brwiami. Trzeba się wynosić. Cofać do natury, do korzeni, do prostoty i gromadzić tam w kupę. Idealizować do bólu nowe otoczenie, gdzie wszyscy tacy mili i pomocni, nawet miejscowy pijaczek. Poczciwe kobiety do kościoła w spódnicach chodzą, Bogu życie powierzają, na tradycyjną kuchnię nawracają i nalewką leczą wszelkie zło. Dziewczęta takie niezepsute, hoże i rozsądne.
      Wyjątek stanowi młodzież męska spod sklepu (a kto ją wychował/wyhodował - nie wiadomo - chyba te zue chipsy im po prostu mózgi zlasowały).
      W związku z tym wszechobecnym zagrożeniem wszystkie pedagogiczne rozmowy starych Borejków z wnukami, nawet te do rzeczy, powodują że się człowiek zaczyna jeżyć i podejrzliwie do nich podchodzić. Te wykłady o nosorożcach, niby niewinne, a niepozbawione aluzji. Te rady o dobrej samotności...hm. Coraz trudniej strawić tych seniorów Borejczych. Oby w Febliku gadali jak najmniej.
    • bisturi Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 28.11.14, 18:39
      Schematyczność przedstawienia Ignasia. Któryż to już raz mamy obraz miagwy na różnych etapach rozwoju rozmemłanego, źle ubranego, zaczytanego, egocentrycznego itd, który pod wpłwem wydarzeń (Józina i jego zdrowej, męskiej cnoty) mężnieje w oczach (czy to być może?) aby w następnym tomie na abarot rozmemłać się w pierwszej scenie. Czy on nie może raz zmężnieć, porzucić garniturki, założyc dżinsy i już zostać w nich?? Dlaczego zawsze gryzą go szerszenie? Zna ktoś kogoś kto by dwa razy w życiu został zaatakowany przez owady, owszem groźne ale ogólnie mało agresywne?To już wszystko było: wyciąganie żądła, opatrunki, utrata przytomności.
      Wypadki. Wszyscy się łamią, przewracaja, obijają, tracą przytomność etc. Jakaś hekatomba. Wypadek Idy zawiązuje akcję, wypadek Doroty rozwiązuje a dałoby się i bez tych kości połamanych (Ida np. mogłaby chcieć po prostu wyjechać po kłótni z mężem i już, zaszyć się i nie chcieć dać znaku życia)
      Środki nasenne. Wszyscy je biorą, rozpuszczają w aspirynie, przed burzą, po burzy, po obiedzie itd. Rozumiem, że Pani MM w swoim wieku może ich potrzebować ale normalnie raczej ludzie śpią bez barbituranów. Ignasiowi zostaje podstępnie dosypana podwójna dawka. No, ja bym się wnerwiła!! Poza tym to chyba troche już niebezpieczenie się robi - w książce dla dzieci nie powinno byc ani petard na balkonie ani środków nasennych w drinkach.
      • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 28.11.14, 18:53
        bisturi napisała:

        > Schematyczność przedstawienia Ignasia. Któryż to już raz mamy obraz miagwy na r
        > óżnych etapach rozwoju rozmemłanego, źle ubranego, zaczytanego, egocentrycznego
        > itd, który pod wpłwem wydarzeń (Józina i jego zdrowej, męskiej cnoty) mężnieje
        > w oczach (czy to być może?) aby w następnym tomie na abarot rozmemłać się w pi
        > erwszej scenie. Czy on nie może raz zmężnieć, porzucić garniturki, założyc dżin
        > sy i już zostać w nich??

        Nie może. Został, nieszczęsny, stałym Elementem Komicznym. Ahaha.

        > Dlaczego zawsze gryzą go szerszenie? Zna ktoś kogoś kt
        > o by dwa razy w życiu został zaatakowany przez owady, owszem groźne ale ogólnie
        > mało agresywne?To już wszystko było: wyciąganie żądła, opatrunki, utrata przyt
        > omności.

        Szpraszam bardzo, ale że po szerszeniu mu to żądło wyciągali? Przecież szerszeń, jak każda szanująca się osa, ma żądło gładkie, które w człowieka wchodzi i wychodzi bez problemów. To tylko pszczoły mają żądła zadziorzaste, które się w ludzkiej skórze haczą i urywają z kretesem. Autorka nie odróżnia pszczół od os?
      • czarny_camel Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 29.11.14, 11:42
        jestem gotów załozyć się o kufel nalewki, że w febliku pierwszą sceną będzie przedstawienie rozmemłanego Ignacego po mejlu od McDusi, że niestety ale to koniec...;-)
        • kopiec_esmeralda Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 29.11.14, 12:38
          OK, trzymam zakład. W pierwszą scenie będzie luba Idusia wpatrzona w kłąb kurzu na drodze.
        • ready4freddy Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 01.12.14, 16:42
          też stawiam na perypetie Gżegotka i jego nowej post-mcdusiowej miłości jako głównego tematu "Feblika" :)
      • fan_lamp_sodowych Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 05.02.24, 15:20
        Co do barbituranów pełna zgoda. Ale petardy na balkonie? To bardzo realistyczna scena, przedstawia gimnazjalistów i jednego niezbyt rozgarniętego ojca którzy robią straszną głupotę (vide rakieta w doniczce na balkonie), ale spotykają ich za to konsekwencje (Dziuba obrywa po tyłku, Józek osmalony utknął na balkonie). To chyba jedyna dobra scena w McD, jedyna w której przypomniałem sobie własne narwane dzieciństwo ;)
    • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 03.12.14, 17:42
      Czytam tę cholerną Wnusię i póki co cała ta książka jest dla mnie irytacją. Jest jak takie coś, co wyłazi ze szwu w bucie i kłuje uporczywie. Albo jak drapiąca koronka w staniku, niby nic takiego, a wkurza coraz bardziej i bardziej.

      Ta przyroda namiętnie opisywana, nazwy łacińskie latają nisko, a sensu i tak nie ma, bo żaden dzięcioł głową w drzewo nie napiernicza (chyba, że Wnusię czytał), tylko dziobem, a w ogóle werblem teren na wiosnę znaczy, a nie, do pioruna, na przełomie lipca i sierpnia. Wilga to samo, pod koniec lipca to ona już na zimowiska wylatuje. Renklodom też się czasoprzestrzeń zawinęła i we Wnusi owocują pod koniec lipca, zamiast zacząć, jak zwykle, w połowie sierpnia.

      Ta Dorotka, taka kretyńska i z empatii wyzuta, bo jak ona by się nie mazgaiła, to inni też nie mają prawa. I jej dom, ściany niebieskie, meble chłopskie i Matka Boska w różach, no w mordę jeża, taż to Lipce Reymontowskie, a nie normalne, współczesne domostwo na wsi. No dobrze, przyznaję, sama się domagałam więcej wsi w Jeżycjadzie, no to teraz mam, proszę bardzo. Już nie będę się domagać niczego, prędzej sobie gębę czymś zatkam, a na rękach usiądę. Ta nieszczęsna kobyłka obżerająca się samopas jabłkami (a wzdęcie już jej chichocze do ucha), ta populacja wiejska, składająca się z bandy niedoewoluowanych naczelnych pod sklepem, sklepowej, sąsiada pijaka i rodziny Dorodki. Pardą, Dorotki, skrót myślowy mi wyszedł, dorodna Dorotka, Dorodka. No irytujące to wszystko.

      I te dialogi dżewnianne, ze sklejki sosnowej piłką cięte (przez Maszpana zapewne). Rozmowa Miągwy z Dorotką dorodną, odbyta na parkingu przed karczmą, jest tak strasznie źle napisana i tak najzwyczajniej idiotyczna, że czytając poczułam się jak kot, głaskany odwrotnie. Pod włos znaczy się. Pozostałe dialogi są tylko odrobinę mniej złe. I sam Miągwa, o mój Boże, facet nadaje się do terapii psychologicznej, a autorce furt się wydaje, że jego wszystkie lęki, fobie i nieprzystosowanie społeczne to jest taki wyczesany materiał na Element Komiczny, ahaha, boki rwać jak świeże wiśnie, bo nic tak nie bawi jak cudze problemy psychologiczne. Litości. Oraz miłosierdzia, tak nad Ignasiem, jak i nad czytelnikami.

      Oraz jeszcze w skład tego koronkowego gryzienia wchodzi nuda. Potworna, monumentalna, rozłożysta jak orzech Dorodki, nuuuuuuuudaaaaaa. Jak bardzo się w tej książce nic nie dzieje, święty jeżu na pianinie...! Tam nie ma żadnej fabuły, no. Wszyscy się pławią w życiu wiejskim, gdyż miasto zostało właśnie oficjalnym Mordorem Jeżycjady i takie złe jest, och jakie bardzo strasznie złe, panie Frodo (a Wiedźma coraz bardziej zirytowana i coraz bardziej ją coś trafia. Szlaczek taki malutki, ludowy zapewne). Więc siedzą wszyscy w tym wiejskim, podkostrzyńskim Shire, robią żarcie, żrą, piermandolą smętne smuty ze sklejki w ramach dialogów, od czau do czasu ktoś sobie zrobi fizyczne ziaziu, a potem znów nic się nie dzieje, tylko żarcie, sielanka i piermandolenie.

      I jeszcze coś chciałam, tylko mi wyleciało z głowy, skleroza, panie tego, może nie trzeba było ładować do sosiku całego pojemnika śmietany...? A! Już wiem! Turboromans oczywiście, czyli złoty nicień ze "Sprężyny" strikes back, ale tym razem zakamuflowany. Dorotka spogląda w przepaść ócz Józefa, z których oczywiście wyziera samo dobro, bo jakżeby inaczej, i ona już wie. Że to to i że na zawsze i po grób, a może nawet i za. Wielka miłość nieskończona, jak to się mawiało za moich lat cielęcych, a przecież oni nawet nie zdążyli słowa zamienić. Ani jednego. Ja zaraz będę jak ten dzięcioł, normalnie, głową w drzewo napieprzać. Gdzie się podziały te cudowne, wolno pączkujące nastoletnie romanse ze starszych tomów? Czy, ja się pytam, Cesia zakochała się w Hajduku raz na niego spojrzawszy? Czy Pulpa zapadła na Baltonę zaraz gdy tylko stanął on w progu sali do zajęć komputerowych? Czy Elce i Tomkowi wystarczyło jedno spojrzenie żeby ich strzała miłości wzięła i przeszyła? No nie wystarczyło. Było przyciąganie, odpychanie, chemia wzajemna, błogości chwile, dreszcze niepokoju i momenty głębokiego niezrozumienia uczuciowej glątwy we własnym wnętrzu. A teraz mamy romanse instant, łon łonej w oczy zajrzy, bach, brzdęk i już jej niosą suknię z welonem. Nie chcę.

      No dobra, pół książki jeszcze przede mną, może nie zasnę...?
      • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 03.12.14, 17:53
        nie zasniesz, bo cie bedzie coraz bardziej trafiac .-)
        z dzieciolem tak mnie uczyli, ze on na wiosne stuka, ale ja za komuny do szkoly chodzilam, to moze to propaganda byla, MM sielsko umiejscowiona na pewno wie lepiej
        • agni71 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 19:14
          >z dzieciolem tak mnie uczyli, ze on na wiosne stuka, ale ja za komuny do szkoly chodzilam, to moze to propaganda byla, MM sielsko umiejscowiona na pewno wie lepiej

          może i wie - ja dzisiaj słyszałam i widziałam dzięcioła :-)
          • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 19:24
            agni71 napisała:

            > może i wie - ja dzisiaj słyszałam i widziałam dzięcioła :-)

            Ale robił takie zwyczajne puk puk w drzewo, czy uskuteczniał takie głośne, werblujące TRRRRRRRRRR? Bo jeśli to drugie, to chyba mu się kalendarz spieszy.
            • j_a_ch Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 19:49
              >Ale robił takie zwyczajne puk puk w drzewo, czy uskuteczniał takie głośne, werblujące TRRRRRRRRRR? Bo jeśli to drugie, to chyba mu się kalendarz spieszy.

              O, a to od pory zależy? U mnie w lesie robią puk puk :) TRRRRR jeszcze nie. Uwielbiam TRRRRR :D
              • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 19:56
                j_a_ch napisał(a):

                > >Ale robił takie zwyczajne puk puk w drzewo, czy uskuteczniał takie głośne,
                > werblujące TRRRRRRRRRR? Bo jeśli to drugie, to chyba mu się kalendarz spieszy.
                >
                >
                > O, a to od pory zależy? U mnie w lesie robią puk puk :) TRRRRR jeszcze nie. Uwi
                > elbiam TRRRRR :D

                Tak! To TRRRRRRR!, a z tekstu we Wnuczce jednoznacznie wynika, że o nie chodzi, służy samcom do komunikacji że sorry, ale ten teren jest zajęty, ta dziupla i ta samica też, więc inni panowie proszę won. Jak łatwo zgadnąć dzięcioły uzywają tego odgłosu w porze godowej i lęgowej, czyli wiosną. Na przełomie lipca i sierpnia młode dzięcioły są już całkiem wyrośnięte i sposobią się do samodzielności, więc nie ma po co robić TRRRRRRRR.
      • slotna Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 03.12.14, 18:48
        > Czy Pulpa zapadła na Baltonę zaraz gdy tylko stanął on w progu sali do zajęć
        > komputerowych? Czy Elce i Tomkowi wystarczyło jedno spojrzenie żeby ich strzała
        > miłości wzięła i przeszyła?

        Pulpa to by musiala w progu piaskownicy sie w Baltonie zakochac, ale z Elka owszem, tak bylo. Ze w Baltonie sie na zajeciach ;)
        • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 03.12.14, 18:58
          slotna napisała:

          > > Czy Pulpa zapadła na Baltonę zaraz gdy tylko stanął on w progu sali do za
          > jęć
          > > komputerowych? Czy Elce i Tomkowi wystarczyło jedno spojrzenie żeby ich s
          > trzała
          > > miłości wzięła i przeszyła?
          >
          > Pulpa to by musiala w progu piaskownicy sie w Baltonie zakochac, ale z Elka ows
          > zem, tak bylo. Ze w Baltonie sie na zajeciach ;)

          Ale się zadurzyła i przeszło jej na widok amanta w cieście pierogowym. Nie zakochała się miością prawdziwą i po grób od pierwszego rzutu oka na buraczki jego włosia.
      • ananke666 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 16:50
        A, tak. Fabuła jest nikła. Dotarło to do mnie, kiedy usiłowałam streścić przeczytaną książkę siostrze. Kilka zdań dla zarysu, kto jest bohaterem, babcie, Ida i Mareczek, gdzie kto jest, że miągwa ma pogryziony tyłek i rozbił samochód i... zastopowało mnie...
        • kopiec_esmeralda Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 17:00
          Fabuły nie ma. Jest parę obrazków. Li i jedynie. Nie dzieje się dokładnie nic, mimo sikającej krwi, zębatych szerszeni i połamanych kończyn.
      • kkokos Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 20:36
        a w ogóle werblem teren na wiosnę znaczy, a nie, do pioruna,
        > na przełomie lipca i sierpnia. Wilga to samo, pod koniec lipca to ona już na zi
        > mowiska wylatuje. Renklodom też się czasoprzestrzeń zawinęła i we Wnusi owocują
        > pod koniec lipca, zamiast zacząć, jak zwykle, w połowie sierpnia.

        oj tam, oj tam, w panu tadeuszu też mamy wszystkie pory roku jednocześnie i git.
      • biszkopty35 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 28.12.14, 09:20
        Rozmowa Doroty z Ignacym pod sklepem jest dobra. Opisuje się to w książkach do komunikacji (np. D.Tannen) Słyszę takie rozmowy, a jedna osoba w rodzinie rozmawia tak właśnie, czyli powtarzając ich kwestie, z moimi dziećmi.
        • biszkopty35 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 28.12.14, 09:21
          Żle wklejone. miało być pod postem bupu.
        • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 28.12.14, 18:41
          biszkopty35 napisał(a):

          > Rozmowa Doroty z Ignacym pod sklepem jest dobra. Opisuje się to w książkach do
          > komunikacji (np. D.Tannen) Słyszę takie rozmowy, a jedna osoba w rodzinie rozma
          > wia tak właśnie, czyli powtarzając ich kwestie, z moimi dziećmi.

          Nie, nie jest dobra, no chyba, że celem autorki było zrobienie z Doroty kompletnej, wyzutej z empatii i rozumu, kretynki. Jak wiemy z deklaracji odautorskich MM usiłowała malować Dorotkę zupełnie innymi farbami.
    • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 08:55
      doprecyzowalam sobie wrazenia
      WdO podzialala na mnie jak nadszympans - na rowni zirytowala i znudzila, i z tego samego powodu - jej bohaterowie sa bezwzglednie i nieuleczalnie bezmyslni
      • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 18:31
        Dobrnęłam do końca "Wnuczki do orzechów", ze straszliwym wysiłkiem, gdyż MM postanowiła zamienić odór (na smrodek za silne) dydaktyczny części poprzednich, na bezsensowne, a potwornie nudne przemowy, którymi co jakiś czas eksplodują bohaterowie. Ignac, na ten przykład, napierdziela nas po głowie wykładem na temat Arystotelesa, którego treść nijak się ma do tego czegoś, co udaje fabułę Wnuczki, a który kończy się, jak wszystkie przemowy, nieubłaganą konkluzją, że czasy współczesne są złe, dies irae, wszystko gnije, a ludzie zepsuci, że strach. To nastawienie, potęgujące moją irytację, przebija z poglądów prawie wszystkich ważniejszych postaci we Wnuczce i jest tak dojmujące, że wręcz widzę oczyma duszy Floriana, w "Febliku", wznoszącego częstokół dębowy wokół swej posiadłości, aby móc się bronić przed tymi wszystkimi zgniłymi miazmatami upadającego świata.

        Oprócz przeświadczenia, że świat się stacza, bohaterów Wnusi łączy coś jeszcze, mianowicie radośnie dziewiętnastowieczna mentalność. Ida, spotykając Dorotę, myśli, najzupełniej serio, o swataniu jej z Miągwą, babcie modlą się o dobrego chłopca dla Dorotki, a podstawową czynnością życiową matek dorastających córek jest wydawanie tychże za mąż. W roku pańskim 2014, słownie dwa tysiące czternastym. A dzieło wieńczy zakończenie w którym Dorotka i Józin dokonuja już nie zaręczyn, bez jednego słowa, ale jakieś dziwacznego aktu pseudozaślubin, w którym on wsuwa na palec dziewczęcia pierścionek z kółka od karnisza (rili?), ona jemu zaś wiąże na serdecznym paluchu łodyżkę jakiejś roślinki, zapewniając, że to naprawdę. Jęk z ust mych się wyrwał przeokrutny i nie wiem co autorka chciała tą sceną osiągnąć. Przekonać młodzież, że wiązać się po grób należy z osoba której się w ogóle nie zna, bo tę właściwą rozpozna się specjalnym radarem dusznym? Świetne przesłanie dla małolactwa, nie ma co.
        A, i jeszcze jest kwestia nieślubności Dorotki, wypominana jej przez rówieśników i będąca przyczyną upokorzeń jej mamusi. Mamusia rzeczona poucza córkę mailowo, wyjechaną na emigrację będąc, o konieczności zachowania rozsądku i nie ulegania instynktowi rozrodczemu. Czyni zaś to następującymi słowy:
        "Pamiętaj i to zawsze: przede wszystkim jesteś CZŁOWIEKIEM, a dopiero potem - kobietą. Instynkt rozrodczy zwodzi często ludzi na manowce."
        Znaczy się kobieta to nie to samo, co człowiek, a w ogóle kobiecość ogranicza się wyłącznie do instynktu rozrodczego. Dziękuję, nie mam więcej pytań.

        A nie, właściwie to mam. Czy autorka, adresująca swe powiastki do nastolatek i nie kryjąca zapędów moralizatorskich (nie kryjąca to eufemizm, moralizowanie w ostatnich tomach jest równie subtelne jak lewy sierpowy Kliczki), nie mogłaby, do jasnej cholery, myśleć o tym, co właściwie wypisuje? Że wytknę najpierw dwa gigantyczne babole natury medycznej, czyli cucenie jednostki nieprzytomnej, przez wlewanie jej płynu w usta - całkiem niezły sposób, żeby ratowanego utopić, oraz te nieszczęsne środki nasenne, barbiturany, zapodane kolejno przez Dorotkę i Idę Ignasiowi. Tak, kandydatka na lekarkę Dorodka podaje człowiekowi, którego medycznej historii nie zna, środki nasenne, chyłkiem przemycone w wapnie, a potem bawi ją niezmiernie fakt, że drugą porcję prochów pacjent nieszczęsny dostał od rudej. Co to jest, ja się pytam, promocja dzikiej bezmyślności? Autorka sobie w ogóle zdaje sprawę z tego co napisała i jakie mogłyby być konsekwencje, gdyby ktoś te książkowe recepty zechciał zastosować w tak zwanym prawdziwym życiu?

        Pytanie, czy autorka wie co pisze, nurtowało mnie także przy lekturze zwieńczenia wątku Igóra Żółwiobogatki. Igór otóż jest to dwunożna, samobieżna polemika z krytyką, jaka wylała się z czytelników po McDusi i słynnej scenie, w której Józef trząsł Magdusią jak szczurem, jednocześnie obiecując tejże przemocy eskalację. Nawet pojawia się porównanie do pitekantropa, którym to mianem określony przez słusznie wkurzonych czytelników został szczurotrzęsący Józwa. Igór otóż, dla zademonstrowania czym jest prawdziwa przemoc, zaczyna się, w miejscu odludnym, dobierać do Dorotki, która zaprawia go z bani w nos i tym jakoś studzi jego zapały. Pomijam radosną niekonsekwencję w tworzeniu postaci, bo mięśniak Igór, uderzony w nos, zaczyna rzucać w Dorotę błotem, niczym sześciolatek, chociaż w prawdziwym życiu pewnie by jej oddał z piąchy, ale ja znowu nie łapię co autorka chciała tą sceną zademonstrować. Że prawdziwa przemoc jest wtedy, gdy ktoś atakuje dziewczę, na cześć jej nastając? Bo poziom użycia siły fizycznej jest w sumie podobny, Bogatka przytrzymuje Dorotę za ręce, rycerski Józef łapie Magdusię za kark i potrząsa, różni się tylko cel obu amantów, jeden na tak zwaną przyzwoitość nastawał, drugi jej bronił. W efekcie przekaz mamy taki, że dziewczyna ma się szanować, bo jak nie, to jej się należy po łbie i nie jest to bynajmniej przemoc, tylko słuszna kara. Obrzydliwe. Obrzydliwe, powiadam.

        Dalej poobrabiam nieszczęsnego Żółwiobogatkę. Otóż jest on brzydki, ten nasz modelowy pitekantrop, brzydki, głupi i z niskim czółkiem, zupełnie jakby przemocowiec nie mógł być przystojny, inteligentny i wygadany. Za to Józek, ho ho, tu autorka nie szczędzi wysiłku by przekonać czytelniczki o pięciogwiazdkowej urodzie młodego Pałysa. Dorotka przy tym wychodzi na powierzchowną larwę, jak jaka Matylda Stągiewka, Bogatka jej się nie podoba bowiem, bo wygląda jak żółw w majtkach, Ignaś też do niczego, bo uszy ma czerwone i sie poci. Za to miością wszechczasów okazuje się Józwa i raczej nie ze względu na zalety ducha i umysłu, boż przecież przed tymi pseudozaślubinami, ba przed zostaniem trafioną jeżyckim piorunem nagłego uczucia, Dorotka nie zamieniła z nim jednego słowa. Jaki z tego przekaz płynie? Pierwsze wrażenie i uroda amanta to podstawa!

        No to ja się pytam: co ciężkiego spadło na głowę MM, dorosłej kobiecie, matce dzieciom i jednostce podobno inteligentnej, że promuje poglądy rodem z najdurniejszej fazy gimnazjalnej? I to nie tylko w cholernej Wnusi, bo od wielu tomów trynd jest taki, że jak postać dobra i pozytywna, to śliczna jak wiosenny poranek, a jak zła to i szpetna, nawet Pyziak z tej okazji dorobił się nadwagi i nalanej mordy. Kiedyś bywały robaczywe Paulinki, śliczni, a niewierni Pawełkowie i podobne postacie, teraz już nie, teraz można identyfikować bohaterów w ciemno, jak przyjemny dla oka, inteligentny (w dość specyficzny sposób, bo Dorotka błyska raz po raz ciężkim idiotyzmem, ale komentarz autorki zapewnia nas, że jest bystra, bardzo bystra) , a jeszcze i czółko ma wysokie, to na pewno jest ten dobry.

        No to ja się znowu pytam, czy autorka zdaje sobie sprawę z tego co wypisuje? Czy nie rozumie jaki cholernie płytki i powierzchowny sposób oceny ludzi usiłuje promować w Borejkjadzie?

        Ale to jeszcze nie koniec, zostańcie jeszcze ze mną, przyjaciele i sąsiedzi, bo jeszcze nam jedna perła w koronie i mokry jaskier na bagnach nudy został. Mianowicie refleksje Dorotki po tym, jak sprzedszkolaczały nagle Bogatka poszedł w pierony oraz krzaki po nieudanym napastowaniu erotycznym, krwawiąc z uszkodzonego nosa.
        Otóż Dorotka się wstydzi. Wstydzi się, że nawrzeszczała na Igóra, że rozwaliła mu nos, i rozpatruje udaną obronę własnego życia i zdrowia jako osobistą porażkę.
        Na litość wszystkich mozliwych bogów wszystkiego, a już zwłaszcza zdrowego rozsądku, czy MM zgłupiała ze szczętem? Co jej zdaniem powinna była zrobić Dorota, spuścić skromnie oczęt, zalać się rumieńcem i szepnąć "odstąp waść, proszę"? Toż tu autorka powinna rąbać czytelniczkom jak toporem, że obronna akcja Dorotki chwalebną była, słuszną i zbawienną, że w sytuacji ratowania zdrowia i życia godność idzie w kąt, a wszystkie środki są dozwolone. A ona każe się bohaterce wstydzić! To jest idiotyzm wręcz kryminalny, kolejny już w tym dziele i ja się pytam, gdzie, do kurtyzany nędzy, była jakakolwiek redakcja, która nie powinna była przepuścić tego do druku, już raczej Rejtanem w progu się grzmotnąć.
        • slotna Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 19:15
          > ak przyjemny dla oka, inteligentny (w dość specyficzny sposób, bo Dorotka błysk
          > a raz po raz ciężkim idiotyzmem, ale komentarz autorki zapewnia nas, że jest by
          > stra, bardzo bystra)

          Recytuje podrecznik do endokrynologii, ale nie wie co to chwyt erystyczny na ten przyklad.
          • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 19:28
            slotna napisała:


            > Recytuje podrecznik do endokrynologii, ale nie wie co to chwyt erystyczny na te
            > n przyklad.

            Przy czym ten wykład o hormonach, wygłoszony językiem z podręcznika w samym środku dosyć dramatycznej sceny, był tak zupełnie, boleśnie i kompletnie od czapy. że już tylko facepalm pozostał. To jest naprawdę bardzo złe pisarstwo, w wykonaniu osoby która nie tylko ma totalnie drewniane ucho językowo i nie potrafi już dostosować sposobu wysławiania do osoby, ale także straciła kompletnie jakiekolwiek wyczucie dramatyzmu.
            • slotna Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 20:46
              W tej ksiazce jest duzo odczapistych dialogow, sa tez dialogi za przeproszeniem niedorobione, zwlaszcza Ignasia z Dorota. Wyglada to mniej wiecej tak:

              - blabla
              - bleble
              - blabla
              - bleble
              - blabla

              I tak przez czas dluzszy. Zeby chociaz cos fajnego mowili!

              Co ciekawe, jest rowniez kilka dialogow sensownych, chocby z babciami. To samo z opisami: sa w miare normalne, a sa i takie, ze pusty smiech bierze: te wszystkie "łups!!!" i inne onomatopeje, koszmarna interpunkcja.

              Z dziwnych sformulowan jeszcze: Dorota "nie zdolala opanowac smieszku". Czy tak sie mowi? Zrozumialabym "usmieszku" albo "smiechu".

              Jedrus (swoja droga, nie moze normalnie grac na komorce, musi rozwiazywac sudoku o sredniej trudnosci) wzial na droge sok W PUDELKU. Soki wedle mojej wiedzy trzyma sie w butelkach albo w kartonach, jak kurczaki. Czy to pudelko wielkopolskie jest?
              • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 21:10
                slotna napisała:

                > W tej ksiazce jest duzo odczapistych dialogow, sa tez dialogi za przeproszeniem
                > niedorobione, zwlaszcza Ignasia z Dorota. Wyglada to mniej wiecej tak:
                >
                > - blabla
                > - bleble
                > - blabla
                > - bleble
                > - blabla
                >
                > I tak przez czas dluzszy. Zeby chociaz cos fajnego mowili!

                Dialog Ignasia z Dorotką na parkingu przed karczmą na ten przykład. Idiotyczny, po prostu idiotyczny, przez chwilę miałam wrażenie, że oboje padli ofiara udaru i bredzą w malignie. Nie mówiąc o tym, że na tle poetycznego Miągwy Dorota miała wyglądać na jednostkę trzeźwą i racjonalną, a ustawicznie robi z siebie debilkę. No bo przepraszam, ale żeby nie załapać, że zwrot "odbijanie piłeczki" jest metaforą (notabene powszechnie używaną), trzeba mieć inteligencję Igóra bez czółka.
              • zua.laura Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 05.12.14, 00:35
                slotna napisała:

                > W tej ksiazce jest duzo odczapistych dialogow, sa tez dialogi za przeproszeniem
                > niedorobione, zwlaszcza Ignasia z Dorota. Wyglada to mniej wiecej tak:
                >
                > - blabla
                > - bleble
                > - blabla
                > - bleble
                > - blabla
                >
                > I tak przez czas dluzszy. Zeby chociaz cos fajnego mowili!

                Popłakałam się ze śmiechu...!
                (nie wiem, z czego konkretnie, ale nie wnikajmy - grunt, że komiczne;)
              • j_a_ch Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 05.12.14, 13:13
                >a tez dialogi za przeproszeniem niedorobione, zwlaszcza Ignasia z Dorota.

                Pierwsze co mnie zmęczyło w tej książce to gadka Ignasia z Dorotką...straszne to. Ignaś jako dziecko miał przemądrzałe teksty starego maleńkiego, ale one bywały naprawdę zabawne. Chociażby w Trolli. Teraz Ignaś męęęczy się na tym świecie, a razem z nim czytelnik. A kysz z nim. Do Paryża.
                • lezbobimbo Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 07.12.14, 22:40
                  Jedna z rzeczy, która mi wręcz odebrała mowę, to gdy Dorota pyta, kiedy to pierwszy raz Miągwa ujrzał był swą niesforną wybrankę McDusinę... i on odpowiada... kiedy miała na sobie pampersa
                  ...
                  ...
                  ...
                  i na tym kończy się ich rozmowa na temat tej dziewczyny. Co za niecodzienne wyznanie, co za wspaniałe skojarzenieeeyyyy - wyjęczałam słabo.
                  Ale może to taki dowcipny, pampersowy wiatr przemiany, wicie rozumicie, i w Febliku może nawet IDA sobie przypomni, w jakich okolicznościach widziała McDusię po raz pierwszy i czyją to ona jest prawnuczko-córką, tak wstań Borejkówna, jak mówię do ciebie i ciucha na twym grzbiecie dzierganym przez niejaką Krechowicz
                  • kopiec_esmeralda Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 08.12.14, 08:51
                    Mnie ten pampers może mowy nie odebrał, bo już byłam i tak lekko wkurzona dzieukiem, tylko był kolejnym rumiankiem do kożucha.
                  • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 08.12.14, 17:36
                    lezbobimbo napisała:

                    > Jedna z rzeczy, która mi wręcz odebrała mowę, to gdy Dorota pyta, kiedy
                    > to pierwszy raz Miągwa ujrzał był swą niesforną wybrankę McDusinę... i on odpow
                    > iada... kiedy miała na sobie pampersa

                    Tak na marginesie, pampers ów stanowi wpaduchnę, w "Pulpecji" bowiem jest wyraźnie mowa, że Ogorzałkówny uzywały tetry, bo na jednorazowe pieluchy ich rodziców nie było stać. To raz. Dwa, Magdusia jest od Ignasia starsza o dwa lata, niechby geniusz miał wyjątkowo wczesne wspomnienia z okresu kiedy skończył drugi rok życia... No i wychodzi, że Magda była nieodpieluchowana w wyjątkowo późnym wieku lat czterech. Ups.
                    • lezbobimbo Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 08.12.14, 17:55
                      bupu napisała:
                      > Tak na marginesie, pampers ów stanowi wpaduchnę, w "Pulpecji" bowiem jest wyraź
                      > nie mowa, że Ogorzałkówny uzywały tetry, bo na jednorazowe pieluchy ich rodzicó
                      > w nie było stać. To raz.

                      No własnie! Paczpani, nawet zapomniałam! Przecież na całe Jeżyce furgotały te suszone tetry, informując o doskonałej przemianie materii!
                      (A czy w Pulpie to one się dopiero nie rodziły, a pieluchy nie furgotały w DP, gdzie to Orelka spłoszona patrzy na balkon, przemykając wstydliwie w okolicy?)

                      >Dwa, Magdusia jest od Ignasia starsza o dwa lata, niechby geniusz miał wyjątkowo wczesne wspomnienia z okresu kiedy skończył drugi rok życia... No i wychodzi, że Magda była nieodpieluchowana w wyjątkowo późnym wieku lat czterech. Ups.

                      HA~ :D
                    • ciotka_scholastyka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 19.12.14, 12:48
                      > Tak na marginesie, pampers ów stanowi wpaduchnę, w "Pulpecji" bowiem jest wyraź
                      > nie mowa, że Ogorzałkówny uzywały tetry, bo na jednorazowe pieluchy ich rodzicó
                      > w nie było stać.

                      Informacja o istnieniu tetry budzi zdziwienie u młodych ludzi, serio. Dla nich pielucha jednorazowa to jedyna opcja. Ignaś miał zapewne na myśli "po prostu pieluchę", tak jak my na wszystkie buty sportowe mawialiśmy "adidasy". Abstrahując oczywiście od poruszonej przez ciebie drugiej sprawy, czyli wieku obojga delikwentów.
        • afilipinka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 04.12.14, 21:03
          Redakcja cały czas trwa na kolanach, że Mamunia kolejne dzieło spłodziła i żadne wraże forum nie przekona jej, że białe jest białe a czarne czarne!
    • slotna Prowadzenie samochodu przez nieletnich. 04.12.14, 23:57
      Wielokrotnie tutaj pisalismy o tym jak nieodpowiedzialnie jest pozwolic dzieciom kierowac nawet na terenach wiejskich. No to we "Wnuczce" podkreslone jest, jak to Jozinek od najmlodszych lat uczyl sie prowadzic, najpierw u Flobrych, a pozniej ojciec go przyuczyl w miescie. Aaa.
      • yvi1 Samochody 09.12.14, 08:45
        Same stare samochody maja Boreje,Palysy itd.
        Marek ma stary,Flobry wysluzonego busa...
        Ja rozumiem,ze nie kazdy musi miec nowiutka bryke,ale przeciez oni maja pieniadze( Marek ordynator,Ida na dwoch etatach). To podkreslanie,ze jak nowe auto to fuj Slaweczek i dorobkiewicz.
        Denerwuje mnie to.Robienie z tego takiej ideologii.Samochod jest przedmiotem uzytkowym,a pani MM znowu jedzie stereotypami i jeszcze to ciagle podkresla.
        I zeby nie bylo,sama tez mam uzywane auto :).
        • kopiec_esmeralda Re: Samochody 09.12.14, 09:14
          Rozklekotany komp Dorotki, motorynka po dziadku i bryka (powózka? nie znałam takiego słowa) też po dziadku, pomijam już jedyną sukienczynę z drewniakami "po mamie". Jak porządny samochód, to UJEŻDŻA (wurg) nim wraży Pyziak, ginekolog od Czekoladki i , co dziwne, Mamert z autem jak lodówka.
          Kolejna irytacja to ujeżdżanie we Wnusi, czym się da, krzesłem, czymś tam jeszcze kilka razy.
          • pavvka Re: Samochody 09.12.14, 16:09
            kopiec_esmeralda napisał(a):

            > powózka? nie znałam takiego słowa

            Słowo jak słowo, słowniki je znają :)

            sjp.pwn.pl/szukaj/pow%C3%B3zka.html
            • kopiec_esmeralda Re: Samochody 09.12.14, 16:36
              Nie twierdzę, że nie ma, tylko nie spotkałam się z powózką. Od razu czytając sprawdziłam, jest to gwara poznanska, pierwszy wynik gugla www.poznan.pl/mim/slownik/words.html?co=word&word=pow%C3%B3zka
        • slotna Re: Samochody 09.12.14, 19:20
          Na poczatku ucieszylam sie, ze Ida tak szasta forsa, stowka tu, stowka tam (z drugiej strony sie zirytowalam, ze sama nie mam :P), ale wlasnie przez to zwrocilam tym bardziej uwage na stary samochod. Stary, ale dobry ;)
          • yvi1 Re: Samochody 09.12.14, 20:49
            A niech sobie beda jak tam sa.Tylko to podkreslanie akurat tych przymiotow w opisach aut jest juz niestrawne.
            Przeciez Mareczek moglby sobie kupowac co roku nowe auto i tak byc dobrym czlowiekiem.
            Ale nie,wszystko musi byc stylizowane na ubogo albo skromnie.I to mieszkanie w piwnicy,jakos nie widze tam ordynatora w jakimkolwiek szpitalu.
    • japkoigrucha Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 11.12.14, 19:31
      Mnie najbardziej chyba irytuje rozmowa dziadka z Jedrusiem. W skrocie: Swinie sa inteligentne? Slyszales to w tv? Afuj, to musi byc bzdura! Jakby dziecko powiedzialo ze slyszalo w telewizji ze ziemia jest okragla to tez by zostalo wysmiane? Przeciez mlody raczej nie mial na mysli ze swinie sa rownie inteligentne co ludzie az taki by byl glupiutki? A swinie SA jednymi z bardziej inteligentnych zwierzat wiec co z tym Ignacem?? :(
    • slotna Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 11.12.14, 23:18
      Czytam sobie OwR, w ktorym Piotrus Ogorzalka wygaduje kropka w kropke to samo, co Ignacy we Wnuczce. Tylko ze Piotrusia gasi Gaba, informujac, ze takich odkryc dokonuje sie zazwyczaj w czasie pokwitania i w ogole tlumaczy mu, ze nie ma zadnej zapasci cywilizacji. A Ignac mowi glosem autorki. OwR to stan wojenny... ja piernicze.
      • iwoniaw o to to 12.12.14, 09:25
        Mam dokładnie takie same odczucia. Przerażające.
    • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.12.14, 17:18
      A taka mi się jeszcze irytacyjka nasunęła. Otóż Ida wegetarianka trafia, kontuzjowana, do Lipiec Dorotkowskich, gdzie oczywiście gotują tłusto, więc dietoterrorystka odmawia kopytek, zupki jarzynowej i innych dobroci. Przypominam, jest środek lata, ogródki warzywne szaleją plonami, jest mnóstwo surowca na dania dla wegetarian. Co je Ida? Kapustę i marchew. Surową. Srsly?
    • yackandandah22 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.12.14, 14:25
      Czytam po raz trzeci i tak mi się rzuciło: rodzice przybywają do Pulpy z CAŁYM wyposażeniem swojego pokoju - "dwa łóżka, osiem regałów (...) jedna szafa, dwie lampy stojące, dwa fotele i dwa stoliki nocne" - otóż, czy Patrycja nie miała żadnych mebli w tym pokoju? A jeśli miała, gdzie one poszły? Nie ma słowa w książce, że najpierw WYNIEŚLI górskie meble, a potem ustawili borejkowskie... No i - wyobraźcie sobie, że ktoś do Was przyjeżdża i wywala Wam wszystkie meble, żeby ustawić swoje...
      • ewa9717 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.12.14, 14:48
        No i całkiem spory musiałby być to pokój, żeby wszystkie graty wlazły. Pewnie ogołocony z mebli salon im Pulpa dała ;)
      • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.12.14, 15:09
        yackandandah22 napisał(a):

        > Czytam po raz trzeci i tak mi się rzuciło: rodzice przybywają do Pulpy z CAŁYM
        > wyposażeniem swojego pokoju. No i
        > - wyobraźcie sobie, że ktoś do Was przyjeżdża i wywala Wam wszystkie meble, że
        > by ustawić swoje...

        wyobrazilam sobie - no i, jak mawial Manius Kitajec "u mnie taki hrabia dlugo by po mieszkaniu nie pochodzil" nawet gdybym miala splawiac goscia metoda ciaglego psucia hydroforu, spluczki, elektryki czy czegokolwiek
        ale Pulpa podobno nie posiada sie z radosci...
        ciekawe, czy Flobry tez ? zwlaszcza ze to on te meble wynosil zapewne i upychal po innych pokojach i bedzie wnosil ponownie; albo ma w perspektywie tesciow w domu juz na zawsze :-(
        • dziabka1 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.12.14, 15:18
          tt-tka napisała:


          > ale Pulpa podobno nie posiada sie z radosci...
          > ciekawe, czy Flobry tez ? zwlaszcza ze to on te meble wynosil zapewne i upychal
          > po innych pokojach i bedzie wnosil ponownie; albo ma w perspektywie tesciow w
          > domu juz na zawsze :-(

          Pulpa się nie posiada, bo ma namiastkę rodzinnego domu. Ze wzmianek wynika, ze Ignacy się zakorzenia łatwo w tej glebie prapiastowskiej i życzy sobie w niej złożyć swe.. ekhm, kości
          A pokój zapewne został opróżniony z mebli na wieść o wprowadzce (skoro jest WYprowadzka, to WProwadzka chyba też?) starszych Borejków. I zapewne był to gościnny, skoro opuściła go mama Florka (ciocia Wiesia ulubiona).

        • yackandandah22 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.12.14, 15:21
          No i to jest kolejna kwestia - nawet, jeśli teściowie są bardzo mili, to żadna, podkreślam: ŻADNA para nie chciałaby z nimi mieszkać na zawsze. Cokolwiek mówi Baltona, jakkolwiek lubi gości, młodzi ludzie po prostu nie chcą mieszkać ze starszym pokoleniem, nie i kropka. Tu powrót do jakże rozmnożonych wątków a Gabie i Grzesiu...
          • verdana Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.12.14, 16:40
            Żadna to może nie, są rzeczy na niebie i ziemi...
            Ale teściowie musza być zaproszeni. Tu zaproszeni na wakacje rodzice przyjeżdżają zamieszkać. Zwykłe chamstwo, panie tego.
            • agafiatichonowna Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.12.14, 19:34
              Ciekawe gdzie upchną ciocię Wiesię jak przyjdzie jej ochota odwiedzić drogiego synusia, Pulpę i wnuczki. A teraz z innej beczki czyli z dorocinego pokoju . Pośród innych sprzętów, chłopskich, ludowych jak pisze autorka króluje takiż chłopski , ludowy sekretarzyk.Widzieliśta ludziska sekretarzyk w chłopskiej chałupie? Slicznie malowany , z mnóstwem szufladek i innych pierdółek? Z jakiegoś dworku mógłby ewentualnie pochodzić, ale wtedy nie byłby to mebel stricte chłopski , tylko np. mahoniowy, z intarsją i na glanc. Raczej nie w ludowe kwiatuszki. A może Dorotka, jak Bohatyrowicze z podupadłej szlachty się wywodzi coby bardziej do kiejdańskiego potomka pasowała?
              • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.12.14, 20:39
                widzielista ludzie sekretarzyk w chlopskiej chalupie ?

                nikt nie widzial :-)))
                podupadla szlachta tez sekretarzykow nie miewala, wlasnie jestem po lekturze opisu maloszlacheckiego dworku - komoda, prostej zreszta roboty, to juz byl mebel prestizowy, a i tak bardziej sie liczyla angielska kuchnia (znaczy taka z fajerkami)
                taki smaczek przegapilam, jak wy, tt-tka, czytacie, co ?
                a ciocia Wiesia ma nie przyjezdzac, jak rezyduja tam wazniejsi od niej i juz !
              • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 23.12.14, 22:57
                agafiatichonowna napisał(a):

                > Ciekawe gdzie upchną ciocię Wiesię jak przyjdzie jej ochota odwiedzić drogiego
                > synusia, Pulpę i wnuczki. A teraz z innej beczki czyli z dorocinego pokoju . P
                > ośród innych sprzętów, chłopskich, ludowych jak pisze autorka króluje takiż ch
                > łopski , ludowy sekretarzyk.

                Z drewna piastowskiej gruszy zapewne on był. Tej w której konarach chronił się zając, ścigany przez psy dziedzica Pruskiego...
                • ananke666 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 24.12.14, 01:16
                  Nie ma jak czytać, jak się jest zmęczonym. Przez chwilę miałam wizję chłopskiego sekretarzyka na gruszy, który odszczekuje się pawimentom z pańskiego dworu. Niech on tak nie miauczy...
                  • dziabka1 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 24.12.14, 11:03
                    ananke666 napisała:

                    > Nie ma jak czytać, jak się jest zmęczonym. Przez chwilę miałam wizję chłopskieg
                    > o sekretarzyka na gruszy, który odszczekuje się pawimentom z pańskiego dworu. N
                    > iech on tak nie miauczy...
                    >

                    Czy ty musisz tak owocnie zapładniać mą wyobraźnię w ten deszczowy dzień???
                    :D

                • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 11:09
                  Moja wsiowa babcia, co to świnie, gesi, kury, kaczki, indyki, kiedyś kozę hodowała, czyli wieś prawdziwa- miała mahoniową toaletkę z marmurowym blatem, i kilkoma szufladkami? W każdym razie, skoro taka toaletka była możliwa, to pewnie i sekretarzyk też. W ogóle moja babcia miała super meble- stojący zegar, stół z krzesłami i szafa- wszystko mahoń, a nie byli jakoś szczególnie majętni ani wykształceni, więc chyba jedziecie stereotypami.
                  • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 11:38
                    mahonie to z pewnoscia nie byly chlopskie meble w stylu rustykalnym, w kwiatki malowane :-)
                    stawiam pare zrzedzacych koni kazdemu, kto w opisie wiejskiej chaty , obojetne, naukowym czy literackim, znajdzie sekretarzyk
                    • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 17:49
                      Nie były :-) Ale nie chodzi o to, że akurat mahonie nie były rustykalne, tylko o to, że na wsi ludzie mieli / mają naprawde różne meble. Sekretarzyk też mogli mieć. Nawet i rustykalny :-)
                  • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 16:42
                    vilez napisała:

                    > Moja wsiowa babcia, co to świnie, gesi, kury, kaczki, indyki, kiedyś kozę hodow
                    > ała, czyli wieś prawdziwa- miała mahoniową toaletkę z marmurowym blatem, i kilk
                    > oma szufladkami? W każdym razie, skoro taka toaletka była możliwa, to pewnie i
                    > sekretarzyk też. W ogóle moja babcia miała super meble- stojący zegar, stół z k
                    > rzesłami i szafa- wszystko mahoń, a nie byli jakoś szczególnie majętni ani wyks
                    > ztałceni, więc chyba jedziecie stereotypami.

                    My? No zaraz, to MM napisała, że Dorotka miała chłopskie meble, a mahonie i marmury ani trochę chłopskie nie są. Mieszkać na wsi to nie to samo co byc chłopem, więc twoja babcia z mahoniami równie dobrze mogła pochodzić ze zubożałej rodziny szlacheckiej. Tymczasem, powtarzam, autorka napisała o meblach chłopskich. Sekretarzyki takowymi na pewno nie były.
                    • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 17:56
                      Moja babcia była wieśniaczką z dziada pradziada. Jej ojciec był owczarzem. Owszem, w miarę zamożnym (tj. takim, co miał parobków), ale wieśniakiem.
                      Dlaczego sekretarzyk nie mógł być chłopskim meblem? We wsiach były szkoły,wielkopolska (zabór pruski) to w ogóle był region, w którym edukacja powszechna stała na wysokim poziomie. Mój dziadek (mąz owej babci), ongiś parobek u nich, mówił i pisał kilkoma jezykami (niemiecki, francuski, rosyjski, prowadził koresppondencję z urzędnikami niemeickimi osobiście). Sam zaś był synem ubogiego rolnika-sadownika. Spokojnie u nich mógł w domu (u babci i dziadka) sekretarzyk być. Macie naprawdę uproszczoną wizję wsi i jej mieszkańców.
                      • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 18:26
                        vilez napisała:

                        > Moja babcia była wieśniaczką z dziada pradziada. Jej ojciec był owczarzem. Owsz
                        > em, w miarę zamożnym (tj. takim, co miał parobków), ale wieśniakiem.
                        > Dlaczego sekretarzyk nie mógł być chłopskim meblem? We wsiach były szkoły,wielk
                        > opolska (zabór pruski) to w ogóle był region, w którym edukacja powszechna stał
                        > a na wysokim poziomie. Mój dziadek (mąz owej babci), ongiś parobek u nich, mówi
                        > ł i pisał kilkoma jezykami (niemiecki, francuski, rosyjski, prowadził koresppon
                        > dencję z urzędnikami niemeickimi osobiście). Sam zaś był synem ubogiego rolnika
                        > -sadownika. Spokojnie u nich mógł w domu (u babci i dziadka) sekretarzyk być.
                        > Macie naprawdę uproszczoną wizję wsi i jej mieszkańców.

                        O rany. Sekretarzyk z całą pewnością mógł trafić do zamożnej, chłopskiej chałupy, ale na pewno nie był prostym, chłopskim meblem, mogącym stanowić ozdobę niejednego skansenu, a tak właśnie opisuje umeblowanie pokoju Doroty autorka. Rozumiesz?
                        To nie o to chodzi jakie meble mogłyby się znaleźć w zamożnej chłopskiej chałupie, bo owszem, mogłyby różne. Ja też posiadam przodków spod zaboru pruskiego, pradziadkowie, chłopi od stóp do głów i z powrotem, przed drugą wojną posiadali nawet i samochód, więc i umeblowanie zapewne mieli dość wypasione, bo ich było stać. Co nie znaczy, że to umeblowanie, z mahoniem, marmurem, tapicerką i połyskiem, zostałoby opisane jako chłopskie, proste i do skansenu proszę. Widziałaś w jakimkolwiek skansenie sekretarzyk, toaletkę, albo inny stolik kawowy jako przykład chłopskich mebli?
                      • zla.m Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 18:31
                        Nie chodzi o to, że chłop z dziada pradziada nie mógł mieć sekretarzyka. Mógł, pewnie. Mógł mieć też sofę. A żonie urządzić buduar, bo dlaczego nie.

                        Ale to po prostu nie są typowe elementy wyposażenia wiejskiej chaty i jak zapytasz jakiegoś znawcę tematu o chłopskie meble i pomieszczenia, to wymieni izbę i skrzynię na ubrania, a nie buduar i sekretarzyk. Tak, to jest stereotyp, ale służy on też do określenia pewnego stylu umeblowania. Jak napiszesz "rustykalne", to mieści się w tym szerokie łoże z górą pierzyn, może komoda, szafa, ta skrzynia właśnie, ale nie sekretarzyk. Tak samo jak napiszę "pokój japoński" to ludzie będą oczekiwać mat, niskiego stoliczka, parawanów i cienkich ścian. I to nie oznacza, że zakładamy, że nikt w Japonii nie ma krzesła albo od XIXw. nie rozwinęła się tam architektura.
                        • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 19:00
                          Ale to Wy to nazywacie skansenem chłopskim, nie- autorka. Chałupa wiejska mogła być zwyczajnie...różna.
                          • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 19:30
                            autorka okresla meble doroty jako ludowe
                            • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 19:34
                              I jak najbardziej sekretarzyk może być meblem ludowym. Naprewde wieśniacy to niekoniecznie ludzie niepiśmienni czy małopiśmienni. Zwłaszcza w wielkopolsce.
                              • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 19:49
                                moze i moze, ale NIE JEST
                                info w dowolnym muzeum etnograficznym
                                • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 09:09
                                  Powtórzę: dom na wsi nie musi odpowiadać zawartości muzeum etnograficznego. Ani wyobrażeniom o wsi- czyimkolwiek. Tak jak toaletka z marmurowym blatem nie musiała. A była.
                                  • gat45 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 09:41
                                    vilez napisała:

                                    > Powtórzę: dom na wsi nie musi odpowiadać zawartości muzeum etnograficznego. Ani
                                    > wyobrażeniom o wsi- czyimkolwiek. Tak jak toaletka z marmurowym blatem nie mus
                                    > iała. A była.

                                    A czy ktoś określał wnętrza Twoich antenatów jako "utrzymane w stylu ludowym" ?
                                    Nikt nie żałuje wiejskim domom mahoniu, marmurów i rżniętych luster weneckich, ale też nikt nie nazwie takiego wystroju "skansenem".
                                    Nie rozumiem, o co się sprzeczacie.
                                    • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 10:03
                                      Nie okreslał. Ale sekretarzyk w stylu ludowym może istnieć. Tak może i toaletka w stylu nieludowym.
                                      Nie rozumiem, dlaczego sekretarzyk i styl ludowy miałyby się WYKLUCZAĆ.
                                      • gat45 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 10:07
                                        A ja rozumiem.
                                        I na tym pozostaniemy, uśmiechając się do siebie miło i dzielnie.
                                        • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 10:50
                                          :-)
                                      • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 10:36
                                        poniewazw w kanonie mebli CHLOPSKICH , LUDOWYCH nie istnial sekretarzyk, podobnie jak biurko, toaletka czy umywalnia
                                        chlop pisywal, myl sie i czesal, ale meblarstwo ludowe nie stworzylo w tym celu specjalnego umeblowania
                                        • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 11:28
                                          Ale nie każdy dom wiejski musiał być "kanoniczny" (muzealnie kanoniczny). Acha, umywalka (tak to nazywaliśmy- taki stolik z wpuszczaną miednicą, nalewało się do niej ciepłej wody) u moich dziadków również była: myliśmy w niej twarz i recę rano. Co więcej, była meblem oczywistym (nie mieli bieżącej wody: tylko studnię). W innych domach wiejskich raczej też była, powiem szczerze, ze sobie bez niej nie wyobrażam funkcjonowania na wsi, bo w czym mieliby się ludzie myć na codzień? (oprócz miednicy do mycia nóg oraz kąpieli w baliach).
                                          • kooreczka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 11:45
                                            Normalnie, w misce. Ustawionej na stole albo podłodze.
                                            Nikt tu niczego nie stereotypizuje. Chcemy konsekwencji. Jak Jim Butcher pisze, że bohater nie miał prądu i wody to trzyma się umywalni i lodowni. MM pisze że pokój jak ze skansenu po czym jasno daje do zrozumienia, jak ona wyobraża sobie skansen. Moga nie pisać i wtedy nikt sekretarzyka by się nie czepiał.
                                            • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 12:03
                                              No widzisz, a u moich dziadków miska na podłodze była do mycia nóg. resztę ciała myło się w umywalce meblowej (poza kapielami, oczywiście).
                                              Prąd i bieżąca wody nie było do tego potrzebne.
                                              Zapewne w jednych domach miednica była osobnym przedmiotem, stawianym na stole czy na krzesle, w innych zaś- miednica była w meblu. Nie widzę problemu.

                                              Sekretyarzyk mógł stanowić oczywisty mebel pewnych domów wiejskich- utrzymanym w stylu rustykalnym (jakimś tam, bo nie ma jednego stylu rustykalnego).
                                              Styl rustykalny nie wyklucza się z meblem typu: toaletka, umywalka czy sekretarzyk. Tak jak styl nierustykalny nie niesie za sobą konieczności posiadania takowych mebli.

                                            • paszczakowna1 OT 27.12.14, 11:43
                                              >Chcemy konsekwencji. Jak Jim Butcher pisze,
                                              > że bohater nie miał prądu i wody to trzyma się umywalni i lodowni.

                                              Podłączenie do wodociągów chyba miał, o żadnej studni nie ma mowy. (Zresztą wodociąg jest urządzeniem czysto mechanicznym, więc by się nie psuł.) Swoją drogą, Harry jak Harry, ale jak magowie z młodszego pokolenia znoszą brak internetu i komórki...
                                              • kooreczka Re: OT 28.12.14, 21:27
                                                Sorry. Mea culpa, ciepłej wody :) bojler wysiadał.
                                                A młodzi magowie chyba znoszą z wielkim trudem- Carpenterowie coś tam kombinowali żeby Molly mogła film obejrzeć, ale to wyjątki. Zresztą biorąc pod uwagę sposoby rekrutacji na uczniów i masową mobilizację tych co przeżyli to brak komórek jest chyba najmniejszym problemem.
                          • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 19:55
                            vilez napisała:

                            > Ale to Wy to nazywacie skansenem chłopskim, nie- autorka. Chałupa wiejska mogła
                            > być zwyczajnie...różna.

                            Ależ autorka to pisze! To, że meble Doroty mogły być ozdobą każdego skansenu napisała MM, nie ja. Sprawdź sobie we Wnuczce.
                            • agafiatichonowna Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 25.12.14, 22:41
                              Do koni Tt-tki dokładam jeszcze mędzacą krowę i stadko neurotycznych gęsi. Vilez, jak najdalsza jestem od myślenia stereotypami. To autorka robi z pokoju Doroty cepeliadę. I nie chodzi o to jakie meble mógł mieć chłop w swojej chałupie tylko o to co w swoim pokoju miała Dorota. Ten nieszczęsny sekretarzyk to taki sam pomysł jak ludowa rekamiera.
                            • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 09:10
                              Rozumiem. Ale to nie wyklucza w żadne sposób tego sekretarzyka. Po prostu.
                              • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 09:48
                                wyklucza jednoznacznie wobec cytowanego przez Bupu okreslenia
                                w domu moze stac autentyczna berzera z czasow dowolnego Ludwika i ni hu hu nie stanie sie ona meblem w stylu ludowym czy chlopskim przez fakt, ze jej wlascicielem jest rodowodowy chlop od pokolen
                                • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 10:58
                                  Powiem tak: obserwuję pewną spzezczność. Manowicie., zarzucacie autorce stereotypizację- zwłaszcza negatywną. I słusznie. Tylko nie zauważacie, że czasem sami w nią popadacie. Tak jak w tym przypadku. Otóż, wieś wsi nierówna, rodzina wiejska rodzinie nierówna, wreszcie- czasy analfabetyzmu i półanalfabetyzmu szcześliwie minęły. Suprice: w domu chłopskim może być i biblioteczka i sekretarzyk :-) Także- w stylu ludowym. Sekretarzyk wcale nie podrabiany, czyli- robiony "na ludowo".

                                  Ja mam wiele "ale" do twórczości pani MM. Ale wymaganie od autora, by pisał "pod stereootyp" to dla mnie zdecydowanie za dużo.
                                  • uhu_hu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 14:51
                                    Cóż za ...dziwna dyskusja;)
                                    Pozwolicie, że się wtrącę z pewną analogią.
                                    Otóż wyobraźmy sobie, że MM pisze: "Dorotka wróciwszy z piątkowego targu ułożyła na stole kompozycję z warzyw. Były to marchewki, pietruszki, selery, kalarepka i cytryna".
                                    Sęk w tym, że o ile nabycie przez Dorotkę cytryny sztuk jeden, mimo jej ubogiej, przyciasnej sukienczyny, jak najbardziej jest możliwe, to już nadanie jej (cytrynie, nie Dorotce) miana warzywa- nie. Ot i cały dowcip.
                                    Jasne?:)
                              • verdana Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 09:55
                                Wyklucza sekretarzyk w stylu ludowym. Bo chłop, wykształcony, czy chcący kształcić dzieci, z ambicjami, kupiłby sekretarzyk, który nobilitowałby dom- innymi słowy, w miejskim stylu. Ludowych nie było, musiałby zatem specjalnie zamawiać czy robić sekretarzyk, demonstracyjnie "wiejski". Prawdopodobieństwo jest nikłe, co najmniej. Sekretarzyk, specjalnie robiony "na ludowo" mógł mieć chłopoman z "Wesela".
                                • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 10:06
                                  Otóz- nie. Mógł taki chłop nie być snobem. Mógł doceniac styl ludowy. I nie musiał to być zaraz chłopoman z Wesela.

                                  Zapytałam właśnie kogos, kto pochodzi z wielkopolski, i pracował na wsiach wielkopolskich. Powiedział: sekretarzyk ludowy spokojnie mógł zaistnieć :-)
                                  • kooreczka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 11:41
                                    Ale mówimy o czasach przedwojennych, skoro pokój jak ze skansenu. I jak pytam się ludzi pamiętających te czasy to styl ludowy mógł sobie fundować krakowski doktor przerobiony na tłumacza i literata. W domu mojej prababci był sekretarzyk- miejski, zamówiony w pracowni stolarskiej a nie u cieśli. Podobnie jak gramofon i ubrania od krawcowej a nie jakieś korale i czepce. Wieś się wsi wstydziła, bo to co miastowi określali z zachwytem jako styl dla nich było najlepszym co mogli dostać dysponując ubogimi środkami.
                                    • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 11:50
                                      Dlaczego przedwojennych? Od wojny minęło przeciez kilka pokoleń. Ale i pzred wojną wieś wielkopolska była "czytata i pisata"- zwłaszcza wieś blisko Poznania, a ta przecież jest takową. Niemcy wprowadzili obowiązek powszechnej edukacji w latach ca sześciesiątych XIX w. Właśnie mi pewien wielkopolanin podaje, że jego pradziadek z takiej wsi miał ściąganą codzienną prasę z Berlina ( w rannych godzinach)- międzywojnie to było. Pani MM prawdopodobnie zna takich mieszkanców wsi (tak sądzę)- z rodziny, czy z cudzych rodzin i ich opowieści.
                                      Naparwdę, tkwicie w tereotypie - potężnym.
                                      • kooreczka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 12:03
                                        Bo ten cholerny skansen odnosi się do wsi historycznej, a nie współczesnej? I tak, całe moje życie na wsi i dwa lata pracy w takowym są widać jednym potężnym stereotypem.
                                        I jak krowie na rowie, skoro tkwimy w wiejskich schematach- chłop pierwsze co robił po wzbogaceniu się to wywalał ludowość na śmietnik, względnie śmiał się w kułak opychając stare łachy i meble mieszczuchowi. Ludowy sekretarzyk to twòr miejskiej chłopomani, chłop czytaty i pisaty dopilnowałby żeby był taki jak w berlińskiej gazecie.
                                        • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 14:00
                                          Ale akcja nie toczy się w zaprzeszłej historii ani w dosłownym skansenie. Nie każdy chłop, który się dorabiał, wywałał tychczasowe meble, bo były zbyt "chłopskie" litości. Nie akżdy wstydził sie wsi. Co to za podejście do mieszkańców wsi? I czemu traktujesz ich tak schematycznie?
                                          Poza tym, język literacki ma swoje prawa. To, że autorka określa styl jakiegoś domostwa, nie oznacza zaraz przypisywania jego mieszkańcom negatywnych konotacji. To jest li i jedynie zabieg mający na celu oddać pewną atmosferę. Ale nie dookreslić na wieki wieków ament wszystkich atrybutów tego domostwa i jego mieszkańców, na bogów.
                                          • mamuka_z_boru Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.10.15, 12:13
                                            "Styl ludowy" w architekturze i w wyposażeniu wnętrz ma jasno określone cechy. Nie wszystko, co można znaleźć w przeciętnej chałupie na początku XX wieku ( a zwłaszcza później) było ludowe. "Ludowy" nie znaczy "znajdujący się w domu na wsi". Secesyjna komoda wstawiona do chałupy nie stawała się automatycznie "ludowa". Stąd błąd - skrót myślowy i autorki. Meble Doroty mogły być zabytkowe, wiejskie, tradycyjne itp. Ale ludowe mogły być skrzynie czy ławy, a nie sekretarzyk, który historycznie ani etnograficznie nie jest meblem ludowym.
                                      • vilez Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 12:08
                                        Ps. jeszcze dodam do tego "Wesela", co to Verdana o nim pisze. Zachwyt wsią był bardziej możliwy właśnie w Galicji, gdzie dystans między wsia i miastem był spory, a ów zachwyt był na zasadzie zachwytu egzotyką. W wielkopolsce nie musiano się niczym szczególnie zachwycać, bo zasadniczo dystans ten był dużo mniejszy.
          • morekac Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 01:25
            Wiesi wyszykuje się miły pokoik przy stajni.
            • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 26.12.14, 01:51
              mozna by, gdyby widzial tam kto kiedy stajnie...
    • manzanilka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 28.12.14, 09:30
      A mnie okrutnie drażni postać głównej bohaterki. Zawodowo czytuję niezbyt ambitne książki dla dziewcząt i powiem Wam, że nadmiernie mądre to one może nie są, ale po pierwsze, nie mają takich ambicji, a po drugie, ich bohaterki, choćby były elfowampirami albo były katowane przez wredne ciotki i dręczone przez matki alkoholiczki, przypominają ludzkie istoty zaludniające szkoły i galerie handlowe (tfu, tfu, a fuj). Dorotka żywcem urwała się z dziewiętnastowiecznej choinki, podobnie jak całe jej domostwo, i jest absolutnie niemożliwe, moim zdaniem, żeby, mając lat naście, się w jakikolwiek sposób z nią identyfikować. Na moje oko, to jest taka bohaterka dla dziewcząt, które na Jeżycjadzie się wychowały i rosły z Borejkównami. Znaczy się, lat naście to miały naście lat temu albo i więcej. A i te dziewczęta raczej ją polubią z sentymentu do wcześniejszych książek. No chyba że żywią podobną tęsknotę co MM do hożych nastolatek sprzed lat wielu, stawiając je w opozycji do dzisiejszych zdegenerowanych elfowampirzyc.
    • yennefer_z_v Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 10.01.15, 01:20
      Irytacji sporo (plusy zeznawałam w odpowiednim wątku), ale trochę mam dylemat, o których z nich w ogóle warto wspomnieć. Bo sporo to kwestia światopoglądu. I skoro od lat wiem, że nie zgadzam się z MM w kwestii modelu rodziny, obowiązków kobiety, ideału mężczyzny, pożądanej opcji politycznej, znaczenia religii w życiu, radykalnego podziału na dobrą elitarną i złą popularną kulturę etc., to o czym tu jeszcze mówić? W sumie mój wybór, że sięgam po literaturę z gruntu konserwatywną, chociaż się w tej wizji nie odnajduję.
      Ograniczę się więc do kilku wyraźnych irytacji szczegółowych, możliwie w niewielkim stopniu wynikających z fundamentalnych różnic między światopoglądem jeżycjadowym a moim.

      - Za dużo pozytywistycznych wzorców. Lubię literaturę pozytywizmu - tę oryginalną. W tej współczesnej rażą mnie jednowymiarowe "siłaczki", opisy przyrody rodem z "Nad Niemnem" (choć lubię "Nad Niemnem"), przemowy "jak żyć" i morały w takim nieznośnym natężeniu. Członkowie rodu Borejków mogą mieć swoje racje, ale czy muszą te racje tak łopatologicznie przedstawiać?

      - Poczucie zagrożenia. Pół biedy, jak to jest zagrożenie filologów klasycznych przez - w uproszczeniu - nieklasycznych troglodytów. Wyostrzone, jednowymiarowe, ale faktycznie gdzieś tam obecne w akademickich dyskusjach o kryzysie i pauperyzacji... Bardziej dobijają mnie niesubtelne wtręty polityczne (Józinek porzucenie piłki nożnej motywuje lękiem, że jeszcze by politykiem został). No i te "niepewne czasy" (mail Pulpecji: "W tych niepewnych czasach rodzina to grunt [...]"). Żyje się Borejkom świetnie, ale i tak wpisują się w nurt utyskiwaczy na niedostatki polskiej rzeczywistości po 1989. To kiedy były te "pewne czasy"? W PRL-u z "Opium..."?

      - Trochę w związku z powyższym: bardzo, bardzo złe miasto (tak kiedyś kochane) i bardzo, bardzo fajna wieś - ostatni bastion. Kapitalizm i UE to zło, trzeba uciekać - najlepiej bryczkami.

      - Turboromans. Nie jestem nastoletnim targetem, sporo więc muszę przełknąć. Ale mimo wszystko żal, że coraz rzadziej widzimy w książkach MM, jak tworzą się nowe relacje damsko-męskie. Pierwsze spojrzenie, miłość... i kolejna książka już o pierwszym spojrzeniu innej pary, a tamta gdzieś w tle, często już "gotowa", ukształtowana bez naszego czytelniczego "udziału". I chociaż na podstawie kreacji we "Wnuczce..." nawet wierzę, że Józef i Dorota do siebie pasują, to chciałabym poczytać, jak ze sobą rozmawiają (dłużej niż w ostatniej scenie), jak konfrontują wyobrażenia z rzeczywistością...

      - Wielokrotnie omawiana bolączka kilku ostatnich tomów - właściwie brak fabuły. Trochę romansowej akcji w tle, parę wypadków. Reszta to przyroda, portrety postaci i (czasem zupełnie przyjemne) scenki z rodzinnego życia. Dawniej mieliśmy fabułę, a w nią sensownie wplecione różne życiowo-uniwersalne obrazki - ale te w ostatnich latach wybiły się na niepodległość...

      "Jeżycjada" nie będzie pewnie już nigdy "dla mnie". A jednak czytam. Mimo irytacji. Nie wiem, jak to działa. Sam sentyment wydaje mi się zbyt prostą odpowiedzią.
    • yackandandah22 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 15.10.15, 16:47
      Nie wiem, czy ktoś już poruszył ten temat w irytacjach, ale właśnie czytam WdO któryś raz (co zrobić, na emigracji nie mam co czytać) i dotarłam do odautorskiego opisu maila Idy do Róży z INSTRUKCJAMI co do tego, co Łusia najdroższa i Ziutek lubią jeść. Pierogi z kapustą i grzybami. Serio?? Pierogi?? Nie dość, że Ida ma spokój z dziećmi, bo siostrzenica wzięła je na wakacje, to jeszcze musi wysyłać instrukcje co do żywienia? Kiedy Ida robiła pierogi w domu? Ile czasu zajmuje zrobienie tychże? Ja od wyjścia za mąż (i wyprowadzki od Mamy), cztery lata, pierogi robiłam dwa razy - kocham je jeść, nienawidzę robić. Naprawdę, mam nadzieję, że Róża, przeczytawszy maila od ciotki, wybuchnie mściwym 'mwhahahahaha! i zabierze dzieciaki do najbliższego baru fish'n'chips...
      • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 15.10.15, 17:15
        Podzielam nadzieje odn. reakcji na Rozy na list ciotki.
        Do szewskiej pasji doprowadzil mnie wzmiankowany juz zestaw obowiazkow przewidziany dla synowej - konwersacje z tesciowa, opieka nad rodowymi seniorami i produkcja wnukow dla tesciow. Czasu dla meza nie przewidziano. I to w odniesieniu do Gaby i w postulatach Idy, kiedy one obie jako synowe daly ciala na calej linii !
        • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 15.10.15, 18:38
          tt-tka napisała:

          > Podzielam nadzieje odn. reakcji na Rozy na list ciotki.
          > Do szewskiej pasji doprowadzil mnie wzmiankowany juz zestaw obowiazkow przewidz
          > iany dla synowej - konwersacje z tesciowa, opieka nad rodowymi seniorami i prod
          > ukcja wnukow dla tesciow. Czasu dla meza nie przewidziano. I to w odniesieniu d
          > o Gaby i w postulatach Idy, kiedy one obie jako synowe daly ciala na calej lini
          > i !

          No przecież jedyna słuszna rodzina to rodzina Borejków, a jedyni słuszni seniorzy z tej rodziny właśnie się wiodą. Teściowe i teściowie spoza Rodziny nie zasługują ani na konwersację, ani na uwagę i opiekę synowych (widział kto kiedy, żeby Ruda się o Monikę jakkolwiek troszczyła? Albo żeby Gaba kiwnęła palcem dla Cyryjka i Metodego?).
          • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 15.10.15, 20:47
            bupu napisała:


            widział kto kiedy, że
            > by Ruda się o Monikę jakkolwiek troszczyła? Albo żeby Gaba kiwnęła palcem dla C
            > yryjka i Metodego?

            No wlasnie nikt nie widzial. I dlatego nawet bardziej niz zestaw obowiazkow wpiekla mnie przekonanie, ze gabie sie NALEZY. Nalezy. Bo corki odhodowala, a one ja opuscily. A syna sie nie angazuje do konfitur ani konwersacji, prawdaz.
            • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.10.15, 14:20
              tt-tka napisała:

              > bupu napisała:
              >
              >
              > widział kto kiedy, że
              > > by Ruda się o Monikę jakkolwiek troszczyła? Albo żeby Gaba kiwnęła palcem
              > dla C
              > > yryjka i Metodego?
              >
              > No wlasnie nikt nie widzial. I dlatego nawet bardziej niz zestaw obowiazkow wp
              > iekla mnie przekonanie, ze gabie sie NALEZY. Nalezy. Bo corki odhodowala, a one
              > ja opuscily. A syna sie nie angazuje do konfitur ani konwersacji, prawdaz.

              A'propos seniorów, to mi włos dęba na głowie stanął, gdym przeczytała jak to Idusia dobiera potencjalną synową Gaby, przewidując, że w skład jej obowiązków wejdzie opieka nad seniorami. Zajmowanie się jedną osobą z problemami zdrowotnymi wieku starczego, to jest zadanie ciężkie, wykańczające psychicznie i fizycznie, a do tego na ogół całodzienne, a wiem co mówię, bo się tym zajmowałam, zarówno w rodzinie, jak i poza. Zajmowanie się dwiema takimi osobami naraz to już w ogóle masakra na kółkach, w związku z czym planowanie, że się tę opiekę zwali na synową, wydaje mi się co najmniej niesmaczne i niewłaściwe, zwłaszcza, ze seniorzy mają dwie zdrowe córki i dwóch zięciów na miejscu, o stadzie wnuków nie wspominając. Znaczy trochę tych rąk do potencjalnej opieki jest, a Ida, do cholery, sama jest lekarzem, jej mąż również, mogą spokojnie innych nauczyć czego trzeba.

              Poza tym, ja się pytam, czy Ida w ogóle przewiduje, że ta synowa mogłaby pracować zawodowo? No chyba nie, skoro walnęła taką listą obowiązków, z chodzeniem wokół seniorów na czele. Najwyraźniej jedynym zajęciem owej teoretycznej synowej miałoby być dogadzanie Borejkom. Brrrrrrr.
              • dakota77 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.10.15, 14:32
                A wystarczyloby zatrudnic gosposie i opiekunke do seniorow. Ale po co, skoro synowa bedzie zaiwaniac za darmo.
                • iwoniaw Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 18.10.15, 21:05
                  Zatrudnić za pieniądze? Toż to jeszcze okropniejsze niż zmywarka! Czy Marek Aureliusz opłacał niewolników do posług domowych pensją?
              • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.10.15, 15:10
                bupu napisała:



                >
                > Poza tym, ja się pytam, czy Ida w ogóle przewiduje, że ta synowa mogłaby pracow
                > ać zawodowo? No chyba nie, skoro walnęła taką listą obowiązków, z chodzeniem wo
                > kół seniorów na czele. Najwyraźniej jedynym zajęciem owej teoretycznej synowej
                > miałoby być dogadzanie Borejkom. Brrrrrrr.

                Dodajmy - Borejkom w skladzie trzon rodziny, czyli wlasnie seniorowie i Gaba. W zakresie obowiazkow synowej czasu dla jej meza nie przewidziano. W koncu maz to tylko Stryba.
                • iwoniaw Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 18.10.15, 21:10
                  CytatW
                  > zakresie obowiazkow synowej czasu dla jej meza nie przewidziano. W koncu maz t
                  > o tylko Stryba.


                  Dla męża, ani dla seniorów "własnych", którzy nawet gdyby istnieli, to wszak nie są aż tak istotni, nieprawdaż, jak rodzice męża - no to przynajmniej wiadomo, dlaczego sierotka-Dorotka tak bardzo podpasowała Idzie od pierwszego wejrzenia. Ale to w sumie jest moja nieustająca irytacja przez całą niemal Jeżycjadę - że bohaterki główne notorycznie z sierotami bezdomnymi w związki wchodzą i jako normalne, oczywiste, powszechne i w zasadzie jedynie spotykane jest wychowywanie dzieci bez połowy rodziny i jeszcze nazywane to rodzinnością w rozkwicie.
                  • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 18.10.15, 21:29
                    iwoniaw napisała:

                    > . Ale to w sumie jest moja nieustająca irytacja przez całą niemal Jeżycjadę - ż
                    > e bohaterki główne notorycznie z sierotami bezdomnymi w związki wchodzą i jako
                    > normalne, oczywiste, powszechne i w zasadzie jedynie spotykane jest wychowywan
                    > ie dzieci bez połowy rodziny i jeszcze nazywane to rodzinnością w rozkwicie.

                    Żeby to były sierotki, jako ten palec samotne, to jeszcze pół biedy. Tymczasem oni jednak jakichś tam bliskich krewnych mają, Florian to nawet wielką, rojną rodzinę posiadał, i co? Ano krewni po ślubie automatycznie idą w odstawkę, zepchnięci zupełnie na margines, a małżonkowie kultywują życie rodzinne wyłącznie na łonie Borejklanu. Czy widzimy, na ten przykład, żeby w posiadłości Flobrych kiedykolwiek biegały latem Kołodziejątka i Hajduczątka, a pod gruszą Żaczek debatował z Ignacym? Czy młode Pałysięta bodaj raz w życiu poszły do kina/zoo/teatru/gdziekolwiek z własną babcią po mieczu? Czy Ignaś pomaga Cyryjkowi i Metodemu w czymkolwiek? Czy Rojki utrzymują jakiekolwiek stosunki z siostrą Roberta?

                    No kurde nie widzimy i nie utrzymują. Po ślubie następuje natychmiastowa amputacja rodziny biologicznej na rzecz tej jedynie słusznej, borejkowskiej. I to dopiero wytwarza niezdrowy klimacik.
                  • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 18.10.15, 21:33
                    iwoniaw napisała:


                    > Dla męża, ani dla seniorów "własnych", którzy nawet gdyby istnieli, to wszak ni
                    > e są aż tak istotni, nieprawdaż, jak rodzice męża - no to przynajmniej wiadomo,
                    > dlaczego sierotka-Dorotka tak bardzo podpasowała Idzie od pierwszego wejrzenia

                    Bo babcie Andzia i Wikta pomocy nigdy w zyciu nie beda potrzebowac. A gdyby jednak... no to nie wiem, Chrobot ?

                    > . Ale to w sumie jest moja nieustająca irytacja przez całą niemal Jeżycjadę - ż
                    > e bohaterki główne notorycznie z sierotami bezdomnymi w związki wchodzą i jako
                    > normalne, oczywiste, powszechne i w zasadzie jedynie spotykane jest wychowywan
                    > ie dzieci bez połowy rodziny i jeszcze nazywane to rodzinnością w rozkwicie.

                    Mnie tez to doprowadza do pasji.
                    >
                    • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 18.10.15, 22:12
                      tt-tka napisała:

                      > iwoniaw napisała:
                      >
                      >
                      > > Dla męża, ani dla seniorów "własnych", którzy nawet gdyby istnieli, to ws
                      > zak ni
                      > > e są aż tak istotni, nieprawdaż, jak rodzice męża - no to przynajmniej wi
                      > adomo,
                      > > dlaczego sierotka-Dorotka tak bardzo podpasowała Idzie od pierwszego wej
                      > rzenia
                      >
                      > Bo babcie Andzia i Wikta pomocy nigdy w zyciu nie beda potrzebowac. A gdyby jed
                      > nak... no to nie wiem, Chrobot ?

                      No oczywiście, że nie będą potrzebować. Z cichym pufnięciem znikną w tej samej czarnej dziurze, która pożarła rodziny mężów Borejkówien.
                      • tt-tka Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 18.10.15, 22:30
                        A w ogole to czepiamy sie kolezanki, bez powodu. No bo tak
                        - ciocia Wiesia, mama Flobrego bylo nie bylo, ma do dyspozycji brata, bratowa, a w razie potrzeby ich corki
                        - Monika, skoro ma sile chodzic do fryzjera i taszczyc Ignaca do szpitala, moze sie obejsc bez syna i wnukow
                        - siostra Robroja ma Belle w Lodzi, a Bella ciocie i meza, po co jej ojciec
                        - Cyryl i Metody sami wzgardzili borejczym gniazdem, na obiady nie chcieli przychodzic !

                        Musze jeszcze tylko wymyslic, PO CO Borejom ta cala rodzina. Milicji zwlaszcza, bo Ignacowi to wiadomo, sluchacze potrzebni.
                        • vi_san Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 02.12.15, 17:37
                          Ależ to proste, Tt-tko! Milicji rodzina jest potrzebna do ostrzenia złośliwego jęzora, ustawiania wszystkich, wnuczęta do rozdzielania im klapsów sękata dłonią...
      • bupu Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 15.10.15, 18:35
        yackandandah22 napisał(a):

        > Nie wiem, czy ktoś już poruszył ten temat w irytacjach, ale właśnie czytam WdO
        > któryś raz (co zrobić, na emigracji nie mam co czytać) i dotarłam do odautorsk
        > iego opisu maila Idy do Róży z INSTRUKCJAMI co do tego, co Łusia najdroższa i Z
        > iutek lubią jeść. Pierogi z kapustą i grzybami. Serio?? Pierogi?? Nie dość, że
        > Ida ma spokój z dziećmi, bo siostrzenica wzięła je na wakacje, to jeszcze musi
        > wysyłać instrukcje co do żywienia? Kiedy Ida robiła pierogi w domu? Ile czasu z
        > ajmuje zrobienie tychże?

        Ida ostatnie pierogi robiła prawdopodobnie dla Sławka Lewandowskiego, ale chyba jej się nie spodobało, bo potem go rzuciła. Przez wymagania Sławeczka w temacie pierogów właśnie. Progeniturę natomiast Ruda bardzo konsekwentnie żywi u dziadków, do tego stopnia, że w jej kuchni w zasadzie nie ma produktów jadalnych, patrz "McDusia". W związku z powyższym: bezczelna z niej małgerytka.
      • zla.m Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 15.10.15, 20:29

        yackandandah22 napisał(a):

        > Nie wiem, czy ktoś już poruszył ten temat w irytacjach, ale właśnie czytam WdO
        > któryś raz (co zrobić, na emigracji nie mam co czytać) i dotarłam do odautorsk
        > iego opisu maila Idy do Róży z INSTRUKCJAMI co do tego, co Łusia najdroższa i Z
        > iutek lubią jeść. Pierogi z kapustą i grzybami.

        Abstrahując już od tego, że Idusia jest bezczelna narzucając siostrzenicy, która ma dwójkę małych dziec, upierdliwe robienie pierogów, to dlaczego - do diabła - oni mają takie rzeczy jeść będąc pierwszy raz w życiu poza krajem? Częścią frajdy z wyjazdu,a i częścią poznawania innej kultury, jest jedzenie "ichnich" potraw (a w przypadku Anglii, to jeszcze szerokiego wyboru potraw hinduskich, arabskich, tajskich, chińskich itp.). Rozumiem starego emigranta, że tęskni za pierogami, ale dwójka dzieciaków na wakacjach..? Ciekawe, czy Ida w Brazylii połowę pobytu straciła na szukanie knajpy ze schabowym z kapustą ;-)
        • yackandandah22 Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 16.10.15, 01:20
          zla.m napisała:
          Abstrahując już od tego, że Idusia jest bezczelna narzucając siostrzenicy, która ma dwójkę małych dziec, upierdliwe robienie pierogów, to dlaczego - do diabła - oni mają takie rzeczy jeść będąc pierwszy raz w życiu poza krajem? Częścią frajdy z wyjazdu,a i częścią poznawania innej kultury, jest jedzenie "ichnich" potraw (a w przypadku Anglii, to jeszcze szerokiego wyboru potraw hinduskich, arabskich, tajskich, chińskich itp.).

          Święte słowa, jaśnie pani dobrodziejko. Poza tym, uderzyło mnie jeszcze jedno: w WdO Łusia ma 15 lat. PIĘTNAŚCIE!!! Jeśli już Ida musi się bawić w wysyłanie instrukcji na drugi koniec Europy, to może poinstruowałaby własną córeczkę, że siedzi u kuzynki (matki dwójki dzieci i żony Fryca, który w domu pewnie palcem nie kiwnie) za darmo i że wobec tego być może mogłaby samorzutnie wziąć na siebie część obowiązków, aby Pyzę odciążyć oraz zrewanżować się za gościnę? Och, wyobraźnia podsuwa mi obraz Łucji googlującej na przykład Jamiego O, potem lecącej do Tesco, kupującej potrzebne produkty (za swoją kasę, którą na pewno dostała od rodziców), a następnie gotującej, dajmy na to, laksę. A później jeszcze Łusia wraca z wakacji i jest już zaprawiona w gotowaniu potraw azjatyckich, ku wielkiej satysfakcji mamusi - cokolwiek by powiedzieć o tamtejszej kuchni, tłusta na pewno nie jest...
          Ech, pomarzyć, pomarzyć...
          • number_six Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 02.12.15, 00:20
            Właśnie czytam "Wnuczkę..." - sporo irytacji. Chociażby ta nieszczęsna pierwsza pomoc i środki nasenne.

            Przedstawienie Idy jako zupełnie nieracjonalnej. Wścieka się na syna, bo nie może przez niego spełnić swoich ambicji. I ona jedna tylko nie zauważa, jaki to on nie jest wspaniały. Tymczasem jeszcze w "McDusi" były wzmianki o tym, że Józinek się słabo uczył bo mu nie zależało na stopniach. Nigdy nie było żadnych jego planów na przyszłość. Wydawało się, że na poważnie zajmuje się tylko piłką, co i tak znienacka rzucił. Mi wygląda na to, że nie tyle matka go zmusiła do pójścia na medycynę, co raczej on nie miał żadnego innego pomysłu, co ze sobą zrobić. A uwaga Marka o klimakterium i hormonach zdecydowanie nie powinna mieć miejsca - IMO w ogóle, a przynajmniej nie przy synu. Dochodzimy do absurdalnej sytuacji, gdzie Józinek darzy szacunkiem ojca, który relatywnie mało się nim interesuje, a zaangażowaną matkę obaj traktują z góry, jako histeryczkę i osobę nadmiernie emocjonalną. Bardzo mi się to nie podoba.

            Ignaś i Magdusia. Wakacje u Doroty są wygląda na to, że dobrze ponad rok po tym, jak Magda zerwała z Ignasiem. I on to tak przeżywa? Ja wiem, że ludzie są różni, różnie reagują, ale to się wydaje mocno przesadzone, jak na licealną miłość. Po roku to może by wciąż źle wspominał sytuację, ale nie myślałby o tym non stop. (Inna sprawa, że u Pani MM romanse licealne kończą się zazwyczaj przy ołtarzu, więc może chłopak miał inne oczekiwania...) A może to tylko idiotyczna poza na "młodego Wertera", skoro ponoć umawiał się z koleżankami ze studiów. No i może moi znajomi mieli jakieś wyjątkowe szczęście, ale ze zrywaniem za pomocą (wyjątkowo lakonicznego) maila jakoś się też nie spotkałam.

            Dorota z tą krótką fryzurą zaplątała włosy w sprzączki plecaka Józinka. Jak blisko musieli się znaleźć, żeby to się stało? No i z mojego doświadczenia - krótkie, proste włosy nie plączą się zbyt łatwo.

            No i ta reakcja Doroty na stłuczenie korali. Zostawia wszystko jak leci i odjeżdża. Jakoś sobie tego nie potrafię wyobrazić. Nawet nie spróbuje pozbierać tych koralików, zobaczyć, czy coś się da zrobić. Swoją drogą, jakie to mogły być korale? Jak myślicie, czy mogły się tak bardzo potłuc? Ja bym sobie wyobrażała, że mogły się poobtłukiwać, może popękać na połówki, ale żeby tak zupełnie nie było co zbierać? Jak to była taka ważna pamiątka po matce, to czemu chociaż paru kawałków nie zebrała?

            Listy Teresy do Doroty. Wydaje się, że jedyne co ta kobieta miała do powiedzenia swojej córce to słabo zawoalowane "nie puszczaj się".
            • number_six Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 02.12.15, 15:28
              O, "srogi, wysoki brunet z wąsem" to Marek, 168 cm wzrostu...
            • kkokos Re: Irytacje mnogie we Wnusi chędogiej 05.12.15, 08:58
              Dochodzimy do absurdalnej sytu
              > acji, gdzie Józinek darzy szacunkiem ojca, który relatywnie mało się nim intere
              > suje, a zaangażowaną matkę obaj traktują z góry, jako histeryczkę i osobę nadmi
              > ernie emocjonalną. Bardzo mi się to nie podoba.
              >

              a to chyba nie jest takie absurdalne - dzieci często walczą o uczucia tego z rodziców, który bardziej je olewa, a frustracje wylewają na to z rodziców, które przy nich trwa (więc jeśli tatuś pomiata mamusią, synek może też nią pomiatać podwójnie - raz, odreagowując frustrację, dwa, próbując przypodobać się tatusiowi). co prawda dotyczy to chyba trochę młodszych dzieci, mających kłopot z rozpoznaniem własnych emocji, no w ostatnich tomach wszystkie dzieci w tej rodzinie wydają się opóźnione w rozwoju, nie tylko emocjonalnym...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka