zachariasz93
04.07.18, 16:43
Czy zauważyliście, że nikt w borejkoklanie nie wyjezdza z miasta na studia? Rozumiem, że Poznań to duże miasto, ma dobre uczelnie, nie jest to żaden Pścim Dolny, ale nie uwierzę, że wszyscy znaleźli swoje wymarzone studia właśnie w Poznaniu. I że nikt nie chciał po 20 latach wspólnego mieszkania zwyczajnie odpocząć od rodzing. Miągwę rozumiem. Różę. I na tym moje wyliczenia kończę. Nie wierzę, że zbuntowany 18-letni Tygrys wybrał studia w Poznaniu, a tym samym dalsze mieszkanie z matką, macochem oraz z irytującą i nieznoszącą jakiegokolwiek sprzeciwu babcią. Józin, ten chłopak, który w JT tak narzekał na "dom wariatów", w którym jest zmuszony mieszkać, który później do domowników podchodzi z chłodnym dystansem, nie mówi, nie zwierza sie. Nikt mi nie wmówi, że to natura. To instynkt obronny przeciwko wsadzaniu przez matkę nosa w jego sprawy. Łucja również odczuwała chęć wyjazdu, ale ostatecznie została w Poznaniu. Na początku uznałam to za wątek fabularny, chęć utrzymania ważnych osób w centrum wydarzeń. I na tym stanęłam, bo może rzeczywiście tak jest. Ale patrząc na Borejków jako na zwyklą poznańską rodzię... nie gra mi to.