Dodaj do ulubionych

O samodzielności

17.12.19, 14:06
Tak sobie przeglądam "Kłamczuchę" i muszę przyznać, że czuję podziw dla przedsiębiorczości i samodzielności 15-16letniej Anieli, która potrafiła sama załatwić sobie mieszkanie, a do tego na nie uczciwie zarobić. Podobnie zostawiona sama sobie Ida nie traci głowy, ale wpada na pomysł biznesu i zarabia na obiady sprzedażą glinianych serduszek. Licealistka Gaba też ogarnia z czasem cały dom. W ogóle w dawnych tomach bohaterki były sprytne, obrotne, samodzielne, samodzielność była godna pochwały. A teraz? Róża kończy na deklaracjach o pracy w budce z kurczakami, młode dziewczyny mają wszystko podane na tacy, nikt nic nie musi, a przecież nawet uboga Dorotka mogłaby sobie w wakacje gdzieś dorobić na ciuchy, skoro ją tak bieda przycisnęła, że jej na to nie stać. Trudno sobie wyobrazić Miągwę czy Łusię w jakiejkolwiek pracy... Mam wrażenie, że nastolatki z pierwszych tomów były znacznie dojrzalsze, gdzież do nich takiej Norze. Oczywiście nie muszą pracować, skoro się uczą, ale nawet w wakacje nie spróbować sobie dorobić na własne wydatki? Dziwne to wszystko.

Gdy się teraz pomyśli o studenckim małżeństwie: Jóźwie i Dorocie, którzy żyją na koszt rodziców, a są starsi od wymienionych wyżej bohaterek, to robi się trochę niesmacznie.
Obserwuj wątek
    • przymrozki Re: O samodzielności 17.12.19, 14:48
      Dorotka przecież zarabia - sprzedaje płody rolne z własnych hektarów. Zarabiały też młode Szopy w "Żabie".

      Ida z kolei pracę zarobkową podjęła dopiero w stanie najwyższej konieczności. Inne Borejkówny w jej wieku wcale nie zarabiały. Ba! nawet jako studentki utrzymywane były zasadniczo przez rodziców (może z wyjątkiem Patrycji), żadna nie podjęła stałej pracy będącej głównym źródłem utrzymania.
      • kooreczka Re: O samodzielności 17.12.19, 15:56
        Które to pieniądze tajemniczo wsiąkają.
        Sytuacja młodych Szopoów dziwiła mnie niepomiernie- dwoje rodzice nauczycieli i trójka dzieci to był standard w moim otoczeniu i może bogato nie było, ale ten kto zarabiał to zużywał na własne przyjemności, nikt nie miał poczucia, że jest się jakoś rozpaczliwie biednym. Na pewno nie zwracalibyśmy za wizytę u lekarza.

        Co do Borejkówien- jako studentki zasadniczo nie mają większych wydatków niż licealistki, jak rodzice ich sponsorują to OK- tylko one nie tylko nie zarabiają, ale w ogóle są jakieś bierne i nieaktywne- Nurtia żegluje i wyjeżdża na Cypr, tłumaczy kryminałki, ale opisana jest tak lelawo, że nikt nie wierzy potem w jej pracę na Cyprze
        • przymrozki Re: O samodzielności 17.12.19, 16:17
          kooreczka napisał:

          > Co do Borejkówien- jako studentki zasadniczo nie mają większych wydatków niż li
          > cealistki, jak rodzice ich sponsorują to OK-

          Oczywiście, że OK, każdy układ pasujący wszystkim stronom jest OK.

          Natomiast nie ma podstaw, by robić z sióstr Borejko siłaczki dzielnie wyszarpujące dla siebie różnorakie aktywa i zestawiać je z egzemplarzami leniwej ach-tej-współczesnej-młodzieży, która nieodpowiedzialnie przebąblowała lata licealne na naukę i odpoczynek. W końcu studentka jest już człowiekiem dorosłym i jeżeli od kogoś wymagać dokładania się do domowego budżetu, to raczej od niej niż od licealistki.
      • tt-tka Re: O samodzielności 17.12.19, 16:22
        Gwoli scislosci - Derota sprzedaje plody z wlasnych kurnikow. Hektary sa wydzierzawione, i zreszta watpie, czy z dwoch ha daloby sie uhodowac cos na sprzedaz.
        Ida miala 15 lat i trudno oczekiwac, by zarobkowala nieprzymuszona okolicznosciami, nie bylo potrzeby ani nie bylo takiego zwyczaju o borejkow.

        Mam wrazenie, ze briar chodzilo o co innego - o pomyslowosc, innowacyjnosc. Wylamanie sie z konwencji. No i o pokazanie, ze dziewczynom tak na czyms zalezalo, ze zdobyly sie na ten wysilek, choc nie musialy (Aniela mogla poprzestac na internacie, Ida wrocic do Czaplinka albo jednak poprosic stryja o pozyczke). Ale obie nie ustepuja i stawiaja na swoim, bo maja to jakies swoje, ktorych pozniejszym bohaterkow zabraklo calkiem.
        • przymrozki Re: O samodzielności 18.12.19, 08:09
          tt-tka napisała:

          > Mam wrazenie, ze briar chodzilo o co innego - o pomyslowosc, innowacyjnosc. Wyl
          > amanie sie z konwencji. No i o pokazanie, ze dziewczynom tak na czyms zalezalo,
          > ze zdobyly sie na ten wysilek, choc nie musialy (Aniela mogla poprzestac na in
          > ternacie, Ida wrocic do Czaplinka albo jednak poprosic stryja o pozyczke). Ale
          > obie nie ustepuja i stawiaja na swoim, bo maja to jakies swoje, ktorych poznie
          > jszym bohaterkow zabraklo calkiem.

          Bo "nowe" bohaterki nie są stawiane w sytuacjach, w których miałyby pokonywać jakąś życiową trudność w jakimś ogólnożyciowym celu. One są pięciogwiazdkowymi pięknościami, które w pewnym momencie życia napada złota nić i szlus.

          Ale to nie to, że one są mniej zaradne i innowacyjne, to świat wokół nich przestał być areną walki o swoje, a zaczął być zagrożeniem czyhającym na ich inteligencki etos. Przecież Aniela i Ida buntowały się także przeciwko rodzicom. Nory, Józinki i Łusie buntują się z rodzicami przeciwko światu. W ramach tej aktywności wykazują konsekwencję i upór zbliżone do tych cechujących kiedyś Idę i Anielę.
          • tt-tka Re: O samodzielności 18.12.19, 12:18
            przymrozki napisała:

            >
            > Bo "nowe" bohaterki nie są stawiane w sytuacjach, w których miałyby pokonywać j
            > akąś życiową trudność w jakimś ogólnożyciowym celu. One są pięciogwiazdkowymi p
            > ięknościami, które w pewnym momencie życia napada złota nić i szlus.

            Zanim ta zlota nic napadla Laure (przykladowo), ona sie buntowala. I co ? uciekla z Wolfim i nawet nie umiala go naklonic, by sie pozbyl Bodzia. Porownac z Aniela czy Ida, mlodszymi o dobrych kilka lat niz 19-letnia wowczas Pyziakowna, to zalosc bierze, jaka to niemota.
            • przymrozki Re: O samodzielności 18.12.19, 14:04
              tt-tka napisała:

              > Zanim ta zlota nic napadla Laure (przykladowo), ona sie buntowala. I co ? uciek
              > la z Wolfim i nawet nie umiala go naklonic, by sie pozbyl Bodzia. Porownac z An
              > iela czy Ida, mlodszymi o dobrych kilka lat niz 19-letnia wowczas Pyziakowna, t
              > o zalosc bierze, jaka to niemota.

              Ida za to nie umiała pozbyć się Paulinki, gdy ta wsuwała jej kurczaka. Nie upomniała się też o pensję, chociaż niemalże przymierała głodem. A pracę dostała, bo pani Basia otworzyła drzwi akurat wtedy, gdy Ida, zdecydowana na ucieczkę, miała zacząć odwracać się na pięcie.
              • tt-tka Re: O samodzielności 18.12.19, 15:22
                Z glodu nie umarla, choc jej Paulinka kuraka wyzarla.
                Nie umierala z glodu bez pensji, bo zarobila serduszkami, a potem jadla juz w pracy i to swietnie jadla.
                Poszukala pracy, poszla i dostala. Choc pierwszy kontakt z nagle otwierajaca drzwi Basia byl przerazajacy.

                Laura nie zrobila nic i nawet nie pomyslala, ze moglaby cokolwiek zrobic. Wolfi zabierze, wyzywi i zalatwi slub.
                • przymrozki Re: O samodzielności 19.12.19, 08:22
                  tt-tka napisała:

                  > Laura nie zrobila nic i nawet nie pomyslala, ze moglaby cokolwiek zrobic. Wolfi
                  > zabierze, wyzywi i zalatwi slub.

                  Jest to prawdą, ale to Laura przyuczyła sobie Wolfiego do zajmowania się wszystkim, by ona sama, królewna tygrysia, mogła tylko pokazywać palcem, czego chce i strzelać fochy, jeżeli odechce jej się tego, na co wcześniej pokazała palcem. Jest to jakiś rodzaj zaradności, który dobrze pasuje do postaci. Tym bardziej, że Laura, tak ogólnie, nie mając pod ręką giermka, wykazuje się zupełnie zadowalającym stopniem samodzielności. Wyprawa do Torunia nie była wcale źle zorganizowana. Gdyby Tygrys nie zapadł na zdrowiu, wróciłby do Poznania z wiedzą, której poszukiwał i o czasie, który zapowiedział.


                  • tt-tka Re: O samodzielności 19.12.19, 10:59
                    Tygrys nie wrocilby z zadna wiedza, bo Tygrys zalozyl, ze ciocia sie wzruszy i wszystko opowie, a Alma okazala sie oporna. I powielila zachowania matki "ja juz wszystko o nim wiem (tzn wie, ze ma wredna siostre) i wiecej wiedziec nie potrzebuje".
                    Laura nie potrafi sklonic Wolfiego, zeby pozbyl sie Bodzia. Laura nawet nie przypuszczala, ze dla Wolfiego towarzystwo inne niz jej moze byc atrakcyjne. Co to za przyuczenie ?
                    • przymrozki Re: O samodzielności 19.12.19, 13:27
                      tt-tka napisała:

                      > Tygrys nie wrocilby z zadna wiedza, bo Tygrys zalozyl, ze ciocia sie wzruszy i
                      > wszystko opowie, a Alma okazala sie oporna.

                      Tygrys jechał po dane adresowe ciotki i informacje o ojcu. W zasadzie dostał, co chciał, tylko treść tej informacji było niezgodna z tą wymarzoną. Inna rzecz, że gdyby Laura wróciła o czasie, Almy w ogóle by nie poznała. Porozmawiałaby co najwyżej z Olą, która Janusza mogła nie znać.

                      > Laura nie potrafi sklonic Wolfiego, zeby pozbyl sie Bodzia. Laura nawet nie prz
                      > ypuszczala, ze dla Wolfiego towarzystwo inne niz jej moze byc atrakcyjne.

                      Bodzia nie dało się spławić szybciej, bo, przez spowodowany przez niego wypadek, Laura i Wolfi byli skazani na jego pomoc. Tygrys wcale nie chciał, żeby Bodzio przestał dawać im dach nad głową, on chciał, że Bodzio dawał dach nad głową i pokornie znosił laurową jawną niechęć i nie kwestionował na poważnie laurowego prawa do zajmowania najwygodniejszych miejsc. I to się udało.

                      Moment na spławianie Bodzia był wcześniej i był krótki. Gdyby nie wypadek, pewnie by się go pozbyli.

                      > Co to
                      > za przyuczenie ?

                      Wolfi Tygrysa nosił, otulał, karmił i poił przez całą przygodę. Znosił też humory, leczył i organizował w trybie przyspieszonym ślub wraz z oprawą. Zupełnie dobrze przyuczony chłopak.

                      • tt-tka Re: O samodzielności 19.12.19, 14:08
                        Zakochany chlopak. Ale nie na tyle, by zrezygnowac z piwa z Bodziem.
                        O pozbyciu sie Bodzia Laura marzyla "gdy on zniknie, bedzie jak dawniej", tylko nie dala rady go zniknac, jak widac. W Sprezynie Wolfi jest z Bodziem, nie z Laura :P

                        W Toruniu nie dowiedziala sie niczego. "Jest zdrow i dobrze mu sie powodzi", phi.
                        • apersona Re: O samodzielności 19.12.19, 21:03
                          tt-tka napisała:

                          > Zakochany chlopak. Ale nie na tyle, by zrezygnowac z piwa z Bodziem.
                          > O pozbyciu sie Bodzia Laura marzyla "gdy on zniknie, bedzie jak dawniej", tylko
                          > nie dala rady go zniknac, jak widac. W Sprezynie Wolfi jest z Bodziem, nie z L
                          > aura :P

                          Bodzio jest mniej wymagający
                          • tt-tka Re: O samodzielności 19.12.19, 21:58
                            Ale tez operatywny i otwarty na swiat
                            ktorych to cech Laura nie przejawia nawet sladowo
                            i Bodzio traktuje Wolfiego normalnie, a nie z gory, nie dziwota, ze jest bardziej pozadany :)
                            • sayoasiel Re: O samodzielności 21.12.19, 00:47
                              Ale jak to,że Alma jest wredna i nie chce jej dać danych adresowych, albo to,że ma grypę, albo to,że druga połówka nie chce w czymś współpracować jest winą niesamodzielności ? To są normalne konflikty, które się zdarzają dorosłym. Ceśka choć samodzielna na tyle by ciągnąć cały dom aż do apogeum, tez nie mogła wymusić na Jurku pewnych zachowań. To samo Gaba na Januszu, czy Ida na Krzychu. To nie ma nic do samodzielności, serio.
                              • tt-tka Re: O samodzielności 21.12.19, 02:40
                                Nie, no sorry - jesli Laura widzac zdjecie swego ojca z kobieta i dwojka dzieci (ustawione u jego siostry) nie kojarzy, ze to ojca nowa rodzina, to nie dowiedzialaby sie niczego, chocby jej pod nos podstawiono. Tak samo zreszta zachowuje sie i tyle samo uzyskuje 10 lat pozniej, przy panu Gruszce.

                                A Cesia jak najbardziej naklonila - nie wymusila, tylko wlasnie naklonila ! - Jurka do pewnych zachowan. Ida Krzysia tez.
                              • przymrozki Re: O samodzielności 22.12.19, 11:31
                                sayoasiel napisał(a):

                                > Ale jak to,że Alma jest wredna i nie chce jej dać danych adresowych, albo to,że
                                > ma grypę, albo to,że druga połówka nie chce w czymś współpracować jest winą ni
                                > esamodzielności ?

                                Tym bardziej, że my tu nie rozmawiamy na temat "bohaterki Neo jako przykłady niespotykanej samodzielności, rzetelności i zaradności". Chodzi tylko o to, czy "stare" bohaterki okładkowe były znacząco bardziej samodzielne niż nowe.

                                W poście startowym jako konkretny przykład większej życiowej zaradności podano własne źródła utrzymania. Chociaż, poza Anielą, żadna księżniczka Jeżycjady (odpowiednik księżniczki Disneya, które wszak też nie wszystkie były księżniczkami w sensie ścisłym) nie utrzymuje się sama ani w szkole ponadpodstawowej, ani nawet na studiach (chociaż tutaj z tym wyjątkiem, że sama zapewne utrzymywała się Patrycja). Najbliżej ideału tak rozumianej "samodzielności", jak na złość, jest Dorota, która mieszka na swoim, przyjęła pod swój dach niezamożną, samotną krewną, zarabia, pracuje, uczy się na lekarza i ratuje życie rannym biegaczkom.

                                Wyprawa Laury do Torunia nie była cesarstwem dobrej organizacji, ale nie była mniej "samodzielna" niż ucieczka Idy z Czaplinka. Różnica jest taka, że Ida miała zupełnie nieprawdopodobne szczęście z pracą u pana Karolka, a Laura wielkiego pecha, bo straciła pieniądze, zachorowała, a ciotka okazała się czarnym charakterem z Bonda.
                                • tt-tka Re: O samodzielności 22.12.19, 11:59
                                  Nie zarabianie jako takie, tylko zarabianie w sytuacji, gdy mloda przeciwstawia sie rodzinie i chce cos zrobic po swojemu. To Aniela i Ida. W neoj tego nie uswiadczy.

                                  Wyprawa Laury byla idiotyczna. Ida miala szczescie, ale bez tego szczescia tez by sobie poradzila, chocby produkujac i sprzedajac serduszka. Przy tym - Ida nikogo nie krzywdzi i nie opluskwia. Laura i nocleg, i zwlaszcza powrot zawdziecza wylacznie inicjatywie innych.
                                  Gdyby chwile pomyslala, powinno wpasc do tej pustej glowy pytanie, czemuz to ciotka nigdy sie nie objawila, zwlaszcza ze bywala w Poznaniu (Milicja spotkala ja na ulicy) i adres znala. Rili, nalezalo oczekiwac dobrej wrozki ?
                                  • przymrozki Re: O samodzielności 22.12.19, 13:04
                                    tt-tka napisała:

                                    > Nie zarabianie jako takie, tylko zarabianie w sytuacji, gdy mloda przeciwstawia
                                    > sie rodzinie i chce cos zrobic po swojemu. To Aniela i Ida. W neoj tego nie us
                                    > wiadczy.

                                    To Aniela, bo zarabianie Idy było palcem na wodzie pisane. Gdyby w domu nie miała gipsu i skórzanej torebki na pocięcie, żyłaby ptysiami pani Basi. Swoją drogą, czy z tekstu wynikało czyja była ta torebka? Skoro po pocięciu nadawała się na rzemienie, była to rzecz porządna. Może właścicielka planowała naprawę, a nie unicestwienie?

                                    > Przy tym - Ida ni
                                    > kogo nie krzywdzi i nie opluskwia. Laura i nocleg, i zwlaszcza powrot zawdziecz
                                    > a wylacznie inicjatywie innych.

                                    Laura skrzywdziła rodzinę swoim nagłym zniknięciem tak, jak Ida swojego czasu skrzywdziła swoją. Mila z Ignacem tracili posiłki, żeby przekonać się, że ich dziecko w ogóle żyje. Na dodatek gdyby Laura się nie rozchorowała, wróciłaby o godzinie zapowiedzianej listem z garbatym "M" i nikogo nie opluskwiłaby swoją obecnością. Transport zawdzięczałaby sobie, a nocowałaby we własnym łóżku.

                                    > Gdyby chwile pomyslala, powinno wpasc do tej pustej glowy pytanie, czemuz to ci
                                    > otka nigdy sie nie objawila, zwlaszcza ze bywala w Poznaniu (Milicja spotkala j
                                    > a na ulicy) i adres znala. Rili, nalezalo oczekiwac dobrej wrozki ?

                                    Dobrej wróżki może nie, ale nie tylko dobre wróżki zachowałyby się wobec dziecka w sytuacji Laury przyzwoiciej niż Alma. No i Tygrys wyobrażał sobie, że zerwanie kontaktów z rodziną ojca było, przynajmniej do pewnego stopnia, wyborem Borejków. Ona nie wierzyła, że ojciec jest fują i fubrawcem, który wiedziony swoim niskim instynktem porzucił kryształową Gabriellę.

                                    • tt-tka Re: O samodzielności 22.12.19, 13:14
                                      przymrozki napisała:


                                      >
                                      > To Aniela, bo zarabianie Idy było palcem na wodzie pisane. Gdyby w domu nie mia
                                      > ła gipsu i skórzanej torebki na pocięcie, żyłaby ptysiami pani Basi.

                                      Gdyby ciocia miala wasy... zrobilaby co innego z czego innego. mamy powiedziana, ze rekodzielo, poza szyciem, bylo specjalnoscia. Z papieru by cos zrobila, papieru w tym domu zawszy byl nadmiar.

                                      Swoją drog
                                      > ą, czy z tekstu wynikało czyja była ta torebka? Skoro po pocięciu nadawała się
                                      > na rzemienie, była to rzecz porządna. Może właścicielka planowała naprawę, a ni
                                      > e unicestwienie?

                                      Bylo rowniez napisane, ze torebka byla stara i lezala w gratach. Rzemyczki do serduszek a cala podniszczona torebka...



                                      > Laura skrzywdziła rodzinę swoim nagłym zniknięciem tak, jak Ida swojego czasu s
                                      > krzywdziła swoją.

                                      Laura niedwuznacznie dala do zrozumienia Olence, ze w domu sie nad nia znecaja. Zasugerowala bodajze nawet wykorzystywanie seksualne (to dyskusyjne, na forum nie bylo konsensusu),a bicie calkiem jednoznacznie.

                                      Mila z Ignacem tracili posiłki, żeby przekonać się, że ich dz
                                      > iecko w ogóle żyje.

                                      A gdyby ktores z nich ruszylo kuper i podjechalo do Poznania, wzglednie zadzwonilo do Feli czy Jozeczka z prosba o sprawdzenie, co z Ida, nie traciliby posilkow.

                                      Na dodatek gdyby Laura się nie rozchorowała, wróciłaby o go
                                      > dzinie zapowiedzianej listem z garbatym "M" i nikogo nie opluskwiłaby swoją obe
                                      > cnością. Transport zawdzięczałaby sobie, a nocowałaby we własnym łóżku.

                                      Nic podobnego, nie miala za co wrocic. Oraz opluskwiala nie obecnoscia, tylko obrzydliwa obmowa.



                                      > Dobrej wróżki może nie, ale nie tylko dobre wróżki zachowałyby się wobec dzieck
                                      > a w sytuacji Laury przyzwoiciej niż Alma. No i Tygrys wyobrażał sobie, że zerwa
                                      > nie kontaktów z rodziną ojca było, przynajmniej do pewnego stopnia, wyborem Bor
                                      > ejków. Ona nie wierzyła, że ojciec jest fują i fubrawcem, który wiedziony swoim
                                      > niskim instynktem porzucił kryształową Gabriellę.

                                      Mowa nie o ojcu, tylko o ciotce. Ktora znajac rodzine, znajac adres i bywajac w Poznaniu, a nawet rozmawiajac z Milicja nigdy nie skontaktowala sie z bratanicami, przez kilkanascie lat.
                                      • sayoasiel Re: O samodzielności 22.12.19, 14:09
                                        tt-tka napisała:


                                        > Mowa nie o ojcu, tylko o ciotce. Ktora znajac rodzine, znajac adres i bywajac w
                                        > Poznaniu, a nawet rozmawiajac z Milicja nigdy nie skontaktowala sie z bratanic
                                        > ami, przez kilkanascie lat.
                                        >
                                        Myślę, że jesteś dla Laury zbyt surowa. Jakbyś nie lubiła Tygrysa, to jednak jest to ciągle porzucona przez ojca nastolatka, która mieszka w domu, który jest ciepły tylko deklaratywnie. Uświadomienie sobie, że jedno z rodziców Cię faktycznie nie kocha, nie obchodzisz go, jest diabelnie trudne i bolesne. Nic dziwnego, że Laura czująca się osamotniona w rodzinie rozpaczliwie chwyta się myśli, że ktoś jest na świecie, kto może mu być życzliwy, kto rozumie, że z Borejkami łatwo nie jest i się odciął z tego powodu. Zwłaszcza, że to jest możliwe, wiele dzieciaków nie wie na ile coś jest wolą jednej a drugiej strony. Znam sytuacje, w których jedna część rodziny nie dopuszcza do dzieciaków drugiej i dzieciaki latami nawet nie wiedzą, że są w ogóle jakieś napięcia dotyczące widzenia się z nim. Ona sobie przecież tłumaczyła, że Pyziak nie mógł wytrzymać Seneki w jeansach jako żony i się wyniósł myśląc, że tak będzie dla wszystkich lepiej.
                                        Laura wyobraziła sobie, że ojciec ją zrozumie nawet jeśli będzie nieotwarcie okazywał czułość, jeśli będzie tak samo ironiczny jak ona przy tym. Ciotka była po drodze, celem Laury nie było zaprzyjaźnienie się z nią,choć na pewno gdyby się udało, byłoby super. Choć dziewczyna marzyła o ojcu, to tak czy siak, nawet gdyby nie okazał się skłonny otoczyć ją opieką, potrzebowała z nim się skonfrontować. To jest naturalna potrzeba. Niektórzy nie chcą mieć nic wspólnego z rodzicami, którzy ich porzucili, też znam osobiście, ale są i tacy, którzy tego chcą i to jest raczej bardziej powszechne, zwłaszcza w przypadku, w którym nic nikt nie chce mówić. Same tutaj dyskutowałyśmy o tym, że Janusz kiedyś spędzał dużo czasu z Borejkami, ale nikt nie opowiada Laurze o ESD, nie pokazuje jego protokołów, czy przygotowanych przez niego wykładów. Robi się bardzo niezdrową atmosferę tajemnicy wobec tego. A Tygrys jeszcze słyszy, że to tylko Gaba ma prawo mu mieć za złe. Czyli Laura czując awersję do ojca jest niedobrym dzieckiem, bo to są emocje, których mieć nie powinna w sobie. Pyza o nic nie pyta, co wygląda z kolei tak jakby była wtajemniczona w coś, w co Laura nie. Dla trzynasto-czternastolatki to wystarczy by wyobrażać sobie różne rzeczy.
                                        Co do rodziny jeszcze, że się nie domyśliła po zdjęciach - mogła nie chcieć skakać do konkluzji, mogło jej nie przyjść do głowy, że ktoś przedstawiony jako supernieodpowiedzialny i nierodzinny, nagle założył tę rodzinę i przebywa z nią normalnie, nawet fotografie siostrze wysyła. Znów- jeśli się zmienił, wydoroślał, to myśl, że nagle znalazł w sobie siłę by zająć się nową rodziną zapominając, że na świecie są jeszcze dwie dziewczynki, które wciąż są jego dziećmi, choćby nie wiem co, też może być przerażająca. Gdzie tu jest samodzielność, albo nawet głupota ? To są psychologiczne mechanizmy, dotyczą wszystkich ludzi na świecie. Trochę empatii, serio.
                                        Aha, ja jestem dorosła *westchnienie* Ale nie jestem w stanie wszystkiego przewidzieć, nie jestem w stanie wszystkiemu zapobiec, wszystkich zadowolić i zabezpieczyć się przed każdym wypadkiem. Wmawiano mi podobnie - że skoro jestem "duża", to już zawsze wszystko jest moją winą, że jeśli pociąg stoi na torach którąś godzinę, jeśli się źle czuję, jeśli ktoś mi zrobił krzywdę (np. okradł), to jest to mój błąd, że mam za swoje i,że dorośli takich problemów nie mają. Ktoś mądry mi wytłumaczył, że to potworna bzdura, tak pojmowana dorosłość z dojrzałością i zaradnością nie ma nic wspólnego. Gdyby mnie ktoś okradł kombinowałabym lepiej niż Laura, ale a) jestem od niej starsza b) i tak w dużej mierze zależałoby to od życzliwości ludzi. Wystarczyłoby źle trafić i wiele wypadków, które miałam, zakończyłyby się jeszcze gorzej. Sama też byłam po drugiej stronie, widziałam dorosłych, dużo starszych ode mnie ludzi, wcale niegłupich (przynajmniej kilku z nich), którzy też byli zdani na moją pomoc, też im poszło dosłownie wszystko nie tak, jak planowali i też czasem kierowali się życzeniami i emocjami nie kalkulując i nie przyjmując brutalnej prawdy od razu.
                                      • mircja Re: O samodzielności 18.08.23, 21:35
                                        tt-tka napisała:


                                        > Na dodatek gdyby Laura się nie rozchorowała, wróciłaby o go
                                        > > dzinie zapowiedzianej listem z garbatym "M" i nikogo nie opluskwiłaby swo
                                        > ją obe
                                        > > cnością. Transport zawdzięczałaby sobie, a nocowałaby we własnym łóżku.
                                        >
                                        > Nic podobnego, nie miala za co wrocic. Oraz opluskwiala nie obecnoscia, tylko o
                                        > brzydliwa obmowa.
                                        >
                                        Laura kupiła bilet powrotny do Poznania, więc gdyby się nie rozchorowała, to faktycznie by mogła wrócić na czas.
                                  • armari Re: O samodzielności 22.12.19, 13:41
                                    tt-tka napisała:

                                    > Wyprawa Laury byla idiotyczna.

                                    Abstrahując już od samego przebiegu wyprawy (który był daleki od ideału na skutek kilku różnych czynników): mamy tu opowieść o dziewczynie, która widząc, że w domu rodzinnym nie dowie się niczego o ojcu, nie wzrusza ramionami i nie wzdycha ciężko "cóż, skoro mama i babcia nie chcą puścić pary z ust, to trudno, odpuszczam temat", tylko decyduje się poznać prawdę na własną rękę poprzez potajemną podróż do Torunia - i robi to. Dla porównania, tom poprzedni traktuje o jej dwa lata starszej siostrze, która najpierw chodzi na randki zgodnie z systemem ustalonym przez trzech dżentelmenów, a potem zaręcza się z chłopakiem, który wywozi ją ze sobą na uroczystość rodzinną. To ja już chyba z dwojga złego wolę nieudaną wycieczkę Tygrysa.
                                    • tt-tka Re: O samodzielności 22.12.19, 14:29
                                      Jedzie do Torunia...i ?
                                      Nie wziela pod uwage nawet tego, ze Almy moze nie byc (jak i rzeczywiscie nie bylo), ze ludzie wyjezdzaja, a naukowcy wyjezdzaja w ramach obowiazkow sluzbowych. Pojechalaby drugi raz ? Koczowala na schodach ?

                                      Oraz - Laura wcale nie szukala prawdy. Nie dowiedziala sie niczego i spasowala. Ciotka antypatyczna, wiec Laura nie pyta juz nikogo i nigdy wiecej, nawet wlasnego ojca, z ktorym kontakt ma od CP do McD co najmniej.

                                      Pisalam kiedys - imo Laura poczula sie zdetronizowana, gdy uwaga rodziny skupila sie na Igstrybie, a Pyza, dotad obiekt do kopania, stala sie zareczona szczesciara i przestala zwracac uwage na dokuczliwosci siostry. Wymyslila sobie, ze dla ojca bedzie najwazniejsza (na jakiej podstawie, na litosc ?), ale ten wyjazd nie mial ani sensu, ani nie spelnil swojej roli nie dlatego, ze Laure przesladowal pech, tylko ze byl idiotycznym pomyslem. Zo znaczy wlasciwie nie byl zadnym pomyslem, tylko zludnym porywem.
                                      • tt-tka Re: O samodzielności 22.12.19, 14:30
                                        sorki, ucieklo
                                        ...oraz nie porownuje Laury z Pyza, ktora tez jest z neoj i jako taka jest do niczego, tylko z dziewczynami z tomow wczesniejszych. Ktore nawet w najglupszych porywach liczyly na siebie i nie przeliczaly sie, tylko osiagaly cel lub zblizaly sie do niego :)
                                      • armari Re: O samodzielności 22.12.19, 15:02
                                        tt-tka napisała:

                                        > Jedzie do Torunia...i ?
                                        > Nie wziela pod uwage nawet tego, ze Almy moze nie byc (jak i rzeczywiscie nie b
                                        > ylo), ze ludzie wyjezdzaja, a naukowcy wyjezdzaja w ramach obowiazkow sluzbowyc
                                        > h. Pojechalaby drugi raz ? Koczowala na schodach ?

                                        Odbijając piłeczkę - Aniela też nie wzięła pod uwagę, że Pawełek może mieć dziewczynę lub też że traktuje ją wyłącznie jako miły wakacyjny przerywnik. Zaryzykowała i pojechała. Tak samo, jak i Laura.

                                        Nie wiemy, co Laura zrobiłaby, gdyby nie spotkała Almy i Myszki. Możliwe, że spróbowałaby drugi raz w innym terminie, skoro paskudna natura ciotki nie miała okazji wyjść na jaw.

                                        No, nie wzięła. Mnie też zdarzało się w życiu iść za głosem serca, robić coś na wariata, zdawać się na instynkt - a miałam wtedy trochę więcej lat, niż Tygrys.

                                        > Oraz - Laura wcale nie szukala prawdy. Nie dowiedziala sie niczego i spasowala.
                                        > Ciotka antypatyczna, wiec Laura nie pyta juz nikogo i nigdy wiecej, nawet wlas
                                        > nego ojca, z ktorym kontakt ma od CP do McD co najmniej.

                                        Na dobrą sprawę nie wiemy, jak dokładnie wyglądał kontakt Laury z Januszem od CP - z pewnością miała jego adres, skoro wysłała mu zaproszenie na ślub. Możliwe, że od czasu do czasu wymieniali maile. Możliwe, że coś sobie wyjaśnili i wytłumaczyli. Laura od spotkania z Pyziakiem konsekwentnie coraz bardziej gloryfikuje Gabę, więc i jej relacje z ojcem zaczynają w następnych tomach schodzić na dalszy plan.
                                        >
                                        > Pisalam kiedys - imo Laura poczula sie zdetronizowana, gdy uwaga rodziny skupil
                                        > a sie na Igstrybie, a Pyza, dotad obiekt do kopania, stala sie zareczona szczes
                                        > ciara i przestala zwracac uwage na dokuczliwosci siostry. Wymyslila sobie, ze d
                                        > la ojca bedzie najwazniejsza (na jakiej podstawie, na litosc ?),

                                        Na takiej, że - jak sama twierdzisz - nie była dla rodziny B., a naturalną potrzebą dziecka jest wierzyć w to, że ktoś kocha go najbardziej na świecie. Skoro nie Gaba, która woli Igstrybę, to niech to będzie tajemniczy tatuś ze zdjęcia.

                                        ale ten wyjazd
                                        > nie mial ani sensu, ani nie spelnil swojej roli nie dlatego, ze Laure przeslad
                                        > owal pech, tylko ze byl idiotycznym pomyslem. Zo znaczy wlasciwie nie byl zadny
                                        > m pomyslem, tylko zludnym porywem.
                                        >

                                        A co w nim z natury było takiego idiotycznego? Laura nie miała czarodziejskiej kuli i nie mogła przewidzieć, że Alma okaże się karykaturalnym stworzeniem. Gdyby siostrą Janusza była Oleńka, cała rozmowa mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej - Laura mogłaby wrócić z Torunia bogatsza w informacje o ojcu, o co jej wszak chodziło.

                                        > ..oraz nie porownuje Laury z Pyza, ktora tez jest z neoj i jako taka jest do niczego, tylko z dziewczynami z tomow wczesniejszych. Ktore nawet w najglupszych porywach liczyly na siebie i nie przeliczaly sie, tylko osiagaly cel lub zblizaly sie do niego :)

                                        Bo miały szczęście, Laurze go brakło. Aniela i Ida są w swoich książkach postaciami pozytywnymi, więc autorka każe uniwersum robić szpagaty, byle tylko wyszło na ich (co jest zresztą normą w książkach młodzieżowych). Laury MM ewidentnie nie lubi, więc TiR to jedna wielka epopeja nawrócenia się córki marnotrawnej - Tygrysowi nie udaje się absolutnie żaden moment podróży, a wystarczyłby jeden szczęśliwy traf (chociażby pieniądze pod ręką), żeby jej podróż przebiegła znacznie lepiej.
                                        • tt-tka Re: O samodzielności 22.12.19, 16:33
                                          Nawet z pieniedzmi pod reka nie dowiedzialaby sie niczego - jak i nie dowiedziala sie - bo jej chodzilo o podtrzymanie zludzen (dziecinnej wiary, jesli wolisz) i o gwiazdke z nieba.
                                          Ambarasujacy zwyczaj zapominania o wlasnych klamstwach u Anieli dal wielka scene u Kowalikow i potezny bodziec do przemyslen i przewartosciowan. To samo u Laury wywoluje niezadowolenie Rojka i nic wiecej, Laura ani nie przemysliwuje, ani nawet nie zlosci sie (na Rojka czy na siebie sama), a udaje, ze nic sie nie stalo. Aniela i Ida dorastaja wsrod swoich klopotow, takze tych, ktorych nabawily sie na wlasne zyczenie, Laura (i inne dziewczyny z neoj) tylko sie kokonia na rodzinnym memlonie.
                                          • tt-tka Re: O samodzielności 22.12.19, 16:35
                                            znowu ucieklo - ani nie staja sie bardziej samodzielne, ani bardziej przedsiebiorcze, ani nawet nie dorastaja. Ucieczka pod borejcze skrzydla to wszystko, na co je stac w rezultacie.
                                          • armari Re: O samodzielności 22.12.19, 17:42
                                            tt-tka napisała:

                                            > Nawet z pieniedzmi pod reka nie dowiedzialaby sie niczego - jak i nie dowiedzia
                                            > la sie - bo jej chodzilo o podtrzymanie zludzen (dziecinnej wiary, jesli wolisz
                                            > ) i o gwiazdke z nieba.

                                            Jeżeli uznamy, że faktycznym celem Laury było odnalezienie kochającego, wspaniałego tatusia, to owszem, wyjazd musiałby się nie udać w każdym scenariuszu. Ale gdyby zadowoliło ją (przynajmniej tymczasowo) otrzymanie kilku informacji o Januszu - gdzie jest, co porabia, jak można się z nim skontaktować - to tu wszystko rozbija się o osobowość Almy.

                                            > Ambarasujacy zwyczaj zapominania o wlasnych klamstwach u Anieli dal wielka scen
                                            > e u Kowalikow i potezny bodziec do przemyslen i przewartosciowan. To samo u Lau
                                            > ry wywoluje niezadowolenie Rojka i nic wiecej, Laura ani nie przemysliwuje, ani
                                            > nawet nie zlosci sie (na Rojka czy na siebie sama), a udaje, ze nic sie nie st
                                            > alo. Aniela i Ida dorastaja wsrod swoich klopotow, takze tych, ktorych nabawily
                                            > sie na wlasne zyczenie, Laura (i inne dziewczyny z neoj) tylko sie kokonia na
                                            > rodzinnym memlonie.

                                            Oczywiście. Ale tu trzeba rozdzielić dwie rzeczy - gotowość do wzięcia losu w swoje ręce i efekt tegoż. Laura, podobnie jak kiedyś Ida czy Aniela, nie jest bierna - stara się aktywnie zdobyć cel, tyle że nie przyświeca jej autorskie błogosławieństwo, więc i cała podróż okazuje się fiaskiem. Natomiast to, że Tygrys niczego się z tej podróży nie uczy (oczywista poza tym, że Betonowego Centrum ranić niepodobna) to już IMO efekt tego, że TiR, w przeciwieństwie do Kłamczuchy czy IS, nie jest powieścią o dojrzewającej dziewczynie dla dojrzewających dziewczyn, tylko kolejną odsłoną Borejady, której jedynym celem jest sprowadzenie do parteru buntowniczej czarnej owcy.
                                            • przymrozki Re: O samodzielności 22.12.19, 18:30
                                              armari napisał(a):

                                              > Natomiast to, że Tygrys
                                              > niczego się z tej podróży nie uczy (oczywista poza tym, że Betonowego Centrum r
                                              > anić niepodobna) to już IMO efekt tego, że TiR, w przeciwieństwie do Kłamczuchy
                                              > czy IS, nie jest powieścią o dojrzewającej dziewczynie dla dojrzewających dzie
                                              > wczyn, tylko kolejną odsłoną Borejady, której jedynym celem jest sprowadzenie d
                                              > o parteru buntowniczej czarnej owcy.

                                              Tygrys się uczy - że poza Borejkami nie ma szczęśliwych rodzin (a jeżeli są, to dlatego, że tknięte ongiś uśmiechem Gaby, stały się kopiami Borejków). I że Pyziactwo jest jak zwierciadło Królowej Śniegu, wpada w oko i serce. Ten morał może się nie podobać, mi się na przykład nie podoba, ale zdaniem MM, to było właśnie to, czego Laura powinna się była nauczyć.
                                              • armari Re: O samodzielności 22.12.19, 18:46
                                                przymrozki napisała:

                                                > Tygrys się uczy - że poza Borejkami nie ma szczęśliwych rodzin (a jeżeli są, to
                                                > dlatego, że tknięte ongiś uśmiechem Gaby, stały się kopiami Borejków). I że Py
                                                > ziactwo jest jak zwierciadło Królowej Śniegu, wpada w oko i serce. Ten morał mo
                                                > że się nie podobać, mi się na przykład nie podoba, ale zdaniem MM, to było właś
                                                > nie to, czego Laura powinna się była nauczyć.

                                                Chodziło mi bardziej o to, że Laura nie uczy się tak naprawdę niczego nowego o sobie (Aniela i kwestia kłamstwa, Ida i pewność siebie), nie przechodzi żadnej większej wewnętrznej przemiany. W sumie, jakby się tak zastanowić, nawet ta lekcja o Jedynej Słusznej Rodzinie jest jakaś taka kulawa, bo Tygrys w JT jest wciąż zbuntowanym, złym Tygrysem - dopiero ujrzenie CKNUKa powoduje jakiś tam nieśmiały przełom w jej relacjach z Gabą.
                                                • przymrozki Re: O samodzielności 22.12.19, 20:20
                                                  armari napisał(a):

                                                  > Chodziło mi bardziej o to, że Laura nie uczy się tak naprawdę niczego nowego o
                                                  > sobie (Aniela i kwestia kłamstwa, Ida i pewność siebie), nie przechodzi żadnej
                                                  > większej wewnętrznej przemiany.

                                                  Ale pod koniec przeprasza. Czyli, jak nam zasugerowano, dociera do niej, że zrobiła źle (chociaż nie do końca wiadomo, za co przeprasza).
                                            • tt-tka Re: O samodzielności 22.12.19, 22:15
                                              armari napisał(a):

                                              >
                                              ) to już IMO efekt tego, że TiR, w przeciwieństwie do Kłamczuchy
                                              > czy IS, nie jest powieścią o dojrzewającej dziewczynie dla dojrzewających dzie
                                              > wczyn, tylko kolejną odsłoną Borejady, której jedynym celem jest sprowadzenie d
                                              > o parteru buntowniczej czarnej owcy.

                                              Masz 100% racji. I wlasnie dlatego - ze to borejczada, a nie powiesci o dojrzewajacych dziewczynach - bohaterki neoj sa nijakie, niesamodzielne i malo przedsiebiorcze.
                                              • guineapigs Re: O samodzielności 23.12.19, 17:28
                                                No bo BJ nie ma byc opowiescia o zyciu, a o Idealnym Swiecie Borejkow. Czyli o niewiadomooczym. Przeciez to cykl Tylko Dla Fanow. Juz chyba fantasy jest bardziej kompatybilne ze swiatem mlodziezy niz BJ.

                                                Ale ten watek nastril mnie do pewnych przemyslen. Np. Co to znaczy 'byc samodzielnym'? Oczywiscie to znaczy, ze potrafisz sobie uprac, ugotowac, jakos sie ogarnac by przewegetowac i dociagnac do smierci. Ale to taki najnizszy stopien samodzielnosci.
                                                Natomiast czlowiek samodzielny na stopniu wyzszym niz najnizszy w skali przezycia jest przede wszystkim niezalezny emocjonalnie. Nie znaczy to, ze jest nieczulym monstrum z kamienien zamiast serca. Nie. Natomiast nie uzaleznia swojego szczescia od kogos czy czegos. Owszem, buduje zwiazki - z rodzina, sasiadami, przyjaciolmi, bankami, sklepami itp, ale zawsze zostawia sobie ten margines swobody na sytuacje, kiedy wszyscy na raz zawioda. Z tego mi wynika, ze osoba egocentryczna, zazdrosna, potrzebujaca uznania innych nigdy nie bedzie samodzielna - bo zawsze do egzystencji bedzie potrzebowala kogos, kto ja podziwia i kogos, kto jest od niej gorszy. Samodzielna osoba to taka, ktora poza tym, ze potrafi obsluzyc odkurzacz, pralke i prysznic potrafi zyc sama ze soba majac innych tam, gdzie moja wrodzona skromnosc nie pozwala mi wskazac tego miejsca.
                                                Laura nie maoglaby tak zyc - byla od poczatku w centrum uwagi, chciala byc ta lepsza i ladniejsza corka i siostra, nie rozumiala ze w pewnych okolicznosciach nalezy odejsc spod drzwi (noc poslubna Idy i Marka). Tylko JA JA JA - az do zlotej nici. No i fajnie, ale ile to jej zleci? Piec lat? I natura znowu sie upomni o tygrysa. Laura z powodu wielkiej milosci da sie zesarenkowac, ale na ile? Wczesniej czy pozniej wylezie z niej Tygrys, bedzie miala po dziurki w nosie ukladnego Naszpana i poczuje Boza Wole ku komus, komu bedzie mogla popisywac sie w ponczoszkach. Naszpan - jak wiemy -. lubi lniane giezlo i pospinane byle czym stokrotki. I Laura pewnie mu taka siebie przysiegala - ale z cicha uwaga: 'jak dlugo zechce' - jak Lilka Prahoreckiemu.
                                                Moj Boru Szumiacy Prastare Piesni... Zeby MM jakos tak sie wziela w sobie i napisala powiesc pt 'Upadajacy Tygrys, Znikajaca Nic'.... Cos kurde o zyciu a nie jakies fantasmagorie z wiadomo czego wziete...
                                                • tt-tka Re: O samodzielności 23.12.19, 18:08
                                                  Zajrzyj, Guin, do watku "nigdy nie bylo zadnego Tygrysa" :)
                                                • sayoasiel Re: O samodzielności 24.12.19, 01:10
                                                  Post jest ciekawy, ale mnie bardzo nie pasuje stawianie znaku równości między samodzielnością i niezależnością. Mieszanie pojęć, według mnie (przepraszam, Guin) Taka wizja jest nieludzka. Wszyscy ludzie się nawzajem potrzebują, nie nawiązują relacji, tylko dlatego "bo mogą,ale nie muszą". Taki człowiek, który ma wszystko poukładane i pozapinane na ostatni guzik, to jest ta mityczna normalna osoba, zbalansowana, bez wymagań wobec świata i siebie, bez pragnienień, idąca przez życie jak czołg. Tu strasznie dużo rzeczy poruszyłaś,np. o odchodzeniu od drzwi, czy potrzebie poklasku, bycia najlepszą, to się gdzieś rozjeżdża z samodzielnością.
                                      • przymrozki Re: O samodzielności 22.12.19, 18:39
                                        tt-tka napisała:

                                        > Pisalam kiedys - imo Laura poczula sie zdetronizowana, gdy uwaga rodziny skupil
                                        > a sie na Igstrybie, a Pyza, dotad obiekt do kopania, stala sie zareczona szczes
                                        > ciara i przestala zwracac uwage na dokuczliwosci siostry. Wymyslila sobie, ze d
                                        > la ojca bedzie najwazniejsza (na jakiej podstawie, na litosc ?), ale ten wyjazd
                                        > nie mial ani sensu, ani nie spelnil swojej roli nie dlatego, ze Laure przeslad
                                        > owal pech, tylko ze byl idiotycznym pomyslem. Zo znaczy wlasciwie nie byl zadny
                                        > m pomyslem, tylko zludnym porywem.

                                        Dzieci porzucone przez rodziców czasem podejmują próby ich odnalezienia, nawet jeżeli nie były przez nikogo zdetronizowane, ani żadna ofiara nie wybiła im się na niezależność zaręczynami.

                                        Zgadzam się, że Laura przeceniała wpływ braku ojca na swoje życie, a to, jak bardzo czuła się nieszczęśliwa miało w istocie trochę więcej przyczyn. Nie zmienia to faktu, że ona naprawdę czuła się nieszczęśliwa i czuła, że nie pasuje do rodziny. Rozwiązania swoich problemów szukała głupio i na oślep, ale czternastolatka pozbawiona sensownego wsparcia dorosłych tak właśnie będzie się zachowywać.
                            • guineapigs Re: O samodzielności 21.12.19, 10:12
                              Tt-tka tak napisala o relacji Wolfiego, Bodzia i Laurki:
                              'Ale tez operatywny i otwarty na swiat
                              ktorych to cech Laura nie przejawia nawet sladowo
                              i Bodzio traktuje Wolfiego normalnie, a nie z gory, nie dziwota, ze jest bardziej pozadany :)'

                              No i przyjazn, czy nawet tylko swietny tzw. wspolny jezyk, z kolega plci tej samej czyli meskiej jest dla Wolfiego czyms jak dla kani mianownik rzeczownika, ktory w dopelniaczu brzmi 'dzdzu' ('dzezdz???').

                              1.Ja nawet Laurke rozumiem: to miala byc ich Wielka Ucieczka Romantyczna (WUR), a tu sie napatoczyl Bodzio i czar prysl. Bo Wolfi nie okazal sie byc Romeem z powiesci kart, a normalnym chlopakiem z krwi i kosci, co to lubi sobie pogadac o futbolu, motoryzacji, na piwo z kumplem wyskoczyc... No to sie Laurka tygrysila. Dobrze, ze to byl Bodzio a nie Bogna Autostopowiczka! Tu juz by sie ten wewnetrzny laurowy tygrys wyrwal i susnal na calego!
                              2. Ale tez rozumiem, ze mlody chlopak potrzebuje przyjazni, kolegow, wrecz ich podziwu wzgledem swej dziewczyny/narzeczonej (a Laura jest atrakcyjna fizycznie). A ze akurat ta przyjazn etc. zostala spotkana w WURze? No co robic, zycie i nie takie figle plata....
                              3. Musimy jednak pamietac, ze w - powiedzmy - literackim tryptyku: J, NJ, B-J kwestia przyjazni z rowiesnikami zakonczyla sie na 'Jezycjadzie' (ESD - to jest rarytas). Chyba jako ostatni to Baltona przyjaznil sie z Tomciem? No i jeszcze zakulisowo przetrwala przyjazn Wolfi-Bodzio, wypedzona wszak do zgnilego, zachodniego Glasgow.
                              • tt-tka Re: O samodzielności 21.12.19, 12:37
                                Ba, nawet do Nowej Zelandii ! Wolfi rzucil swiezo pozyskana, odpowiadajaca mu robote, zeby tam z Bodziem pojechac i wspolnie zrywac jablka :)

                                To nie kwestia spotkania naglej przyjazni, imho. Wolfi byl taki (rowniez taki), jakim widzimy go z Bodziem, tylko Laura nie wpadla na to, ze jej chlopak (znany jej od dwoch miesiecy) ma jakies zycie poza nia. Pisalysmy o tym troche w "ten twoj bodzio to istny edek z mrozka" czy jakos tak sie ten watek nazywal
                                • sayoasiel Re: O samodzielności 21.12.19, 23:23
                                  tt-tka napisała:

                                  > To nie kwestia spotkania naglej przyjazni, imho. Wolfi byl taki (rowniez taki),
                                  > jakim widzimy go z Bodziem, tylko Laura nie wpadla na to, ze jej chlopak (znan
                                  > y jej od dwoch miesiecy) ma jakies zycie poza nia. Pisalysmy o tym troche w "te
                                  > n twoj bodzio to istny edek z mrozka" czy jakos tak sie ten watek nazywal
                                  >
                                  Tak, tak się nazywał, bo jam go założyła, ale umarł on śmiercią naturalną dość szybko. Według mnie Bodziu nie był wymarzonym kumplem Wolfiego, irytował on go nie tylko dlatego, że wszedł między nich w romantycznym czasie. Jednak, jak sądzę, Bodzia łatwo nie było się pozbyć i z czasem, z kolejnymi wydarzeniami (poza podróżą) ta znajomość zmieniła się w przyjaźń. W ogóle trudno oceniać Wolifego i reakcje Laury na niego przez pryzmat CP, bo MM miała o nim zupełnie inne zdanie wprowadzając jego postać. Potem zmieniła się jej koncepcja, zrozumiała, że Laura się nieusarenkowi przy Wolfim, który lubił jej tygrysi charakter, więc zaczęła ten proces już wtedy. A w CP nikt się nie zachowuje normalnie...nawet jak na Neo. To jest potworek-koszmarek. Wg mnie nawe bardziej niż Mcdusia, ale może to dlatego, że dla mnie właśnie ta książka była policzkiem.
                                • sayoasiel Re: O samodzielności 21.12.19, 23:23
                                  tt-tka napisała:

                                  > Ba, nawet do Nowej Zelandii ! Wolfi rzucil swiezo pozyskana, odpowiadajaca mu r
                                  > obote, zeby tam z Bodziem pojechac i wspolnie zrywac jablka :)
                                  >
                                  > To nie kwestia spotkania naglej przyjazni, imho. Wolfi byl taki (rowniez taki),
                                  > jakim widzimy go z Bodziem, tylko Laura nie wpadla na to, ze jej chlopak (znan
                                  > y jej od dwoch miesiecy) ma jakies zycie poza nia. Pisalysmy o tym troche w "te
                                  > n twoj bodzio to istny edek z mrozka" czy jakos tak sie ten watek nazywal
                                  >
    • kooreczka Re: O samodzielności 17.12.19, 15:53
      Pierwsze tomy operowały na zasadzie przedstawienia "młodzieży w kryzysie"- bohaterka nie za ładna, niezbyt pewna siebie staje przed problemem i radzi sobie z nim mniej lub bardziej konwencjonalnie. Ponieważ jest to epizod z jej życia rodziców można usunąć nawet w nieletalny sposób dając jej dużą swobodę.

      Z chwilą, kiedy porzucono pojedyncze przygody na rzecz rodzinnej sagi pojawiło się kilka przeszkód
      -Po pierwsze mniej miejsca na każdego bohatera.
      -Po drugie większe skupienie na postaciach dorosłych i robienie z nich równorzędnych podmiotów
      -Po trzecie-bohater samodzielnie zmagający się z problemami przy deklaratywnie wspierającej i kochającej rodzinie wypadałby co najmniej dziwnie. Bo to nie jest tak, że one problemów nie mają- Ignaś dręczony i wyalienowany, Laura tęskniąca za ojcem, Pyza w ciąży, Nora będąca tą grubą i głupią w rodzinie- i każdy z nich starczyłby na oddzielną książkę. Tylko ponieważ są Borejkami ich problemy zostaną osądzone jako głupie i niewarte uwagi, a próby ich przezwyciężenia wypadną blady, rachitycznie i zakończą się spektakularną porażką. Wyobraźcie sobie TIR napisany jako samotną książkę- matka wyszłaby jako potwór, ale ponieważ, MM Gabę kocha i usprawiedliwia więc musi oberwać Laura.
      • latarnia_umarlych Re: O samodzielności 18.12.19, 06:33
        Wyobraźcie sobie T
        > IR napisany jako samotną książkę- matka wyszłaby jako potwór, ale ponieważ, MM
        > Gabę kocha i usprawiedliwia więc musi oberwać Laura.

        Tak się składa, że "Tygrys i Róża" to był pierwszy przeczytany przeze mnie tom Jeżycjady. Potem długo nie ruszałam reszty cyklu aż przy złamaniu nogi machnęłam całość.
        Tak więc czytałam TiR w oderwaniu od kontekstu i zupełnie nie rozumiejąc motywacji bohaterów. Matkę Laury uznałam za głupią i naiwną, babcię za wtrącającą się, antypatyczną starą żmiję, Robrojek zrobił na mnie bardzo niemiłe wrażenie swoją gadką. Oburzyło mnie też niesprawiedliwe dzielenie dóbr między dzieci (Ignacy i jego własny komputer! A Laura musi się zakradać do sypialni matki, żeby skorzystać z jej/wspólnego sprzętu!). Bardzo współczułam Laurze nieudanej wyprawy, porażki z szukaniem ojca, choroby i powrotu do dziwnego domu. Nie rozumiałam o co właściwie w tej książce chodziło i czemu ludzie zaczytują się w tej serii.
        • sayoasiel Re: O samodzielności 19.12.19, 02:34
          O darze ! Twe spojrzenie na tym forum jest na wagę złota !
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: O samodzielności 25.08.23, 18:27
        kooreczka napisała:
        >Z chwilą, kiedy porzucono pojedyncze przygody na
        >rzecz rodzinnej sagi pojawiło się kilka przeszkód
        >-Po pierwsze mniej miejsca na każdego bohatera.
        >-Po drugie większe skupienie na postaciach
        >dorosłych i robienie z nich równorzędnych
        >podmiotów
        >-Po trzecie-bohater samodzielnie zmagający się z
        >problemami przy deklaratywnie wspierającej i
        >kochającej rodzinie wypadałby co najmniej
        >dziwnie.

        Anoż właśnie!

        >Bo to nie jest tak, że one problemów nie mają-
        >Ignaś dręczony i wyalienowany, Laura tęskniąca za
        >ojcem, Pyza w ciąży, Nora będąca tą grubą i głupią
        >w rodzinie- i każdy z nich starczyłby na oddzielną
        >książkę. Tylko ponieważ są Borejkami ich
        >problemy zostaną osądzone jako głupie i niewarte
        >uwagi, a próby ich przezwyciężenia wypadną blady,
        >rachitycznie i zakończą się spektakularną porażką.
        >Wyobraźcie sobie TIR napisany jako samotną
        >książkę- matka wyszłaby jako potwór, ale
        >ponieważ, MM Gabę kocha i usprawiedliwia więc
        >musi oberwać Laura.

        A to jest po prostu obrzydliwe. Wygląda jakby autorka w ogóle nie rozróżniała dobra od zła.
        Ja wiem, że MM jest jak kamera, stany dysocjacyjne Robwąsiarza dowodem, ale żeby absolutnie żadnego z zarejestrowanych zachowań nie umieć poprawnie zinterpretować?
        A jeśli te poszczególne zachowania Borejków sama wymyśliła, to jeszcze gorzej.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: O samodzielności 18.08.23, 20:49
      Jako że odkopywałam jeszcze zanim to było modne, mogę z całą stanowczością stwierdzić, że to bardzo ciekawy wątek!

      Ta bierność i brak "przygód" wymagających większego działania w Neo- ładnie się wpisowuje w przesłanie jakie w WdO serwują nam babcie Rumiankowe, zapytane czy Dorota pogodzi studia medyczne z ogarnianiem gospodarstwa - "jak Bóg da".
      Zresztą idealne jego odbicie mieliśmy parę tomów wcześniej w wątku różanej ciąży. Nikogo, łącznie z samą Rurzą, nie obchodziło z czego ona będzie żyć, czy zawsze będzie mieszkać na Rusfelta i być na utrzymaniu rodziny, jeśli tak, to gdzie będą trzymać dziecko jak urośnie, co dalej z Frycem (z zagranicznych stypendiów się wraca, do jasnej!). Co takie dziecko zje, wózek po mamie, zabawki po siostrze, jakoś to będzie. Wszystko jedno.

      Myślę, że nie przesadzę pisząc, że takie historie to nienajlepszy przykład dla młodzieży. W Paleojeżycjadzie dominowało świetne przesłanie "bierz sprawy w swoje ręce, próbuj nawet jeśli się sparzysz, dasz radę!". W Neojeżycjadzie jest czytelnikom wpierane, że są przywiązani na zawsze do swojej rodziny i tylko na niej mogą polegać w trudnych chwilach. Motywu walki o swoje nie ma, bo nawet nie ma tam takiego kontekstu. W Borejkołchozie wszystko już jest i jest idealne, nie ma czego szukać poza nim.
      Chyba nie muszę tłumaczyć jakie to szkodliwe? Zwłaszcza dla młodego czytelnika, który nie wychowuje się w zawsze pomocnej, kochającej rodzince.
    • kadanka Re: O samodzielności 20.08.23, 14:23
      Te książki są opisem czasów, w których powstawały. Na bank nastolatki sprzed kilkudziesięciu lat były bardziej dorosłe i samodzielne niż dzisiejsza młodzież. Wszystko działo się szybciej. Dzisiejsze nastolatki często są niesamodzielne i to w prozaicznych sprawach, bo są upupiane przez rodziców. Wozone do szkoły do końca liceum, sponsorowane przez rodziców. Trudno oczekiwać samodzielności od dziecka któremu wszystko podtyka się pod nos.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: O samodzielności 20.08.23, 14:34
        Ale te współczesne mimo wszystko wciąż mają życie towarzyskie, a na studia wybywają do innego miasta i dorabiają sobie nawet jak rodzice pomagają.
        Młodsze pokolenia Borejków nawet tego nie robią. A wyprowadzają się tylko po wyjściu za mąż, nigdy wcześniej.
        • kadanka Re: O samodzielności 20.08.23, 16:22
          Przypomniało mi się że w neobachoriadzie jest Wolfi który robi az za dużo jak na licealiste tuż przed maturą. Gra w klubie nocnym (!!) na klawiszach, wywabia graffiti, maluje kominy. Poleciała mm z rozmachem.
          Frycek i Żaba są bardziej wiarygodni w dorabianiu - udzielają korepetycji. Co prawda Zaba jako 15 letnia korepetytorka to trochę naginane, ale już geniusz Fryc jak najbardziej.
        • ako17 Re: O samodzielności 25.08.23, 22:10
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > Ale te współczesne mimo wszystko wciąż mają życie towarzyskie, a na studia wyby
          > wają do innego miasta i dorabiają sobie nawet jak rodzice pomagają.
          > Młodsze pokolenia Borejków nawet tego nie robią. A wyprowadzają się tylko po wy
          > jściu za mąż, nigdy wcześniej.
          >

          taaak... tego właśnie nie mogę pojąć. W wieku iluś tam 20+ lat wyraźnie poczułam, że chcę zamieszkać oddzielnie od rodziców. I to wcale nie było jakoś bardzo wcześnie!
          Oki, mieszkałam w Wawie, więc nie musiałam się na studia wyprowadzać, jednak trochę miejsce mieszkania zmieniałam. Trochę pomieszkałam z koleżanką, trochę pojechałam do Londynu, wróciłam do domu rodzinnego. Znowu się wyprowadziłam. Kupiłam mieszkanie, czekałam na jego fizyczną realizację. Wynajmowałam, wróciłam do rodziców, "pilnowałam" czyjegoś mieszkania za czynsz i tak dalej.
          Cały czas te moje wyprowadzki nie były związane z żadnym narzeczonym, tym bardziej mężem. Ostatecznie się wyprowadziłam do własnego, wykupionego na kredyt mieszkania, gdzie dobre parę lat mieszkałam sama. Nie wyprowadzałam się z domu rodzinnego dlatego, że zmieniła się moja sytuacja rodzinna, po prostu chciałam mieszkać samodzielnie. Ale w sytuacjach psychoz zdarzało mi się wracać do rodziców i pomieszkiwać u nich przez parę tygodni.
          Wyprowadzenie się z domu nie musi być takie zero-jedynkowe. Można się pogubić, mieć zapaść finansową, nerwowo się wykończyć i chcieć wrócić "do domu" - jakikolwiek on by nie był.

          Dobra, kończę, bo sama widzę, że dygresja się zrobiła za długa.
          Rozchodzi się mi o to, że żadna Borejkówna (włączam w to progeniturę Gabrieli) nigdy się samodzielnie nie wyprowadziła od rodziców, poczuwszy, że chce mieszkać sama. Najbliższa temu była Nutria, jadąc na rok na Cypr - chyba bardziej by mi do niej pasowała Grenlandia, ale spoko, nie czepiam się (wróciła z bajaniem o malutkiej kawalerce i nic z tego nie wynikło). Tak sobie, po prostu, samopas wyjechała się z domu i zamieszkała gdzie indziej. Troszkę ją po powrocie chłodno powitano, ale to akurat nie ma większego znaczenia dla tego akurat wątku.
          Dziewczęta z rodu Borejków nie mieszkają nigdy same/ ze współokatorką/ w akademiku. Najpierw siedzą w chałupie z rodzicami i rodzicami + dziadami, następnie wychodzą z domu - za mąż (do domu, w którym mąż laubzegą wystrugał aniołki uprzednio uwiwszy wianek z róż i kabelka).
          Spoko, nie mówię, że to jest całkiem niedobrze. Ale tak, w sumie - z sześciu - żadna?

    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: O samodzielności 30.08.23, 20:02
      Ech, przeglądam ten wątek, następnie przywołuję z odmętów sklerozy wszelkie forumne utyskiwania na ubogie życie zawodowe naszych kołchoźników… i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że w Jeżycjadzie jakąkolwiek pracą hańbi się wyłącznie młodzież, której się nie wiedzie.

      - Hajduk-sierota, na którego wyjazd do liceum składała się cała wieś, naprawia telewizory, żeby mieć na czynsz.
      - Aniela w tym samym celu zamiata podłogę po niedomytym platfusie pewnego ptysia.
      - Pyziak, co mieszka w bursie, ma chamską siostrę i łapie się na borejcze ciepłełko, to w ogóle naukę przerwał na parę lat, żeby zarabiać jako poligraf.
      - Ida zakłada biznes serduszkowy dlatego, że przyciska ją głód, a nie chce żerować na stryju
      - Baltona, którego ojciec się rozwiódł, zakłada kwiaciarnię i mieszkanie w jednym, bo w domu rodzinnym matki zrobiło się dla niego za ciasno
      - a Tomcio razem z nim, bo choć może nie ma toksycznych rodziców z broszurki, to Mamert ostatnimi czasy traktuje go wręcz jak wroga, bo chłopak woli być prawnikiem niż lekarzem, no jak mógł upaść tak nisko!
      - rodzeństwo Schoppe, owoce związku Dnia Świra z Biologiczną Pułapką 3, dorabiają na wszystkie możliwe sposoby, od korków (Żaba i Fryc) po kluby nocne i malowanie kominów (Wolfi)
      - biedna wiejska Dorotka w jednej sukieńczynie i drewniakach szpitalnych po matuli (to taki problem iść do lumpeksu?) handluje jajami na czarno

      Ja nie wiem, może się czepiam, ale z tego wszystkiego wyziera mi przesłanie, że praca to przykra konieczność. Dlatego Pyzaura nie musi smażyć żadnych kurczaków, rodzina wykarmi, bo już od dawna funkcjonuje jak szlachta, której pieniądze robią się same (wiem wiem, przesadzam, ale mnie niemożebnie wkuropatwia jak bardzo na pokaz były te pyzate deklaracje, których autorka ostatecznie uwiesiła się na chłopaku).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka