briar_rose
17.12.19, 14:06
Tak sobie przeglądam "Kłamczuchę" i muszę przyznać, że czuję podziw dla przedsiębiorczości i samodzielności 15-16letniej Anieli, która potrafiła sama załatwić sobie mieszkanie, a do tego na nie uczciwie zarobić. Podobnie zostawiona sama sobie Ida nie traci głowy, ale wpada na pomysł biznesu i zarabia na obiady sprzedażą glinianych serduszek. Licealistka Gaba też ogarnia z czasem cały dom. W ogóle w dawnych tomach bohaterki były sprytne, obrotne, samodzielne, samodzielność była godna pochwały. A teraz? Róża kończy na deklaracjach o pracy w budce z kurczakami, młode dziewczyny mają wszystko podane na tacy, nikt nic nie musi, a przecież nawet uboga Dorotka mogłaby sobie w wakacje gdzieś dorobić na ciuchy, skoro ją tak bieda przycisnęła, że jej na to nie stać. Trudno sobie wyobrazić Miągwę czy Łusię w jakiejkolwiek pracy... Mam wrażenie, że nastolatki z pierwszych tomów były znacznie dojrzalsze, gdzież do nich takiej Norze. Oczywiście nie muszą pracować, skoro się uczą, ale nawet w wakacje nie spróbować sobie dorobić na własne wydatki? Dziwne to wszystko.
Gdy się teraz pomyśli o studenckim małżeństwie: Jóźwie i Dorocie, którzy żyją na koszt rodziców, a są starsi od wymienionych wyżej bohaterek, to robi się trochę niesmacznie.