Dodaj do ulubionych

Irytałki niejeżycjadowe

29.03.20, 21:29
Są takie irytałki, których potrzebę narracyjną rozumiemy, ale które utrudniają rozkoszowanie się książką. Od dawna chciałam z kimś o tym pogadać, a właśnie znowu przeczytałam "Chłopak czy dziewczyna..." i mi się przypomniało.

Otóż w tej książce "Tosia" zostaje przyłapana z książką do nauki historii, w której jest adresowana do Tomka kartka, żeby nie zawalił poprawki. Całość narracyjnie jest potrzebna, chodzi o danie sąsiadowi narzędzia do szantażowania "Tosi" i przełamanie konfliktu między nimi. Ale zawsze mnie irytuje, że obrotny Tomek nie przypomina, że przecież Tosia jest młodsza, więc na pewno kartka nie jest do niej, ona uczy się na zaś, bo chce wziąć udział w konkursie.
Ale ogólnie książka zestarzała się bardzo ładnie, warto do niej wrócić.


Druga irytacja to "Władca much", gdzie jeden z bohaterów nie widzi nic po utracie okularów i to.w sposób wskazujący na krótkowidza, ale chłopcy używają szkła z jego okularów do wzniecenia ognia. Nie da się, okulary dla krótkowidzów rozpraszają promienie. To swoją drogą dość częsty błąd, mam teorię, że wynikający z tego, że pisarze znają swoje okulary do starczej nadwzroczności i wiedzą, czym się kończy zostawienie na parapecie, a nie znają fizyki.

A co Was gryzie w dobrych poza tym książkach?
Obserwuj wątek
    • jontrew Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.03.20, 12:08
      Zwykle staram się przymykać oko (czasem bardzo mocno:)) na niespójności, błędy i głupotki w ukochanych książkach. W Harrym Potterze jest tego niestety mnóstwo. Nie przeszkadza mi to w czytaniu, ale czasem zgrzytam zębami, np. przy balowej toalecie Rona- wkurza mnie to za każdym razem. Tak samo jak olewanie tego, kto będzie uczył obrony przed czarną magią. Przecież Lockhart jest niebezpiecznym idiotą, zatrudnienie go to szczyt nieodpowiedzialności. Cała historia po śmierci Dumbledora też wypada słabo- zostawia 3 nieprzygotowanych dzieciaków na wojnie przeciwko najpotężniejszemu czarodziejowi na świecie. A już o zmieniaczu czasu nawet nie mam ochoty pamiętać. Nie wolno po prostu umieszczać tego typu rzeczy w książkach i filmach, bo zawsze ugryzą twórców w tyłek. Fajnie jest to rozwiązanie w Deadpoolu 2. Zrobiłabym dokładnie to, co on, i każdy inny pewnie też:)

      • kooreczka Re: Irytałki niejeżycjadowe 31.03.20, 10:43
        Rowling, mimo swojej historii nie umie opisać biednej, ale zgranej rodziny i wychodzi patologia. W momencie awantury z szatą Molly siedzi sama w domu- nie musiała łapać pierwszej lepszej rzeczy, a poszukać, przerobić czy dać do przerobienia, choćby za przyjacielską przysługę (przyjmijmy, że nie umie szyć, ale dzierga i robi dobre słodycze). Wcześniej zaś mamy Rona z używaną różdżką- tylko wychodzi na to, że to naprawdę zakup na resztę życia i podstawowa rzecz- mieli 11 lat na odłożenie paru groszy.
      • turzyca Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 22:51
        Ludziom zirytowanym nieścisłościami w Harrym Potterze polecam "Harry Potter and the Methods of Rationality". To jest tak dobry fanfik, że fani fanfiku nagrali audiobook (z podziałem na głosy i w ogóle). W tej wersji ciotka Harry'ego wychodzi za mąż za naukowca, więc Harry trafia do Hogwartu obeznany z metodologią badawczą.

        Chyba jestem skłonna powiedzieć, że fanfik jest lepszy od oryginału.



        PS a co do zmieniacza czasu to słyszałam ostatnio teorię, że potrzebowano króliczka doświadczalnego, czy działa poprawnie. A kto się nadaje lepiej niż dziewczę nie mające o niczym pojęcia?
        • jontrew Re: Irytałki niejeżycjadowe 03.04.20, 16:36
          Dzięki za polecankę, chętnie poczytam. A zmieniacz czasu, nawet jeżeli byłby tylko jeden i nie byłby dostępny jako pomoc edukacyjna dla dzieciaków, i tak zmienia wszystko w całym uniwersum. Z czymś takim nic się nie klei i nie będzie kleić, skoro można sobie tak po prostu podróżować w czasie.
      • ayo2137 Re: Irytałki niejeżycjadowe 24.04.20, 16:35
        Mnie irytuje, że nikt, nawet Dumbledore, nie wpadł na pomysł podania Syriuszowi veritaserum. Wtedy okazałoby się, że jest niewinny, i nie musiałby się ukrywać.
        • sayoasiel Re: Irytałki niejeżycjadowe 24.04.20, 18:34
          To nie o to chodzi,że nie wpadł. Chodzi o to,że Knot nie chciał uwierzyć. I Dumbledore to zrozumiał - to,że jeśli ktoś czegoś nie chce zobaczyć, to tego nie zobaczy. Cały świat by się zawalił Knotowi, gdyby się okazało, że to prawda. Tak niekompetentni sędziowie, strażnicy, ministerstwo ! Mieliśmy potwierdzenie tego w 4-tej części. Mieli Croucha pod działaniem vertiaserum, a dementor go pocałował zanim mógł cokolwiek powiedzieć. A Knot dalej się upierał, że on tylko myślał, że mówił prawdę, bo jest szalony.
          Co do szaty Rona - dlaczego to jest nieracjonalne ? Tj. w świecie przedstawionym ? Ilu ludzi na świecie jest nierozsądnych, rozrzutnych, nie oszczędza ? To jest możliwe. A z Ronem jeszcze był ten motyw, że to miało pokazywać jaki jest niechciany i pomijany, jak bardzo nie pamięta się o jego indywidualnych potrzebach. Matka zapominała czego nie cierpial jeść (peklowanej wołowiny), jakiego koloru nie znosił (kasztanowego), kupiła mu używaną szatę i nie zawracała sobie głowy przerabianiem. A ,np. Ginny miała wszystko nowego, kiedy szła do Hogwartu. Była oczkiem w głowie, wyczekaną córką po sześciu synach. Według mnie to się broni, tam tego było więcej właśnie w tym tonie. Sam Ron próbował zaczarować szatę, pozbyć się kryzy, ale zostały mu z tego frędzle. Magią nie dało się wszystkiego, widać każdy w czymś się specjalizował. Jasne, rozsądnie byłoby dać komuś do przerobienia,ale widocznie nie było komu. I znów - nikt sobie głowy nie zawracał.
          • calpurnia.tate Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 09:25
            sayoasiel napisał(a):

            > To nie o to chodzi,że nie wpadł. Chodzi o to,że Knot nie chciał uwierzyć. I Dum
            > bledore to zrozumiał - to,że jeśli ktoś czegoś nie chce zobaczyć, to tego nie z
            > obaczy. Cały świat by się zawalił Knotowi, gdyby się okazało, że to prawda. Tak
            > niekompetentni sędziowie, strażnicy, ministerstwo ! Mieliśmy potwierdzenie teg
            >
            > A z Ronem jeszcze był ten motyw, że to miało pokazywać jaki jest
            > niechciany i pomijany.
            > Ginny miała wszystko nowego, kiedy szła do Hogwartu.
            > Była oczkiem w głowie, wyczekaną córką po sześciu synach.
            Miała wszystko nowe, kiedy szła doszkołyNie przypominam sobie, żeby dostała cokolwiek nowego wtedy poza różdżką Reszta używane szaty , stary kociołek, do którego podrzucono dziennik Voldemorta. Tak piszą w Komnacie tajemnic.
      • ayo2137 Re: Irytałki niejeżycjadowe 24.04.20, 20:16
        A ta bieda Weasleyów to też bez sensu, jakby autorka chciała na siłę pokazać, że Harry jest bogaty, ale się nie wywyższa. No ok, ale przecież ojciec Rona pracował w ministerstwie, szaty można zapewne w tym universum naprawiać za pomocą magii, ilość jedzenia można zwiększyć (jak wyjaśnia Hermiona w siódmej części), na co oni tyle wydają? No i skąd rodzice Harry'ego mieli taki majątek? Przecież pobrali się i spłodzili syna jakoś zaraz po szkole.
        I dlaczego nikt z czarodziejskiego świata nie zainteresował się, jak się Harry'emu żyje u Dursleyów? Tak, wiem, że jest to wytłumaczone, że musiał tam mieszkać, ale znęcali się nad nim przez kilkanaście lat i nikt z tym nic nie zrobił. Nie mówię, by traktować Vernona Imperiusem, by był miły, bo był ch*jem z natury, ale może jakiś eliksir łagodności?
        • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 25.04.20, 09:13
          ayo2137 napisał(a):

          > Nie mówię, by traktować Vernona Imperiusem, by był miły, bo był ch*jem z natury
          > , ale może jakiś eliksir łagodności?


          Bez takich wyrazów proszę.
          • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 25.04.20, 22:51
            bupu napisała:

            > ayo2137 napisał(a):
            >
            > > Nie mówię, by traktować Vernona Imperiusem, by był miły, bo był ch*jem z
            > natury
            > > , ale może jakiś eliksir łagodności?
            >
            > Bez takich wyrazów proszę.

            E, bez przesady. "Łagodność" to nie jest takie najgorsze słowo.
          • ayo2137 Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 18:24
            bupu napisała:

            > ayo2137 napisał(a):
            >
            > > Nie mówię, by traktować Vernona Imperiusem, by był miły, bo był ch*jem z
            > natury
            > > , ale może jakiś eliksir łagodności?
            >
            >
            > Bez takich wyrazów proszę.
            >


            Przecież wygwiazdkowałam.
            • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 19:24
              ayo2137 napisał(a):

              > bupu napisała:
              >
              > > ayo2137 napisał(a):
              > >
              > > > Nie mówię, by traktować Vernona Imperiusem, by był miły, bo był ch*
              > jem z
              > > natury
              > > > , ale może jakiś eliksir łagodności?
              > >
              > >
              > > Bez takich wyrazów proszę.
              > >
              >
              >
              > Przecież wygwiazdkowałam.


              Uprzejmie proszę o powstrzymanie się w zupełności. Z góry dziękuję.
        • sayoasiel Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 19:03
          ayo2137 napisał(a):

          > A ta bieda Weasleyów to też bez sensu, jakby autorka chciała na siłę pokazać, ż
          > e Harry jest bogaty, ale się nie wywyższa. No ok, ale przecież ojciec Rona prac
          > ował w ministerstwie, szaty można zapewne w tym universum naprawiać za pomocą m
          > agii, ilość jedzenia można zwiększyć (jak wyjaśnia Hermiona w siódmej części),
          > na co oni tyle wydają? No i skąd rodzice Harry'ego mieli taki majątek? Przecież
          > pobrali się i spłodzili syna jakoś zaraz po szkole.

          Rodzice Harry'ego nie musieli pracować. James Potter był kimś w świecie czarodziejów, kogo nazwalibyśmy w naszym rentierem. Ród Potterów zbił fortunę na eliksirach. Jest o tym napisane na Pottermore, oficjalnej stronie z informacjami na ten temat.
          • ciotka.scholastyka Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 23:07
            sayoasiel napisał(a):

            > Rodzice Harry'ego nie musieli pracować. James Potter był kimś w świecie czarodz
            > iejów, kogo nazwalibyśmy w naszym rentierem. Ród Potterów zbił fortunę na eliks
            > irach. Jest o tym napisane na Pottermore, oficjalnej stronie z informacjami na
            > ten temat.

            Sorry, nie ma w książce - nie liczy się. Tak samo nie przyjmuję do wiadomości, że Dumbledore był gejem - nie dlatego, że miałabym coś przeciwko, jest mi to kompletnie obojętne, lecz dlatego, że o tym powiedziała Rowling na jakimś spotkaniu z fanami. Invalid :)
            • sayoasiel Re: Irytałki niejeżycjadowe 27.04.20, 00:08
              ciotka.scholastyka napisała:

              > sayoasiel napisał(a):
              >
              > > Rodzice Harry'ego nie musieli pracować. James Potter był kimś w świecie c
              > zarodz
              > > iejów, kogo nazwalibyśmy w naszym rentierem. Ród Potterów zbił fortunę na
              > eliks
              > > irach. Jest o tym napisane na Pottermore, oficjalnej stronie z informacja
              > mi na
              > > ten temat.
              >
              > Sorry, nie ma w książce - nie liczy się. Tak samo nie przyjmuję do wiadomości,
              > że Dumbledore był gejem - nie dlatego, że miałabym coś przeciwko, jest mi to ko
              > mpletnie obojętne, lecz dlatego, że o tym powiedziała Rowling na jakimś spotkan
              > iu z fanami. Invalid :)
              No,ale jak tak się ignoruje gotową odpowiedź, to po co się irytować specjalnie ? (wszak wątek o irytałkach). Czy zakładanie forów miałoby sens, gdyby można było zakładać, że autor niczego nie miał na myśli,kiedy pisał, tylko jest to , co napisał i już ?
              Tak, no, powiedziała. Na spotkaniu z fanami. Wbrew temu,co twierdzi większość, zanim siódma książka została wydana. Ja już więc czytałam tę siódmą z myślą,że Gellert to ukochany Dumbla. I cóż ? Fabuły nie zmieniło, ale dużo mocniej przeżywałam jego historię, wiedząc, że osoba, która go zawiodła była jednocześnie tą, którą kochał. Czemu by nie korzystać z pracy autora ? Rzadko jest tak , że wszystko, co chcemy zamieścić w książce rzeczywiście się tam znajdzie.
              • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 27.04.20, 10:32
                sayoasiel napisał(a):



                > No,ale jak tak się ignoruje gotową odpowiedź, to po co się irytować specjalnie
                > ? (wszak wątek o irytałkach). Czy zakładanie forów miałoby sens, gdyby można by
                > ło zakładać, że autor niczego nie miał na myśli,kiedy pisał, tylko jest to , co
                > napisał i już ?

                Tak, ma sens. Bo na forum - naszym przykladowo - zasadniczo dyskutuje sie o napisanych ksiazkach.

                > Tak, no, powiedziała. Na spotkaniu z fanami.

                A my dyskutujemy o ksiazkach, nie o spotkaniach i o tym, co tam zostalo powiedziane. Zasadniczo przynajmniej. I to, co MM pisze na swojej stronie, mnie np jest niewiadome, bo tam nie zagladam. Bohaterow jezycjady oceniam wedle napisanych o nich ksiazek i moge domyslac sie, co autor mial na mysli albo co chcial, ale nie jego chcenia sa trescia. No niestety.


                Czemu by nie korzystać z pracy autora ? Rzadko jest tak , że
                > wszystko, co chcemy zamieścić w książce rzeczywiście się tam znajdzie.

                A to juz problem autora. Niech pisze tak, zeby znalazlo sie to, co wazne. Spotkania autorskie czy strona nie moga byc uzupelnieniem ksiazki, co najwyzej tworzyc alternatywe - jak fanfiki :P
                • armari Re: Irytałki niejeżycjadowe 27.04.20, 16:53
                  Ja generalnie z dopowiedzeniami u Rowling mam taki problem, że o ile jeszcze na początku można było uznać, że faktycznie uważa daną informację za ważny element świata przedstawionego, tylko nie wiedziała, jak wpleść go w fabułę (co jest jeszcze oddzielną kwestią), to ostatnimi czasy mam wrażenie, że rzuca wszelkimi newsami głównie po to, żeby o nich pisano. Ostatnio na przykład podzieliła się mapą szkół czarodziejskich i, no cóż: www.dailydot.com/unclick/jk-rowling-wizarding-school-map-racist/
    • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.03.20, 15:31
      A to ja się podzielę irytałką natury filmowej, a dotyczącą filmów kostiumowych/historycznych. Otóż piekielnie częstym błędem w takich dziełach jest odziewanie bohaterek w gorsety na gołe cielsko. Od razu mnie wszystko boli na ten widok, gdyż ganc pomada czy to wiktoriański gorset na fiszbinach co robi talię osy, czy sznurówka od osiemnastego stulecia w dół, kobiety pod to zakładały koszulkę! Miękką koszulkę, jeśli kreacja przewidywała dekolta i krótkie rękawki, to ta koszulka na ramiączkach była, ale była. Noszenie gorsetu na gółkę kończy się bardzo paskudnymi otarciami.

      Druga taka irytałka to kiecki z okresu przewidującego gorsety, szyte zatem z myślą o zgorsetowanej sylwetce, a przywdziane przez aktorkę bez gorsetu. Nożeż, przecież to nie ma prawa dobrze leżeć, gors się będzie marszczył, wybrzuszał i fałdowal jak, cholera, Karpaty w górnej Kredzie. Poldark mnie tym doprowadzał do furii, jak również tym, że kieckom brakowało rogówek To takie cuś, bez którego spódnice tych kiec wisiały jak żagiel w czasie flauty. Nno, Poldark doprowadzał mnie do szału także głównym bohaterem, który jest bucem nie do strawienia i w każdym odcinku który zdarzyło mi się obejrzeć, życzyłam mu bardzo gorąco żeby zleciał na mordę z możliwie wysokiego klifu.

      I trzecia irytałka to włosy na wiater. Taka moda ostatnio w filmach kostiumowych i historycznych, dziewuchy latają ze splotami po pas i dobrze jeśli te sploty wyglądają na tknięte grzebieniem. Tymczasem od średniowiecza po epokę wiktoriańską gdy tylko dziewczyna osiągała wiek rębny... pardą, uprawniający do wypchnięcia za męża, splatała włosy. O sferach wyższych mówię. A tymczasem w filmach mam wiktoriańskie panienki z dobrego domu, które przed obcymi facetami paradują z rozpuszczonym pierzem. Równie dobrze mogłyby paradować w bieliźnie, serio.

      Co do kobiet ze sfer niskich, one generalnie nie latały z rozpuszczonymi kłakami, niezależnie od wieku i stanu matrymonialnego, z bardzo prostej przyczyny. Otóż wozpuszczone włosy nieziemsko przeszkadzają w robocie. Wiem co mówię, miałam w szczytowym okresie włosy do kolan, do tego na wsi mieszkam i coś mi się w gospodarstwie zdarza podłubać. Otóż z rozpuszczonymi się nie da, zaczepiają się o każdą klamkę i każdą gałąź, włażą w oczy i zęby, wpadają do każdego sagana i wiadra, a jak się schylisz pogrzebać w glebie, to zaraz masz w tej glebie własne kłaki. A w takim Jamestown (serial skądinąd bardziej histeryczny niż historyczny) panie co w polu robią idą w to pole z lokamy do pasa (i gołymi łbami, udar słoneczny, albo przewlekłe zapalenie zatok, łelkams tu).
      • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 10:23
        bupu napisała:

        > A to ja się podzielę irytałką natury filmowej, a dotyczącą filmów kostiumowych/
        > historycznych. Otóż piekielnie częstym błędem w takich dziełach jest odziewanie
        > bohaterek w gorsety na gołe cielsko. Od razu mnie wszystko boli na ten widok,

        > Druga taka irytałka to kiecki z okresu przewidującego gorsety, szyte zatem z my

        > I trzecia irytałka to włosy na wiater. Taka moda ostatnio w filmach kostiumowyc

        Niby wszystko racja, ale o ile nie oglądamy/czytamy historycznego opracowania z głosem Krystyny Czubówny, to rozdrabnianie się na fryzurę z epoki, sznurówki z epoki i widelce z epoki, a broń borze, żeby o pięć lat anachroniczne, no nie ma sensu takie rozdrabnianie się.
        Element powinien być dopasowany, jeżeli z jego anachroniczności (czy w ogóle zd*pywziętości) wynika jakaś katastrofa fabułowa. Powiedzmy, Bolesław Chrobry na poważnie bijący Rusinów pod Kijowem za pomocą taktyki wyuczonej od wodza Apaczów, którzy przybyli w poselstwie od króla Hiszpanii. Ale tenże Bolesław Chrobry dokładający sobie z misy pieczonych ziemniaków w jakimś epizodzie nie jest najmniejszym problemem. Dokłada, to dokłada. Przechodzimy dalej.
        Od tego jest zawieszenie niewiary, żeby nie analizować z podręcznikiem budownictwa, czy bohater mógł powiesić obrazek na ścianie, czy też technika wbijania gwoździa opisana w książce całkowicie to uniemożliwia w kontekście konstrukcji ścian, jakiej należy się spodziewać w jego domu.
        Jak słusznie nauczał Feliks W. Kres - istotne są te elementy, które trzymają spójność świata. Elementy natury bardziej estetycznej wręcz należy uwspółcześnić, żeby odbiorcy łatwiej było się wczuć w bohaterów.
        • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 11:30
          lord_vmordevol napisał:

          > bupu napisała:
          >
          > > A to ja się podzielę irytałką natury filmowej, a dotyczącą filmów kostium
          > owych/
          > > historycznych. Otóż piekielnie częstym błędem w takich dziełach jest odzi
          > ewanie
          > > bohaterek w gorsety na gołe cielsko. Od razu mnie wszystko boli na ten w
          > idok,
          >
          > > Druga taka irytałka to kiecki z okresu przewidującego gorsety, szyte zate
          > m z my
          >
          > > I trzecia irytałka to włosy na wiater. Taka moda ostatnio w filmach kosti
          > umowyc
          >
          > Niby wszystko racja, ale o ile nie oglądamy/czytamy historycznego opracowania z
          > głosem Krystyny Czubówny, to rozdrabnianie się na fryzurę z epoki, sznurówki z
          > epoki i widelce z epoki, a broń borze, żeby o pięć lat anachroniczne, no nie m
          > a sensu takie rozdrabnianie się.


          Ależ ma. Weźmy te fryzury nieszczęsne, no przecież to nie jest kwestia czysto estetyczna, ale również obyczajowa. Dziewiętnastowieczna dama mogła się pokazać z rozpuszczonymi włosami najwyżej swemu mężowi, lub służącej przy toalecie. Demonstrowanie rozpuszczonego uwłosienia komukolwiek innemu, zwłaszcza płci męskiej było czymś porównywalnym z pokazaniem się w bieliźnie (nie bez powodu portret cesarzowej Elżbiety z rozpuszczonymi włosami wisiał w prywatnym gabinecie Franciszka Józefa, z dala od oczu postronnych). W wiekach wcześniejszych rozpuszczony włos u dorosłej kobiety bywał albo sugestią na temat jej prowadzenia, albo statusu matrymonialnego. Żona Leszka Czarnego, Gryfina, publicznym zdjęciem czepca i rozpuszczeniem włosów wywołała dziki skandal polityczno-obyczajowy, jasno komunikując iż panu mężowi sił w łożnicy nie staje, dlategóż ona wciąż jest virgo intacta.

          To samo z odzieżą, wiktoriańska panienka z dobrego domu paradująca za dnia z dekoltem po pas, bez kapelusza czy bez gorsetu wywołałaby gromki skandal obyczajowy. Ponadto kostium jest jednym z elementów budujących postać. Strój cokolwiek anachroniczny nie razi u starszej pani, zafiksowanej na latach minionych kiedy olśniewała wszystkich, czy na dziewczęciu ubogim, które nosi co ma, bo na nic innego go nie stać. Na bogatej modnisi, która w małym palcu ma wszystkie trendy Paryża już owszem. Niedopasowany ciuch jest w porządku u mola książkowego, który nie dba o swój wygląd, opływający w majątek dandys-zabawowicz w źle leżącym surducie to już jest nieporozumienie.

          Last but not least kostium, razem z odpowiednimi wnętrzami, tworzy też klimat epoki w której ma się toczyć film. A jeśli, tak jak w najnowszej brytyjskiej adaptacji "Wojny i Pokoju" dostaję na wejściu empirową elegantką w satynowej sukni z jednym ramieniem gołym, to przepraszam, ale wypadam z klimatu z głośnym trzaskiem.


          > Element powinien być dopasowany, jeżeli z jego anachroniczności (czy w ogóle zd
          > *pywziętości) wynika jakaś katastrofa fabułowa. Powiedzmy, Bolesław Chrobry na
          > poważnie bijący Rusinów pod Kijowem za pomocą taktyki wyuczonej od wodza Apaczó
          > w, którzy przybyli w poselstwie od króla Hiszpanii. Ale tenże Bolesław Chrobry
          > dokładający sobie z misy pieczonych ziemniaków w jakimś epizodzie nie jest najm
          > niejszym problemem. Dokłada, to dokłada. Przechodzimy dalej.

          Nie przechodzimy, bo to anachronizm rażący. Nie wymagam, żeby sobie nakładał żarcia dokładną repliką łyżki z czasów Piastów, ale niech z łaski swojej dokłada sobie czegoś, co było w jego epoce dostępne. Pieczonej rzepy na przykład. Film nie rekonstrukcja archeologiczna, czy historyczna, drobiazgów nie będę się czepiać, ale coś kalibru ziemniaków to już nie drobiazg. To kretyństwo (jak, cholera, te lamy na trojańskiej agorze w "Troi", jękło mi wtedy wszystko). Zawieszenie niewiary przydatna rzecz, ale nie powinno służyć usprawiedliwieniu czystych idiotyzmów, których można było łatwo uniknąć.

          > Jak słusznie nauczał Feliks W. Kres - istotne są te elementy, które trzymają sp
          > ójność świata. Elementy natury bardziej estetycznej wręcz należy uwspółcześnić,
          > żeby odbiorcy łatwiej było się wczuć w bohaterów.

          Odbiorcy łatwiej się wczuć w bohaterów, gdy ci są dobrze napisani. Nie gdy są współcześniej odziani. W taką Bellę Swan nie wczuję się za Chiny Ludowe, a nawet i demokratyczne, mimo jej najzupełniej współczesnej garderoby, tymczasem pokolenia widzyń bez wysiłku wczuwają się w Elisabeth Bennett, oglądając genialny serial z Jennifer Ehle, jeden z najstaranniej przygotowanych pod względem kostiumów i obyczajowości jakie znam.
          • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 22:58
            bupu napisała:

            > > Niby wszystko racja, ale o ile nie oglądamy/czytamy historycznego opracow
            > ania z
            > > głosem Krystyny Czubówny, to rozdrabnianie się na fryzurę z epoki, sznur
            > ówki z
            > > epoki i widelce z epoki, a broń borze, żeby o pięć lat anachroniczne, no
            > nie m
            > > a sensu takie rozdrabnianie się.
            >
            > Ależ ma. Weźmy te fryzury nieszczęsne, no przecież to nie jest kwestia czysto e
            > stetyczna, ale również obyczajowa. Dziewiętnastowieczna dama mogła się pokazać
            > z rozpuszczonymi włosami najwyżej swemu mężowi, lub służącej przy toalecie. Dem

            Ależ nikt nie przeczy. Ale dla losów Anny Kareninej nie ma to najmniejszego znaczenia. Ja rozumiem, o co Ci chodzi, bo mnie też osłabiają różne na przykład technikalia w stylu jak sobie mały Pilipiuk wyobraża latanie samolotem, ale tak naprawdę to nie ma zazwyczaj znaczenia dla treści.

            > wy. Ponadto kostium jest jednym z elementów budujących postać. Strój cokolwiek
            > anachroniczny nie razi u starszej pani, zafiksowanej na latach minionych kiedy
            > olśniewała wszystkich, czy na dziewczęciu ubogim, które nosi co ma, bo na nic i
            > nnego go nie stać. Na bogatej modnisi, która w małym palcu ma wszystkie trendy
            > Paryża już owszem. Niedopasowany ciuch jest w porządku u mola książkowego, któr
            > y nie dba o swój wygląd, opływający w majątek dandys-zabawowicz w źle leżącym s
            > urducie to już jest nieporozumienie.

            Ale tego się nie opisuje podając szczegóły wyglądu, tylko się explicite pisze, że ubrany był w stary, wytarty surdut, albo w olśniewającą suknię w kolorze fleur de viande i czytelnik na słowo wierzy, że to znaczy, że niemodnie lub supermodnie, respectively (że tak internacjonalnie pojadę). Analizowanie, że w roku, w którym się dzieje powieść surduty były absolutną nowością, natomiast suknie nosiło się wyłącznie w kolorze eau de cul, a fleur de viande były passe od dekady to po prostu upierdliwstwo.

            > Last but not least kostium, razem z odpowiednimi wnętrzami, tworzy też klimat e
            > poki w której ma się toczyć film. A jeśli, tak jak w najnowszej brytyjskiej ada
            > ptacji "Wojny i Pokoju" dostaję na wejściu empirową elegantką w satynowej sukni
            > z jednym ramieniem gołym, to przepraszam, ale wypadam z klimatu z głośnym trza
            > skiem.

            A ja nie. Podobnie, jak nie wypadam z klimatu "Gwiezdnych Wojen", mimo, że Sokół Milenium jakąś tam odległość pokonywał w dwa parseki.

            > > w, którzy przybyli w poselstwie od króla Hiszpanii. Ale tenże Bolesław Ch
            > robry
            > > dokładający sobie z misy pieczonych ziemniaków w jakimś epizodzie nie jes
            > t najm
            > > niejszym problemem. Dokłada, to dokłada. Przechodzimy dalej.
            >
            > Nie przechodzimy, bo to anachronizm rażący. Nie wymagam, żeby sobie nakładał ża
            > rcia dokładną repliką łyżki z czasów Piastów, ale niech z łaski swojej dokłada
            > sobie czegoś, co było w jego epoce dostępne. Pieczonej rzepy na przykład. Film

            Nie. Rozdrabnianie się na tym poziomie to, wybacz, spatologizowana i sprymitywizowana percepcja dzieła. Owszem, jest pewna masa krytyczna takich detali, powyżej której to już rzeczywiście męczy, jak każda niedbałość. Ale rozpływanie się nad tym, że ktoś odtworzył w skali 1:1 salę balową Titanica i dzięki temu film jest dobry, to przecież bzdura. To nie od tego bierze się jakość filmu i spokojnie można zagrać zatonięcie Titanica używając jako całej scenografii wnętrz Pałacu Kultury. I tarasu.

            > piać, ale coś kalibru ziemniaków to już nie drobiazg. To kretyństwo (jak, chole
            > ra, te lamy na trojańskiej agorze w "Troi", jękło mi wtedy wszystko). Zawieszen

            Nie mam pojęcia, o jakie lamy chodzi, a "Troja" bardzo mi się podobała, dzieciom pokazałem.

            > > Jak słusznie nauczał Feliks W. Kres - istotne są te elementy, które trzym
            > ają sp
            > > ójność świata. Elementy natury bardziej estetycznej wręcz należy uwspółcz
            > eśnić,
            > > żeby odbiorcy łatwiej było się wczuć w bohaterów.
            >
            > Odbiorcy łatwiej się wczuć w bohaterów, gdy ci są dobrze napisani. Nie gdy są w
            > spółcześniej odziani. W taką Bellę Swan nie wczuję się za Chiny Ludowe, a nawet

            Tak, wyraziłem się nieprecyzyjnie. Nie chodziło o uwspółcześnianie ubrania, ubranie, o ile trzyma się w miarę w czasie dzieła, nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia, czy w książce o latach 80 ludzie chodzą w luźnych bluzach, uczesani w kalafiora na górze i długo z tyłu, czy w kwiatowych koszulach, dzwonach i z długimi włosami. Lata 70, czy 80 - co to teraz za różnica odzieżowa? Kres pisał w tym przypadku konkretnie o kanonie urody ludzi, co się też przekłada na wygląd opisywanych postaci. Acz nie ma problemu, żeby to rozciągać na inne podobne aspekty.

            • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 03.04.20, 10:46
              lord_vmordevol napisał:

              > bupu napisała:

              >
              > Ależ nikt nie przeczy. Ale dla losów Anny Kareninej nie ma to najmniejszego zna
              > czenia. Ja rozumiem, o co Ci chodzi, bo mnie też osłabiają różne na przykład te
              > chnikalia w stylu jak sobie mały Pilipiuk wyobraża latanie samolotem, ale tak n
              > aprawdę to nie ma zazwyczaj znaczenia dla treści.

              Dla fabuły nie ma. Dla treści ma. Wyobraź sobie że dla mnie jest istotne, czy autor dzieła wykonał swoją robotę porządnie, czy po łebkach. Jeśli ktoś decyduje się umieścić akcję swego dzieła w takiej, a nie innej epoce, to niech pilnuje, żeby mu się tło historyczno-obyczajowe zgadzało. Inaczej to nie ma sensu.

              Po cholerę na przykład było robić serial o francuskich latach Marii Stuart, w którym ani jeden ciuch nie przypominał, nawet z daleka, garderoby francuskiego renesansu, a obyczajowość była wprost ze współczesnego USA? W tym momencie to już przestał być serial o szkockiej królowej, to było Beverly Hills 2010 w kostiumach od czapy.


              >
              > Ale tego się nie opisuje podając szczegóły wyglądu, tylko się explicite pisze,
              > że ubrany był w stary, wytarty surdut, albo w olśniewającą suknię w kolorze fle
              > ur de viande i czytelnik na słowo wierzy, że to znaczy, że niemodnie lub superm
              > odnie, respectively (że tak internacjonalnie pojadę). Analizowanie, że w roku,
              > w którym się dzieje powieść surduty były absolutną nowością, natomiast suknie n
              > osiło się wyłącznie w kolorze eau de cul, a fleur de viande były passe od dekad
              > y to po prostu upierdliwstwo.


              Primo, ja mówię głównie o filmach. Secundo, to nie jest upierdliwstwo gdy postać spowita w niemodny kolor ma być wedle autora zawsze na bieżąco z trendami. Konsekwencja w budowaniu postaci się kłania, czy to w filmie, czy w literaturze.


              >
              > > Last but not least kostium, razem z odpowiednimi wnętrzami, tworzy też kl
              > imat e
              > > poki w której ma się toczyć film. A jeśli, tak jak w najnowszej brytyjski
              > ej ada
              > > ptacji "Wojny i Pokoju" dostaję na wejściu empirową elegantką w satynowej
              > sukni
              > > z jednym ramieniem gołym, to przepraszam, ale wypadam z klimatu z głośny
              > m trza
              > > skiem.
              >
              > A ja nie. Podobnie, jak nie wypadam z klimatu "Gwiezdnych Wojen", mimo, że Sokó
              > ł Milenium jakąś tam odległość pokonywał w dwa parseki.

              No i?


              >
              > Nie. Rozdrabnianie się na tym poziomie to, wybacz, spatologizowana i sprymitywi
              > zowana percepcja dzieła. Owszem, jest pewna masa krytyczna takich detali, powyż
              > ej której to już rzeczywiście męczy, jak każda niedbałość. Ale rozpływanie się
              > nad tym, że ktoś odtworzył w skali 1:1 salę balową Titanica i dzięki temu film
              > jest dobry, to przecież bzdura. To nie od tego bierze się jakość filmu i spokoj
              > nie można zagrać zatonięcie Titanica używając jako całej scenografii wnętrz Pał
              > acu Kultury.


              Po pierwsze, nie, nie wybaczam, daloby się to ująć grzeczniej.

              Po drugie, spróbuj polemizować z tym co faktycznie piszę, będzie nam łatwiej. A już po raz kolejny piszę że nie domagam się rekonstrukcji na poziomie muzealnym. Domagam się natomiast od autora dzieła minimum wysiłku przy tworzeniu realiów swego dzieła. Skoro już sobie wybrał konkretną epokę, to niech się o niej dowie przynajmniej tyle, żeby nie sadzić oczywistych idiotyzmów w stylu Bolka Piastowica szamiącego ziemniaki. To, co ty postulujesz natomiast, to jest zwyczajne niedbalstwo i robota po łebkach. Jeśli się autorowi nie chce ogarnąć podstawowej wiedzy na temat danej epoki, to niech się nie bierze za tworzenie dzieł historycznych.
              • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 07:05
                Że się wtrącę, za przeproszeniem.
                Jak dla mnie racja leży pośrodku. Bo owszem, jeśli ktoś kręci "Morderstwo w Orient Expressie" to nie ma znaczenia czy obicia siedzeń w wagonie jadalnym były kremowe czy purpurowe. To jest szczegół, który dla akcji nie ma kompletnie żadnego znaczenia, i jeśli "znawca" zacznie się gromko upierać, że twórcy filmu są "be", bo obicia powinny być szmaragdowe, a nie indygo - to znawca jest idiotą. Ale... Jeśli twórca uparłby się, by Herculesa Poirot zagrał, dajmy na to Denzel Washington - to już JEST przegięcie - bo Poirot był Belgiem, a w czasach przed I Wojną Światową w Belgii nie byli standardem ciemnoskórzy. Kropka. Licentia poetica tez ma granice i nie zawsze w wyobraźni wszystko się mieści. Jeśli ktoś robi film o Marii Stuart - to nie ma dla mnie znaczenia że podczas porannej przechadzki Maria ma na sobie żółtą kieckę, o ile mniej - więcej pasuje do czasów krojem i stylem. Miałoby znaczenie, gdyby np było ogólnie doskonale wiadomym, że Maria żółtego koloru nie znosiła, wyglądała w nim fatalnie i nawet żadnej z jej dwórek żółtej kiecki nosić nie było wolno. Odtworzenie 1:1 sali balowej Titanica nic nie da, jeśli aktorzy są drętwi, reżyser nie ma pomysłu, a scenarzysta pisał na kolanie i po pijanemu. Ale najlepsi aktorzy, reżyser i scenarzysta nie pozwolą nakręcić zatonięcia Titanica w scenerii obdrapanej łajby wujka Wieśka na Mazurach.
                Czyli dobrzy aktorzy, reżyseria itd może "poratować" kiepski "entourage". Ale najlepiej dobrane detale "techniczne" nie uratują dzieła bez dobrego aktorstwa, reżyserii itd. I to niezależnie od czasów w których zdecydowano się akcję osadzić.
                Nieco analogicznie - byłam kiedyś w teatrze na "Ryszardzie III". Scenografia była "współczesna", oszczędna. Nijak mi to nie przeszkadzało! Genialny Mirosław Baka w roli głównej zrobił swoje. I choćby scena była najdoskonalej udekorowana a króla zagrał jeden z braci Mroczków - to nijak nie umiałabvm się wczuć w czasy i dramat...
                • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 09:20
                  kocynder napisała:

                  > Że się wtrącę, za przeproszeniem.
                  > Jak dla mnie racja leży pośrodku. Bo owszem, jeśli ktoś kręci "Morderstwo w Ori
                  > ent Expressie" to nie ma znaczenia czy obicia siedzeń w wagonie jadalnym były k
                  > remowe czy purpurowe. To jest szczegół, który dla akcji nie ma kompletnie żadne
                  > go znaczenia, i jeśli "znawca" zacznie się gromko upierać, że twórcy filmu są "
                  > be", bo obicia powinny być szmaragdowe, a nie indygo - to znawca jest idiotą. A
                  > le... Jeśli twórca uparłby się, by Herculesa Poirot zagrał, dajmy na to Denzel
                  > Washington - to już JEST przegięcie - bo Poirot był Belgiem, a w czasach przed
                  > I Wojną Światową w Belgii nie byli standardem ciemnoskórzy. Kropka. Licentia po
                  > etica tez ma granice i nie zawsze w wyobraźni wszystko się mieści. Jeśli ktoś r
                  > obi film o Marii Stuart - to nie ma dla mnie znaczenia że podczas porannej prze
                  > chadzki Maria ma na sobie żółtą kieckę, o ile mniej - więcej pasuje do czasów k
                  > rojem i stylem. Miałoby znaczenie, gdyby np było ogólnie doskonale wiadomym, że
                  > Maria żółtego koloru nie znosiła, wyglądała w nim fatalnie i nawet żadnej z je
                  > j dwórek żółtej kiecki nosić nie było wolno. Odtworzenie 1:1 sali balowej Titan
                  > ica nic nie da, jeśli aktorzy są drętwi, reżyser nie ma pomysłu, a scenarzysta
                  > pisał na kolanie i po pijanemu. Ale najlepsi aktorzy, reżyser i scenarzysta nie
                  > pozwolą nakręcić zatonięcia Titanica w scenerii obdrapanej łajby wujka Wieśka
                  > na Mazurach.
                  > Czyli dobrzy aktorzy, reżyseria itd może "poratować" kiepski "entourage". Ale n
                  > ajlepiej dobrane detale "techniczne" nie uratują dzieła bez dobrego aktorstwa,
                  > reżyserii itd. I to niezależnie od czasów w których zdecydowano się akcję osadz
                  > ić.

                  No toż ja się z tym absolutnie zgadzam. Od A do Z.



                  > Nieco analogicznie - byłam kiedyś w teatrze na "Ryszardzie III". Scenografia by
                  > ła "współczesna", oszczędna. Nijak mi to nie przeszkadzało! Genialny Mirosław B
                  > aka w roli głównej zrobił swoje. I choćby scena była najdoskonalej udekorowana
                  > a króla zagrał jeden z braci Mroczków - to nijak nie umiałabvm się wczuć w czas
                  > y i dramat...
                  >


                  A teatr to jest troszkę inna para kaloszy, operująca znacznie większą umownością. Przypomniałaś mi jednak musical "Jekyll&Hyde". Jedna z moich ulubionych produkcji to ta premierowa, wiedeńska, w której nie zdążył już zagrać genialny Steve Barton. Zastąpił go, z niezłym skutkiem, Thomas Borchert. Dekoracje były takie więcej ascetyczno-symboliczne, kostiumy w porządku ale bez wodotrysków i szaleństw. Cały spektakl miód malina, dajcie więcej, obsada spełniła oczekiwania, było pięknie.

                  Na drugim końcu plasuje się produkcja tegoż musicalu rodem z Broadwayu. Dekoracje - Bizancjum, detalicznie odtworzone na scenie czy to pracownia Jekylla, czy szpital, czy burdel Czerwony Szczur, czy salony sir Danversa Carew. Kostiumy też na bogato, piękne i niewątpliwie drogie tkaniny w toaletach dam, na męską odzież też szczodrze sypnięto dularami. I wiesz co? To było nieoglądable. Dwa damskie filary musicalu czyli Lucy i Emma były tak bez wyrazu że w cholerę nie pamiętam kto je grał, a Jekyll z Hyde'em... No, to był dramat na gąsienicach od czołgu. Grający te role David Hasselhoff miotał się po scenie opływając potem, a w oku mu narastała panika bo i wokalnie i aktorsko był o wiele za krótki żeby tego Jekylla z Hyde'em dźwignąć. Masakracja.
                • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 10:39
                  kocynder napisała:

                  > Nieco analogicznie - byłam kiedyś w teatrze na "Ryszardzie III". Scenografia by
                  > ła "współczesna", oszczędna. Nijak mi to nie przeszkadzało! Genialny Mirosław B

                  OIMW to w ogóle jakoś tak to było wystawiane za czasów Szekspira. Znaczy, z bardzo małą scenografią.

                  Nawiasem mówiąc, "Ryszard III" jest też filmem w realiach wizualnych lat 30-40 i skoro pamiętam go po 20 latach, to chyba nie bez powodu mi się podobał. W odróżnieniu od koszmarnego "Makbeta" sprzed paru lat, który był jak najbardziej średniowieczny na oko.

              • kooreczka Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 08:51
                Beverly Hills w kostiumach historycznych ma rację bytu, jeśli od początku przyzna czym jest- Galavant, Castlevania czy Czarna Żmija nie udają, że są poważnym dziełem historycznym, a z przeszłości czerpią inspirację. Tak samo pewne anachronizmy w Marii Antoninie nie rażą, bo widać, że to wybór stylistyczny.

                Dużo bardziej wkurzają mnie dzieła, które mając się za historyczne wykładają się na podstawach- choćby Henryka VIII nie chciał rozwodu z Katarzyną, chciał unieważnienia. Różnica, której chyba żaden film nie łapie.
              • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 10:56
                bupu napisała:

                > lord_vmordevol napisał:
                > utor dzieła wykonał swoją robotę porządnie, czy po łebkach. Jeśli ktoś decyduje
                > się umieścić akcję swego dzieła w takiej, a nie innej epoce, to niech pilnuje,
                > żeby mu się tło historyczno-obyczajowe zgadzało. Inaczej to nie ma sensu.

                Tło historyczno-obyczajowe, owszem, ale wcale nie koniecznie co do detali takich, jak rozpuszczanie włosów przy mężu lub niemężu. Chyba, żeby to była kluczowa scena o podstawowym znaczeniu, ale takie coś to z drugiej strony trzeba właśnie zastąpić czymś bardziej zrozumiałym dla Zwykłego Użytkownika. Chyba, że się całą książką daje do zrozumienia, że pozdro dla kumatych, ale to takie sobie jest pisarstwo.

                > Po cholerę na przykład było robić serial o francuskich latach Marii Stuart, w k
                > tórym ani jeden ciuch nie przypominał, nawet z daleka, garderoby francuskiego r

                No to akurat nie ma większego znaczenia.

                > enesansu, a obyczajowość była wprost ze współczesnego USA? W tym momencie to ju

                A to, oczywiście, ma.


                > > w którym się dzieje powieść surduty były absolutną nowością, natomiast su
                > knie n
                > > osiło się wyłącznie w kolorze eau de cul, a fleur de viande były passe od
                > dekad
                > > y to po prostu upierdliwstwo.
                >
                > Primo, ja mówię głównie o filmach. Secundo, to nie jest upierdliwstwo gdy posta

                Ale to w filmach tak samo działa.

                > ć spowita w niemodny kolor ma być wedle autora zawsze na bieżąco z trendami. Ko

                Na świecie jest może z 7 osób, które są w stanie powiedzieć, jaki kolor był modny w momencie ścinania Marii Antoniny i jak to się ma do jej ubioru w tym momencie. Ma suknię? Nie wygląda ta suknia jak z Zary? No to jest historyczna.

                > > > z jednym ramieniem gołym, to przepraszam, ale wypadam z klimatu z
                > głośny
                > > m trza
                > > > skiem.
                > >
                > > A ja nie. Podobnie, jak nie wypadam z klimatu "Gwiezdnych Wojen", mimo, ż
                > e Sokó
                > > ł Milenium jakąś tam odległość pokonywał w dwa parseki.
                >
                > No i?

                Dokładnie tak samo mógłbym odpowiedzieć na Twoją deklarację wypadania z trzaskiem.

                > > Nie. Rozdrabnianie się na tym poziomie to, wybacz, spatologizowana i spry
                > mitywi
                > > zowana percepcja dzieła. Owszem, jest pewna masa krytyczna takich detali,
                > powyż
                > > ej której to już rzeczywiście męczy, jak każda niedbałość. Ale rozpływani
                > e się
                > > nad tym, że ktoś odtworzył w skali 1:1 salę balową Titanica i dzięki temu
                > film
                > > jest dobry, to przecież bzdura. To nie od tego bierze się jakość filmu i
                > spokoj
                > > nie można zagrać zatonięcie Titanica używając jako całej scenografii wnęt
                > rz Pał
                > > acu Kultury.
                >
                >
                > Po pierwsze, nie, nie wybaczam, daloby się to ująć grzeczniej.

                Może i tak, ale biorąc pod uwagę, jakie konsekwencje ma ocenianie zwykłych filmów pod kątem zgodności każdego piksela z realiami historycznymi, to i tak byłem delikatny. Producenci filmów odpuszczają sobie wszelkie inne aspekty i skupiają cały wysiłek na odwzorowaniu lwich pysków na pancerzu Szczurzej Śmierci, a cała reszta może być dowolnie pocięta.

                > Po drugie, spróbuj polemizować z tym co faktycznie piszę, będzie nam łatwiej. A
                > już po raz kolejny piszę że nie domagam się rekonstrukcji na poziomie muzealny
                > m. Domagam się natomiast od autora dzieła minimum wysiłku przy tworzeniu realió

                To, co określasz jako "minimum wysiłku" to właśnie rekonstrukcja na poziomie muzealnym. Niuanse odzieży i fryzury to jest wiedza już głęboko specjalistyczna.

                > w swego dzieła. Skoro już sobie wybrał konkretną epokę, to niech się o niej dow
                > ie przynajmniej tyle, żeby nie sadzić oczywistych idiotyzmów w stylu Bolka Pias
                > towica szamiącego ziemniaki. To, co ty postulujesz natomiast, to jest zwyczajne
                > niedbalstwo i robota po łebkach. Jeśli się autorowi nie chce ogarnąć podstawow
                > ej wiedzy na temat danej epoki, to niech się nie bierze za tworzenie dzieł hist
                > orycznych.

                Ale mówimy o dziełach mających być pomocą dydaktyczną, czy o przygodówkach?
                • anchema Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 14:13
                  www.youtube.com/watch?v=f0fqnPFeVCM

                  ja to tu tylko zostawię

                  ps. rozpuszczone włosy w historycznych filmach to jeden z tych baboli na które narzekają ludziska w komentarzach pod filmami historycznymi
        • zla.m Re: Irytałki niejeżycjadowe 25.04.20, 14:26
          lord_vmordevol napisał:
          > Jak słusznie nauczał Feliks W. Kres - istotne są te elementy, które trzymają sp
          > ójność świata. Elementy natury bardziej estetycznej wręcz należy uwspółcześnić,
          > żeby odbiorcy łatwiej było się wczuć w bohaterów.

          Ale rozpuszczone włosy, rodzaj czy kolor sukni czy - co więcej - sposób myślenia, to nie są li i tylko elementy estetyczne. W elżbietańskiej Anglii kolor czerwony przypisany był ladacznicom. I nie powinieneś, pisząc powieść historyczną, ubierać w czerwień 16-letniej arystokratki. Oczywiście, ja rozumiem, że dla wielu ludzi to nie ma znaczenia, bo jest to rodzaj wiedzy, którego nie mają i mieć nie muszą. Ale AUTOR wiedzę taką mieć powinien, choćby po to, że książka "o epoce" zostanie na pewno przeczytana przez znawców epoki. Tym bardziej nie można np. Julii dawać osobowości i sposobu myślenia współczesnej nastolatki, bo cała tragedia pójdzie się paść. Bo współczesna czternastolatka z jednej strony raczej otwarcie oleje zakazy rodziców i nie da się w domu zamknąć, a z drugiej - jeśli chodzi o seks o może być bardziej wstrzemięźliwa niż Julia (nie, że jest bardziej moralna, ale wie, że nie musi wykorzystywać koniecznie może jedynej okazji w życiu żeby być sam na sam z nie-mężem). Dlatego stroje czy zachowania rażą, razi współczesny tok myślenia u postaci historycznych (parsek jako jednostka czasu też razi ;-) )
          • mmoni Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 13:09
            zla.m napisała:

            > W elżbietańskiej Anglii kolor czer
            > wony przypisany był ladacznicom. I nie powinieneś, pisząc powieść historyczną,
            > ubierać w czerwień 16-letniej arystokratki.

            Poważnie? Źródło poproszę, bo ja na portretach widzę co innego. Linki do tych, które nie pozwalają się kopiować:

            Hrabina Dunfermline
            Księżna Norfolk
            Hrabianka Lennox (przyznam, że czas tuż po śmierci Elżbiety)
            • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 13:27
              To, co zapodajesz, to okres jeszcze henrykowski :)
              • mmoni Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 13:45
                Portret Norfolkowej jest z 1565 r, a więc jak najbardziej elżbietański. Daty portretu hrabiny Dunfermline nie mogłam znaleźć, ale pi razy drzwi chyba też jakubowski (czyli tuż tuż poelżbietański).
              • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 13:47
                tt-tka napisała:

                > To, co zapodajesz, to okres jeszcze henrykowski :)
                >

                A hrabina Dunfermline i hrabianka Lennox to Szkotki, Szkocja zaś rządziła się własnymi, odrębnymi prawami, będąc wszakże aż do śmierci Elżbiety państwem najzupełniej odrębnym od starej dobrej Anglii.
                • mmoni Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 15:15
                  Niemniej nie chce mi się wierzyć, aby te różnice kulturowe były aż tak przepotężne, aby pani mogła paradować w czerwonej sukni po jednej stronie muru Hadriana, a po drugiej narażała się na pytania, ile bierze za numerek. Jak również, aby zmiany kulturowe zachodziły tak szybko, że czerwona sukienka za rządów Elżbiety oznaczała kurtyzanę, a rok później już nie. Ale z chęcią zrewiduję swój pogląd, jeżeli zobaczę jakieś wiarygodne źródło.

                  Tu jeszcze jakaś dama, być może hrabina Bedford, niewątpliwie zamożna. Namalowane w okolicach 1603.
                  • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 18:28
                    Rzady Elzbiety to blisko pol wieku. Nie wiesz, jak przez polwiecze zmienialy sie pojecia i domniemania ? Dosc porownac ubiory z lat, przykladowo, 40-tych i 60-tych XX wieku :)

                    O tym, ze czerwien byla kolorem krolow, kardynalow i pan na litere k czytalam wielokrotnie i u licznych autorow. rzecz uznalam za tak banalna, ze nawet nie zapamietywalam zrodel.
                    • mmoni Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 20:04
                      Że ogólnie symbolicznie czerwień w kulturze europejskiej kojarzy się m. in. z prostytucją (patrz Apokalipsa, dzielnice czerwonych świateł itd.) to jedna sprawa. Natomiast ja tutaj się odnoszę do tezy zla.m, że w elżbietańskiej Anglii na czerwono ubierały się tylko ladacznice i sądzę, że wklejone przeze mnie i kooreczkę liczne przykłady pań wysokiego rodu ubranych na czerwono tę tezę falsyfikują.
                • kooreczka Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 19:11
                  Serio, ska ta informacja o czerwonym dla ladacznic? Sama Elżbieta często portretowała się w czerwonym, poza tym utrzymywał się jako korol kardynalski. Jeśli coś, to był raczejz zabraniany niższym klasom.

                  en.wikipedia.org/wiki/Hans_Eworth
                  en.wikipedia.org/wiki/Portraiture_of_Elizabeth_I_of_England

                  Mody w okresie przedindustrialnym nie można porównywać do tej XX wiecznej.
                  Moda dworska i w stolicy zmieniała się często, była narzędziem religii i polityki- rodzaj czepca, suknie polonezki, wzory i materiały. Stamtąd pewne trendy skapywały powoli do warstw niższych i rozprzestrzeniały się na prowincje. Materiały były jednak bardzo drogie na każdym szczeblu- biedni oprzerabiali, póki się nie rozpadły, bogaci zapisywali w testamentach i nawet amożni zużyte stroje przerabiali na dziecięce. Guziki, koronki, kawałki jedwabiu odprówano i przyszywano do nowych strojów.
                  • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 19:59
                    Mowa wylacznie o modzie dworskiej w tym okresie, sfery nizsze nie portretowaly sie :)

                    Info o czerwonym dla ladacznic, gdy chodzi o ikonografie, glownie z modlitewnikow - co ladacznica na rysunku, to na czerwono. Zrodel pisanych naprawde nie pamietam. Za to jako ciekawostke zapamietalam, ze gdy profesjonalistkom nakazano noszenie zoltych welonow (chyba okres awinionskiej niewoli papiezy, rzecz sie dzaiala we Francji), to i tak przedstawiane byly na czerwono.
                    • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 20:00
                      pardon - nie pamietam w sensie nie przypomne sobie konkretnych tytulow. Same tresci tej tresci oczywiscie pamietam :)
                      • mmoni Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 20:07
                        To w drugą stronę: ladacznice były przedstawiane ubrane na czerwono, głównie przez skojarzenia z Wielką Nierządnicą z Apokalipsy. Natomiast nawet jeżeli założymy prawdziwość twierdzenia "ladacznice ubierały się tylko na czerwono", nie implikuje to prawdziwości twierdzenia "wszystkie kobiety ubrane na czerwono były ladacznicami".
                        • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 23:24
                          Generalnie - czerwien uwazano za kolor wyzywajacy, majacy zwracac uwage - kobieta porzadna wowczas (w czasach elzbietanskich) i dlugo potem miala nie zwracac na siebie uwagi.
                          Krolowa, kardynal czy nierzadnica musieli byc widoczni, a nawet wyrozniac sie strojem, w tym barwa stroju, ze wzgledu na swoje, hm, zawodowe obowiazki. Moze mogla sobie na to pozwolic dama wysokiego rodu w swojej parafii, bo na oficjalnej uroczystosci na krolewskim dworze juz raczej nie. Ale jesli bohaterka filmu/ksiazki nie jest krolowa, to czerwien sukni sugeruje jednoznacznie jej zajecie, a co najmniej sklonnosci.
                          • kooreczka Re: Irytałki niejeżycjadowe 27.04.20, 10:02
                            Wybacz, ale twoje stwierdzenie pokazują totalnie niezrozumienie epoki. Tak się składa, że mam dostęp do źródeł pisanych na ten temat.
                            Najprościej:
                            Moraliści gromili modne, wyzywające stroje, ale zachowana ikonografia i opisy pokazuje, że świat światem ludzie ubierali się w najlepsze, na co było ich stać. Pełno mamy ustaw antyzbytkowych dla różnych epok zakazujących pewnych zachowań, ubiorów i materiałów wzbogaconym warstwom niższym.

                            Czerwień- trudna do uzyskania i utrzymania- zarezerwowana była dla warstw rządzących i panujących. Panienka nie poszłaby w czerwonej sukni na audiencję, nie dlatego, że to kolor prostytutek, ale królowych.
                            Prostytutki zawsze starały się zbudować aurę luksusu, piękna i poważania dlatego nosiły to co akurat mode i ładne. Starano się z tym walczyć- mamy przepisy zabraniające tego i opisy jak urzędnicy wprost zdzierali kurtyzanom futra, jaskrawe wierzchnie suknie i modne czepce. Starano się wprowadzić oznaczenia, ale najbliższe Twojemu twierdzeniu były czerwone czepki. Większość to sznury z węzłami (od Rachab z Jerycha), paski, widoczne znaki, opaski, dzwoneczki i kołatki, czarne peleryny.

                            BTW w modlitewnikach Żydzi często są na żółto i wcale nie sugeruje to, że oczekiwano, że ubiorą się w tak drogie rzeczy.
                            • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 27.04.20, 10:25
                              Alez rozumiem epoke, w tym finansowe ograniczenia (Polska jako glowny producent czerwonego barwnika tlukaca na tym solidna kase przykladowo), tylko mowa jakby o czym innym. O tym mianowicie, ze film czy ksiazka z akcja w epoce dawno minionej powinna takie niuanse uwzgledniac i nie ubierac panny w czerwona suknie, o ile ta nie jest krolowa ani prostytutka.
                    • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 21:03
                      tt-tka napisała:

                      > Mowa wylacznie o modzie dworskiej w tym okresie, sfery nizsze nie portretowaly
                      > sie :)

                      Ale portretowali je różni Breughle, nie wnikając w to, kiedy i gdzie żyła konkretnie rodzina Breughlów.

                      > Info o czerwonym dla ladacznic, gdy chodzi o ikonografie, glownie z modlitewnik
                      > ow - co ladacznica na rysunku, to na czerwono. Zrodel pisanych naprawde nie pam

                      To w najmniejszym stopniu nie znaczy, że one w rzeczywistości tak się ubierały, ani że nie ubierał się tak nikt inny. Ostatecznie, ileż ladacznic jest w modlitewniku?


          • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 21:10
            zla.m napisała:

            > lord_vmordevol napisał:
            > > Jak słusznie nauczał Feliks W. Kres - istotne są te elementy, które trzym
            > ają sp
            > > ójność świata. Elementy natury bardziej estetycznej wręcz należy uwspółcz
            > eśnić,
            > > żeby odbiorcy łatwiej było się wczuć w bohaterów.
            >
            > Ale rozpuszczone włosy, rodzaj czy kolor sukni czy - co więcej - sposób myśleni
            > a, to nie są li i tylko elementy estetyczne. W elżbietańskiej Anglii kolor czer
            > wony przypisany był ladacznicom. I nie powinieneś, pisząc powieść historyczną,
            > ubierać w czerwień 16-letniej arystokratki. Oczywiście, ja rozumiem, że dla wie

            O ile to nie jest podręcznik do historii, to spokojnie mogę. No, chyba, że mam ambicję akurat ten szczegół do czegoś wykorzystać, tylko że wtedy wymaga to ode mnie dołączenia dobitnego kawałka uświadamiającego czytelnikowi, że jak w czerwonym, to małpa. Jeżeli tego nie zrobię, to jedynym skojarzeniem czytelnika na "widok" 16-latki w czerwieni będzie, że to "hot teen".


      • mamuka_z_boru Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 17:59
        Z irytacji filmowo-kostiumowych zawsze rażą mnie pończochy w filmach, których akcja dzieje się w latach '20, '30 i '40. Oglądając już przecież dość obfitą filmografię z epoki, lub oglądając zdjęcia z tamtych czasów, zawsze widzimy pończoch ze szwem z tyłu. Zawsze, innej opcji nie ma. Krosno obrotowe do produkcji pończoch w formie tuby wynaleziono w połowie lat '50, do tego czasu pończochy tkane były na płasko i zszywane. Więc to nie kwestia mody czy preferencji. I jeśli na wszystkich archiwalnych zdjęciach kobiety mają pończochy ze szwem, to IMHO osoby odpowiedzialne za kostiumy powinny to uwzględnić. Nie odziewamy panien Bennet w suknie z zamkami błyskawicznymi, to nie ubierajmy bohaterek szalonych lat '20 we współczesne pończochy, lub o zgrozo - w rajstopy.
        • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 26.04.20, 19:27
          mamuka_z_boru napisała:

          > Z irytacji filmowo-kostiumowych zawsze rażą mnie pończochy w filmach, których a
          > kcja dzieje się w latach '20, '30 i '40. Oglądając już przecież dość obfitą fil
          > mografię z epoki, lub oglądając zdjęcia z tamtych czasów, zawsze widzimy pończo
          > ch ze szwem z tyłu. Zawsze, innej opcji nie ma. Krosno obrotowe do produkcji po
          > ńczoch w formie tuby wynaleziono w połowie lat '50, do tego czasu pończochy tk
          > ane były na płasko i zszywane. Więc to nie kwestia mody czy preferencji. I jeśl
          > i na wszystkich archiwalnych zdjęciach kobiety mają pończochy ze szwem, to IMHO
          > osoby odpowiedzialne za kostiumy powinny to uwzględnić. Nie odziewamy panien B
          > ennet w suknie z zamkami błyskawicznymi, to nie ubierajmy bohaterek szalonych l
          > at '20 we współczesne pończochy, lub o zgrozo - w rajstopy.

          Aaaaa! To mnie pogryzło w Hrabinie Cosel ostatnio! Jantoś, pardą, Ignacy Gogolewski, demonstrował zgrabne łydki w półprzejrzystych pończochach bez jednego szwu!
    • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.03.20, 15:53
      Ja z nudow udkurzam Pilipiuka i jest scenka, gdzie toaleta w wagonie kolejowym wybucha wiadomoczym. O ile sie cos zmienilo od moich czasow studenckich, to byla taka klapka, ktora wyrzucala zawartosc na tory, stad nie wolno bylo korzystac z toalet na postojach...
      Drugie juz czepianie sie, panna czekajaca na ukochanego wsiada na oklep na konia i jedzie go powitac...a po powitaniu on wrzuca ja na siodlo i razem jada na jednym koniu. To siodlo to chyba na plecach niosl.
      • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.03.20, 15:58
        hamerykanka napisała:

        > Ja z nudow udkurzam Pilipiuka i jest scenka, gdzie toaleta w wagonie kolejowym
        > wybucha wiadomoczym. O ile sie cos zmienilo od moich czasow studenckich, to byl
        > a taka klapka, ktora wyrzucala zawartosc na tory, stad nie wolno bylo korzystac
        > z toalet na postojach...

        Była klapka, zgadza się.

        > Drugie juz czepianie sie, panna czekajaca na ukochanego wsiada na oklep na koni
        > a i jedzie go powitac...a po powitaniu on wrzuca ja na siodlo i razem jada na j
        > ednym koniu. To siodlo to chyba na plecach niosl.

        Ależ to elementarne, drogi Watsonie, z kieszeni wyjął!
        • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.03.20, 18:13
          I popreg tez? Ze tak spytam smetnie? A szmete pod siodloo to chyba mial zawiazana wokol pasa. I ze tez wsadzil strzemiona w kieszen, no no:)
          Bo jako ze w Polsce glownie na skokowych i ogolnych jezdza, to sa male i ze tak powiem,, kompaktowe rzeczy, ale westowe siodlo swoje wazy i kieszen sie pod ciezarem oberwie. No a westowe strzemiona to chyba jako kolczyki zalozyl...
      • ciotka.scholastyka Re: Irytałki niejeżycjadowe 31.03.20, 14:55
        hamerykanka napisała:

        > Ja z nudow udkurzam Pilipiuka


        Kluczowe słowo: Pilipiuk.
      • anchema Re: Irytałki niejeżycjadowe 31.03.20, 15:02
        ta toaleta teoretycznie jest możliwa ponieważ są już pociągi, które mają własny "zamknięty" obieg toaletowy, że tak powiem
        wtedy z takiej toalety można korzystać także w czasie postoju i jest to zawsze wyraźnie napisane na drzwiach
        w Polsce pierwszy i jedyny raz widziałam takie coś jakieś dwa miesiące temu w intercity, w nowiuśkim pociągu,
        nie wiem, kiedy powstała książka o której mowa i kiedy wprowadzono takie pociągi na polskie tory, ale teoretycznie da się to zrobić
        • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 31.03.20, 21:14
          To sie dzieje wspolczesnie, ale jakby nieco wczesniej. Byl to pociag do Rumunii, wiec trudno poiwedziec, czy byl tak luksusowy.

          Z innej ksiazki-Norweskie Dzienniki dowiedzialam sie, ze latwo i prosto jest budowac domy ze styropianu. Tylko to wszystko spisek firm budowlanych, zeby nie tracic kasy klientow i dlatego buduja z trwalych materialow. Wyobrazam sobie probe wbicia gwozdzia w sciane i taki solidny wiaterek robiacy 'fiuuuu' i dom leci z Dorotka do Kansas. Nie wspomne o latwopalnosci. I to mowie ja, hamerykanka, ktora mieszka w hamerykanskim domu tylu sklejka na konstrukcji drewnianej a od srodka plyta kartongipsowa, ktorej dom dwa dni temu omal nie poszedl z dymem, bo zepsula sie instalacja grzewna i powstalo zwarcie.
      • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.04.20, 10:37
        hamerykanka napisała:

        > Ja z nudow udkurzam Pilipiuka i jest scenka, gdzie toaleta w wagonie kolejowym
        > wybucha wiadomoczym. O ile sie cos zmienilo od moich czasow studenckich, to byl
        > a taka klapka, ktora wyrzucala zawartosc na tory, stad nie wolno bylo korzystac
        > z toalet na postojach...

        Od wielu lat już takiej nie spotkałem. Wszystko teraz ma piękny wskaźnik podpisany "poziom fekaliów w zbiorniku" na końcu wagonu.

        > Drugie juz czepianie sie, panna czekajaca na ukochanego wsiada na oklep na koni
        > a i jedzie go powitac...a po powitaniu on wrzuca ja na siodlo i razem jada na j
        > ednym koniu. To siodlo to chyba na plecach niosl.

        To mogło zadziałać jako związek frazeologiczny bez ścisłego związku z fizyką. Acz wizja wsiadania na oklep za drugą osobą na jednym koniu trochę mi się nie ten tego. To nawet jednoosobowo, jak na koniu jest miejsce z każdej strony, wymaga trochę stękania (jak człowiek nie wprawiony).

        No ale jak Pilipiuk, to Pilipiuk, fajnie się czyta do dwóch stron przed końcem, ale uczyć się z tego lepiej nie.
        I jeszcze te p*erdolone carskie świnki, które każden jeden ma zadołowane na czarną godzinę...
        • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 15:38
          Oj wiem jak to jest, probowac wsiasc na oklep. Czlowiek nie doskakuje, zeslizguje sie i w ogole.
          Teraz mam piekna wizje jak on ja wciaga na konia i koncza razem pod brzuchem, a kon sie oglada zdziwiony. Tak mi sie zdarzylo, jak nie dopielam popregu. Na szczescie kon stanal jak wryty, a ja ogladalam ja spod brzucha.
          Swinki to swoja droga, ale realia finansowe w calozbiorze leza i kwicza. A wszystkie malujace sie dziewczyny to jak u Musierowicz, niewiasty zepsute, najlepsze sa warkocze i giezla.
          Dlatego traktuje jego ksiazki jako swego rodzaju humorystyczne, cos jak ksiazki Gromyko o wiedzmie:)
          Ta z kolei na rocznej kobyle jezdzila. Niby pol kiardzie, ale ogolnie koniopodobnym, i szczeka mi sie zaciska jak to mogloby sie odbyc w rzeczywistosci, skoro ludzie sprzedaja juz zajezdzane zrebaki, a poltoraroczne konie zimnokrwiste sa zaprzegane.
          No i to, ze ona "potrzasa lejcami" zeby kon przyspieszyl....siedzac w siodle, a nie w bryczce.
          Przepraszam, ale jako wlascicielce i milosniczce koni gula mi na to chodzi.
          • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 22:32
            hamerykanka napisała:

            > Oj wiem jak to jest, probowac wsiasc na oklep. Czlowiek nie doskakuje, zeslizgu
            > je sie i w ogole.

            Zależy, jaki człowiek. Widziałem takiego, co z zamachu jedną nogą po prostu wskoczył. A bym nie powiedział, bo taki dość niewysoki i raczej krępy (ale ze szpeku, nie z marmolady). Chyba miał przy tym nogę w ortezie, ale to już głowy nie dam.

            • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 03.04.20, 02:09
              Na hucula? Bo jeden z moich koni ma tyle co ja i za chiny ludowe nie doskocze. Ba, wsiadam na nia uzywajac trzech schodkow:). Nie daje rady nawet wlozyc noge w strzemie z ziemi. Wstyd :(
              • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 03.04.20, 09:41
                hamerykanka napisała:

                > Na hucula? Bo jeden z moich koni ma tyle co ja i za chiny ludowe nie doskocze.

                Właśnie z tego, co pamiętam, to to nie był hucuł. Zwykły koń, nie jakiś specjalnie wielki też.

                > Ba, wsiadam na nia uzywajac trzech schodkow:). Nie daje rady nawet wlozyc noge
                > w strzemie z ziemi. Wstyd :(
                • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 03:01
                  Moze z trampoliny, jak te samochody w poscigach wyskakujace w powietrze...
                  Dzis z ciekawosci sprobowalam na mniejszej klaczy. 150 cm w klebie. I chwytalam za grzywe i probowalam noga machnac i rezygnujac z godnosci podskakiwalam w miejscu probujac przewiesic sie przez nia brzuchem...mam szczescie ze kon byl bardzo cierpliwy i tylko przygladal mi sie z zainteresowaniem.
                  Musze poszukac na YouTube techniki!
                  • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 07:12
                    Ja się przyznam że bardzo dawnymi laty znałam JEDNEGO człowieka, który bez strzemienia wskakiwał na każdego konia, nie zależnie od wysokości wspomnianego zwierza. Więc chyba to kwestia "wygimnastykowania" osobistego i techniki... Od razu uprzedzę: ów pan był przedwojennym ułanem, zjawisko wskakiwania na konia bez strzemion (albo i w ogóle bez siodła) widywałam w latach sporo powojennych i UMIAŁ! Z tym, że to jeden. więc o ile wierzę w to, że jest to możliwe, o tyle jednak w wykonaniu romantycznego kochanka wiarygodne niezbyt.
                    Plus - oczywiście kpiną z "riserczu" jest panna wyruszająca na przejażdżkę na oklep a wracająca w siodle.
                    P.S. Mówiłaś o wadze siodła - miałaś kiedyś wątpliwa przyjemność nieść przedwojenną kawaleryjską kulbakę? Bo ja tak. ŻADNA kieszeń by tego nie dała rady, już pal licho pomieścić, ale unieść nie rozrywając się kompletnie!
                    • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 09:33
                      kocynder napisała:

                      > Ja się przyznam że bardzo dawnymi laty znałam JEDNEGO człowieka, który bez strz
                      > emienia wskakiwał na każdego konia, nie zależnie od wysokości wspomnianego zwie
                      > rza. Więc chyba to kwestia "wygimnastykowania" osobistego i techniki... Od razu
                      > uprzedzę: ów pan był przedwojennym ułanem, zjawisko wskakiwania na konia bez s
                      > trzemion (albo i w ogóle bez siodła) widywałam w latach sporo powojennych i UMI
                      > AŁ! Z tym, że to jeden. więc o ile wierzę w to, że jest to możliwe, o tyle jedn
                      > ak w wykonaniu romantycznego kochanka wiarygodne niezbyt.


                      Chciałam przypomnieć że Olbrychski wskakał na koń nie używając strzemion, w Potopie mianowicie. Jest taka scena kiedy Kmicic, chcąc porwać Bogusia R. wyciąga go na przejażdżkę jako pretekstu używając konia zacnej krwie. No i przystępując do demonstracji możliwości rumaka staje ci on przy nim, robi energiczny wymach nogą, po czym znienacka jest już w siodle, dopiero pakując stopy w strzemiona. Koń jest pełnowymiarowy. Nawet wysoki dosyć Teleszyński nie wygląda na nim jakoby na psie siedział, więc zwierzątko gabaryty ma pokaźne.



                      > Plus - oczywiście kpiną z "riserczu" jest panna wyruszająca na przejażdżkę na o
                      > klep a wracająca w siodle.
                      > P.S. Mówiłaś o wadze siodła - miałaś kiedyś wątpliwa przyjemność nieść przedwoj
                      > enną kawaleryjską kulbakę? Bo ja tak. ŻADNA kieszeń by tego nie dała rady, już
                      > pal licho pomieścić, ale unieść nie rozrywając się kompletnie!
                      >

                      Kawaleryjska kulbaka waży tonę. Wiem bo miałam toto w rękach i niemal mnie przewróciło.
                      • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 11:00
                        bupu napisała:

                        > Chciałam przypomnieć że Olbrychski wskakał na koń nie używając strzemion, w Pot

                        A ja złośliwie przypomnę, jak za królem elfów Olbrychskim jakiś Apacz po Heinego-Medina wsrapywał się na konia w "Wiedźminie" :-) Parę słów wcześniej jest autentyczna literówka, ale ją zostawiam, bo oddaje istotę sprawy.

                        > opie mianowicie. Jest taka scena kiedy Kmicic, chcąc porwać Bogusia R. wyciąga
                        > go na przejażdżkę jako pretekstu używając konia zacnej krwie. No i przystępując
                        > do demonstracji możliwości rumaka staje ci on przy nim, robi energiczny wymach
                        > nogą, po czym znienacka jest już w siodle, dopiero pakując stopy w strzemiona.

                        I dokładnie coś takiego widziałem :-)
                      • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 12:22
                        A Olbrychskiego nie znam i nie znałam. A Potop oglądałam ze sto l;at temu i nie pomnę sceny - ale dopuszczam, iż jest prawdziwa. Ktoś mi wspominał, że w Quo Vadis (Kawalerowicza) Marek Winicjusz, grany przez Pawła Deląga, takoż wskakuje na koń bez środków pomocniczych, ale łba za to nie dam, po prostu pamiętam rozmowę, a oglądania dzieła odmawiam.
                        Natomiast wspominanego powyżej pana i owszem, znałam osobiście, wręcz "namacalnie", gdyż był to członek mojej własnej, choć nie najbliższej rodziny. I niejednokrotnie widywałam wskakującego na konie różne - pracował na dość wysokim stanowisku w jednej z dużych stadnin, więc okazji było sporo.
                        Kawaleryjska kulbaka waży raczej dwie tony... ;) Nosić to-to chyba za kare i to za bardzo ciężkie przewiny...
                        • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 15:36
                          Ciekawe czy jest ciezsza od pelnowymiarowego skorzanego siodla westowego. Moj maz niesiony zapalem ze on tez bedzie jezdzil, skoro juz mamy konia z rezdem, zdecydowal sie takie cudo kupic.
                          Cudo wazylo 50 funtow bez strzemion i popregu. Po dwoch zarzuceniach siodlem jak workiem cementu siodlo sprzedal....
                          A i to nie bylo najciezsze, bo moj kowal, ktory struga kopyta moim klaczom, byl w drodze na wyscigi beczkowe. Jego siodlo podniesc zdolalam tylko pare cali. Wazylo 80 funtow czyli kolo 40 kg. Ja wspolczuje koniowi, ktory to nosi.
                          Ja przezornie uzywam siodla z tworzyw sztucznych ktore wazy funtow 18 i zarzucam je nawet na wysoka klacz bez problemu.
                          • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 16:29
                            Probowalam znalezc z lenistwa ten moment na youtubie, ale wychodzi, ze musze odswiezyc sobie caly film.
                            Przy czym nie ujmujac kunsztu, nie lubie ogladac, bo nie moge patrzec na krzywde zwierzat-te rozwarte, szarpane konskie pyski, pies przywiazany na krotkim lancuchu do plonacej budy i szarpiacy sie bezsilnie, no na zoladku mi stoi :(
                          • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 16:33
                            Sprawdziłam w dzienniku rzeczonego ułana. Kulbaka "szeregowa" to około 35 kg (bez juków, ładownic itp. Oficerska paradna Kazimierskiego około 13 - 15 kg wiecej3, bo miała kule obite srebrem i inbe takie... Nie chciałabym nosić. ;)
                            • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 17:01
                              Nadmienię, że mi wypadło przenosić ta właśnie paradną, Kazimierskiego. Nie, żeby na dużą odległość, tyle co z mieszkania do stajni (mieszkanie w sąsiednim budynku), ale i tak zasapałam się porządnie! I zdecydowanie odechciało mi się szpanować wypasionym siodłem. Na zawsze! Chociaż teraz bym może poszpanowała? Niestety w połowie lat '90 w budynku wybuchł pożar i ratowano najcenniejsze, o kulbace nikt nie pomyślał...
                              • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 22:36
                                Kocynderze-to ulani naprawde mieli wyrobione miesnie od zarzucania siodel na grzbiety koni! Szkoda, naprawde wielka szkoda, ze ta kulbaka splonela...
                                Czy te terlice byly metalowe, ze to siodlo bylo takie ciezkie? Co powoduje ten ciezar? Bo wyguglalam sobie kulbake i nie ma az takiej powierzchni jak wypasione siodlo westowe, zachodzace prawie az na zad.
                                Tak na oko, znalazlam kulbake na guglu i zdjecie siodla meza jeszcze w sklepie. I jest roznica w wielkosci..Probowalam kiedys tez siodlo bezterlicowe mniej wiecej tej wielkosci jak kulbaka i bylo leciusienskie, lzejsze niz moje syntetyczne.
                                • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 23:10
                                  hamerykanka napisała:

                                  > Kocynderze-to ulani naprawde mieli wyrobione miesnie od zarzucania siodel na gr
                                  > zbiety koni! Szkoda, naprawde wielka szkoda, ze ta kulbaka splonela...
                                  > Czy te terlice byly metalowe, ze to siodlo bylo takie ciezkie? Co powoduje ten
                                  > ciezar? Bo wyguglalam sobie kulbake i nie ma az takiej powierzchni jak wypasion
                                  > e siodlo westowe, zachodzace prawie az na zad.


                                  Taaaaaak, terlice były metalowe. I szalenie solidne.A przynajmniej takie były w zdezelowanym egzemplarzu kulbaki, który latami się u mnie poniewierał.
                                • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 05.04.20, 02:06
                                  Za smarkata wtedy byłam żeby zapamiętać szczegóły ale pamiętam, za cała była gęsto nabijana srebrem. Samo to srebro musiało swoje ważyć. Siodło było z solidnej skóry (też nie najlżejszy materiał).
                                  Nie wiem jak inni ułani, ale ów wspomniany i owszem, krzepę i kondycję zachował do śmierci.
                                  Kulbaki żal, ale i trudno się dziwić, że ratowano dokumenty rodzinne, gotówkę, książeczki oszczędnościowe itp, a nie pamiatkową, ciężką jak nie wiem zawalidrogę...
                          • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 21:23
                            hamerykanka napisała:

                            > Ciekawe czy jest ciezsza od pelnowymiarowego skorzanego siodla westowego. Moj m

                            Pewnie jest podobna. W końcu to są siodła do tego samego zastosowania - długiej jazdy w pracy daleko od domu, jak kabina tira.

                            • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 05.04.20, 00:17
                              Tylko czy kon tez sie nie meczy majac takie ciezkie siodlo plus 70-80 kg kawalerzysty?
                        • apersona Re: Irytałki niejeżycjadowe 07.04.20, 20:45
                          kocynder napisała:

                          > A Olbrychskiego nie znam i nie znałam. A Potop oglądałam ze sto l;at temu i nie
                          > pomnę sceny - ale dopuszczam, iż jest prawdziwa. Ktoś mi wspominał, że w Quo V
                          > adis (Kawalerowicza) Marek Winicjusz, grany przez Pawła Deląga, takoż wskakuje
                          > na koń bez środków pomocniczych, ale łba za to nie dam, po prostu pamiętam rozm
                          > owę, a oglądania dzieła odmawiam.

                          A to by było zgodne z epoką, bo strzemiona weszły w użycie w Europie dopiero w średniowieczu.

    • jontrew Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.03.20, 16:16
      Filmowych też mam mnóstwo:) Nawiązując do Waszych- w filmach, które w założeniu mają wiernie odtwarzać jakąś epokę, złości mnie mocno uwspółcześnianie. I mam tu moje specjalne źródło niekończącej się irytacji: uwspółcześnianie poglądów dobrych bohaterów, żeby pasowały do naszej współczesnej mentalności. Np. w Downton Abbey.
      Złości mnie też wykreślanie i cenzurowanie już gotowych, historycznych dzieł. Wymazywanie papierosów Churchillowi na zdjęciach. Laurkowe, ugładzone biografie z tezą, książkowe i filmowe. I wszelkie temu podobne.
      Na strojach się na szczęście w ogóle nie znam. Ale irytują mnie bardzo bohaterki filmowe (bohaterowie też), które przez cały film pędzą przez las, pola i doły walcząc o życie, cały czas na szpilkach, w nienagannym makijażu i idealną fryzurą. Dziewczynki albowiem się nie brudzą!
      • piotr7777 Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.03.20, 17:44
        >Złości mnie też wykreślanie i cenzurowanie już gotowych, historycznych dzieł. Wymazywanie papierosów Churchillowi na zdjęciach.

        To akurat nic dziwnego, bo Winston nie palił papierosów i pewnie się nimi brzydził. Jego znakiem firmowym były cygara.
      • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.03.20, 18:10
        I te poscigi w dzialajacych fabrykach, gdzie kazdy moze sobie wejsc, a obslugi niet. Nawet przy cieklym metalu. Obowiazkowe zerkniecie do tylu , potkniecie sie i pelzanie na kladce nad hala fabryczna, a jeszcze lepiej nad nienadzorowanym kotlem z metalem.
        Duzo strzelanin, choc nie maja czasu przeladowac magazynkow. I gdzie maja te magazynki, poupychane w kieszeniach garniturow?
        Teraz ogladam nowego Wiedzmina i licze, ile razy powiedzial "hmmmm". W ciagu 10 minut bylo 7 w czwartym odcinku. Ile razy jest za dluga przerwa w dialogach, tyle razy slysze "hmmmm' zeby wypelnic cisze.
        • apersona Re: Irytałki niejeżycjadowe 31.03.20, 21:06
          Hmmm....
          • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 15:38
            !!!!!
            • jontrew Re: Irytałki niejeżycjadowe 03.04.20, 16:43
              Hmmmmmm........ :) Też mnie to uderzyło na początku oglądania, potem się przyzwyczaiłam:) I teraz w ogóle nowy Geralt mi się podoba i moim zdaniem przypomina tego książkowego. Ciri też super. Za to Yennefer i Triss w ogóle mi nie pasują. Ani z wyglądu, ani z charakteru.
              • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 03:05
                Mnie przeszkadza tez wstawianie czarnoskorych postaci gdzie sie da. Tu czarny elf, tam czarnoskora towarzyszka wladcy. Ja rozumiem poprawnosc polityczna, ale to mialo odtwarzac cos w rodzaju prehistorycznej Europy!
                Jaskier jest dobry, taki wesolkowaty motylek:)
                Ja dalej nie moge tego hmmm strawic, no jak slysze to, to nie moge sie wczuc znowu w film :(
                • kooreczka Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 08:54
                  Prehistoria? Wiedźmin? Dzieło autora, który "historyczne podejście" w fantasy wyśmiewał od początku swojej kariery jako głupią wymówkę ludzi znających historię jedynie powierzchownie?
                  A jeśli chcesz wyjaśnienie inuniverse- ludzie w Wiedźminlandzie nie są natywni, przybyli/rzuciło ich w kilku falach, ale w sumie niedawno.
                • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 11:08
                  hamerykanka napisała:

                  > Mnie przeszkadza tez wstawianie czarnoskorych postaci gdzie sie da. Tu czarny e
                  > lf, tam czarnoskora towarzyszka wladcy. Ja rozumiem poprawnosc polityczna, ale
                  > to mialo odtwarzac cos w rodzaju prehistorycznej Europy!

                  Ależ skąd, nic nie miało odtwarzać. Wzorowało się, i owszem (no, nie na prehistorii, na późnym średniowieczu). Mnie się też głupio ogląda elfa - Murzyna, ale ja mam dookoła siebie samych Białych, więc dla mnie społeczeństwo, w którym ludzie (i nieludzie) mają różne kolory jest czymś nietypowym. Tym niemniej rozumowo przyjmuję, że w takim Los Angeles percepcja wielokolorowej drużyny wybierającej się wrzucić pierścień do Wod-Kanu jest znacznie bardziej naturalna.

                  • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 12:14
                    Widzisz, Lordzie, o ile jeszcze w przypadku fantastyki szeroko pojętej, nawet i wbrew założeniom autorskim, aktorka/aktor ciemnoskóry mnie nie razi (mogę się nie zgadzać z koncepcją, ale nie razi!) o tyle już w przypadku filmów ściśle historycznych (nie, nie mam na myśli dokumentalnych) wkurza ponad wytrzymałość. I zdecydowanie mówię "NIE!" wybieraniu aktora pochodzenia hinduskiego/afrykańskiego na np dr Watsona! Rzecz dzieje się w wiktoriańskiej Anglii, na Zeusa! Chyba, że zastosuje się "woltę" jak w serialu z Benedictem Cumberbatchem - czyli akcję przeniesie do czasów nam współczesnych. Jeśli ktoś chce kręcić film/serial osadzony w XVIII wieku - to nie może stawiać w jadalni stołu z IKEA, a głównej amantki odziewać we wranglery i flanelowa koszulę. Skoro ma to być wiek XVIII, to panna nie może mieć luźno rozpuszczonych włosów, nie może wcinać batoników Prince Polo, nie może umówić się ze swoim chłopakiem na randkę we dwoje w kinie i koniec. Jeśli ma być córką magnackiego rodu we Francji (w tymże XVIII wieku) to NIE MOŻE też być afrykanką, hinduską, arabką itd.
                    • lord_vmordevol Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 21:39
                      kocynder napisała:

                      > zdecydowanie mówię "NIE!" wybieraniu aktora pochodzenia hinduskiego/afrykański
                      > ego na np dr Watsona! Rzecz dzieje się w wiktoriańskiej Anglii, na Zeusa! Chyba

                      No dobrze, ale to Ty to wiesz, i ja to wiem, że tam Murzyn nijak by doktorem nie był, a i Hindus raczej nie bardzo, chyba, że jakiś naprawdę ichni szlachcic, a i to nie jestem pewien. Ale miliardy ludzi na świecie nie mają wiedzy potrzebnej do stwierdzenia, że to bzdura. Zresztą - cóż by przeszkadzał fabule Holmesa czarny Watson? Sama intryga od tego nie ucierpi. Dlatego lepiej się przyzwyczaić. W rozsądnych granicach, rzecz jasna, przy czym dla każdego ten rozsądek będzie się kończył gdzie indziej.

                      > sadzony w XVIII wieku - to nie może stawiać w jadalni stołu z IKEA, a głównej a
                      > mantki odziewać we wranglery i flanelowa koszulę. Skoro ma to być wiek XVIII, t

                      Niby nie. Ale z drugiej strony "Caravaggio"...

                      > o panna nie może mieć luźno rozpuszczonych włosów, nie może wcinać batoników Pr
                      > ince Polo, nie może umówić się ze swoim chłopakiem na randkę we dwoje w kinie i

                      Batoniki i kino w oczywisty sposób nie istniały, natomiast randkę we dwoje to i Romeo z Julią sobie organizowali, oczywiście nielegalnie. Więc na pewno bywały i randki bez przyzwoitek. I przyzwoitka, i rozpuszczone włosy, jakkolwiek istotne w tamtych czasach, najczęściej nie mają znaczenia dla treści współcześnie, a co więcej, nadawanie im teraz znaczenia w treści to po prostu błąd, bo dla większości odbiorców jest to niezrozumiałe.
                      Ha! Jak mielibyśmy być tacy zgodni z prawdą historyczną, to do takich filmów powinniśmy brać samych przypakowanych kurdupli, bo ludzie paręset lat temu byli niżsi i więcej robili mięśniami. Czyli aktor metr osiemdziesiąt w filmie o średniowieczu to dysonans jak rozpuszczone włosy.

                      > koniec. Jeśli ma być córką magnackiego rodu we Francji (w tymże XVIII wieku) t
                      > o NIE MOŻE też być afrykanką, hinduską, arabką itd.

                      No, tego, że małżeństwo niechby nawet biało-czarne ma dziecko żółte to faktycznie robić nie powinni.
        • pi.asia Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.01.21, 12:51
          hamerykanka napisała:

          > I te poscigi w dzialajacych fabrykach, gdzie kazdy moze sobie wejsc, a obslugi
          > niet. Nawet przy cieklym metalu. Obowiazkowe zerkniecie do tylu , potkniecie si
          > e i pelzanie na kladce nad hala fabryczna, a jeszcze lepiej nad nienadzorowanym
          > kotlem z metalem.
          > Duzo strzelanin, choc nie maja czasu przeladowac magazynkow. I gdzie maja te ma
          > gazynki, poupychane w kieszeniach garniturow?

          Bruce Willis, który w Szklanej pułapce wchodzi do szybu wentylacyjnego w bialym podkoszulku, a wychodzi w oliwkowym... Bo się ubrudził. Rozumiem, że ubrudził się na brzuchu (bo się czołgał) i na plecach (bo się ocierał) ale on jest równiutko ubrudzony w każdym miejscu.

          > Teraz ogladam nowego Wiedzmina i licze, ile razy powiedzial "hmmmm". W ciagu 10
          > minut bylo 7 w czwartym odcinku. Ile razy jest za dluga przerwa w dialogach, t
          > yle razy slysze "hmmmm' zeby wypelnic cisze.

          Nie oglądam nowego Wiedźmina z obawy o swoje zdrowie. Wystarczyła mi pierwsza scena, w której Geralt walczy w wodzie z kikimorą czy innym potworem i UPUSZCZA miecz. Wiedźmin, któremu miecz wypada z ręki, to martwy wiedźmin! W całym siedmioksiągu Geralt tylko raz wypuszcza miecz - PO WALCE na moście, ciężko ranny ("Coś więcej", Miecz Przeznaczenia)
    • piotr7777 Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.04.20, 14:37
      turzyca napisała:


      > Otóż w tej książce "Tosia" zostaje przyłapana z książką do nauki historii, w kt
      > órej jest adresowana do Tomka kartka, żeby nie zawalił poprawki. Całość narracy
      > jnie jest potrzebna, chodzi o danie sąsiadowi narzędzia do szantażowania "Tosi"
      > i przełamanie konfliktu między nimi. Ale zawsze mnie irytuje, że obrotny Tomek
      > nie przypomina, że przecież Tosia jest młodsza, więc na pewno kartka nie jest
      > do niej, ona uczy się na zaś, bo chce wziąć udział w konkursie.
      > Ale ogólnie książka zestarzała się bardzo ładnie, warto do niej wrócić.

      No gwoli ścisłości - to książka ma tytuł "Dziewczyna i chłopak, czyli heca na 14 fajerek".
      Mnie zastanawia co innego - dlaczego po dekonspiracji Tosi wuj Stefan z rodziną zachowali sprawę w tajemnicy. Chcieli, żeby Tomek męczył się do końca?
      Oraz - Tomek, który miał poprawkę z historii, sypie wiadomościami nie tylko z zakresu bitwy pod Grunwaldem (tu zresztą pewnie więcej wie z lektury Krzyżaków niż ze szkoły) ale także na temat Joanny d'Arc i Emilii Plater.
      • piotr7777 Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.04.20, 20:47
        A mi się przypomniała książka znanego PRL-owskiego autora kryminałów, Jerzego Edigeya. Nie zdradzę tytułu (bo ktoś kiedyś będzie czytał a byłby duży spojler), ale wyjaśnię istotę sprawy.
        Otóż w książce mordercą jest narrator. Jak wiadomo pierwsza na takie rozwiązanie zdecydowała się Agatha Christie. Edigey właściwie świadomie skopiował pewne rozwiązania - to znaczy narrator- morderca wykonuje ten sam zawód i również prowadzi dziennik, który służy detektywowi w rozwiązaniu zagadki.
        Ale - u Agathy narrator- morderca jest tą osobą, za którą się podaje, w swojej relacji opisuje tylko prawdę, ale nie całą prawdę i nie ujawnia swoich myśli co do samego zabójstwa. Tym samym jest to rozwiązanie uczciwe.
        U Edigeya natomiast morderca posługuje się fałszywą tożsamością, co więcej na początku kłamie co do swojej biografii. Parokrotnie też stwarza - w swoich zapiskach a nie na użytek zewnętrzny - wrażenie osoby emocjonalnie zaangażowanej w odnalezienie osoby zabójcy.
        Ponieważ kiedy czytałem, wiedziałem, jakie będzie rozwiązanie, więc nie mogę powiedzieć, że czułem się oszukany, raczej miałem wrażenie, że autor (którego inne powieści mimo ideologicznych wtrętów były całkiem niezłe), po prostu nie do końca zrozumiał istotę tricku.
        Natomiast w innej powieści, którą czytałem kluczem do rozwiązania jest daltonizm jednej z bohaterek. Tyle, że jest to w zasadzie przypadłość męska, kobiety co do zasady są nosicielkami, bo daltonizm, tak jak hemofilia wiąże się z defektem chromosomu X. Czyli bohaterka musiała mieć w rodzinie dwóch daltonistów - ojca i dziadka ze strony matki. Prawdopodobieństwo niewielkie (inna sprawa, że prowadzący śledztwo też to przyznaje).
      • sayoasiel Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 14:26
        piotr7777 napisał:

        No gwoli ścisłości - to książka ma tytuł "Dziewczyna i chłopak, czyli heca na 1
        > 4 fajerek".
        > Mnie zastanawia co innego - dlaczego po dekonspiracji Tosi wuj Stefan z rodziną
        > zachowali sprawę w tajemnicy. Chcieli, żeby Tomek męczył się do końca?
        > Oraz - Tomek, który miał poprawkę z historii, sypie wiadomościami nie tylko z z
        > akresu bitwy pod Grunwaldem (tu zresztą pewnie więcej wie z lektury Krzyżaków n
        > iż ze szkoły) ale także na temat Joanny d'Arc i Emilii Plater.

        To nie jest babol. On się już trochę tej historii uczył do tej poprawki, miał na świeżo, poza tym, Tomek nie miał całkowicie pusto w głowie. Był bardzo dobrym uczniem w swojej szkole. Niestety, była to szkoła prowincjonalna, o niższym poziomie niż warszawską, do której go przeniesiono na koniec semestru. Myślimy sobie, że to takie jego wymówki, ale jego dwója mogła rzeczywiście nie wynikać z tego,że nic, absolutnie nic nie wiedział. Niby dostał tę dwóję za kpiny z profesorskiej osoby.
        Co do tego, czemu Tomek się nie wyłgał - próbował. Mówił "może ta kartka wcale nie do mnie". Tak powiedział. I co ? I nic. Łukaszowi nie zależało na niczym poza zdyskredytowaniem "Tosi" i odzyskaniem pozycji na podwórku, w tym szacunku Piotra. Wygadałby i tak gdyby nie spełniono jego warunków. Tomek nie chciał robić zamieszania ,ani ryzykować, zmyślać kolejnych bajek, dlaczego to ma historię dla klasy szóstej. No i materiał, który jest w której klasie nie musi być znajomy uczniom. Dorzućmy do tego, że to, że "Tosia" ma poprawkę Łukasz wiedział z kartki, którą mu siostra wrzuciła między strony podręcznika. Tomek sam się ucząc jej jeszcze nie znalazł, nie wiedział, co na niej było napisane, więc nie mógł się do tego odnieść, musiał założyć, że Łukasz wie wszystko to,czego nie potrzeba.
        Dlaczego wujek Stefan, który się zaśmiewał, że Tomek używa jak pies w studni, miałby cokolwiek pisać do kogokolwiek ? To miała być tajemnica i rodzeństwo poszło ze sobą na układ. Gdyby nie ta akcja z fryzurą, Tosia też by niczego nie powiedziała. Wujostwo to uszanowało, nawet jeśli cała ta podmiana ich śmieszyła. I dobrze zrobili. Czy Tomek się męczył ? No,tyle samo,co Tośka. Jak wrócił do Wawy i zobaczył ją w damskim stroju to się cieszył w pierwszej chwili, że wytrzymał. Sprawa "honorowa" =)
        • piotr7777 Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 18:17
          Myślę, że to się broni.
          A jak wytłumaczyć założenie fabularne innej książki Ożgowskiej, tj. Tajemnicy zielonej pieczęci?
          Chodzi mi o cos takiego - Stefan, Bartek i Witkor chodzą do jednej podstawówki a Alina (sąsiadka Stefana) i Elżbieta (siostra Bartka) do innej, przy czym obie te szkoły są na jednej ulicy, obie są koedukacyjne. I obie chwalą się długą tradycją.

          I druga sprawa z tej książki to wątek sensacyjny. Chodzi mi o to jakim sposobem czlonkowie gangu byli w stanie podrzucić Stefanowi kartkę z ostrzeżeniem, przenieść kałamarze i wreszcie ukraść rower w sytuacji, gdy nijak z książki nie wynika aby mieli w szkole swojego człowieka? Chyba, że pierwotnie taka miała być koncepcja (być może tym powiązanym miał być nadgorliwy Sewerek) a potem została zarzucona.
        • turzyca Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 23:18
          >Co do tego, czemu Tomek się nie wyłgał - próbował. Mówił "może ta kartka wcale nie do mnie". Tak powiedział. I co ? I nic. Łukaszowi nie zależało na niczym poza zdyskredytowaniem "Tosi"

          Łukasz argumentuje, że dziewczynie wstyd mieć poprawkę, że to ją zdyskredytuje. Tylko że listu pokazać nie może, bo pokazywanie cudzej korespondencji jest nieeleganckie.

          >zmyślać kolejnych bajek, dlaczego to ma historię dla klasy szóstej. No i materiał, który jest w której klasie nie musi być znajomy uczniom.

          Na okładce jest "historia klasa 6". Tosia skończyła właśnie klasę piątą i o tym musieli wszyscy wiedzieć, że jest po piątej klasie. Nie da się mieć poprawki z materiału klasy rok wyżej.
          Dlatego Tosia mogła iść w zaparte "nie wiem, co jest na tej kartce, ja przygotowuję się do konkursu, przecież to materiał dla klasy rok wyżej, ja do szóstej właśnie zdałam."
          • sayoasiel Re: Irytałki niejeżycjadowe 03.04.20, 00:50
            turzyca napisała:


            > Dlatego Tosia mogła iść w zaparte "nie wiem, co jest na tej kartce, ja przygoto
            > wuję się do konkursu, przecież to materiał dla klasy rok wyżej, ja do szóstej w
            > łaśnie zdałam."
            >

            Jasne, że nie mogła mieć poprawki z klasy, w której jeszcze nie była, tak, jak zauważył Jurek, że to dlatego nic nie pamiętała z przerobionego materiału, bo jeszcze nie była w szóstej klasie. Tyle, że, cokolwiek by nie mówiła "Tosia" coś tu się wyraźnie nie zgadzało. Tomek wolał uniknąć tego,co miało się stać. Tego dochodzenia. I nie chciał by cioteczno-cioteczni wiedzieli,że Skarbem Wodza jest książka do historii. Ponownie, trudno jest iść w zaparte, kiedy się nie ma wszystkich danych, struganie wariata to naprawdę nie jest zawsze najlepsza opcja. No i czy wszyscy faktycznie wiedzieli, w której jest Tosia ? Mam na myśli spoza rodziny ? Brzmiałoby to słabo gdyby Łukasz zaczął robić akcję na całą okolicę, a inni mu tłumaczyć,że Tosia dopiero skończyła 5. W listach też by ciocia Isia, która regularnie pisała do mamy Tomka donieść i ktoś by się zorientował, ponownie ,że coś tu nie gra. A im zależało, żeby się nie wydało.
      • turzyca Re: Irytałki niejeżycjadowe 02.04.20, 23:07
        >Mnie zastanawia co innego - dlaczego po dekonspiracji Tosi wuj Stefan z rodziną zachowali sprawę w tajemnicy. Chcieli, żeby Tomek męczył się do końca?

        A ile to było do tego końca? Dwa dni? Trzy?
    • briar_rose Re: Irytałki niejeżycjadowe 03.04.20, 14:02
      "Małe kobietki". Co prawda już czytane w nastolęctwie irytowały nachalnym smrodkiem dydaktycznym, ale jeden epizod wkurzył mnie szczególnie. Chodzi mianowicie o rozdział, w którym bohaterki zmęczone ciągłymi obowiązkami, postanawiają zrobić sobie jeden dzień wolny, bez żadnych prac, by móc odpocząć i spędzić czas jedynie na przyjemnościach. Oczywiście zostają ukarane, bo jak tak w ogóle można i zdycha ich ukochany kanarek, którego zapomniały nakarmić... Narrator i ich szanowna mamusia stwierdzają na koniec w ramach morału, że tak się kończy lenistwo i wymigiwanie się od obowiązków, że nie wolno sobie pobłażać itd. Grrrr...
      • jontrew Re: Irytałki niejeżycjadowe 03.04.20, 16:53
        Masakra! W ogóle tego nie pamiętam, a książkę czytałam parę razy. Tego typu ciśnienie na bycie ciągle zajętym w ogóle często pojawia się w dawnych książkach dla panienek. Podobnie jak potępienie upiększania się. Choćby Ania Shirley najpierw biedna musi (no nie musi, ale tak się stało) ściąć włosy, które chciała przyciemnić, a potem kompromituje się przed gośćmi pomalowanym farbą, zamiast upiększającą miksturą, nosem. I też uważane jest to za słuszną karę. Ciekawa jestem, czy to miało być czysto dydaktyczne właśnie, jako przestroga dla małolat, czy ludzie wtedy faktycznie w to wierzyli i, co chyba ważniejsze, stosowali w codziennym życiu?
        • sayoasiel Re: Irytałki niejeżycjadowe 03.04.20, 21:23
          jontrew napisała:

          > Masakra! W ogóle tego nie pamiętam, a książkę czytałam parę razy. Tego typu ciś
          > nienie na bycie ciągle zajętym w ogóle często pojawia się w dawnych książkach d
          > la panienek. Podobnie jak potępienie upiększania się. Choćby Ania Shirley najpi
          > erw biedna musi (no nie musi, ale tak się stało) ściąć włosy, które chciała prz
          > yciemnić, a potem kompromituje się przed gośćmi pomalowanym farbą, zamiast upi
          > ększającą miksturą, nosem. I też uważane jest to za słuszną karę. Ciekawa jeste
          > m, czy to miało być czysto dydaktyczne właśnie, jako przestroga dla małolat, cz
          > y ludzie wtedy faktycznie w to wierzyli i, co chyba ważniejsze, stosowali w cod
          > ziennym życiu?

          Trudno powiedzieć,czy wierzyli,skoro ciocie Misia i Kasia w Szumiących Topolach stosują maseczki,tylko im zależy,żeby było to po kryjomu. Tu chodziło o religię - po Bogu się nie poprawia. A co do bycia ciągle zajętym - tak. Pamiętasz, Zuzanna Baker traktowała jako kwestię godności to,czy będzie cokolwiek do zrobienia kiedy ona usiądzie na chwilę. A kiedy siedziała, musiała siedzieć z robótką, bo uważała,że zajęta kobieta ma przewagę nad tą, która nie ma zajętych rąk.
        • hamerykanka Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 03:08
          Nie to co faceci, co jak komputer, jak od nich odejdziesz, zaraz przechodza w stan spoczynku:)
          Wiem ze stare, ale ciagle mnie smieszy:)
        • ciotka.scholastyka Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.11.22, 12:39
          jontrew napisała:

          > Masakra! W ogóle tego nie pamiętam, a książkę czytałam parę razy. Tego typu ciś
          > nienie na bycie ciągle zajętym w ogóle często pojawia się w dawnych książkach d
          > la panienek.

          A pamiętacie, jak Joanna/Valance Stirling musiała zapisywać w dzienniczku wszystkie chwile, które spędziła bezczynnie i potem błagać Boga o wybaczenie? To akurat zostało narracyjnie potępione, ale było.
          • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.11.22, 15:12
            ciotka.scholastyka napisała:

            >
            > A pamiętacie, jak Joanna/Valance Stirling musiała zapisywać w dzienniczku wszys
            > tkie chwile, które spędziła bezczynnie i potem błagać Boga o wybaczenie? To aku
            > rat zostało narracyjnie potępione, ale było.

            Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że panna Stirling ma na imię Valance. Tak samo jak Eddie Snaith nigdy nie będzie dla mnie Barneyem, Barney to ten kurdupel z Flintstonów. A Eddie to Eddie i kropka.
            • pi.asia Re: Irytałki niejeżycjadowe 30.11.22, 21:20
              bupu napisała:


              > Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że panna Stirling ma na imię Valance. Tak s
              > amo jak Eddie Snaith nigdy nie będzie dla mnie Barneyem, Barney to ten kurdupel
              > z Flintstonów. A Eddie to Eddie i kropka.
              >
              Jednym słowem czytałaś Błękitny zamek w cudownym, pełnym wdzięku i humoru przekładzie Karola Bobrzymowskiego, uwielbianego przeze mnie za tekst o "kuzynkach dziesiątego pokolenia, które miały akurat to samo, i padły, proszę ciebie, trupem na miejscu, nie zdążywszy nawet zipnąć".

              Minusem tego przekładu jest niestety to, że jest koszmarnie pochlastany. Brakuje w nim nie tylko wielu opisów czy pojedynczych zdań, ale też CAŁEGO jednego rozdziału, w którym jest mowa o pogrzebie Cesi (w oryginale Cissy - też ładnie). Jeśli chcesz, zamieszczę tu zdjęcia stron z tym rozdziałem.

              O ile jednak można wybaczyć wydawcy brak tego rozdziału ( w sumie nie wnosi do akcji nic istotnego), to niektóre inne braki sprawiają, że pewne sytuacje są niezrozumiałe. Tak jest np. ze sceną na przyjęciu, gdy pada pytanie "co jest największym szczęściem?"
              Każda z obecnych pan stara się powiedzieć coś wzniosłego i oryginalnego, a Joanna mówi "największym szczęściem jest kichnąć, gdy ma się na to ochotę", co wywołuje oburzenie i szok.

              Nie miałam pojęcia dlaczego - a otóż w oryginale (i w innych przekładach) jest to wyjaśnione - wg klanu Stirlingów kichnięcie w towarzystwie było czymś szalenie nieeleganckim, wręcz prostackim, i należało się od niego powstrzymać bodajże szczypiąc się w dolną wargę czy jakoś tak. A tu nagle Joanna wyskakuje z tekstem, że kichanie gdy ma się na to ochotę, to największe szczęście.
              • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.12.22, 11:01
                Jako czytelniczka tegoż właśnie przekładu się wtrącę.
                Co prawda nie miałam pojęcia, że kichanie w towarzystwie Stirlingowie uważali za nieeleganckie, ale nie miałam żadnych problemów, by zrozumieć sens słów Joanny. Jako właśnie: szczęście to móc cieszyć się drobiazgami, czytać powieść nie patrząc na to jaki dzień tygodnia, sprzątać salon nie w środę, tylko wtedy, kiedy się samemu uzna... :)
              • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.12.22, 14:54
                pi.asia napisała:

                > bupu napisała:
                >

                > >
                > Jednym słowem czytałaś Błękitny zamek w cudownym, pełnym wdzięku i humoru pr
                > zekładzie Karola Bobrzymowskiego, uwielbianego przeze mnie za tekst o "kuzynkac
                > h dziesiątego pokolenia, które miały akurat to samo, i padły, proszę ciebie, tr
                > upem na miejscu, nie zdążywszy nawet zipnąć".

                Jednym słowem właśnie tak. Ubolewam jeno że mój egzemplarz uległ najpierw zaczytaniu, a potem zaginięciu.


                > kichnięcie w towarzystwie było czymś szalen
                > ie nieeleganckim, wręcz prostackim, i należało się od niego powstrzymać bodajże
                > szczypiąc się w dolną wargę czy jakoś tak. A tu nagle Joanna wyskakuje z tekst
                > em, że kichanie gdy ma się na to ochotę, to największe szczęście.

                A nie, tę część zrozumiałam od razu i bez tłumaczeń. Może dlatego, że posiadałam babcię o niemal wiktoriańskich manierach, która kichanie "przy ludziach" stanowczo tępiła.
              • jakgdyby.nigdynic Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.12.22, 17:16
                pi.asia napisała:


                > Minusem tego przekładu jest niestety to, że jest koszmarnie pochlastany. Brakuj
                > e w nim nie tylko wielu opisów czy pojedynczych zdań, ale też CAŁEGO jednego ro
                > zdziału, w którym jest mowa o pogrzebie Cesi (w oryginale Cissy - też ładnie).
                > Jeśli chcesz, zamieszczę tu zdjęcia stron z tym rozdziałem.
                >

                No i w oryginale (ostatnio pojawił się do odsłuchania na Librivox, polecam!!!) jest bardzo dokładnie pokazane, że cudowna kuzynka Olivia to w rzeczywistości wstrętna małpa i już wiadomo, za co mamy jej - razem z Valancy - tak bardzo nie lubić. Dla mnie to był bardzo ważny element całości.
              • briar_rose Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.12.22, 18:15
                pi.asia napisała:


                > Minusem tego przekładu jest niestety to, że jest koszmarnie pochlastany. Brakuj
                > e w nim nie tylko wielu opisów czy pojedynczych zdań, ale też CAŁEGO jednego ro
                > zdziału, w którym jest mowa o pogrzebie Cesi (w oryginale Cissy - też ładnie).
                > Jeśli chcesz, zamieszczę tu zdjęcia stron z tym rozdziałem.

                O tak, ja bym bardzo prosiła! <3
            • ciotka.scholastyka Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.12.22, 10:17
              bupu napisała:


              > Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że panna Stirling ma na imię Valance. Tak s
              > amo jak Eddie Snaith nigdy nie będzie dla mnie Barneyem, Barney to ten kurdupel
              > z Flintstonów. A Eddie to Eddie i kropka.

              Dla mnie tez tylko Joanna i Edward. W dodatku okazało się, że Barney to zdrobnienie od BERNARD. Nawet pomijając już Żeromskiego wuja, nie znoszę tego imienia.
              • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.12.22, 14:49
                ciotka.scholastyka napisała:

                > bupu napisała:
                >
                >
                > > Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że panna Stirling ma na imię Valance.
                > Tak s
                > > amo jak Eddie Snaith nigdy nie będzie dla mnie Barneyem, Barney to ten ku
                > rdupel
                > > z Flintstonów. A Eddie to Eddie i kropka.
                >
                > Dla mnie tez tylko Joanna i Edward. W dodatku okazało się, że Barney to zdrobni
                > enie od BERNARD. Nawet pomijając już Żeromskiego wuja, nie znoszę tego imienia.
                >

                <Opędza się gwałtownie od wizji Snaitha z brodą i szczypiorkiem>
                • ciotka.scholastyka Re: Irytałki niejeżycjadowe 14.12.22, 13:07
                  bupu napisała:

                  > <Opędza się gwałtownie od wizji Snaitha z brodą i szczypiorkiem>

                  A fó!
            • modrogrzbiecik Re: Irytałki niejeżycjadowe 12.12.22, 17:47
              bupu napisała:

              > Nie potrafię przyjąć do wiadomości, że panna Stirling ma na imię Valance. Tak s
              > amo jak Eddie Snaith nigdy nie będzie dla mnie Barneyem, Barney to ten kurdupel
              > z Flintstonów. A Eddie to Eddie i kropka.
              >

              A myślałam, że to tylko ja mam z tym taki problem 😅 Zaczęłam jakiś czas temu czytać Montgomery w oryginale i o ile zazwyczaj było to źródłem głównie zachwytów (ten piękny język!) i momentów typu "aaa, to o to tu chodziło" (np. kiedy w "Pat ze Srebrnego Gaju" Judysia zrugała tytułową bohaterkę za powiedzenie, że się spociła, bo "Gardinerowie się nie pocą! To dobre dla Binniech". Wydawało mi się to dziwne, dopóki nie odkryłam, że chodzi o różnicę między słowami 'sweat' i 'perspire', z których pierwszego nie wypadało używać), o tyle "Błękitny zamek" porzuciłam po odkryciu, że w oryginale nie ma Eddiego, tylko jakiś, o zgrozo, Barney.
      • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 07:20
        O ile po części mnie wkurza, z tym, że takie było "młodych panien chowanie". Miały być miłe, łagodne w obejściu, gospodarne i pracowite, to i na te właśnie przymioty kładziono nacisk - nawet jeśli bohaterka "nawalała". Natomiast co do samej sytuacji: i tak uważam, że pannice (nie były już wszak malutkimi dzieciątkami!) za nienakarmienie ptaszka - zwierzątka powinny, zaraza na trzy dni zostać zamknięte bez żarcia! Bo matka "zapomniała" dać im jeść. Skoro one mogły doprowadzić do zdechnięcia kanarka, bo zapomniały... Paskudne, obrzydliwe i podłe - z ich strony! Bo wygodniej z duda na sofce, zamiast wykonać to co konieczne! Może jakby tak sama do stołu nie dostała - to by więcej nie zapomniała! Ciekawe czy w kilka lat później, robiąc sobie dzień lenistwa nie da jeść swojemu dziecku, bo "zapomni"? I nie, "zapomnienie" o nakarmieniu domownika (tak, szokuje może, ale dla mnie zwierze domowe JEST domownikiem!) nie zasługuje na żadne pobłażanie, a na jak najsurowszą i najbardziej dotkliwa karę!
    • mmoni Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 12:08
      Moje irytałki filmowe:
      1. "Między słowami" - główna bohaterka rzekomo kończyła filozofię na jakimś szalenie ekskluzywnym uniwersytecie (Yale albo coś w ten deseń) a zostawiona sama sobie potrafi się tylko snuć bez sensu, dopóki Bill Murray nie zacznie jej zabawiać. Normalnie krzyczałam do ekranu "Read a f!@#ing book!"
      2. A propos czytania książek - "Fahrenheit 451" (znam tylko film kinowy). Jakem mól książkowy i rozumiem, że intencja autora szlachetna - jak w tym świecie kształci się lekarzy, inżynierów czy choćby strażaków? "Fizjologia" Konturka w formie komiksu czy tutoriali wideo? I za łatwo sobie autor ustawia opozycję, że książki to jeno "Madame Bovary" i "Anna Karenina", a komiksy i TV to rozrywka dla ubogich duchem (tak, wiem, że on to pisał dawno, kiedy amerykańska TV rzeczywiście była głupsza). Nie wiem, czemu twórczość takiej Blanki Lipińskiej miałaby być lepsza od "The Wire" czy "Mad Men" tylko ze względu na medium, w jakim autorka się produkuje.

      3. Nie przeszkadza mi wielokolorowa obsada w serialach fantasy, nie przeszkadza mi w teatrze. Natomiast nie potrafię przełknąć "color blindness" w filmach historycznych, tych takich robionych na poważnie, a nie takich, gdzie anachronizmy są świadomym wyborem stylistycznym. Ja rozumiem, że nie-biali aktorzy mają ciężej i mniejszy wybór ról, ale rozwiązaniem jest dawanie im więcej i lepszych ról w filmach współczesnych. Niechętnie do tego się przyznaję, bo w mojej bańce socjologicznej taka deklaracja sprawia, że patrzą na ciebie, jak potencjalnego członka Ku Klux Klanu. No ale nie poradzę nic na to, ze ostatniego "Davida Copperfielda", gdzie tytułowego bohatera gra Dev Patel, ma on być bratankiem bieluteńkiej Tildy Swinton, londyńskim prawnikiem jest Chińczyk, a jego córką Mulatka, nie jest w stanie przetrawić.
      • briar_rose Re: Irytałki niejeżycjadowe 04.04.20, 18:36
        O, mam podobnie, chociaż mnie przeszkadza i w ekranizacjach fantasy... Jestem książkową purystką, opisy książkowe to dla mnie świętość i naprawdę irytują mnie wszelkie odstępstwa bez potrzeby. Uważam, że skoro autor tak a tak zaplanował wygląd danej postaci, to należy to uszanować... i właściwie po co to zmieniać? Wkurzałam się już na wszechobecne blond elfy w ekranizacjach "Władcy Pierścieni". W ogóle zauważyłam, że najbardziej dostaje się w filmach rudowłosym kobietom, najczęściej zmieniane są na brunetki. Niech już będzie ciemnoskóra Arielka, ale czemu nie zostawić jej tych ikonicznych, czerwonych loków? :< Co do kuriozumów rodzinnych, pełna zgoda. Też działa mi to na nerwy. W serialowym "Wiedźminie" zgrzytałam zębami na indyjską Yennefer, córkę białych rodziców.
      • kocynder Re: Irytałki niejeżycjadowe 01.12.22, 15:07
        Ad. 3. U mnie to nie jest irytałka a potężna irytacja. Na wszystkich bogów, których imiona zapomniano, jeśli kręcicie rzecz o arystokratycznej Francji w XVIII w. to elegancka panna na wydaniu nie może być azjatką, hinduską czy mulatką. Jeśli film ma mieścić się w realiach wiktoriańskiego Londynu to nie ma opcji by para "głównych kochanków" udała się na "publiczną" randkę we dwoje, bez przyzwoitki. Podobnie moda i cały entourage powinny odpowiadać mniej - więcej czasom
        Natomiast zgodzę się, że nie-biali aktorzy mogą mieć ogromny czy większościowy udział w produkcjach współczesnych. I nie, to nie jest rasizm, a realizm. Niewolnictwo w filmach może (i powinno!) być piętnowane jako złe, ale nie ma co negować faktu iż było.
    • mmoni Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.04.20, 16:09
      Będę się dopisywać do tego wątku okresowo, bo takich irytałek mam dużo, tylko nie pamiętam na zawołanie :-) W "The Fisher Kingu" Lydia (Amanda Plummer) jest potraktowana kompletnie instrumentalnie: wrabiają ją w randkę z ogolonym i porządnie ubranym Parrym (Robin Williams) w ramach terapii dla niego. Nikt się nie zająknie, że Parry jest chory psychicznie i że taka informacja należy się osobie, która się decyduje na związek z nim. Plus mam jakieś dziwne wrażenie, ze ponieważ Lydia jest taką szarą myszą, to możne ją potraktować jako nagrodę pocieszenia, konwencjonalnej amantki w takiej roli by nie obsadzono. Nawet ta piękna scena na Grand Central Station mi tego nie wynagradza.
      • viridiana73 Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.04.20, 20:33
        Jak się tak zastanowić, to słusznie prawisz.
        Aczkolwiek ja nigdy tak na to nie patrzyłam. Parry i Lydia zawsze wydawali mi się taką parą odmieńców, freaków, rozbitków na wyspie otoczonej oceanem normalności. Oglądałam ten film jak swego rodzaju baśń, z przekonaniem że zdobycie przez Parrego "księżniczki" uleczy go w jakiś magiczny sposób.
        (Uwielbiam ten film. Scena na dworcu to jedna z moich ulubionych scen filmowych wszech czasów).
        • piotr7777 Re: Irytałki niejeżycjadowe 24.08.20, 16:50
          A ja podniosę wątek, bo tak mi się przypomniało.
          Lalka - dlaczego Izabella i Starski w pociągu mówili po angielsku, skoro zakładali, że Wokulski śpi. Poza tym ich zachowanie wskazywało na flirt, więc nawet gdyby Stanisław nie zrozumiał, o czym mówią, i tak by zobaczył.
          • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 24.08.20, 17:32
            Na wszelki wypadek ? Poza tym chyba nie napisano, ze oni zakladali, ze on spi. Zasadniczo to on mial bawic p. Tomasza, i przydrzemal p. Tomasz, nie Wokulski.
            W salonie u Leckich tez ona rozmawiala ze Starskim po angielsku w obecnosci Wokulskiego, choc nie flirtowali wtedy, przynajmniej nie tak kompromitujaco.
            Nie zobaczylby, byl od nich oddzielony lawka. To, co zobaczyl, to w odbiciu szyby - mogli nie pomyslec albo, co tez prawdopodobne, oboje nie mieli pojecia o optyce.
            • ciotka.scholastyka Re: Irytałki niejeżycjadowe 24.08.20, 20:56
              tt-tka napisała:

              > To, co zobaczyl, to w odbiciu szy
              > by - mogli nie pomyslec albo, co tez prawdopodobne, oboje nie mieli pojecia o optyce.

              O optyce? :) Myślisz, że ludzie w XIX wieku nie wiedzieli, że można ich dostrzec w szybie, jak się odpowiednio spojrzy? :) Ja to odkryłam jako pięciolatka ;)
              • iwoniaw Re: Irytałki niejeżycjadowe 24.08.20, 21:40
                Generalnie to podejrzewam, że ludzie w dowolnej epoce zapytani wprost, czy w szybie/lustrze ich ktoś może zobaczyć, nie patrząc na nich bezpośrednio, nie mieliby problemu z udzieleniem prawidłowej odpowiedzi, co nie znaczy, że w życiu każdy cały czas bierze ten aspekt pod uwagę, nawet chcąc to i owo ukryć przed (konkretnym) okiem niekoniecznie się zastanawia nad tym, czy i ile odbija szyba naprzeciwko np.
              • apersona Re: Irytałki niejeżycjadowe 24.08.20, 21:44
                Oni zwykle rozmawiali po angielsku, w kościele przed Wielkanocą też, i raczej za mało liczyli się z Wokulskim a za bardzo z sobą by starannie rozglądać się wokół po ewentualnych odbiciach w szybie,wszak Izabela wyraźnie zapowiadała że nie będzie zmieniała trybu życia.
              • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 24.08.20, 21:46
                ciotka.scholastyka napisała:


                > O optyce? :) Myślisz, że ludzie w XIX wieku nie wiedzieli, że można ich dostrze
                > c w szybie, jak się odpowiednio spojrzy? :) Ja to odkryłam jako pięciolatka ;)

                Ogolnie ludzie tak. Ale mowa o Izabeli i o Starskim. Dasz glowe, ze wiedzieli, albo ze nawet wiedzac skojarzyli, ze tu i teraz moze ich ktos zobaczyc ? Imo nie, zreszta pada tam "daj spokoj (czy cos takiego), on moze spojrzec" i z kontekstu wynika, ze spojrzec na nich bezposrednio, a nie w szybe. W szybe wlasnie spogladal.
    • briar_rose Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.01.21, 11:37
      A pamiętacie "Słoneczko"? Boziu, jaka ta główna bohaterka była świętobliwa! I ta matka dzieciom, co to leżała i "umierała"... na dupowatość chyba. To dopiero patologiczny dom! xD

      Do tego "Oto jest Kasia", tak mi było żal głównej bohaterki, przedstawionej jako ta zła, podczas gdy to jej rodzice nawalili na całej lini! Już jako dziecko miałam ogromne poczucie niesprawiedliwości, oburzało mnie to, że próbę manifestacji swoich uczuć przez Kasię traktowano jako bycie niegrzeczną. Nie rozumiałam też zupełnie, czemu Kasia dowiedziała się o dziecku tak późno. Po co było to ukrywać?
      • pi.asia Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.01.21, 12:45
        briar_rose napisał(a):

        > A pamiętacie "Słoneczko"? Boziu, jaka ta główna bohaterka była świętobliwa! I t
        > a matka dzieciom, co to leżała i "umierała"... na dupowatość chyba. To dopiero
        > patologiczny dom! xD

        To jest powieść dydaktyczna dla mlodych dziewczątek, więc tez i główna bohaterka miała być przykładem do naśladowania.
        Matka dzieciom, czyli pani Dębska, była naprawdę chora, w dodatku przybita troskami i fatalnie odżywiana (herbata i suchy chleb), a troskliwe dzieciątka nawet nie pomyślały, żeby matce chociaż poduszki poprawić, czy pokój ogarnąć.
        Mnie w tej książce zirytowały dwie inne rzeczy. Otóż w obórce jest krowa. I dopiero po przybyciu Marysi domownicy piją mleko. A przecież mając ogród i krowę, mogli mieć i świeże warzywa, i mleko, a co za tym idzie - także śmietanę, ser i masło! Trudno, żeby ogarnęła to jedna stara służąca, skoro Hance, Jankowi i Basi nawet palca nie chciało się zagiąć. Tu ewidentna wina matki, że tak wychowała "książęta, hrabięta".
        Druga irytałka - własnie ten ogród. Marysienka kopie, sieje, i myk! już ma rzodkiewki, marchewkę, sałatę. Tymczasem musiał minąć przynajmniej miesiąc, w porywach do dwóch, by te warzywa urosły.
        A - i jeszcze trzecia irytałka, związana z panią Dębską - widzi,, że Marysia jej usługuje, sprząta, dba o dom, o Basię - a i tak, gdy tylko Janek oczernia dziewczynkę, mówiąc że rozpowiadała w miasteczku o ich biedzie - to wierzy Jankowi, o którym dobrze wie, jakim jest łobuzem.


        > Do tego "Oto jest Kasia", tak mi było żal głównej bohaterki, przedstawionej jak
        > o ta zła, podczas gdy to jej rodzice nawalili na całej lini! Już jako dziecko m
        > iałam ogromne poczucie niesprawiedliwości, oburzało mnie to, że próbę manifesta
        > cji swoich uczuć przez Kasię traktowano jako bycie niegrzeczną. Nie rozumiałam
        > też zupełnie, czemu Kasia dowiedziała się o dziecku tak późno. Po co było to uk
        > rywać?
        O nie, najgorsze w tej książce było pozostawienie noworodka pod opieką Kasi i potem wpędzanie jej w poczucie winy, że to przez nią Agnieszka jest chora. Bo mamusia poszła na zebranie. Wrrrr.

        • briar_rose Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.01.21, 13:59
          pi.asia napisała:

          > O nie, najgorsze w tej książce było pozostawienie noworodka pod opieką Kasi i p
          > otem wpędzanie jej w poczucie winy, że to przez nią Agnieszka jest chora. Bo ma
          > musia poszła na zebranie. Wrrrr.
          >

          O, to też. Do tego ten ojciec, co sam nie umie ogarnąć domu ani dzieciaków, gdy żona trafia do szpitala. Rozumiem, że inne czasy, inne realia... ale przecież Agnieszka była ich już trzecim dzieckiem! I co, za każdym razem, gdy żona jechała rodzić, w domu panika? Zupełnie nie wie, co gdzie znajduje się w domu, choć wiedział wcześniej, że żona wyląduje na porodówce i zostanie sam z dziećmi; córce wysyła sygnały, że jest najmłodsza i wszystko jej się należy – i jak mała dziewczynka ma się poczuć, kiedy nagle przestaje być najważniejsza? Oboje rodzice bardzo niekonsekwentni, co matka zabroni, na to ojciec się zgodzi, mała o tym wie i wykorzystuje.

          Zawsze żal mi też było Jurka. Zastanawiam się, czy on też był kiedyś tak rozpieszczany, dopóki nie pojawiła się Kasia. Wygląda na to, że w tej rodzinie uwaga skupiona jest zawsze na najmłodszym ( uh, obrzydliwa scena z dziadkami... ). Dlatego wcale się nie dziwię postępowaniu Kasi.

          Uważam, że ta książka powinna zostać usunięta z listy lektur.
      • kooreczka Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.01.21, 12:46
        Zastanawiam się ile takich rzeczywiście leżących matek to niezdiagnozowane ofiary chorób reumatycznych i neurologicznych- sporo postaci nie daje widocznych gołym okiem objawów poza tym, ze chory jest zbyt słaby i obolały, żeby funkcjonować. Ot, taka Emilia Korczyńska mogła mieć toczeń czy nawet stwardnienie rozsiane bez sztandarowych objawów i nikt nie był jej w stanie pomóc, a ludzie sarkali, że pieści się z chorobami.
        • jontrew Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.01.21, 13:44
          Też z wiekiem i mądrzeniem:) zaczęłam się nad tym zastanawiać. I złagodniałam w ocenach. Dzięki zdobyczom współczesnej medycyny udało się nam, jako ludzkości, tyle zdziałać, powstrzymać tyle cierpienia. Choćby dostęp do dentystów, przecież ból zęba może doprowadzić człowieka na skraj szaleństwa.
          Oprócz chorób fizycznych, które być może nękały daną postać, często myślę też o problemach psychicznych. Teraz mamy chociaż podstawową wiedzę na ten temat, a kiedyś ludzie po prostu cierpieli i miotali się, szukając ulgi. I ulubionym obiektem moich rozważań jest Barbara Niechcicowa.
        • tt-tka Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.01.21, 14:33
          kooreczka napisał:

          > Zastanawiam się ile takich rzeczywiście leżących matek to niezdiagnozowane ofia
          > ry chorób reumatycznych i neurologicznych- sporo postaci nie daje widocznych go
          > łym okiem objawów poza tym, ze chory jest zbyt słaby i obolały, żeby funkcjonow
          > ać. Ot, taka Emilia Korczyńska mogła mieć toczeń czy nawet stwardnienie rozsia
          > ne bez sztandarowych objawów i nikt nie był jej w stanie pomóc, a ludzie sarkal
          > i, że pieści się z chorobami.

          Moze i mogla, ale raczej nie miala. Na swoich imieninach zbiega ze schodkow, wtedy, gdy to jej na czyms zalezy, potrafi sie ruszyc i dotrzec, gdzie chce, rece ma bardzo sprawne (te precyzyjne robotki hafciarskie)
          • pi.asia Re: Irytałki niejeżycjadowe 19.01.21, 16:14
            Mój ulubiony film "To własnie miłość" irytuje mnie dwiema scenami.

            Pierwsza - gdy Sarah, która od dwóch lat, siedmiu miesięcy, trzech dni i dwóch godzin kocha się w głównym programiście Karlu, idzie z tym Karlem do łóżka i co chwilę odbiera telefon od brata. Ja pikolę, czy nie mogła powiedzieć bratu, że zadzwoni później i wyłączyć tego cholernego telefonu? Nijak nie wpłynęłoby to na dalszy rozwój wątku "Sarah i jej brat". Też mogłaby odwiedzić go w zakładzie i wspominać rodziców!

            Druga scena wyleciała na etapie montażu i w filmie jej nie ma. I to własnie irytuje.
            Otóż Karen (Emma Thompson) zostaje wezwana do szkoły, bo jej syn narozrabiał. Na miejscu okazuje się, że chodzi o wypracowanie nt. "O czym marzę na Święta". Wszystkie dzieci pisały o pokoju na świecie, o ekologii itp., a ten młody człowiek napisał, że chciałby, aby raz w roku, właśnie w Święta, można było widzieć pierdnięcia. Ciotka już nie mogłaby zrzucić winy na kota, w kościele przestało by być nudno, a kto wie, może nawet zobaczylibyśmy... tu scenka z królową :)
            Karen zachowała się fantastycznie - zapowiedziała dyrektorce, że porozmawia z synem, po czym - po wyjściu z gabinetu dyrekcji - przeprosiła syna za to, że posłała go do szkoły w której nauczyciele nie mają za grosz poczucia humoru.
            Ta scena ma ciąg dalszy - oto dyrektorka wraca do domu, gdzie w łózku leży jej umierająca na raka partnerka . i opowiada całe zdarzenie. I partnerka serdecznie się śmieje, uświadamiając dyrektorce, jak oryginalne wypracowanie napisał dzieciak.
            Wszystko razem trwa ze cztery minuty. Wielka szkoda, że zostało wycięte.
    • briar_rose Re: Irytałki niejeżycjadowe 29.11.22, 19:19
      Moja potężna irytacja - postać Cosette z "Nędzników"... chciałabym ją określić za pomocą wielu słów, których dawni psychiatrzy używali na określenie stanów chorobowych. Na samą myśl o niej budzą się we mnie demony, a odczucia pogarsza świadomość, że to bezmózgie coś uważane jest przez autora i jemu współczesnych za słodkie i niewinne. Niestety, tam gdzie autor widzi niewinność i słodycz, ja widzę umysł meduzy i przykłady tragicznej w skutkach bezmyślności. W pewnym momencie staje się jasnym przykładem na rozbieżność postępowania postaci z autorskim komentarzem. Jest miła i dobra nawet kiedy popełnia świństwo, za które osoba żyjąca lub fikcyjna zostałaby natychmiast potępiona, ugh. Nie cierpię jej!
      • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 29.11.22, 19:49
        briar_rose napisał(a):

        > Moja potężna irytacja - postać Cosette z "Nędzników"... chciałabym ją określić
        > za pomocą wielu słów, których dawni psychiatrzy używali na określenie stanów ch
        > orobowych. Na samą myśl o niej budzą się we mnie demony, a odczucia pogarsza św
        > iadomość, że to bezmózgie coś uważane jest przez autora i jemu współczesnych za
        > słodkie i niewinne. Niestety, tam gdzie autor widzi niewinność i słodycz, ja w
        > idzę umysł meduzy i przykłady tragicznej w skutkach bezmyślności. W pewnym mome
        > ncie staje się jasnym przykładem na rozbieżność postępowania postaci z autorski
        > m komentarzem. Jest miła i dobra nawet kiedy popełnia świństwo, za które osoba
        > żyjąca lub fikcyjna zostałaby natychmiast potępiona, ugh. Nie cierpię jej!

        Pójdź w me objęcia! Ja też nie cierpię Kozety POTWORNIE!
    • zaisa Re: Irytałki niejeżycjadowe 13.12.22, 20:02
      Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów" (jeśli nie przekręcam tytułu). Podobno potężny risercz w celu poznania świata kurtyzan i innych pań do raczej krótszego towarzystwa. A na koniec, na ostatniej czy przedostatniej stronie, pada tekst: "Do Krościenka też pojedziemy". Bohaterowie nocują w Szczawnicy, przyjechali do niej z Nowego Sącza. Jedyna asfaltowa droga do Szczawnicy prowadzi przez Krościenko. I nie mogę pojąć, dlaczego pociągiem z Warszawy jechali akurat do Sącza a nie do Nowego Targu, do którego jedzie się zdecydowanie krócej i z którego zarówno do Krościenka, jak i Szczawnicy też jest bliżej. Oboje są raczej starsi i raczej nie zależy im na wydłużaniu podróży.
      Z jednej strony ten risercz, z drugiej brak spojrzenia na mapę i skorzystania ze strony rozklad-pkp.pl
      • zaisa Re: Irytałki niejeżycjadowe 13.12.22, 20:04
        Umknęło mi - panie do towarzystwa z okresu dwudziestolecia międzywojennego.
    • zaisa Re: Irytałki niejeżycjadowe 13.12.22, 20:18
      Tytuł i autorkę wypadłam z pamięci. Główne bohaterki to trzy Anny, jakoś że sobą powiązane, zdaje się, że spokrewnione, nawet może w prostej linii, opisywane ich dzieje są na różnych etapach ich rozwoju oraz na różnych tłach historycznych. Jedna z nich, zwana bodajże Anulka, jest w czasie powstania Warszawskiego kilkuletnim dzieckiem. I ona, ma wtedy ze sobą maskotkę - tygryska "takiego z Kubusia Puchatka". Owszem, pierwsze wydanie "Kubusia Puchatka" w tłumaczeniu Ireny Tuwim było w 1938 r. , ale jakoś tak trudno mi uwierzyć w pluszowego tygryska " takiego z Kubusia Puchatka". Ciekawe, czym był wypchany...
      • zaisa Re: Irytałki niejeżycjadowe 13.12.22, 20:20
        Przepraszam, ale telefon świństwa różne robi i uparcie dodaje ogony, gdzie ich nie piszę i obcina, tam, gdzie je wstawiam.
      • bupu Re: Irytałki niejeżycjadowe 13.12.22, 22:13
        zaisa napisała:

        > Tytuł i autorkę wypadłam z pamięci. Główne bohaterki to trzy Anny, jakoś że sob
        > ą powiązane, zdaje się, że spokrewnione, nawet może w prostej linii, opisywane
        > ich dzieje są na różnych etapach ich rozwoju oraz na różnych tłach historycznyc
        > h. Jedna z nich, zwana bodajże Anulka, jest w czasie powstania Warszawskiego ki
        > lkuletnim dzieckiem. I ona, ma wtedy ze sobą maskotkę - tygryska "takiego z Kub
        > usia Puchatka". Owszem, pierwsze wydanie "Kubusia Puchatka" w tłumaczeniu Ireny
        > Tuwim było w 1938 r. , ale jakoś tak trudno mi uwierzyć w pluszowego tygryska
        > " takiego z Kubusia Puchatka". Ciekawe, czym był wypchany...

        Pluszaki przed wojną istniały, czemu nie. Natomiast jedyną możliwością żeby owa Anulka weszła w posiadanie Tygryska z Kubusia Puchatka było ręczne uszycie takowego przez zaprzyjaźnioną krawczynię. Nie sprzedawano wtedy promocyjnych gadżetów z bajek.
        • kooreczka Re: Irytałki niejeżycjadowe 13.12.22, 22:24
          Sprzedawano, nie zawsze legalnie i to nie tylko z bajek. Lalki Shirley Temple były dość popularne, podobnie gadżety z Myszką Miki (często dość upiorne)

          Tygrys budzi trochę większe wątpliwości, bo nawet na słynnych ilustracjach na których się wzorowano to po prostu maskotka tygrysa jak inne zwierzęce.