Dodaj do ulubionych

Noc w Puszczykowie

27.08.21, 21:49
Czerwiec 1956. Dwudziestojednoletni Ignacy udaje się wraz z paczką Mili do Puszczykowa.
I teraz wyobraźmy sobie, że patrzymy na "nowego" oczami narratora, ale nie tego, który zna Ignaca i kocha go bardzo, ale narratora obiektywnego. Oto kilka cytatów:

"nieobliczalni ekonomiści wepchnęli go do pociągu i uwieźli w nieznanym
kierunku. Po drodze wyjaśnili mu dopiero, że udają się do Puszczykowa, ulubionego letniska
poznaniaków, a kiedy zapytał niespokojnie, czy aby na pewno będzie można tam potańczyć (kusiło
go to ogromnie, wobec całkowitego braku doświadczeń w tej dziedzinie) - oni powiedzieli mu, że
przekona się na miejscu."


Tu mi się Ignac podoba - mnie też by kusiło ;)

"Sam proces tańca wydał mu się początkowo dość trudny do opanowania, polegał bowiem na
pozbawionym wyraźniejszych zasad drobieniu, szuraniu stopami, unoszeniu (kolejno oczywiście)
zgiętych nóg oraz ramion i ostatecznie - na przemieszczaniu się w przestrzeni z partnerką w
ramionach. Ignacemu te czynności wydały się groteskowe, zwłaszcza po wypiciu bruderszaftu ze
wszystkimi, toteż przez dłuższy czas pokładał się ze śmiechu, obserwując poczynania
poszczególnych ekonomistów, zwłaszcza Zbysława Koteckiego, tak bardzo upojnego, fachowego i
sprawnego niczym rutynowany fordanser; posuwiście sterując Milą, przymykał on oczy do połowy,
unosząc jednocześnie brwi i nucąc jej do ucha co bardziej popularne melodie. Niespodziewanie do
akcji wkroczyła Lonia, nieśmiało proponując Ignacemu wspólny taniec, więc oczywiście musiał
przychylić się da jej prośby i empirycznie zakosztować owej komicznej rozrywki.
Śmieszyła go nadal. Odtańczył z Lonią próbnego fokstrota, przy czym doprowadził do śmiechu
także i ją, ponieważ - nieopisanie zabawnym zbiegiem okoliczności - stale w tym samym momencie
nadeptywali sobie wzajemnie na palce stóp i równocześnie mówili "przepraszam". "


Dalej tańczą z Milą, a Ignacy ględzi o starożytnej Grecji:

"Gdzieś w połowie siódmego wieku przed naszą erą - kontynuował więc, przydeptując jej pantofel,
przepraszając gorąco, a następnie znów kręcąc się z nią w kółko w przyjętym przez siebie tempie,
wolnym i majestatycznym - weszły w modę fryzury z długich włosów, podzielonych na loki.
Widywałaś to zapewne na przykładzie wielkich rzeźb figuralnych. Nawiasem mówiąc - dodał,
obracając Milę we wdzięcznym piruecie, a sam wyrzucając jedną z nóg w tył - z "Iliady" i "Odysei"
znamy przydawki "euplokamos" i "kalliplokamos", określające piękne trefione loki.
(...) chciałbym ci jeszcze pokrótce opowiedzieć o najpiękniejszej, moim zdaniem,
fryzurze starożytności, uwiecznionej w postaciach Kariatyd z Erechtejonu. Długie ich włosy,
symetrycznie rozdzielone pośrodku głowy, zaczesane są w tył i zaplecione za uszami w dwa
warkocze. Te krzyżują się nad karkiem i opasują głowę. Z kolei dwa solidne pasma wysunięte spod
nich i zwinięte w podłużne, wdzięczne loki, związane są na plecach, ot, tak - od pewnego już czasu
zaniechali tańca, gdyż Ignacy potrzebował jednak obu rąk, by zarysować wokół Mili koncepcję
uczesania Kariatyd. - Wspominam o tym dlatego, że kształt twojej głowy wprost kusi...


No i wreszcie:

"- Patrzcie, jak nam dobrze, nikt by nie przypuścił, że żyjemy w niewoli - powiedział niefortunnie
któryś z ekonomistów i w tejże chwili spokój prysł. (...) [Ignacy] Zorientował się, że niedoinformowany i stereotypowy Zbysław przychyla się raczej do czuwania na straży przodującego ustroju, zaś Witek reprezentuje w stanie czystym to, co Zbysław właśnie nazywa poglądem idealistycznym oraz wstecznictwem. Pozostali uczestnicy sporu angażowali swe głosy
dość równomiernie to po jednej, to po drugiej stronie. Milczenie Ignacego nie uszło jednak uwagi
Zbysława, który tonem dość napastliwym zażądał, by kolega filolog zechciał się także zdeklarować i
wypowiedzieć, bo czas dzisiejszy jest czasem dyskusji o przyszłym kształcie Polski Ludowej, która
po okresie błędów i wypaczeń spowodowanych kultem jednostki stoi oto w obliczu ważnych i
przełomowych decyzji, czego dowodem jest szóste plenum KC PZPR.
Zachęcony do wypowiedzenia się Ignacy nie zwlekał ani sekundy i przede wszystkim zwrócił uwagę
na drażniącą go osobiście manierę, każącą niektórym współczesnym posługiwać się specjalnie
spreparowanym rodzajem stautologizowanej pseudopolszczyzny (- Jakiej, jakiej? - Zbysław). -
Stautologizowanej!!! Mówią oni na przykład: "Czas dzisiejszy jest czasem dyskusji" zamiast: "Czas
dzisiejszy sprzyja dyskusji", lub: "Ta sprawa jest sprawą słuszną" zamiast po prostu: "To jest słuszna
sprawa". Ma to w założeniu wzmocnić wymowę oświadczenia, jednakże wywołuje efekt wręcz
przeciwny - podkreślił Ignacy.
Zbyty machnięciem ręki przez przeciwnika, zirytował się nieco i przeszedł ad rem (do rzeczy),
stwierdzając, że niewiele doprawdy znaczą dyskusje i puste deklaracje, skoro olbrzym ma kompletnie
zgniłe nogi. Na zaniepokojenie Zbysława, który - sądząc z kierunku jego spojrzeń - wziął tę metaforę
do siebie, Ignacy odpowiedział rozwinięciem myśli, wykazując, że wielkie imperia - czego najlepiej
dowieść można na przykładzie Rzymu - giną iub załamują się raczej w wyniku słabości wewnętrznej
niż zewnętrznych przyczyn.
- Słabość wewnętrzna! - powtórzył dobitnie, powstając nieświadomie z ławeczki i przechadzając się
wahadłowo po podwórku, zarośniętym srebrną, iskrzącą się trawą. - Bezwstyd rabunkowej
gospodarki, pycha, gigantomania, obłąkane upodobanie do budowania pałaców i łuków triumfalnych
- wyliczał, kontynuując swą rytmiczną przechadzkę i podkreślając co ważniejsze słowa pionowym
ruchem dłoni z wystawionym w górę palcem wskazującym - wraz z kosztami utrzymania olbrzymiej
armii, ciężkie podatki, głód, biurokracja, niegospodarność, zamęt i upadek obyczajów - oto główne
przyczyny klęski imperium rzymskiego. Wiemy, że rolnictwem i rzemiosłem trudnili się tam
niewolnicy, a nie trzeba wyjaśniać, dlaczego pracę niewolników cechuje niedbalstwo i marnowanie
surowca. Stąd fatalne zaniedbanie uprawy roli...
- Sekundę, sekundę! - przerwał mu jego oponent, usiłując najwyraźniej dotrzymać Ignacemu pola. -
Zdarzają się przecież lata suszy i nieurodzaju! - a to już są trudności obiektywne...
Ignacy zmiażdżył go spojrzeniem pełnym politowania.
- Mamy więc - kontynuował - klasyczny obraz schyłku: wojsko strzeże bram cesarstwa przed
barbarzyńcami, biurokracja triumfuje, na tronie zasiadają kolejne miernoty, a ludność upada na
duchu i zmniejsza swą liczebność. Dlaczego zginęło imperium rzymskie? Ha! Pytajmy raczej -
dlaczego trwało?! - zakończył efektownie Ignacy, po czym ukradkiem zerknął na zasłuchaną Milę i
dorzucił finalny ozdobnik w postaci cytatu z Longinosa: "Przekleństwem cesarstwa jest brak ducha".
- Ale jakiego cesarstwa? Ale jakiego znowuż ducha? Ale jaki to ma w ogóle związek z istotnymi
problemami naszych czasów? - indyczył się pokonany przeciwnik, nie wiedząc jeszcze, że jest
pokonany, po czym nazwał Ignacego mało interesującym, nieciekawym nudziarzem. Ignacy z
ożywieniem zakrzyknął: - O! O! Dziękuję koledze - oto śliczny, soczysty przykład tautologii! - i
poczuł, że zwycięstwo jego jest pełne."


No i jak postrzegacie Ignaca w Puszczykowie? ;)
Obserwuj wątek
    • pi.asia Re: Noc w Puszczykowie 27.08.21, 22:16
      Ja go nie postrzegam. Ja bym uciekła na piechotę do Poznania. Uwielbiam i potrafię tańczyć, więc gdyby mi partner zaczął w tańcu serwować wykład na temat starożytnych fryzur, kompletnie ignorując muzykę i jej tempo, w dodatku wykonujący jakieś nieskoordynowane ruchy nogami to bym na ten tychmiast zakończyła ten horror, nawet nie wysilając się na grzecznościowe kłamstwo typu "Oj, noga mnie boli, usiądźmy".

      Co do wykładu na temat upadku imperiów... Ignac czepia się Zbysława, a sam nie mówi, lecz wygłasza przemówienie. Faktycznie, idealny czas i miejsce.

      Co ta Mila w nim widziała....
    • ako17 Re: Noc w Puszczykowie 27.08.21, 22:24
      Kurcze... w sumie ok
      Mimo oderwania od rzeczywistości i traktowania wszystkiego ze swojej wyłącznie perspektywy, jakoś to jest takie... urocze.
      Jak go nie cierpię już od Kwiatu Kalafiora, tak tutaj wydał mi się całkiem zabawny.
      Kalamburkę czytałam strasznie dawno. Jeśli chodzi o Ignaca, to raczej pamiętałam z tego tomu nie za dobre rzeczy o nim. Rzucanie pierogami w tv, żerowanie na Gizeli i ogólną protekcjonalność wobec reszty świata. A to są całkiem pozytywne cycaty ;)
      • ciotka.scholastyka Re: Noc w Puszczykowie 27.08.21, 23:14
        ako17 napisała:

        > Kurcze... w sumie ok
        > Mimo oderwania od rzeczywistości i traktowania wszystkiego ze swojej wyłącznie
        > perspektywy, jakoś to jest takie... urocze.
        > Jak go nie cierpię już od Kwiatu Kalafiora, tak tutaj wydał mi się całkiem zaba
        > wny.


        Do pewnego momentu, tak. Ale ta dyskusja?
        • tt-tka Re: Noc w Puszczykowie 28.08.21, 08:34
          Tam nie bylo dyskusji. Ygnac wyglasza, nie dyskutuje, w ogole nie odnosi sie do tresci, sensu i tematu. Dziwnie mi to przypomina jego rozmowe z Laura w CP - nie chodzi o to, by sie do czegokolwiek dogadac, tylko by zagadac druga strone i zostac z wlasnym poczuciem wyzszosci.

          czego nie rozumiem - czemu ekonomistom zalezalo na obecnosci ygnaca w Puszczykowie i po co go uwozili :)
          • 3piota Re: Noc w Puszczykowie 28.08.21, 21:52
            tt-tka napisała:
            > czego nie rozumiem - czemu ekonomistom zalezalo na obecnosci ygnaca w Puszczyko
            > wie i po co go uwozili :)

            Wcale im nie zależało, mieli na niego wywalone. Wszyscy łącznie z Milą byli przekonani, że to Lonia coś poderwała i dlatego ten safanduła z nimi jedzie. Przy okazji wyszło jaka to z Mili przyjaciółka. Lonia rano na stacji beczy w kącie ze strachu, że wojna będzie, a jej najlepsza przyjaciółka w te pędy za facetem, którego kilkanaście godzin wcześniej sama do Loni przyfastrygowała. Ani jej pod tą grecką fryzurą nie przemknęło jak reszta towarzystwa z Lonią na czele to odbierze.
    • ciotka.scholastyka Re: Noc w Puszczykowie 27.08.21, 22:46
      A przy okazji - zauważyliście opis Zbysława? No nie mógł być normalnym, śmiesznym, napuszonym facecikiem - musiał jeszcze być "niedoinformowany i stereotypowy", plus mówił propagandowym językiem rodem z biuletynów PZPR i Trybuny Ludu, nie wiedział, co znaczy "tautologia", nie rozumiał metafor... :-P
      • bupu Re: Noc w Puszczykowie 28.08.21, 09:00
        ciotka.scholastyka napisała:

        > A przy okazji - zauważyliście opis Zbysława? No nie mógł być normalnym, śmiesz
        > nym, napuszonym facecikiem - musiał jeszcze być "niedoinformowany i stereotypow
        > y", plus mówił propagandowym językiem rodem z biuletynów PZPR i Trybuny Ludu, n
        > ie wiedział, co znaczy "tautologia", nie rozumiał metafor... :-P

        A do tego mimo zrobienia przez autorke ze Zbysława nadętego tow. Cymbała, Ignac wcale nie prezentuje się na jego tle lepiej. Zapewne dlatego, że jest jeszcze bardziej nadęty i ma gdzieś wszystkich innych, z Milą włącznie.
        • iwoniaw Re: Noc w Puszczykowie 29.08.21, 12:15
          3piota napisał(a):

          > "Oślizgłe macki tego bezmózgowca" - też tam się przewinęły.


          Ba, a umiejętność tańca to od razu skojarzenie z "fordanserem". No szkoda doprawdy, że jeszcze nie bikiniarz i chuligan 😀
    • armari Re: Noc w Puszczykowie 28.08.21, 18:39
      Odtańczył z Lonią próbnego fokstrota, przy czym doprowadził do śmiechu
      także i ją, ponieważ - nieopisanie zabawnym zbiegiem okoliczności - stale w tym samym momencie
      nadeptywali sobie wzajemnie na palce stóp i równocześnie mówili "przepraszam".


      Ten fragment mi się autentycznie podoba - jest w nim humor i pewne ciepło, którego próżno szukać w reszcie cytatu, jak i w młodym Ignacu jako takim generalnie (te wewnętrzne monologi o tym jak to otaczają go kobiety niegodne obcowania z jego wybitną osobą).
    • piotr7777 Re: Noc w Puszczykowie 13.09.21, 01:18
      Tak mi się wydaje, że taka dyskusja pasowałab do lat 80, ewentualnie końca poprzedniej dekady a nie do 50. Wtedy ludzie bali się wyrazić negatywną opinię o systemie, bo to jednak wiązało się z dużym ryzykiem.
      Druga kwestia - jakoś nie wierzę by mlody człowiek bezmyślnie powtarzał propoagandowe slogany. Owszem, Zbysław mógł być zwolennikiem władzy socjalistycznej, ale raczej powinien używać innego języka.
      I wreszcie - termin "tautulogia" po raz pierwzy pojawił się w "Traktaie logiczono - filozoficznym" Ludwiga Wittgensteina z 1929 r. wydanego po polsku w roku ...1970. W polszczyźnie mógł zagościć wcześmniej, bo pojawai się w Słowniku wyrazów obcych i obcojęzycznych Władysława Kopalińskiego z 1967 r., więc był wtedy w użyciu, ale czy był powszechnie znany? Ignacy teoretycznie mógł się z nim zetknąć na studiach, ale raczej w tym gronie byłby ze znajomością tego terminu odosobniony a ignorancja Zbsłąwa co do samego pojęcia "tautologia" nie byłaby tak kompromitująca. Mam wrażenie, że autorka do tej sytuacji przyłożyła miarę sobie współczesną.
      Nawiasem mówiąc jeżeli zdanie "dzisiejszy czas jest czasem" uznamy za tautologię, to będzie nią np. również zdanie np. "X jest człowiekiem rozsądnym" zamiast "X jest rozsądny". Ale to taka dygresja.
      • tt-tka Re: Noc w Puszczykowie 13.09.21, 07:54
        Zgadzam sie, Piotrze !
        powolam sie (chyba kolejny raz) na Malowiernych Putramenta, koncowka - ten sam czas, srodowisko mlodej inteligencji tworczej, dziennikatrze, literaci (poczatkujacy), dzialacze kultury i rozmowy, rozmowy, rozmowy... ostrozne macanie dyskutanta, rozpoznawanie terenu, raczej sygnalizowanie niz otwarte wyrazanie sie. Takiego Ignaca albo by zignorowano i nie znalazlby rozmowcy, albo jakas zyczliwa dusza zatkalaby mu gebe wzglednie wyprowadzila z towarzystwa.
      • guineapigs Re: Noc w Puszczykowie 13.09.21, 12:43
        Mnie sie zdaje, ze ten Zbyslaw to mial byc symbol oportunisty. Jak trzeba, to gada propagandowe slogany, a jak trzeba, to robi palety drewniane czy co tam robil dla zysku (jak go Ignacostwo spotkalo nad morzem). W kontrze do Ignaca, ktory ani nie gadal sloganow, ani nie zakasal rekawow by zapewnic rodzinie minimalny byt - zeby dzieci nie musialy sie 'bic' o jedzenie, i to podstawowe (ziemniaki, kanapki) a nie jakies luksusy typu trufle czy salami.
        A co do tautologii - nuie bardzo wiem, bo z gramatyki j. polskiego gwiazda nigdy nie bylam, ale mi sie zdaje, ze kwalifikowanie kazdego powtorzenia jako blad (tautologie) jest niewlasciwe. Wlasnie w propagandzie/polityce tautologia nie jest bledem a raczej srodkiem wyrazu - jak w literaturze.
        Powiedzmy tak:
        historyk napisze do historyka: 'nieurodzaj w Galicji powodowal to i to', zas do niehistoryka czy nieekonomisty podkresli: 'nieurodzaj i brak plonow w Galicji powodowal to i to'. Po prostu, mimo tego, ze nieurodzaj i brak plonow to jest to samo, to dla tzw. Zwyklego Kowalskiego ktory mysli ze mleko jest z Biedronki - wcale oczywistym nie jest.
        Takze, idac dalej:
        jak ktos powie: 'Ten Seba to jest elegancki Seba' - brzmi kompletnie inaczej niz 'Seba jest elegancki ' albo 'Seba to jest elegancki mezczyzna'. Dla mnie te wszystkie trzy okreslenia Seby niosa inny ladunek emocjonalny, a nawet informacyjny.
        Mozna nawet wymysloc przykladowy dialog:
        - Wiesz, poznalem dziewczyne, swietna jest, nazywa sie Dziesika.
        - Dzesika? Chlopie, uciekaj!
        - Ale to nie taka Dzesika, ta moja Dzesika studiuje, pomaga w domu starcow jako wolontariuszka, uwielbia gory!

        skracajac:
        powiedziec: 1.'czlowiek X jest madry' to nie to samo, co powiedziec: 2 'czlowiek X jest czlowiekiem madrym.
        W pierwszym przypadku po prostu stwierdzamy fakt, w drugim podkreslamy, ze nie kazdy czlowiek jest madry.

        Odniose sie do wlasnego zycia:
        Jak powiem, ze R. jest niesamowity, wspanialy, ah i oh - to uznacie, ze to po prostu dobry czlowiek.
        Jak powiem ze R. jest niesamowitym i wspanialym ah i oh mezczyzna - to od razu wiadomo, ze - mowiac wprost - dobrze nam w lozku, bardzo nam dobrze i to nie tylko w lozku. Tautologia poniekad, ale jednak inaczej sie nie da wyrazic.

        Bardzo przepraszam za OT i to intymny, ale jak kobieta w wieku 48 lat przezywa cudowne chwile i romantyczne, i seksualne - to nie sposob tego trzymac wewnatrz.
        Zeby nie bylo, ze mi tak sie sciele: po wielu smutnych zwiazkach bylam sama, a na to czekalam juz swiadomie lata (dokladniej mowiac ok. 5 lat), nie chwytalam sie jak malpa byle galezi, po prostu czekalam na to WOW.
        I sie doczekalam - czego kazdemu serdecznie zycze.
        Lepej jest nie miec czegos, niz miec jakies byleco zamiast.
        • bupu Re: Noc w Puszczykowie 13.09.21, 13:29
          guineapigs napisała:


          > Bardzo przepraszam za OT i to intymny, ale jak kobieta w wieku 48 lat przezywa
          > cudowne chwile i romantyczne, i seksualne - to nie sposob tego trzymac wewnatrz

          Czasami człowiek szczęściem się podzielić musi, inaczej się udusi. Nie trzymaj wewnątrz!
          .
          > Zeby nie bylo, ze mi tak sie sciele: po wielu smutnych zwiazkach bylam sama, a
          > na to czekalam juz swiadomie lata (dokladniej mowiac ok. 5 lat), nie chwytalam
          > sie jak malpa byle galezi, po prostu czekalam na to WOW.
          > I sie doczekalam - czego kazdemu serdecznie zycze.

          Gratuluję z całego serca :)

          > Lepej jest nie miec czegos, niz miec jakies byleco zamiast.

          Święte słowa waćpani dobrodziki, normalnie bym gdzieś na jakimś tympanonie złotymi zgłoskami wykuła...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka