Dodaj do ulubionych

Ignacy i Józef - ciąg dalszy

10.12.22, 19:34
Jak wszem i wobec wiadomo, kuzyni dorośli, założyli rodziny, zakopali topór wojenny, a fajki pokoju tylko dlatego nie wypalili, że w Neo nikt nie pali. Mieszkają w pewnym oddaleniu od siebie - jeden w gnieździe rodu na R5, drugi gdzieś w Rumiankowie, którego detalicznej lokalizacji geograficznej jakoś nie ogarniam.

No i teraz jestem ciekawa, jak będą wyglądały ich dalsze stosunki, skoro nie są już skazani na siebie, a pomimo wzajemnej niechęci obaj poprosili się wzajemnie na drużbów. Co prawda, Józkowi IGS jako świadek nie wypalił, ale to już na skutek okoliczności porodowych. Józef jednak był tak granitowo pewny jedynej kandydatury kuzyna, że nawet nie pomyślał o ewentualnym zastępstwie, choćby na tę okoliczność, gdyby Miągwie coś przeszkodziło w stawieniu się na ceremonii. Co było i możliwe i nader prawdopodobne.

Czy oni będą się jakoś odwiedzać wzajemnie w tych swoich domostwach? Dzwonić do siebie, dzielić się informacjami, że np. "zaliczyłem rok na architekturze, chociaż miałem poprawkę z geometrii wykreślnej"/ "mam nowe zlecenie i jadę na 4 dni w świętokrzyskie kręcić materiał o tamtejszych drewnianych świątyniach"?
Czy korzystając ze spokoju od tego drugiego, będą się widywać najwyżej kilka razy do roku z okazji większych świąt i uroczystości rodzinnych?
Oni mają sobie coś w ogóle do powiedzenia, jakieś podstawy do wspólnego spędzania czasu?

A ich żony? Wytworna artystka z miasta i hoża dziewoja ze wsi, znajdą wspólny język? Będą do siebie dzwonić czasami?
Obserwuj wątek
    • haszyszymora Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 10.12.22, 21:08
      Gdyby to była realistyczna historia, o żadnym drużbowaniu nie byłoby mowy - prędzej Ignacy stoczyłby dramatyczną batalię z rodziną, bo furda co ludzie powiedzą, on tego pitekantropa na własnym ślubie nie będzie znosił. Józwy to nie obejdzie, Ida nie wybaczy do grobowej deski; w ramach Idowego niewybaczania Józef zgodzi się (z chęcią), by z kolei nie zapraszać Ignacego na swoje wesele. Rodzina dzieli się na dwa obozy i tak dalej, i tak dalej.

      A tak kanonicznie: oni nigdy, nawet przez sekundę nie mieli wspólnych tematów, nigdy się też nie lubili, nie widzę więc powodów, by mieli podtrzymywać kontakt. Tak samo ich żony - łączy je tylko wypełnianie ramion, dzieli bardzo wiele, m.in. to, że Aga nie znosi Józwy i widzi w nim dręczyciela.
      Zresztą, Ignacy nie ma kontaktu z rodzonymi siostrami, to co miałby się trzymać kuzyna?
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 10.12.22, 21:52
        Fanficzek o wersji realistycznej?
        *robi oczy jak Kot ze "Shreka"*
        • ako17 Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 12.12.22, 22:51
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > Fanficzek o wersji realistycznej?
          > *robi oczy jak Kot ze "Shreka"*
          >
          Ależ proszę :)

          Ignacy i Józef


          Głęboko, jakby z namysłem, rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Ignacy Grzegorz Stryba, od kilku lat stateczny mąż i ojciec, wygładził na sobie bonżurkę z aksamitnymi wyłogami, poprawił czapkę w biedronki i poszedł otworzyć.
          Oto przyszedł z doroczną wizytą jego kuzyn, prawie-brat, Józef Pałys. Tym razem nie towarzyszyła mu małżonka, ponieważ właśnie uprała swą jedyną sukienkę i czekała aż wyschnie.

          - Dzień dobry, ach dzień dobry kuzynie. Jakże miło mi cię powitać w mych skromnych progach.
          - Dzień dobry. A w kubek chcesz?
          - A to zależy co.
          - Kremu Chocco.
          - Ależ oczywiście, poproszę, poproszę.

          Panowie godnie zasiedli naprzeciwko siebie przy stole, a Agnieszka, wytworna żona Ignacego, powitała Józefa wdzięcznym skinieniem głowy i podała herbatę w błękitnych kubkach.

          - Tak więc... małżonka, czy zdrowa? - zapytał kurtuazyjnie Ignacy
          - Zdrowa – odparł Józef, znany ze zwięzłego wyrażania się. Od dziecka wiedział bowiem, że słowa są źródłem nieporozumień. Dlatego, w imię spokoju domowego, ze swoją żoną nie rozmawiał wcale, ograniczając się do krótkich chrząknięć i głębokich spojrzeń w oczy.
          - A babcie jej, czy zdrowe?
          - Nie wiem.
          - Aha. - Tu Ignacego chwilowo przystopowało.

          Nastąpiło kilkanaście minut ciszy. I tak sobie dzielnie siedzieli, naprzeciwko, połączeni więzami krwi i popatrywali to na siebie nawzajem, to na swoje buty, to na ścianę. Pili herbatę, a Józef odważnie kroił scyzorykiem wiejską, cudownie czosnkową kiełbasę, której pęto zawsze przynosił jako gościniec. Częstował grubymi plasterkami kuzyna, który jednak odmawiał, jako, że był ideowym wegetarianinem i jadał wyłącznie kaszę gryczaną z brukselką i jogurtem greckim.

          Miła ciszę przerwało ponowne wejście Agnieszki, która wiodła opierającą się córeczkę – Norę Różę.
          - O! Urosła - rzekł Józef.
          - Tak, ma już 3 lata. Potrafi czytać i cytować Senekę z pamięci.
          - A obsługiwać tokarkę?
          - Na razie nie
          - To ja ją nauczę.

          Po tej solennej deklaracji Józef wyjął z kieszeni prezent dla Nory Róży – giętki kabelek powlekany na biało, fi zero pięć. Agnieszka uprzejmie podziękowała w imieniu córki, po czym obie ukochane kobiety Ignacego Grzegorza oddaliły się z uczuciem niejakiej ulgi.

          Teraz nastąpił moment kulminacyjny spotkania. Ignacy wstał i z uczuciem zadeklamował sonet „o braterstwie”, własnego autorstwa.
          - Późno już. Jadę do domu – powiedział Józef poważnie.
          - Dobrze. Czyli co – następnym razem u ciebie?
          - Tak. W przyszłym roku ja zapraszam.

          Ignacy odprowadził gościa do drzwi.
          - Do widzenia, Józinku.
          - Do widzenia, Ignasiu.
          • sulika Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 19.12.22, 01:48
            Padałam, to jest boskie!
            • ako17 Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 19.12.22, 19:49
              sulika napisał(a):

              > Padałam, to jest boskie!

              dziękuję :)))
      • kocynder Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 11.12.22, 08:30
        A tu się nie zgodzę. Znaczy z tą wersją realistyczną. Moim zdaniem (pomijając drużbowanie, które w Polsce jest formalnością tylko i li), IG zwyczajnie by kuzyna zaprosił na swój ślub, bo "co ludzie powiedzą", Józef analogicznie, bo miał to w nosie, organizacją zajmowali się inni i "co ludzie powiedzą". Nikt nikomu nie miał nic do niewybaczania (w kontekście ślubu, bo pomijam lata znęcania). A później? A później nic. Bo i odległość i kompletny brak chęci i potrzeby widywania... Miałam całe dzieciństwo i młodość, do mniej więcej końca studiów, świetne relacje z kuzynem. Lubiliśmy się, widywaliśmy często itd. Po studiach drogi nam się zaczęły coraz bardziej rozjeżdżać, obecnie kontakt jest dosłownie zerowy, mimo, że mieszkamy w jednym mieście i nawet domki wypoczynkowe mamy we wsiach sąsiadujących (przypadkowo)...
        A kanonicznie to Józwa się nie znęcał tylko dbał o zmężnienie kuzyna, IGS nie tylko nie ma żalu, ale jest wdzięczny, Aga i Dorcia są sobie bliższe niż siostry bliźniaczki, razem produkują przetwory (Dorocia uczy Agę), razem podziwiają pola malowane zbożem rozmaitem, żyją skromnie a chędogo, Aga zazdrości Doroci szklanych domów i cierpi kusząc się w kamiennych kręgach murów...
      • jakgdyby.nigdynic Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 12.12.22, 15:03
        haszyszymora napisał(a):

        > Gdyby to była realistyczna historia, o żadnym drużbowaniu nie byłoby mowy - prę
        > dzej Ignacy stoczyłby dramatyczną batalię z rodziną, bo furda co ludzie powiedz
        > ą, on tego pitekantropa na własnym ślubie nie będzie znosił.

        Agnieszka chyba by stoczyła, ale na jedno wychodzi.
      • tt-tka Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 05.02.24, 17:11
        haszyszymora napisał(a):

        > Gdyby to była realistyczna historia, o żadnym drużbowaniu nie byłoby mowy - prę
        > dzej Ignacy stoczyłby dramatyczną batalię z rodziną, bo furda co ludzie powiedz
        > ą, on tego pitekantropa na własnym ślubie nie będzie znosił.

        Niestety - Jozwa jest Igstrybie wrecz niezbedny do zycia. Odwrotnie - nie. Jozwy kompletnie nie obchodzi, co IGS o nim mysli i czy w ogole istnieje, natomiast Igs bez uwagi, a jak sie da, to i aprobaty Jozwy zyc nie potrafi. Wiezie Agnieszke do Pulpowa dobrze wiedzac, ze kuzyn tam jest, krztusi sie koperkiem, gdy tylko pitekantrop otwiera usta, ale wybrac sie do rodziny z Aga kiedy indziej nie daje rady.
        NB - on nie mial zamiennika dla Jozwy jako swiadka. Wlasnych znajomych albo sie ciagle nie dorobil, albo nie sa to znajomi sklonni uczestniczyc w jego zyciu jakos intensywniej. nawet kolega Kutzajka od wspolnego krecenia filmow Józwy nie jest w stanie wyrugowac z mysli i uczuc Ygnaca-bis.


        > A tak kanonicznie: oni nigdy, nawet przez sekundę nie mieli wspólnych tematów,
        > nigdy się też nie lubili, nie widzę więc powodów, by mieli podtrzymywać kontakt

        Uzaleznienie. Dopoki Jozwa nie doceni, zycie Ignasia bedzie niepelnowartosciowe :(


        > . Tak samo ich żony - łączy je tylko wypełnianie ramion, dzieli bardzo wiele, m
        > .in. to, że Aga nie znosi Józwy i widzi w nim dręczyciela.

        Ale w domu go przyjmuje, zrobione przez niego fotki (dokumentujace niezgulstwo jej wlasnego meza, pregierz hanby) tez przyjmuje, a nawet zgadza sie na ich wiszenie na tablicy, prezenty (nietrafione, vide ta kura) tez przyjmuje...


        > Zresztą, Ignacy nie ma kontaktu z rodzonymi siostrami, to co miałby się trzymać
        > kuzyna?

        Siostry nigdy go nie obchodzily, w przeciwienstwie do kuzyna, ktory zawsze obchodzil go bardziej niz bardzo...
    • bez_zarzutu Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 10.12.22, 21:48
      Kulminacją tej dziwnej relacji byłoby Chucherko, w którym MM tym razem ustami Ignacego powie, że dzięki Jozwierzowi Ignac wyszedł był na ludzi, ustatkował się, dziecko ma, zmężniał. Ofiara usprawiedliwi swojego kata, bo tylko ona jeszcze tego nie zrobiła, i dotrze do najbardziej opornych duszyczek w KG . Może dobrze, że Chucherko raczej nie wyjdzie spod ręki MM.
      • mircja Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 11.12.22, 00:22
        bez_zarzutu napisał(a):

        > Kulminacją tej dziwnej relacji byłoby Chucherko, w którym MM tym razem ustami I
        > gnacego powie, że dzięki Jozwierzowi Ignac wyszedł był na ludzi, ustatkował się
        > , dziecko ma, zmężniał. Ofiara usprawiedliwi swojego kata, bo tylko ona jeszcze
        > tego nie zrobiła, i dotrze do najbardziej opornych duszyczek w KG . Może dobrz
        > e, że Chucherko raczej nie wyjdzie spod ręki MM.

        Czyli - "mnie kuzyn bił i dzięki temu wyszedłem na ludzi". Taka wariacja na temat najbardziej znienawidzonego przeze mnie tekstu o rodzicach.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 11.12.22, 11:22
          mircja napisała:
          >Czyli - "mnie kuzyn bił i dzięki temu
          >wyszedłem na ludzi". Taka wariacja na
          >temat najbardziej znienawidzonego przeze
          >mnie tekstu o rodzicach.

          Ciekawi mnie jak wierząca w te bzdury rodzinka by zareagowała, gdyby któregoś dnia ów kuzyn uderzyłby o jeden raz za wiele/za mocno (metaforycznie, mógłby go np. zepchnąć ze schodów) i trwałe uszkodził IGSa. W sensie doprowadził do tego, że Ignaś zostałby permanentnie kaleką. I to tak, żeby wszyscy byliby świadkami tego zajścia, żeby Józwa nie mógł potem wciskać kitu, że miągwa sam się walnął.
          Może to by nimi trochę trząchnęło?
          • ako17 Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 11.12.22, 13:10
            tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


            >
            > Ciekawi mnie jak wierząca w te bzdury rodzinka by zareagowała, gdyby któregoś d
            > nia ów kuzyn uderzyłby o jeden raz za wiele/za mocno (metaforycznie, mógłby go
            > np. zepchnąć ze schodów) i trwałe uszkodził IGSa. W sensie doprowadził do tego,
            > że Ignaś zostałby permanentnie kaleką. I to tak, żeby wszyscy byliby świadkami
            > tego zajścia, żeby Józwa nie mógł potem wciskać kitu, że miągwa sam się walnął
            > .
            > Może to by nimi trochę trząchnęło?
            >
            a nie byłoby przypadkiem tak, że owszem, zostałby kaleką, ale za to jaką mężną?
            Mam nadzieję, że powyższe zdanie nie jest zbyt drastyczne i nikogo nie urazi.
          • mircja Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 11.12.22, 13:12
            Zepchnąć ze schodów to nie tak łatwo, jeśli Józef nie tracił jako-takiej kontroli nad tym, co robi - a na to nic nie wskazuje. Ale już np. z uderzeniem w głowę mogłoby być różnie - głowa rzecz delikatna, podobnie kręgosłup. Wystarczyłoby też żeby IGS podczas bójki się przewrócił się i niefortunnie uderzył o jakiś stojący w pobliżu przedmiot czy mebel, i skutki by mogły być opłakane.
            • pi.asia Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 11.12.22, 22:42
              mircja napisała:

              > Zepchnąć ze schodów to nie tak łatwo, jeśli Józef nie tracił jako-takiej kontro
              > li nad tym, co robi - a na to nic nie wskazuje. Ale już np. z uderzeniem w głow
              > ę mogłoby być różnie - głowa rzecz delikatna, podobnie kręgosłup. Wystarczyłoby
              > też żeby IGS podczas bójki się przewrócił się i niefortunnie uderzył o jakiś s
              > tojący w pobliżu przedmiot czy mebel, i skutki by mogły być opłakane.

              Schody schodami, mieszkają na parterze więc tych stopni do spadania nie ma tak wiele. Ale Józef nigdy chyba nie lał Ignasia poza domowym zaciszem. Albo się bał przypadkowych świadków albo to miła atmosfera kołchozu wpływała na niego tak agresjotwórczo.

              A co do uderzenia w głowę - cud prawdziwy, że przewrócenie krzesła, na którym siedział Ignaś, nie skończyło się tragicznie. Przecież on razem z tym krzesłem poleciał do tyłu, nijak nie mogąc się podeprzeć rękami czy w jakikolwiek sposób zamortyzować upadku, więc walnął się potylicą w podłogę.
              A Józwie nawet przez myśl nie przeszło, że mógł kuzyna po prostu zabić.
              • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 11.12.22, 22:53
                mircja napisała:
                >A Józwie nawet przez myśl nie
                >przeszło, że mógł kuzyna po prostu
                >zabić.

                Ciekawe co wtedy by zrobili.
                Obstawiam wetknięcie ciała między strony Plutarcha celem naturalnej mumifikacji.
                • iwoniaw Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 12.12.22, 15:38
                  No jak co by zrobili - znajomy lekarz podpisalby akt zgonu, wszyscy obecni dyskretnie by milczeli na ten temat do końca świata, żeby nie denerwować Gabrieli podważaniem jej uczuć do ulubionego siostrzeńca.
          • mircja Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 11.12.22, 13:25
            A tak przy okazji nie mogę się powstrzymać - za ten tekst (mam nadzieję, że obrazek udało się opublikować) osobiście przyznałabym Raczkowskiemu nagrodę Nobla.
        • ciotka.scholastyka Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 12.12.22, 10:30
          mircja napisała:

          > Czyli - "mnie kuzyn bił i dzięki temu wyszedłem na ludzi".

          Mnie kuzyn bił, A wyszedłem na ludzi...
          • mircja Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 12.12.22, 15:23
            ciotka.scholastyka napisała:

            > mircja napisała:
            >
            > > Czyli - "mnie kuzyn bił i dzięki temu wyszedłem na ludzi".
            >
            > Mnie kuzyn bił, A wyszedłem na ludzi...

            Nie, to "dzięki temu" też jest niestety czasem używane w odniesieniu do rodziców. No a Borejkowie jak rozumiem uważają, że IGS "dzięki" biciu zmężniał, czyli bicie nie tylko mu nie przeszkodziło "wyjść na ludzi", ale mu nawet w tym pomogło.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 11.12.22, 21:21
      >Czy korzystając ze spokoju od tego drugiego,
      >będą się widywać najwyżej kilka razy do roku z
      >okazji większych świąt i uroczystości
      >rodzinnych?
      >Oni mają sobie coś w ogóle do powiedzenia,
      >jakieś podstawy do wspólnego spędzania
      >czasu?

      Nigdy nie mieli, a mimo to dość często widzieliśmy ich razem, jakby nie mieli żadnych innych opcji. Jedyne co ich łączy to pokrewieństwo.
      A może to jest ten powód, dla którego przez tyle lat spędzali razem czas?

      W wątku, z dyskusji w którym ten się wylągł, haszyszymora zauważyła, że borejcze credo "rodzina uber alles" mogło tak namieszać w głowie samotnemu Indeksowi, że opcja szukania towarzystwa poza klanem w ogóle już mu do tej głowy nie przychodzi. A Józin to rodzina, więc muszą się kochać z automatu.
      Myślę, że Józkiniowiec też mógł to przekonanie z czasem przyswoić. Ostatecznie w dzieciństwie też nie byli na siebie tacy znowu skazani - Józin do dziadków chodził jeść obiady, natomiast siedzieć z kuzynem już nie miał obowiązku. I miał swoich kolegów z podwórka, więc nie mógł narzekać na brak alternatyw. A mimo to, z biegiem lat koledzy mu poodpadali i drużbą został znienawidzony Miągwa.

      Może więc ci dwaj, jako dorośli, dalej będą spędzali ze sobą czas, bo mają zakodowane, że muszą?
    • fan_lamp_sodowych Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 03.02.24, 23:31
      W ramach przywitania się na forum odpowiem z punktu widzenia młodego mężczyzny w wieku w przybliżeniu i Józefa i IGS (można powiedzieć że urodzony w latach 90 dorastałem wraz z nimi :))

      Gdybym miał kuzyna który do tego stopnia znęcałby się nade mną przez całe życie i to nie dlatego że donosiłem (tu by można dyskutować czy reakcje J nie były poniekąd usprawiedliwione, np w CzP) tylko ze względu na to jaki jestem i kim jestem - to w życiu bym się nie zgodził na świadkowanie i nie utrzymywałbym z nim potem normalnej relacji. Kuzynów mam łącznie osiemnastu i żaden nie przedstawiał sobą takiej agresji jak Józef robi to od de facto urodzenia.

      Coś co najbardziej mnie odrzucało od najnowszych tomów to jego zachowanie (klasyczna nieutemperowana agresja) i co gorsza wychwalanie go przez rodzinę jaki to on męski, praktyczny i w ogóle super. A że wychwalała go także matka Ignacego Grzegorza (WdO, Feblik) to też przykro było patrzeć po tym wszystkim :/
      • bupu Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 04.02.24, 16:13
        fan_lamp_sodowych napisał:

        > W ramach przywitania się na forum odpowiem z punktu widzenia młodego mężczyzny
        > w wieku w przybliżeniu i Józefa i IGS (można powiedzieć że urodzony w latach 90
        > dorastałem wraz z nimi :))

        Witaj nam Fanie, witaj, rozgość się, przyjmij powitalną girlandkę z jelita Inki i kubek herbatki, oczywiście błękitny i obtłuczony.


        > Coś co najbardziej mnie odrzucało od najnowszych tomów to jego zachowanie (klas
        > yczna nieutemperowana agresja) i co gorsza wychwalanie go przez rodzinę jaki to
        > on męski, praktyczny i w ogóle super. A że wychwalała go także matka Ignacego
        > Grzegorza (WdO, Feblik) to też przykro było patrzeć po tym wszystkim :/

        Najbardziej mną trząchnęła konkluzja Klanu, że w zasadzie to o co chodzi, Józef zrobil pięścią z kuzyna mężczyznę, chwalmyż go zatem. Józefa, rzecz jasna.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 05.02.24, 01:15
        Zanim wyrażę zachwyt nad zmniejszaniem się dysproporcji płci na forum i pospieszę z powitalną wątrobą krasnala, koniecznie muszę wiedzieć: co to jest lampa sodowa?
        • fan_lamp_sodowych Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 05.02.24, 09:37
          To taka latarnia uliczna która świeci żółtym/żółto-pomarańczowym światłem, w przeciwieństwie do rażących w oczy led-ów które ostatnio ją zastępują :) Swoją drogą w Jeżycjadzie (aż sprawdziłem) też się pojawia gdy wspominane jest jak nocą żółte światło latarni ulicznych wpada do mieszkania przy Roosvelta i zalewa niebo swoją łuną (chyba w NiN)
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 05.02.24, 12:30
            fan_lamp_sodowych napisał:

            > To taka latarnia uliczna która świeci żółtym/żółto-pomarańczowym światłem, w pr
            > zeciwieństwie do rażących w oczy led-ów które ostatnio ją zastępują :) Swoją dr
            > ogą w Jeżycjadzie (aż sprawdziłem) też się pojawia gdy wspominane jest jak nocą
            > żółte światło latarni ulicznych wpada do mieszkania przy Roosvelta i zalewa ni
            > ebo swoją łuną (chyba w NiN)

            I wtedy sodówka im uderzyła do głowy!
          • ako17 Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 05.02.24, 19:37
            fan_lamp_sodowych napisał:

            > To taka latarnia uliczna która świeci żółtym/żółto-pomarańczowym światłem, w pr
            > zeciwieństwie do rażących w oczy led-ów które ostatnio ją zastępują :) Swoją dr
            > ogą w Jeżycjadzie (aż sprawdziłem) też się pojawia gdy wspominane jest jak nocą
            > żółte światło latarni ulicznych wpada do mieszkania przy Roosvelta i zalewa ni
            > ebo swoją łuną (chyba w NiN)

            Dzień dobry, ach dzień dobry :) na powitanie zaśpiewam pięknym sopranem pieśń Das Veilchen.

            Czy mogę otrzymać więcej informacji technicznych na temat tych lamp sodowych?
            Co powoduje, że świecą?
            • fan_lamp_sodowych Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 05.02.24, 20:07
              W każdej takiej lampie (a do niedawna na naszych ulicach były prawie wyłącznie takie) znajduje się mała szklana rurka (jarznik) i w niej jest szczypta sodu który po włączeniu prądu błyskawicznie paruje i w ciągu minuty-dwóch zaczyna świecić najpierw na fioletowo a potem coraz bardziej na żółto. Tak się szczęśliwie składa że do żólte światło latarń sodowych jest niemal identyczne pod względem barwy jak słoneczne czy jak światło ogniska dlatego człowiek jest do niego znacznie lepiej przystosowany niż do białego światła LED-ów które tworzą nasze ekrany oraz oświetla się nimi coraz częściej ulice (takie zimno-niebieskie fuj)

              Obawiam się, że i Pulpecja z Florkiem i Dorota w swoim domku też już takie zainstalowali ://
              • ako17 Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 05.02.24, 20:59
                fan_lamp_sodowych napisał:

                > W każdej takiej lampie (a do niedawna na naszych ulicach były prawie wyłącznie
                > takie) znajduje się mała szklana rurka (jarznik) i w niej jest szczypta sodu kt
                > óry po włączeniu prądu błyskawicznie paruje

                Dziękuję, ach dziękuję :)

                >
              • bupu Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 05.02.24, 22:31
                fan_lamp_sodowych napisał:

                > W każdej takiej lampie (a do niedawna na naszych ulicach były prawie wyłącznie
                > takie) znajduje się mała szklana rurka (jarznik) i w niej jest szczypta sodu kt
                > óry po włączeniu prądu błyskawicznie paruje i w ciągu minuty-dwóch zaczyna świe
                > cić najpierw na fioletowo a potem coraz bardziej na żółto. Tak się szczęśliwie
                > składa że do żólte światło latarń sodowych jest niemal identyczne pod względem
                > barwy jak słoneczne czy jak światło ogniska dlatego człowiek jest do niego znac
                > znie lepiej przystosowany niż do białego światła LED-ów które tworzą nasze ekra
                > ny oraz oświetla się nimi coraz częściej ulice (takie zimno-niebieskie fuj)

                Nienawidzę tych ledów, sinych jak ryby na piersi Azji Tuhajbejowicza kłute. Nie znoszę jak zarazy.
                • fan_lamp_sodowych Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 06.02.24, 15:52
                  Swoją drogą, w Nutrii i Nerwusie na samym dosłownie początku jest błąd merytoryczny - "nienaturalna żółta poświata lamp jodowych przenikała przez firankę". Domyślam się, że chodziło tu o lampy sodowe bo coś takiego jak lampa jodowa w sumie nie istnieje.
                  No i to właśnie one dają taką żółtą poświatę (wbrew opisowi bardzo naturalną bo barwa jest niezwykle podobna i do ognia i do światła słonecznego) no i w roku 1994 już dominowały na ulicach polskich miast wypierając lampy rtęciowe
                  • ako17 Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 06.02.24, 22:27
                    fan_lamp_sodowych napisał:

                    coś takiego jak lampa jodowa w sum
                    > ie nie istnieje.

                    ze sformułowania "w sumie" rozumiem, że jest jakaś możliwość lampy opartej na jodzie.
                    Czy to jest - teoretycznie - możliwe, ale nieopłacalne w skali przemysłowej?
                    Czy własności fizyczne jodu jako "paliwa" źródła światła są jeszcze niezbadane i pozostają w sferze domysłów?
                    • fan_lamp_sodowych Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 06.02.24, 23:09
                      ako17 napisała:

                      > fan_lamp_sodowych napisał:
                      >
                      > coś takiego jak lampa jodowa w sum
                      > > ie nie istnieje.
                      >
                      > ze sformułowania "w sumie" rozumiem, że jest jakaś możliwość lampy opartej na j
                      > odzie.
                      > Czy to jest - teoretycznie - możliwe, ale nieopłacalne w skali przemysłowej?
                      > Czy własności fizyczne jodu jako "paliwa" źródła światła są jeszcze niezbadane
                      > i pozostają w sferze domysłów?
                      >
                      >
                      >

                      Nic nie wiadomo mi na ten temat i nie sądzę by ktokolwiek coś takiego planował (a siedzę w tym dość głęboko) :P Pary jodu nie świecą w ten sposób. Nie wiem skąd w książce wzięły się te latarnie jodowe
                      • ako17 Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 07.02.24, 15:19
                        fan_lamp_sodowych napisał:


                        Nie wiem sk
                        > ąd w książce wzięły się te latarnie jodowe

                        być może to zwykła literówka ;)
                  • pi.asia Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 07.02.24, 20:42
                    fan_lamp_sodowych napisał:


                    > No i to właśnie one dają taką żółtą poświatę (wbrew opisowi bardzo naturalną bo
                    > barwa jest niezwykle podobna i do ognia i do światła słonecznego) no i w roku
                    > 1994 już dominowały na ulicach polskich miast wypierając lampy rtęciowe

                    Z radością witam Cię na naszym forum. Każdy fachowiec - niezależnie w jakiej branży - jest tu obiektem pożądanym, bo pozwala na dostrzeżenie w Jeżycjadzie szczegółów, które umykają ogółowi.

                    Podkreśliłam słowa o wypieraniu lamp rtęciowych przez "sodówki" - pamiętam, jaki zachwyt budziły te świecące na pomarańczowo latarnie. Dzięki Tobie wiem dlaczego tak się podobały..
                    A tak przy okazji przyszło mi coś do głowy w kwestii kolorystyki oświetlenia ulic na przestrzeni lat:

                    1 pochodnie - światło ciepłe
                    2 latarnie gazowe - światło zimne (chyba, wszak gaz pali się niebieskim płomieniem)
                    3 żarówki - światło ciepłe
                    4 jarzeniówki - światło zimne,
                    5 rtęciówki - światło ekstra zimne
                    6 sodówki - światło ciepłe
                    7 ledy - światło zimne

                    Rzuca się w oczy pewna prawidłowość, z jednym wyjątkiem, który wszak potwierdza regułę. Być może jest nadzieja na powrót ciepłego światła na naszych ulicach?

                    • fan_lamp_sodowych Re: Ignacy i Józef - ciąg dalszy 07.02.24, 21:36

                      > Rzuca się w oczy pewna prawidłowość, z jednym wyjątkiem, który wszak potwierdza
                      > regułę. Być może jest nadzieja na powrót ciepłego światła na naszych ulicach?
                      >

                      Też mam taką nadzieję i myślę, że jeszcze będziemy wracać do sodowych, ewentualnie jakoś ulepszonych :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka