ako17
10.12.22, 19:34
Jak wszem i wobec wiadomo, kuzyni dorośli, założyli rodziny, zakopali topór wojenny, a fajki pokoju tylko dlatego nie wypalili, że w Neo nikt nie pali. Mieszkają w pewnym oddaleniu od siebie - jeden w gnieździe rodu na R5, drugi gdzieś w Rumiankowie, którego detalicznej lokalizacji geograficznej jakoś nie ogarniam.
No i teraz jestem ciekawa, jak będą wyglądały ich dalsze stosunki, skoro nie są już skazani na siebie, a pomimo wzajemnej niechęci obaj poprosili się wzajemnie na drużbów. Co prawda, Józkowi IGS jako świadek nie wypalił, ale to już na skutek okoliczności porodowych. Józef jednak był tak granitowo pewny jedynej kandydatury kuzyna, że nawet nie pomyślał o ewentualnym zastępstwie, choćby na tę okoliczność, gdyby Miągwie coś przeszkodziło w stawieniu się na ceremonii. Co było i możliwe i nader prawdopodobne.
Czy oni będą się jakoś odwiedzać wzajemnie w tych swoich domostwach? Dzwonić do siebie, dzielić się informacjami, że np. "zaliczyłem rok na architekturze, chociaż miałem poprawkę z geometrii wykreślnej"/ "mam nowe zlecenie i jadę na 4 dni w świętokrzyskie kręcić materiał o tamtejszych drewnianych świątyniach"?
Czy korzystając ze spokoju od tego drugiego, będą się widywać najwyżej kilka razy do roku z okazji większych świąt i uroczystości rodzinnych?
Oni mają sobie coś w ogóle do powiedzenia, jakieś podstawy do wspólnego spędzania czasu?
A ich żony? Wytworna artystka z miasta i hoża dziewoja ze wsi, znajdą wspólny język? Będą do siebie dzwonić czasami?