Dodaj do ulubionych

Geniusia, dziecię wędrowne

18.05.23, 21:11
Genowefa ma - tak na oko pani Marty Jedwabińskiej - ze sześć lat.
I to sześcioletnie dziecię gania sobie samo po ulicach Poznania w tę i z powrotem.
Pierwszy raz widzimy ją niedaleko kościoła Dominikanów, gdzie obserwuje Maćka Ogorzałkę. Od jej bloków na Norwida jest około 800 metrów.
Potem idzie za Maćkiem w stronę ulicy Roosevelta, skąd do domu ma 600 metrów.

Jakiś czas później Geniusia objawia się tuż przy gmachu Opery - z Norwida jest to ponad kilometr. Potem idzie w ślad za Matyldą - już ponad półtora kilometra od domu.

I tak się zastanawiam - czy sześcioletnie dziecko naprawdę ma już tak rozwiniętą orientację przestrzenną, że może sobie beztrosko pozwolić na tak dalekie wycieczki i nie pobłądzić?
Od państwa Lewandowskich miał ją odprowadzić do domu Sławek, ale pojawiła się Ida i dla Sławka świat przestał istnieć, dziecko stwierdziło, że samo trafi do domu - w końcu to tylko 600 metrów, po tej samej stronie ulicy.
Ale wyprawa pod Operę? Geniusia musiała pokonać kilka ruchliwych arterii i zaliczyć parę przejść dla pieszych. A potem jeszcze śledziła Matyldę, oddalając się coraz bardziej od Norwida w gęstej śnieżycy i zapadającym zmroku!

Pomijam beztroskę i nieodpowiedzialność Lisieckiej - zresztą ona nie wiedziała, że dziewczynka zamiast być na palcu zabaw łazi po całym mieście. Zdumiewa mnie brawura sześciolatki.
Ze swego dzieciństwa pamiętam że trzymaliśmy się swego podwórka między blokami. A gdy proponowało się komuś wyprawę na drugą strone ulicy - o niebo spokojniejszej niż Roosevelta - padała odpowiedź "mama mi nie kazała".
Siedmioletni Tomcio Kowalik też wybrał się na wyprawę, ale w miejsce, które dobrze znał. A Geniusia eksploruje nieznane tereny i nigdy nie błądzi. Cuda, panie, cuda.
Obserwuj wątek
    • julian_arden Re: Geniusia, dziecię wędrowne 18.05.23, 22:01
      Są takie dzieci. Nie wiem, od czego to zależy, w zasadzie Genowefa powinna być kompletnie stłumiona i zastraszona przy tandemie matka-Lisiecka. Ale ja na przykład wykonywałem takie eskapady od wieku lat około czterech.
      • pi.asia Re: Geniusia, dziecię wędrowne 18.05.23, 23:52
        O matko, przypomniałeś mi, że syn mojej przyjaciółki mając właśnie cztery lata poszedł sobie z podwórka do babci mieszkającej w innej dzielnicy, 3 kilometry dalej. Po drodze musiał pokonać sześć przejść dla pieszych przez bardzo ruchliwe ulice (w tym jedną czteropasmową wojewódzką). Zdaje się nawet, że dokonał tego wyczynu na rowerku.
        Babcia-idiotka zawiadomiła matkę dziecka (a swoją synową) dopiero w jakieś dwie godziny po przybyciu wnuka, gdy matka była już bliska zawału i wybierała się na policję zgłosić zaginięcie synka.
        • mmk9 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 19.05.23, 07:44
          Czy wiadomo, co wyroslo z tak dzielnego chłopca (czy zdołało wyrosnąć)?
          • julian_arden Re: Geniusia, dziecię wędrowne 19.05.23, 09:26
            mmk9 napisała:

            > Czy wiadomo, co wyroslo z tak dzielnego chłopca (czy zdołało wyrosnąć)?

            Nawigator?
            • mmk9 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 19.05.23, 10:32
              Z Ciebie? OK, ale serio, chciałabym się dowiedzieć od Pi-asi
              • julian_arden Re: Geniusia, dziecię wędrowne 19.05.23, 13:14
                mmk9 napisała:

                > Z Ciebie? OK, ale serio, chciałabym się dowiedzieć od Pi-asi

                Nie ze mnie, z tamtego wędrowniczka. Ja prosty biolog jestem.
          • pi.asia Re: Geniusia, dziecię wędrowne 19.05.23, 21:36
            mmk9 napisała:

            > Czy wiadomo, co wyroslo z tak dzielnego chłopca (czy zdołało wyrosnąć)?

            Cała jego dzielność i przedsiębiorczość wypaliła się w tym jednym wyczynie.
            Jako dziecko troche starsze, a potem nastoletnie był tak rozlazły i ślamazarny, że szlag człowieka trafiał na sam jego widok. Trochę później interesowało go głównie granie przez internet - zdaje się, że przegrał jakąś sporą kwotę. Zresztą nieźle kołował rodziców, udając że wychodzi do szkoły i cichcem wracając, żeby siedzieć przy kompie.
            Teraz, o ile się orientuję, ma jakąś zdalną pracę, bodajże programowanie. Ale głowy nie dam.
            • mmk9 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 20.05.23, 08:06
              Kurcze, materiał dla psychologów. Bo to moglo tak być, że się wypalił, a dodatkowo został przytłamszony lamentami, których na pewno wysluchał :(
              • pi.asia Re: Geniusia, dziecię wędrowne 28.05.23, 11:07
                mmk9 napisała:

                > Kurcze, materiał dla psychologów. Bo to moglo tak być, że się wypalił, a dodatk
                > owo został przytłamszony lamentami, których na pewno wysluchał :(

                Nie sądzę, żeby tych lamentów było dużo. Babcia w ogóle nie zajarzyła, że przybycie małoletniego wnuka bez żadnej opieki jest co najmniej dziwne, zadzwoniła do synowej dopiero po dłuższym czasie, a powinna natychmiast złapać telefon i dzwonić. Nie wiem jak to tam było - czy babcia omalże zemdlała i po ocuceniu zasypała wnuka lamentami, czy wręcz przeciwnie - unosiła się z radością i dumą nad jego osiągnięciem.

                Matka na pewno walnęła dzieciakowi jakąś mowę, trudno żeby przemilczeć taki wyskok, skoro miał przykazane, że nie wolno się oddalać. Ale gdyby jedna taka sytuacja powodowała traumę na całe życie, to wszyscy chodzilibyśmy połamani.
    • ako17 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 20.05.23, 12:12
      pi.asia napisała:




      > Siedmioletni Tomcio Kowalik też wybrał się na wyprawę, ale w miejsce, które dob
      > rze znał. A Geniusia eksploruje nieznane tereny i nigdy nie błądzi. Cuda, panie
      > , cuda.

      Mnie to też zastanawiało. Oraz miałam poważne obawy, czy nie spotka jej jakieś poważne niebezpieczeństwo w tym wędrowaniu. Tak, wiem, że w latach 80-tych było mniej samochodów, może też mniej pedofilii (albo mniej się o tym mówiło, no bo niby dlaczego miałoby być więcej od lat 90-tych +?) czy psychopatów, ale przecież "wystarczyłby" jeden tramwaj, żeby dziecko po ciemku pod niego weszło.
      Oczywiście, nie wszystkie błądzące po miastach dzieci źle kończyły, ale prawdopodobieństwo było.
      I dlatego nie przepadam z OwR. Za dużo nerwów mnie kosztowało.
    • ikaria_809 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 20.05.23, 19:25
      Kiedy następuje awantura o pieska, Ewa reaguje bardzo emocjonalnie. Nawet wykrzykuje do swojej córeczki coś w tym stylu; Mogłaś pod trwaj wpaść, albo zostać porwana!
      Ponosi ją, wybucha i nawet Aurelią szarpie. Przed spotkaniem z panią Martą, jakby stara się przełamać. Idą do zoo, nawet pyta, co tam w zerówce.Późnej widzi jak zachowuje się mała w kontakcie trakcie rozmowy. Przez chwilę ma, wrażenie, iż nastąpiła pomyłka, bo oto ktoś mówi o jakieś Gieniusi, wizytach u obcych. Jednak dość szybko widzi, że wszystko jest prawdą. Na pewno przeżywa szok, kto zresztą nie przeżyłby? Kiedy dziewczynka wybiega z domu zjeżdża windą na dół. Obiecuje też sobie na spokojnie skarcić takie historyczne wyskoki. To początek jakiś refleksji. Gdyż ostateczny szok przeżywa w trakcie poszukiwań. Na wiadomość o więzi małej z nielubianą uczennicą. Tak czy inaczej o eskapadach i chodzeniu nie ma pojęcia żadnego. Choć w którymś rozdziale, z wcześniejszych widzi osóbkę ubraną w kożuszek, tudzież berecik. Wtedy podświadomie wypiera ten fakty. Nie pasuje jej również radosne, wręcz wariackie machanie rękami i podskakiwanie, bo własne dziecię, to ponure stworzenie. Późnej jeszcze rozmowa z Lisiecką o świetlicy w bloku D. Więc ma szereg przesłanek, by niepokój odczuwać, ale woli ignorować jawne lub ukryte sygnały ostrzegawcze. Czy występowała pedofilia? Na pewno tak. W magazynie 997 oglądałam niedawno historię z lat 80, właśnie. Mężczyzna zabrał sprzed domu dziesięciolatkę zaciągnął do piwnicy... Już nieżyjącą znaleziono kilka dni późnej. Także bardzo rożny scenariusz mógł nastąpić. Trudno stwierdzić, co pani Musierowicz napisała w pierwszej gorzkiej wersji przed korektą.
    • panna.nasturcja Re: Geniusia, dziecię wędrowne 23.05.23, 02:34
      Do szkoły miałam więcej niż półtora kilometra, chodziłam sama piechotą. Miałam niecałe 7 lat, gdy poszłam do szkoły. Warszawa, więc też duże miasto. Znaliśmy i poruszaliśmy się z dzieciakami znacznie dalej niż w obrębie podwórka, nikt nie miał problemów z orientacją w terenie.
      Dziś są inne standardy opieki nad dziećmi jednak.
      • piotr7777 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 23.05.23, 20:25
        Zdaje się, że historia dziewczynki wpraszającej się do nienzajomych na obiadki była prwdziwa. No - może jakaś miejska legenda.
        Nikt z drosłych nie niepokoi się faktem, że dziewczynka w wieku przedszkolnym (tu zresztą nieścisłość, bo Aurelia jest z rocznika 1977 a zatem jeszcze jest za mała na zerówkę, no, ale autorce często się rozjeżdzają roczniki o 1-2 wprzód lub w tył) sama wędruje po osiedlu, podaje sprzeczne informacje co do swojego nazwiska (Dziecko w tym wieku raczej powinno je znać), rodziców etc. Właściwie mam wrażenie, że może poza Janką (a i to minimalnie) Geniusia nikogo nie interesuje jako dziecko być może z problemem rodzinnym. Tam jednak wszyscy mają swoje sprawy i owszem, dostrzegają ją jako osóbkę wtrącającą się w nie, czasem są zirytowani, czasem wdzięczni, jest jakaś tam rutynowa troska o stan zdrowia przeziębionego dziecka, ale w sumie to wszystko. Dziś to by chyba nie przeszło.
        W tej pierwszej wersji po pierwsze było jeszcze więcej poltycznych kwestii podanych wprost a nie aluzyjnie - tak to przynajmniej przedstawia autorka a mnie to dziwi o tyle, że w latach 80 MM bynajmniej nie była na indeksie (choć gdzieniegdzie takie sugestie się pojawiają), bo i wyszły dwie ekranizacje wcześniejszych powieści i ukazywały się kolejne książki a to z serii Bombolandia a to opowadania z cyklu Poczytaj mi, mamo, do tego jakoś tam była wspominanana w państwowych (bo innych nie było) mediach , choć wielu innych twórców było faktycznie "Znikniętych". Ja akurat pamiętam z dwóch programó dla dzieci wzmianki o ksiażkach MM - jedna to była trochę zapomniana audycja emitowana we wtorki po południu "Mędzy nami a ksiązkami" prowadzona bodajże przez Małgorzatę Niemirską w sezonie 1985/86 (chyba tylko w tym sezonie) i tam była mowa o pierwszej książce z serii Bombolandia a druga była w takim szkolnym teleturnieju Rambit , gdzie uczestnicy wyciągnęli główkę kalafiora (tam do każdego pytania był jakiś rekwiz i prowadzący zapytał jak nazywa się autorka książek (wtedy jeszcze nazwy Jeżycjada oczywiście nie było) "Szósta klepka", "Kłamczucha", Kwiat kalafiora" (Stąd ten kalafior) I "Ida sierpniowa". Potem zresztą podpowiedział, że imię i inazwisko zaczyna się na M, ale to nic nie dało, bo uczestnicy nie wiedzieli. Dodajmy zresztą, że osób, które ja kojarzę z wczesnego dzieciństwa z telewizji a które poźniej twierdziły, jak to aż do zmiany ustroju nie mieli z czego zyć, bo w imię pryncypiów bojkotwali lub byli bojkotowani, trochę jest.
        Z tym, że skoro ostateczna wersja OwR jest mocno antyustrojowa, to o czymś musi świadczyć - zwłaszcza, że przecież w latach 80 trochę książek dla dzieci i młodzieży wyszło i nawet jeśli nie były propagandowe czy dostrzegały (trudno żeby nie) fatalną wówczas sytuację gospodarczą w Polsce, raczej ich autorzy unikali nawiązań do ustroju. I jak sądzę nie z powodu obaw przed cenzurą, po prostu wiedzieli, że młodzieży to specjalnie nie interesuje. .
        A drugie co było inne, to chyba postać Ewy Jedwabińskiej - tu się opieram na którejś z wcześniejszych dyskusji, ale to prawdopodobne. To zmaczy w tej pierwszej wersji jest również nieumiejącą się dogadać z uczniami nauczycielką i nieradzącą sobie z dzieckiem matką, ale chyba jest widziana wyłącznie od zewnątrz. Zdaje się, że redaktora zmusiła MM do wejścia w skórę Ewy i spojrzenia na wydarzenia jej oczami - i to się generalnie udało, ale zarazem sprawiło, że MM szczerze znielubiła tę postać i dość szybko pozbawiła ją życia. Może dlatego, że mimowolnie okazało się, że stanowisko Ewy jakoś tam się broni. Ogólnie mam takie wrażenie, że chociaż początkowo autorka dawała głos postaciom jakoś tam krytycznych wobec ogólnej wizji powieści (ot choćby, Felicja, Monika czy Gizela krytycznie patrzące na rodzinę Ignacego i Mili) z czasem tego zaprzestała, jakby się bała, że ten punkt widzenia może zostać uznany za dopuszczalny i równoprawny. W efekcie stanoiwsko polemiczne z przesłaniem ksiażek albo nie pojawia się wcale, albo pojawia się w wymiarze karykaturalnym i odpychającym. Ale to temat na inną dyskusję.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 23.05.23, 21:07
          piotr7777 napisał:
          >(...) Ogólnie mam takie wrażenie, że chociaż
          >początkowo autorka dawała głos postaciom
          >jakoś tam krytycznych wobec ogólnej wizji
          >powieści (ot choćby, Felicja, Monika czy Gizela
          >krytycznie patrzące na rodzinę Ignacego i Mili)
          >z czasem tego zaprzestała, jakby się bała, że
          >ten punkt widzenia może zostać uznany za
          >dopuszczalny i równoprawny. W efekcie
          >stanoiwsko polemiczne z przesłaniem ksiażek
          >albo nie pojawia się wcale, albo pojawia się w
          >wymiarze karykaturalnym i odpychającym. Ale
          >to temat na inną dyskusję.

          Myślę, że trafiłeś w samo sedno.
        • ikaria_809 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 23.05.23, 22:18
          Hmm, trudno to lepiej ująć, Piotrze. Owszem to bardzo dziwne, że cała rzesza dorosłych wręcz ignoruje wyjące syreny. Jak to ujęła słynna Frania Maj w jednym z odcinków serialu, w rozmowie ze swoim pracodawcą.Sparafrazuję; Tak, na przyszłość, jak dzieciak mówi niania powiedziała NIE! To niech panu zapali się taka czerwona dioda NIEBEZPIECZEŃSTWO! Notabene sytuacja dotyczyła właśnie samodzielnej podróży średniego dziecka do parku rozrywki. W innym mieście. Tutaj dziwi, ba, przerażą głupota wszystkich rodzin z kamienicy pod piątką. Przecież krąg sąsiadów był naprawdę blisko! Lewandowscy wiedzieli o Borejkach, ci z kolei znali Ogorzałków. Serio, nikt nikogo nie tknęło, by pójść do mieszkań i popytać. Choćby najbanalniej, czy nie było u was takiej, a takiej dziewczynki? Na oko sześcioletnie,j Nazywa się... Podać ogólnie wygląd. Wtedy może, idąc dale ktoś zastanowiłby się, czemu tak opisana istota jest raz Lompke, Tombke lub kolejne. Przecież zdrowo myślący ludzie, raczej zaczęliby coś przeczuwać. Owszem, gwoli sprawiedliwości jakieś chęci tam błyskały kiedy Kreska z Maćkiem odprowadzali razem dziewczynkę. Tylko na chęciach skończyli. Stwierdzając, a bo widocznie lista lokatorów niekompletna.... Wcześniej sytuacja zabawą w chowanego po bramach przed ojcem. Jedyny wniosek, który wysnuł młodszy z Ogorzałków znów skrócie dałbym mu za to jak postępuje z dzieckiem. Ot, tyle, nic więcej. Kilkulatka ucieka z domu siedzi u młodej dziewczyny, niepełnoletniej i co ta ostatnia robi? Otóż daje się zbyć jakimś wykrętem. Przede wszystkim prawilni członkowie społeczności po takich chorągiewkach ostrzegawczych, powinni pójść na milicję. Aczkolwiek zasada o unikaniu kłotów świetnie funkcjonuje. Stąd ta ilość katowanych nieletnich. Jeśli historia istniała naprawdę, to pokazuje obojętność ludzką. Ba, sądzę iż, gdyby Ewa przyszła do Dmuchawca wcześniej w sprawie skargi na jego wnuczkę to, no właśnie...
          • ako17 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 24.05.23, 12:26
            ikaria_809 napisała:

            Owszem to bardzo dziwne, że cała rzesza do
            > rosłych wręcz ignoruje wyjące syreny.
            >

            No właśnie na tym polega mój problem z tą, bardzo przecież popularną i w sumie fajną książką.
            Borejkowie i reszta, których odwiedza mała Aurelia, mają otoczkę bardzo ciepłych, opiekuńczych ludzi.
            Co to i do domu dziecko wpuszczą, i rosołem nakarmią. W przeciwieństwie do jej zimnych, sztywnych rodziców.

            Tylko że to nie jest takie proste. W przypadku błąkającego się dziecka, wpuszczenie go na godzinę do domu i danie rosołu nie jest żadnym wyjściem. Należało się tym mocniej zainteresować.
            To nie jest bezpieczna sytuacja.
            Było jeszcze coś takiego, że (nie pamiętam dokładnie) Kreska zostawiła małą w domu i poprosiła Gabę, żeby do niej zajrzała, Gaba się za bardzo nie spieszy i kiedy dociera do domu Dmucha, Aurelii już tam nie ma.
            Kurcze, ja czytając tę książkę, cały czas miałam nerwa, czy temu dziecku się nic nie stanie. Niby wiedziałam, że konwencja Jeżycjady wyklucza wypadek czy uprowadzenie, ale i tak się bałam o małą.
            • ikaria_809 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 24.05.23, 16:08
              Dzień po ucieczce, Ako. Faktycznie, kiedy Gabriela dociera zastaje,, tylko Pieska. Gienia jest u Maćka. Nie powinno być żadnych biletów do opery dla trojga, tylko mama Borejko wiedząca o wydarzeniach miała wręcz obowiązek zatrzymać uciekinierkę i oddać matce do rąk własnych.
        • aniadm Re: Geniusia, dziecię wędrowne 23.05.23, 23:50
          Przypomniał mi się taki mniej znany czechosłowacki film o kręceniu filmu...
          Reżyserka kręci film o dzieciach, z całą ekipą filmową i kompletem dziecięcych aktorów jadą na jakiś czas do jakiegoś pałacyku czy zameczku na wsi na zdjęcia. Główna bohaterka dziecięca ma ciężkie chwile, bo do filmu zgolili jej włosy, do tego chyba jakieś problemy w rodzinie... Pewnego wieczora wymyka się z tego pałacyku czy zameczku, stopem jedzie gdzieś tam, gdzie akurat przebywa bodajże ojciec (jak wszyscy Czesi, miał domek/działkę na wsi), żeby pogadać. Odstawiona zostaje chyba drugiego dnia po południu... i cała ekipa jest wkurzona, że przez nią stracili dzień zdjęciowy. Dzieciaki były ciut starsze od Geniusi, tak połowa podstawówki chyba, ale mimo wszystko. Nie było stresu, że dziecko zniknęło na noc, nie pojawiła się sprawa, że przecież ponoszą za nią odpowiedzialność, ten ojciec (bynajmniej nie wyrodny) też nie zrobił awantury, że pozwolili jego mocno nieletniej córce tak po prostu wyjść i rozbijać się autostopem po kraju. O wzywaniu jakiejś policji, czy raczej milicji, oczywiście nikomu się nie śniło.

          To nie był ponury dramat o zaniedbywanych dzieciach. To był typowy czeski film obyczajowo-komediowy.

          Kiedyś naprawdę do pewnych rzeczy podschodzono inaczej (w żadnym wypadku nie twierdzę, że lepiej).
          • ikaria_809 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 24.05.23, 16:00
            Hmm,ale ta sytuacja się zasadniczo różni... Tutaj mowa o dziecku, które nie pojechało gdzieś tam. Tylko sześciolatkę za każdym razem podającą inne nazwisko. Aczkolwiek dobrze ubrane, wiecznie głodne. Raz wspomina, że rodzice nie żyją, a klika chwil później tatuś jest docentem i uczy wierszyków o ośle, co to grabarz... Tego nie widziała jedna rodzina, tylko, co najmniej dwie, w których były matki. Załóżmy, że braci Ogorzałków nie liczymy w tej kategorii. obie panie Lewandowska oraz Borejko na pewno dobrze zdawały sobie sprawę, że coś jest tutaj nie gra. Bardzo wyraźnie. Pierwsza każe SYNOWI odprowadzić małego gościa do domu, czego ten nawet nie robi. Druga też coś czuje,ale z racji przyjmowania kolegów swych pociech w zasadzie uważa wizytę za normę. Nawet pozornie zainteresowana Kreska nie idzie za nią do klatki pod byle jakim pretekstem, na przykład tutaj mieszka moja ciocia to cię odprowadzę. Wejść do windy nacisnąć byle który guzik i sprawdzić.... Zrobić cokolwiek. Nie ignorować na zasadzie niekompletna lista lokatorów, albo mały szkrab siedzi u kogoś do nocy. Aż zmęczony zasypia Zaś obudzony, reaguje histerią. Wręcz spazmami płaczu. To są poważne sygnały alarmowe. Bohaterka z przytaczanego filmu nie pojechała w świat, do nikogo obcego. Chciała zobaczyć rodzica. Miała przebywać w grupie pod, opieką.
            • aniadm Re: Geniusia, dziecię wędrowne 24.05.23, 16:44
              ikaria_809 napisała:

              > Hmm,ale ta sytuacja się zasadniczo różni...

              Jasne, że różni. Ja nie usiłuję powiedzieć, że to jest tak samo. Po prostu przypomniał mi się tamten film o tyle, że pokazuje, jak zupełnie gdzie indziej znajdowały się jakieś progi wrażliwości. Dzisiaj w różnych okolicznościach zdąży się zapalić milion lampek alarmowych, zanim wtedy zapalała się jedna mała. (Też tego rozumowo nie ogarniam)


              > Bohaterka z przytaczanego filmu nie pojechała w świat, do nikogo obcego. Chc
              > iała zobaczyć rodzica. Miała przebywać w grupie pod, opieką.
              No właśnie, a wieczorem opuściła, nic nikomu nie mówiąc, miejsce przebywania (leżące w raczej odosobnionej okolicy) i pojechała sobie stopem gdzie indziej. Opiekunowie (którzy w przypadku dzieci w wieku 10 czy 11 lat chyba wtedy też ponosili pełną odpowiedzialność?) nie kontaktują się z rodziną, nie zawiadamiają policji, po prostu jak wraca, to tylko robią jej wyrzuty, że przez cały dzień nie mogli kręcić, bo zaplanowane były sceny z nią, i w ogóle to co ona sobie myśli. Rodzina też nie zadaje pytania, dlaczego nikt z nimi nie nawiązał kontaktu, kiedy stwierdzono, że dziecka nie ma. Nie zgłasza nikomu zaniedbania opieki. Po prostu nie ma sprawy.

              Jak się teraz zastanowić, to też mi ta sytuacja coś przypomina...

              (W sumie to mi potwierdza, że MM jakoś utknęła mentalnie w innej epoce, albo teraz do niej mentalnie wraca)
              • ikaria_809 Re: Geniusia, dziecię wędrowne 24.05.23, 19:30
                Jednak dalej widzę nietrafność w twoim rozumowaniu. Musierowicz opisała grono ludzi sympatycznych, mających własne rodziny. Zasadniczo empatycznych, a nawet lubiących tę dziewczynkę.Osobiście uważam, że jacyś ludzie z branży filmowej, to zupełnie inny kaliber, niż rodziny, jak wiemy z Jeżycjady często wielodzietne. Jak wiadomo im więcej pociech tym, więcej przeciwności losu. Rozmiary nieszczęść są różne. Od skaleczonego palca, aż do porzucenia młodej matki z roczną córeczką. Więc jednak Mama Borejko Lewandowska miały jakąś skalę wrażliwości i empatii. Dziwi, jak napisałam nieumiejętność wyczucia Gieniusi. Nikt nie pyta, czemu jesteś głodna, siedzisz u mnie tyle czasu u nas? Dla dorosłych ludzi to raczej oczywiste, jeśli mają dzieci. Tak samo, jak odprowadzanie nieletnich do domu, zanim zrobi się ciemno. Tymczasem oni robi placuszki z twarogiem, częstują rosołem na zasadzie nic się nie dzieje.
                • aniadm Re: Geniusia, dziecię wędrowne 24.05.23, 22:22
                  Jak mówiłam, to po prostu luźne skojarzenie, nie dokładny odpowiednik. Trochę taka dopełniająca ilustracja ówczesnej mentalności.
                  Ktoś tu pytał o pedofili — też oczywiście byli, ale nie istnieli w zbiorowej świadomości jak dzisiaj.
                  Później do mnie dotarło, że ta filmowa historia trochę bardziej przypomina wyprawę Laury do Torunia. Nawet poziomem zainteresowania jej otoczenia.
        • ciotka-scholastyka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 15.05.24, 15:43
          > podaje sprzeczne informacje co do swojego nazwiska (Dziecko w tym wieku raczej powinno je znać),

          Aurelia zna swoje nazwisko, a Genowefa Pompke/Sztompke/Bombke to są przecież jej wygłupy, zmyślanie. Tak samo jak tatuś, który jest szefem kuchni w Merkurym i to, że rodzice umarli na bronchit.

          Swoją drogą, serio nikt się nie zorientował, że to bajania normalne dla dziecka w tym wieku?
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 15.05.24, 15:56
            ciotka-scholastyka napisała:

            > > podaje sprzeczne informacje co do swojego nazwiska (Dziecko w tym wieku r
            > aczej powinno je znać),
            >
            > Aurelia zna swoje nazwisko, a Genowefa Pompke/Sztompke/Bombke to są przecież je
            > j wygłupy, zmyślanie. Tak samo jak tatuś, który jest szefem kuchni w Merkurym i
            > to, że rodzice umarli na bronchit.
            >
            > Swoją drogą, serio nikt się nie zorientował, że to bajania normalne dla dziecka
            > w tym wieku?

            Właśnie. Albo że Aurelia celowo przedstawia się fałszywym imieniem i nazwiskiem, by nikt z dawców obiadków nie mógł jej zidentyfikować i odstawić do matki. W tym wieku dziecko jest już jak najbardziej zdolne do takich machinacji.
    • kocynder Re: Geniusia, dziecię wędrowne 25.05.23, 00:12
      Się mi przypomniało. Miałam lat zapewne około pięciu, gdyż jeszcze nie uczęszczałam nawet do zerówki. Towarzyszem szaleństwa był kuzyn - równolatek. Rodzice byli przekonani, że dzieci grzecznie bawią się na zamkniętym podwórku... Tymczasem przedsiębiorcze dzieci przelazły przez dziurę w płocie, we dwójkę udały się w stronę ruchliwej ulicy. Zatrzymały się na przystanku autobusowym. Kiedy podjechał autobus - dzieci wsiadły, grzecznie podeszły do kierowcy i powiedziały, że nie mają biletów ani pieniążków na bilety, ale nigdy nie były na pętli autobusowej a bardzo by chciały. No i kierowca dzieci zabrał (pętla była niedaleko, trzy przystanki dalej). Na tejże pętli dzieci się ładnie bawiły, aż pan kierowca nie ruszał w dalszy kurs. Po dojechaniu do "analogicznego" przystanku do tego na którym wsiadły kierowca dzieci wysadził, kazał uważać podczas przechodzenia przez jezdnię i pojechał dalej, a dzieci wpadły na przerażonych rodziców, którzy kilka chwil wcześniej stwierdzili nieobecność progenitury...
    • tt-tka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 16.05.24, 09:50
      Czytal kto "Buleczke" ? osmioletnia dziewczynka ruszyla sie nie tylko ze swego podworka, ale zgola do innego miasta szukac dobrych ludzi... fakt, jakies trzydziesci kila lat przed OwR.

      Tyle ze nia sie zainteresowano, dopilnowano i powiadomiono opiekunow. Mnie najbardziej razilo, ze z tylu dobrych (podobno), troskliwych (podobno) i czajacych, ze cos tu nie gra - nikt, doslownie NIKT ani razu nie odprowadzil Geni do domu.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 16.05.24, 10:18
        tt-tka napisała:

        > Czytal kto "Buleczke" ? osmioletnia dziewczynka ruszyla sie nie tylko ze swego
        > podworka, ale zgola do innego miasta szukac dobrych ludzi... fakt, jakies trzyd
        > ziesci kila lat przed OwR.
        >
        > Tyle ze nia sie zainteresowano, dopilnowano i powiadomiono opiekunow. Mnie najb
        > ardziej razilo, ze z tylu dobrych (podobno), troskliwych (podobno) i czajacych,
        > ze cos tu nie gra - nikt, doslownie NIKT ani razu nie odprowadzil Geni do domu
        > .
        >
        >
        >

        A ktokolwiek znał jej dokładny adres? Pamiętam przynajmniej jedną scenę (chyba u Lewandowskich), gdzie Geniusia, zapytana o to, rżnęła głupa aż pytający się poddali.
        • tt-tka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 16.05.24, 10:48
          Wlasnie Lewandowscy uznali, ze dziecka nie mozna puscic samopas i Slawek mial ja odprowadzic. Do samego domu. Tyle ze w bramie napatoczyli sie na Ide i mlodzi wrosli w ziemie oraz wpatrzyli sie w siebie, nawet nie pamietam, czy zarejestrowali oswiadczenie Geniusi "to ja sama polece", ale chyba tak, skoro Slawus puscil lapke dziecka i wzamian wzial za reke Ide.
          I tylko Lewandowscy (nie przewidzieli niesubordynacji syna), bo ani Ogorzalki, ani Borejki, ani Kreska...
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 18.05.24, 12:39
            tt-tka napisała:

            > Wlasnie Lewandowscy uznali, ze dziecka nie mozna puscic samopas i Slawek mial j
            > a odprowadzic. Do samego domu. Tyle ze w bramie napatoczyli sie na Ide i mlodzi
            > wrosli w ziemie oraz wpatrzyli sie w siebie, nawet nie pamietam, czy zarejestr
            > owali oswiadczenie Geniusi "to ja sama polece", ale chyba tak, skoro Slawus pus
            > cil lapke dziecka i wzamian wzial za reke Ide.
            > I tylko Lewandowscy (nie przewidzieli niesubordynacji syna), bo ani Ogorzalki,
            > ani Borejki, ani Kreska...
            >

            A on w ogóle wiedział dokąd KONKRETNIE ma ją zaprowadzić? W sensie Geniusia puściła parę z ust przynajmniej co do nazwy ulicy, na której mieszka?

            O to samo można zapytać pozostałych, nie próbowali jej odprowadzić, ale czy wiedzieli gdzie? Tak orientacyjnie chociaż, do którego bloku na przykład. I, co ważniejsze, czy ktokolwiek w ogóle próbował się tego dowiedzieć? Ktoś poza Lewandowskimi ją o to pytał?
            Albo może chociaż były wzmianki, że wszystkie te osoby próbowały sobie jakoś wytłumaczyć tę sytuację, że "e tam, pewnie dziecko sąsiadów" czy coś w tym stylu, i na tej podstawie umyć ręce?
            • tt-tka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 18.05.24, 13:51
              Wiedzieli, powiedziala, ze na Norwida, a Slawek stwierdzil, ze to bliziutko. Wlasny blok zapewne umialaby wskazac.
            • ciotka-scholastyka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 19.05.24, 10:48
              tajna_kryjowka_pyziaka napisała:


              > Albo może chociaż były wzmianki, że wszystkie te osoby próbowały sobie jakoś wy
              > tłumaczyć tę sytuację, że "e tam, pewnie dziecko sąsiadów" czy coś w tym stylu,
              > i na tej podstawie umyć ręce?

              Myślę, że starsze osoby zasiedziałe od lat w kamienicy, jak pani Lewandowska, wiedziałyby, że to nie jest dziecko sąsiadów.
              Natomiast: o tym, że to jest obce dziecko, wie na sto procent Mila Borejko, której młodsza córka oświadcza wprost "ja, mamuś, nie znam tej dziewczynki". I jedyną konkluzją jest to, że pewnie sława obiadów Mili wyszła już poza kamienicę. Ani krztyny myśli, że w tym wypadku jednak powinno się dowiedzieć, skąd to dziecko jest, dlaczego się tu wzięło i czy ma jak wrócić (np. do domu z pijanym ojcem).
    • shireen_leila_khaled Re: Geniusia, dziecię wojenne 22.05.24, 10:37
      pi.asia napisała:
      > Genowefa ma - tak na oko pani Marty Jedwabińskiej - ze sześć lat.
      > I to sześcioletnie dziecię gania sobie samo po ulicach Poznania w tę i wew

      > Pomijam beztroskę i nieodpowiedzialność Lisieckiej - zresztą ona nie wiedziała,
      > że dziewczynka zamiast być na palcu zabaw łazi po całym mieście. Zdumiewa mnie
      > brawura sześciolatki
      > A gdy proponowało się komuś wyprawę na drugą strone ulicy - o niebo spokojniej
      > szej niż Roosevelta - padała odpowiedź "mama mi nie kazała".
      > Siedmioletni Tomcio Kowalik też wybrał się na wyprawę, ale w miejsce, które dob
      > rze znał. A Geniusia eksploruje nieznane tereny i nigdy nie błądzi. Cuda, panie
      > , cuda.

      Abo Tomcio był oparty na rzeczywistym dziecku a jego wyprawa miała być dramatyczna, aby pokazać jak zakłamana i nieodpowiedzialna była Kłamczucha.
      Geniusia zaś to nierzeczywista Tricksterówna i Błazenek z misją. Jej łażenie po obcych i po kilometrach ulic nie jest prawdziwe, tylko to literacki trick, aby pokazać stan wojenny widziany oczyma niewinnego dzieciomtka.
      I żeby jak w Nołelce wigilijnej, chodził taki blazenek-gwiazdorek-trickster-dobry duch i pokazywał po kolei, jak też sobie zyja zupełnie nie znający się ludzie, zjednoczeni tym samym nastrojem wigilijnym.

      MM nie chciała wgl pisać Rosołku bo miała już 3 dzieci i już się skończyła literacko, ale wzięła zaliczkę za kolejny tom, i od razu ją przeputała. Wydawnictwo przypiliło, to zaczęła coś tam pisać, ale wtedy trachnął stan wojenny i w ogóle padł caly kraj, a Staś jej brat srogo ocenzurowany i źle widziany przez władze tylko cudem uniknął internowania.
      Stan wu minął, redaktorki znowu przypiliły, MM na odczepne rąbneła ponury gniot ze wszystkimi bohaterami w pierdlu albo znikniętymi i w ogole koniec świata i cywilizacji.
      Redaktorka spojrzała tylko kosym oczkiem i powiedziała że to fatalne, zgrzytliwe i niech to ma wszystko być tylko aluzjami a nie tak prosto z mostu (cenzura by gniota nie puściła).
      To wtedy usłyszała MM od kogoś urbańską legendę o rzekomym dziecku co miało się tak wpraszać ludziom na obiady do domu, ale to chyba była jakaś patologia właśnie a pewnie też tylko w obrębie jednego podwórka czy bloku. Gdzieżby podczas godziny milicyjnej mógł taki kakaludek łazić swobodnie.
      No i poszło dziecię wojny po domach i operach, a stan wu jest tylko sugerowany aluzjami. I całe szczęście. Cenzura bardzo się przydała do trzymania hejterstwa MM w ryzach.
      • tt-tka Re: Geniusia, dziecię wojenne 22.05.24, 11:11
        Godzina milicyjna byla od 23.00.
        Geniusia wracala do domu wczesniej.
        • shireen_leila_khaled Re: Geniusia, dziecię wojenne 22.05.24, 11:40
          tt-tka napisała:

          > Godzina milicyjna byla od 23.00.
          > Geniusia wracala do domu wczesniej.
          >

          Owszem, ale chodziło mi o to, że niepokoimy się o to łażenie sześciolatki nawet teraz, w czasach spokojniejszych- no, umówmy się "pokojowych".
          A w Opiumie nie tylko było niebezpieczne , bo tak małe dziecko dziecko łaziło bez nadzoru i mogło wpaść pod auto czy tramwaj, ale dodatkowo był stan wu, i nawet dorosłym nie wolno było sie włóczyc po ciemku, bo patrole mogły aresztować albo legitymować i przepędzać z ulicy.
          Więc dziecko łażące tak samopas między zomowcami - i to po ciemku, i to w zimie, - zaniepokoiło by od razu wszystkich sąsiadów z całego jej bloku. Zaraz by łapali małą i dali cynk rodzicom.

          A najgłupiej to wychodzi podczas słynnego wyjścia do Opery. Mała Genufia powinna była się o tak wieczorowej porze przebierać w piżamki, kolację i powoli kłaść do łóżka. A Ewy nie ma wtedy w ogóle domu (???) i nie ma w ogóle problemu z tym, że dziecko gdzieś po operach z obcymi.
          Dlatego Geniusia to nierealna gościni z zaświatów i Tricksterówna - pojawia się, robi rozrywkę, po wykonaniu zadania znika gdzieś, wraca do siddhu oraz występuje w dwóch postaciach ..
          • tt-tka Re: Geniusia, dziecię wojenne 22.05.24, 11:48
            Przeciwnie, z uwagi na liczne uliczne patrole bylo wyjatkowo bezpiecznie - zniknela gdzies chuliganeria :P
            Ulice byly do chodzenia jak zawsze, gromadzic sie nie bylo wolno. W zimie ciemno robi sie okolo 16.00-17.00, twoim zdaniem ludzie z pracy i dzieci ze szkoly powinny sie byly teleportowac ?
            Przez caly stan wojenny nie bylam legitymowana ani razu, a zdarzalo sie wracac do domu na styk, tuz przed godzina milicyjna albo i troche po.
    • tt-tka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 24.05.24, 12:18
      Ja tak tylko przypomne IS i Marka i Jarka, chlopcow mniej wiecej w wieku najmlodszych corek pani Borejko, o ktorych w/w DOKLADNIE wie, ze zostali sami i ze wlocza sie calymi dniami po osiedlu i poza... i co ?
      I psinco.
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Geniusia, dziecię wędrowne 01.07.24, 23:58
      To ja mam inne pytanie - w jaki sposób sześcioletniemu gżdylowi udało się tak długo utrzymać swoje eskapady w tajemnicy przed matką i Lisiecką?

      Przebywała poza domem bardzo długo i zdarzało jej się wracać o dość późnych porach, nie pamiętam szczegółów, ale czy Genowefa przynajmniej raz nie ryzykowała zgarnięcia przez milicję? W ogóle z dużą swobodą się poruszała jak na stan wojenny.

      A nawet jeśli wyrabiała się czasowo na tyle, by to nie było podejrzane, ktoś zawsze mógł ją sypnąć. Już pomijając ten absurd, że wszyscy wokoło beztrosko akceptują fakt, że jakiś obcy dzieciak niewiadomo skąd regularnie wbija im do domów... Czemu przez cały ten czas Lisieccy nie puścili pary z ust, że Aurelii nie było z nimi? Ich matka mogła ich nie wypytywać, ale czy ani razu się nie zdarzyło, że synowie wrócili bez podopiecznej, przed jej powrotem z obiadków lub po nim?
      • carambola-karammba Re: Geniusia, dziecię wędrowne 02.07.24, 07:04
        tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

        > To ja mam inne pytanie - w jaki sposób sześcioletniemu gżdylowi udało się tak d
        > ługo utrzymać swoje eskapady w tajemnicy przed matką i Lisiecką?
        >
        w
        > ... Czemu przez cały ten czas Lisieccy nie puścili pary z ust, że Aurelii nie b
        > yło z nimi? Ich matka mogła ich nie wypytywać, ale czy ani razu się nie zdarzył
        > o, że synowie wrócili bez podopiecznej, przed jej powrotem z obiadków lub po ni
        > m?

        Jak się udało, Kryjówko? Tak, iż Ewa i Lisiecka miały dziecko w nosie! Ba, Ewa widzi swoją córkę na ulicy, ale nie pasuje jej radosne, wariackie zachowanie, okazywane przez dziewczynkę. Aurelia wtedy skacze, jest wesoła, bo przebywa z dala od domu złego. Dziwaczne jest, to, że podświadomość nic takiej kobicie nie mówi. Wszystko tłumaczy zasadą, ileż dzieci ma chude nóżki i bereciki? Nawet charakterystyczny kożuszek się, gdzieś przyćmiewa, bo EWA mówi NIEMOŻLIWE! A potem mam pretensje do małej i wyrzuca jej ulubioną zabawkę przez okno. Ja bym do takiej idiotki, bo nie mamy nie wróciła. Choćby mnie namawiało sto Kresek czy pań Borejko, staruszek siwowłosych, mających dzieci w wieku Gieni. A droga, nasza gospodyni Lisiecka, zdradzała gospodarza, ale niech żyje konsumpcyjny bigosik i zimna wódeczka! Jak przedstawił, w skeczu kabaretu Dudek Roman Dziewoński. Przecież pani L...za opiekunkę roku też uważana być nie może. Zostawiła dwóch synów i młodszy się zatruł lekami. Jarek i Marek, to nie są osoby godne zaufania, do liszki jasnej...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka