borrrka
13.04.25, 13:09
Mój Dziadek, sanacyjny kat ludu białoruskiego, służył w Brześciu nad Bugiem i zawsze przy okazji Rocznicy uświadamiam sobie, jak dziwne bywają losy ludzkie.
W odróżnieniu od większości kolegów z pułku dostał się do niewoli niemieckiej i przeżył.
Koledzy zginęli w Katyniu i długo nie rozumiałem dlaczego Dziadek nie uciekał do Marusi i starsziny Jołki Pałki, lecz trafił do faszystów.
Może moja opowieść brzmi trochę niesmacznie, ale w tamtych czasach pięciolatkom nie mówiło się o ruskich mordercach.
I ja się naprawdę dziwiłem.
Może był to błąd, ale wymuszony.
I długo trwało, zanim zrozumiałem o jakiej to "liście katyńskiej" rozmawiali Rodzice z wrocławską wdową po pułkowym koledze Dziadka.
Jak zwykle nie doceniali mojej błyskotliwej inteligencji od małego.
Dostałem wtedy drewnianego zająca z nartami.
Taki poniemiecki gadżet z szabru.
I obciążenie psychiczne na całe życie.