Dodaj do ulubionych

A co z Kalamburką?

28.11.06, 11:45
Tak sobie myslę - staraciła wene twórczą? Przecież byla uznanym dramaturgiem.
I co? Już nie pisze? Dlaczego?
Obserwuj wątek
    • meduza7 Re: A co z Kalamburką? 28.11.06, 12:32
      Dlatego, że kariera Mamy Borejko jako pisarza była potrzebna autorce do
      Udowodnienia Tezy: takiej mianowicie, że nie stała się ona li i jedynie kurą
      domową, lecz jest kobietą spełnioną itd. Udowodniono, więc można już się tym
      nie zajmować.
      • verdana Re: A co z Kalamburką? 28.11.06, 12:49
        A udowodniła, że dla kobiety, nawet utalentowanej, liczy się jedynie dom -
        reszta tak nieistotna, ze nawet wspominac nie warto. Li i jedynie...
        • martolka Re: A co z Kalamburką? 28.11.06, 12:59
          Mnie się wydaje, że ciągle pisze... właściwie nigdzie nie było (chyba) ani że
          nie ani że tak. Tylko, że powinna chyba nieźle na tym zarabiać, a tu nic nie ma
          np. o tym, że się w wiekszy sposób dorzuciła do kawalerki Pyzy.
    • uccello Re: A co z Kalamburką? 28.11.06, 13:33
      Mmmmmm "Kalamburka"- bardzo lubię tę ksiażkę. Ta konstrukcja literacka - w
      formie rozplatanego warkocza - majstersztyk!
      A to,że Mila Borejko między 9 a 12 lipca 2004 nie napisała ani słowa,
      zostawiając zamknięty laptop na stole kuchennym, nie oznacza, że straciła wenę.
      A gdyby nawet przestała pisać, to któremu autorowi nie zdarzają się przerwy,
      czy spadki formy?
      Swoją drogą, chciałabym zobaczyć, te sztuki przepojone pure- nonsensem z
      jadowitą staruszką komentującą świat dookoła, bo współczesny tetr z aktorami na
      golasa tarzającymi sie na podłodze i z Szekspirem granym w kurtkach moro, już
      mnie trochę nudzi. Słowem -chciałabym zobaczyć dramat Kala Amburki z Kłamczuchą
      w roli głównej.
    • verdana Re: A co z Kalamburką? 28.11.06, 13:36
      Chyba dłuże3j nie pisała - bo po Kalamburce nigdzie nie ma o tym ani slowa...
      • uccello pisze czy nie pisze 28.11.06, 13:44
        I myślisz, że ten laptop na stole kuchenym, tak tylko -ku ozdobie?
        Nie pamiętam, czy w "Żabie"lub "Języku Trolli" rozlegał się charakterystyczny
        stukocik gdzieś w tle. Swoją drogą warto sprawdzić.

        pozdrawiam koleżankę - brombiankę :)
        • verdana Re: pisze czy nie pisze 28.11.06, 15:36
          Jak moja klawiaturka stukoce, to jeszcze nie oznacza, ze dzieło tworzę.
          Zwykle oznacza, ze jestem na forum albo zabijam jakiegoś komputerowego potwora.
          Stąd stukocik do mnie nie przemawia.
          • mankencja Re: pisze czy nie pisze 28.11.06, 16:54
            ale Mili, jako osobie noszącej dumnie nazwisko Borejko, nawet przez mysl by nie
            przeszlo zabijanie potworow
            • verdana Re: pisze czy nie pisze 28.11.06, 17:02
              Gra w wirualne scrabble?
              • mankencja Re: pisze czy nie pisze 28.11.06, 17:05
                1. nie wiem, czy ma dostęp do internetu
                2. nie wiem, czy znalazłaby gdzieś wersję rozbudowaną a la borejko
                3. nie wiem, czy oprócz planszy znalazłaby także godnego przeciwnika
                • uccello jednak pisze 28.11.06, 18:20
                  Zaintrygowało mnie, czy Mila dalej pisze,czy Ją muza odleciała, no i w "Języku
                  Trolli" znalazłam parę wzmianek na ten temat. Józinek napomyka, że Babcia
                  ciągle pracuje i nie można z nią pogadać, albo, że pracuje od rana, nawet w
                  swoje imieniny, no i rozmowa z zapłakaną Różą, przerywa Mili pracę.
                  Chyba rzuciła redagowanie tekstów i korektę, skoro dostaje autorskie honoraria
                  i tantiemy:)
                  A do Kurnika na skrabelki chodziła Laura.
    • uccello Re: A co z Kalamburką? 01.12.06, 16:09
      Mila imponuje mi pod wieloma względami.
      Na przykład: Ignacy przypuszcza ,że żona w kolejce po wątrobiankę, czytała coś
      z literatury kobiecej. A Ona - mimo, że stwierdzenie to padło w towarzystwie,
      nie prostuje z urazą, że Mociumpanie M a j a k o w s k i e g o czytała, nie
      rzuca mimochodem tytułów innych ambitnych lektur, nie popisuje się żeby
      cokolwiek , komukolwiek udowodnić. Taaaak, bardzo lubię Milę.
      • dakota77 Re: A co z Kalamburką? 01.12.06, 16:13
        Nie moge pojac, dlaczego Ignacy uwaza, ze wie lepiej, co MIla powinna czytac ( patrz czytanie przez nia
        w tajemnicy Cadfaela). Dorosla jest, ma prawo sama wybierac sobie lektury. Do Majakowskiego
        widocznie tez nie mogla sie przyznac:)
        • uccello Re: A co z Kalamburką? 01.12.06, 16:20
          Partyzanckie podejście do lektur innych niż Ignacowe ( w wykonaniu Mili,
          Laury,czy Ignasia) zawsze mnie bardzo w Jeżycjadzie ujmowało.
          Skadinąd -czytałam kiedyś, że Pani MM, też, chętnie dobry kryminałek chapnie,
          a "Agathek" to ma wręcz komplet.
          • jottka Re: A co z Kalamburką? 01.12.06, 16:47
            jednakowoż nie ma sie tu czym podniecać - rodzina borejków jest od początku
            ustawiona w popularnym dotąd w naszym kraju, acz paskudnym typie. on ma zarabiać
            poza domem i wyznawać pogląd, że kobieta spełnia sie li i jedynie jako
            'strażniczka ogniska domowego' - w wolnym przekładzie 'baba do garów' (i
            'literatury kobiecej'). ona ma być matką licznych dziatek, niańką męża, gosposią
            domową, a do tego, jako że kobietą jest co nieco współczesną, mieć dobre
            wykształcenie i w razie czego wiedzieć czym się różni majakowski od majaku, ale
            zabrońboże nie wyskakiwać z tym publicznie, bo to nie jej sfera.


            maużonek nie ma bladego pojęcia, jakie są zainteresowania jego żony, żona
            uśmiecha się wyrozumiale i wcale jej to nie przeszkadza - no faktycznie są
            stworzeni dla siebie:)
            • anutek115 Re: A co z Kalamburką? 01.12.06, 20:24
              Prawda? O ile pamiętam, jedyny prawdziwie potrzebny żonie prezent (laptop)
              został Ignacemu zasugerowany przez zięcia...
              • verdana Re: A co z Kalamburką? 01.12.06, 20:37
                A swoja droga - skąd Ignacy, ktory całe życie ledwo wiązał koniec z końcem,
                mógł z emerytury kupić żonie laptop? Ja zbieram się z niezlej pensji do
                kupienia laptopa trzeci rok.
                • uccello Tajemnica laptopa 02.12.06, 12:26
                  Hmm, koniec z końcem, to Borejkowie z trudem wiązali w PRLu, kiedy dwie pensje
                  Ignacego ( pewnie niższe niż zarobki sprzatączki) i profity płynące ze
                  spółdzielni Świt, ledwo wystarczały im na życie .No i ,na zgubny nałóg zwany
                  bibliofilstwem.
                  Potem, zaczęła też zarabiać Gaba i Natalia.
                  Ignacy po przełomie, dostawał pewnie też niezłą pensję, zdarzają się nagrody,
                  czy wreszcie -odprawy emerytalne.

                  No i można być pewnym ,że Ignacy Borejko wydawał mniej na tusz do rzęs niż Ty ;)
                  • elwinga Re: Tajemnica laptopa 02.12.06, 21:51
                    > No i można być pewnym ,że Ignacy Borejko wydawał mniej na tusz do rzęs niż Ty ;

                    Mógł za to wydawać na krem do golenia. :)
            • uccello Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 12:43
              Nawiązując do postu jottki, która napisała o >popularnym w naszym kraju, acz
              paskudnym typie< modelu rodziny:
              wydaje się ,że równie powszechny, co przykry w obcowaniu jest typ człowieka,
              który wie, co mianowicie powinno cię uszczęśliwiać, jaka droga jest najlepsza
              dla twojego rozwoju, o co powinieneś walczyć, i co nieustannie udowadniać.
              To takie Osoby, Które Wiedzą Lepiej- bardziej pierogowate niż sam Pieróg.
              • jottka Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 14:41
                uccello napisała:


                > wydaje się ,że równie powszechny, co przykry w obcowaniu jest typ człowieka,
                > który wie, co mianowicie powinno cię uszczęśliwiać, jaka droga jest najlepsza
                > dla twojego rozwoju, o co powinieneś walczyć, i co nieustannie udowadniać.
                > To takie Osoby, Które Wiedzą Lepiej- bardziej pierogowate niż sam Pieróg.


                a mówiłaś, że podziwiasz milę?:)
                • uccello Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 15:43
                  Mila owszem - imponuje mi pod wieloma względami. To przemądrzałej , a wymownej
                  Pani z pociągu, rzucajacej feministyczne slogany, nie podziwiam.
                  • jottka Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 16:13
                    może tak wincy we wprost:) no nie załamię sie, jak sie dowiem, że przemądrzale
                    paskudnem sloganem rzucam i pluję feminizmem zza węgła, ale odnośnie sloganu nie
                    jest to sensownie skierowany zarzut:


                    1/ powieściowy opis rodziny borejków odpowiada mojemu powyższemu skrótowemu
                    opisowi, więc slogan jako taki nie jest tu dobrym określeniem, chyba że do czego
                    innego miał sie on odnosić (?);


                    2/ określenie 'paskudny typ' (rodziny) nie jest dyktowaniem innym osobom
                    zaleceń, jak mają żyć, bo nie mamy tu do czynienia z sąsiadami kowalskimi, tylko
                    z pewnym modelem literackim, który może i bywa stawiany za wzorzec. a na ile się
                    on nie podoba czytelnictwu, można zobaczyć w licznych tutejszych wątkach -
                    sformułowanie 'paskudny typ' nie wzięło się znikąd i jest jak najbardziej
                    uprawnione w ramach dyskusji.


                    3/ hasło 'feministyczny slogan' jest męczącym sloganem, którym machamy
                    zawzięcie, gdy brak nam argumentów do rema:)
                    • uccello Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 16:19
                      Czyli coś takiego jak "feministyczny slogan" nie występuje w przyrodzie?
                      • jottka Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 16:33
                        określenie występuje na takich samych prawach jak np. 'niespotykany poziom
                        agresji ze strony platformy obywatelskiej', czyli ulubiony zwrot pana premiera,
                        albo 'katolicki ciemnogród' ze strony politycznie wprost przeciwnej -
                        merytorycznie nic nie wnosi do dyskusji, ale czemuż by nie kopnąć drania, skoro
                        można?:)

                        a w odniesieniu do wątku - nie bardzo wiem, co należy rozumieć pod pojęciem
                        feministycznego sloganu w kontekście powyższych postów
                        • uccello Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 16:42
                          Nie, nie ! Pytałam jak najbardziej dosłownie- czy jak feministka, to już z
                          natury samej do sloganu nie jest zdolna.
                          Żaden z zamieszczonych tu postów nie wydał mi się wytartą opinią. Moja uwaga
                          dotyczyła postaci literackiej z Nutrii i Nerwusa, która takimi sloganami
                          przemawia i owo uciemiężenie borejkowskiej kobiety porusza.
                          Utożsamiasz się z ową Panią i niechcacy Cię uraziłam?
                          • uccello Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 17:11
                            A tak wogóle, to spokojny ze mnie czlowiek, strzały oficjalne, ni zza węgła mi
                            nie w głowie. Ale dyktatorów nie lubię, oj nie lubię bardzo- pod jakąkolwiek
                            występowali by banderą i jaki , by im sztandar nad głową nie furkotał.

                            Wirtualna łapa na zgodę?
                          • jottka Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 17:13
                            mam wrażenie, że usiłujesz skręcić wątek:)


                            nie dyskutowałyśmy tu przypadku mila vs. feministka z pociągu (choć ona miała
                            chyba jakieś imię?), tylko kreowany w późniejszych tomach jeżycjady obraz mili,
                            kobiety ściśle domowej, a zarazem znienacka spełnionej zawodowo, z czego później
                            wypłynął podwątek typu rodziny, jaki prezentują borejkowie, który to typ
                            nazwałam zasadnie typem paskudnym:) a kolejna wymiana postów z tobą nie
                            wyglądała na dyskusję o tym, do czego są zdolne feministki, natomiast
                            wprowadzała raptowną opozycję podziwiana przez ciebie mila vs. paskud z pociągu.
                            w kontekście całości rozmowy trudno zrozumieć, do czego nagle sie ów paskud i
                            slogan odnosi, stąd moje wyjaśnienia i pytanie.


                            co do utożsamiania sie z paskudem - nie pamiętam tej postaci za dobrze:) poza
                            mętnym wspomnieniem, że pani mm usiłowała dokopać bodaj kindze dunin (?) ale do
                            podziwu wobec feminizmu i feministek sie przyznaje otwarcie, więc chcący czy nie
                            trudno mnie urazić w ten sposób
                            • dakota77 Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 17:19
                              Rozmowa do tej pory dotyczyla MIli, skad wiec nagle ta karykaturalnaa feministka z pociagu? Powiem
                              tak, jako osoba czytajaca wasza wymiane zmian- twojego posta o oosbach narzucajach zdanie, ucello,
                              odebralam zdecydowanie jako czepianie sie jottki. Wyciagniecie w rozmowe postaci tamtej paskudy
                              jako probe zmienienia tematu.
                              Przeciez nie kazdemu musi sie podobac model rodziny, ktoremu holduja Borejkowie. I nie musi to
                              oznaczac akceptacji dla pogladow pani z pociagu, moim zdaniem.
      • onion68 Re: A co z Kalamburką? 02.12.06, 15:21
        Nie protestowała, bo jej nie było. Rozmowa o lekturze w kolejce miała miejsce
        podczas obiadu u stryja Borejki, Mila leżała w szpitalu.
        Ale jakby była, to też by pewnie nie protestowała.
        • wierszyk-pana-leara Re: A co z Kalamburką? 05.12.06, 03:05
          readdy4 napisał kiedyś, że ma ochotę kopnąć Milę w zadek, kiedy tak lekceważy
          stan umierającej z miłości Pulpy. Pamiętacie? - lany poniedziałek, przy stole
          Rodzina + Monika, ktoś pyta ,co dzieje się z Patrycją. Monika przypuszcza, że
          dziewczę jest szczególnie wrażliwe i przeżywa napaść dyngusowców, Mila mówi:

          -Może jej po prostu zimno. I podaje rodzinie deser.

          Dla mnie, to taki sam wybieg - jak dopytywanie się, czy śledziki , nie są aby
          za słone. MILA CHRONI PULPECJĘ przed zwykłym wścibstwem i omawianiem pulpinych
          spraw ot tak, sobie , przy obiedzie. Mila Borejko jest, moim zdaniem, d o s k o
          n a ł y m obserwatorem. Nie umie okazywać uczuć , ani o nich mówić( bo też nie
          miała się tego od kogo nauczyć), ale roentgena ma w oczach pierwszorzędnego.
          Wogóle, cała Polewka ,to moim zdaniem udawadnianie tezy, ŻE DOM BEZ MILI,
          PRZESTAJE BYĆ DOMEM. Bez niej wszystko się wali- Tygrys szaleje, Ida przesala,
          Miagwa czyta do rana Tajemnicę Szkarłatnego Pocałunku, Ignacy, zagubiony bez
          niej, popada w lekką paranoję. No właśnie, Ignacy - wyobraźcie sobie faceta,
          który pracuje przez kilkadziesiąt lat ( i to chyba na 2 etatach) i raptem
          odchodzi na emeryturę. Dosyć prawdopodobne, że będzie próbował udowodnić (sobie
          i innym), że jeszcze coś od niego zależy, jego zdanie się liczy. Wystarczy ,że
          Mila - w ramach bezpłatnych rozmów weekendowych-opierniczy go telefonicznie, i
          juz Dziadek głuchnie na donosy Ignasia. Kiedy Babi wraca do domu, wszystko
          powoli się prostuje, Ignacy w kluczowych momentach jest szczypany w ramię, lub
          uspokajany, dzwoni się do obozu wroga, piecze ciasto , mówi sie kategorycznie
          Ignasiowi, że donosić n i e w o l n o , Fryderyk zostaje przyjęty, ogłasza
          się, że M i l e n a to piękne imię ( chociaż myśl o tym,że prawnuczka bedzie
          nosiła jej- Mili imię, pewnie była miła) i tak dalej.
          Bez Mili, w domu, wszystko się wali, jak w namiocie bez masztu.
          • ready4freddy Re: A co z Kalamburką? 05.12.06, 11:06
            ta sama Mila w tej samej Pulpecji wskakuje na owaz Pulpe jak szpic na garbatego "glupia jestes!", kiedy to cala rodzina, nie tylko Pulpa, wykazuje wyrazne objawy zidiocenia szukajac kluczy i rozwazajac problem. rzeklbym nawet, ze na najwiekszego durnia wychodzi (jak zwykle) Ignac. Pulpa jest jeszcze wtedy dlugo przez oblana matura, wiec owo Milowe stwierdzenie jest ni z gruszki, ni z pietruszki. a Pulpa to nie celebrity, ktora trzeba chronic przed zainteresowaniem paparazzich :) ale to ciekawa koncepcja, przyznaje. co nie zmienia faktu, ze doprawdy za Mila nie przepadam i jak sie tak zastanowie glebiej, to najmniej sympatycznymi postaciami calej sagi sa dla mnie wlasnie starzy Borejkowie, plus Laura. powtorzylem sobie Jezyk Trolli (katem przy tem czytaniu plujac z obrzydzenia ;) i az mnie trzesie na wspomnienie sceny "z seksem". jak ja nie cierpie tych dwojga zgredow, grrrrr..:)
            • wierszyk-pana-leara Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 01:16
              odpowiedź na post ready4freddyego
              Ja tę nieszczęsną scenę z --głupia jesteś--
              • ready4freddy Re: A co z Kalamburką? 10.12.06, 14:53
                >Mila mówi ----głupia jesteś-------, ale równie dobrze mogła by palnać -----
                • wierszyk-pana-leara Re: A co z Kalamburką? 11.12.06, 01:13
                  ready4freddy napisał:
                  >Pulpa to taki słodki głuptasek(...)intelektualny Kopciuszek w rodzinie:)<

                  No wiesz???! Na mnie, ten uśmiech Buddy, zawsze robił baaardzo duże wrażenie.
                  Dziewczyna jest bez zbędnego balastu intelektualnego, ale głupia? Nigdy!
                  Zważ, jak zwięzłą i trafną analizę "Krecika" dała namolnemu Marcelkowi. Ona
                  WIE, nie musi zapychać sobie głowy, jakąś zewnętrzną wiedzą .
                  Zresztą, sądzę,że to prowokacja z Twojej strony, to pisanie o Kopciuszku
                  intelektualnym. Chcesz po prostu Populpować na forum i tyle, a naiwny wierszyk
                  nabiera się jak ta lala.
                  • ready4freddy Re: A co z Kalamburką? 11.12.06, 11:39
                    tam mial byc ironikon zamiast zwyklego :), ale nie wiem, jak wyglada ironikon, wiec trzeba sie domyslac :) oczywista, ze Pulpa wcale nie glupsza od innych, jesli nie wrecz przeciwnie, ale tak mi sie pomyslalo, ze moze tak ja widza Borejki - tym bardziej, ze najmlodsza, wiec caly czas traktuja ja jak dziecko moze? tak sobie snuje owe rozwazania tylko, nie glosze prawdy objawionej :)
          • dakota77 Re: A co z Kalamburką? 05.12.06, 11:33
            wierszyk-pana-leara napisała:

            ogłasza
            > się, że M i l e n a to piękne imię ( chociaż myśl o tym,że prawnuczka bedzie
            > nosiła jej- Mili imię, pewnie była miła) i tak dalej.


            Ale to jest przyklad madrosci MIli? Bo dla mnie raczej przejaw kompletnego nieprzejmowania sie wola
            Pyzy, ktora chciala dziecko nazwac inaczej. Ewentualnie braku asertwnosci. Wiadomo, ze Mila chciala tu
            sobie zaskarbic sympatie pana Schoppe, ale wystarczylo przyznac, ze to ladne imie, ale sprostowac, ze
            imie malej brzmi inaczej.

            Twoja teoria jest calkiem zgrabna, musze przyznac. Choc ja podobnie jak Freddy coraz mniej lubie
            Borejkow-seniorow i chyba juz lepiej nie bedzie.
            • wierszyk-pana-leara Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 01:41
              odpowiedź na post dakoty77
              Dla mnie to stwierdzenie -----Milena to piękne imię-------, było jak ledwo
              dostrzegalne kiwnięcie głowy Elki w rozmowie z Terpentulą, oznaczało to mniej
              więcej: JA SIĘ ZGADZAM, rezygnuję z wyróżnienia , jakim jest nadanie mojego
              imienia prawnuczce. Ty Pyzuniu, zrobisz co zechcesz, wiedz tylko, że masz moją
              na to zgodę.
              No bo tak, gdybym ci ja miała lat blisko siedemdziesiąt, i ktoś chciał nadać na
              moją cześć imię swojemu dziecku, to czułabym się wzruszona, wyróżniona,
              czułabym ,że to jest PREZENT dla mnie. Pyza ogłosiła w domu,ze ten "prezent"
              Babci daje. nie mogła go tak ni z gruchy ni z pietruchy odebrać.To było by
              wobec Babci po prostu nielojalne.
              Poza tym Mila nie powiedziała :JA CIEBIĘ CHRZCZĘ MILENO AMEN!,tylko
              potwierdziła fakt,ze Milenatoitd .
              Dla mnie to była f u r t k a dla Pyzy, która chciała pozyskać przyszłych
              teściów, a nie jakiś, wyrok arbitralny i ostateczny.
          • the_dzidka Re: A co z Kalamburką? 05.12.06, 12:30
            > MILA CHRONI PULPECJĘ przed zwykłym wścibstwem i omawianiem pulpinych
            > spraw ot tak, sobie , przy obiedzie.

            Musze przyznać, że ta teoria bardzo mi się podoba. Ma jednak jeden słaby -
            bardzo słaby punkt. Taki mianowicie, że Mila dalej nic z tym fantem nie robi.
            Nie próbuje z Pulpą rozmawiać później, bez świadków, żeby się dowiedzieć, o co
            chodzi, co pewnie miałoby miejsce, gdyby ŚWIADOMIE chroniła Pulpę przed
            wścibstwem Moniki.
            NB kiedys już pisałam o tym, że nie mam wprawdzie 18-letniej córki, ale nie
            wyobrażam sobie nie rozmawiać z nią o tym, dlaczego nie uczy sie do matury, a
            tylko stwierdzić post factum, że obawiałam się, że tę maturę obleje.
            • anutek115 Re: A co z Kalamburką? 05.12.06, 12:45
              Mnie jeszcze fascynuje to - o czym tez juz kiedys pisałam -, że jak Pulpa juz tę
              maturę oblewa, widowiskowo, w Dzień Matki, i siedzi taka zapuchnięta przy
              radosnym rodzinnym stole, NIKT (poza Nutrią) jej o wynik matury nie pyta!
              Wybaczcie, ale nie wierzę, że to dlatego, że wszyscy w rodzinie byli o tenże
              wynik spokojni... U mnie też byli, ale zasypana pytaniami bezposrednio i
              telefonicznie zostałam po uszy.
              Wierszyku, twoja teoria dotycząca "Polewki" jako opisu tego, co staje się z
              domem, gdy Mila go opuszcza jest zgrabna, i jak się Milę lubi, bardzo
              przekonująca. Ale w moich oczach to Mila jest autorką najgłupszego zdania w
              powieści, bijąc nawet "Będziesz Milą, jak cię ochrzcimy" Pyzy. Zdanie to brzmi
              (cytuję z pamięci, więc pewnie niedokładnie): "Ona zawsze zrobi wszystko, by
              matce zrobić przykrość", a dotyczy, jak wiemy, Laury, która, moim skromnym
              zdaniem, akurat wyjątkowo nie o matce myślała uciekając z domu. Dwie linijki
              dalej padająca opinia o "spokojnej mądrości" Mili jest dla mnie niczym zgrzyt
              noża po szkle.
              • verdana Re: A co z Kalamburką? 05.12.06, 12:51
                Jako osoba w podeszłym wieku przerabiałam juz dwie matury dzieci.
                Zaręczam, ze w czasie matury , nawet przy 100% pewnosci zdania tejże rodzina
                (rodzice, rodzeństwo, łącznie z cięzko nieletnim), dziadkowie,) siedzi jak na
                szpilkach, wgapiając sie w telefon i oczekujac na wynik. Do nas dzwonili nawet
                znajomi... Zapomnieć zapytać "Jak poszła matura?" to zapomnienie równe nie
                przyjściu na ślub własnego dziecka.
                • jottka Re: A co z Kalamburką? 05.12.06, 14:54
                  mnie sie w/w koncepcja arcytaktu mili i chronienia pulpy przed wścibstwem nie
                  podoba przede wszystkim z tego powodu, że jej uzasadnienie tkwi w 'kalamburce',
                  a to ciężki anachronizm. no ale to stamtąd dopiero dowiadujemy sie czegoś o
                  życiorysie mili, braku odp wzorców rodzinnych itepe? w razie czego prosze o
                  korektę, bo po 'pulpecji' mętnie dalsze części pamiętam:)


                  wracając do rzeczy - koncepcja byłaby akceptowalna, gdyby, jak pisze dzidka, po
                  odpędzeniu natręta pojawiała sie scena rozmowy mili z pulpą, analogicznie do
                  podobnej sceny w 'idzie sierpniowej'. wtedy ok, sensy nam sie zazębiają, widzimy
                  jasno, o co chodzi. a w 'pulpie' widzimy tylko samotną w gruncie rzeczy
                  dziewczynę - a wiele z jej problemów przedstawianych jako problemy dojrzewania
                  są de facto problemem niemożności porozmawiania z kimś godnym zaufania.
                  przelotnie pojawia sie współczucie nutrii, ale nie jest ona partnerką do
                  rozmowy, rozmowa z gabą jest trochę dziwna i w sumie już post factum, przyjaźń z
                  romą też sie rozpada, a rodzice tak szalenie taktowni, że mają to tamże i nie
                  widzą, co sie dzieje.

                  postać mili można oceniać na podstawie tego, o czym wiemy z 'pulpecji', a nie
                  dopisywać usprawiedliwienia jej zachowań (czy ich braku) na podstawie książki
                  powstałej dekadę później. zresztą ona sama przyznaje sie w sumie do zaniedbania
                  córki w scenie, gdy dowiaduje sie, że pulpa oblała. tyle dobrego.
                  • verdana Re: A co z Kalamburką? 05.12.06, 15:15
                    Zapomnienie o maturze - moim skromnym zdaniem - to nie jest rzecz, z której
                    mozna się wytłumaczyć. Pozostaje tylko harakiri.
                    • iwoniaw Re: A co z Kalamburką? 05.12.06, 23:32
                      Zgadzam się w pełni co do matury. Nie wyobrażam sobie, jak można o to nie pytać?
                      Dokładnie jak napisałaś wcześniej - znajomi czy sąsiedzi nawet wypytują "jak tam
                      poszło". Bez względu na oczekiwania rodziny ("czy uda mu się zdać" vs. "cóż,
                      pewnie jak zwykle same szóstki") we _wszystkich_ znanych mi przypadkach
                      ogłoszenie wyników matury było istotne. Nie wyobrażam sobie, że maturzysta
                      przychodzi do domu po ogłoszeniu wyników i nikogo nie obchodzi, jak został
                      oceniony.
                      Po wyjściu na jaw, że Pulpa jednak oblała, Ignac okazuje niezadowolenie i
                      pogardę dla tak niskigo poziomu intelektualnego - zwłaszcza w obliczu posiadanej
                      przez rodzinę nieszczęsnej Pulpy biblioteki, Mili zaś zdaje się to nie obchodzić
                      wcale. No super po prostu - nie ma to jak oparcie w rodzinie w ciężkich chwilach...
                      • ginestra Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 00:24
                        Zgadzam się ze wszystkimi powyższymi postami! Postawa Mili i Ignacego wobec
                        Pulpy = zgroza!

                        Tak apropos, to kilka lat temu oglądałam migawkę z matur w Wiadomościach czy
                        czymś takim i zapadł mi bardzo żywo w pamięć, do dziś to widzę przed oczami,
                        taki naprawdę piękny obrazek: córka wybiega ze szkoły, takim podekscytowanym
                        jeszcze z niedawnych emocji wzrokiem szuka ojca i rzuca się mu w ramiona, a on
                        ją tak mocno przytula, tak instynktownie, szczerze, silnie, ale z czułością, z
                        dumą, po męsku, po ojcowsku i dla obojga jest to takie naturalne i ta
                        dziewczyna jest taka zadowolona, chociaż wiadomo, że wynik matury nie jest
                        jeszcze znany, ale jest już "po wszystkim" i jest ta ulga i ta duma, że sobie
                        poradziła z czymś trudnym, jest to wsparcie i ten KONTAKT. Oczywiście wiadomo,
                        że jest to egzamin dojrzałości i drugą skrajnością są rodzice, którzy
                        przesadnie "matkują" tym młodym ludziom i wystają pod szkołą i w ogóle, ale ten
                        obrazek był bardzo miły, mi wyglądał na to, że ten ojciec na przykład obiecał,
                        że zwolni się w tym dniu trochę z pracy i przyjedzie pod szkołę na koniec
                        pisania matury, że chce wtedy przy niej być, że rozumie, że to dla niej ważny
                        dzień i jest to ważne też dla niego i dotrzymał słowa, był, pokazał całym sobą,
                        że ją kocha i jest z niej dumny, niezależnie od tego jak napisała.

                        A co dopiero powiedzieć jeśli napisała źle, to tym bardziej pokazałby, że ją
                        kocha, i że w nią wierzy.

                        Tak zazdrościłam przede wszystkim tego kontaktu między nimi, tej relacji. Nie
                        wiem czy jest to częste czy rzadkie. Ja nie miałam aż takiego kontaktu z ojcem,
                        ale przejmował się on ważnymi dla mnie wydarzeniami i przeżywał je. Mam to
                        szczęście, że miałam wtedy (i mam nadal) oboje rodziców. I oni przeżywali
                        wszystkie ważne wydarzenia moje i mojego rodzeństwa.
                        Tak jak piszecie i Wy, to wydaje się to naturalną postawą rodzicielską i w tym
                        kontekście Borejkom należy się zdecydowanie nagana czy coś takiego.
                        Pozdrawiam!
                    • wierszyk-pana-leara Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 03:35
                      Gdyby nawet Borejkowie
                      przejrzeli na oczy,
                      uświadomili sobie, jak straszny popełnili czyn,
                      nie eksctując się maturą (czwartej, było nie było) córki,
                      posypali głowy popiołem i dokonali rytualnego samobójstwa rożnem do udźca,
                      znalazł by się ktoś, kto by powiedział....eee, snoby jedne, nie mogli znieść
                      tego,że mają dziecko bez matury. Bałaganu tylko narobili, ta-cy ni-by wraż-li-
                      wi i em-pa-tycz-ni, a nie pomyśleli, o tym, kto będzie po tym harakiri musiał
                      sprzątać.
                      • ready4freddy Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 08:25
                        jak to - kto? Gaba! :)))
                      • the_dzidka Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 08:50
                        > Gdyby nawet Borejkowie
                        > przejrzeli na oczy,
                        > uświadomili sobie, jak straszny popełnili czyn,
                        > nie eksctując się maturą (czwartej, było nie było) córki,

                        Trochę ironizujesz, a niepotrzebnie. Nie chodzi o "ekscytowanie się" maturą
                        czwartej córki. Chodzi o jedno, a kilka razy powtórzone proste pytanie, które
                        jest oczywistością: "Jak poszło?" Po pisemnym, po ustnym i po ogłoszeniu
                        wyników. W moim domu, dalekim od SUPERwspaniałości Borejków, o maturze
                        rozmawiało się sporo; w odnośnych dniach był to praktycznie jedyny temat. Nie
                        wyobrażam sobie, jak cała rodzina może wyrzucić ten fakt z pamięci. Pamiętacie,
                        jak Ida sobie przypomniała o maturze Pulpy? "Zaraz zaraz, a jak tam matura?"
                        Matko kochana!! To zabrzmiało jak "Zaraz zaraz, a co słychać u cioci Stasi,
                        (która ponoć dzwoniła miesiąc temu?)". Czy to naprawdę możliwe, takie
                        zachowanie rodziny, czy kolejna nieprzemyślana akcja MM?
                      • iwoniaw Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 10:34
                        > uświadomili sobie, jak straszny popełnili czyn,
                        > nie eksctując się maturą (czwartej, było nie było) córki,

                        I tu pojawia się pytanie, po co mieć 4 dzieci, skoro uczuć rodzicielskich, czy
                        choćby zwykłego zainteresowania nie starcza...
                        Niepotrzebnie ironizujesz - nikt nie pisze, że mają się ekscytować, ale nawet
                        dalsza rodzina czy znajomi wykazują w takiej sytuacji (w rodzinach, które
                        bynajmniej nie pretendują do miana idealnych!) więcej zainteresowania niż tutaj
                        rodzice.
                        • wierszyk-pana-leara Re: A co z Kalamburką? 10.12.06, 00:17
                          do iwoniw
                          nie ironizowałam, chodziło mi jedynie o to , że za czwartym razem, to nawet
                          trąba powietrzna robi mniejsze wrażenie.
            • wierszyk-pana-leara Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 02:50
              odpowiedź na post the_dzidki

              Chyba było tak,że Pulpina nietypowa forma, dąsanie się, wzrok ponury i
              kąśliwość, była w domu interpretowana jako strach przed maturą, bunt leniwca,
              który musi zakuwać, albo, późne bo późne, ale zwykłe młodzieńcze wapory. To ,że
              Mila wiedziała,że COŚ niepokojącego się z Pulpą od paru miesięcy dzieje, jest
              dla mnie oczywiste . No właśnie COŚ, ale CO?
              Monisia ze swoją ciekawością i Ida z właściwą sobie złośliwością, wysłane są na
              księżyc. Dostają deser. Niech Pulpa leży w spokoju i patrzy w ścianę, jeśli ma
              na to ochotę.
              Dopiero wtedy, kiedy Patrycja tryska fontanną łez na hasło ha, ha chyba się za
              ko ch ła sprawa się trochę klaruje.Jest 26 maja.
              1 czerwca, mamy porywajacy miłosny happy end.
              Też bym dała parę dni dziecku ,na wypłakanie się i dojście do samodzielnych
              wniosków, zanim bym zaczęła rozmowę.
              • dakota77 Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 09:19
                A czemu trzeba bylo z ta rozmowa tyle czekac? Skoro jak twierdzisz Mila od
                dawna widziala, ze z Pulpa cos zlego sie dzieje? Matka mogla porozmawiac z nia
                wczesniej i w rozmowie pomoc jej wyciagnac wlasciwe wnioski.
              • iwoniaw Re: A co z Kalamburką? 06.12.06, 10:37
                > Dopiero wtedy, kiedy Patrycja tryska fontanną łez na hasło ha, ha chyba się za
                >
                > ko ch ła sprawa się trochę klaruje.Jest 26 maja.
                > 1 czerwca, mamy porywajacy miłosny happy end.
                > Też bym dała parę dni dziecku ,na wypłakanie się i dojście do samodzielnych
                > wniosków, zanim bym zaczęła rozmowę.

                Tak, rzeczywiście - od Bożego Narodzenia do 26 maja to "parę dni" i nie ma
                powodu do nieuzasadnionego pośpiechu w rozpoczynaniu rozmowy z własnym
                dzieckiem, gdy widać, że coś je martwi... Chyba mamy inne poczucie czasu,
                zdecydowanie.
                • magda_b jeszcze o Mili 06.12.06, 10:56
                  mnie zastanawia jedna rzecz : kiedy Tygrys wraca z Robrojkiem po poszukiwaniu
                  swego ojca w Toruniu, ten stwierdza, że rodzina nie miała żadnych wiadomości o
                  Pyziaku od wielu lat, że Gaba zwłaszcza o nim nic nie wie. Tymczasem pada z ust
                  Mili w Imieninach pada stwierdzenie, że Pyziak żyje i pisuje do swej siostry-
                  czyli Mila coś jednak wie i zataja to przed córką i resztą rodziny.
                  • dakota77 Re: jeszcze o Mili 06.12.06, 10:59
                    Wida cuwaza, ze wie lepiej, co dla kogo jest dobre. jak sie dobrze przyjrzec,
                    to ten wizerunek Mili wcale nie ejst taki swietlany. A potem znow czytamy o
                    jej cichej madrosci, o tym, jak to zawsze wie, kiedy ktos ma problemy i tak
                    dalej.
                  • laura-gomez Re: jeszcze o Mili 06.12.06, 11:03
                    magda_b napisała:

                    > mnie zastanawia jedna rzecz : kiedy Tygrys wraca z Robrojkiem po poszukiwaniu
                    > swego ojca w Toruniu, ten stwierdza, że rodzina nie miała żadnych wiadomości
                    o
                    > Pyziaku od wielu lat, że Gaba zwłaszcza o nim nic nie wie. Tymczasem pada z
                    ust
                    >
                    > Mili w Imieninach pada stwierdzenie, że Pyziak żyje i pisuje do swej siostry-
                    > czyli Mila coś jednak wie i zataja to przed córką i resztą rodziny.

                    nie, Gaba wiedziała o tym spotkaniu matki z Almą, co nie zmienia faktu, że Mila
                    wyrzuciła za drzwi pijanego Pyziaka i nikomu za wyjątkiem Gizeli nie pisnęła o
                    tym ani słóweczka



                    • magda_b Re: jeszcze o Mili 06.12.06, 11:08
                      wydaje mi się, że jednak nie wiedziała
                      • laura-gomez Re: jeszcze o Mili 06.12.06, 11:21
                        rozmowa Gaby i Natalii w TiR:
                        N: "Czy rzeczywiście nie wiesz, co sie z nim dzieje, czy tylko tak mówisz?"
                        G: "Żadnych wieści od lat piętnastu. Poza tym, że mama spotkała kiedyś jego
                        siostrę"
                        • magda_b Re: jeszcze o Mili 08.12.06, 12:44
                          to się kupy nie trzyma:
                          1. Alma jest przedstawiona jako bardzo antypatyczna osoba, nie przepadająca
                          za "tą panną z Poznania"-więc w domyśle chyba za całą jej rodziną. I niby tak
                          bez problemu opowiada o Januszu jego eksteściowej?
                          2. Pyziak pojawiając się o latach w CzP wie, że Gaba wyszła drugi raz za mąż i
                          ma syna, a nie wie, że sam ma drugą córkę? Nikt mu o tym nie powiedział-choćby
                          sama Alma, która Laurę zdążyła poznać?
                          To tak na fali rozmyślań :)
                          • the_dzidka Re: jeszcze o Mili 08.12.06, 21:04
                            Ależ dlaczego Pyziak ma nie wiedzieć, że ma drugą córkę? Chyba nie było nic na
                            ten temat w CP?
                            Wręcz wydaje mi się, że zajadłośc Laury wynika z faktu, że jej ojciec wiedział
                            o jej istnieniu, a nigdy nie próbował jej poznać. Jak to było w któryms tam
                            tomie, że wyjechał i zażądał rozwodu, a fakt, że urodziła mu sie druga córka,
                            specjalnie go nie obchodził.
                          • wierszyk-pana-leara Re: jeszcze o Mili 10.12.06, 00:30
                            w odpowiedzi magdzie_b
                            1.Ale to do Almy właśnie podobne, żeby taką pyszałkowatą racę w kierunku
                            eksteściwej puściła:
                            wiem od Janusza, bo DO MNIE, widzi Pani, pisuje, że powodzi mu się świetnie,
                            jest w Australii i ma o! taaaaakie długie auto.
                            2.O córce wiEdział, ale jej nie widział - stąd ten karpik w drzwiach. Zdziwił
                            się też zapewne, że ona go tak od razu rozpoznała.
                            Ja natomiast robiłam karpika, ze zdumienia, kiedy Pyzie posyłał pocałunki na
                            odchodnym. Tajemniczy to brunet , zaiste!

                • jottka no chwilke 06.12.06, 10:59
                  ale przecież cały wic na tym polega, że do żadnej rozmowy między milą a pulpą
                  nie doszło:)


                  o tym pisała dzidka, a ja powtórzyłam za nią - w obrębie 'pulpecji' mila
                  zostawia pulpę samą sobie, ani w sprawach szkolnooficjalnych (matura), ani
                  osobistych pulpa nie ma sie do kogo zwrócić i pogadać po ludzku. w 'idzie
                  sierpniowej', poruszającej zdecydowanie lżejsze problemy, następuje finałowa
                  scena rozmowy matki z córką, obustronne wyjaśnienia, pocieszenie, porozumienie,
                  wskazanie jasnej przyszłości:) ida szczęśliwa, czytelnictwo razem z nią


                  a w 'pulpecji' tego boleśnie brakuje - koncepcja szalonego taktu mili osobliwie
                  wygląda, skoro takt polega na tym, że od bożego narodzenia matka widzi, że z
                  córką coś niedobrego sie dzieje, taktownie przeczekuje pół roku, po czym jedyne,
                  do czego jest zdolna, to stwierdzenie, że 'wszyscy' zaniedbaliśmy pulpę. to
                  raczej - w najlepszym wypadku - przeczekiwanie sytuacji w nadziei, że w końcu
                  sie jakoś sama rozwiąże. albo też zwykła obojętność w natłoku codziennych spraw,
                  co niewątpliwie sie zdarza, ale nie jest powodem do zachwytu nad taką postawą.
                  • laura-gomez Re: no chwilke 06.12.06, 11:09
                    jedynymi osobami, które zauważyły, że z Pulpą jest coś nie tak i starały się
                    jej pomóc, były Natalia i Gabrysia, przy czym ta pierwsza została przez
                    Patrycję odepchnięta, a ta druga okazała się osobą, która nie jest zbyt dobra w
                    dawanu rad
                  • wierszyk-pana-leara Re: no chwilke 06.12.06, 21:45
                    jottka napisała że zachowanie Mili >nie jest powodem do zachwytu nad taką
                    postawą<
                    Mnie też ono nie zachwyca.
                    Próbuję zrozumieć DLACZEGO tak się stało.

                    Myślę, że na młodzieńcze smutki, sercowe dramaty, czy strach przed dorosłością -
                    nie zawsze jest rada. Czasem nie umie się rozmawiać o uczuciach , coś sie
                    przegapia, popełnia błędy. Nawet kiedy jest się Rodzicem.

                    Patrycja uważała, ze między nią, a Mamą jest przepaść. Mila NIE POTRAFIŁA tej
                    przepaści przeskoczyć, a Pulpa tego NIE CHCIAŁA.

                    Wydaje mi się, że MM stwarzając postaci- przynajmniej te pierwszoplanowe, stara
                    się wyposażyć je w cechy , dzięki którym możemy je POLUBIĆ. Albo przynajmniej
                    ZROZUMIEĆ ( np. Mamę Geniusi). Stworzenie bohatera IDEALNEGO, czy wrecz Rodziny
                    Bez Skazy, O ZAWSZE PRAWIDŁOWYCH RELACJACH, raz ,że było by nieprawdopodobne
                    psychologicznie, a dwa, już na wstępie do tych postaci by nas potwornie
                    zniechęcało. Nie wiem, kto pierwszy zasunął tekst: o Borejkach -Rodzinie
                    Idealnej. Krytycy? Czytelnicy? Jeśli to założenie przyjmiemy za własne, to
                    rzeczywiście - co i raz możemy się obruszać, piętnować, zagiętym paluszkiem
                    rytmicznie wskazywać błędy i wypaczenia. Bo one są. Tak jak w kazdej innej
                    przedstawionej w Jeżycjadzie rodzinie. Jeśli patrzymy na nich, jak na
                    NORMALNYCH bohaterów, to ich niewłasciwe postępowanie, czy nieznośne cechy
                    charakteru ,są czymś zupełnie naturalnym. Mogę zachwycać się zaletami Mili i
                    zdawać sobie sprawę z jej wad. Lubić tę postać mimo jej ograniczeń. Nie widzę w
                    tym sprzeczności.
                    NIE WALCZĘ O BOREJKÓW, DLATEGO ,ZE UWAŻAM ICH ZA ŚWIĘTYCH I NIETYKALNYCH. Wręcz
                    przeciwnie- chcę im tę dorobioną na wyrost gębę BOHATERA IDEALNEGO zjąć.
                    A poza tym, mam adwokackie zapędy, kiedy wszyscy naskakują na konkretnych
                    bohaterów ( jak to poetycko ujął ready4) jak szpic na garbatego.
                    • dakota77 Re: no chwilke 06.12.06, 22:59
                      Po pierwsze, nie widze zadnej potrzeby dla zastosowania capslocka, ktory w internevie oznacza krzyk.
                      A wiec spora czesc swojego posta krzyczalas, klasrujac nam swoja teze:]
                      Po drugie- wracamy do punktu wyjscia ilus juz tu dyskusji. NIkt tu nie wymaga, zeby Borejkowie byli
                      swieta, idealna rodzina. Nikt nie ejst idealny. Gorzej, ze MM wciaz nam w odautorskim komentarzu
                      usiluje wmawiac, ze tak wlasnie jest. O Mili wciaz czytamy, ze swietnie rozumie innych, czytamy o jej
                      cichej madrosci. A gdzie ta madrosc w praktyce? Niech ona popelnia bledy, prosze bardzo, ale niech nie
                      wysluchujemy nad nia wiecznych zachwytow. Mam wrazenie, ze ta postac jest ulubienica autorki.
                      • ginestra Capslock 06.12.06, 23:09
                        Chciałabym się upewnić czy naprawdę ten capslock oznacza krzyk i czy jest to
                        jakoś określone w uniwersalnym źródle nt. Internetu czy coś. Mi się wydawało
                        cały czas, że jeśli chcemy w Internecie wyrazić krzyk, to używamy dużej ilości
                        wykrzykników. Ja pisząc posty czasem czułam potrzebę, żeby jakieś słowo
                        wyróżnić, nadać mu jakąś szczególną wagę - no i jak to zrobić skoro to nie Word
                        i nie możemy tego słowa ani podkreślić, ani pogrubić, ani napisać kursywą?
                        Pozostaje tylko capslock. Tak odebrałam też jego użycie w poście Wierszyka.
                        Myślę, że po prostu chciała nam jakoś podkreślić pewne fragmenty..
                        • dakota77 Re: Capslock 06.12.06, 23:24
                          Nie wiem, czy to jest gdzies skodyfikowane, ale jestem starym uzytkownikiem for internetowych i
                          uzytkownicy capsa zawsze dostaja swoje za krzyczenie. I to jest pierwsze skojarzenie, jakie mam z
                          capsem. Wiem, ze wierszyk chciala pewne slowa wyroznic, ale ja to odebralam tak, ze bez podkreslenia
                          nie bylybysmy w stanie zrozumiec, o co jej chodzi.
                          • dakota77 Re: Capslock 06.12.06, 23:26
                            Jest to skodyfikowane, wlasnie sprawdzilam. "Nie pisz bez potrzeby dużymi literami, gdyż oznaczają
                            one raczej krzyk i nie nadużywaj tego." Cytat z netykieta.prv.pl. Stron na ten temat jest wiecej.
                        • wierszyk-pana-leara Re: Capslock 06.12.06, 23:34
                          Nie no, nie krzyczałam, nie perorowałam z paluszkiem dydaktycznie wyciagniętym
                          w górę. Chciałam WYRÓŻNIĆ niektóre zdania, czy słowa, tylko po to żeby ---------
                          ł a t w i e j-----
                          • ginestra Re: Capslock 06.12.06, 23:49
                            Dzieki za info o capslocku.
                            Szkoda trochę, że to symbolizuje krzyk, bo użycie dużych liter to dosc
                            przejrzyste nadanie wagi jakiemuś słowu, ale może faktycznie r o z s t r z e l
                            e n i e słowa też byłoby OK, chociaż jak widzę, to raczej nie :(
                            Zapoznam się z tymi artykułami o netykiecie.
                            Pozdrawiam!
                            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Capslock 07.12.06, 20:14

                              Jak chce się coś podkreślić, to rozstrzelenie jest raczej niepraktyczne - wyraz
                              może się poprzedzielać przy przechodzeniu do następnej linijki.

                              Często stosuje się natomiast _podkreślenia_ albo czasem *takie* .

                              → → → → → → → → → →
                              Odkryjmy Białoruś!
                              odkryjmybialorus.blox.pl
                          • wierszyk-pana-leara Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolejny. 06.12.06, 23:56
                            Proszę Cię dakoto77, powiedz mi gdzie Pani MM, mówi o Borejkach jako o
                            bohaterach i d e a l n y c h.

                            Gdzieś to padło dosłownie? Czy pełne aprobaty komentarze odautorskie oznaczają
                            AUTOMATYCZNIE, że skoro są szlachetni, to muszą już być bez skazy?

                            Naprawdę mnie to intryguje, skąd się to Wam wzięło - to niezbite przekonanie,że
                            MM coś próbuje nam coś wmówić.
                            I to coś mocno niedorzecznego.
                            Przy odklejeniu Ignaca, zahamowaniu Gaby, która ma ciagłe kłopoty wychowawcze,
                            Mili, która nie potrafi okazać uczuć, Laurze o paskudnym charakterku - skąd ,
                            no skąd , bierze ta teoria o bohaterach idealnych?
                            • dakota77 Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 07.12.06, 00:07
                              Skoro ja mam spedzic noc na przeszukiwaniu ksiazek w poszukiwaniu cytatow, rownie dobrze ty
                              mozesz przejrzec forum, cytaty padaly tu wielokrotnie:))). Chyba ze i ty uwazasz, a takie stwierdzenie
                              tu kiedys padlo, ze ulegamy tu zbiorowym omamom? Wiadomo, ze sie umacniamy wzajemnie w tej
                              krytyce, jak anazlizujemy dokladnie te ksiazki, ale skads sie nam jednak wzielo to przekonanie, ze MM
                              jest ostatnio bardzo deklaratywna, a bohaterowie bardzo odbiegaja ostatnio od jej zalozen.

                              Pisalam o tym wczesniej, choc nie byl to doslowny cytat- wciaz czytamy i cichej madrosci MIli, o tym,
                              ze zawsze dokladnie wiedziala, co sie dzieje we wnetrzach czlonkow jej rodziny, ze bez slow sie z nimi
                              porozumiewala. A jednak widzimy, ze z tym porozumiewaniem sie na poziomie werbalnym jest duzo
                              gorzej. gabriela zawsze ponoc mysli o innych, ale nie mysli o wlasnych dzieciach. I tak dalej, i tak dalej.
                            • ready4freddy Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 07.12.06, 00:08
                              przeciez juz to przerabialismy.. liczne komentarze narratora, zeby daleko nie szukac.
                              • dakota77 Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 07.12.06, 00:11
                                ready4freddy napisał:

                                > przeciez juz to przerabialismy.. liczne komentarze narratora, zeby daleko nie s
                                > zukac.

                                To sie robi nudne. Walkujemy to w kolko, prawda? Wystarczy przeczytac inne watki. Zaraz ide spac, a
                                nie wertowac cala jezycjade:)
                              • wierszyk-pana-leara Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 07.12.06, 00:20
                                liczne komentarze narratora- pochlebne dla Borejków - oznaczają że są oni wg.
                                MM rodziną i d e a l n ą?
                                Mila ze swoją cichą mądrością jest już cyborgiem? Wad mieć nie może?
                                Czy po prostu uważacie, że nie jest mądra? Madrością cichą , głośną, czy
                                jakąkolwiek. Ale to moim zdaniem mogłoby oznaczać, że macie tylko odmienne od
                                Autorki o Borejkach zdanie, a nie ,że coś nam wmówić próbuje.

                                Naprawdę, nie ze złośliwości pytam, prędzej z tępoty. Nie rozumiem Was, a
                                chciałabym.
                                • ready4freddy Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 07.12.06, 00:26
                                  alez moze, i ma ich pewnie cala mase. problem w tym, ze zarowno komentarze odautorskie, jak i opisywane wrazenia postaci stykajacych sie z Borejkami wskazuja na dom pelen ciepla i tak dalej. tymczasem w walkowanej scenie z Pulpa jest sciana lodu i polarna pustynia. w tym momencie cos sie zaczyna nie zgadzac i wlasnie o tym mowa.
                                  • wierszyk-pana-leara Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 10.12.06, 00:04
                                    odpowiedź reademu4
                                    wiesz, wydaje mi się, że ta ściana lodu i polarna pustynia to SUBIEKTYWNE
                                    odczucie Patrycji. Rzeczywiście, nie widzimy, żeby rozmawiali z nią Rodzice.
                                    Ale taką próbę porozumienia podejmują Natalia i Gaba , które zostają
                                    odtrącone , a wręcz zbesztane. Wogóle nie chcę rozpatrywać tego w kategorii
                                    winy. Czy to wina Mili, która od zawsze przedstawiana była, jako ta, która
                                    konflikty między córkami, ich gorące apele i skargi przyjmowała dosyć
                                    powierzchownie- (żeby nie oszaleć), czy Patrycji, która nagle stała się
                                    uszczypliwa i ponura. Myslę,że nie o WINĘ tu chodzi.

                                    Pulpa wie, że nikt, nikt, na całym świecie nie jest w stanie jej zrozumieć,
                                    oprócz tej jednej osoby. Baltony.
                                    Dla mnie o tym właśnie jest "Pulpecja", że kiedy się zakochujesz, wszystko
                                    inne przestaje się nagle liczyć. Traci jakby na ostrości. Rejestrujesz jakąś
                                    tam szkołę, Rodzinę, psiapsiółę w dalekim, dalekim tle.

                                    Pulpa przez to, że jest chora z miłości, nie chce od świata -niczego, co nie
                                    jest Baltoną.
                                    • ready4freddy Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 10.12.06, 02:52
                                      to akurat jest _moje_ SUBIEKTYWNE odczucie, jako czytelnika :)
                            • dakota77 Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 07.12.06, 00:10
                              wierszyk-pana-leara napisała:

                              > Proszę Cię dakoto77, powiedz mi gdzie Pani MM, mówi o Borejkach jako o
                              > bohaterach i d e a l n y c h.
                              >
                              > Naprawdę mnie to intryguje, skąd się to Wam wzięło - to niezbite przekonanie,że
                              > MM coś próbuje nam coś wmówić.


                              Skoro nam sie to wzielo, to czemu ja mam sie z tego tlumaczyc? :). Osoby, ktore uwazaja, ze w
                              Jezycjadzie nie mozna czytac miedzy wierszami, ze wszystko jest dokladnie takie, jak przedstawia to
                              autorka sa jednak na tym forum w zdecydowanej mniejszosci. Moze to wasza strona powinna
                              wytlumaczyc, skad te rozowe okulary?;-)
                              • wierszyk-pana-leara Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 07.12.06, 00:34
                                Bardzo lubię czytać między wierszami, na tym uroda literatury (między innymi)
                                polega. Te różnice w interpretacji, wydają mi się ciekawe.

                                Czytając między wierszami, odkrywa się przede wszystkim jakąś prawdę o sobie.


                                Było by to doprawdy NIESAMOWITE, gdybyśmy czytali między wierszami to samo.
                                Różni jesteśmy i to właśnie wydaje mi się fajne inspirujace.
                                • wierszyk-pana-leara Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 07.12.06, 00:36
                                  Fajne i inspirujące.
                              • wierszyk-pana-leara Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 10.12.06, 00:11
                                odpowiedź dla dakoty77
                                hmm, mogę tu zrobić striptease duchowy , i wyznać, że ja swoich różowych
                                okularów nigdy nie zgubiłam. I dlatego mam je właśnie.
                                • dakota77 Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 10.12.06, 14:58
                                  wierszyk-pana-leara napisała:

                                  > odpowiedź dla dakoty77
                                  > hmm, mogę tu zrobić striptease duchowy , i wyznać, że ja swoich różowych
                                  > okularów nigdy nie zgubiłam. I dlatego mam je właśnie.

                                  No nie wiem, moze poczulam sie zaszczycona, ze ten striptease tak specjalnie dla mnie, ale nie prosilam o podobne atrakcje, no i niezbyt mnie to interesuje. Przynajmniej w damskim wykonaniu, wiec prosze o nierobienie powtorek:)
                                  • wierszyk-pana-leara Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 11.12.06, 00:57
                                    dakota77 napisała:
                                    >nie prosiłam o podobne atrakcje, no i niezbyt mnie to interesuje. Przynajmniej
                                    w damskim wykonaniu,wiec prosze o nierobienie powtorek:)<
                                    ale jak mi się zachce striptisować, to niewiele rzeczy może mnie powstrzymać:)
                            • jottka Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? Po raz kolej 07.12.06, 00:16
                              wierszyk-pana-leara napisała:

                              Gdzieś to padło dosłownie? Czy pełne aprobaty komentarze odautorskie

                              a to jednak w tym punkcie osiągnęliśmy wreszcie konsensusa?:)



                              > oznaczają AUTOMATYCZNIE, że skoro są szlachetni, to muszą już być bez skazy?


                              poproszę wskazać, w którym wątku która dyskutantka vel dyskutant oświadczył/a,
                              że borejkowie są postaciami szlachetnymi i/ lub bez skazy i z tego właśnie
                              powodu mu czy jej nie odpowiadają. dakota, mam wrażenie, parę razy już ci
                              zwracała uwagę, że dyskusje toczą się na nieco inny temat niż sugerujesz - czyli
                              rozziewu między deklaracjami odautorskimi, deklaracjami postaci a czynami tychże
                              - ty natomiast uwagi dakoty konsekwentnie pomijasz. co zresztą nie dziwi, bo po
                              ich wysłuchaniu twoje zarzuty mijają się z celem.

                        • ready4freddy Re: Capslock 07.12.06, 00:23
                          a nieprawda :) jest jeszcze _wyroznienie_ :) ktorys program (ale nie pamietam, ktory) zamienia to nawet automatycznie w podkreslenie. a z tymi duzymi literami to nie jest tak, ze nie wolno nimi pisac..:) zle widziane jest pisanie calych postow, to sie fatalnie czyta. zreszta nie znam sie na netykiecie, a waze ja sobie dosyc lekce ;)
                          • ginestra Re: Capslock 07.12.06, 17:13
                            Jak to dobrze, ze nie trzeba az tak ortodoksyjnie stosowac sie do tych wymogow.
                            Ja widzialam te __podkreslenia__, ale myslalam, ze to jest takie połączenie
                            wyrazow, podobne do tych jakie lubia Amerykanie (np. a "bad-hair-day", czyli
                            dzien,w ktorym nijak nie mozemy ułożyć fryzury).
                            Ale jesli jest przyjete, to bede stosowac.
                            Pozdrawiam wszsytkich!
                    • alitzja Re: no chwilke 07.12.06, 13:37
                      wierszyk-pana-leara napisała:
                      > Patrycja uważała, ze między nią, a Mamą jest przepaść. Mila NIE POTRAFIŁA tej
                      > przepaści przeskoczyć, a Pulpa tego NIE CHCIAŁA.
                      A czy Mila w ogóle jako matka próbuje przeskoczyć tę przepaść? Żeby stwierdzić,
                      że ktoś nie chce porozumienia (-> Pulpa), trzeba najpierw spróbować je osiągnąć
                      a Mila nie robi NIC (caps zamierzony;-))
                      • ginestra Re: no chwilke 07.12.06, 17:50
                        Mnie tez sie wydaje, ze Mila nie próbowała rozmawiać. To jest takie dziwne, bo
                        przeciez Pulpecja i jej siostry mialy z matką i ze sobą raczej dobry kontakt.
                        Ja wiem, że czasem z nastolatką trudno się porozumieć i często matka próbuje, a
                        córka ją zbywa albo się złości itp. i tej rozmowy nie chce, jest
                        zniecierpliwiona, ironizuje, ma za złe, że mama się wtrąca itp. Ale to bardziej
                        u wczesnych nastolatek, maturzystka jest już z reguły dojrzalsza i nie robi
                        takich rzeczy, raczej życzliwą próbę rozmowy odbierze dobrze i doceni tę próbę.
                        Tak jak znamy Patrycję, to na pewno by chętnie odpowiedziała na taki sygnał i
                        nawet jeśli nie w szczegółach, to przybliżyłaby swój problem, chciałaby
                        czyjegoś wsparcia.

                        Tak na marginesie to czytałam kiedyś o tym, że nastolatki (obojga płci) raczej
                        chcą w głębi duszy rozmawiać, nawet bardzo, tylko jakby na własnych zasadach, i
                        jest im trudno i są zwykle dość skryte i wrażliwe i było tam takie porównanie,
                        że gdy ktoś przyjdzie na plażę (oczywiście nie nad Bałtykiem) i chce żeby te
                        wszystkie kraby i inne żyjątka powychodziły, to zapewne kiedy tam wkroczy, to
                        momentalnie się pochowają, ale jeśli tylko usiądzie spokojnie, będzie tam sobie
                        po prostu był, w takiej ciszy itp., to one powoli, powoli zaczną wychodzić i
                        poczują się dobrze i pozwolą mu się zobaczyć. Podobnie nastolatki, jak rodzic
                        nie narzuca się, ale jest zawsze jakoś psychologicznie dostępny, obecny, to na
                        pewno nadejdzie taki własny moment tego dziecka, że ono się otworzy i będzie
                        mówiło i to dużo i będzie bardzo tego kontaktu chciało. I jeszcze w tym jakby
                        opowiadaniu wspominał taki ojciec, że tak właśnie jego córka nie za bardzo
                        chciała rozmawiać, a on jakby okazywał tylko, że jest, i jest gotów zawsze
                        rozmawiać i ten jej moment nadszedł akurat wtedy kiedy wrócił z podróży i był
                        zmęczony i wchodził z tą walizką na górę i ona go wtedy zagadnęła i widoczne
                        było, że chce porozmawiać, więc on wyczuł, że to ten moment i usiedli i
                        rozmawiali i właśnie o to chodziło. I właśnie w tym rzecz, że rodzic jeśli wie,
                        że to tak działa, to kiedy zauważy, że to ten moment, to powinien rzucić
                        wszystko, jeśli to możliwe, bo dzieci z reguły taką właśnie nietypową chwilę
                        wybiorą i cieszyć się w duchu, że to się dzieje i nic nie zepsuć, mimo, że jest
                        się zmęczonym itp. I pozwolić im się wygadać itp. I potem rodzic i dziecko uczą
                        się tych rozmów, tego zaufania, bezpieczeństwa i potem zapewne te rozmowy
                        przechodzą na taki trochę inny rytm kiedy dzieci są dojrzalsze. Oczywiście
                        czasem coś tam przeszkadza i w ogóle i nikt nie jest idealny i czasem cos
                        zepsuje, ale ja przynajmniej mam stale w głowie to, że ten moment może nadejść
                        w kazdej chwili i te rozmowy (ktore tez i ja zaczynam czasem i generalnie stale
                        chce wiedziec co u moich corek slychac) maja dla mnie wysoki priorytet. Mysle,
                        ze dla kazdego rodzica mają. Głupio mi, że się tak wymądrzam, ale myślę, że
                        faktycznie widać to, że Mila nie za bardzo chciała wiedzieć co jej córka
                        przeżywa, chciała myśleć, że wszystko jest w porządku. Podobnie Gaba wobec
                        Laury w CP. Może pani MM pisala to trochę w oderwaniu od własnych doswiadczen
                        jako matki, a bardziej moze chciala wczuc sie w postac nastolatki
                        niezrozumianej i zdanej na siebie, bo ta fabuła miała właśnie dotyczyć
                        osamotnionej nastolatki. Ale dla równowagi, ponieważ postacie wszystkich
                        Borejków były od dłuższego czasu żywe i autonomiczne, to mogłaby choć trochę
                        przydac Mili i Ignacemu rodzicielskich cech i na niektóre chwile "przełączyć"
                        się w ich skórę. Moze juz zagmatwałam, więc tak zakończę. Trudne zapewne jest
                        pisarstwo..
                        Pozdrawiam!
                        • wierszyk-pana-leara Re: no chwilke 10.12.06, 00:38
                          Wydaje mi się,że to właśnie postawa Mili- siedzi na tej plaży, i czeka ,aż
                          Pulpa ze skorupki wyjdzie i coś będzie chciała. A póki co, szykuje ten ser na
                          pierogi.

                          Tam wyżej powpisywałam się do pamiętniczka, różnym osobom.
                          • ginestra Re: no chwilke 11.12.06, 11:58
                            Mysle, ze moze i byc prawda to, co piszesz, musze przeczytac raz jeszcze
                            Pulpecje, ale te uczucia, ktore zachowalam w pamieci po jej lekturze oraz
                            przytoczone przez forumowiczow w tym watku sceny jakos pasuja mi do takiego
                            mojego dojmujacego wrazenia, ze Mila nie byla jednak takim uwaznym rodzicem. Z
                            ta plaza to mialo byc tak, ze ten rodzic __chce__ kontaktu i caly czas ma w
                            glowie to, ze to dziecko ma w sobie tak naprawde mnostwo do opowiedzenia, tylko
                            to musi w nim wezbrac i to dziecko, zeby podzielic sie tym co przezywa, musi
                            miec ten swoj bezpieczny klimat. I ten rodzic na to czeka, ale aktywnie, jest
                            takim, jak napisalam, psychologicznie dostepnym, obecnym i obserwujacym
                            rodzicem. Daje swoja postawa i codziennym zainteresowaniem dzieckiem taki
                            komunikat: "jestem przy Tobie, kiedy tylko zechcesz jestem do Twojej dyspozycji,
                            kocham Cie itp.". I to sie objawia w takich tez spojrzeniach, pytaniach o
                            codzienne rzeczy malego kalibru, trosce itp. I tu chodzi bardziej o zwierzenie
                            sie z takich osobistych spraw dziecka typu zakochanie, klopoty z przyjaciolmi, z
                            poczuciem wartosci, rozne rozterki, wybory. O to "jak w szkole", "jak Ci idzie
                            przygotowanie do matury", "czy trzeba Ci w czyms pomoc", " czy bardzo boisz sie
                            matury" itp. mozna i trzeba jak najbardziej pytac __wprost__. I to pomaga
                            dziecku odczuc, ze ma tego prawdziwego, troszczacego sie i obecnego rodzica.
                            No i te kraby i langusty, to takie raczej 14-17-latki, maturzystka to raczej juz
                            dojrzalej rozmawia i pojmuje relacje z rodzicami, nie jest taka przewrazliwiona,
                            "ranliwa" i skryta. Cos mi sie widzi, ze Mila sie nie popisala, ale trzeba by
                            zerknac uwazniej do ksiazki. Ze o Ignacym nie wspomne...

                            *(tłumaczenie Cz. Miłosza słowa "vulnerable" tak apropos)

                            Pozdrawiam!
      • emae Powoli, powoli! 15.12.06, 16:27
        Mili przecież nie było przy tej rozmowie. Leżała wtedy w szpitalu.
        A pisze nadal, swoją drogą. Hildegarda występowała przecież w przedstawieniu na
        podstawie najnowszej sztuki Kala Amburki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka