julus_d 17.03.07, 16:03 Niby bohaterowie Jeżycjady religijni, a tutaj w Imieninach bracia Lelujkowie spożywają w piątek na obiad schabowe!(str.87) Nie pasuje mi to do pani Musierowicz, myślicie, że świadomie czy po prostu zwykła wpadka? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
nikadaw1 Re: Jeżycjada a religijność 17.03.07, 17:22 przecież nie ma obowiązku zachowywania post miesnego w każdy piątek! zwlaszcza ze to byly imieniny. to tylko tradycja. Odpowiedz Link
mkw98 Re: Jeżycjada a religijność 17.03.07, 19:07 > przecież nie ma obowiązku zachowywania post mięsnego w każdy piątek! Owszem, jest. "Wstrzemięźliwość od spożywania mięsa lub innych pokarmów, zgodnie z zarządzeniem Konferencji Episkopatu, należy zachowywać we wszystkie piątki całego roku, chyba że w danym dniu przypada jakaś uroczystość." - to z listu Episkopatu Polski na temat przestrzegania przykazań kościelnych. Uroczystość w tym kontekście nie oznacza imienin ;-) tylko Boże Narodzenie, Trzech Króli itp. Więc ja myślę, że to wpadka. Chyba, że Lelujkowie są np. protestantami - bo niby czemu nie? ;-) A jeśli chodzi o religijność Borejków to mnie nie przestaje zadziwiać ciąża Róży. Odpowiedz Link
julus_d Re: Jeżycjada a religijność 17.03.07, 19:12 Uhm no faktycznie ciąża jest dosyć kontrowersyjna, ale weź pod uwage, że sama Róża też była chyba dzieckiem nieślubnym (wskazuje na to wypowiedź Mili: "23 lata temu twoja mama mowila mi to samo przy tym samym stole") A wracając do Lelujków, to ot nie były imieniny! Tylko zwykły powszedni obiad! Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Jeżycjada a religijność 18.03.07, 14:20 > Więc ja myślę, że to wpadka. Chyba, że Lelujkowie są np. protestantami Nie, sa po prostu polskimi katolikami :) Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Jeżycjada a religijność 25.03.07, 19:50 nie mylic z wyznawcami kosciola polsko-katolickiego :) Odpowiedz Link
zieleniack Re: Jeżycjada a religijność 25.03.07, 23:48 przeciez nie kazdy bohater musi byc religijny O_o" Odpowiedz Link
elwinga Re: Jeżycjada a religijność 17.03.07, 20:38 A moim zdaniem nie jest to wpadka, o ile autorka w żadnym miejscu nie określa Lelujków jako wierzących i praktykujących katolików. Już nie przesadzajmy z tym czepianiem się szczegółów. :) Odpowiedz Link
mamalilki Re: Jeżycjada a religijność 17.03.07, 21:20 A dlaczego ciaza Rozy ma dziwic? Ile katoliczek zachowuje czystosc przed slubem? Ja uwazam ze powinny (katoliczki) ale wiecie... "kto by uwierzyl w calym Makowie, ze dla niej swiatem byl jeden czlowiek" - jak pisala Osiecka :-) Odpowiedz Link
hybrid822 Re: Jeżycjada a religijność 17.03.07, 22:55 Wielu czytelników ma pretensję już o to, że bohaterowie Jeżycjady latają do kościoła (choć ja się tam, pomimo BARDZO odmiennego światopoglądu, żadnej indokrynacji nie dopatrzyłam. Oni latają, ja nie latam, oni są rudzi, a ja nie, Proste). A teraz zarzut że nie zachowują się jak wzorowi katolicy? Bo katolik to ma zawsze przerąbane. Przestrzega zasad, to go wytykają że moher. Nie przestrzega, wytykają że... nie przestrzega. A wszak powinien. Już się naprawdę skończyły motywy do czepiania? Odpowiedz Link
nikadaw1 Re: Jeżycjada a religijność 18.03.07, 11:47 faktycznie ciekawa rzecz z tym postem. poczytalam troche w necie na ten temat: www.mateusz.pl/pow/020213.htm www.mateusz.pl/mt/wigilia.htm „Zachęcamy też, zgodnie z postanowieniami II Polskiego Synodu Plenarnego, do zachowania wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych w Wigilię Bożego Narodzenia, ze względu na wyjątkowy charakter tego dnia w Polsce”. Biskupi, w tym wypadku, odwołali się wyraźnie do postanowień II Polskiego Synodu Plenarnego, według którego: „Należy zachować wstrzemięźliwość od spożywania mięsa w każdy piątek, chyba że w tym dniu przypada uroczystość, oraz w Wigilię Bożego Narodzenia” (II Polski Synod Plenarny (1991-1999), Pallottinum 2001, s. 210, nr 121). List Episkopatu Polski nie znosi więc wstrzemięźliwości w Wigilię Bożego Narodzenia, ale zachęca do jej zachowania zgodnie z postanowieniami II Synodu Plenarnego. Należy zwrócić uwagę, że uchwały synodalne weszły w życie 28 lutego 2001 r. we wszystkich polskich diecezjach, oraz że postanowienie w sprawie wstrzemięźliwości podjęto ze względu na wyjątkowy charakter dnia Wigilii w Polsce. "Należy przypomnieć, że wstrzemięźliwość w Wigilię Bożego Narodzenia została utrzymana po zmianie przepisów postnych w 1966 roku. Prymas Polski Stefan kard. Wyszyński w dniu 15 listopada 1966 r., zwrócił się z prośbą do papieża Pawła VI o zatwierdzenie wniosku Episkopatu Polski w sprawie utrzymania w Polsce obowiązku wstrzemięźliwości w Wigilię Bożego Narodzenia. Ojciec Święty Paweł VI zatwierdził to prawo dla Polski, „[...] ponieważ zgadza się z niepamiętnymi zwyczajami Polaków i odpowiada duchowi konstytucji apostolskiej ‘Poenitemini’” (Pismo Sekretariatu Stanu z dnia 3 grudnia 1966 r.). Prawo to nie zostało do tej pory odwołane" szczerze mowiac, trudno mi to jednoznacznie zinterpretowac. niby nie jest obowiazkowy, ale episkopat do niego zacheca. papiez zrobil dla Polaków wyjatek ze wzgledu na wielowiekowa tradycje. oficjalnie post w Wigilie zostal zniesiony, ale nadal jest zalecany. to tym bardziej chyba nietrzymanie piatkowego postu nie jest wykroczeniem. a skoro np. we Wloszech nie ma postu w piatki, to chyba znaczy, ze nieprzestrzeganie postu na pewno nie jest grzechem, bo te same zasady religijne obowazuja wszystkich katolikow, a nie nacje. druga sprawa, to na ile niejedzenie miesa w piatek jest faktycznie postem, a na ile pustym rytualem. ksiadz z mateusza wyraznie mowi, ze aby post byl postem, musi miec wymiar religijny. powinna mu towarzyszyc modlitwa i pamiec o smierci Jezusa. tymczasem w wielu domach nie je sie miesa w piatki bo nie, bo taka jest tradycja. przyzwyczaili sie do tego, wypracowali strategie na ten dzien, zeby np. kupic rybe albo salatke, albo placki ziemniaczane zrobic. nawiasem mowiac, ryba tez zywe stworzenie i dlaczego mozna ja jesc, a kurczaka czy wieprzowiny ju z nie? post to forma pokuty, wyrzeczenie, czy w dzisiejszych czasach, kiedy mamy do wyboru tyle roznorodnych produktow zywnosciowych, czesto o wiele bardziej luksusowych niz przyslowiowy schabowy, niejedzenie przez jeden dzien rzeczywiscie jest takim poswieceniem? czy jesli w piatek zjem kawior i popije szampanem albo nawet i zjem niedrogie bezmiesne danie, ktore moge wcinac wagonami, to znaczy, ze zachowuje post i jestem w porzadku z Bogiem? chyba nie. dlatego chyba, w moim odczuciu, wielu ludzi rezygnuje z cotygodniowego postu, bo przestaje widziec w tym sens. bo dzis, zeby faktycznie utrzymac post, nalezaloby soe chyba przerzucic na suchy chleb i wode. ta tradycja copiatkowego postu mowi o nas tyle, ze przez wieki bylismy narodem nieposkromionych miesozercow, dla ktorych niezjedzenie bigosu czy schaboszczaka jest nie lada wyrzeczeniem. ale to sie zmienia. co wy na to? ciekawy temat zostal wywolany zuepelnie mimochodem. czy MM umiescila tu drobna obserwacje obyczajowa, czy tylko przeoczyla? Odpowiedz Link
jottka Re: Jeżycjada a religijność 18.03.07, 14:39 > ryba tez zywe stworzenie i dlaczego mozna ja jesc, a kurczaka czy wieprzowiny juz nie? bo tak każe tradycja:) a ona się wywodzi ze średniowiecznych jeszcze pojęć nie tylko o naturze postu, ale i charakterze poszczególnych pokarmów, i nie można jej wyjaśniać w dzisiejszym kontekście. post nie oznacza(ł) wyrzeczenia dla samego wyrzeczenia, to jest praktyka ascetyczna, którą się stosuje, by osiągnąć pewne korzyści duchowe (nie tylko w katolicyzmie). trywializując - poprzez oderwanie się od cielesności, zanegowanie potrzeb ciała łatwiej można skomunikować się z absolutem. a sens postu jako powstrzymania się od jedzenia mięsa nie oznaczał tylko wyrzeczenia się luksusu na jakiś czas, choć to prawda, że był to pokarm drogi i świąteczny, i dla niektórych niejedzenie mięsa mogło być wyrzeczeniem i w takim sensie. przede wszystkim chodziło jednak o to, że mięso było pokarmem 'gorącym', powodowało wg średniowiecznych (i starożytnych) medyków żywsze krążenie krwi, pobudzenie zmysłów, czyli prostą drogą budziło rozliczne cielesne, ergo grzeszne chucie. ryba - jako pochodząca z wodnego żywiołu - była pokarmem zimnym, czyli 'wychładzała', uspokajała ciało, które łatwiej mogło się skoncentrować na sprawach duchowych. liczyło się pochodzenie pokarmu, stąd też w średniowieczu ptactwo wodne, a nawet bobry, też mogły stanowić postne danie. to nie jest rozumowanie oparte na miłości stworzenia (jak np. nakaz wegetarianizmu w niektórych religiach wschodu), tylko konkretne zalecenia ascetyczne ułatwiające praktyki duchowe Odpowiedz Link
verdana Re: Jeżycjada a religijność 18.03.07, 14:48 Zresztą w średniowieczu (np. zw zakonie krzyzackim) nie uznawano kury za mieso i jedzono w post. Odpowiedz Link
onion68 Re: Jeżycjada a religijność 18.03.07, 18:13 A bobrzy plusk uważany był niemalże za rybę, bo cały czas w wodzie :)I też konsumowany, naturalnie :) Odpowiedz Link
mmoni Re: Jeżycjada a religijność 18.03.07, 15:41 nikadaw1 napisała: > szczerze mowiac, trudno mi to jednoznacznie zinterpretowac. niby nie jest > obowiazkowy, ale episkopat do niego zacheca. papiez zrobil dla Polaków wyjatek > ze wzgledu na wielowiekowa tradycje. oficjalnie post w Wigilie zostal zniesiony > , > ale nadal jest zalecany. to tym bardziej chyba nietrzymanie piatkowego postu ni > e > jest wykroczeniem. a skoro np. we Wloszech nie ma postu w piatki, to chyba > znaczy, ze nieprzestrzeganie postu na pewno nie jest grzechem, bo te same zasad > y > religijne obowazuja wszystkich katolikow, a nie nacje. > Formy obchodzenia postu są ustalane przez episkopaty danych krajów, w Polsce obowiązuje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych we wszystkie piątki z wyjątkiem ważniejszych świąt kościelnych, w większości krajów zachodnich AFAIK stosuje się to tylko do piątków przypadających w czasie Wielkiego Postu. Analfabetyzm religijny, jaki panuje w naszym kraju, powoduje, że przy pierwszym lepszym wyjeździe za granicę Polak widząc cudzoziemca-katolika jedzącego mięso w piątek i twierdzącego bezczelnie, że mu wolno, popada w zwątpienie, relatywizm i postmodernizm. Odpowiedz Link
ready4freddy Re: Jeżycjada a religijność 25.03.07, 19:53 ja tam jem co chce i kiedy chce, ale co do Wloch, to wiem, ze w stolowce zakladowej (wiem, ze to brzmi jak lat 80tych, wiem :) w piatki daja jakies rybie zwloki, chociaz ostatnio i indyk byl, ale moze ptak to tez nie mieso :) Odpowiedz Link
the_dzidka Re: Jeżycjada a religijność 18.03.07, 14:23 > Wielu czytelników ma pretensję już o to, że bohaterowie Jeżycjady latają do > kościoła (choć ja się tam, pomimo BARDZO odmiennego światopoglądu, żadnej > indokrynacji nie dopatrzyłam. O to, to! Ja tez nie widze indoktrynacji. religijnej - bo polityczna, to i owszem, ale o tym już było w innych wątkach. Sam fakt, że Borejkowie chodzą do kościoła, indoktrynacją nie jest; mało tego, ten kościół wspomniany jest głównie przy okazji ślubów i świąt!!! I Gaba i Mila to nawet pracują w niedzielę! Tak że mówić o przesadnej "świętochętliwości" ;P Borejków i indoktrynacji to tak, jakby mówic, że mnie indoktrynuje moja sąsiadka, bo wspomniała, że wpadnie do mnie po powrocie z koscioła :)) Odpowiedz Link
poliglo Re: Jeżycjada a religijność 25.03.07, 23:25 przez całą Jeżycjadę wizyty w kościele pojawiły się zaledwie kilka razy, więc o co chodzi z tą indoktrynacją?? czy obecnie wszystkie powieści mają być laicko-nihilistyczne, jak np: samotnośc w sieci? W książkach nie zauważyłam jakiegoś "latania do kościoła", to "latanie" jest używane na tym forum jako kpina. Ludzie nie przesadzajcie, myślę, że jak najbardziej, jeśli MM jest katoliczką, to ma prawo to wyrażać, a wcale nie uprawia w swoich powiastkach żadnej propagandy prokatolickiej. Kościół pojawia się przy okazji, w tle. Są tysiące pisarzy. Co by było, jeśli wszyscy byliby do bólu wyprani z wartości katolickich, wszyscy byli feministami w każdym calu i dostosowywali się wyłącznie do oczekiwań czytelników?? Jedna wielka mdła papka by to była. Ja już widzę po CP skutki słuchania przez autorkę głosów czytelników. Lepiej gdyby pozostała bardziej niezależna i nieprzejednana w sprawie swoich poglądów. Wtedy tylko będzie autentyczna. Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Jeżycjada a religijność 26.03.07, 11:36 też uważam, że samo wspomnienie, że bohater chodzi do Kościoła nie oznacza jeszcze indoktrynacji. tak samo jak nie zgadzam się, że zbuntowana i niezależna osoba nie może chodzić do Kościoła (bo takie głosy była na temat Wolfiego). Osobiście mam niezależną naturę i nie przyjmuję raczej gotowych poglądów, ale je rozważam. I chodzę do Kościoła, chociaż różnie to ze mną bywa(ło?). Dodam jeszcze, że kilka lat temu uważałam się za ateistkę, potem za agnostyczkę, a teraz jestem poszukująca, przy czym bliżej mi do wiary niż do jej braku. Dlatego nieobce mi są różne postawy i jestem wstanie zrozumieć różne poglądy. Nie sądzę jednak, aby samo chodzenie do Kościoła było formą indoktrynacji. Jest to raczej pewien element poznańskiej rzeczywistości - spora rzesza osób chodzi do Kościoła, a duszpasterstwa akademickie są tu szczególnie popularne. Nie dziwi mnie fakt, że Laura śpiewa u Dominikanów, że chodzą tam całą rodziną itd. Wiele osób tak robi. w Jeżycjadzie irytują mnie raczej wartościujące komentarze odautorskie (jak o tej policjantce), wyraźne przejaskrawienie postacie i niekonsekwencja w ocenie postaw życiowych (np. ocena metamorfozy Idy i Matyldy, chociaż to było już we wcześniejszych tomach). Wiem, że trochę zbaczam z tematu, ale jeszcze co do "samotności w sieci", wczoraj pewien ksiądz miał dość ciekawe rozważania na temat tej ksiązki. To było w ramach rekolekcji wielkopostnych, dzisiaj idę na część drugą. Poruszał problem agape i eros bazując na różnych przykładach, między innymi tej książce. Chodziło mu o to, że bohaterka nie odnajduje spełnienia w małżeństwie, bo nie ma w nim agape, tylko oboje małżonkowie się realizują, ale nie ma między nimi prawdziwej więzi. Ona ma w sobie niezrealizowane pragnienia, w końcu go zdradza i odczuwa pustkę. Cały czas kieruje się eros, a brakuje jej agape. Nie czytałam tej książki, ale mam ochotę to zrobić, bo zaciekawiły mnie jego rozważania. W ogóle wypisałam sobie nazwiska, które wymieniał i chce poczytać przemyślenia tych autorów. Jak któraś z Poznanianek jest ciekawa, to dzisiaj jest dalszy ciąg o 20.00 w Rochu. Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Jeżycjada a religijność 26.03.07, 11:43 mam nadzieję, że nie odbierzecie mojego postu jako indoktrynacji. ;) Odpowiedz Link
ginestra Re: Jeżycjada a religijność 26.03.07, 15:35 Tygrysie, Przeciwnie, post jest (dla mnie przynajmniej) bardzo ciekawy i bardzo bliski mnie samej. Ze mną jest podobnie - chcę wszystko robić autentycznie, chcę wiedzieć, że jeśli wierzę w to czy to, to wierzę naprawdę. Droga do tego wiedzie przez różne - ciągłe - poszukiwania, wątpliwości, przemyślenia, a przede wszystkim doświadczenia i myślenie o tych doświadczeniach, wyciąganie wniosków, podnoszenie się z różnych błędów i uczenie się, czerpanie też z obserwacji innych ludzi i z tego czym się - świadomie lub nieświadomie - ze mną dzielą - też w książkach itp., ale jak już się do czegoś dojdzie i to jest okupione różnymi trudnymi nieraz rzeczami, to wtedy jest to bardzo cenne. Ja cały czas obserwuję siebie i świat i ludzi i czytam (kiedyś na przykład bardzo dużo czytałam o wojnie i o losach ludzi w tym czasie, o tym co im pomagało przetrwać, o tym co jest głęboko w człowieku i jaki ogólnie chaotyczny, niesprawiedliwy z samego założenia i nieprzewidywalny jest świat, ale jak niesamowite rzeczy się w nim dzieją) i ciągle coś odkrywam - w temacie wiary też. Dziwnie się o tym pisze, bo ja chcę się tylko podzielić z Tobą i forumowiczami tymi swoimi doświadczeniami, ale być może niechcący wychodzi mi to jak jakieś kazanie.. Ale nie ma tak brzmieć w każdym razie :) Też chodzę do kościoła i sprawy wiary są dla mnie ważną rzeczą w życiu. Rekolekcje z mojej "dorosłej" części życia, w "zwykłej parafii" gdzie mieszkam (łam), najczęściej nie są dla mnie dobrym wspomnieniem, ale bywały i takie, z których słowa mocno we mnie zapadły. Najbardziej pamiętam te z czasów kiedy studiowałam. Może księża rekolekcjoniści, którzy mają mówić do młodych ludzi, zwłaszcza studiujących, bardziej się przygotowują, szukają autentycznego przekazu od siebie, a nie moralizowania, wiedzą, że mówią do ludzi wymagających, myślących i poszukujących, którzy są wyczuleni na fałsz i "grzmienie z ambony". Bardzo mi się podobały fragmenty filmu Karol (o Janie Pawle II), w których przedstawione były rozmowy Karola Wojtyły z młodymi ludźmi, z którymi jeździł na spływy kajakowe itp. Coś takiego ja bardzo lubię, taki sposób mówienia o rzeczach ważnych, o wierze, o miłości itp. Jeśli chodzi o "Samotność w sieci", to wg. mnie ten ksiądz miał rację w ocenie tych elementów "eros" i "agape" w historii z tej książki. Natomiast, hm,hm.. jeśli chcesz przeczytać tę książkę, to może i warto, tak poznawczo, bo tyle się o niej mówi, ale dla mnie jest to coś tak koszmarnego, że jak o tej książce pomyślę, to zaczynam się tak jakoś denerwować, ale tak bezsilnie, nie wiem jak to opisać. Uwielbiam książki, mam do nich szacunek, jedne są lepsze, inne słabsze, ale z tą było jakoś inaczej - ta jest dla mnie osobiście najbardziej jaskrawym przykładem książki, na którą szkoda kompletnie papieru, drzew i w ogóle czegokolwiek i ogólnie szkoda było do niej moich nerwów (wiem, można by powiedzieć, że po co czytałam, ale właściwie to czytałam wybiórczo, bo najpierw z jakąś taką czytelniczą ufnością, a potem z jakimiś uczuciami niedowierzania, kredytu zaufania, że jednak może się rozwinie, że może będzie coś w niej __prawdziwego__, pomocnego dla mnie, ale się nie doczekałam, zamiast treści był stek jakichś coraz większych bzdur, rozdrażnienie i rozczarowanie narastało, więc potem tylko ją przerzuciłam i przeczytałam zakończenie). Nie mogę zrozumieć dlaczego się tylu osobom podoba, chociaż dostrzegam i szanuję, że tak jest. Ja nie umiem sprecyzować dlaczego ta książka działa na mnie tak źle. Powierzchownie to wiem dlaczego, bo jest ona po pierwsze ___okropnie___, męcząco i bufonowato napisana i to może jest taki "szok estetyczny" dla mnie, choć czytałam różne książki, ale to jest coś koszmarnego: autor-narrator jakby chce się non stop chwalić i na każdej stronie jest taki stłoczony zlepek mnóstwa historii, które mają szokować czy zainteresować czytelnika, jakieś takie jego pomysły na to jak to on zna naturę ludzką, naturę kobiecą itp., a to w moim odbiorze jest tak skrajnie chybione, że chce się po prostu walić głową w ścianę; chce on chyba pokazać, że tyle wie na każdy temat, ale to jest jakiś taki okropny śmietnik. Poza tym ten bohater i ten jego świat uczuciowy jest jakiś dziwny - jakoś chce się powiedzieć, że to wszystko __nie tak__, a tymczasem autor jakby się z nim wręcz utożsamia, ten bohater jest na maxa narcystyczny i neurotyczny, a tymczasem przedstawia się go tak, że niby jest wzorem empatii i wrażliwości i chodzącym ideałem. Dla mnie on jest ____skrajnie niepozytywny____. To chyba najbardziej drażni w tej książce, ta rozbieżność między opisem a czynami postaci, jej myśleniem itp. Ta kobieta też. :( Wszyscy bohaterowie jacyś są dziwni: nie mają kompletnie kontaktu ze swoimi uczuciami, nie wnikają w to, co należy zrobić, załatwić ze sobą i z innymi ludźmi, jakoś się określić, jakoś być też odpowiedzialnym za drugiego człowieka itp. i na tym ich "niekontaktowaniu się ze sobą" jest oparta cała fabuła, ale nie krytycznie tylko właśnie bezkrytycznie. A już najbardziej tandetna jest tam opisana w wątku pobocznym taka historia księdza, taki dramat, nie będę zdradzać fabuły, ale widać gołym okiem przecież, że nikt tego księdza do niczego nie zmusza, on i jego ukochana są dorośli i skoro niemożliwe jest na przykład pogodzić bycia księdzem z miłością do kobiety, to naprawdę nie ma takiej opcji, żeby świat się do niego dostosował (to znaczy Kościół=instytucja), tylko on powinien określić czego by chciał, jak ma funkcjonować, jak ma wyglądać jego życie i podjąć adekwatną decyzję; i to jest opisane tak jakby ten autor "Samotności" opisujący to miał pretensje do całego świata i do Boga, że nie jest tak jak ten człowiek chce. Nie chcę bagatelizować tego opisanego dramatu, ale to jak jest on opisany naprawdę jest jakieś takie "nie fair". Może oczywiście autor przedstawić ludzi niezdecydowanych, zagubionych itp., ale - właśnie, nie umiem tego wyrazić, ale tu jest coś nie tak. W Samotności to nie jest opisane tak jak na przykład u Jamesa Joyce'a, który w swoich opowiadaniach (np. "Dublińczycy") pokazywał osoby bierne i nie umiejące podjąć decyzji choć odczuwające jakieś wewnętrzne porywy ku czemuś itp., ale pisał to jakoś spójnie, dojrzale, jakoś tak ten jego "narrator wszechwiedzący" kierował po prostu na nich swoją uwagę i empatię i opisywał. Tutaj tak nie jest. No i cała ta główna historia tej Samotności jest tak jakoś opisana właśnie niedojrzale i denerwująco. Ogólnie książki ___nie polecam___, chociaż mile bym widziała, żeby ktoś z forumowiczów też się swoją refleksją o niej podzielił, może pomógłby mi doprecyzować, bo nie mogę znaleźć słów co w tej książce jest takiego skrajnie jakby "oszukańczego" dla czytelnika i "fałszywego", bo właśnie takie słowa mi się cisną, ale nie są one stuprocentowo trafne. W jakimś wątku wspominaliście już o niej, ja też króciutko dałam wyraz swojemu niezadowoleniu nią. No, to kończę ten długi wpis. Pozdrawiam serdecznie! Odpowiedz Link
tygrys2112 Re: Jeżycjada a religijność 26.03.07, 17:43 bardzo się cieszę, Ginestro, że odpisałaś, bo to oznacza, że są ludzie, którzy nie uważają takiego filozofowania za chore. :) już się bałam, że zostanę uznana za nawiedzoną, ale widzę, że znajdę tu osoby, które także nurtują podobne zagadnienia. :) przeczytałam Twój post z dużą ciekawością i muszę powiedzieć, że w tej książce chyba coś jest, bo wzbudza bardzo skrajne opinie. Zazwyczaj książek nie ocenia się bardzo emocjonalnie, a w przypadku "Samotności w sieci", wszyscy są albo zdecydowanie za, albo zdecydowanie przeciw. Ciekawe jakie będzie moje nastawienie? Jak tylko uda mi się ją zdobyć i znajdę chwilę czasu to zabiorę się za lekturę. co do księży pracujących z młodzieżą akademicką, to też mam podobne odczucia. Mówią prostym, trafiającym językiem, co wcale nie oznacza, że prymitywnym. Wczorajszy wykład był dość filozoficzny i wcale nie taki prosty, jeśli chodzi o problemy, które poruszał, jednak bardzo mnie wciągnął i dzisiaj też zamierzam pójść. Paradoksalnie, wczorajszego ranka czesząc włosy (nie wiem zupełnie dlaczego wtedy i w tych okolicznoścach), zastanawiałam się czy to nie jest tak, że właśnie kiedy odczuwamy radość, czujemy, że jest w tym coś prawdziwie pięknego i dlaczego Kościół do kwestii radości i cierpienia odnosi się tak a nie inaczej. Zastanawiam się też od dłuższego czasu nad paroma innymi kwestiami. No i jakby w odpowiedzi na moje różne pytania (przypadek niezwkły), usłyszałam słowa tego księdza, który wcale nie moralizował, a jedynie spokojnie przedstawiał różne zagadnienia ku refleksji słuchacza i je po kolei analizował. Rozwiązania ostatecznego jeszcze nie dał i właśnie dlatego idę tam dzisiaj. Mam nadzieję, że nikogo nie uśpiłam swoimi wywodami. :) Odpowiedz Link
ginestra Re: Jeżycjada a religijność 27.03.07, 16:01 Myślę Tygrysku, że nie tylko ja z zainteresowaniem przeczytałam Twoje refleksje, na pewno też i inni, tylko nie wszyscy piszą. To wszystko bardzo ciekawe i aż chciałoby się o tym więcej porozmawiać. W sprawach wiary, czyli (dla mnie) tak naprawdę życia i próby zrozumienia go, jest wiele różnych znaków zapytania i najfajniejsze jest to (dla mnie) kiedy ludzie dzielą się tym co sami zrozumieli, w różnych doświadczeniach i w swoim życiu duchowym. Można z tego czerpać i rozwijać się i w ogóle. Takie "telepatie", że o czymś myślimy, a potem nieoczekiwanie przychodzi "z zewnątrz" odpowiedź też są bardzo wspaniałe i tajemnicze. Nie wiem do końca co oznaczają, ale są. :) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
lambaluna Re: Jeżycjada a religijność 25.03.07, 19:39 to nie prawda, ze moher przestrzega zasad katolicyzmu, moherowość jako postawa fanatyczno-dewocyjna jest tożsama z "faryzeizmem naiwnym". Natomiast wszystkich prawie zasad katolicyzmu czy też chrześcijaństwa przestrzegają święci :-) Odpowiedz Link
zieleniack Re: Jeżycjada a religijność 25.03.07, 23:58 mnie z kolei dziwi stwierdzanie, ze Borejkowie sa az tak bardzo religijni. Dlaczego? Bo ta religijnosc wysnuwacie chyba głównie z tego, ze jest kilka razy napisane, ze oni poszli do koscioła i ze obchodzą katolickie swięta. To robi wiekszosc Polaków, dużo osób z przyzwyczajenia, a tylko niewielki procent to ludzie głęboko wierzący i przestrzegający większości zasad religii. Może tak sie wydaje części osób, które nie są wierzące? to mogłabym zrozumieć, ale w innym wypadku to mi ciężko... Ciąża Róży mnie zaskoczyła raczej dlatego, że a)MM nigdy wcześniej nie sugerowała, że jakaś para współżyje przed ślubem i tak na prawdę nie wiemy, którzy z bohaterów robili to dopiero po ślubie, a którzy nie, możemy sobie jedynie snuć przypuszczenia b)Frycek wydawał mi się za sztywny i opanowany do takich nagłych 'zrywów', z kolei Roża zbyt dobrze ułożona Nie dziwi mnie to w kontekscie religijnym, bo przeciez wiele jest osob, które chodzą do kosciola, a współżyją przed slubem i to jeszcze dosc sporo takich, którzy mają wielu partnerów. Róża i tak wyróżnia się wśród rówiesniczek tym, ze długo pozostała dziewicą, bo przeciez srednia polska wieku podczas przezycia pierwszego razu plasuje sie ponizej 20 lat (18?) Odpowiedz Link